Twitter

.:EVENTY:.

Trwa teraz event pt. "Parada dusz"
Zainteresowanych zapraszam tu: KLIK

.:POGODA:.

Dni stają się coraz dłuższe, a noce krótsze. Cieplejsze dni zawitały do nas, a zimniejsze odeszły daleko daleko stąd. Cała przyroda została już praktycznie obudzona, kwiaty na drzewach i łąkach zaczęły rozkwitać, widać ciężarną zwierzynę co zapowiada ich przetrwanie gatunku a dla nas wspaniałe pożywienie. Wiosna jest okresem częstych deszczy, słonecznych dni, a także wiecznych. Pogoda potrafi się szybko zmienić w ciągu dni, dlatego trzeba być przygotowanym na wszystko. Wiosna to doskonały okres aby poznać swojego przyszłego partnera lub partnerkę, z którą spędzimy możliwe i całe nasze życie.

.:SKYPE:.

Chcesz z nami pogadać na skype? Nie ma problemu! -> KLIK
Jeżeli klikniesz ten link na górze, przeniesiesz się na skype jedynie z możliwością pisania na czacie.
Jeżeli jednak chcesz porozmawiać z nami, z głosem ale bez kamerek, to śmigaj na Skype/zainstaluj Skype i zaproś do znajomych Amerę(Skype -> Amera Castelss), a Amera doda Cię do grupy.
Jak na razie z rozmowy skorzystali: AmeiS, Amera, Lexie, Dannyl, Raven, Luka, Tiago, Xerda oraz Slake!

.:INNE:.

Chcesz coś zmienić w watasze? Oceń Eternal Wolves i powiedz nam czego oczekujesz! -> KLIK

Pamiętaj, aby obserwować nas na Twitterze! Ikonka Twittera znajduje się po prawej stronie od loga watahy!

Czegoś nie rozumiesz? Może chcesz zadać pytanie na asku? -> KLIK

.:KONTAKT:.


AMERA - Adminka
(zmniejszona aktywność)
Doggi - Ali010612
Howrse - Ali010612
Gmail - Sieralioness222@gmail.com
GG - 48141426
Skype - America Castelss

RITSU - Moderatorka
Doggi - lisia98
Howrse - lisia98
Gmail - lisia9855@gmail.com

SHIRO - Moderator
Doggi - cocolino98
Howrse - timenta
Gmail - korzystam z Ritsu gmaila

LEXIE - Moderatorka
(zmniejszona aktywność)
Howrse - Aleksa2003
Gmail - lexie.black01@gmail.com

.:WYŚWIETLENIA:.

.:WILCZE POGADANKI:.

Pogadaj z nami anonimie jeżeli chcesz :3 Nie zmuszamy, ale miło by nam było gdybyśmy się zapoznali :D

Od Valaxa do Melairene

Data:
31 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Cios z prawej strony. Pytanie. Cios z lewej. Pytanie.
I od nowa.
Skupiałem się na tym schemacie, starając się nie myśleć o niczym innym. A było o czym. Nie czułem kręgosłupa, a w całym moim ciele pulsował ból. Mimo to patrzyłem wyzywająco w oczy wilka.
Okładano mnie kilkanaście minut bez przerwy.
Cios z prawej.
- Ilu zabiłeś? I dlaczego zabiłeś moją siostrę!
Cios z lewej.
- Mów! Ilu i dlaczego?
Cios z prawej.
Głowa chodziła mi niemal bezwładnie. Drugi wilk przytrzymywał mnie za sierść, by przesłuchujący mógł lepiej wymierzyć.
- Odpowiadaj, skurwysynu!
Tym razem uderzył mnie szybkim prostym. Moja głowa odskoczyła do tyłu i poczułem, jak coś strzela mi w karku. Wilk za mną sprawił, że natychmiast wróciła do poprzedniej pozycji. Przywalono mi jeszcze raz, a potem wilki odsunęły się.
- Zaczynają mnie boleć ręce.- powiedział wyższy basior.- Wiesz, co to oznacza?
Splunąłem krwią na podłogę.
- Że w końcu przejdziemy do rzeczy?- napomknąłem.
- Że niebawem będę musiał przerzucić się na narzędzia.- odparł, patrząc mi w oczy.
Spuściłem głowę, przyglądając się podłodze splamionej krwią. Po chwili zacząłem głośno i powoli się śmiać, stopniowo podnosząc pysk. W końcu przechyliłem łeb i spojrzałem na oprawcę.
- Co cię śmieszy?- warknął.
- To, że przy okazji wyświadczyliście mi wielką przysługę. Ile tu jestem?- pokręciłem głową, tłumiąc śmiech.
- Trzy dni, oficjalnie nie żyjesz.- wspomniał.
- Och, Bogowie. Już was lubię.- znowu się zaśmiałem.
Wyższy basior otworzył okno, pociągając za sznur i wyjrzał na dwór.
- Co jest do...- zaczął, gdy jasna błyskawica wystrzeliła zza krat. Wilk padł bezwładnie na ziemię, a do środka pomieszczenia wniknął szary wąż.
- Alias, myślałem że nigdy nie wrócisz.- mruknąłem.
Czarna mamba tylko spojrzała na mnie przelotnie i zaczęła atakować kolejnego wilka, gdy on również padł, wąż wypełzł na korytarz.
Wciągnąłem powietrze przez usta, wyciągając z bezwładnych ciał jasne dymki. Po chwili wniknęły do mojego ciała, wypełniając mnie energią. Na chwilkę zmieniłem się w dym, wychodząc z oplatających mnie pasów i stanąłem przed kulącymi się wilkami.
- Ze moim pupilem się nie zadziera.- mruknąłem.- Ze mną tym bardziej.
Wyprostowałem się i usłyszałem trzask w kręgosłupie- zdecydowanie nie powinno się stawać pod walącym się sufitem. Westchnąłem i szybko zabrałem moją torbę, leżącą w kącie pokoju. Wszystko było na swoim miejscu, pięknie.
Ponownie przemieniłem się w dym i ruszyłem przed siebie. Po dłuższym czasie znalazłem portal do siedziby sekty. Nie myśląc wiele, wrzuciłem tam torbę i po chwili znalazłem się na Targu w Elcrys. Znowu nikt nie zauważył mojej obecności. Po chwili dostrzegłem szarą wilczycę, na której skupiało się większość zgromadzonych. Ponownie przemieniłem się w dym, wykorzystując resztki obu dusz i zwinąłem z jednego stanowiska bukiet czarnych lilii. Przemknąłem między wilkami i podrzuciłem bukiecik pod nogi Melairene. Pod postacią dymu owinąłem się raz wokół jej ciała i pomknąłem w bliżej nieokreślonym kierunku.

Krzysiu? Słabe takie to.

Od Melairene do Valaxa

Data:
31 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
   Niezaprzeczalnie był to dla mnie potężny cios jako Imperatorki. Strata któregokolwiek ze członków była odczuwalna, zwłaszcza, kiedy wracali w ten sposób poharatani i bezużyteczni. Najwyraźniej jego Pieczęć skłamała, aby go ocalić i mieć z niego ciało. Typowe. Patrzyłam na wymizerniałe ciało, które kiedyś było jeszcze jednym z moich Powierników. Nieulękłych. Potężnych. Ambitnych. Gdzie się podział Fayer pod tą masą strachu?
-On... Był... Silniejszy, Imperatorko. Ja....
-Nie musisz mi niczego tłumaczyć.- odpowiedziałam natychmiast chłodno. Nie obchodził mnie już zbytnio, a gdy ujrzał tą prawdę w moich oczach, niemal się przede mną rozpłakał.
   Byłam wściekła. Pod maską lodu tworzyła się we mnie czarna dziura gniewu, co od razu przekuwałam na determinację. Nie było to jednak łatwe; w jednej chwili czułam wszystko, a kazałam sobie nie czuć niczego, aby wypowiedzieć wyrok na niego. Tak samo bezduszny, jak cała reszta mnie.
-Dla sekty jesteś już martwy. Urielu, oto twoje nowe ciało. Umarł Powiernik, niech żyje Pieczęć na cześć Kruka.
-Na wieki.- wykrztusił Fayer.
-Na wieki.- dodał Uriel, przemykając z mojego ciała do ciała Fayera.
   Nadchodził zmierzch, zalewając niebo najpierw odcieniami pomarańczy oraz żółci, a później przechodził w granat. Czas płynął dalej, kiedy u mojego boku kroczył Uriel w ciele Fayera. Czułam się tak, jakbym wracała ze Święta Narodzin i pogrzebu jednocześnie. Dwa odrębne, sprzeczne ze sobą rodzaje biesiad. To rozdarcie przyprawiało mnie o niestrawność. Gdzieś w głębi mnie zaczęła się rodzić potrzeba odegrania się na Valax'ie pomimo tego, iż właśnie teraz przeżywał atak na swoją siedzibę. Chciałam widzieć go przerażonego tak samo, jak Fayera. To, co pragnęłam mu zgotować powinno go do tego doprowadzić. Jedyny problem polegał na tym, iż otwarta wojna z Valax'em była możliwa, aczkolwiek pociągnęłaby za sobą zbyt dużo podobnych ofiar. Byłam pewna co do moich Powierników, ale najpierw chciałam się o wiele bardziej rozeznać w tym, co on potrafi. Poznać więcej jego słabych punktów. Na przykład teraz, kiedy był atakowany.
-Astaroth, śledź go. Zobacz, jak się z tego wywinie, a później zdaj mi raport.- rozkazałam, zanim przeszłam przez Mur do Corvum.
   Pieczęć ruszyła.

 
    Wynurzyłam się z wanny pełnej wrzącej wody oraz piany. Moje ludzkie ciało parowało, zaczerwienione w niektórych miejscach. Długie blond włosy przykleiły mi się do pleców oraz twarzy, kiedy nakładałam ciągnący się do ziemi, aksamitny, biały szlafrok. Pachnęłam olejkami eterycznymi, a moje mięśnie wreszcie przestały piec po długotrwałym treningu, a przede wszystkim śmierdzieć potem. Mimo długotrwałej kąpieli nadal pozostał na mnie zapach wilczej sierści, a również lasu. Tego nie dało się niczym zmyć, stanowiło bowiem część mojej natury. Nie wiedziałam, jak silnych perfum musiałabym użyć, aby zamaskować te pierwotne wonie... Krocząc po skórach niedźwiedzi polarnych, przeszłam do komnaty, gdzie nie stał Astaroth z gotowym raportem, a Uriel.
-Nie wrócił jeszcze?
-Nie, jeszcze nie, Królowo.
   To tak łatwo się zmieniało. Imperatorka na Craerii, na Dworze Królowa.
-Żałuję, iż nie da się go pośpieszyć.
-Z drugiej strony wskazuje to na ilość tarapatów dla Valaxa.- podsunął, a ja bacznie przyjrzałam się ciału. Nie drgnęło. Duszy mojego Powiernika już w nim nie było, stanowiło zatem naczynie dla nowego bytu w nim przebywającego.
-On... Teraz chroni swojego syna w Zaświatach.- wyjaśnił niespecjalnie chętnie, wspominając kogoś, komu jeszcze nie dawno służył.
-Ciesz się życiem, dopóki je masz.
-Jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwy, pani. To dla mnie ogromny zaszczyt... Czuć w ten sposób otoczenie. Mieć fizyczne doznania. Nigdy przedtem nie było mi to dane. Nie przypuszczałbym, iż jest to tak frapujące. Inne od tego, co dotychczas doznałem...
   Uśmiechnęłam się lekko.
-Teraz możesz wyjść.
   Po wysuszeniu się, a potem przebraniu w lnianą koszulę nocną, przechadzałam się jeszcze boso z komnaty do gabinetu, z gabinetu do komnaty. Nie dawało mi spokoju to, iż był ktoś jeszcze oprócz nas, a Astaroth nie wracał. Księżycowa poświata wlewała się strumieniami przez wysokie okna do moich pomieszczeń pełnych zdobionych finezyjnie mebli. Zatrzymałam się w końcu przed mapą Craerii nad moimi drzwiami, ściągając ją za pomocą zaklęcia trójwymiarowego, które ją rozprzestrzeniło. Miałam dokładny wgląd w to, co się działo na tym świecie, łącznie z poruszającymi się nań postaciami wielkości paznokcia. Patrzyłam na nie wielkie wilczki poruszające się niespokojnie tam, gdzie była siedziba Valaxa. Dzięki temu, że było wiadomo, jak odnaleźć jego portale, wiedziałam mniej więcej gdzie się znajduje jego sekta. Na podstawie osobnych z nich wysnułam przypuszczenia z tego, w jaki sposób biegły podziemne korytarze.
   Teraz każdy z nich się walił.
   Gierki bóstw na podopiecznych swoich wrogów trwają nadal?- pomyślałam z powątpiewaniem.
   Wtedy ujrzałam wilki. Obce. Z tymi samymi emblematami na zbrojach.
   Trwała bitwa o dominację.
   Nie było to niczym zaskakującym. Wszakże każde tworzące się zgromadzenie ma na celu przypieczętowanie faktu, iż zaistniało w jakkolwiek możliwy, najgłośniejszy sposób. Moja sekta powstała po cichu, rozrastała się po cichu i nadal trwała w niezmąconej niczym śmiertelnie niebezpiecznej ciszy. Byłam bezlitosna, ale nie potrzebowałam wokół siebie widowiska. W ten sposób budziłam większą grozę podobnie, jak Valax. Nie wszyscy jednak pojmowali pojęcie nikczemnej dyskrecji. Sprawiło to, iż byłam jeszcze bardziej ciekawa wieści od Astarotha.

