Twitter

.:EVENTY:.

Trwa teraz event pt. "Parada dusz"
Zainteresowanych zapraszam tu: KLIK

.:POGODA:.

Dni stają się coraz dłuższe, a noce krótsze. Cieplejsze dni zawitały do nas, a zimniejsze odeszły daleko daleko stąd. Cała przyroda została już praktycznie obudzona, kwiaty na drzewach i łąkach zaczęły rozkwitać, widać ciężarną zwierzynę co zapowiada ich przetrwanie gatunku a dla nas wspaniałe pożywienie. Wiosna jest okresem częstych deszczy, słonecznych dni, a także wiecznych. Pogoda potrafi się szybko zmienić w ciągu dni, dlatego trzeba być przygotowanym na wszystko. Wiosna to doskonały okres aby poznać swojego przyszłego partnera lub partnerkę, z którą spędzimy możliwe i całe nasze życie.

.:SKYPE:.

Chcesz z nami pogadać na skype? Nie ma problemu! -> KLIK
Jeżeli klikniesz ten link na górze, przeniesiesz się na skype jedynie z możliwością pisania na czacie.
Jeżeli jednak chcesz porozmawiać z nami, z głosem ale bez kamerek, to śmigaj na Skype/zainstaluj Skype i zaproś do znajomych Amerę(Skype -> Amera Castelss), a Amera doda Cię do grupy.
Jak na razie z rozmowy skorzystali: AmeiS, Amera, Lexie, Dannyl, Raven, Luka, Tiago, Xerda oraz Slake!

.:INNE:.

Chcesz coś zmienić w watasze? Oceń Eternal Wolves i powiedz nam czego oczekujesz! -> KLIK

Pamiętaj, aby obserwować nas na Twitterze! Ikonka Twittera znajduje się po prawej stronie od loga watahy!

Czegoś nie rozumiesz? Może chcesz zadać pytanie na asku? -> KLIK

.:KONTAKT:.


AMERA - Adminka
(zmniejszona aktywność)
Doggi - Ali010612
Howrse - Ali010612
Gmail - Sieralioness222@gmail.com
GG - 48141426
Skype - America Castelss

RITSU - Moderatorka
Doggi - lisia98
Howrse - lisia98
Gmail - lisia9855@gmail.com

SHIRO - Moderator
Doggi - cocolino98
Howrse - timenta
Gmail - korzystam z Ritsu gmaila

LEXIE - Moderatorka
(zmniejszona aktywność)
Howrse - Aleksa2003
Gmail - lexie.black01@gmail.com

.:WYŚWIETLENIA:.

.:WILCZE POGADANKI:.

Pogadaj z nami anonimie jeżeli chcesz :3 Nie zmuszamy, ale miło by nam było gdybyśmy się zapoznali :D

Chuuya - Ktoś ty? [8]

Data:
29 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Uśmiechnąłem się pod nosem. Od kiedy mam miano "piękniusia"? Szybko rozprostowałem kości i dogoniłem waderę.
- Dzień Dobry - szturchnąłem samicę.
Odszturchnęła mnie, a ja ją...i tak cały czas, nagle zostałem pociągnięty w dół. Stoczyliśmy się po zboczu. Uderzyłem o coś łbem, sapnąłem cicho i zacisnąłem oczy. Po chwili je otworzyłem. Walnąłem o jakieś spore drzewo. Poczułem ciężar na swoimi boku - Amera. Wadera fuknęła i ze mnie zeszła. Wstałem, pokręciłem łbem oraz spojrzałem na nią.
- Trzeba pójść zapolować - rzuciła i ruszyła dalej.
Udałem się wolnym krokiem za nią. Co jakiś czas biorąc głębsze wdechy. Niespodziewanie się zatrzymaliśmy. Przystawiłem nos do ziemi i poczułem trop. Byliśmy całkiem blisko zwierzyny. Otaczały nas gęste zarośla, dawały dobre schronienie na chwilowy namysł i obmyślenie planu działania.
- Więc jak robimy? - spytałem cicho.
- Ty możesz zagonić...- powiedziała, a ja na nią spojrzałem.
- Albo ty - wyszczerzyłem się - Nie przystoi waderze się przemęczać.
Zaśmiałem się cicho, po chwili dostałem łapą po pysku.
- Zamknij się - mruknęła, lecz na jej pyszczku zauważyłem cień uśmiechu.
- Mhm - wymamrotałem - Zatem mów swój plan.
- Ty zaganiasz, ja zabijam - powiedziała stanowczo.
- Dobrze - przytaknąłem.
- Jasne? - przyglądała mi się przez chwilkę.
- Tak - rozejrzałem się.
- Zatem ruszaj - wyszeptała.
Zacząłem podążać za zapachem. Znacząco przybliżyłem się do ofiary. Zaczaiłem się...Wyskoczyłem i zacząłem gonić zwierzynę. Pędzony dzikim instynktem i zewem krwi. W końcu zagoniłem stworzenie w odpowiednie miejsce i tu wkroczyła moja śnieżnobiała towarzyszka. Doskoczyła do gardła zwierzęcia i zatopiła w nim swoje kły. Niedługo potem ofiara była już martwa. Spojrzałem na Amerę zadowolony.




Ami? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Amera - Ktoś ty? [7]

Data:
28 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wadera przyglądała się jeszcze chwilę basiorowi, który po chwili zdawał się zasnąć. Amera nadal odczuwała skutki alkoholu jednak nie przejmowała się tym zbytnio, bo co mogłoby się stać? Podeszła do białego wilka i przytuliła się do niego, a po chwili poczuła bijące ciepło. Nie lubiła dotyku, jednak z tym wilkiem przeżyła dziś ciekawą przygodę, a nie miała takiej od… Od poznania jej partnera. Z którym miała dzieci. Które zmarły. Samica warknęła pod nosem, obracając głowę i wpatrując się w jej towarzysza. Spał tak słodko i niewinnie, mogłaby go teraz zabić i odejść. Nic by się nie rozniosło, żadnych krzyków, żadnego wołania o pomoc, tylko ona i jej zachcianka. Ale tego oczywiście nie zrobi. Zamiast tego, zarumieniła się odrobinę i już miała się przybliżyć do jego policzka, aby złożyć pocałunek jednak w ostatniej chwili zapytała się co ona robi, nie chce przechodzić przez to drugi raz. Na jej pysku znalazł się grymas niezadowolenia, a jednocześnie zmieszania. Chwilę jeszcze tak patrząc, postanowiła wreszcie usnąć by przygotować się na jutrzejszy poranek. Była ciekawa czy basior będzie chciał przebywać w jej towarzystwie, nawet jeżeli jest ona stanowczą i szczerą waderą.

***

Kiedy budziła się, poczuła na sobie jakiś ciężar. Odkleiła swoje oczęta, mrugając leniwie, aż nie uświadomiła sobie czyj to ciężar. Oczy powiększyły się natychmiast kiedy uświadomiła sobie, że jedna połowa Chuu, jest… na niej. Jego pysk położony był między jej łopatkami, łapa przednia oraz tylna znajdowała się po drugiej stronie jej ciała, a ogon zaplątał się w jej. Prychnęła pod nosem i wstała bez ostrzeżenia czy łagodnego podniesienia się, aby go nie obudzić. Wręcz przeciwnie. Chciała go obudzić. Wredna strona Amery wzięła górę. Chuuya natychmiast otworzył oczy i zamrugał gwałtownie, po czym skierował wzrok na pysk samicy.
- Wstawaj pięknisiu, słoneczko wstało. – Uśmiechnęła się cwaniacko, wędrując już przed siebie.

Chuu?  ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Chuuya - Ktoś ty? [6]

Data:
28 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Dobrze - przytaknąłem.
Przyjrzałem się waderze. Oprócz śnieżnobiałej sierści ubrudzonej krwią widać było wyraźne zmęczenie. Przystawiłem się o krok bliżej do jej boku by być w gotowości do zamortyzowania, w razie potrzeby, upadku mojej towarzyszki. W ciszy doszliśmy do źródła. Wadera pierwsza znalazła się w wodzie, ja odbiłem się od brzegu i po chwili byłem pod tonią. Czułem jak jej chłód oplata moje ciało, przebija się i współgra z tętnem w mojej skroni. Trwałem w tym stanie do póki nie poczułem stanowczego braku tlenu, wynurzyłem się. Dostrzegłem waderę na brzegu. Podpłynąłem w jej kierunku.
- Chuuya...- powiedziała gwałtownie cichym tonem
- To ja - uśmiechnąłem się.
- Nie strasz mnie - mruknęła.
- Ale czym? - przekrzywiłem lekko łeb.
- Myślałam, że woda cię zabrała...- fuknęła.
- Na chwilkę - wyszedłem na ziemię.
Odszedłem kawałek. Otrząsnąłem się z wody. Położyłem się niedaleko Amery. Noc była ładna, gwieździsta, bezchmurna. Usadowiłem swoja głowę na przednich łapach i chłonąłem krajobraz. Woda płynęła swoim tempem, wśród jej ciemnych toni widziałem odbijające się srebro księżyca. Procenty w mojej krwi dodały temu wszystkiemu uroku oraz to, że nie jestem sam. Powiek zaczęły mi ciążyć coraz bardziej, ziewnąłem przeciągle. Zamrugałem kilka razy i wolno się rozejrzałem. Przechyliłem się na bok i zamknąłem oczy. Po chwili zostałem pacnięty łapą.
- Chuu...śpisz? - zapytała mnie wadera.
- Zaraz będę - wymruczałem.
- Trochę chłodno jest...- mruknęła.
- To jak chcesz to możesz położyć się bliżej mnie - rzekłem.
Nie usłyszałem odpowiedzi i w przeciągu kilku minut zasnąłem.


Ami?

Amera - Ktoś ty? [5]

Data:
26 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Amera pomogła basiorowi wstać, po czym skierowali się do wyjścia. Świat tak pięknie wirował, te kolory i zapachy! Uśmiech sam wkradał się na jej pyszczek i wcale nie chciał schodzić. Kiedy już prawie byli przy drzwiach, samica poczuła jak coś zostaje jej podłożone pod łapę co skutkowało upadkiem. Amera zacharczała pod nosem, słysząc śmiechy basiorów którzy się im wcześniej przyglądali.
- Z czego lejesz? – Wstając, warknęła tuż przy pysku jednego z nich. Brązowy samiec patrzył się chwilę na nią, po czym wyszczerzył zęby i zaczął warczeć. Wadera bez zbędnych skrupułów rzuciła się na niego i rozpętała się nie mała walka. Dołączył również Chuuya, który został zaczepiony przez innego samca z grupki. Zaciekawieni w karczmie wystawiali łby, aby zobaczyć co się dzieje, niektórzy wychodzili chcąc uniknąć wplątania w walkę, a niektórzy zostali i dopingowali jednej bądź drugiej stronie. Po co najmniej siedmiominutowym nawalaniu się nawzajem do akcji wkroczył właściciel wraz ze strażami, które ściągną. Tłum gapiów oraz dopingujących od razu się uciszył i usuną z pola widzenia straży, a walka zatrzymała się, powodując spojrzenie walczących na przyczynę odejścia tłumu.
- Wystarczy tego! Wyrzuć ich. – Rozkazał wyżej postawiony w randze strażnik, a jego towarzysze spełnili jego komendę. Chwilę później grupka basiorów oraz wadera z Chuuyą zostali wywaleni na błoto, pod nocne niebo które było oświetlane przez blask księżyca i gwiazdy. Kiedy podnieśli się z błota, samce popatrzyli na nich jedynie i odeszli w milczeniu. Samica jedynie uśmiechnęła się do siebie.
- Chuu nic Ci nie jest?
- Lekkie zadrapania.
- Lekkie? Popatrz na siebie. – Basior miał rany prawie wszędzie i krew na sierści. Wadera podeszłą do niego i przyłożyła łapę do jego ciała, po czym zamykając oczy uwolniła moc uzdrawiającą. W kilku sekundach rany Chuu się zasklepiły i zniknęły. Amera sama się uzdrowiła i czując się troszkę ospała, powiedziała;
- Chodźmy do jakiegoś wodopoju się opłukać z krwi.

Chuu?

Royalog + Interyka

Data:
26 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy

Witajcie moi drodzy! :>
Pierwsza sprawa. Jak już wiecie z czatu, na Royalogu odbywa się głosowanie na bloga miesiąca. Dlatego gorąco zapraszam do głosowania na Eternal Wolves i inne blogi, które według was zasługują na wygraną!
*ankieta znajduje się na dole strony Royalog*

Drugą sprawą jest Intreyka! Zgłosiłam wszakże EW do oceny na Interyce i jak możecie już wiedzieć z przekazu wiadomości na czacie, jedna z prowadzących -Meian- zachęca was, abyście podzielili się opiniami na temat Eternal Wolves. Ja również zachęcam do pozostawienia opinii bądź ciekawostki o EW.
"Łitam. Z tej strony Interyka, zbieram opinie i ciekawostki do recenzji. Jeżeli jakikolwiek członek bloga chciałby się anonimowo czymś ze mną podzielić, to na howrse również jestem Meian. : )
Pozdrawiam."

Przypominam także o evencie "Parada dusz", który trwa do 19.07.17r.!

