Twitter

.:EVENTY:.

Trwa teraz event pt. "Parada dusz"
Zainteresowanych zapraszam tu: KLIK

.:POGODA:.

Dni stają się coraz dłuższe, a noce krótsze. Cieplejsze dni zawitały do nas, a zimniejsze odeszły daleko daleko stąd. Cała przyroda została już praktycznie obudzona, kwiaty na drzewach i łąkach zaczęły rozkwitać, widać ciężarną zwierzynę co zapowiada ich przetrwanie gatunku a dla nas wspaniałe pożywienie. Wiosna jest okresem częstych deszczy, słonecznych dni, a także wiecznych. Pogoda potrafi się szybko zmienić w ciągu dni, dlatego trzeba być przygotowanym na wszystko. Wiosna to doskonały okres aby poznać swojego przyszłego partnera lub partnerkę, z którą spędzimy możliwe i całe nasze życie.

.:SKYPE:.

Chcesz z nami pogadać na skype? Nie ma problemu! -> KLIK
Jeżeli klikniesz ten link na górze, przeniesiesz się na skype jedynie z możliwością pisania na czacie.
Jeżeli jednak chcesz porozmawiać z nami, z głosem ale bez kamerek, to śmigaj na Skype/zainstaluj Skype i zaproś do znajomych Amerę(Skype -> Amera Castelss), a Amera doda Cię do grupy.
Jak na razie z rozmowy skorzystali: AmeiS, Amera, Lexie, Dannyl, Raven, Luka, Tiago, Xerda oraz Slake!

.:INNE:.

Chcesz coś zmienić w watasze? Oceń Eternal Wolves i powiedz nam czego oczekujesz! -> KLIK

Pamiętaj, aby obserwować nas na Twitterze! Ikonka Twittera znajduje się po prawej stronie od loga watahy!

Czegoś nie rozumiesz? Może chcesz zadać pytanie na asku? -> KLIK

.:KONTAKT:.


AMERA - Adminka
(zmniejszona aktywność)
Doggi - Ali010612
Howrse - Ali010612
Gmail - Sieralioness222@gmail.com
GG - 48141426
Skype - America Castelss

RITSU - Moderatorka
Doggi - lisia98
Howrse - lisia98
Gmail - lisia9855@gmail.com

SHIRO - Moderator
Doggi - cocolino98
Howrse - timenta
Gmail - korzystam z Ritsu gmaila

LEXIE - Moderatorka
(zmniejszona aktywność)
Howrse - Aleksa2003
Gmail - lexie.black01@gmail.com

RAVEN - Moderatorka
Howrse - Fugitive Raven
Gmail - fugitiveraven@gmail.com

.:WYŚWIETLENIA:.

.:WILCZE POGADANKI:.

Pogadaj z nami anonimie jeżeli chcesz :3 Nie zmuszamy, ale miło by nam było gdybyśmy się zapoznali :D

Ankiety!

Data:
27 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zapraszam was do wypełniania dwóch ankiet!
Wszystkie są widoczne w prawej kolumnie bloga. Jedna ankieta dotyczy dodania do bloga postaci NPC, a nad nią widnieje napis ANKIETA w który trzeba kliknąć, aby przenieść się do jej wypełniania. Ta z kolei dotyczy formularzy wilków.
Tak więc zapraszam do wypełniania ankiet i dziękuję każdemu kto to zrobił!
~Amera