Salke ^^

Od Valaxa do Melairene

Data:
31 maja 2017
Komenatrze:
1 komentarz
- Przyszedłem tu bez konkretnego celu.- odparłem skracając w boczną ścieżkę.
- Przyszedłeś do mnie.- naprostowała wadera, dorównując mi kroku.
- Jesteś bystrzejsza niż mogłoby się wydawać.
Wyciągnąłem szyję, przeczesując wzrokiem las.
- Chcesz mi coś pokazać.
- Znów dobrze! Przypomnij mi żebym wziął cię do drużyny, gdy będziemy bawić się w kalambury.
Lubię mieć silną drużynę.
Zatrzymałem się na skraju lasu i usiadłem na ziemi. Melairene rozglądnęła się niepewnie, gdy zza drzew wyłoniły się trzy wilki. Uśmiechnąłem się i ruszyłem w stronę basiorów. Dwóch pochodziło z mojej sekty, jeden był z Kruków.
- Wspominałem o rodzince?- spytałem Melairene, która dalej przyglądała mi się z zaskoczeniem.
- Tak.- rzuciła.
- To jest jeden z nich. Oddam ci go.- spojrzałem wilkowi w puste i zamglone oczy.
- Co ty mu zrobiłeś?- wadera zbliżyła się powoli.
- Wytrenowałem.- podniosłem łapę i znów położyłem ją na ziemi.- Valax Azyl von Havoc.- syknąłem.
Więzień padł na ziemię, skulił się i zaczął skomleć. Uśmiechnąłem się promiennie.
- Jak szczenię.- zwróciłem się do Melairene.- Jeśli usłyszy pytanie o mnie lub o sekcie, zareaguje w ten sposób. Dużo ci nie powie.
Wadera spojrzała na leżącego basiora i ponownie skierowała wzrok na mnie.
Już otworzyłem pysk żeby coś odpowiedzieć, gdy moją głowę przeszył ból.
- Atakują siedzibę.- mruknąłem do towarzyszy, wilki od razu pognały w stronę jednego z wejść.
- Jeśli ty za tym stoisz to cię zabiję.- warknąłem do Melairene.
- Ale... to nie ja.- odparła.
- Mam nadzieję.- rzuciłem na odchodnym i pognałem przez las.


W wielkiej jaskini unosił się metaliczny zapach krwi. Zewsząd było słychać odgłosy walki. Stałem na podwyższeniu, przypatrując się wilkom. Faktycznie nie było tu nikogo z Piekielnej Sekty Uroczych i Niewinnych Baranków. Wyszeptałem przekleństwo i przemieniłem się. Poczułem pulsujący ból gdy wszystko pojawiało się na swoim miejscu, lecz nie trwało to długo. Po chwili
stanąłem przed wszystkimi jako istny diabeł. Ryknąłem wściekle, a mój głos zagrzmiał w całej
sali. Wilki zaprzestały szarpaniny i rozejrzały się, szukając źródła dźwięku. Nagle wszystko zaczęło się trząść, skały zaczęły odrywać się od sklepienia, a potem spadały, czasami trafiając i
zabijając wilki na miejscu. Wrota bram się otworzyły i wszyscy z paniką ruszali w stronę portali. Szybko pognałem do mojego gabinetu i zabrałem maskę, ubranie oraz broń. Zapakowałem wszystko do torby i wziąłem ją w zęby. Portal w pokoju został zablokowany przez skały, pognałem więc do dużej sali. Wtedy okrążyły mnie wilki.
- Prabliema?- zarzuciłem torbę na szyję.
Przeciwnicy wyszczerzyli zęby i prawdopodobnie przywódca zawarczał, a reszta ruszyła za nim. Zaśmiałem się i wypiąłem pierś, górując nad większością wilków.
Ziemia znowu zadrżała pod moimi nogami. Spojrzałem na sufit i dostrzegłem odrywający się ogromny kawał skały.
- Jasna cholera.- mruknąłem, gdy głaz zaczął spadać.

Ravciu?
  Nie szukaj Valaxa, i tak go nie znajdziesz xd

Od Melairene do Valaxa

Data:
30 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
   Bywało i tak, że odnajdywałam siebie na targu w Elcrys bez większego powodu. Po prostu nagle stałam po środku tłumu, który przyglądał mi się z narastającym zainteresowaniem. Oto legendarna Melairene; postać z waszych opowiastek przed snem stoi żywa. Tutaj. Teraz. Nieprawdopodobne!
   Jaki jednak był prawdziwy powód? Czasami byłam... Znudzona przebywaniem we mgle. Chciałam czuć żywe ciepło zamiast martwego zimna. Wtedy utwierdzałam się w tym, że nadal żyłam. Oddychałam. Czułam. Może było to strasznie odmiennego od tego, co oni czuli, ale sprawiało, iż było mi lżej na sercu. Było to tak samo napędzające, jak skok z klifu w otchłań toni wodnej albo zabijanie. Gwałtowna adrenalina. Coś w rodzaju ekstazy takiej, jak podczas przyglądania się antycznym dziełom sztuki. Przyglądałam się obrazowi świata, do jakiego nigdy nie mogłam należeć. Odpowiadając na niezadane pytanie, nie, nie tęskniłam za nim. Nie czułam ani nienawiści, ani żądzy zemsty za to, iż został mi odebrany. Jedynie fascynacje. Chore zainteresowanie niewinnością, którą można tak łatwo zanieczyszcić... Kilka kropel krwi każdego z nich, zmuszonego do popełnienia zbrodni, by bronić własnych słabości. Rodziny. Przyszłości. Miłości. Wszystkiego, co podobno jest tak drogocenne, a życie bez tego puste.
   Byłam zadowolona, że byłam jednym z tych, którzy byli potworami w ich koszmarach.
-Zadanie wykonane, Imperatorko.- tym tytułem zwracano się do mnie tylko tutaj. W Craerii. Na Dworze byłam Królową. Podczas rytuałów Cesarzową Kruka.
   Kruk nie był tylko emblematem noszonym na naszych szatach. Rzeźbą z czarnego diamentu na drzewie z rubinu. Runą magiczną usprawniającą czarnoksięskie zaklęcia, przekleństwa, klątwy czy błogosławieństwa. Symbolem zakonu. Bogiem. Zawieszeniem pomiędzy ziemią, niebem, a śmiercią i życiem. Był czymś znacznie więcej, niż kiedykolwiek przyszło nam wszystkim myśleć.
-Zabiłeś jeńca mojego najlepszego przyjaciela.
   Nie odpowiedział, bo to nie było pytanie. Błysnęły żółte kły, pokryte pomiędzy dziąsłami zakrzepłą krwią i popiołem. Uriel potrząsnął kryzą, zanim wniknął do mojego ciała. Poczułam natychmiastowy przypływ mocy...
   Ruszyłam z powrotem, odprowadzana ciekawskimi szeptami. Byłam Imperatorką najbardziej znanej sekty, której może i była znana hierarchia, lecz nie z imion, a powinności. Często krwawych, albo wyniosłych. Nikt nie wiedział gdzie była moja siedziba. Kim byli jej członkowie, dopóki się nie zdradzą. Moje rządy były żelazne, pozbawione rodzinnej i przyjacielskiej atmosfery. Pieczęci i Powiernicy znali swoje miejsce, więc jedyne bitwy odbywały się o wyższy szczebel dla tych ambitniejszych. Starcie charakterów. Kalkulacja siły. Nauka Praw Magii. Zero liczenia na szczęście. Oto Piekielna Sekta Kruka. Zapomnijcie o oszczędzaniu na słabszych.
   Idąc lasem wokół Elcrys zaczęłam wyczuwać formującą się obecność najpierw w centrum targu, a potem zmierzającą prosto za mną. Postanowiłam iść dalej, kontynuując mój spacer, pomimo siły mojego najlepszego przyjaciela. Wiedziałam na co go stać. Wiedziałam czego chciał i czego nie zdobył, skoro tu za mną przybył.
-Miło pana spotkać, panie Azyl von Havoc. Mamy doprawdy ładną pogodę, aby wspólnie się przejść. Zechce mi pan dalej towarzyszyć, idąc u mego boku?- mówiłam przed siebie, odwracając się dopiero na sam koniec, aby podkreślić fakt, iż chcę, aby był bliżej mnie.
-Ależ oczywiście.- przyznał z pozorną łagodnością, zrównując swój krok z moim.
   Był ode mnie o wiele wyższy oraz potężniejszy z samej budowy fizycznej. Wydawał mi się być górą taką, jak wulkan- mroczną, niebezpieczną, zmienną w zależności od pogody. Przede wszystkim nie wie się jednak, kiedy wybuchającą najgorszymi możliwymi rodzajami mocy. To ja zlewałam się z normalnym otoczeniem, podczas gdy on kompletnie się od niego odcinał- wyrwany fragment obrazu, wciśnięty do sielskiej sceny w plenerze leśnym... Pozwoliłam sobie obserwować grę świateł na jego sierści przezierających się przez liście. Gdy jego wzrok przyłapał mój, powoli odwróciłam się z udawanym znudzeniem.
-Zapewne zauważyłaś zniknięcie tamtej rodziny.- rzucił od niechcenia, sprawdzając moją szybkość reakcji, a przy okazji zainteresowanie własną sektą.
-Zapewne tak samo szybko, jak pańscy posłańcy ich porywali.- odparłam tym samym tonem.
-Tak szybko, że nie próbowaliście ich nawet ratować?
-Teraz mnie pan jawnie nie docenia.
   Parsknął krótkim, urwanym śmiechem.
-Nie przypuszczałbym, że będę prowadzić akurat z panią ten typ rozmowy.- przyznał szczerze rozbawiony.
-Spodziewał się pan oskarżeń i zadośćuczynienia? To zbyt krótkowzroczne i krótkotrwałe na nasz konflikt. Zdecydowanie bardziej ciekawe jest droczenie się z panem w ten sposób.
-Och, czyżby? Za krótko mnie pani chyba zna, aby tak sądzić.
-Nie, tutaj się pan myli. Nie znam pana w ogóle i podejrzewam, że to tylko jedna z wielu pańskich masek, jakie pan regularnie przywdziewa i zmienia niczym rękawiczki.
   Uśmiechnął się tylko połową pyska.
-Trafność pani porównania jest porażająco dobra.
-Być może.- przyznałam również uśmiechając się tylko połową pyska. Przeciwną do niego, więc zbyt szybko tego nie zauważył. -Zdradzi mi pan cel pańskiej wizyty?
Valax?

Od Melairene do Seishin

Data:
30 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
-Wadera.
-Obca. Skąd ona się tu wzięła?
-Musimy się jej pozbyć...
-Mur ją jednak przepuścił!
-Jej ciało...
-Milczeć.- warknęłam, a byty rozpierzchły się niczym podmuch wiatru na wszystkie strony.
   Pośród tych wszystkich Pieczęci na wolności nie znalazła się ani jedna z poczuciem obowiązku i odwagi, gdy do niej podchodziłam. Astaroth zebrał się na to, kiedy stałam już nad moją dawną znajomą.
-Dlaczego Mur ją przepuścił?
-Gdyż to Seishin. Pomimo tego, że miała być od tego wszystkiego z daleka... Dużo przyszło mi zapłacić za jej ochronę, a przede wszystkim brak jakichkolwiek śladów dla Valaxa. Zapewne istnieje wyjaśnienie dlaczego tutaj wróciła.
   Astaroth nie wydał z siebie żadnego dźwięku, posłusznie stojąc po mojej prawicy. Czekał na rozkazy. Równie dobrze mógłby rozszarpać to, co leżało przed nami, albo zaopiekować się tym, gdyby taka była moja wola. Z resztą tak samo, jak ja. W tej kwestii byliśmy tacy sami z tym, że to ja podejmowałam decyzje.
-Wybierz jej Pieczęci, które będą ją strzec na Dworze. Zadbaj o komnaty dla niej. Za kwadrans ma być wszystko gotowe.
   Moje słowa przemienił w czyn, podczas gdy ja zmieniłam się w ludzką postać. Miała szczęście, że akurat polowałam w tej formie i miałam zarzucony na ramię worek z niezbędnymi rzeczami... Wyjęłam złoty kielich świętego Graala z Ziemi, który ukradłam ze snów pewnego czarnoksiężnika. Postawiłam go na ziemi, aby przeciąć wolną dłonią swój nadgarstek sztyletem z rogu jednorożca. Moja jasna posoka wlała się do wnętrza kielicha z cichym pluskiem, lśniąc srebrnym blaskiem. Dolałam nieco wina dla lepszego smaku i zamieszałam rogiem, aby właściwości lecznicze substancji były odpowiednio szybkie w działaniu. Wypiłam łyk, mlaskając. Nie było takie złe, a moja rana cięta zasklepiła się błyskawicznie. Moje ciało było do tego przyzwyczajone. Jej będzie trochę potrzebowało... I do regenereacji i strawienia. A do tego, jak wszyscy wiemy, najlepszy jest sen.
   Wlałam jej do pyska resztę eliksiru, przesuwając dłonią po gardle, aby na pewno zostało to przez nią przełknięte. Ponadto za sprawą jedynie myśli, wprowadziłam ją w stan głębokiego odrętwienia. Najgłębsza faza snu... Jej ciało stało bezwładne, a mięśnie same się przestały napinać. Wzięłam ją na ręce pod czujnym nadzorem oczu Pieczęci.
-Corvum, pokaż mi Bramę.
   Przede mną natychmiast wyrosła wysoka góra, do której prowadziło tysiące kamiennych stopni. Na jej szczycie znajdował się portal złożony z czarnoksięskiej magii, zaklętej w kamień. Przesuwałam się po stopniach w błyskawicznym tempie; w ułamkach sekund stanęłam pod Bramą, aby przejść do miejsca, gdzie łapy mojego arcywroga nigdy nie postaną. Przeszłam do Dworu.
   Czasami wybudzanie trwa tyle, ile potrzeba dla prawidłowej ilości wypoczynku organizmu. Osiem godzin. Czasem jest to podwójna ilość, a niekiedy potrójna. Dzwony z Wieży Księżycowego Pyłu wybiły dwunastą w południe. Piękna melodia dziesiątek instrumentów wygrywała mi to samo, co zawsze jest przy otwieraniu moich szkatułek z biżuterią. Kochałam te dźwięki. Siedziałam właśnie w swoim gabinecie, gdy usłyszałam mniej wyrównany oddech z komnaty obok. Wiedziałam już, że się wybudziła. Wstałam z krzesła z szelestem sukni, przemieniając się w wilczycę. To dla niej to zrobiłam, wiedziałam wszakże, że jeszcze nie znała mnie w tamtej wersji zbyt dobrze. Przy jej komnacie stały na mój rozkaz dwie Pieczęci: Agares i Wassago. Obaj byli prawie tak samo potężni, co Astaroth. Cieszyłam się w duszy, iż jego wybór padł trafnie na nich. Obaj skinęli mi głowami, gdy zbliżyłam się do dwuskrzydłowych wrót komnaty Seishin.
-Miłego południa, Królowo.- mruknęli jednocześnie.
-Dziękuję.- odparłam, wchodząc do wnętrza.
   Na wielkim łożu leżała w o wiele lepszej formie dobrze znana mi wadera. Omiotła jeszcze dość mocno otumanionym wzrokiem otoczenie, aż jej spojrzenie opadło na mnie. Pytające.
-Witaj na Dworze, Seishin. Dawno się już nie widziałyśmy...
-Jak ja się... tutaj znalazłam?
-Przeniosłam cię.
Seishin?