 To tyle z mojej strony, miłego dnia/wieczorku!
~ Pisała: Amera

Chuuya - Ktoś ty? [4]

Data:
22 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Widziałem ukradkowe spojrzenia rzucane przez Amerę na bok. Odwróciłem się w tą stronę i ujrzałem grupę basiorów. Wydawali się się być jakoś dziwnie znajomi.
- Znasz ich? - zwróciłem się do wadery.
- Nie, a ty? - odparła.
- W sumie to nie wiem, gdzieś jakbym ich już widział - powiedziałem.
Wilczyca pokiwała głową.
Głowa opadła mi lekko na jeden bok.
- Poproszę o napełnienie mojej szklanki - rzekłem do barmana.
Uczynił to i już po chwili mogłem upijać się dalej.

~~~~**~~~~~~~**~~~~

Świat wydawał się być barwny i taki pocieszny! Uśmiechałem się głupio do Amery...do wszystkiego. Nagle zostałem powalony na ziemię. Sam się wywróciłem czy co?
- Chuuya - usłyszałem czyjś kpiący głos.
To oni, a pośród nich była moja znajoma. Otworzyłem szybko oczy, śnieżnobiała wilczyca uśmiechnęła się do mnie.
-  Chyba tobie już trochę za dużo - powiedziała.
- Być może - odparłem z zachrypniętym głosem - Może gdzieś pójdźmy?
- Jeśli utrzymasz się na łapach...- zaśmiała się.
- Oczywiście, że tak - zamrugałem i się uśmiechnąłem.


Amera?

Amera - Ktoś ty? [3]

Data:
19 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wzięła łyk trunku i popatrzyła się na ladę barmana. Co mogło ją interesować? Jest medyczką, zwykle kojarzy się to z lekami, chorobami i ziołami bądź tabletkami. Dla niektórych nie jest to ciekawe, ale skoro basior pyta. Zwróciła wzrok na niego i uśmiechnęła się lekko.
- Chuu… mogę Ci tak mówić? – Samiec zamrugał kilkakrotnie, ale dał odpowiedź.
- Tak, chyba możesz...
- Więc będę Ci tak mówić. Mój drogi, jestem medyczką, a z racji że wykonuje taką robotę, a nie inną interesować mnie mogą wszelakie rośliny Craerii z których można wytworzyć lek. Bądź cokolwiek z czego lek można wytworzyć.
- Medyk to raczej ciężka praca. – Ponownie wziął łyk swojego napoju, cały czas mierząc mnie swoimi oczami.
- Jak się do tego nie przyzwyczaisz to jesteś w dupie, a jak się dostosujesz… Całkiem przyjemna praca. – Wzruszyła ramionami. – Lepiej teraz ty powiedz mi coś ciekawego. – Waderze pojawił się uśmieszek na pyszczku. Zaczyna przypuszczać, że trunek powoli zaczyna działać.
- No więc ja pracuje jako sprinter…
- To dopiero ciężka praca! – Amera przerwała. – Wybacz, mów dalej.
- Czy ja wiem czy ciężka? Jak się do tego nie przyzwyczaisz to jesteś w dupie. – Zaśmiał się, a wadera wraz z nim.
- Sprytne zagranie Chuu. – Amera przybliżyła szklankę do jego. – Na drowie. – Powiedziała, po czym stuknęli się kubkami i wypili ich całą zawartość. Samica wzdychnęła po wpływem gorzkiego trunku. Granatnik był bardzo dobry, ale kopał jak nie wiadomo co. Kątem oka spostrzegła niezbyt przyjemnie wyglądających typków, zerkali co nie co na dwójkę siedzących przy ladzie. Amerze się to nie spodobało.

Chuu?

Info!

Data:
19 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Witajcie.
Chciałam tylko oświadczyć iż do watahy zostały dodane dwie nowe strony!
Gry – strona z grami, zachęcam do zapisywania się i brania udziału!
Twórz – na tej stronie możesz stworzyć coś do watahy!
Te dwie nowe strony znajdziecie w "Wilcze Menu", na samym końcu.

Zapraszam również na Event Parada Dusz, który ruszył już dzisiaj i trwa do 19.07.17r.!
Serdecznie zapraszam!
~ Miłego dnia/wieczorku!
Pisała; Amera

PARADA DUSZ!

Data:
19 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zapada zmrok, prawie wszyscy swoich domkach kładąc się spać, zapewne szczenięta już dawno chrapią. Ku zaskoczeniu wszystkich mieszkańców Diamentowego Kontynentu nagle przez ich wioski oraz miasta zaczynają przechodzić najprawdziwsze duchy oraz dusze! Pojawiają się powoli, w karnawałowych strojach, które mienią się tysiącami kolorów, a pyszczki mają wymalowane na czaszki. Wielkie platformy z najróżniejszymi na nich dziełami, wloką się za nimi również pełne kolorów. Inni noszą instrumenty i na nich grają, inni tańczą na platformach oraz na ziemi, śmiejąc się oraz radując. Niektórych próbują zachęcić do zabawy, podchodzą biorą w tany, zachęcają do wypicia słodkiego nektaru. Niektóre wilki stoją w osłupieniu, kolejni w zachwycie i podziwie. Pojedyncze osobniki szepczą pod nosem nazwę „Meksyk”, próbując sobie coś przypomnieć jednak bagatelizują te domysły i zaczynają bawić się, oglądając paradę. Wszystko byłoby takie realne, gdyby nie to, że dusze i duchy, są trochę przeźroczyste, no i… lewitują lekko nad ziemią. Tylko to teraz pozwala odróżnić świat duchów, od realnego świata.


Witam zbłąkane dusze! Tak oto przybyła do nas Parada Dusz! Poniżej zaprezentowane zadania eventowe, które możecie wykonać. Z zadań można uzbierać tzw. Sombrero. Pod koniec eventu, liczone są wszystkie sombrero i ten kto uzbiera ich najwięcej dostanie nagrodę.
Miłej rozgrywki! <3
PAMIĘTAJCIE - Kiedy robicie zadania, nie zapomnijcie ich ponumerować!


EVENT: Parada dusz
DATA ROZPOCZĘCIA: 19.06.17R.
DATA ZAKOŃCZENIA: 19.07.17R.



ZADANIE 1.
Napisz opowiadanie o tym jak twoja postać spotyka na paradzie zmarłego, który był dla postaci ważny lub po prostu był przyjacielem czy rodziną. Parada pozwala na rozmowy z duchami, więc może być to jedyna okazja!

ZADANIE 2.
Napisz do Amery wiadomość na howrse/gmail/doggi z treścią „Przekaż mi słów …liczba…”. Słowo liczba musisz zastąpić jakąś cyfrą. Taką sumę słów, jaką sobie wybierzesz dostaniesz od Amery. Po dostaniu słów musisz napisać opowiadanie właśnie z nimi. Pamiętaj, że im więcej słów tym więcej sombrero! Nie zapomnij także o zaznaczeniu pogrubieniem słów w opowiadaniu!
Dozwolona, maksymalna liczba słów; 15

ZADANIE 3.
Loteria! Zapisz tutaj swoje postacie, a może wygrają coś ciekawego :)
Zapisani; Proserpine, Melairene, Astre, Chuuya, Valax, Amera, Nubou, Mari, Tadashi, Delphi, Naomi, Ethan, Shaytan, Haze, Kigyó

ZADANIE 4.
Duch! Duch! Gdzieś na watasze ukrywa się duch! Znajdź go a dostaniesz wynagrodzenie! Wiadomość z położeniem ducha wyślij do Amery na gmail/doggi/howrse.

ZADANIE 5.
Stwórz czaszkę! Stwórz czaszkę z tym kreatorem: KLIK, następnie zrób screena i wyślij Amerze na howrse/gmail/doggi! Można stworzyć max. 2 czaszki.

Chuuya - Ktoś ty? [2]

Data:
19 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Usłyszałem skrzypienie drzwi, byłem sam. Reszta wilków znajdujących się w tym miejscu była pochłonięta rozmową lub innymi czynnościami. Odwróciłem się i ujrzałem waderę o śnieżnobiałym futrze, posiadała jasno-żółte ślepia, które błyszczały i wpatrywały się w mą personę. Karczmarz podał mi jakiś trunek. Wziąłem jeden solidny łyk. Wadera usiadła niedaleko mnie. Przyjrzałem jej się dokładniej. Rozpoznawałem ją, była neutralną, jak ja.
- Amera? - zapytałem niewyraźnie.
- Tak? - spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Miło mi, jestem Chuuya, może mnie kojarzysz - uśmiechnąłem się lekko.
- Chuuya...- zmrużyła oczy - Neutralny?
- Tak - odparłem.
- Kojarzę Cię - odpowiedziała - Poproszę Granatnik - zwróciła się do karczmarza.
Upiłem kolejny łyk nieznanego mi trunku.
- Zatem Amero, może się lepiej poznamy? - spytałem.
Chwyciłem w łapy kufel i zacząłem go ciągać z łapy do łapy.
- Czemu nie - odparła.
Po chwili dostała swój napój, uśmiechnąłem się lekko.
- No cóż, co Cię interesuje? - zapytałem i spojrzałem na nią.
Samica rzuciła mi chwilowe spojrzenie.



Ami? 

Amera - Ktoś ty? [1]

Data:
18 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wieczór. Cóż, za niesamowita pora dnia. Kiedy prawie wszystkie szczenięta, bądź starsze wilczury idą już spać, zaczynają się harce młodych dorosłych, a także tych doroślejszych. Niekiedy trafić można na przechadzających się uliczkami nastolatków, wesoło biegających i śmiejących się do siebie. Ostatnimi czasy w Craerii, w wieczornych porach lepiej uważać. Strażnicy wszędzie szepczą między sobą, że dwie sekty powoli zdają się rosnąć w siłę, a one kiedyś też pewnie będą starać się o trochę skrawka terenu dla swojej armii i wyznawców. Amera prychnęła pod nosem.
- Kto by widział, aby w takich czasach zakładać sekty! Zaraz pewnie będą zbierać osobników na przeszpiegi do sekt. – Mówiąc tak do siebie nagle zderzyła się z kimś. Zmarszczyła nos kilka razy, aby usunąć nieprzyjazne uczucie bólu, postawiła uszy i popatrzyła się przed siebie. Wpadła na wysokiego basiora, był wyższy od niej co najmniej o połowę głowy. Jego futro lśniło kolorem kasztanowym pomieszanym z czerwienią, oczy zaś jarzyły się żółcią.
- Uważaj jak łazisz. – Warknął nad jej uchem i poszedł dalej. Amera wyszła przed nim zapewne na bojącą się samice, skoro nie patrzyła mu w oczy lecz nie zamierzała się poddać.
- Lepiej ty uważaj, nie wiesz na kogo trafisz. – Odwarknęła, jak był już troszkę dalej za nią. Odpowiedział jej pełnym nienawiści wzrokiem i zniknął w ciemnościach. Tymczasem wadera wznowiła swoją wędrówkę do karczmy w Elcrys. "Pod Smoczym Łbem" wyrabiali i podawali najlepszy trunek zwany „Granatnikiem”, a samica go uwielbiała. Kiedy znalazła się w pomieszczeniu, ujrzała wiele wilków żwawo rozmawiających na jakiś temat. Przy ladzie siedział tylko jeden osobnik – biały z pomarańczowymi ślepiami.

Chuu?

Od Valaxa do Melairene

Data:
17 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Oparłem się o ścianę, patrząc oszołomiony na wyjście z tunelu. Moi ludzie naprawdę byli tacy głupi żeby nie zauważyć wielkiego okrętu stojącego pod naszą siedzibą? Westchnąłem ciężko, robiąc kilka kroków w tył. Rozpędziłem się, wybiłem się z krawędzi skały i skoczyłem w przepaść, rzuciłem się w objęcia bezkresnego i niepojętego morza, zdany na jego łaskę.
Na szczęście wylądowałem w wodzie, całkiem niedaleko statku. Był to bryg średniej wielkości, miał dwa stosunkowo wysokie maszty, wyposażony był w dwadzieścia cztery armaty, na dziobie poniżej linii zanurzenia był zamontowany słabej jakości taran. Podpłynąłem bliżej i złapałem się dolnej części rufy.Wspiąłem się trochę wyżej, podchodząc pod okna kajuty kapitana. Melairene siedziała w środku, ślęcząc nad jakąś mapą. Podciągnąłem się na rękach i przeczytałem nazwę statku. Wredna Menada była dosyć ciekawą nazwą. Wskoczyłem na pokład i omiotłem go spojrzeniem. Było pusto i bezpiecznie. Przebiegłem jak najciszej po deskach i wystrzeliłem w górę za pomocą wyciągu. Wspinając się po maszcie dotarłem na bocianie gniazdo, akurat w momencie gdy Melairene wyszła z kajuty i stanęła przy sterze. Usiadłem w koszu, wyciągając nogi za barierkę i zacząłem ostrzyć noże.

Na horyzoncie pojawiły się statki. Na żaglach dostrzegłem czaszkę kościotrupa ze skrzyżowanymi piszczelami- Wesołego Rogera. Płynęli do nas piraci i nie bynajmniej nie byli
pokojowo nastawieni. Wręcz wypowiadali nam wojnę. Liniowiec, fregata, dwa szkunery. Cholera
jasna, nie mieliśmy szans w bezpośredniej walce. Zeskoczyłem z masztu za pomocą haka i skierowałem się do Melairene.
- Czułam, że tu jesteś.- powiedziała kobieta.
- A szkoda. Chciałem być prezentem od Bogów.- podszedłem bliżej i stanąłem po jej prawej stronie.
- Mniejsza o to. Mamy małe problemy w postaci czterech statków.
- Zauważyłam.
- Znasz się choć trochę na statkach? Nie mamy żadnych szans. Jesteśmy tu tylko my, taran i kilka dział.
- Szkunery szybko się zatopi, uszkodzimy trochę liniowiec, a fregata się podda.
- Szkunery zmienią w brandery, liniowiec ma pięćdziesiąt dział, a fregata się nie podda bo już
będziemy na dnie. Nawet nie mamy ludzi żeby załadować działa.
- Na pewno masz tu sojuszników.
- Owszem, mam. Tylko że jeden mnie nienawidzi, a drugi chce mnie zgwałcić.
- Sojusznik cię nienawidzi? Dosyć nietypowa sytuacja.
- Spałem z jego partnerką, dwiema córkami i synem. On mnie nie cierpi, jego rodzina mnie kocha.
- Już wszystko jasne. Nie chcę znać szczegółów.
- Wywiesimy białą flagę. Zaczną abordaż, a wtedy ich zabijemy.
Kobieta skinęła głową i wyciągnęła do mnie rękę z białą chustką. Zabrałem ją, szybko wskoczyłem na maszt i zawiązałem chustkę na szczycie. Po jakimś czasie przypłynęli wrogowie, otoczyli nasz statek z dwóch stron i zarzucili haki. Piraci przeskakiwali na bryg i rozglądali się po pokładzie, wyraźnie szukając załogi. Nagle Melairene zaatakowała. Mężczyźni szybko wyciągnęli szpady i w ułamku chwili rozpętała się walka. Zeskoczyłem z masztu, powalając na ziemię trzech piratów i wkręciłem się w wir walki.

Pokład zlał się rubinowym kolorem, na deskach walały się trupy. Słońce już powoli zachodziło, wokół roztaczała się pomarańczowa aura. Wchłonąłem dusze wrogów, czując jak każdy mięsień wypełnia się energią. Wyjąłem sztylet tkwiący w moim brzuchu i rzuciłem go na ziemię. Spojrzałem szybko na Melairene. Była niemal cała w krwi, jej sukienka wisiała w strzępach. Podszedłem do niej, stając na mostku i spojrzałem w morze. Opierała się o barierkę, patrząc na horyzont.
- Trzęsiesz się.- zaważyłem, kładąc swoją pelerynę na barkach kobiety. Melairene otuliła się materiałem. Gdy spojrzała na mnie, wyciągnąłem rękę i założyłem zbłąkany kosmyk jasnych włosów za jej ucho.
Zamknij oczy.
Towarzyszka spełniła moje polecenie, jednak wciąż pozostawała czujna. Ściągnąłem maskę i pocałowałem ją delikatnie. Kobieta objęła moją szyję, pogłębiając pocałunek. Po chwili oderwałem się od niej, założyłem maskę i przemieniłem się w dym. Odszedłem, zostawiając ją na morzu.

Melairene?

Od Rachel do kogoś

Data:
17 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zaczęłam popadać w paranoję nudności. Biegałam od drzewa do drzewa, żeby tylko się nie nudzić. Nie zadziałało. Nadaj tonęłam w nudzie. W końcu nie wytrzymałam, i weszłam na drzewo nad przepaścią, po czym zaczęłam rozważać, jak skoczyć, a się nie zabić. Daleko w dole była mała rzeczka, która by nie zamortyzowała upadku z wysoka. Była skałka, półka skalna, korzenie, lekko skrzywione ściany. Na dół bym zejść mogła. A wyjść? Będę chodzić w tym "wąwozie" aż w końcu wyjdę jakimś dziwnym wyjściem. Zeskoczyłam z gałęzi w stronę skałki skalnej, potem liany, korzenie... w końcu wylądowałam w małej rzeczce. Wyszłam z niej na żwir, który tutaj przeważał, i poszłam w lewo. Po paru minutach zdałam sobie sprawę z mojej głupoty. NIE BYŁO tutaj wyjścia. Napiłam się mulistej wody, która nie smakowała dobrze, i zaczęłam się wspinać. Od jednej ściany do drugiej, odbijając się łapami. Prób było cztery. I dopiero za ostatnim razem udało mi się dotrzeć do końca przepaści. Teraz tylko się odbić jakoś łapami, i wyskoczyć. Wbiłam pazury z ziemię, i już miałam wyskoczyć.... ale mokra i śliska ziemia, w połączeniu ze skałą, to zawsze utrudniają. Poślizgnęłam się, i byłabym spadła, gdyby ktoś mnie nie złapał, i wyciągnął na trawę.

< ktoś? Nudzi mi się>

Od Astrego do Melairene

Data:
16 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Jestem Agnar.
Przyjrzałem się temu zjawisku. Grobowy głos rozbrzmiewał w mojej głowie, przemienił się w niegdyś mi przyjazny. Ha, pamiętam tą osobę. Mogłem nazywać ją mianem szlachetnym - "przyjacielem". Ale czas...ten nieubłagany czas, który zabiera wszystko. Bałem się tej teraźniejszości bez ciebie, lecz cóż nadeszła i w niej trwam. Może czasami chciałbym wykrzyczeć, że jest mi pusto, tak cholernie pusto. Pamiętam jeszcze jak Cię kiedyś pocieszałem, tuliłem. To nieobecne. Czy mogę śmiało stwierdzić tęsknotę za tobą? Nie ma Cię. Rozejrzałem się roztargniony, znów zatrzymując topiący smutek w sobie. Skoro nikt mi nigdy nie mówił prawdziwego "Dobranoc" czy mogę już się z wszystkim pożegnać? Uśmiercić to co mam pod futrem i skórą, zabrać ten czar, który daje mi możliwość widzenia i czucia. Moje życie wewnętrzne w którym jest cholerny bałagan. Stop, stop, stop. Czas przywdziać maskę złotego demona. Nikt nic nie wie, nie czuje jak ja. Zalane krwią czerwone oczy płoną.