Od Asuny do Tadashi'ego

Data:
26 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
  - Jaki zaszczyt - mruknęłam cicho do siebie, przewracając oczami. Powoli zaczęłam podchodzić do lidera. Mogłam zwiać wcześniej, ale oczywiście tego nie zrobiłam. Cała ja. Popatrzyłam na białego basiora, był coraz bardziej zdenerwowany moim ociąganiem się. Rzuciłam mu sarkastyczny uśmiech, który jeszcze bardziej się go zdenerwował. Jednak swoją powolnością drażniłam nie tylko jego, ale też i lider zaczął się niecierpliwić. Cóż, taka już moja natura. 
  Po jakimś czasie doszłam przed tron lidera. Patrzyłam się na niego, jak na każdego wilka. Co mam teraz zrobić? Przecież i on jest wilkiem. On natomiast popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem i westchnął. 
  - Chodź - mruknął, gdy już się napatrzył, po czym ruszył przed siebie do pewnych drzwi.
Ja podreptałam za nim, zostawiając dwójkę wilków za sobą. Gdy doszliśmy do małego pomieszczenia, oświetlonego małymi latarniami i blaskami słońca, przez okno, zaczęliśmy rozmowę. Raczej niejaki Izaya zaczął rozmowę, stając przede mną...
  Jakiś czas później opuściliśmy salkę, wracając do sali tronowej. Lider wrócił na swój tron obok tajemniczej, białej wadery, ja natomiast zeszłam ze schodków przed jego siedzisko. Ustaliliśmy, że dołączę do tej watahy, opuszczenie tych terenów trochę by mi zajęło, jeszcze łażąc po jakiś złowrogich terenach. Oczywiście, na początku nie chciałam, no ale jakoś tak się skończyło.
  - Tadashi - odparł czarny basior, zwracając się do mego białego kompana - Od dzisiaj Asuna dołącza do gromady Demonów. Oprowadzisz ją po terenach Piekła a także pomożesz się jej rozeznać z nowymi obyczajami i wilkami.
Po tych słowach, lider kiwnął łbem na znak, żebyśmy już poszli. Odwróciłam się w stronę Tadashi'ego, zobaczyć jego reakcję, która nie była najlepsza. Basior patrzył na lidera zaskoczony i jednocześnie załamany. Rozumiałam go. Też bym była załamana, gdybym miała oprowadzić po okolicy taką waderę. Tak, czasami naprawdę się nie doceniam. Odwróciłam się, kierując w stronę drzwi głównych. Izaya podszedł do Tadashi'ego, by coś mu powiedzieć. Nie widziałam tego, ale wszystko dokładnie słyszałam.
  - ... Nie załamuj się, braciszku. Wilczyca ma całkiem niezły gust.
  - Taa, jasne. Nagle się zaprzyjaźnimy i pójdziemy do kawiarni na lody.
  - Nie mówię, że tak zrobicie. Może w końcu znajdziesz sobie kumpla.
  - Ona?!? To tylko wredna wadera!
  - A ja jakoś widzę podobieństwo...
Dalej nie słyszałam już ich rozmówki, wyszłam przed zamek, czekając na Tadashi'ego. On moim kumplem? To nie ta bajka. I nie widzę żadnego podobieństwa...

Tadashi? Myślę, że nie przystworzyłam Ci problemów bądź coś źle napisałam...

Afi do Dajkiego

Data:
26 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Z początku pomyślałam, że to żart, lecz z biegiem czasu i po poważnej minie Dajkiego, zrozumiałam, że mówi prawdę. Wszystko się ułożyło w całość i nabrało sensu, ale… By tak od razu liderem?! Wiedziałam, że nie był ze mną szczery, ale nie podejrzewałam go o coś takiego. Myślałam, że skoro się w zamku pałęta, to ma ważną rolę, albo ma brata czy siostrę, którzy pełnią wysokie stanowisko. Dajki wyglądał na strapionego, wyczekując mojej reakcji, a ja w ciąż nad tym myślałam. Chciało mi się śmiać, by odreagować, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Jeszcze za psychiczną by mnie uznał, albo pomyślał sobie, że nie traktuję tego poważnie.
-Dajki, ale, o co ci chodzi? Czemu miałabym traktować cie inaczej, skoro ty potraktowałeś mnie jak normalnego wilka? Wiesz… chyba, że byś tego chciał. –podeszłam bliżej.
-Oczywiście, że nie. Cieszy mnie to bardzo, że tak na to wszystko patrzysz.
Uśmiechnęłam się do niego, na co basior lekko się rozpogodził. Moje życie znowu nabierało kolorów przy nim. Temat mojego cielesnego życia został w końcu zamknięty. Nie muszę się już martwić o nie. Marzenie z dzieciństwa o szybkiej śmierci zniknęły. Teraz, jak mam okazję zaznać normalnego życia, nie śpieszy mi się umierać. Wręcz przeciwnie, chcę jak najwięcej z życia skorzystać.
-W takim razie możesz na mnie liczyć. –oparłam sobie swoją głowę na jego szyi, rozkoszując się jego ciepłem. –Tak jak ja zawsze na to liczyłam.
Dajki położył swoją łapę na moim grzbiecie, delikatnie przyciągając mnie do siebie. Gwałtownie napięłam wszystkie mięśnie, na co basior opuścił swoją kończynę.
-Nie, nic się nie stało. Ja tylko… Trochę się speszyłam. –oderwałam od niego głowę, by spojrzeć mu w oczy. –Nigdy nikt nie był jeszcze tak blisko mnie. Tylko za młodu zaznałam rodzinnej troskliwości. I tak nie wiele w pamięci mi z niej zostało.