Od Valaxa do Melairene

Data:
28 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Powiedz mi wszystko co wiesz.- mruknąłem spokojnie.
- Nic ci nie powiem.- warknął basior i splunął na mnie.
- Okej, jak chcesz.- otarłem sierść łapą.- Wprowadzić rodzinkę!- krzyknąłem w stronę drzwi.
Chwilę później wrota stanęły otworem, a do środka wprowadzono wyjątkowo piękną waderę i szare szczenię przycisnięte do jej łap.
- Opowiesz mi wszystko o Piekielnej Sekcie Kruka.- przewróciłem oczami.- A nic im się nie stanie.
- Nie.
Podszedłem do wadery, partnerki przesłuchiwanego. Usiadłem przed nią i uśmiechnąłem się miło.
- Powiedz mi, szanowna pani. Czy jeśli będę pozbawiał cię powoli kawałków ciała i będę kazał ci je zjeść... czy twój partner zacznie gadać?- spytałem, delikatnie obniżając głos.
- N..Nie sądzę.- wilczyca przełknęła ślinę.
- A jeśli sprawię, że sama zaczniesz się zjadać... z własnej woli?- przybliżyłem się do niej, niemal dotykając jej pysk nosem.
Wadera powoli pokręciła głową. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej i oplotłem jej umysł szeptami.
Pocałuj mnie...
Wilczyca wyrwała do przodu i przykleiła się do mojego pyska. Odwzajemniłem pocałunek i zacząłem wysysać jej duszę, czując przypływ mocy. Po chwili wadera oderwała się ode mnie i runęła na podłogę. Z wyrazem tryumfu odwróciłem się w stronę jej partnera - on tylko patrzył na mnie oszołomiony, niezdolny do jakiejkolwiek reakcji. Szybko znalazłem się przy jego szczeniaku i niemal niezauważalnie wbiłem sztylet w jego pierś. Mały wilczek upadł, zaczął skomleć i wić się w agonii.
- Jesteś psychopatą.- wytknął przesłuchiwany.
- Tik tak, tik tak, tik tak. Owszem, jestem.- uśmiechnąłem się ponownie.
- I nie. Nic ci nie powiem.- warknął.
- Założymy się?


Siedziałem w moim gabinecie, przeczesując wzrokiem mapę Diamentowego Kontynentu. Dokładnie wiedziałem w jakiej okolicy najczęściej przebywa Melairene, Imperatorka wrogiej
sekty. Moja sekta ostatnio straciła wieli ludzi w związku z walką Bogów. Bogowie zwyczajnie
zabijali podopiecznych, aby dopiec swojemu przeciwnikowi. Na szczęście konflikt skończył się
tak samo szybko jak się zaczął. A teraz trzeba było dokładnie poznać wroga.
Stuknąłem pazurem o mapę i wyciąłem w tamtym miejscu krzyżyk. Ostatni raz spojrzałem na blat i opuściłem "bazę" wychodząc przez portal umieszczony w moim gabinecie.
Targ w Elcrys, Targ w Elcrys...
Pojawiłem się na środku rynku. Ruch był na tyle duży, że nikt nie zwrócił na mnie większej uwagi- oprócz dwóch wader, które szeptały coś podekscytowane i przypatrywały mi się z zaciekawieniem. Uśmiechnąłem się do nich przyjemnie, ukłoniłem się i pognałem we wcześniej wybranym kierunku. Wykorzystując niemal całe zasoby mocy, zmieniłem się w bezkształtny dym i już po kilku minutach znalazłem się na skraju wielkiego lasu. Zatrzymałem się żeby wyrównać oddech i odzyskać siły. Po chwili wstałem i ruszyłem w głąb lasu. Nagle zza drzew wyłoniła się piękna i idealna w każdym calu wilczyca. Odskoczyłem cicho w bok i zacząłem bezszelestnie podążać za waderą. W końcu to miał być mój wróg... Melairene.

Krzysiu?

"Czasami zdarza mu się nadużywać ironii i sarkazmu"

Data:
28 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
 Howrse: Advesari | Doggi: Slake | Gmail: gloomrise@gmail.com
Darmowy hosting zdjęć i obrazków
.:VALAX AZYL VON HAVOC:.
Belial
WIEK: 31 lat
PŁEĆ: Basior
RASA: Demon
PŁODNOŚĆ | CIECZKA = Płodność | Nie dotyczy
PARTNER/PARTNERKA/ZAUROCZENIE: Kiedyś- Erin, słuch po niej zaginął kiedy odeszła od Valaxa
OPIS: Jego charakteru nie da się tak po prostu opisać. Jest wilkiem bardzo zmiennym, jego cechy mogą zależeć od humoru, wydarzeń czy pogody. Jednak opiszę go najlepiej jak to możliwe. Jest to basior pozornie normalny, towarzyski, otwarty i wzbudzający sympatię. Lecz przy bliższym poznaniu okazuje się egoistą , a jego idealna natura jest w rzeczywistości fasadą.
Jest postacią tajemniczą, nigdy tak naprawdę nie pokazuje swego prawdziwego oblicza, niewiele o nim wiadomo.
Nauczył się zwodzić, kłamać i przekonywać tak profesjonalnie, że nie ma żadnych nerwowych tików,żadnych zawahań w głosie- nic co wskazywałoby na coś złego.
Potrafi dogadać się z każdym, zawsze znajduje odpowiednie słowa lub cięte riposty, ma istny dar przekonywania. Umiejętności tych używa do manipulowania wilkami i zwykle radzi sobie z nimi, przeciągając ich na swoją stronę. Czasami zdarza mu się nadużywać ironii i sarkazmu. Jest wilkiem aroganckim i dumnym.
Jest tak nie czuły, że choćbyś płakał, darł się, cierpiał, bił go po całym ciele- on wciąż będzie patrzył na ciebie z tym samym, niewzruszonym wyrazem pyska.
Nie zna pojęcia miłości, przyjaźni czy zaufania. Nie odczuwa także poczucia winy i nie ma wyrzutów sumienia odnośnie do swoich czynów. Jest metodyczny, sprytny i przebiegły. Jest przygotowany na każdą sytuację, a wszelkie plany potrafi wymyślić od tak na poczekaniu. Zdarza mu się mówić samemu do siebie lub śmiać z niczego lub w złych sytuacjach. Zabijanie sprawia mu przyjemność, kocha niszczyć, krzywdzić, wprowadzać wszystko w zamęt, szerzyć chaos.
Przez całe życie chował się w cieniu, doświadczał bólu, patrzył na śmierć... a teraz jego serce zalało się cieniem, ciało sprawia wszystkim  ból, on sam stał się śmiercią.
Jednak jak już wcześniej wspomniałam,jego charakter jest zmienny, nie da się przewidzieć co zrobi następnie czy jak się zachowa.
OPIS WYGLĄDU: Jest wysokim, dobrze zbudowanym i umięśnionym basiorem. Jego sierść jest czarna, a na końcu ogona delikatnie jaśniejsza. Oczy ma szarawe i puste, nos ciemny jak atrament, a zęby ostre i białe niczym śnieg. Jego łapy są ciężkie i mocne, zakończone ciemnymi, zabójczymi pazurami.  Dzięki swojej solidnej budowie jest wilkiem silnym, lecz także zwinnym i szybkim. Jest wspaniałym łowcą i zabójcą, do polowań wykorzystuje również swoje moce. Bardzo ceni sobie swoją umiejętność wchodzenia na drzewa, uwielbia atakować z powietrza, skacząc na ofiarę i od razu pozbawiając ją życia. Na jego ciele można dojrzeć liczne rany i blizny.
Rzadko przemienia się w człowieka. Podstawową rzeczą, której Valax nie cierpi w tej postaci jest twarz, a raczej jej pozorny brak. Z tą rzeczą wiąże się wiele plotek- niektórzy mawiają, że jest nieznośnie podrapana, inni mówią że zniekształciła się pod wpływem nadmiaru szaleństwa, jeszcze inni wspominają o kłótniach z Bogami czy o tym, że Valax sam ją sobie rozdrapał. Jednak nasz bohater lubi budzić zainteresowanie i być obiektem spekulacji, postacią utopioną w tajemnicach- dlatego nosi maskę.
OPIS PRZEMIANY: Budowa oraz kolor sierści Valaxa nie ulega zmianie. Największą przemianę przechodzą szczegóły, małe rzeczy, zwykle nieistotne. Jego oczy przyjmują czerwoną barwę, a wokół nich zaczyna tworzyć się żółty dym. Za uszami basiora wyrastają dwa rogi, a na jego grzbiecie można zauważyć kostne kolce. Jego ogon zmienia się w dwa pomniejsze, zakończone czymś na rodzaj żądła. Na szyi pojawia się kolczasty naszyjnik z pomniejszoną ludzką czaszką.
UNIKALNA MOC:  Umbra diaboli- czyli cień diabła. Valax nazywa się synem Lucyfera, jego cieniem i naśladowcą. Jego moc tylko wpływa na jego korzyść. Jest to kilka umiejętności, zdolnych wprowadzić chaos niemal wszędzie:
~Szepty~ Valax umie jakby wniknąć do umysłu wroga i rozkazywać mu, kłamać, przekonywać. Niektórzy mówią, że basior umie nawet czytać w myślach, lecz jest to tylko mit. Von Havroc przewiduje czyny patrząc na zachowanie danej postsci, nie przez szperanie w jego umyśle.
~ Virtus Animae~ moc duszy. Nie jest to do końca moc, jest to dar. Valax prócz zwykłego odżywiania może żyć wysysając dusze ofiar. Po wyssaniu duszy Valax robi się silniejszy na jakiś czas, zdolny do swojej najpotężniejszej mocy, o której wspomnę później. Pozbawienie duszy nie wiąże się bezpośrednio ze śmiercią ofiary, bez duszy dana istota popada w szaleństwo, sama rozdrapuje swoje ciało i jest najprostszą zwierzyną.
~ Koszmary ~ Valax potrafi sprowadzić na przeciwnika koszmary, które służą tak właściwie do luzowania duszy. Wtedy basior łatwiej może przejąć i wyssać duszę ofiary. Więc wiedz, że jeśli od jakiegoś czasu męczą Cię koszmary o cieniach, Valax już po ciebie idzie.
~ Cienie ~ Są tak właściwe pomocnikami von Havoca. Są niematerialne, nie mają kształtu, są po prostu dymem. Mogą krążyć wokół wroga, blokując mu widok, pozbawiając orientacji, lepiąc się do ciała. Żywią się strachem, wywołują strach lecz same w sobie są nieszkodliwe. Występują w koszmarach ofiar Valaxa.
~ Fumus ~ Jest ro najpotężniejsza i najbardziej wyczerpująca moc Valaxa. Przyjmuje on wtedy postać dymu. Przemieszcza się z zawrotną prędkością, przenika przez ściany i inne przeszkody. Podobno jest w stanie opętać ofiarę i zabić od środka, przez złamanie wszystkich kości.
POZYCJA: Prorok, Przywódca sekty

UMIEJĘTNOŚCI:
~ Siła (★)
~ Zwinność (★)
~ Szybkość (★)
~ Wytrzymałość (★)
~ Zdrowie (★)
~Unikalna moc(★)

RELACJE:
Wataha: Jest raczej samotnikiem, a do tego wszelkie plotki i legendy na jego temat powodują, że mało kto chce się z nim zadawać.
Rodzina: Nie ma rodziny, wychowywał się sam.
Inni: Athorus- przyjaciel, a zarazem wspaniały szpieg, aktualnie przesiadujący w innej sekcie.
Ciren- przyjaciółka, dawna kochanka, również szpieg, aktualnie kryjąca się w szeregach zwykłej watahy.
Alias- towarzysz, który nie jest zbytnio przywiązany do Valaxa.
Międzygatunkowe: Nie jest zrażony do każdej z ras, każdego traktuje tak samo... bezczelnie.
SOLARY: 0 S
EKWIPUNEK:
CIEKAWOSTKI:
- Jego głos sprawia, że słuchający drży, a każda wadera szaleje na jego punkcie.
- Uwielbia alkohol, w każdej ilości
- Nienawidzi szczeniąt, można powiedzieć że nawet się ich boi
- Czasami zdarza mu się mówić wierszem lub zagadkami
- Zawsze nosi przy sobie broń, w każdej postaci, wszędzie. Nawet nie wiadomo gdzie ją chowa, choć większość wilków i ludzi po prostu nie chce wiedzieć.
- Podczas snu wciąż czuwa.