~~~**~~~~**~~~

Krzyk i uderzenia w coś metalowego. Upadam. Już wiem co ciągle powtarza się w mojej głowie. Bezradne wołanie o pomoc. Czy ktoś uratuje moją ciężką i brudną duszę? To nierealne. Dla mnie nikt tego nie zrobi. Naokoło dym przybierający pomarańczową barwę od ognia. Zewsząd czysty zapach płomieni i ich trzask. Zakażenie rozprzestrzenia się w mojej podświadomości. Otwieram oczy. Światło przez chwilę mnie oślepia. Znów zadaję sobie pytanie: Kim jestem? Po kilku minutach wraca mi świadomość. Mam na imię Astre. Tak. Już minęło. Znów wszystko pamiętam. To wszystko przez to co wpełzło do mojego środka i utworzyło sobie ciemny dom pełen mroku. Znów zamykam oczy. Słyszałem jak krew płynie w moich żyłach. Westchnąłem. I teraz znów bojowe okręty myśli atakują. A gdyby na czymś się wyżyć? Zabić, rozszarpać. Najlepszą opcją jest żebym zrobił tak z sobą.
Oddychałem głęboko.



Melairene?

"Wykształciła w sobie duszę samotnika."

Data:
16 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
INEZ
INFORMACJE
KONTAKT: kabaczekmarlena@gmail.com
WIEK: 15 lat
PŁEĆ: Wadera
RASA: Anioł
ŚCIEŻKA: Opiekunka szczeniąt
POCHODZENIE: Niebo, Alve
ORIENTACJA: biseksualna
PARTNER: -
ZAUROCZENIE: -
POTOMSTWO: -
KREWNI: Biologicznych rodziców nie poznała. Prawdopodobnie zmarli tuż po jej narodzinach. Przygarnęła ją samotną wilczyca, imieniem Kira. Wychowała ją do czasu wojny, która wybuchła w watasze. Zmarła pozostawiając Inez na pastwę losu. Być może posiada rodzeństwo, jednak nie wie nic o jego istnieniu.

OBLICZE POSTACI
CHARAKTER: Gdyby nie nieszczęśliwy los, jako ją spotkał, miałaby szansę być radosną, pełną energii osobą. Przez chwilę nawet był w jej życiu taki okres, jednak po wojnie zamknęła się w sobie. Stała się skryta, cicha I małomówna. Wykształciła w sobie duszę samotnika. Nie przepada za dużymi zgromadzeniami, woli trzymać się na uboczu. Za wszelką cene stara się żyć z dala od centrum wydarzeń. Chowa się ze swoimi emocjami, a bynajmniej stara się jak najlepiej, by nikt ich nie odkrył. Zdecydowanie woli obronę niż atak. Niekiedy przez wspomnienia na skłonności do płaczu. Odzywa się tylko w bardzo koniecznych momentach, nie jest zbyt rozmowna. Nie ufa pierwszej lepszej osobie, potrzeba kilku dobrych miesięcy żeby się do kogoś przyzwyczaiła. Jednak zawsze jest skora do pomocy. To dobry słuchacz, nie przepada za wtrącaniem się w życie innych, jest bardzo nieśmiała. Jest także rozważną i ostrożną waderą. Szczęnięcy czas wykształcił w niej jednak ziarnko ciekawości. Urodziła się na innej planecie, jednak gdy dorosła I chciała zwiedzić świat, przypadkiem odkryła portal, przez który udało jej się tu dostać.

APARYCJA: Nie zbyt wysoka, chuda wadera. Nigdy zbyt wiele nie ćwiczyła, więc nie ma widocznych mięśni. Grube, długie futro zabarwione jakby czarnym atramentem nocą idealnie komponuje się z tłem. Gdzieniegdzie jednak widnieją białe przejaśnienia, między innymi na szyi, karku I końcówce ogona. Na poduszce przedniej prawej łapy widnieje niewielkie znamię, ślad po skaleczeniu kolcem. Jej oczy różnią się od innych wilków. Prawe jest bowiem srebrne, z lekką domieszką błękitu, zaś lewe złotawobrązowe.

APARYCJA PRZEMIANY: Wadera przyjmuje wówczas na wpół przeźroczystą formę, jakby ducha. Z jej grzbietu wyrastają trzy pary dużych, białych skrzydeł, pobłyskujących złotem. Jej oczy stają się wówczas błękitne oraz wydają się świecić. Ogon, podobnie jak i futro na tylnej części łap oraz karku i grzbiecie, znacznie się wydłuża

UNIKALNA MOC: -

UMIEJĘTNOŚCI:
Siła:  10★
Zwinność:  30★
Szybkość:  30★
Wytrzymałość: 20★
Zdrowie:  10★
Unikalna moc:  -★

EKWIPUNEK
SOLARY: 50S

INNE: -

SZCZEGÓŁOWE INFORMACJE
REPUTACJA: Przez swoje trzymanie się na uboczu z reguły nikt do niej nie podchodzi. Chociaż zdarzają się wyjątki.

LUBI: Uwielbia noc. Tak, to stwierdzająco stworzenie nocne. Uwielbia patrzeć na zachodzące słońce oraz słuchać szumu wiatru nad wodą.

NIE LUBI: Przede wszystkim słońca. Ale także hałasu i wojen, kłamstwa oraz wykorzystywania kogoś.

RELIGIA: Nihil

ZGROMADZENIA: -

ZAINTERESOWANIA: Nieodkryte.

FOBIE: Od najmłodszych lat towarzyszy jej lęk przed krwią.

WSKAZÓWKI DLA INNYCH AUTORÓW: Zawsze zachowuje kamienną twarz, odzywa się tylko w wyjątkowych sytuacjach.

INNE:
- Krążą pogłoski, że jej krew na błękitny odcień.