-Afi… Chcę ci coś powiedzieć coś jeszcze…          

WYNIKI EVENTU (!)

Data:
25 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Witajcie! Dziś przyszedł dzień ogłoszenia wyników, dlatego bez zbędnego paplanda(na końcu notka od Amery) zapraszam do zapoznania się z nimi:

NAZWA EVENTU: Event Wielkanocny
ILOŚĆ KATEGORII: 4
_____________________________________

Kat. 1 - Wielkanocne jajka

Wyniki:

Tiago   ->   30S + 2 gwiazdki do każdej umiejętności
Devon   ->   30S + 2 gwiazdki do każdej umiejętności
Tanya    ->    30S + 2 gwiazdki do każdej umiejętności
Lexie    ->    30S + 2 gwiazdki do każdej umiejętności
Raven    ->    30S + 2 gwiazdki do każdej umiejętności
Isolde    ->    30S + 2 gwiazdki do każdej umiejętności


Kat. 2 - Loteria

Wyniki:

Tadashi    ->    Tydzień bez pisania opowiadać
Mari    ->    Felix Felicis
Nubou    ->    Zamiana w Wiecznego
Delphi    ->    Dwa tygodnie bez pisania opowiadań
Devon    ->    1 gwiazdka do każdej umiejętności
Eider    ->    4 gwiazdki do każdej umiejętności
Afi    ->    Eliksir wzniesienia
Haze    ->    2 gwiazdki do każdej umiejętności
Reyna    ->    Eliksir miłości ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Saeran    ->    Lustro
Slake    ->    Eliksir teleportacji
Proserpine    ->    Zamiana w Wiecznego
Isolde    ->    Amulet przejścia neutralnych
Eileen    ->    Eliksir miłości ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dazai    ->    Eliksir zamiany
Dajki    ->    Manipulator czasu
Azuma    ->    Tydzień bez pisania opowiadań
Kaname    ->    Eliksir zapomnienia
Izaya    ->    Kamień filozoficzny
Kaname    ->    Eliksir zamiany
Ikki    ->    Lustro
Amera    ->    Manipulator czasu
Chuuya    ->    Amulet przejścia neutralnych
Naomi    ->    Amulet przejścia demonów
Ethan    ->    Pakt
Asuna    ->    Eliksir wzniesienia


Kat. 3 - Wilk Wielkanocy

Wyniki:

Tanya   ->   Jajo towarzysza + 2 gwiazdki do każdej umiejętności + dowolna rzecz ze sklepu
Praca:  KLIK  |   KLIK    <- Oczopląs *o*

Luka   ->   Jajo towarzysza + 2 gwiazdki do każdej umiejętności + dowolna rzecz ze sklepu
Praca: KLIK

Tiago   ->   Jajo towarzysza + 2 gwiazdki do każdej umiejętności + dowolna rzecz ze sklepu
Praca: KLIK