Od Seishin do Melairene - zapisy do Piekielnej Sekty Kruka

Data:
28 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Od kilku dni pracowałam na resztkach energii, które zostały mi po próbach ucieczki przed klanami Oni. Każdy krok był dla mnie okropnym wysiłkiem, ale ilekroć czułam chęć położenia się pod jednym z rozłożystych drzew, musiałam ją odpychać. W każdej chwili te diabelskie stworzenia mogły mnie dogonić, dlatego powoli, ale wytrwale parłam naprzód.
Najmniejszy szelest zwracał moją uwagę, a ciche kroki zająca lub sarny brałam za odgłosy zbliżających się duchów ciemności. Popadałam w paranoję. Za wszelką cenę pragnęłam ocalić własne życie. Usilnie próbowałam przeżyć, żyjąc na końcowych zapasach siły. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że niedługo będę musiała się poddać i tym samym stracić szansę na dalsze istnienie, o które tak mocno walczyłam, ale to nie zniechęcało mnie do dalszej wędrówki.
Kiedy nagle do moich uszu dotarło przeraźliwe wycie, zerwałam się do biegu. Łapy odmawiały mi posłuszeństwa, sprawiając wrażenie gumowych i bezwładnych, ale zmuszałam je do równomiernego poruszanie się.
Lewa, prawa.
Lewa prawa.
Ciemność, czy to już koniec? Czy dopadło mnie któryś z żołnierzy mroku? Cały wysiłek na marne, dokładnie tak jak się spodziewałam.
Moja łapa zapadła się w grząskim błocie.
Znikąd rozeszła się po moim ciele dziwna, nieznana dotąd mi aura, kąsająca moje nerwy ze wszystkich stron. Czując już jedynie dziwny niepokój, zmieszany jednocześnie ze spokojem, moje oczy natychmiast straciły możliwość dopatrzenia się czegokolwiek przede mną. Mgła była tak gęsta, nieprzejrzyście mlecznobiała, a także nieskończona. Nie pozostało mi jednak nic innego, jak iść dalej, brnąc, pomimo wątpliwości targających resztki mej duszy i falami zmęczenia, ogarniającymi moje wychudzone ciało. Wtem oto znikąd poczęły się wyłaniać one; szczyty walących się na ziemię wież. Kamienne przypory nadal dumnie podpierały ściany sięgające nieba, a wysokie do dwuspadowego dachu, wąskie, prostokątne okna miały niezliczone pęknięcia. Lśniły ponadto od kropel rosy, niby usiane tysiącami maleńkich diamencików, lub gwiazd, gęsto oplecione mchem, porostami oraz bluszczem.
   Po bagnie nagle rozległo się złowrogie skrzeczenie podnoszących się do lotu kruków ze strychu pradawnej budowli. Naszła mnie świadomość, iż samotność w tym miejscu była więcej, niż nie wskazana, a śmiertelnie niebezpieczna. Moje serce zabiło stokrotnie szybciej, czując czyjś wzrok wbity w moje plecy.
Obróciłam się gotowa do obrony, ale zamiast przepełnionych wściekłością czarnych jak noc oczu jednego z Oni, mój wzrok napotkał lśniące, błękitne ślepia. Znajome ślepia.
Melairene.
Resztkami sił podniosłam głowę, chcąc sprawiać wrażenie pewnej siebie, ale cała ta iluzja opadła w momencie, kiedy zmęczenie zmusiło mnie do ugięcia łap. Jeszcze chwila, a wywrócę się prosto w bagienne błoto.
Świat zaczął się nagle kręcić i nim zdążyłam cokolwiek wydusić zapadła ciemność.

Melairene?

Sekta Krwawej Duszy- Zapisy

Data:
28 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ave!
 Postanowiłam stworzyć coś na kształt sekty. Nie jest to typowa sekta, nie wyznajemy jednej, danej religii, nie wierzymy w danych Bogów. A samo nazwanie nas zwykłą sektą jest uznawane za brak szacunku. Jesteśmy wyznawcami wielu religii, mamy swoją religię i swoje zwyczaje, mity czy opowieści. Sekta Krwawej Duszy jest grupą osób, które ogólnie wierzą we wszystkie religie. Oprócz swoich bogów czczą też tych z mitologii np. Greckiej, Celtyckiej czy Egipskiej. Nasza sekta żyje w mroku, morduje niezauważalnie, nie usłyszysz o niej zbyt często... jesteśmy zbyt dobrze rozwinięci, dbamy o swoje tajemnice. Możliwe, że krąży o nas kilka legend, a czasami członek sekty przez przypadek powie jakąś plotkę o proroku. Gdyż takich jest dosyć dużo. Warto dodać, że często członkowie sekty prowadzą podwójne życie. Są ogólnie wtajemniczeni, lecz z pozoru są po prostu zwykłymi wilkami. Nie zależy nam na samych członkach, zależy nam na duszach i wierze. To oznacza, że wystarczy do nas dołączyć i wciąż prowadzić te same wątki co wcześniej, żyć tym samym życiem i pojawiać się na specjalnych zgromadzeniach. Każdy członek otrzyma "ukryte" stanowisko, czyli takie, które oficjalnie nie będzie nigdzie ukazane, lecz będzie wiadomo, kto ogólnie do nas należy.
 Sekcie przewodzi prorok, który głosi wolę naszych bogów. Sekta Krwawej Duszy przyjmuje każdego wilka który chciałby dołączyć. Cała grupa jest posłuszna prorokowi, nie można z nim walczyć czy się sprzeciwiać. Kary za nieposłuszeństwo są różne, zależne od danej sytuacji.  Nasza sekta ogólnie nie niesie dobra, większość przestępców pochodzi z naszych szeregów, jesteśmy jedną wielka armią, rodziną, jesteśmy mrokiem i chaosem. Jednak niektórzy służą światłu, nazywamy ich "milusińskimi" lub "nadszlachetnymi". Każdy członek jest jednak tak samo ważny, nie oceniamy nikogo, prócz naszych wrogów. Nie krzywdzimy naszych, ranimy i zabijany przeciwników, służymy Bogom, ukrywając się w mroku. Nasza świątynia i siedziba znajduje się w podziemiach Elcrys. Jest to całe rozwinięte miejsce, pełne komnat, sal i korytarzy. Prowadzą tam trzy wejścia, ustawione od każdej części kontynentu. Są one portalami, emanującymi niebieskim blaskiem. Jeśli ktoś nieproszony spróbuje tamtędy wejść, brama zwyczajnie się nie otwiera, natomiast przyzywa proroka.
To tak w ogromnym skrócie.

Jeśli spodobał Ci się ten dosyć przydługi opis, napisz do mnie (chat, howrse, doggi, gmail) lub pod tym postem- imię wilka, a także religię z jakiej chcesz mieć przydzielonego tzw. patrona, czyli Boga, który nad tobą czuwa. Możesz tam także napisać "Slakonizm" wtedy przydzielimy Ci Boga z naszej religii. Krok 2. Napisz opowiadanie jak natknąłeś się na naszą grupę, może to być każdy możliwy sposób- natknięcie się na proroka, wejście w nasz portal... Krok 3. Zgłoszę się do Ciebie, powiem jakie stanowisko otrzymujesz, jakiego Boga Ci przydzielamy, a także jak masz mu się odwdzięczać za opiekę. Z naszej sekty nie da się odejść. Główna Bogini, czczona przez wszystkich Bogów i wszystkie wilki (niezależnie od patrona):

Slake- bogini chaosu, mroku, niezgody. Przedstawiana w każdej postaci, jednak najczęściej jest to czarna kotka lub wąż.

 Nom... to by było na tyle.
Trzymajcie się,
Slake

Od Rachel do Isolde

Data:
27 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Gdy wróciłam, Isolde miała przy sobie jedno szczenie które... no... się ruszało. Oddychało. Reszta była sztywna. Stanęłam jak wryta przed wejściem do jaskini, i zrobiłam jedną z moich nie określonych min. Wadera chyba mnie usłyszała, bo odwróciła głowę, i popatrzyła na mnie.
- Eeeeee.... ta.. - mruknęłam i dalej milczałam.

***

- Coś taka milcząca? - zapytała wadera 30 min później.
- Co? - zapytałam wyrwana z zawieszenia. - A nie... wiesz. Spodziewałam się mnóstwa szczeniaków, które mi będą włazić na głowę a nie.... no. Dramatu rodzinnego.
- Masz bardzo dziwne poczucie. - powiedziała wadera liżąc szczeniaka.
- Wiem. - odparłam. - Wiesz co... ja się chyba... muszę przespać. - powiedziałam w zamyśleniu, zwinęłam się w kłębek i zasnęłam. Jak się można domyślić... śniła mi się śmierć, krew, garnek ziemniaków, wózek i ścieżka. Gdy się obudziłam, było późne popołudnie. Iso spała, więc ja się szybko wymknęłam z jaskini. Wymknęłam się jakby trochę ZA tereny watahy, ale tylko na chwilkę. Chyba... A dlaczego? No żeby upolować łosia oczywiście. ( łososia ). Miał jakieś pół metra. Po chwili byłam w jaskini z pół metrową rybą, która już przestała się miotać.
- Głodna? - zapytałam waderę, kładąc przed nią rybę.

< Isolde? Nie mam pomysłu co pisać. >

Aktualizacjeł + informejszyn

Data:
27 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Witajcie moi drodzy!
Dziś zostały przeniesione wszystkie strony na watahę z forum, a to oznacza że można już kupować w sklepie, zostały zmienione nagrody za questy. Do menu z wilkami dodałam również adopcje oraz postacie NPC, którymi -jedynie za zgodą właściciela postaci- możecie napisać opowiadanie i dostać dodatkowe Solary oraz Gwiazdki umiejętności :D! Czyż nie jest to super rozwiązanie? ^^
 Pojawiła się również strona Dla Autora, zalecam zerknąć ponieważ została dodana nowa opcja tzw. Postaci oraz opowiadań nieuchwytnych!

Teraz informejszyn!
Z racji iż nie będzie mnie 29.05 oraz 30.05 to przedłużam czystkę wilków do 1 CZERWCA-mimo, że powinna być już dziś-. Zagrożeni mają jeszcze czas na napisanie opowiadań ;)

Za niedługo również zajdą zmiany na stronie Sojusze, która już teraz widoczna jest pod nazwą Przyjaciele :>

Dodam, że Raven-nasza skromna Ravem- założyła sektę! Sekta, tak dokładnie. Możesz się do niej zapisać jeżeli chcesz! Dodatkowo nad wilczym menu pojawiły się aktualności, jeżeli chcesz przystopować tekst wystarczy że najedziesz na niego myszką ;) Tam również jest informacja o Sekcie i link, jak można się do niej zapisać.

W niedalekiej przyszłości planuję również dodać walki pomiędzy wilkami, a nawet sektami! Będą dostępne walki między innymi; wilk vs. wilk, grupa vs. grupa oraz sekta vs. sekta! Także, zapraszam do czytania aktualności, bo można dużo się z niej dowiedzieć ;)
Oczywiście na czacie można spotkać się najczęściej wiec zapraszamy do rozmów!


~Miłego popłudnia! *Mercia kłania się niczym żołnierze Narnii przed Aslanem*
Pisała: Amera

"Nauczyła się manipulować, uwodzić, jak famme fatale, zwodzić niczym fatamorgana"