Od Melairene do Valaxa

Data:
13 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
   Nagle nastała ciemność zupełnie tak, jakby otoczył moje oczy cieniami. Po chwili czułam ciepło jego ciała jeszcze zanim zapadłam się w sobie... Niósł mnie gdzieś. Ale dokąd? Zanim zdążyłam wymyślić coś sensownego, musiałam stracić przytomność. Odzyskałam ją dopiero w jakimś kamiennym pomieszczeniu. Zamrugałam intensywnie, czując boskie moce o bardzo dużym nasileniu dookoła. Było to dość dziwne, nawet bardzo. Wstałam gwałtownie, siadając.
-Wiem, że to zabrzmi dość dziwnie...- potarłam skronie, spoglądając zamglonymi oczami na jakąś dziewczynę przede mną, mieszającą mikstury. -...ale co ja tutaj robię?
-Jesteś przeze mnie leczona.- odmruknęła od niechcenia.
-Ale... Ty jesteś Ciren.- nie potrafiłam za nic połączyć wątków.
-Tak, Valax cię tutaj przyniósł, jak spadłaś skądś...- wzruszyła ramionami.
-Z konia.- przypomniałam sobie zdradziecką bestię z czterema kopytami. -Spłoszył się... Go. I jeszcze mnie...
   Jak na zawołanie podłoga, a wraz z nią meble, zatrzęsły się. Poczułam silne wibracje jeszcze innej magii, które zniknęły, aby mogły pojawić się kolejne kawałek dalej.
-Co do...?!- Ciren aż wrzasnęła z szoku.
-A no właśnie o wilku mowa.- odparłam, wzdychając.
   Przyjrzałam się swojej ranie, której w zasadzie już nie było. Ciren użyła tego rodzaju ziół, jaki potrafi wyleczyć niemal od razu, a ze względu, iż moja Iris już mi je podawała, w końcu raczyły zadziałać. Moje ciało z uwagi na to, że posiadało niemal na każdym skrawku jakąś pieczęć, przyjmowało leczenie z zewnątrz z podwójnym opóźnieniem. Zwłaszcza, kiedy mowa o ranach w jednym ze delikatniejszych miejsc, choćby na przykład bok brzucha, gdzie kiedyś zostałam ugodzona srebrną strzałą. Blizna została pod postacią sześcioramiennej gwiazdy po wyjęciu grota. Srebrne strzały może i nie były bardziej śmiercionośne od tych zwykłych, ale miały moc osłabiania run, a w tym także mnie. Teraz właśnie pojawił się na horyzoncie ktoś, kto miał ich pod dostatkiem na czarnoksiężniczki takie, jak ja. Ktoś, kto zdecydowanie został przeze mnie niejednokrotnie oszukany, czy uwiedziony, a teraz pałał żądzą zemsty. Co gorsza nie dało się go od tak zabić, bowiem już był martwy. Przeklęty przeze mnie na wieczność. Doszłam wówczas do politycznego wniosku: miałam znacznie więcej wrogów, niż przyjaciół przez swoje cudowne akcje. Wniosek drugi: ta siedziba zawali się, jeżeli nie będę próbowała z niej uciec. Wniosek trzeci: Ciren przespała się z Valaxem.
-I jak było?- zapytałam, wpatrując się w jej dłonie.
   Zdziwiona oderwała się od swojej roboty.
-W sensie o co ci chodzi?
-Z Valaxem.
   Zarumieniła się lekko, gapiąc się w bok. Wykorzystałam ten krótki moment jej nieuwagi na to, aby chwycić ze stolika nocnego obok mojego łóżka z nieskazitelnie białą pościelą, skalpel. Zrobiłam to błyskawicznie, więc uznała moje poprawianie dosiadu za zwykłe wiercenie się z ciekawości.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz.- udała niewinną.
-No pewnie. Myślisz, że oszukasz nos Królowej Krętaczy?- uśmiechnęłam się w uroczy sposób. -Czuję jego zapach na tobie... Wszędzie.
-Tak ciebie nazywali za kratkami?- nie ukryła własnego uśmiechu. -Dla twojej świadomości jesteśmy razem pomimo tego, że on nadal uważa mnie za...
   Pozwoliłam jej ciągnąć, podczas gdy skalpelem przecinałam sobie liny na moich nadgarstkach. Zapobiegliwa, kochana pielęgniarka w najmniejszym stopniu nie ufała mi po naszym ostatnim spotkaniu, lecz właściwie to się jej nie dziwiłam. Nie wielu żyjących na tym skorzystało, że zaczęło mi ufać. Z reguły kończyli w rynsztokach, albo na środku oceanu.
-Och, za kratkami padały gorsze określenia, ale na listach gończych były dopiski tego typu.- tym razem to ja wzruszyłam ramionami. -Bywało gorzej.
-To prawda. Zwłaszcza w naszej sekcie.- zaśmiała się, przypominając sobie jakiś żart.
   Jej śmiech się urwał wtedy, gdy poczuła ogromną senność, jaką jej podarowałam.
   Korzystając z tego, iż Valax wpuścił do własnego lokum coś tak na pozór bezbronnego, jak ja, zaczęłam podle wykorzystywać jego nieobecność pomimo tego, że w każdej chwili mógł mnie na tym nakryć. Przypominało to trochę rodzinną komedię z nami w rolach głównych. Ja byłam zdradliwą żoną, a on niekochającym mężem. Zdradliwa żona została ranna w dość dziwnych okolicznościach, więc mąż, jako w zasadzie sprawca wypadku, poczuł się odpowiedzialny za jej zdrowie. Zabrał ją do siebie w przypływie romantycznej troski. Kobieta zaczęła wkrótce przeszukiwać jego dom w poszukiwaniu... Tajnego przejścia. Nacisnęłam coś obok drzwi, co przypominało wklęśnięty kawałek chleba wykuty w skale. Bezszelestnie otworzyło się przejście do długiego, nieoświetlonego korytarza, jakim pognałam bez zastanowienia. Mógł mnie doprowadzić gdziekolwiek, nawet pod same drzwi pokoju wiecznie zamaskowanego mężczyzny. Macając ściany w mroku, żałowałam, że nie przemieniłam się w wilka przed decyzją o wzięciu konia. Nie musiałabym teraz zrzucać tutaj swoich ubrań po przemianie i zostawiać mu coś swojego. Całą misję musiałam odbyć jako człowiek. Pięknie, pięknie, po prostu przepięknie.- warczałam na siebie w duszy. I co teraz? Weszłam gdzieś, gdzie stał po środku jakiś stół z pokreśloną mapą dość ładnym, zawijanym pismem i typowymi "X". Pod ścianami stały wysokie regały z księgami, a ponadto to wszystko było wykonane z mahoniowego drewna. Nawet to ubierał w czerń.- przeszło mi przez myśl, stając w jego gabinecie ledwo oświetlonym lampką gazową. Po drugiej stronie znajdowały się drzwi, na moje szczęście zamknięte na klucz od tej strony.
   Odnalezienie kolejnych, jakże potrzebnych rzeczy do finałowej ucieczki nie było zbyt długie. Wszystko właściwie walał albo po kątach, albo na zagraconym biurku. W ten sposób "pożyczyłam" z szafy w miarę niepogniecioną koszulę, a później zawiązałam na niej swój gorset. Na nadal własnych spodniach jeździeckich zapięłam jego skórzany pas z kordelasami, bo zwykłymi nożami to one nie były przez swoją długość. Zarzuciłam czarny, męski płaszcz, wciskając pośpiesznie ręce w rękawy, a włosy związałam rzemykiem z szuflady, na którym wisiał jakiś kieł. Nakryłam głowę kapeluszem, a twarz maską. Nie zwracałam przy tym uwagi na to, że niektóre rzeczy mogły być na mnie ciut za duże, liczyło się wtopienie w tłum, a przede wszystkim kupiony czas po wyjściu z tego pokoju. Ostatni raz rozejrzałam się po nim i nakreśliłam szkarłatną szminką na mapie miejsce naszego ostatniego spotkania, dopisując godzinę, a przy tym jutrzejszą datę. Przekaz był chyba naprawdę jasny. Zachichotałam gardłowo po zaproszeniu mojego arcywroga na tajną schadzkę po tym wszystkim, co musiałam teraz zrobić... Przekręciłam złoty klucz w zamku, biegnąc ile sił w nogach prosto w tą stronę, z której powstawały wibracje jeszcze innej mocy. Wiedziona tym tropem, stukałam podeszwami, zwracając tym sam na siebie uwagę członków emo sekty cukierkowych duszków. No bo jak to było możliwe, że ich szef zaczął chodzić na tak niebotycznie wysokich obcasach?! Wyobrażenie sobie Valaxa w szpilkach kosztowało mnie wybuch obłąkańczego chichotu, który wstrząsnął moją klatką piersiową.
-To Melairene! Ucieka!- ile razy słyszałam za sobą ten rodzaj zawołania?
   Pierwszymi, którzy się zorientowali, byli podopieczni bóstw wodnych. Skąd to wiedziałam? Oprócz mnie w tą samą stronę zaczęła gnać tuż za mną fala tsunami, która miała niebawem roztrzaskać mnie o naprzeciwległą ścianę. Nie w tym życiu, pomyślałam, przyspieszając pełna sił, a wtem skręcając gwałtownie w lewy korytarz. Tam musiałam podciąć gardła dwóch strażników na raz, abym mogła ruszyć dalej, prosto do ślepego zaułka.
-Kur...
   Nie zdążyłam zakląć, kiedy zza mnie wyskoczyło trzech rosłych mężczyzn z mieczami. Bądź co bądź, ale drużynę, to miał niczego sobie. Zajadle z nimi powalczyłam pomimo różnicy rozkładu sił, rozkładając ich dzielnie na łopatki, choć kosztowało mnie to szramę na policzku. Wytarłam kroplę krwi rękawem płaszcza.
-To zabawne.- usłyszałam znajomy ton. -Teraz już wiem, jak wyglądam, kiedy skądś uciekam. Tylko, że jestem znacznie wyższy. No i trochę silniejszy. Trochę znacznie bardziej.
   Gdyby nie to, że ponownie odczułam wibracje, od których skała zaczęła pękać, odwróciłabym się do niego i napluła mu na buty. Tymczasem w ścianie pojawiło się przejście, gdy całkowicie się skruszyła. Postąpiłam krok do przodu, stając nad krawędzią przepaści, a potem spoglądając w dół, w samą toń wodną. Przede mną rozpościerał się horyzont oceanu, jakiego jeszcze całego nie przemierzyłam. W końcu się do niego odwróciłam, spoglądając przez ramię.
-Nie dziękuję za pomoc.- mrugnęłam zalotnie, a Valax się uśmiechnął półgębkiem.
   I wtedy skoczyłam.

   Większość wibracji zniknęła z lądu po moim zniknięciu. Pozostały pojedyncze, ale ich odejście było tylko kwestią czasu. Teraz stałam na pokładzie okrętu pirackiego, jaki sama ukradłam jakieś pięć lat temu i przycumowałam tuż pod siedzibą Valaxa. Sądziłam, że nikogo tam nie znajdę, bowiem wybrzeże od tamtej strony było zupełnie opuszczone. Chyba nigdy przedtem się tak wielce nie myliłam, jak wtedy.
-Co zamierzasz z nim zrobić?- zapytał Astaroth, materializując się po mojej prawicy.
-Z Valaxem? Umówiłam się z nim na schadzkę jutro po północy.- wywołałam załamanie nerwowe mojej Pieczęci, które objawiło się jako uderzenie się pięścią w czoło.
-Chodziło mi o twojego ulubionego pirata.
-Muszę się z nim spotkać już dzisiaj.

"Oczywiście.
Seks, seks i seks.
Szybciej."
-Salke 2k17

Od Valaxa do Melairene

Data:
13 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Podparłem się na ręce, patrząc na leżąca obok mnie Ciren. Przyjaciółka patrzyła się w sufit,
okryta kołdrą od pasa. Położyłem się na poduszce, wpatrując się w kryształowy żyrandol.
- Jak do tego doszło?- zapytałem w końcu.
- Za dużo wypiliśmy.- odparła Ciren.- Choć przyznaję, że tęskniłam za tobą w moim łóżku.
Westchnąłem cicho i podniosłem się, siadając na krawędzi łóżka. Oparłem łokcie na kolanach i
ukryłem twarz w dłoniach.
- Nie przesadzaj, mi się podobało.- powiedziała przyjaciółka gdy wstałem i zacząłem zbierać ubrania z podłogi.
- Mam całe podrapane plecy, to twoja sprawka czy wywaliłem się na schodach?- założyłem spodnie i spojrzałem wyczekująco na kobietę. Ciren zachichotała wesoło.- Idę się przejść.
- Wróć szybko.- mruknęła przyjaciółka pod nosem, gdy tylko przemieniłem się w wilka.
- Wolałbym nie.- rzuciłem na odchodnym, wybiegając za drzwi.

Od dłuższego czasu przemierzałem tereny Elcrys, próbując się skupić na wszystkim, co nie
przypominało o moich problemach. Melairene, Ciren, Sekta... i jeszcze przelotne myśli o Eris. Na Bogów, czy tak ma wyglądać moje życie? No błagam.
Z rozmyślań wyrwał mnie tętent kopyt. Zaciekawiony wybiegłem na skraj lasu, wyglądając zza krzaków. Nagle zza rogu w szaleńczym tempie wypadł koń. Gdy tylko ogier mnie zauważył, stanął dęba i zrzucił jeźdźca, który wylądował tuż pod moimi łapami. Szybko zorientowałem się, że to była Melairene. Obwicie krwawiła z rany na brzuchu, a ona sama wydawała się słaba i zmęczona. Popatrzyłem na nią zdziwiony, a potem przeniosłem wzrok na drogę obok nas i spokojnie wyszedłem z lasu. Po chwili przede mną pojawili się czterej jeźdźcy. U pasa zaczepione mieli miecze i wyraźnie byli wściekli. Gdy ich konie mnie ujrzały, spłoszyły się, zrzuciły jeźdźców i uciekły w panice. Co te głupie konie do mnie miały? Szybko doskoczyłem do mężczyzn i zabiłem ich w mgnieniu oka, nawet nie próbowali się bronić. Zlany krwią ponownie podszedłem do Melairene i spojrzałem na nią wyczekująco.
- Nie chcę twojej pomocy.- powiedziała słabym głosem.
- To ja sobie popatrzę.- położyłem się obok niej na trawie.- Popatrzę, jak powoli umierasz.
Po naprawdę krótkim czasie kobieta spojrzała na mnie z nadzieją. Przyzwałem cienie, które zaczęły wirować wokół oczu Melairene, zasłaniając jej widoczność. Podniosłem się z ziemi, zaciągnąłem jednego z denatów w krzaki, przemieniłem się w człowieka i założyłem jego ubrania. Po chwili podniosłem leżącą nieopodal kobietę i ruszyłem z nią przez las.

- Zaopiekuj się nią.- spojrzałem na Ciren, kładąc Melairene na szezlongu w komnacie białej wilczycy.- Tylko ostrożnie.
- Dlaczego miałabym jej pomagać?- spytała jadowicie.
- Bo cię o to proszę.- stojąc tyłem do rannej, zabrałem cienie zasłaniające jej oczy.
- Niech ci będzie. Potem pogadamy o tym wszystkim.- spojrzała z wyrzutem na mój strój.- Nie skrzywdzę jej.
- Dzięki.- pocałowałem ją delikatnie w usta i opuściłem komnatę.

Raven? Iks de. Wena uciekła do króliczej norki.