Data:
26 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
.:MELAIRENE ANGUIS SENNA MARA:.
WIEK: 30 lat
PŁEĆ: Wadera
RASA: Demon
ŚCIEŻKA: Szefowa mafii/sekty
POCHODZENIE: Piekło
ORIENTACJA: Heteroseksualna
PARTNER: Brak
ZAUROCZENIE: Vertus Von Havoc
PŁODNOŚĆ | CIECZKA: Płodność | Miesiące nieparzyste
OPIS: Odcinając ptakowi skrzydła sprawisz, iż zacznie on krwawić, a również używać  niewielkich nóżek do jakiejkolwiek formy poruszania się. Pozbawiając go nóżek, zmusisz zwierzę do czołgania się z bólu, pełzania niczym wzgardzony przez wszystkich wąż...
   Podobnie było z Melairene; najpierw odcięto jej skrzydła wszelkich możliwości do wzlotu oraz rozwoju, a później zabrano jej wolność z uwagi na fakt jej niebezpiecznej mocy. Poprzednia wataha uznała ją za zagrożenie najwyższego możliwego stopnia, którego nie potrafili kontrolować. Mogła się podporządkować ich woli, zamykając gorycz żalu, złości oraz niedowierzania w swojej duszy, albo przeciwstawić się im. Zamykana w podziemnych lochach, poznała smak krwi jako pierwszy w swoim życiu, a pozbawiona światła, łaknęła go bardziej, niż resztek jedzenia czy brudnej wody. Wraz z nadarzeniem się okazji do ucieczki, nie zastanawiała się, czy robiła słusznie, czy nie, zabijając tych, którzy próbowali ją powstrzymać. Liczyło się tylko to, by ujrzeć świat, a więc zrobiła tak; ogarnęła zdziczałymi oczami otoczenie, a potem pognała przed siebie.
   Ci, co przeżyli, widzieli ją wówczas ostatni raz.
   Potem już nie przypominała tego samego szczeniaka, jakim była na początku. Z wychudzonego kościotrupa przemieniła się we wspaniale zbudowaną, silną łowczynie. Dokładnie tak wyglądała większość jej życia- łowy. Doskonaląc się samodzielnie w sztukach łowieckich, stała się z czasem jednoosobową armią o lekkości pióra. W sytuacjach, gdy brakowało jej sił, a liczebność przeciwników była zbyt duża- ostrzyła kły ociekające jadem. Nauczyła się manipulować, uwodzić, jak famme fatale, zwodzić niczym fatamorgana. Co więcej, stała się nieuchwytna; potrafiła znikać, aby po kilku sekundach pojawiać w innym miejscu. Przypominała ducha, którego z ukrycia potrafiły wywoływać tylko potrzeby fizyczne. Mrok był jej domem- urodziła się w nim, dorastała w nim, chroniła się dzięki niemu tak, jak rycerz tarczą, aż nie stopił się z jej duszą, by zapełnić wielkie, jałowe dziury. Te powstały zaś z braku miłości, wszelkiego rodzaju ciepła, jakiego potrzebuje każda istota do prawidłowego rozwoju. Chłód na zawsze wypełnił jej serce, najpierw doprowadzając je do wyglądu lodowej fortecy, aż jej umysł nie wykuł z niego tytanowej twierdzy. W ten sposób stała się bezwzględną maszyną do osiągania swoich celów, choćby i krocząc drogą usianą trupami.
   Pomimo nie zaznania szczęścia za życia, nauczyła się je dostrzegać, a także szanować. Jej chłodna, kalkulacyjna natura potrafi przybierać nieco przyjaźniejszy wygląd w zależności od sytuacji. Potrafi w jednej chwili spoglądać surowo i gwałtownie wybuchnąć obłąkańczym śmiechem, przypominającym wesołe krakanie w niektórych tonach. To szalona demonica, bez dwóch zdań, nie posiadająca żadnych zahamowań. Może wydawać się, iż to, co mówi, czy robi wynika z jej nadpobudliwości bądź chorób psychicznych, aczkolwiek w rzeczywistości wszystko to jest dokładnie usprawiedliwione jej sposobem myślenia... Który na początku doprawdy ciężko pojąć i przeniknąć własnym rozumem. Maniakalnie dokonuje absurdalnych spostrzeżeń, czy przemyśleń, prawie zawsze na głos. Dzień bez szaleństwa uznaje za całkiem stracony, a zabijanie czasu uważa za największy, karygodny błąd. Można przecież z nim współpracować w taki sposób, iż jest dla ciebie w stanie dokonać wszystkiego! Zawsze dotrzymuje obietnic, bowiem słowo zaprzysiężone uznaje za najświętsze, ale dość często bywa, że znajdzie jakiś nieuczciwy wykręt, aby przedłużyć coś w czasie, co jest dlań niewygodne do spełnienia w danym momencie.
OPIS WYGLĄDU: Drobna, zwinna wadera o nieskazitelnych, lazurowych tęczówkach, raczej pospolitej barwy sierści; szaro białej... Każdy jej ruch naznaczony jest tanecznym wdziękiem godnym baletnicy, a podczas rozmowy wydaje się, jakby używała swojego operowego głosu do śpiewu, tak melodyjnie on brzmi.
OPIS PRZEMIANY: Jej sierść czarnieje, a z grzbietu wyrastają równie ciemne skrzydła. Oczy tlą się żywszym, jaśniejszym błękitem na kształt błędnych ogników. Cała reszta pozostaje taka sama, wadera nie posiada nadnaturalnych rogów, czy wydłużających się kłów, albo szponów.
UNIKALNA MOC:
1. Anguis Somnium- "Węże, niby mary senne, oplatające umysł ofiary". Melairene potrafi samą myślą sprawić, iż dana istota zapada w sen tak głęboki, iż nie jest w stanie się samodzielnie wybudzić. Doskonale potrafi go kontrolować, doprowadzając albo do śmierci z przerażenia, albo po prostu podchodząc i zabijając przeciwnika podczas jego niemożności. "Tak armie padały przed nią, jakby była władczynią wszechświata, lecz nie w pokłonie, a z braku siły, która mogłaby się przeciwstawić jej potędze!". Poza tym często pojawia się w snach tych, na których może jej zależeć- prowadzi wówczas z nimi rozmowy, które nigdy nie odbywają się w rzeczywistości, potajemne. Przebywając w jej otoczeniu nigdy nie wiesz, czy śnisz, czy jesteś na jawie- tak potrafi omotać twoją psychikę oraz myśli, iż nie jesteś w stanie tego stwierdzić. Dąży poprzez tą moc do zmuszania myślami do posłuszeństwa. Na razie jednak jest w stanie jedynie podsuwać niewinne sugestie podczas śnienia; a to wypadek, przed którym ktoś niby powienien uciec, a to morderstwo, które popełni, myląc w ten sposób ich, a przez to oszukując ich przeznaczenie. Kukiełkowy teatrzyk Melairene trwać może jedynie osiem godzin na całe dwadzieścia cztery, potem sama musi odsypiać tyle, ile manipulowała czyimś snem.
2.  Noctis Avem/ Akasha - Moc ta polega na częściowej przemianie w kruka oraz ogólnej władzy nad sferą, jaką jest noc. Kreowaniu z gwiazd takich gwiazdozbiorów, aby sprzyjały one wzrostowi konkretnych, dodatkowych zdolności; prędkości, zręczności, kondycji, magii, szczęścia, siły, charyzmy nie tylko samej sobie, lecz również towarzyszom. Dodatkowo jest to władza nad fazami księżyca oraz pływami i odpływami oceanów- możliwość kreowania z wodnego pierwiastka różnorakich rzeczy. Głównie natomiast jest to żywioł eteru- Akasha. Oznacza to esencję i budowę wszystkich rzeczy w świecie materialnym, bowiem najmniejszy materialny element stworzony jest z materii świata astralnego. Proserpine jest zatem w stanie stworzyć coś z nicości, jaką jest noc- jej aura przypomina czarną mgłę usianą gwiazdami, a także płynną zorzą polarną. Towarzyszą temu różnorakie dźwięki, zazwyczaj są to tonacje jej głosu, we tle których słychać pojedynczą nutę graną przez organy. Na razie jednak wadera nie doszła do mistrzostwa we władaniu swoją mocą; na razie potrafi ledwo co ustawiać pojedyncze gwiazdy, czy transformować swoją aurę tak, aby była przynajmniej widoczna. Wszelka czynność związana z jej magią jest dla niej nadal niezwykle męcząca, po nauce jej przez około dwie godziny, musi pozwolić sobie zregenerować się dwukrotnie dłużej.
3. Tempastatis - Moc stworzona z czystej burzy, iskrzące się od błyskawic kłębiaste, granatowe chmury, które przeistaczają się w dym. Dym ten otacza waderę niczym ciemno niebieski całun pokryty elektrycznością, lecz wkrótce znika całkowicie z pola widzenia, choć nadal jest na swoim miejscu. Niewidzialna, elektryczna zbroja broni ją niemal od wszystkiego, rażąc swoją potęgą każdego, kto by śmiał ją tknąć. Ponadto przy rozwoju tejże niezwykłej mocy jest w stanie okryć taką mistyczną tarczą nie tylko siebie, lecz także swoich towarzyszy, a potem rozpościerać nad sobą i wokół siebie niczym bariery lub pola magnetyczne. Oto Tempestatis.

POZYCJA: "Królowa Piekieł", Cesarzowa Kruka, Imperatorka Sekty.

UMIEJĘTNOŚCI:
~ Siła 40 (★)
~ Zwinność 32 (★)
~ Szybkość 35 (★)
~ Wytrzymałość 40 (★)
~ Zdrowie 44 (★)
~Unikalna moc 79 (★)

RELACJA:
Wataha: Nie należy do żadnej watahy, jest wyrzutkiem błądzącym po świecie.
Rodzina: Nie lubi o niej wspominać.
Inni: Nie posiada przyjaciół.
Międzygatunkowe: Nie gardzi żadną z ras, chyba, że ma ku temu powód dla danej jednostki. Nie obarcza jednak winą całej populacji za błędy nieco mniej rozgarniętego przedstawiciela.
SOLARY: 140
EKWIPUNEK: Amulet Przejścia(Anielski), Rezerwacja, Przemiana w Wiecznego, Eliksir Wzniesienia, Kamień Aldana.
CIEKAWOSTKI:
-Pije hektolitry herbaty, a gdy ciebie nań zaprasza, to wiedz, iż darzy cię już niezwykłym szacunkiem, a również nazywa w sercu przyjacielem. Nie ma dlań lepszego napoju od herbaty, jest niczym ambrozja.
-Nade wszystko kocha śpiew, taniec, a także poezję.
-Często chodzi w cylindrze zamiast korony, a jako człowiek, kiedy nie chcę być rozpoznawana, ubiera pstrokate, męskie garnitury, żaboty, dobrze krojone spodnie, a do tego buty do stepowania lub buty jeździeckie z osiemnastego wieku.
OSIĄGNIĘCIA I PRAGNIENIA:
- Porozmawiaj z kimś na czacie
- Spędź z nami na czacie 1 godzinę
- Spędź z nami na czacie 2 godziny
- Napij się z przyjaciółmi z czatu
- Pocałuj kogoś na zabawie (imprezie/butelce), z tego co pamiętam to był Devon albo AmeiS, ewentualnie Slake XD
- Napisz 5 opowiadań
- Napisz 10 opowiadań
- Rozwiń którąś z umiejętności do 6 gwiazdek
- Powiedz coś miłego, komplement do innego wilka
- Napij się wody
- Upoluj zwierzę
- Zwiedzaj tereny -


"Do przesady ironiczne i złośliwe stworzenie"

Data:
26 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
KONTAKT: Howrse: Aleksa2003 || Gmail: lexie.black01@gmail.com
by Wincey
.:SEISHIN HAGANE:.
PSEUDONIM: Toleruje wszelkie skróty
WIEK: 19 lat
PŁEĆ: Wadera
RASA: Anioł
PŁODNOŚĆ | CIECZKA: Płodność | Miesiące Parzyste
PARTNER/PARTNERKA/ZAUROCZENIE: ---
OPIS: Seishin jest typowym samotnikiem, który wśród innych wilków przebywa tylko z czystej konieczności. Przy każdej rozmowie stara się jak najbardziej skracać swoje wypowiedzi, a na pytania odpowiada zazwyczaj krótko; „tak” lub „nie”. Nie licz na długie zdania pełne epitetów. Lakoniczne, ale elokwentne i całkiem uprzejme odpowiedzi to jedyne, co można usłyszeć z jej ust. Dzieciństwo spędziła w większości wśród książek, błądząc myślami po magicznych krainach oraz ucząc się o zwyczajach panujących poza Diamentowym Kontynentem, jak i w jego wnętrzu. Od najmłodszych lat podpatrywała ojca podczas wykonywania obowiązków, toteż całkiem nieźle radzi sobie w dyskusjach, najczęściej pokonując przeciwnika jakże trafną uwagą.
Parę obrazów widzianych w jej życiu trafiło do serca wadery, kształtując fundamentalną część jej charakteru. Rozwijając, Seishin nigdy nie okaże, że można ją w jakikolwiek sposób zranić emocjonalnie. Będzie starała się jak najdłużej trzymać innych na dystans oraz nosić maskę na nic nieczułej postaci, odtrącając znaczną część wilków zainteresowanych jej poznaniem. Mimo otoczki spokoju wadera nie radzi sobie z panowaniem nad swoimi emocjami i zachowaniem, po prostu je ukrywa, podczas gdy w jej wnętrzu toczy się gwałtowna bitwa.
Nie można nazwać jej pesymistką ani optymistką, ale do realistki też trochę jej brakuje. W tej kwestii jest niczym kameleon, jej światopogląd zmienia się, będąc zależnym od aktualnej sytuacji i samopoczucia wilczycy.
Na pozór uprzejma i dobrze wychowana, po bliższym poznaniu ten obraz wydaje się coraz bardziej odległym od postaci wadery. Wtedy zamiast całkiem grzecznej osóbki pojawia się ono — do przesady ironiczne i złośliwe stworzenie, którego towarzystwo jej zwykle nie do wytrzymania. Zaznaczyć trzeba, że nigdy nie zachowa się tak, gdy będzie obserwowana. Tylko face to face.
Jednak kiedy tylko zauważy, że ktoś się do niej nie zniechęca, charakter Seishin zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Z niezbyt pozytywnego bohatera zmienia się w bardzo radosną waderę, gotową stawić czoła przeciwnościom losu. Dużo częściej się uśmiecha i widocznie martwi się o bliską osobę, kierując się jej dobrem, a nie swoim własnym, co poniekąd uważa za swoją wadę. Jest niepewna w rozwijaniu wszelakich relacji, panicznie boi się, że mogłaby zostać zraniona, dlatego każdy jej — chociażby maleńki — krok naprzód jest pełen ostrożności.
Wykazuje duży dystans w stosunku do siebie. Nie obchodzi ją to, co myślą o niej inni, po prostu to ignoruje. Obrazę na swój temat pominie, ale gdyby ktoś powiedział coś złego o jej rodzinie, potrafiłaby zabić. W stosunku do bliskich zazwyczaj bardzo opiekuńcza, troskliwa i czuła, czasami jednak tratuje ich tak samo, jak obcych, najczęściej wtedy, gdy robią coś, co nie jest po jej myśli. Kiedy zdarzy jej się czegoś nie zrozumieć, nie trzyma tego długo w tajemnicy. Otwarcie poprosi o wytłumaczenie, nawet jeśli wiązałoby się to z krytyką jej zachowania.
OPIS WYGLĄDU: Seishin to wadera o bardzo przeciętnym wzroście, nie jest wysoka, ale nie można też nazwać jej niską. Smukłe ciało wilczycy porasta miękka i gęsta sierść, której barwę stanowi mieszanka wszelakich odcieni brązu oraz czerni. Głowa jest zdecydowanie ciemniejsza od reszty ciała, a tuż nad niewątpliwie pięknymi oczami koloru kanarkowego z intensywniejszą "żółcią" przy obrębach tęczówek, widać jaśniejsze prześwity. Wzdłuż linii grzbietu oraz nad udem i przedramieniem ciągnie się pas ciemniejszego futra z czego przy łapach schodzi on do samych koniuszków pazurów, sprawiając, że podobnie jak łeb, nogi Seishin są prawie czarne. Brzuch jest jasny o bliżej nieokreślonej barwie. Sposób poruszania się Sei można określić mianem kociego, bowiem chodzi ona z niewymuszoną i naturalną dla swojej osoby gracją. 
OPIS PRZEMIANY: Przemieniwszy się, Seishin nieznacznie rośnie. Jej sierść zmienia barwę na jasnobrązową, niemal beżową, a w niektórych miejscach jeszcze jaśniejszą. Od czoła po sam ogon ciągnie się błękitnozielona wstęga, która w miarę zbliżania się do zadu wilczycy, staje się coraz szersza. Ostatecznie pokrywa ona połowę boków i całą tylną część ciała wadery. Ogon zamienia się w welon z długich niebieskich, białych i czarnych piór, ciągnących się za Sei i szeleszczących przy gwałtowniejszym ruchu. Wilczyca zyskuje również parę całkiem sporych skrzydeł, których kolorystyka utrzymana jest w barwach morza, od ciemnych granatów przez błękity, kończąc na lazurowych odcieniach. Oczy zachowują swoją nietypową żółtą barwę, ale w przeciwieństwie do normalnej postaci, zostają otoczone przez turkusowe plamki, które zdobią to miejsce niczym okulary. Uszy się wydłużają i zamiast swojego zwykłego jednolitego kolory, są zabarwione na ciemnoniebieski kolor.
UNIKALNA MOC: Quake [klik]- Każda nawet najmniejsza cząstka we Wszechświecie porusza się według określonej zasady, jedna mocniej, druga słabiej.  Seishin potrafi generować, kontrolować, ale również zwiększać te wibracje, których efekt w jej łapach przypomina trzęsienie Ziemi. Przy niewielkiej ilości wysiłku umie kierować ja na dowolne ciało fizyczne, jednak używać go może też poza nim. Pozwala jej to między innymi; odepchnąć przeciwnika bądź unieść się w górę, a jeśli się postara, mogłaby nawet zgnieść komuś czaszkę. Sama wadera odporna jest na działanie swojej mocy, dlatego sklonowana nie będzie w stanie jej skrzywdzić. Częste i długotrwałe używanie mocy sprzyja łamaniu się kości i częstym bólom oraz zawrotom głowy, połączonymi z osłabieniem. Niekiedy uaktywnia się ona, gdy wadera jest zdenerwowana, działając wtedy ze zdwojoną siłą. Jest to jeden z powodów, dla których woli trzymać się z daleka od innych wilków.
Naql [klik] - najogólniej rzecz ujmując, Seishin potrafi kontrolować cząsteczki swojego ciała. Zmiana wielkości swojego ciała przychodzi jej z naturalną łatwością, równie dobrze radzi sobie z przeobrażeniem w inną rzecz lub zwierzę. Trudniej jest jej z teleportacją lub przyspieszeniem, ale z każdym treningiem idzie waderze coraz lepiej. Minusem tej umiejętności jest szybkie męczenie się, bowiem każde jej użycie pożera ogromne ilości energii, dlatego korzystanie z mocy jest bardzo ograniczone. 
POZYCJA: Opiekunka szczeniąt
UMIEJĘTNOŚCI:
 ~ Siła (★★★★★) 
~ Zwinność (★★★★★) 
~ Szybkość (★★★★★)
~ Wytrzymałość (★★★★★)
~ Zdrowie (★★★★★)
~ Unikalna Moc (★★★★★)
RELACJE:
Wataha: Aktualnie brak
Rodzina:
Shelley - matka, drogi wader rozeszły się dawno temu
Haru - ojciec, to on wychowywał córkę,
Eiji - siostra, dość dobrze się dogadywały,
Gina - najmłodsza z sióstr, ich kontakt można określić jako dobry.
Inni: Na razie brak.
Międzygatunkowe: Szanuje wszystkich, ale demony traktuje z większą rezerwą. Sama nie wie dlaczego, tak podpowiada jej instynkt. 
SOLARY: 110 S
EKWIPUNEK:
CIEKAWOSTKI:
~ W kwestii wody jest ambiwalentna. Uwielbia przesiadywać w jej pobliżu, fascynuje ją, ale boi się do niej wejść, z obawy przed utonięciem.
~ Uwielbia zapach drzew iglastych, sama pachnie podobnie, ale nieco łagodniej.
~ Jako człowiek - wizerunku użyczyła Chloe Bennet - x x x
~ Podczas rozmowy zwykle utrzymuje kontakt wzrokowy, ostrożności nigdy za wiele.
OSIĄGNIĘCIA I PRAGNIENIA:

Od Ethan'a do Reyny

Data:
25 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
 Wiedziałem, że Nashime jest bardzo osłabiona i będzie potrzebowała najszybszej pomocy medyka.
- Ethan - Reyna nie musiała mnie wołać, bo już od kilku chwil stałem obok niej. - Musimy zabrać ją do medyka. Mogę jej pomóc swoją mocą, ale nie zwrócę jej całej energii.
Przygryzłem wargę, a mój zatroskany wzrok padł na leżącą córkę, bez żadnej wyrazistej oznaki życia, oprócz z trudem podnoszącej się i opadającej klatki piersiowej.
Wahałem się. Za żadne skarby nie chciałem utracić Nashime ani doprowadzić Reynę do stanu wyczerpania przez użytek mocy, którą posiadała.
- Dobrze, zróbmy co mówisz - przymknąłem na chwilę oczy, a następnie ostrożnie podniosłem waderę. Wspólnie skierowaliśmy się ku siedzibie najbliższego medyka.
Jak poparzeni wpadliśmy do siedziby medyka, Amery. Od razu zaopiekowano się mą córką. Podano jej środki wspomagające osłabiony organizm. Obandażowaną wilczycę na własnych łapach, bez żadnych przerw,  niosłem z medycznego posterunku do mojego schronienia, sąsiadującego przy granicy Piekła z Elcrys.  Reyna towarzyszyła mi cały czas, nalegając na to, że ona też może kawałek drogi przenieść Nashime. Wytrwale stąpałem po nierównej ziemi, znosząc cały wysiłek. Nie chciałem, aby Rey się męczyła.
W końcu doszliśmy do mojego schronienia. Delikatnie odłożyłem Nash na największą płachtę zwierzęcego futra,jaką posiadałem. Od razu poczułem wyraźną ulgę, lecz gwałtownie uderzyło mnie poczucie ogromnego zmęczenia i snu. Zresztą po Reynie można by wywnioskować to samo.
-Reyna? - odezwałem się pierwszy raz od rozpoczęcia wędrówki.
-Tak? - odparła wadera.
-Dziękuje, że tu jesteś....- objąłem wilczycę resztkami sił. Zależało mi na niej, tak bardzo...

Reyna??
<< Sorry że takie krótkie i że tak długo czekałaś...;c >>

Zaraźliwe źródło radości!

Data:
24 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Gmail: teriyakiwolf@gmail.com || Mail:  teriyakiwolf@autograf.pl || Doggi: Teriyaki || Howrse: welonka2004

.:KIGYÓ DENEVÉR:.
WIEK: 20 lat
PŁEĆ: Wadera
RASA: Demon
PŁODNOŚĆ  | CIECZKA: Płodność | Miesiące nieparzyste.
PARTNER/PARTNERKA/ZAUROCZENIE:   -
OPIS: Rywalizacja to stały element życia Kígyó. Wiecznie zatem gdzieś goni i walczy. Nie potrafi usiedzieć w miejscu, kocha działanie. Ciężko ją powstrzymać, zrozumieć i przewidzieć. Chadza wyłącznie swoimi drogami, często podejmując ryzyko. Z krytyką należy przy niej uważać. Daje się nieraz we znaki otoczeniu przez swój upór. Emanuje z niej zaraźliwa radość życia. Mimo tej wesołości, czasami musi posiedzieć sama i wtedy najlepiej do niej nie podchodzić. Kocha wymagania, przez co nieustannie podnosi sobie poprzeczkę. Mimo iż posiada niebywały dar przewidywania zdarzeń, nie robi wyrzutów, gdy ktoś nie posłucha jej spokojnej sugestii. Nikomu nie narzuca swojego punktu widzenia i tego samego oczekuje od pozostałych. Jak na demona, to całkiem miła wadera, a czasem do tego stopnia, iż niektórzy biorą ją za anioła. Jest bardzo rozsądna. Bezinteresownie pomaga innym, dla każdego mając czas i gotowość do wysłuchania go. Jest niemalże niemożliwym wytrącić ją z równowagi lub sprowokować do kłótni. To dyplomatka mająca rozbrajający uśmiech na każdą okazję. Jest pogodną oraz ciepłą  osobą. Nie żali się, nie daje poznać po sobie, że ma zmartwienia.  Nadrabia miną i obraca w żart niejeden problem ze swego życia.
OPIS WYGLĄDU: Kígyó ma typowe futro koloru écru, wymieszanym z gołębim i perłowym. Nie widzi na jedno oko, którego tęczówka jest koloru popielatego, natomiast drugiego, już zdrowego- szafranowa, z truskawkowymi kropeczkami. Co ciekawe, jej źrenice nie są lukrecjowe, jak u innych wilków, a barwy różu weneckiego. Nad jedną z powiek posiada trzy onyksowe odbarwienia w kształcie okręgów.
Uszy to stojące, zaokrąglone na końcach, trójkąty. Jej szczupłe ciało pokrywa gruba sierść. Wzrost? Nie jest ani mała, ani też wysoka. Taka pośrodku. Brakuje jej jednego zęba oraz trzech pazurów w tylnej łapie.
Jej ciało ma długość stu dwudziestu centymetrów, łącznie z ogonem, będzie to jakieś sto siedemdziesiąt, wysokość w kłębie... siedemdziesiąt. Waży pięćdziesiąt kilo.
OPIS PRZEMIANY: Przy przemianie, waderze wyrastają palisanderowe, półprzeźroczyste błoniaste skrzydła, zakończone dwoma pazurami. Oczy przybierają rdzawego koloru. Ogon zwęża się, a jego koniec przybiera kolczasty kształt. Nawet futro wilczycy ciemnieje na onyksowe.
Wysokość wadery zwiększa się do osiemdziesięciu centymetrów, a w pysku wyrastają dodatkowe kły.
UNIKALNA MOC: Umbrokineza
POZYCJA:  Opiekun szczeniąt

UMIEJĘTNOŚCI:
~ Siła (★)
~ Zwinność (★)
~ Szybkość (★)
~ Wytrzymałość (★)
~ Zdrowie (★)
~Unikalna moc(★)

RELACJA:
Wataha: Nie zna
Rodzina:  Są skłóceni, więc niezbyt chce ich znać.
Inni:  Nikogo nie zna.
Międzygatunkowe:  Raczej pozostaje neutralna do nich.
SOLARY:   50 S
EKWIPUNEK: --
CIEKAWOSTKI:
- Uwielbia patrzeć się na nietoperze.

By wolfenchanter

Od Yashiro - Quest 9

Data:
23 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Dzisiejszy dzień zapowiadał się tak samo, jak poprzednie... Czyli biuro, papiery... Inaczej mówiąc kupa roboty... Codziennie siłą muszę wstawać z tego wyrka, inaczej służba się na mnie dziwnie patrzy, a nie chcę żeby zaraz jakieś plotki krążyły, że ja leń i nic nie robię... Chciałem tylko chwilę dłużej pospać... Czy ja o tak wiele proszę? Nie... No właśnie...
Nagle do mojej komnaty weszła służąca. Nie było tu zbyt wiele służących, gdyż nie chciałem zachowywać się jak nie wiem kto...
- Śniadanie gotowe... - Oznajmiła z delikatnym uśmiechem, a ja niechętnie zeskoczyłem z posłania i podążyłem za waderą do jadalni.
Mój posiłek nie trwał zbyt długo i już po chwili siedziałem w swoim niewielkim biurze, przeglądając wszystkie ważne dokumenty. Czas tak leciał i leciał. W końcu nie wytrzymałem i wymknąłem się na zewnątrz, aby chociaż trochę odetchnąć świeżym powietrzem. To przynajmniej pomagało mi się odprężyć i uspokoić umysł.
Nagle przypomniało mi się, że służba ostatnio mówiła coś o ziołach rosnących nieopodal, więc postanowiłem to sprawdzić. Podniosłem się z ziemi i podreptałem sobie bez pośpiechu.
Kto wie, może zbiorę sobie jakieś zapasy? W sumie to wszystko co jest potrzebne to jest... Eh... Ale jednak jak będą to ciekawe okazy to sobie pozbieram.
Hmm... I właśnie tego było mi trzeba. Rosły tu różne zioła lecznicze. Szybko zacząłem się ekscytować i zbierać po kilka listki każdego z ziół.
Dopiero gdzieś  tak po godzinie wróciłem do biura i zacząłem wszystko segregować, ignorując wołające mnie dokumenty. Miałem przy tym zabawę niczym mały szczeniak, który dostał wymarzoną zabawkę. Ja akurat mam wymarzoną przerwę. Jak na złość ktoś zapukał do drzwi, a ja pospiesznie schowałem zioła pod jakąś wielką księgę.
- Proszę! - Uśmiechnąłem się promiennie do wchodzącej służącej. - Coś się stało?
- Chciałam tylko spytać, czy nie chciałby pan może czegoś do picia?
- Ah! Tak... W takim razie poproszę herbatę.
Wadera skinęła głową i wyszła z pomieszczenia, a ja ponownie zatraciłem się w ziołach. Nie wiem czemu, ale zrobiłem maść na rany, a resztę ziół schowałem do pudełeczka. Teraz dopiero sięgnąłem po papiery, czytając je od nowa. Po jakimś czasie uniosłem wzrok z nad stosu kartek i spojrzałem na pokojówkę, niosącą herbatę. Już chciałem podziękować, ale usłyszałem straszny huk. Zerwałem się z siedziska i podbiegłem do wilczycy, która rozcięła sobie łapę odłamkiem szkła.
- Poczekaj chwilkę... - Podszedłem do biurka i wziąłem wcześniej już przygotowaną maść, po czym opatrzyłem ranę samicy. - Gotowe. Do wesela się zagoi. - Uśmiechnąłem się wesoło.
- Dziękuję... Może pójdę zrobić następną herbatę...? - Zwróciła się do mnie skruszona.
- Idź lepiej odpocznij. - Posłałem jej łagodny uśmiech, na co odwzajemniła gest i wyszła z pokoju.
Posprzątałem sprawnie resztę szkła i ponownie zatopiłem się w tym cudnych dokumentach.

Od Viktora - Quest 8

Data:
22 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Targ w Elcrys... Lubię tu od czasu do czasu przychodzić, gdyż można tu znaleźć ciekawe rzeczy za całkiem przyzwoitą cenę. Inni pewnie też, bo niezły tłum się tu zebrał, w sumie to czego ja się spodziewałem idąc na targ po południu?
- Przepraszam...! - Poczułem jak coś uderza w mój bark i spojrzałem zaskoczony starszą wilczycę, która patrzyła na mnie przepraszająco, trzymając w pysku koszyk, wypełniony najwyraźniej zakupami.
- Nic się nie stało. - Posłałem jej firmowy uśmiech, a ona tylko skinęła głową i poszła po chwili przed siebie.
Kątem oka zauważyłem, że coś wypada z jej koszyka i zaciekawiony podszedłem do przedmiotu. Szybko złapałem go w zęby i pobiegłem za waderą, która już powoli znikała w tłumie. Niestety nie odbyło się bez przepychanek. Kiedy w końcu wybiegłem z największego tłumu, rozejrzałem się uważnie za waderą. Jakimś cudem znikła mi z zasięgu wzroku i teraz stałem bezradnie w miejscu, z czymś w pysku. Westchnąłem cicho i odłożyłem przedmiot na ziemię i zaciekawiony spojrzałem się na niego badawczo. Wielkie było me zdziwienie kiedy okazało się, że ta rzecz jest magiczna. Nie wiedziałem dokładnie co to jest, ale emanowało dziwną poświatą. Skoro nie wiedziałem do jakiego użytku to jest, to wolałem się w to nie zagłębiać. Postanowiłem to jak najszybciej zwrócić właścicielce, gdyż nawet nie wypada, tak sobie tego wziąć.
Wziąłem to z powrotem do pyska i zacząłem swoje poszukiwania, które zapowiadały się trochę na długie, ale nie przeszkadzało mi to, gdyż miałem bardzo dużo czasu wolnego. Szczerze to nie wiedziałem od czego zacząć, jednak zaryzykowałem i zawróciłem w stronę targu, aby popytać może sprzedawców czy nie kojarzą wilczycy, kupującej to cudeńko.
- Przepraszam... - Zaczepiłem kupca, który sprzedawał dziwne rzeczy, w sumie podobne do tej, którą miałem przy sobie.
Basior spojrzał na mnie piorunującym wzrokiem, jakbym zrobił mu coś złego.
- Czego? - Warknął wrogo w moją stronę.
- Em... Czy kojarzy pan może waderę, kupującą to coś...? - Pokazałem mu magiczny przedmiot.
- Nie... I wątpię czy takie coś sprzedają aktualnie na targu... Chyba że... - Wskazał dyskretnie wzrokiem na stojące na przeciwko nas stoisko. - Może ten staruch coś takiego ma i sprzedał to tej wilczycy...
Skinąłem delikatnie głową i wycofałem się, kierując się do wiadomego stoiska.
- Przepraszam...? - Zacząłem, a w podeszłym już wieku, brązowy samiec, przerwał mi szybko.
- Tak... Sprzedałem to tej waderze, którą najprawdopodobniej szukasz...
Zamrugałem kilka razy i chciałem coś powiedzieć, ale on znowu mi przerwał.
- Tak, mam dobry słuch i słyszałem o czym rozmawialiście...
Normalnie mnie zatkało.
-Więc... Mógłby pan to przechować dla niej? Jakby miała tu jeszcze przyjść? - Zapytałem nadal trochę zaskoczony.
- Oczywiście... Ale myślę, że sam możesz jej to przekazać...
- Ale jak?
- To jest moja stara znajoma... Mogę ci powiedzieć, gdzie mieszka.
- Oczywiście! Byłym wdzięczny. - Uśmiechnąłem się szeroko i już po chwili dostałem dokładną lokalizację domu starszej wilczycy. Jak się okazało, była ona Anielicą co ułatwiało mi zadanie i nim się spostrzegłem, stałem pod jej całkiem imponującą chatką. Zapukałem do drzwi i nagle usłyszałem wybuch dochodzący ze środka. Zaniepokojony otworzyłem szybko drzwi i wpadłem do środka zaaferowany. No to trafiłem na alchemika... Szukana przeze mnie osoba, była cała brudna, od jak najwyraźniej nieudanego doświadczenia.
- Proszę wybaczyć najście... To pani... - Podałem jej przedmiot, a ona rozpromieniła się cała i nawet nie zwróciła uwagi, że wpadłem do jej domu na chama. Chwilę sobie z nią pogadałem i w końcu stwierdziłem, że trzeba się zbierać. Niechętnie wyszedłem z chatki, gdyż alchemiczka pokazywała mi ciekawe doświadczenia i co chwila opowiadała o czymś ciekawym. No cóż.... Ale trzeba wracać...

Piekielna Sekta Kruka- Zapisy

Data:
22 maja 2017
Komenatrze:
3 komentarze
   Ukulele siema!

   Ze względu na pojawienie się mojej sekty w Encyklopedii w zakładce: Zgromadzenia, postanowiłam dodać post, w którym wyjaśnię, w jaki sposób się zapisać! A poza tym wytłumaczę istnienie Dworu...
   Otóż wybrałam sobie dodatkowych pisarzy do pomocy przy prowadzeniu mej czcigodnej sekty, których moja postać będzie szkolić wpierw do sprawowania wraz ze mną władzy. Jestem sama, biedna, no i nie mam aż tyle czasu, aby robić to samodzielnie... :c
   Jeżeli jednak mimo to spodobał Ci się mój niezwykły opis, to (werble) napisz do mnie (gdziekolwiek, nawet na chacie, Howrse, Skype, gmailu), że tego konkretnego wilka planujesz dodać do mojego "tajnego" zgromadzenia. Musisz mnie o tym KONIECZNIE uprzedzić. Krok 2: napisać opowiadanie o tym, jak twoja postać odnajduje ruiny pierwszej świątyni zapomnianych magów, parających się czarnoksięstwem... Przykład:

Od X do Melairene- Zapisy
   ...i znikąd rozeszła się po moim ciele dziwna, nieznana dotąd mi aura, kąsająca moje nerwy ze wszystkich stron. Czując już jedynie dziwny niepokój, zmieszany jednocześnie ze spokojem, moje oczy natychmiast straciły możliwość dopatrzenia się czegokolwiek przede mną. Mgła była tak gęsta, nieprzejrzyście mlecznobiała, a także nieskończona, iż jedyna myśl, jaka przyszła mi do głowy, to to, iż zagubienie się na własnym terytorium jest doprawdy wyrazem szczytnej głupoty. Nie pozostało mi jednak nic innego, jak iść dalej, brnąc, pomimo wątpliwości targających resztki mej duszy. Wtem oto znikąd poczęły się wyłaniać one; szczyty walących się na ziemię wież. Kamienne przypory nadal dumnie podpierały ściany sięgające nieba, a wysokie do dwuspadowego dachu, wąskie, prostokątne okna miały niezliczone pęknięcia. Lśniły ponadto od kropel rosy, niby usiane tysiącami maleńkich diamencików, lub gwiazd, gęsto oplecione mchem, porostami oraz bluszczem. 
   Po bagnie nagle rozległo się złowrogie skrzeczenie podnoszących się do lotu kruków ze strychu pradawnej budowli. Naszła mnie świadomość, iż samotność w tym miejscu była więcej, niż nie wskazana, a śmiertelnie niebezpieczna. Moje serce zabiło stokrotnie szybciej, czując czyjś wzrok wbity w moje plecy. Wyczekujący.  
-Witaj w Corvum, kimkolwiek jesteś.
   To była ona; jej lazurowe oczy lśniły na pozór blasku świec tak, jak opisywali w legendach, bajkach opowiadanych mi do snu. Dotąd nie wierzyłem/am w jej istnienie, ale to naprawdę była ona.
   Melairene.

   Dalszy rozwój akcji jest na bieżąco z moją bohaterką po tym, jak dodam jej formularz.
   To by było na tyle,
Raven.

Od Ange - Quest 9

Data:
22 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wychyliłam głowę z jaskini i powitałam ciepłym uśmiechem słońce, które powoli wschodziło na poranne niebo. Dzisiaj postanowiłam wybrać się z ranka na targ. Niby nic niezwykłego, ale mam zamiar kupić pewne zioła i potrzebne przedmioty do robienia różnych maści, czy też podstawowych leków. Tak, więc do czegoś mi się to przyda, mimo że medykiem nie jestem. No cóż... Komu w drogę temu czas...

~~*~~

Mimo, że był wczesny ranek, to wilków było tu od grona. Jednak niekiedy zdarzało się, że było ich znacznie więcej, ale to zależało od tego, czy kupcy mieli jakieś nowe produkty, które interesowały kupujących. Nie chcąc wchodzić bardziej w ten tłum, od razu skierowałam się do odpowiedniego stoiska, gdzie zakupiłam potrzebne mi rzeczy. O dziwo nie było tego tak dużo jak się spodziewałam. Kilka opakowań z ziołami i specjalne naczynie do mielenia. Już miałam zamiar wracać, ale coś przykuło moją uwagę. Mały czarny szczeniak, siedział pod drzewem, tak jakby z dala od innych. Wyglądało na to, że czai się na coś. Nim zdążyłam na to jakoś zareagować, to on puścił się biegiem, w stronę jednego ze stoisk. Od razu Szybko zerwałam się z zrozumiałam, że jest małym złodziejaszkiem. Kątem oka zarejestrowałam, jak małymi ząbkami próbuje chwycić kawałek mięsa, jednak coś spada z wyższej półki i rozbija się z głośnym hukiem. Następnie usłyszałam głośny pisk i skomlenie. Szczeniak bez swojej "zdobyczy" uciekał w stronę lasu, ignorując krzyczące za nim wilki.  Po chwili ruszyłam dyskretnie za nim. Sama nie wiem, po co za nim biegnę, w końcu chciał coś ukraść, ale...
Nagle zatrzymałam się i otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Czarna kulka kuliła się pod drzewem i nerwowo ściskała swoją łapę. Niepewnie zbliżyłam się do młodego basiora i spojrzałam na jego krwawiącą kończynę.
- Matko! To trzeba opatrzyć! - Odezwałam się, a samczyk dopiero teraz mnie zauważył i odskoczył ode mnie z cichym syknięciem z bólu.
Czułam, że jest demonem, jednak nie zmieniało to mojego toku myślenia, ani nie wpływało to na moją decyzję niesienia pomocy.
- Spokojnie... Daj opatrzę ci tą łapę... - Szepnęłam łagodnie, a mały spojrzał na mnie nieufnie.
- Nie potrzebuję pomocy... - Burknął w odpowiedzi i położył uszy po sobie.
- Nie... Wcale... - Uśmiechnęłam się delikatnie i wyjęłam po chwili paczuszkę z ziołami.
- Co ty robisz...? - Nerwowo przyglądał się moim poczynaniom.
- Maść... A później zrobię ci opatrunek. - Wzięłam się za robotę.
Szczeniak się już nie odezwał, tylko wpatrywał się we mnie badawczym wzrokiem. Za to ja z szerokim uśmiechem na ustach, mieliłam odpowiednie listki ze sobą, czekając na odpowiedni moment, aby dodać kolejne. Jednak kiedy myślałam, że już koniec to przypomniało mi się o czymś. Szybko zerwałam się z ziemi i podbiegłam do pewnego krzaczka. Zerwałam z niego z trzy listki i zadowolona wrzuciłam je do naczynka. Po kilku minutach wszystko było już gotowe i wystarczyło tylko opatrzyć ranę.
- Jesteś głodny, prawda? - Zagadnęła w czasie nakładania maści na łapę samczyka.
- C-co? - Zarumienił się delikatnie i odwrócił głowę na bok. - Skąd wiesz...?
- Domyśliłam się... - Zaśmiałam się cicho, ale na chwilę spoważniałam. - Gdzie twoi rodzice?
- Nie mam rodziców... - Odparł cicho, a w jego głosie wyczułam żal. - Znaczy mam, ale nie zajmują się mną tak jak powinni...
To trochę smutnie kiedy mały szczeniak tak mówi o swoich rodzicach... Chciałabym mu w tym pomóc, jednak ja nie mam takiej mocy by zmienić mu rodziców...
- Hmm... Przykro mi... Gotowe! - Uśmiechnęłam się szeroko. - A teraz chodź coś zjeść! - Pociągnęłam go w stronę targu, chowając jeszcze wcześniej swoje rzeczy.
- Czemu ty mi pomagasz? - Zapytał nagle. - Jestem przecież złodziejem...
- Nie jesteś złodziejem... - Znowu się zaśmiałam. - Tylko troszkę się pogubiłeś w życiu i tyle... Poza tym jesteś głodny, a sam przecież nie upolujesz niczego.
Przez resztę drogi nic już nie mówił, dopiero kiedy kupiłam mu coś do jedzenia, podziękował nieśmiało. Do wieczora chodziłam z nim tu i tam, spędzając po prostu miło czas. Nim się obejrzałam, mój towarzysz zaczął kierować się w stronę terenów demonów.
- Tylko uważaj na siebie! I niech ci ktoś jutro zmieni opatrunek! - Krzyknęłam za nim, a on zatrzymał się i posłał mi delikatny uśmiech, prawie że nie zauważalny. Jednak ja go zauważyłam i bardzo się z tego niewielkiego gestu ucieszyłam. Po chwili szczeniak zniknął z mojego pola widzenia, a ja ruszyłam w swoją stronę.

Od Kogamiego - Quest 4

Data:
22 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Za jakie grzechy...?
Spojrzałem skrzywiony na wadera, która ciągle płakała, a jej łzy nie miały końca. Jak na złość tylko ja byłem w pobliżu, czyli nie mogłem jej zignorować, ani przejść sobie spokojnie obok... Westchnąłem cicho i wyprostowałem się trochę, podchodząc do niej bliżej. Demonica podniosła na mnie swoje zaszklone oczy i pociągnęła nosem.
- Przepraszam...? Czy coś się stało...? - Zapytałem najłagodniej, jak umiałem.
Gdyby wszystko było w porządku to by nie płakała... Inteligencie... 
Wilczyca zamrugała parę razy i znowu zaczęła ryczeć niczym małe dziecko.
Dlaczego ja? Co ja ci takiego zrobiłem? No co? Przechodziłem obok?! To jest moja wina?!
- Proszę się uspokoić... Czy jest coś co mogę dla ciebie zrobić? A najlepiej to powiedz mi co się stało... - Westchnąłem ciężko.
- No bo.... - Zachlipała i uspokoiła się trochę, a ja miałem ochotę wywrócić oczami. - Opiekowałam się braciszkiem i nagle przyszły moje koleżanki... Rozmawiałam z nimi chwilkę, a on zniknął...! - Zaczęła on nowa ryczeć i kwiczeć.
Czarna rozpacz! Jedno wiem... Nigdy bym ci nie dał szczeniaka pod opiekę...
- Spokojnie... Na pewno się zna... - Zacząłem, ale ona przerwała mi tą swoją histerią.
- Rodzice mnie zabiją...! Przecież on jest jeszcze mały! A jak coś mu się stanie?! To wszystko moja wina...
Twoja wina, twoja wina, twoja bardzo wielka wina...
- Spokojnie... - Szepnąłem cicho i położyłem łapę na jej ramieniu. - To nie twoja wina...
Już chciała coś powiedzieć, ale szybko jej przerwałem, tak jak ona mi wcześniej:
- Pomogę ci go szukać, tylko powiedz mi gdzie ostatni raz go widziałaś...
Skinęła delikatnie głową i po chwili podzieliła się ze mną wszystkimi potrzebnymi dla mnie informacjami. Całe szczęście mogę się już oddalić i nie muszę patrzeć już na nią i jej jakże smutny wyraz pyska.
Teraz wystarczy tylko poszukać małego szczeniaka o kremowej sierści i brązowych oczach, po czym zaprowadzić go do siostry. Ciekawe czy on też jest taki płaczliwy...? A może już siedzi gdzieś pod krzakami i ryczy wniebogłosy? Ciekawe, ciekawe... Nie, jednak nie ciekawe... Wolałbym siedzieć w jaskini i spać, lub czytać jakąś ciekawą książkę.
Zacząłem moje poszukiwania i czas dłużył mi się niemiłosiernie. Szukam i szukam, a po szczeniaku ani śladu. Może jednak coś mu się stało? Ale przecież nie ma tu żadnych niebezpiecznych istot... Wcale... Ale tak szczerzę to chcę go znaleźć go jak najszybciej i mieć już to wszystko z głowy... Ale jak na razie nigdzie w okolicy go nie znalazłem... Chyba muszę poszerzyć krąg moich poszukiwań.