Od Melairene do Valaxa

Data:
12 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
   Otworzyłam ostrożnie lewe oko. Powoli. Tak, aby nikt tego nie dostrzegł. Iris spała na krześle, oparta o zagłówek mojego łoża. Astaroth po mojej prawej. Westchnęłam cicho z ulgi, widząc ich zajętych snem, jaki moja podświadomość musiała na nich nasłać. Mogłam teraz swobodnie się wydostać z odmętów ich opieki i udać w sobie tylko znaną stronę, kompletnie sama. Na moje szczęście nadal było po zmroku, tak więc ciemności opatuliły moją zabandażowaną sylwetkę podczas heroicznego wyskakiwania przez okno pałacu. Prawdopodobnie była to jedna z wielu moich głupich decyzji, której konsekwencje również odbiją się niedługo na moim zdrowiu fizycznym. O psychicznym musiałam przyznać, że nigdy nie myślałam właściwie chyba dlatego, iż go nie było od momentu moich narodzin, albo pojęcia faktu, że żyłam.
   Kulejąc nieco jeszcze, udałam się w stronę stajni. Podczas pochodu podpierałam się o ściany Dworu, drugą ręką łapiąc się za nadal krwawiącą ranę na brzuchu. Przewiązałam się w pasie wyrwanym kawałkiem peleryny jakiegoś stajennego, którego imienia teraz nie pamiętałam. Z uwagi na fakt, że mogłam zmieniać się w wilka nieczęsto raczej podróżowałam konno. Było to w zasadzie niepotrzebne; trzymanie koni jako tak potężna istota, jaką byłam. Stanowiło to jedynie wygodę i podkreślenie zarazem prestiżu mojego Dworu. Nie jeździłam od dawna, ani nie pamiętałam nawet, jakiego wierzchowca przydzieliłam sobie samej. Omiotłam na w pół przytomnym wzrokiem boksy, z których żadne ze zwierząt nie raczyło się nawet wychylić. Cholerne, paskudne kopytne. Dlaczego nie potrafią odczuć przynajmniej minimum empatii? Przyjrzałam się tym najlbiższym i po budowie musiałam przyznać, że były dość pokaźne. Zbyt wielkie, zbyt grube, zbyt umięśnione. Dalej, to musiały być jakieś konie rolne od pługa, czy czegoś tam. W niepojętym mroku rozświetlanym tylko blaskiem srebrnego księżyca odnalazłam inne, nieco mniej potężne rumaki. Były conajmniej o połowę niższe oraz mniej umięśnione, za to gibkie.
   Bingo.- pomyślałam, wchodząc do pierwszego lepszego z nich.
   Pociągnęłam delikwenta za sobą, trzymając go za kantar, który przy siodlarni zamieniłam pośpiesznie na ogłowie.
-Hej, kto tam jest?!- zawołał jakiś męski głos. Stajenny.
   Dosiadłam w przypływie adrenaliny od razu konia, nawet bez siodła. Kiedyś byłam szczerze przekonana, iż było to niemożliwe, jednak kiedy ktoś cię nakrywa na kradnięciu własnych rzeczy, czy istot, jakoś wszystko staje się bardziej realne do wykonania. Nagle uderzył mnie ból poniżej klatki piersiowej. Szarpnęłam za mięśnie. Jęknęłam. Powinnam była zostać w łóżku i dać sobie się wyleczyć. Naprawdę powinnam...! Musnęłam boki kasztana, a ten natychmiast runął do przodu, potrącając Pieczęć. Miałam nadzieję, że zbyt szybko nie wstanie i nie dokona rabanu na cały Dwór. Słabsza Pieczęć nie wstała. Mogłam pędzić dalej, do Bramy, aż za granice Muru i Corvum.


   Pędzenie po targach Elcrys po północy, dosiadając na wpół zdziczałego ogiera, było błędem bez siodła. Nie mogłam znaleźć oparcia do pół siadu, który odciążyłby wszystkie partie mojego ciała, a tak musiałam brać czynny udział w każdym kroku konia w pełnym siadzie. Czułam, jak po moim udzie spływała krew z rany, kiedy kawałek peleryny się obluzował, a po chwili spadł. Jakby tego było mi mało, to coraz bardziej słabłam, a również traciłam czucie w palcach. Zapytawszy się siebie samej dokąd tak pędziłam, nie potrafiłam sobie odpowiedzieć. Musiałam uciekać, ale sama nie wiedziałam przed czym bardziej. Przed świadomością, że pozwoliłam się omotać emocjonalnie Valaxowi po naszej bitwie, czy przed myślą, iż żyłam na jego łasce? To były bardzo trafne pytania.
-Brać ją!- usłyszałam za sobą jakiś krzyk. Wraz z nim kolejny tętent kopyt. I jeszcze jeden.
   Obejrzałam się za siebie, aby spostrzec czterech jeźdźców siedzących mi na ogonie z nagimi mieczami wycelowanymi we mnie. Ach, no tak. Starzy znajomi z dawnych lat, kiedy musiałam kraść, żeby się wyżywić w zimę. No cóż, znaleźli mnie. Nie byłoby to takie złe, gdyby nie moja obecna sytuacja i to, że zabiłam ich dzieci... Do rytuałów. Wielu.
   Właśnie wtedy mój cudowny kasztanek spłoszył się wilka, stając gwałtownie dęba. Zleciałam za jednym zamachem, prawie skręcając sobie kark, ale na szczęście nie krzyknęłam. Zlecieliby się za mną wiedzieni, jak po sznurku. Zakaszlałam, plując piachem, gdy dostrzegłam znajome oczy. Futro, które mieniło się w blasku słońca o świcie, teraz zlewało się z idealną czernią. Przede mną stał Valax we własnej osobie, a za mną byli ci, którzy pragnęli mojej śmierci.

Salke iksde

Od Melairene do Astrego

Data:
12 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
   Droga Przejścia stanęła otworem dla Astrego, kiedy ruszył tuż za mną w stronę piętrzących się przed nami ruin Corvum. Pieczęci natychmiast zaczęły pojawiać się jako bardziej materialne tak, aby mógł je widzieć; tysiące bladych postaci wilków i ludzi na jednych ziemiach opatulonych szczelnym welonem mgły z Muru. Ciemne pnie drzew górowały wysoko nad nami, zlewając się z mrokiem dookoła nas niczym palce olbrzymów wyrastających spod ziemi.
-To będzie teraz twój tymczasowy dom tak, jak dla kolejnych, którzy przyjdą po tobie.- wyjaśniłam, kiwając w stronę przejścia z ledwo utrzymujących się w zawiasach drewnianych, skrzypiących na wietrze drzwi. Dwoje skrzydeł było okutych w żelazne, zardzewiałe już zdobienia. -Z czasem, kiedy będziesz zdobywać coraz lepszy status, to miejsce zamieni się na mój Dwór.
   Pozwoliłam, aby strawił podaną mu informację w ciszy podczas wkraczania do wnętrza budynku. Miałam nadzieję również, iż już zaczął pozbywać się wątpliwości co do tego, że z łatwością utrzyma tutaj cokolwiek swojego bez walki. Nic bardziej mylnego, zwłaszcza w tego typu kręgach, jakie sama tworzyłam żelazną ręką zbrudzoną krwią.
-A na czym będzie dokładnie polegała Droga Przejścia?- zapytał, rozglądając się po zamszonych ścianach, a również zbitych szybach.
   Nie ukrywałam uśmiechu, gdy zadał to kluczowe pytanie.
-Musisz się wykazać już na samym początku zdobytymi umiejętnościami oraz tymi, które zaczniesz zdobywać od jutra w trzech zadaniach. Osobiście będę cię szkoliła na każdą kolejną rangę wtajemniczenia, więc nie spodziewaj się nikogo innego, kto by się tutaj wywyższał wiedzą... Przynajmniej na razie.- rzekłam w gwoli wyjaśnień, ciągnąc: -Poza tym poznasz już teraz kilka najbardziej podstawowych zasad.
   Poprowadziłam go na sam środek, aby stanął w centrum pentagramu w kręgu. Zajaśniał on jaskrawym, szkarłatnym blaskiem, rysując dokładne linie wyrysowane przeze mnie do wzywania Pieczęci z Zaświatów. Ponad to w powietrze wzbiły się ogniki, wesoło wirując wśród nas. Wspólnie poczuliśmy silny przypływ magii, co zwiększyło ciśnienie w żyłach. To było żywe, prawdziwe czarnoksięstwo.
-Tutaj przed staniem się Powiernikiem będziesz rozmawiać ze swoją Pieczęcią, która sama cię wybierze i wraz ze mną poprowadzi do Rytuału Przyjęcia. Zadaniem Pieczęci jest dać ci własną moc czarnoksięską, a także chronić cię; towarzyszyć w bitwach. Będzie was zatem dwoje jednocześnie tak długo, aż staniecie się jednością. Po twojej śmierci Pieczęć przejmuje twoje ciało i dostaje dar życia w zamian za egzystencję u twojego boku i oddanie swojej mocy. To jest jedna z najwyższych cen na samym początku, jakie przyjdzie ci zapłacić. Nadal jesteś gotowy?- zapytałam pod koniec przekornie.
   Astre nie wydawał się specjalnie przerażony początkowym pokazem mocy kręgu, ani perspektywą, jaką przed nim nakreśliłam. Wydawał się być paradoksalnie od samego początku ze wszystkim pogodzony tak, jakby rzeczywiście nie miał zbyt wiele do stracenia. Nieco mnie to zaniepokoiło, ale z drugiej strony ucieszyło; nie będzie zbyt problematycznym uczniem w najbliższej przyszłości. Być może nawet stanąłby się kimś znacznie więcej, niż tylko Powiernikiem właśnie dzięki temu...
-Tak, jestem.- przyznał cicho.
   Jak na zawołanie oślepiło nas czerwonym światłem do tego stopnia, że musieliśmy oboje zamknąć oczy. Od siły magii ziemia zadrżała, a w uszach dzwoniło od natężenia jej w atmosferze, aż nie opadło wraz z pojawieniem się nowej obecności. Na piersi Astrego, a dokładniej tam, gdzie biło jego serce, wypaliły się runy w odpowiedniej kolejności. Basior nie zdążył nawet krzyknąć z bólu i przerażenia, bowiem ból tak, jak się pojawił, tak gwałtownie zniknął. Swąd przypalonej sierści rozniósł się z niezwykłą prędkością, wypełniając nasze płuca. Pieczęć stanęła przed Astre, a po chwili skłoniła się najpierw przede mną, a potem przed nim.
-Witaj, przyszły Powierniku Kruka...- grobowy głos zabrzmiał od strony nowo przybyłej postaci, kiedy zaczęła się przedstawiać...

Astre, dokonaj decyzji o imieniu i charakterze Pieczęci.

Od Valaxa do Melairene

Data:
12 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nasze twarze dzieliły milimetry, słodki oddech Melairene omiatał moją twarz, mimo maski wciąż
uparcie tkwiącej na swoim miejscu. Jej serce biło w szaleńczym tempie, jakby właśnie ścigało się z własnymi możliwościami. Gdybym dosięgnął sztylet lub jej miecz mógłbym raz na zawsze zatrzymać jej serce. Z przyjemnością patrzyłbym jak życie wymyka się z jej ciała, jak iskry w jej oczach powoli gasną. Lecz z drugiej strony, nie chciałem tego zrobić.  Oczy Melairene, gniewne, błyszczące i jednocześnie piękne nie mogłyby stać się puste, nie wybaczyłbym tego sobie.
Valax, na Bogów. Wypluj to.
W końcu zabiłem już tyle wilków, tyle ludzi, jedna więcej nie zrobiłaby różnicy.
Wiedziałem, że to co czułem do Melairene zacznie mnie niszczyć, a jednak wciąż w to brnąłem, posuwając się w stronę własnej zagłady. I należało tym samym osłabić Imperatorkę Miłych i Puchatych Baranów.
 Uwolniłem ręce kobiety z żelaznego uścisku i przycisnąłem ją do mojego ciała. Palcami jednej ręki przejechałem wzdłuż jej kręgosłupa, powoli i delikatnie. Ciało kobiety zadrżało, a w jej oczach pojawiła się iskra przyjemności, która jednak po chwili przekształciła się w jakiś rodzaj gniewu. Uśmiechnąłem się, przewróciłem przez bok znajdując się nad Melairene i podniosłem się z ziemi. Otrzepałem się, odwróciłem i ruszyłem w stronę lasu. Stojąc tyłem do kobiety, ściągnąłem maskę, rzuciłem ją o ziemię i pobiegłem przed siebie.


- Martwię się o ciebie.- powiedziała Ciren, bandażując ranę na moim brzuchu.
- Niby czemu?- spojrzałem na maskę, którą od dłuższego czasu trzymałem w dłoni.
- Najpierw powodujesz zniszczenia siedziby, później zabijasz połowę z ocalałych, potem walczysz z Melairene i wracasz w tym stanie.- wymieniła i zawiązała bandaż, kończąc opatrunek. Stanęła na palcach i pocałowała mnie w usta.- Poza tym, nie wiem po co te maski i tylko ciemne i te same ubrania. W samych dżinsach też wyglądasz super, a w ogóle najlepiej bez niczego.- uśmiechnęła się pod nosem.
- No cóż, taki jestem. A co do tych ubrań i maski.-zamyśliłem się przez chwilę.- Wolę jednak je nosić. Przynajmniej na razie.
- Jasne, nikt nie może wiedzieć, że masz normalną twarz, nie?- zaplotła ręce na piersi, przyglądając mi się jak własnemu dziełu.
- Dokładnie. Znasz mnie za dobrze.- odwróciłem się od lustra i przemieniłem w wilka. Zdecydowanie wolałem swoją zwierzęcą postać. Wybiegłem z komnaty, kierując się do biblioteki.