~~*~~

Chyba coś kremowego mignęło mi przed oczami. Zatrzymałem się nagle i cofnąłem się o kilka kroków w wstecz. Na przewalonym i wysuszonym drzewie siedział niewielki basiorek, a jego wygląd idealnie pasował do tego poszukiwanego malucha. Podszedłem do niego powoli, na co ten słysząc kroki za sobą, odwrócił się w moja stronę. O dziwo nie wyglądał na przerażonego, ani jego oczy nie wyglądały na czerwone od płaczu...
- Em... Ben, tak? - Spojrzałem na niego pytająco.
- Nie rozmawiam z obcymi... - Prychnął piskliwym głosikiem i zmarszczył brwi.
- Siostra cię szuka...
- To niech szuka dalej...
- Martwi się o ciebie i jak chcesz... Znaczy się muszę cię do niej zaprowadzić... - Mruknąłem od niechcenia.
Szczeniak westchnął cicho i zeskoczył z pnia, po czym powolnym krokiem ruszył przed siebie. Oczywiście poszedłem za nim i jak się okazało potem, on zmierzał w stronę gdzie niedawno rozmawiałem z jego siostrą. I po jaką ja tu cholerę byłem potrzebny, jeśli on wie gdzie ma iść?
Już po chwili rodzeństwo tuliło się do siebie. Znaczy się młody został brutalnie przytulony do siostry i wyglądał, jakby się dusił... Powodzenia w życiu... Szybko się od nich oddaliłem, podążając w stronę mojej jaskini, w której czekała na mnie cisza i spokój...

END

Informacjeł + mini update!

Data:
21 maja 2017
Komenatrze:
4 komentarze
Witajcie drodzy mieszańcy Craerii! 
*czuje się jak jakiś dowódca, który przemawia do swoich żołnierzy xd* 
Przychodzę do was z informacją oraz małym updejcikiem!


Więc może zaczniemy od tego, że została dodana strona encyklopedia*choć nie wiem czy to mały update, siedziałam nad tym kilka dni xd*. Znajdziecie tam opis świata Craerii, jak wygląda codzienne życie mieszkańców, zgromadzenia, religie i wiele więcej! Zapraszam serdecznie do czytania, choć kilka punktów nie jest jeszcze wypełnione to i tak zapraszam. Także stwierdziłam, że zmienię ponownie ilość tygodni na napisanie opowiadania, więc przedstawiam wam nowy punkt regulaminowy, który mówi;
"1. Postaraj się pisać opowiadania regularnie, co najmniej jeden post co cztery tygodnie i tyle wystarczy. [...]"
Tym oto sposobem zmienił się również opis na stronie rejestracja | regulamin, oraz nazwa tej strony, teraz brzmi ona; Dołącz do rodziny. Uroczo, prawda? Kontynuując - dodana została opcja zamiany w człowieka! Tak, dobrze słyszycie! Teraz możecie również pisać ludźmi. Ci którzy chcą zostać człowiekiem muszą jednak kupić specjalny kamień w sklepie za 20S oraz wysłać mi na howrse/gmail/doggi zdjęcie lub digital art człowieczka*podkreślam ZDJĘCIE lub DIGITAL ART*, a Ci którzy tu dołączają dopiero - mają tą opcje dostępną od razu. 


A teraz informacjełe!
Więc z informacji chciałam tylko przypomnieć;
23.05.2017r. *czyli za 2 dni* wilki prawie zagrożone zostają zagrożonymi! Wystarczy napisać opowiadanie lub questa - i postać będzie bezpieczna.
Natomiast 27.05.2017r. - *czyli za 6 dni* wilki zagrożone zostają usunięte z bloga! Proszę pamiętać! Napisanie opowiadania czyni postać bezpieczną.

I nie bierzemy nieobecności tylko dlatego, że nie chcemy stracić postaci - jak postacie zagrożone zostaną usunięte, zawsze możesz poprosić o przywrócenie swojej na bloga, wszystko jest możliwe wystarczy się tylko mnie zapytać ^^

I jeszcze jedna informacjełe; z forum jednak zrezygnuje, niedługo wszystkie strony zostaną przeniesione z forum na bloga

_____________________________________________
Mam nadzieję, że wpłyną opowiadanka na bloga za niedługo ^^ Wybaczcie za zamieszanie z forum oraz punktem regulaminowym, kobieta zmienną jest C: 
I jeszcze; blog upada tylko kiedy ja na to pozwolę, a nie zamierzam na to pozwalać i to jeszcze długo, za bardzo was kocham <3


~Miłego wieczorku oraz nocy życzę ^^,
Pisała:  Amera

Od Shizuo do Izayi

Data:
19 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Co on tam mruczy pod nosem? Spojrzałem na niego pytająco, lecz po chwili zająłem się tym cudeńkiem, które miałem przyczepione do ucha. Cholerstwo mocno się trzyma...
Kiedy w końcu zdjąłem kolczyk z ucha, odrzuciłem go gdzieś w bok, czując przeraźliwy ból głowy. Skrzywiłem się i przymknąłem oczy, gdyż o dziwo wszystko zaczęło mnie drażnić, nawet delikatne promyki słońca. Odetchnąłem cicho kiedy fala tego bólu przeminęła, a wszystko stało się jasne. Zdezorientowany spojrzałem na basiora i zmarszczyłem brwi. Nie patrzył na mnie tylko gdzieś w bok. Trochę nie rozumiałem dlaczego chciał to zrobić i  nawet nie wiem jak mam to wszystko rozumieć... Z tego co mówił to chciał żebym był szczęśliwy, ale czy mówił prawdę? Może mogę mu zaufać? A może to kolejna pułapka?
Mimo wszystko mój wyraz pyska trochę złagodniał i niepewnie zbliżyłem się do Izayi. Jakoś nie byłem na niego specjalnie zły, co mnie samego zaskoczyło. Typowy ja, pewnie rzuciłby się na basiora, jednak ja spokojnie podszedłem do niego i delikatnie łapą, podniosłem jego pysk do góry, tak aby nasze oczy się spotkały.
- Wiesz... Tym razem ci to daruję... - Uśmiechnąłem się do niego delikatnie, co go chyba zaskoczyło.
Matko... Jego oczy są... Piękne... 
Zaraz o czym ty myślisz?! Wypluj to!
Eh... Ale to prawda...
- Zaufam ci... Tylko nie kombinuj znowu, jak tu się mnie pozbyć... - Westchnąłem cicho i po chwili odsunąłem się od niego, po czym wyjąłem jednego peta z opakowania.
Odwróciłem wzrok od basiora i zapaliłem papierosa.
- Czyli wracamy do watahy? - Wypuściłem z cichym świstem dym z ust i spojrzałem w niebo, obserwując leniwie poruszające się chmurki.
Mój towarzysz skinął delikatnie głową, a ja spojrzałem na niego zdezorientowany.
- Coś się stało? Twój stan się pogorszył? Boli cię coś? Dziwnie się zachowujesz... - Przegryzłem kłami końcówkę peta i wpatrywałem się pytająco w młodszego wilka.
Nic nie odpowiedział tylko zatopił swoje bursztynowe oczęta w piasku, pod jego łapami. Z wrażenia wyplułem używkę i otworzyłem szeroko oczy.
- Jesteś za cichy... - Mruknąłem, unosząc brew do góry.
- Przestań już biadolić i chodźmy... - Odezwał się w końcu, a ja westchnąłem cicho.
- Jesteś pewny? Nie chcę żebyś po drodze mi wykitował...
- Wszystko jest w porządku... Chodźmy... Chcę być jak najszybciej w domu... - Odwrócił się ode mnie i powoli ruszył przed siebie.
Oczywiście ruszyłem za nim, dalej jeszcze trochę zaskoczony tym całym zajściem z kolczykiem, a do tego tym dziwnym zachowaniem Izayi. Matko! Zapomniałem pożegnać się z bratem! W sumie... To może jeszcze kiedyś się spotkamy... Może... Może jeszcze kiedyś nasze drogi się skrzyżują... Teraz wracam do domu... Do mojego domu...

Izaya?

Od Haze do Yakumo

Data:
19 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Tak... Proszę cię, abyś się ze mną gdzieś przeszła, bo inaczej nie wytrzymam psychicznie, przez te duchy...
W środku skakałam jak jakiś szczeniak. Miliony oczojebnych oczopląsów wyświetliły mi się przed oczami.  Sama nie wiedziałam dlaczego, więc zadawałam sobie pytania. Brakowało mi towarzystwa? A może coś więcej, co próbowałam od zawsze wyprzeć ze swoich uczuć?
Chwila, duchy?  E... Ok. Dobra. Może o czymś nie wiem lub nie pamiętam, że o czymś wiem. A miałam jednak rację, że jest samotny.
Delikatnie uniosłam brwi. Co mi szkodzi?
一 Niech ci będzie. 一 powiedziałam.
一  Dziękuję. 一  odparł cicho.
Piasek wbijał mi się w opuszki łap, przyczepiał do sierści i wpadał do oczu. Co chwilę zamykałam powieki, by się go pozbyć. Ta różnica jest koszmarna. Na terenach należących do mojej rasy, prawie się pływa. Tutaj jest pustynia. W dzień gorąco, w nocy zimno.  Tam znowu leje i praży słońce. Nie wiesz gdzie stanąć, bo zaraz ziemia się pod tobą zapadnie, a tu musisz się pilnować przed trzęsieniami ziemi. Czy gdziekolwiek jest bezpiecznie? Bez monstrów, bez zagrożeń?
一   Kiedy była tu ostatnio burza piaskowa? 一 mruknęłam, wpatrzona w niebo.
一   Chyba dawno. 一 padła odpowiedź.
一   A czy możliwe jest, żeby... Powiedzmy, była teraz, dzisiaj? 一  zapytałam ostrożnie.
一    A przewidzisz burzę piaskową? Wiesz, kiedy będzie? Taką masz moc? 一  wzruszył barkami.
Nie skomentowałam jego wypowiedzi, jedynie wskazałam drżącą łapą na podnoszący się w powietrze piasek na horyzoncie. Sięgał już kilku metrów w górę.
一   Teraz mi to pokazujesz?!
Podkuliłam ogon. Chciałam powiedzieć coś w stylu " Nie krzycz!" lub " A co, ślepy jesteś? " lecz głos nie chciał wyjść z mojego gardła.
一  Uciekamy! 一 rzucił się do biegu.
Jednak nadal stałam, wpatrzona w zbliżający się piasek. Chciałam uciekać, jednak nie mogłam się ruszyć. Coś blokowało me ruchy.
Cudownie... Zginę, zakopana żywcem przez piasek. Każdy marzy o takiej śmierci!
   Jak spędziłam swoje życie? Beznadziejnie. Mogłam wcześniej zdechnąć? No pewnie, a nie próbowałam tego?  To dlaczego teraz rozpaczam?
一  Haze! Rusz się!
Nawet nie drgnęłam. Zostało może dziesięć metrów do zderzenia z drobinkami. Yakumo głośno westchnął i prawdopodobnie zawrócił. Popchnął mnie w stronę z której przyszliśmy.
Obudziłam się z transu i zaczęłam za nim biec, co chwila się potykając o własne łapy. Czułam się beznadziejnie. Przeze mnie musiał zaryzykować i wrócić. Ale to demon! Czy one nie mają wywalone na czyjeś życie? To czemu to zrobił?
Czułam jak kamyki uderzają o moje łapy, spowalniając ucieczkę.


Yakumo? C:

Od Yakumo do Haze

Data:
19 maja 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zerknąłem na nią z ukosa i westchnąłem cicho. Miałem ochotę zaszyć się w cieniu drzew i poleżeć sobie, ale oczywiście na prawie każdym kroku towarzyszyły mi duchy. Ignorowałem je... Jednak potrzebowałem z kimś porozmawiać... Już prawie nie odróżniam żywych wilków od duchów... To straszne...
- To jeśli się nudzisz... - Zacząłem cicho, chcąc po prostu coś porobić, jednak wilczyca przyspieszyła krok i pozostawiła mnie w tyle. - Dasz mi chociaż skończyć?
- Nie...
- A spojrzysz na mnie chociaż?
- Nie... Po co? - Mruknęła, a ja poczułem nieprzyjemny chłód na sercu.
Wywróciłem oczami i dogoniłem ją. Pewnie kiedyś, odpuściłbym i poszedłbym w swoją stronę i zapomniał o wszystkim, jednak jakoś kiedy przebywałem z Haze to czułem się inaczej... dziwnie...
- Może jednak przejdziemy się gdzieś razem? - Zaproponowałem. - Proszę...?
W końcu stanęła w miejscu i spojrzała na mnie zaskoczona.
- Czy ty właśnie...?
- Tak... Proszę cię, abyś się ze mną gdzieś przeszła, bo inaczej nie wytrzymam psychicznie, przez te duchy... - Mruknąłem i spuściłem wzrok na swoje łapy.
Może znowu mnie zignoruje i sobie pójdzie? Czy ja wymagam tak dużo? Zawsze jestem sam... Chcę tylko pójść z kimś na mały spacerek... Eh...

Haze? c:

.:AKTUALNOŚĆI:.

Nowa aktualizacja watahy będzie już niedługo :D Encyklopedia już prawie zapełniona, poczekajcie jeszcze troszkę! ~ Amera

Od teraz można być człowiekiem! Zapraszamy do wysyłania zdjęć lub artów twojej postaci jako człowieka.

.:TOPKA:.

© 2017 Eternal Wolves.
All rights reserved.
Design by Agata.