Ravciu? Znowu słabe i bez sensu, ech

Od Astrego do Melairene

Data:
11 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Znów spojrzałem na Melairene. Coś krzyczało we mnie "poddaje się", a coś innego "tchórz". Co mogłem zrobić? Przynależeć do grupy, poznać innych, a potem chodzić przy nich ukryty, zupełnie bez blasku? Lecz lepsze to niż świadoma samotność bez nikogo na około, w końcu w grupie jest szansa, że kogoś znajdę na stałe jako przyjaciela. Cały czas chcę być jakąś inną rzeczą, tyle we mnie krzyczy. Chciałbym być silniejszy. Nawaliłem już tyle razy, zbyt drastycznie. Rozbiłem się o ścianę w którą uderzałem już wielokrotnie.
- Chyba jestem gotów - odpowiedziałem.
Ona uśmiechnęła się ledwo zauważalnie na tą wiadomość.
Nie do końca byłem tego wszystkiego świadom. Przez chwilę wydawało się być to snem, ale uświadomiłem sobie, że to jest tu i teraz. W sumie było mi obojętne co uczyniłem. Być może skazałem na siebie śmierć, lecz nie obchodziło mnie to. Może potrzebowałem czegoś konkretnego co mnie zabije. Lepiej, żeby inni nie byli świadomi czegoś tak absurdalnego, jak moje ciało walczy ze mną. Niech ktoś w końcu usłyszy moje "przepraszam". Anatomia wielkiego niczego. Czułem, że postradałem zupełnie zmysły. A może to wszystko przez tył mojej głowy, tam gdzie czai się ciemna storna myśli? Każda doba i tak jest zła. Godzina czwarta nad ranem nigdy nie jest dobra. Jest ona zarezerwowana dla jegomości którzy są bardzo zapracowani lub dla takich jak dla mnie, tych co nie czują się nigdy dobrze. Pięć minut po czwartej, a z oczu zaczynają lecieć łzy, pięć minut wystarczy na wewnętrzną zagładę. To frustrujące.
- Jeżeli jesteś gotowy na poświęcenie wszystkiego dla mnie, to przed tobą jeszcze długa Droga Przejścia do Rytuału Przyjęcia. W każdym bądź razie witaj, Astre, w skromnych progach Corvum.
- I tak jestem nielotnym ptakiem - powiedziałem do niej cicho
- To nic - uśmiechnęła się. Wpatrywałem się w nią. Wiedziałem, że przez jej głowę przechodzi kilka myśli, takich co mogłyby dokończyć jej wypowiedź. - Niedługo, jeśli wszystko pójdzie dobrze, być może zostaniesz krukiem.
Uśmiechnąłem się lekko. Wątpiłem by cokolwiek mogło się zmienić. A nawet jeśli to zapewne na gorsze. Lubiłem być nieświadomy niczego. Sen to tak jakby chwilowa śmierć, lubiłem spać, lecz nie mogłem. Miałem ochotę wrzasnąć do samego siebie "Zostaw mnie", lecz wszyscy uznaliby mnie za psychola. To dopiero zabawne, jakbym wcale nim nie był. Nielotny ptak...jak większość, jesteśmy całą wyspą nielotnych ptaków, dla nas ważne jest rodzenie potomstwa, poszerzanie majątku i tak dalej...Wielu uważa się za nieśmiertelnych, do czasu. Wszystko jest jakoś bardziej samobójcze niż kiedykolwiek. Co chwilowe rozdwojenie jaźni, poczucie, że me czyny wykonuje ktoś inny, nie ja.
Zgubiłem swoje ładne "cześć", znowu nie umiałem się należycie witać z innymi.



Melairene? Wiem, że za krótkie .v.

Od Melairene do Seishin

Data:
10 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
   Po wyjściu z jej komnaty czułam tylko narastający przypływ empatii; była tak poraniona przez Oni, jakby ścigały ją od pół roku. A może nawet i dłużej? Poprawiłam opadające kaskady sukni po przemianie w człowieka z powrotem, a Pieczęci po obu stronach dwuskrzydłowych drzwi skinęły mi głowami na pożegnanie. Chciałam być z powrotem na dłuższą chwilę sama, więc skierowałam się do biblioteki, a jedynym moim towarzyszem był stukot moich wysokich obcasów.
   Sklepienia Dworu były pełne plafonów; otynkowanych miejsc przeznaczonych na obrazy olejne pełne sielskich oraz mitologicznych scen, w których królowały pegazy oraz kruki. Grube, wysokie kolumny korynckie na wysokich bazach były ze wszystkich stron rzeźbione w kanelury; żłobienia, jakie lubiłam dotykać opuszkami palców podczas przelotnego przechodzenia pomiędzy nimi, idąc korytarzami czy klatkami schodowymi od szerokich schodów. Po środku pałacu wznosiła się szklana kopuła, przez którą można było ujrzeć niebo wysoko ponad sufitem, które w jakiś magiczny sposób wtapiało się do wszechobecnych dzieł, czy rzeźb amorów. Stanowiło nieodłączną część mojego domu. Stanęłam centralnie pośrodku podłogi z czarno białego marmuru układającego się w romby i uniosłam wzrok, aby mogło mnie oślepić popołudniowe słońce. Gdy z powrotem schyliłam się, ujrzałam cztery wzniesienia, na których stały greckie wazy z moich snów, malowane w postaci czarnych ludzi, jak i zwierząt na złoto pomarańczowym tle, a były one ustawione w rogach tego kwadratowego pomieszczenia rozchodzącego się na wszystkie strony świata; wschód, zachód, północ i południe. Tam z kolei należało wspinać się schodami. W zachodnim skrzydle na wszystkich piętrach znajdowały się komnaty sypialne oraz reprezentacyjne, czy tronowa, w których przyjmowałam gości, lub posłańców. We wschodnim znajdowała się jadalnia dla całego Dworu, a za nią siatka odpowiednich korytarzy dla komnat służby oraz Pieczęci, to tam też była ogromna kuchnia. Południowe skrzydło otwierało się na ogrody na parterze poprzez szklane wrota podobne do tych wejściowych, lecz jego wyższe piętra były przeznaczone również dla biblioteki, oceanarium, obserwatorium astronomicznego z teleskopem, komnaty dziwów, podziemnego skarbca, a również komnaty balowe. Do nich wchodziło się najszybciej od północnego skrzydła stanowiącego wejście do Sali Centralnej z kopułą z uwagi na to, iż goście to właśnie tam od razu zazwyczaj się kierują podczas bali.
   Ruszyłam więc południowymi schodami do biblioteki na drugim piętrze, której dwuskrzydłowe wrota zawsze były szeroko otwarte, nawet w nocy. Pieczęci, które były bibliotekarzami pracowali nieustannie, a że nie musieli odpoczywać, ani jeść- ciągle tędy chodzili. Ściany były zakryte sięgającymi do sufitu księgozbiorami w drewnianych szafach. Komnata ciągnęła się na planie długiego, wąskiego prostokąta usianego mniejszymi; stołami, aż do wzniesienia, na którym stał zabytkowy globus z miedzianą obudową. Ponad nim wzrastały wysokie okna, które sączyły światło do wnętrza pomieszczenia przez wielobarwne witraże, a to z kolei jeszcze nie konkurowało z ciepłym blaskiem świec złotych kandelabrów. Na jednym ze stołów zostawiłam otwartą książkę, tak więc powróciłam do jej lektury w zaciszu tutejszych ścian. Nie minęło zbyt wiele czasu, zanim mojej samotni nie zakończył Astaroth w długim, czarnym fraku. Jego cień padł na pożółkłe stronice z łaciną.
-Już pora obiadowa, Wasza Wysokość.
-Czy Seishin jest już gotowa?
-Tak, czeka przy stole.
   Uśmiechnęłam się lekko, po czym ruszyłam za nim, prowadzona bezwiednie do wschodniego skrzydła.
   Jadalnia była o wiele szersza od biblioteki z uwagi na potrzebę miejsca dla wielu gości, choć stół był przecież jeden, wąski, wykonany z mahoniowego drewna i otoczony dwoma szeregami krzeseł. Kryształowa zastawa prezentowała się jak zawsze nienagannie, a nawet i Seishin ubrała taktownie suknię. Nie było to jednak dla mnie zbytnio zaskakujące, wszakże kazałam jej służkom wypełnić garderobę odpowiednimi ubraniami dla dam. Byłam dumna, że i tym razem były niezastąpione w swoim fachu. Jeżeli natomiast chodziło o moją dzisiejszą kreację, to wybrałam zwykłą, prostą suknię w kolorze ecru, której gorset modelował moją sylwetkę, a spódnica z tiulu ciągnęła się jeszcze daleko za mną. Włosy miałam wyjątkowo rozpuszczone, aby mogły odetchnąć od wiecznego spinania ich w koka, splatania we warkocze i tym podobne rodzaje fryzur, w jakich gustowałam. Nie nosiłam dzisiaj też zbyt wiele biżuterii, a w tym jakiejkolwiek z moich tiar. Jedynie perły gościły na mojej szyi przez fakt, iż gorset nie miał żadnych zdobień.
-Witaj ponownie, moja droga. Dobrze cię widzieć w nowej, znacznie zdrowszej odsłonie.
-Miło mi to usłyszeć, Melairene.- poczuła się dość dziwnie, wymawiając bezpośrednio moje imię, pozbawione tytułu. Odrobinę zdziwił mnie ten fakt... Przecież dla niej zawsze byłam tylko: "Melairene".
-Możesz się tak do mnie zwracać, jak za dawnych lat.- dyplomatycznie machnęłam na to ręką. -Tytuły są dla Pieczęci, czy Powierników, bowiem oni nie znają mnie od tej strony, jaką ty zdążyłaś już poznać.
-Choć... Od tamtego czasu wiele się zmieniło i w tobie i w twoim otoczeniu.- przyznała, kiedy zasiadłyśmy jednocześnie.
-To prawda.- przyznałam niemal natychmiast. -Ale zmiany są potrzebne na każdym świecie. Ukazują ewolucję, jaka zachodzi w jednostkach, albo społeczeństwach. Bez niej można jedynie mówić o zastoju, braku jakiegokolwiek rozwoju. To z kolei jest nudne, a co więcej pozbawione ambicji. Z drugiej strony również istnieje ich gorsza strona. Mogę ci się wydawać teraz znacznie bardziej obca...
   Westchnęłam ciężko, czując, jak władza przygniotła mnie do oparcia krzesła.
-Po prostu... Nie spodziewałam się tego... Wszystkiego. Nadal jestem w szoku po tym, co przeżyłam. Musisz wiedzieć, że przede wszystkim sądziłam, iż zginę na twoich ziemiach. Przez myśl mi nie przeszło, że możesz mnie uratować, a nawet dać to, co masz teraz. Moja wdzięczność dzięki temu nie zna granic.
   Skinęłam głową wyrozumiale, po czym Pieczęci trudniące się gastronomią zasłoniły stół odpowiednio przyrządzonymi potrawami na obiad. Od parujących mięsiw; dziczyzny, sarniny, czy wołowiny, poprzez cudnie pachnące warzywa wraz z owocami w bardzo obfitych ilościach. Oczy Seishin zrobiły się na kształt spodków.
-Zatem smacznego.- zwróciłam w jej stronę kielich z winem, na co ona odpowiedziała mi tym samym.
   Jadłyśmy przez dłuższą chwilę w milczeniu, zadowolone doznaniami naszych podniebień. Postanowiłam nie przeszkadzać jej w delektowaniu się możnością spróbowania tylu rzeczy na raz bez większych konsekwencji, czy wysiłku, jaki musiała wykładać podczas polowań. Poza tym powracać do klanów Oni w takich okolicznościach też byłoby raczej przykro, doszłam do wniosku, że jeśli będzie chciała sama do tego wrócić, to jej osobiście wysłucham. Nie chciałam rujnować jej nowo zdobytego humoru pełnego nadziei. Była moją przyjaciółką od lat, dlatego ufałam, że kiedyś być może mi się zwierzy z lat swojej wędrówki po tym, kiedy nasze drogi się rozeszły.
-W twojej komnacie znajdują się diamentowe dzwonki.- przerwałam w końcu dość długą ciszę. -Po ich użyciu przybędą do ciebie twoje osobiste Pieczęci służące ci jako dwórki. Nazywają się Danae i Geodeth. Możesz je prosić o to, aby przyszykowały ci jakąś niesamowitą kreację, jeśli tylko będziesz tego chciała. Poza tym szyją, układają włosy, zajmują się przygotowaniem kąpieli, sprzątaniem twojej komnaty... Możesz też je wysyłać jako posłańców do mnie, kiedy nie będę dostępna w najbliższej okolicy z listami tak, jak do innych mieszkańców Dworu. Jest to bardzo praktyczne, bowiem nie mają ciał i mogą materializować się dosłownie wszędzie.
-W takim razie jak dokonują tych wszystkich fizycznych czynności?- Seishin zmrużyła oczy w lekkim zamyśleniu.
-Dałam im do tego odpowiednią moc, aby mogły fragmenty swoich ciał urzeczywistniać w tym wymiarze. Jeżeli chociażby na przykład potrzebują rąk, to te stają się tylko trochę bardziej materialne, aby móc czegoś dotknąć, przesunąć...- wyjaśniłam w skrócie.
-Ciekawe.- moja przyjaciółka uśmiechnęła się. -Cały twój Dwór składa się z takich Pieczęci?
-Zgadza się.- skinęłam głową. -Mają wiele zadań.
-Skąd bierzesz na to wszystko siłę? Utrzymanie tego wszystkiego w tajemnicy przy tak skomplikowanej służbie, do tego ta sekta... Musiało być naprawdę pochłaniające ogrom mocy.- pokręciła głową z niedowierzaniem.
-To akurat musiałabym ci wyjaśnić w nieco innych okolicznościach, albowiem musiałabyś dosłownie to zobaczyć, a może bardziej... Doświadczyć. Słowa opisu zagrają zbyt małą rolę w przekazaniu tego rodzaju wiedzy.- wyznałam nieco zakłopotana z braku możliwości wyjaśnienia jej tego tak samo szybko, jak poprzednich rzeczy. -Ale to prawda. Kosztowało mnie to dużo mocy, a przede wszystkim cennego czasu.
-Muszę ci powiedzieć, że naprawdę się opłacało.- ponownie wzniosła toast za moje pierwsze sukcesy.
-Dziękuję, to doprawdy wiele dla mnie znaczy. Obiecuję, że zabiorę cię później do tego miejsca, którego musisz doświadczyć. Na to będzie jeszcze odpowiedni moment. Na razie masz jeszcze miejsce na deser?
-Jestem zapchana daniem głównym.- dotknęła swojego brzucha dłonią, zapewne żałując, że jednak wybrała gorset na dziś.
-Reflektujesz może odpoczynek w salonie? Potem mogłabym cię oprowadzić po Dworze...

Seishin?

Od Melairene do Astrego

Data:
10 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
   Dwór Piekła był na najwyższej ze wszystkich gór, jakie istniały w Piekle. Wyglądając przez wysokie okna można było ujrzeć całe terytoria demonów; pustynie, Czarny Las. Wszystko, co zostało przeznaczone jednej z najbardziej okrutnych, a zarazem wytrzymałych ras. Byliśmy stworzeni po to, by zdobywać, choćbyśmy mieli rujnować światy, czy dynastie. Była to rzecz, jaką się pojmowało wraz z wiekiem oraz umiejętnością dodawania dwa do dwóch. Po jakimś czasie widziało się wrogość w oczach innych nastii, aż przeradzał się on w lęk, który odwiecznie wykorzystywaliśmy przeciwko nim jako jedną z najpotężniejszych naszych broni. Nie musieliśmy jej wykuwać w nieprzyjaznym ogniu słońca, ani ostrzyć tak, jak kły. Wystarczyło ukazywać się im jako rosnącym w siłę, aby wzbudzać niepokój na targach w Elcrys. Sam wówczas wzrastał w miękkich sercach, jakie nigdy nie musiały ani twardnieć, ani zamarzać w lód. Ja natomiast byłam jednym z największych koszmarów, bajką opowiadaną z drżącymi ustami, rozglądaniem się dookoła, czy nigdzie nie gromadzą się moje kruki, albo ciemność.
   Teraz na moich ziemiach zabłąkał się ktoś obcy, ktoś, kto był na skraju wyczerpania. Jego łapy grzęzły w błocie na około Corvum, kiedy przeszedł niewidzialną granicę Muru z mgły. Z jakiegoś powodu coś go tu przywiodło do moich ciemności.
-On wątpi, pani, w samego siebie.
-Jest za słaby, aby dostąpić zaszczytu...
-Nadaje się tylko do zabicia, albo przejęcia jego ciała.
-Milczeć.- przerwałam Pieczęcią, wymawiając rozkaz grobowym głosem pełnym animuszu oraz władzy. -To ja jestem Imperatorką, nie wy. 
    Stanęłam przed wędrowcem w całej swojej okazałości przy lekkim świetle zza chmur. Nieboskłon był pochłonięty przez szaro białe obłoki, co pozostawiały pod sobą połacie ziemi bez światła. Wilk spoglądał na mnie swoimi złoto- brązowymi oczami bez wyrazu. Były bezdenne, pozbawione pierwotnego wigoru, czy blasku. Przypominały mi otchłanie smutku, w jakim sam siebie topił coraz głębiej. Jego białe futro było całe pobrudzone błotem, jak i listowiem lasu, z którego tutaj do mnie przybył. Nieco tylko wyższy ode mnie, przedstawiał się jako dość dobrze zbudowany wojownik o mocy, jakiej zapewne się po nim nie będę spodziewała.
-Nazywam się Melairene.- powiedziałam do niego, ale raczej spodziewałam się, że już to wiedział. -Natomiast nie znam twojego imienia.
-Astre.- mruknął dość cicho, zdecydowanie za cicho, jak na demona.
-Zdradź mi, Astre, co cię tutaj przywiodło.
   Basior rozejrzał się, jakby w poszukiwaniu jakiegoś sensownego powodu, bowiem sam go nie znał.
-Może w takim razie wyjaśnię ci parę rzeczy...- westchnęłam, ciągnąc: -Przede wszystkim stoisz na ziemiach, które należą do mnie. Wkraczając na ten teren albo jesteś wrogiem, albo jednym z nas. Wybór należy do ciebie, mój drogi.
-Nie jestem wrogiem.- zaprzeczył, lekko spuszczając łeb i kuląc z irytacją uszy ku sobie.
-Cieszy mnie to, bo wtedy nie będę musiała niczego ci robić... Co mogłoby ci się nie podobać.- uśmiechnęłam się lekko.
   Jego dusza z czymś się borykała, a była to rzecz, którą niósł już od dłuższego czasu. Wiedziałam, że nie zdradziłby mi niczego na samym początku, aczkolwiek mogłam sprawić, iż urósłby w siłę, aby móc unieść to, co nosił w sercu. Nie ważne, ile musiałby mi za to zapłacić i czym. Intuicja podpowiadała mi, że pewnego dnia będzie on w stanie tego dokonać, a wtedy stanie się kimś, kto będzie mógł być bardzo blisko mnie na moim Dworze.
-Abym mogła cię zaprosić do Corvum...- wilk spojrzał ponad mną na wysokie, kamienne ściany wielkiej budowli, popadające w ruinę. -...musisz mi odpowiedzieć, czy staniesz się jednym z nas.
   To nie zabrzmiało tak, jak powinno, czyli jako pytanie. Lubiłam patrzeć na to, jakie decyzje wówczas podejmują. Zależą często od nich ich życia; dla mnie wszak muszą wiele poświęcać. Rodziny. Miłość. Niekiedy ciało dla Pieczęci. Zastanawiałam się, czy był z Astrego rodzaj szaleńca, czy może był znacznie bardziej normalny, tylko właściwie poszukuje jakiejś nowej drogi w życiu, celu, za którym mógłby podążyć. A może to właśnie rozpacz zmusiła go do tego, aby stanął przed jedną z najbardziej ekscentrycznych władczyń na Diamentowym Kontynencie?

Astre? ^^

Od Astrego do Melairene - Zapisy

Data:
9 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Kolejna doba pozbawiona snu. Umysł odurzony zmęczeniem. Następna godzina po północy mijała. Szedłem party jakimś wewnętrznym natchnieniem. W sercu wciąż szalał zimny wiatr, moje oczy chłonęły pnie drzew i leśne środowisko okryte płachtą nocy. Ja sam byłem skryty w tym mroku. Skryty przed wszystkim co żywe. Kiedy wiara w to, że jestem sam stała się rzeczywistością? Jest to trochę przerażające. Nagle jedna z moich łap utknęła w błocie zmuszając mnie do rozglądnięcia się. Zdziwiłem się. Gdzie ja jestem? Wyciągnąłem łapę i zacząłem nerwowo poszukiwać kierunku, na próżno. Zewsząd otaczała mnie biała mgła, tylko światło księżyca przebijało się przez te mistyczne zjawisko. Wewnątrz mnie piętrzył się niepokój. Powstrzymywałem go i właśnie teraz ruszyłem do przodu. Moje kroki stawiałem w niewiedzy. Ślepo podążałem w nieznanym kierunku. Po kilku minutach do moich nozdrzy dotarł zapach przedziwny. Zapach wilgoci i mchu przeplatający się z czymś kamiennym. Coś ciągnęło mnie by iść za zapachem. Czy warto tam się udać? Czułem jak znów zaczynam rozpadać się na dwie połowy. Jedna chciała naprawić wszystko, przeszłość, teraźniejszość, przyszłość. A druga wiedziała, że się to nie uda, że jestem zbyt beznadziejny. Dwie połowy serca. Zła strona pożarła tą z nadzieją. Obawy zaczynają się mnożyć, poświęcają czas w tym miejscu, zupełnie pustym. Mogę rzec, że trwa wojna, a ja wciąż zapominam, tracę kolejny dzień, tracę czas. A czas to życie, prawda? Nadal wmawiam sobie, że to kolejny zły dzień, tydzień, miesiąc, rok. Być może życie. Cholera by to. Chciałbym potrafić to zatrzymać. Moje płuca napełniały się żywym ogniem. Nieprzytomny znów ruszyłem do przodu. Myśli przepływały milionami przez moją głowę, zaraz eksploduje wyrzucając wszystko dookoła. Warknąłem głośno.. Cisza. Spojrzałem do góry, czy to wszystko idzie do pustego nieba? Coś wyróżniającego się na tle nieboskłonu przykuło moją uwagę. Dwie potężne wieże. Gdzieś jakby znajome ze słyszanych opowieści. Jawa czy sen? Wtem pod moim łapami zabrakło oparcia, zacząłem spadać w dół, leciałem bez nadziei i uczuć. Jestem zimny, czy ktoś to słyszy? Ziemia jakby wyśmiała moje niewidzialne skrzydła i przyciągnęła mnie z wielką siłą w dół. Zaskomlałem cicho i podniosłem się. Ledwo trzymałem się na łapach, lecz szedłem przed siebie. Wszystko rozmazane i nijakie, zupełnie jak moja pamięć. Moje serce twardnieje i utrudnia mi coraz bardziej oddychanie. Szloch w głowie, przemieniający się w uporczywy płacz i krzyk "Ty pierdolony idioto". Coś małego, a mrożącego krew w żyłach. Przeszedł mnie dreszcz. Upadłem. Zacząłem głęboko oddychać. Niech ktoś mnie uratuje, błagam, wyciągnijcie mnie z tego obłędu, który sam stworzyłem przez zawalony świat. Z trudem nabierałem powietrze. Zdążyłem zauważyć jeszcze coś ruszającego się w mroku, potem zapadła całkowita ciemność.
- Pomocy - wyszeptałem.
Pustka i nieczucie.



Melairene?

Od Melairene do Valaxa

Data:
9 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
   Był gniewem, którego nie dało się powstrzymać zaciśnięciem pięści, czy łap. W jego oczach szalał zamęt, sztorm emocji. Nie potrafił ich już tak biegle ukrywać, jak wtedy, gdy spotyka się go nieoczkiwanie w innych, zwykłych okolicznościach. W tym nieopanowanym chaosie odnalazłam coś niezwykle pięknego, coś, czego myślałam, że w nim nigdy nie znajdę. Byłam pewna, iż został jej pozbawiony przez siebie samego, iż wyrzekł się tego dla potęgi, jaką właśnie stanowił. Wszakże jest to nastpstwo szaleństwa. Patrzyłam właśnie Valaxowi prosto w oczy, a z nich wyzierała mu jego dusza. To była jednocześnie najmroczniejsza otchłań, w jaką przyszło mi spoglądać, a zarazem klif, z jakiego lubiłam skakać prosto w toń wodną, oddając się zupełnie przypadkowi oraz losowi. Igrałam z ogniem, który mógł mnie zamienić w popiół i nie bałam się zupełnie niczego. Widząc mój czysty spokój, zmieszany ze zwykłą obojętnością, wyszczerzył kły i zjeżył sierść. Byliśmy wilkami, a po równie krótkiej chwili nagle ludźmi.
-Twoja zabawa Ciren zupełnie mną nie wzruszyła.- ryknął w moją stronę, dalej patrząc mi w oczy. -Nie to mnie tu przywiodło, żeby rozerwać cię na strzępy...
   Uśmiechnęłam się. Krótko. Szybko. Błysk światła, jaki zgasł niczym przy zdmuchnięciu świecy, którego nie dało się określić ani negatywnym, ani pozytywnym następstwem. Po nim natomiast pojawiała się moja ciemność. Cienie mojej duszy, które również pozwoliłam mu zobaczyć w podziękowaniu za tamtą niewypowiedzianą szczerość.
   Nawet nie było słów poprzedzających to, co się potem stało. Po prostu ruszyliśmy na siebie. Jednocześnie. Bez żadnych wątpliwości co do tego, co nawzajem chcieliśmy sobie zrobić. To była oczywistość pozostawiona na sam koniec tak, jak pożegnania. Dobyłam swojej szabli w krótkim ruchu, a on ostrzy u swojego pasa. Cios. Sparowanie. Cios. Sparowanie. Czysta walka, która przemieniała gniew w narzędzie mordu.
   "Nie rób niczego głupiego."- pomyślałam bardziej do siebie, niż do niego, lecz mimo to dostałam odpowiedź:
   "Pocałuj mnie, Melairene."
   Zaśmiałam się, kiedy nasze bronie się skrzyżowały. Moja szabla dotykała szyi mężczyzny w czerni, jak i również z maską na twarzy, a jego ostrza moich obojczyków.
   "Nie lubię się powtarzać."
   "Byłoby lepiej gdybyś ze mną śnił. W snach tego typu rozkazy mogą się szybciej dokonać rzeczywistością."
  Po klingach spłynęła nasza krew na nadgarstki. Byliśmy bardzo niecierpliwi. Czułam jego oddech, którym otoczył moją twarz pomimo swojej maski. Nigdy wcześniej nie byliśmy tak blisko siebie. Żar jego spoconego ciała uderzał mnie niczym ciepło bijące z pieca. Zapach moich perfum mieszał się z wonią tego mężczyzny, tworząc coś w rodzaju wspólnej jedności. W tej jednej kwestii byliśmy do siebie idealnie dopasowani...
Mokre, pojedyncze kosmyki blond włosów wychodzące z warkocza, lepiły mi się do policzków. Czułam, jak krople potu spływają mi po plecach, przylepiając obcisły strój myśliwski do ciała. Valax zdążył poharatać moją skórzaną kurtkę, dlatego zwisała mi teraz dość żałośnie po bokach. Ja tak pocięłam jego pelerynę, która również była teraz w strzępach. Nie dyszeliśmy ze zmęczenia, tylko braliśmy krótkie, głębokie oddechy. Brakowało mi pewności, czy po prostu byłam obiektem potrzeby jego wyżycia się na czymkolwiek, czy rzeczywiście chclieliśmy się zabić.
-Poddaj się, albo walcz dalej, synu Lucyfera!- warknęłam, zmuszając nas do dalszej walki.
-Po twoim trupie, córko Lilith.
   Z minuty na minutę robiliśmy się coraz bardziej zawzięci. Nie było już niczego, co by nas zatrzymywało, albo niepokoiło. W tej części lasu panował tylko szczęk stali, więc całe życie umknęło tak daleko, jak tylko mogło.
   Zrobiłam mu okropna ranę ciętą na całą klatkę piersiową, z której nie potrafił tak łatwo i tak szybko się wylizać; szabla była pokryta trucizną oraz setką klątw. On w zamian przeciął mi brzuch prawie na wylot. Walczyliśmy do upadłego, stosując coraz bardziej podłe sztuczki czy to z bronią, czy zaklęciami. On zamieniał się niekiedy w dym, gdy już miałam przebić mu serce, a ja znikałam przed nim, by pojawić się za nim i podciąć mu nogi, przewalając go tym samym na ziemię. Podczas trzeciej takiej próby złapał za ostrze szabli i pociągnął ją za sobą, a ja runęłam na niego, jak długa, zakrywając jego zakrwawione ciało własnym. Bronie wypadły nam z rąk z uwagi na impet wraz z gwałtownością, z jaką to zrobiliśmy. Jeżeli przedtem podczas zawieszenia myślałam o jakiejś przekroczonej bliskości, to teraz było to apogeum.
-Jesteś... Martwa.- burknął prosto mi w usta. Nasze twarze dzieliły centymetry.
-To tak, jak ty.- odparłam bezmyślnie, próbując wstać, albo chociaż dosięgnąć szabli, która leżała po mojej lewej.
   Dłonie Valaxa zacisnęły się jednak szybciej na moich nadgarstkach, niż w ogóle zdążyłabym to przewidzieć kiedykolwiek... Tym samym zapobiegając mojej próbie obrony.

Salke, dawaj *-*

PRÓBNY PROFIL

Data:
7 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Witajcie! 
Dziś chciałabym, abyście coś dla mnie zrobili. Od dłuższego czasu pracuje nad nowym wyglądem profili. Nowy wygląd się pojawił, ale jedynie jest to próbka na profilu mojej postaci - Amery.
Proszę was o to, abyście zostawili pod tym postem wiadomość lub pod profilem Amery czy podoba wam się taka forma profili! Będzie to dla mnie sygnał, aby taka forma zawitała także i w profilach waszych postaci.
Jestem wdzięczna za każdą pozostawioną opinię w komentarzu!


Dla leniuszków ^^ :


~Miłego wieczorku/dnia!
Pisała: Amera

"Podróżuje, goniąc widnokrąg, smagany batami własnego szaleństwa"

Data:
5 czerwca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
KONTAKT: HOWRSE: Fiord15 | DOGGI: Szerik | GMAIL: sashwerewolf@gmail.com

by Lakela
 .:ASTRE TAVALLINEN:.
PSEUDONIM: Może ktoś wpadnie na jakiś pomysł?
WIEK: 21 lat
PŁEĆ: Basior
RASA: Demon
PŁODNOŚĆ | CIECZKA: Płodność, nie dotyczy
PARTNER/PARTNERKA/ZAUROCZENIE: Brak
OPIS: Astre to wilk o niezbyt dobrej przeszłości, los źle go potraktował. Chciałby już zostawić to ziemskie więzienie wraz ze strachem co przyniesie jutro. Szuka swojej drogi, dokądkolwiek. Mijał w swoim życiu wiele „gwiazd”, wydaje mu się, że jest za bardzo przeciętny na miłość czy jakiekolwiek dobre uczucia. Wiele spraw z czasem straciło sens, zostało zapomnianych. Giną gdzieś imiona dawnych przyjaciół. Wymazane ślady w pamięci, cichy kat zabierze kiedyś wszystkich. Rodziny nie posiada od dawna. Mijał wiele osobistości, lecz nigdy nie znalazł nikogo do duetu „świat kontra my”, jest samotnym gburem. Serce ma puste, nie wie co to znaczy kochać i być kochanym. Rozumie gdy robi źle, lecz rzadko można usłyszeć „przepraszam”. Kieruje się własnymi zasadami. Miał kilka przelotnych przyjaźni, zawsze go raniły. Niektóre panie mówiły, że im się podoba, jednak on nie umiał kochać. Zrzuca to na winę wieku lub samego siebie. Może nie miał prawa tu być albo w ogóle żyć? Zawsze jest uparty i dąży do tego co chce osiągnąć. Nie ma wyjątków, raczej, chyba, że ktoś je znajdzie. Nie jest tchórzem, zawsze stanie do potyczki. Woli mówić prawdę, niż być kłamcą. Gra raczej odważnie, za bardzo lubi igranie ze śmiercią. Nie liczy na fart, bo go nie posiada, robi wszystko po swojemu. Można nazwać go banitą. Posiada swoje aberracje, które raczej rzadko ukazuje, niektóre czynią go silnym, a inne wręcz są jego największą słabością. Może gdzieś w środku liczy na to, że ktoś poskleja go w całość. Komplementy go zdecydowanie krępują. Podróżuje, goniąc widnokrąg, smagany batami własnego szaleństwa. Ma kilka zalet. Jest niezłym oratorem. Dawno przestał liczyć na zrozumienie. Wiele istnień pragnie by był martwym cieniem. Dużo razy słyszał nic nie znaczące słowa lub widział teatrzyk pustych gestów. Cała ta parada by coś od niego wyzyskać, lecz nigdy nikomu się nie udało. Jest bardzo krytyczny wobec siebie. Gdzieś jakby zza pleców patrzy mu przeszłość, która pragnie ujrzeć jego porażki. Podczas bezsennych nocy nawiedzają go wspomnienia, jak był pełen ufności dla świata, jego szczenięce oczy z blaskiem chłonące piękno natury. Z czasem jednak dni stawały się ciemne i wyboiste. Błąkał się gdzieś pomiędzy innymi bytami, targany emocjami, widział wiele, a w głowie gdzieś został krzyk „zgłupiej”. Wie, że odpowiednie słowa są mocniejsze niż niektóre bronie. Krok po kroku, a los robi z nami co chce, staramy się stąpać ostrożnie i oczekujemy samych dobrych rzeczy, a z góry wiadomo, że tak nie będzie. Nagle jesteśmy zaskoczeni jaki ten świat może być okropny. Pulsująca krew w tętnicach – największa oznaka życia. Jako maluch był nieśmiały, jednak wiedział, że ma jakąś rolę do odegrania, lecz ten dziecięcy zapał zgasł. Pokładem resztek nadziei szuka kogoś bliskiego, lecz póki co tylko się rozczarowywał, być może zbyt często gubił sens…Chciałby coś po sobie zostawić, że kiedyś istniał i na dodatek przyczynił się do czegoś dobrego. Wszyscy niby mają czyste sumienie, aż ciężko na to patrzeć. Astre często nie potrafi dobrze odpowiedzieć, czasami uważa, że żadne ze słów nie pasuje, dlatego milczy. Układa odpowiedzi w myślach, zazwyczaj jednak ich nie wypowiada. Widział gonitwę trwającą latami w pogoni za zmianą, a on nadal jeszcze wierzy, że największy skarb przyjdzie sam. Być może przez to stracił przyjazne łapy, które mogłyby go ochronić. Próbował wielu sposobów na „zapomnienie” o bólu. Nie jest święty, zresztą każdy ma jakieś przewinienia. Co dzień wkładamy na siebie nową maskę, Astre zdążył to zrozumieć, niestety już po tym jak nie był dzieckiem. Ciągła zmiana stała się jego stałą, być może nie potrafi być już w pełni sobą. Można nazwać go szaleńcem, owszem – jest nim. Świat obrał chyba inny, zły kierunek niż sobie wyobrażał za młodu. Jego marne marzenia pobudzają go do dawania sobie szans i życia. Pamięta kolegów co dostali od rodziców o wiele więcej niż on, lecz tych czasów już nie ma. Każde istnienie ma inny charakter. Sam nie ma pojęcia do końca co się dzieje wokół niego. Co raz gorzej idzie mu odnajdywanie w sobie dobra bądź jakiegokolwiek światła. Często odczuwa ślady po nie spełnionych ambicjach czy marzeniach. Bywa nerwowy i wulgarny, czasami zdarzają się takie dni. Gdzieś w nim coś krzyczy, by którejś nocy przestał istnieć. Woli unikać bliższych relacji, boi się, że zrani tych na których mu zależy lub to co będzie chciał uratować z ziemskiego zła zostanie przez niego zabite, mówiąc metaforycznie. Przecież widział już w tylu oczach strach, widział jak krew wylatuje niczym spłoszony ptak zabierając z sobą życie jakiegoś istnienia. Ginąc codziennie we własnej podświadomości, widzieć pejzaż starego miasta. Choćby usłyszeć krzyk wołający z przeszłości i się za nim odwrócić, konsekwentnie zostać pochłoniętym przez ciemność. Opłakiwanie odkładać na noc, a o poranku budzić się ze sztuczną radością. Niekiedy przy lekkim zapachu whiskey. Tylko skrzypy i wybudzone strzępki wspomnień. Zimy wiatr próbujący wydostać się na zewnątrz. Stracony już na zawsze? Niewykluczone. Krzycząc, krzycząc, krzycząc i spadając w dół. Serce zaszronione porządną warstwą lodu, a w środku jeszcze płomyk ognia. Cisza, a w niej zawiązują się sznury samotności. Tam skąd pochodził, te tereny które przemierzał...wszędzie był nikim, czy teraz się to zmieni? Czy znajdzie się ktoś kto w końcu wyrzuci mrok z niego? Czy ktoś zatrzyma to krwawienie przez które Tavallinen po cichu znika...Błagalny wzrok, uratujcie przegranego kryjącego się za maską dumy. Nikt nie wie co uczynił, poszukiwania podczas ucieczki od myśli.Strach prowadzi do lęku i paniki, może być przyczyną śmierci, jest przecież tyle powodów. W tych gorszych stanach czuć jak skóra łamie się na kawałki i nagle...pusto. Niby normalnie. Ale czy można być pewnym? Z uczuciami i myślami można radzić sobie tylko samemu. Czasami nawet cisza jest brutalna. A w takowej ciszy dzieje się wszystko co niewidoczne. Czy pora już odejść? Schować się w ciemnej dziurze zwaną nieczuciem i już nigdy nie wyjść? Tak, byłoby wspaniale. Bo jak można normalnie żyć i spać, skoro wszyscy mają łapy zamienione w bronie? Strzelamy do wszystkiego co żywe, osobistą propozycją jest własna głowa.
OPIS WYGLĄDU: Astre to wilk o białym futrze. W dotyku jest miękkie i z pewnością zapewnia dużo ciepła dla samca. Jego oczy są złoto-brązowe, mają smutny wyraz, są bez blasku. Samiec jest całkiem sporych rozmiarów, ma smukłą, niepozorną sylwetkę, lecz pod gęstym futrem kryją się wyćwiczone mięśnie.
OPIS PRZEMIANY: Astre przeistacza się w wilka o czarnym futrze, które stopniowo przechodzi w odcienie granatowego i morskiego. Głowę zdobią baranie rogi. Basiora otacza lodowa poświata.
UNIKALNA MOC: Mróz – Astre po nabraniu głębokiego wdechu wydycha bardzo zimne powietrze, które potrafi zamrozić przeciwnika na śmierć.
POZYCJA: Diabelski Wojownik

UMIEJĘTNOŚCI:
~ Siła ()
~ Zwinność ()
~ Szybkość ()
~ Wytrzymałość (
)
~ Zdrowie ()
~ Unikalna moc()

RELACJA:
Wataha: Nie zna jeszcze nikogo...
Rodzina: Porzuciła go gdy był jeszcze małym kłębkiem futra, nie pamięta ich aparycji, co tu mówić o imionach..
Inni: Było kilka osób, lecz zaginęły gdzieś w dalekiej pamięci.
Międzygatunkowe: Toleruje wszystkich, nie ma żadnych uprzedzeń do poszczególnego gatunku.
SOLARY: 50 S
EKWIPUNEK:
CIEKAWOSTKI:
- obiecał sobie, że nigdy się nie zakocha
- czasami zachowuje się dość...ym "nerwowo"
- jest mistrzem pozorów 
- ma całkiem spore problemy ze snem
- jego ludzka forma - x x x


.:AKTUALNOŚĆI:.

Nowa aktualizacja watahy będzie już niedługo :D Encyklopedia już prawie zapełniona, poczekajcie jeszcze troszkę! ~ Amera

Od teraz można być człowiekiem! Zapraszamy do wysyłania zdjęć lub artów twojej postaci jako człowieka.

.:TOPKA:.

© 2017 Eternal Wolves.
All rights reserved.
Design by Agata.