Lexie    ->    Jajo towarzysza + 2 gwiazdki do każdej umiejętności + dowolna rzecz ze sklepu
Praca: KLIK


Kat. 4 - Opowiadanie wielkanocne

Wyniki:

1 MIEJSCE: Tiago
Opowiadanie: KLIK
Nagroda: 2 gwiazdki do każdej umiejętności, dowolna rzecz ze sklepu oraz możliwość uczynienia 2 swoich wilków Wiecznymi

2 MIEJSCE: Isolde
Opowiadanie: KLIK
Nagroda:  2 gwiazdki do umiejętności oraz dowolna rzecz ze sklepu

3 MIEJSCE: Luka
Opowiadanie: KLIK  
Nagroda: 2 gwiazdki do umiejętności i 40 S
_____________________________________

Dziękuję wszystkim za udział w evencie! Wilki, które wygrały "dowolna rzecz ze sklepu", proszę zgłosić do Amery jaką wybrały rzecz. Tak samo wilki, które wygrały "dwa tygodnie bez pisania opowiadań/tydzień bez pisania opowiadań" muszą zgłosić od kiedy rozpoczynają tydzień/2 tygodnie bez pisania. Osoby, które wygrały Solary/reczy, proszę aby wysłały Amerze do jakich wilków przydzielić Solary/wygrane rzeczy (tyczy się to kat. 1, 3 i 4).
Wszystkie nagrody powinny się pojawić w ekwipunku i stanie konta wilków wieczorem w czwartek, wieczorem w piątek lub w sobotę. Szkoła to zuo które zabiera czas :c 

Od Rachel do Isolde

Data:
25 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zabicie mnie byłoby najlepszym rozwiązaniem. Było późne popołudnie, kiedy wróciłyśmy z wodopoju. Byłam wykończona i bolały mnie nogi dlatego że... łaziłam po drzewach, przez co musiałam się drugi raz płukać w wodzie. Byłam cała w igłach, liściach i żywicy. Parę razy spadłam, i jeszcze do tego raz na jeża. Isolde przyglądała się temu wszystkiemu z uśmiechem. No cóż. Ona jest już dorosła. A ja nadal należę do tej grupy nastolatków, którzy są dość.... nieogarnięci. ( no, a przynajmniej ja ). Od razu po przyjściu padłam na swoje legowisko. Było ono 3 metry nad ziemią. Wchodziło się na nie przez pień takiego drzewa, które rosło w jaskini, a korona wychodziła poza grotę. Usadowiłam się na mchu zimowym i położyłam głowę na łapy, po czym zamknęłam oczy. Kocham ten rodzaj mchu! Zawsze w nocy robił się ciepły. 
- Rachel? - otworzyłam oczy
- Czego?
- Chyba masz nocną zmianę. - oczy nabiegły mi krwią. Wychyliłam głowę, i popatrzyłam na Isolde. 
- Nieeeee.... - jęknęłam.

***

Przyszłam o świcie. Nic ciekawego się nie działo. 
- Isooo! ( ziewnięcie ) Wyłaź,  stamtąd, gdziekolwiek jesteś! - Zaczęłam się rozglądać, ale wadery nigdzie nie było. To przypomniało mi pewną zabawną sytuację z dzieciństwa, ale teraz nie o tym. Przeszukałam jaskinię, nie ma jej. W końcu przebiegłam całą watahę, i znalazłam ją przy wodopoju. Leżała pod drzewem. 
- Po pierwsze. - Powiedziałam zdyszana. - Zostawiaj coś jak gdzieś wychodzisz. A po drugie.....PO COŚ TY DO CHOLERY GDZIEKOLWIEK WYCHODZIŁA?!  - wadera popatrzyła na mnie dziwnie. 
- Pić mi się chciało.
- Ech.... - usiałam i napiłam się wody. - Dzisiaj jest wtorek. Ten twój termin mnie zaczyna niepokoić. 
- Mówiłam już, jestem medyczką, nic się nie stanie.
- Może i nie. - powiedziałam. - Ale jak na razie, ja idę do wilków sprawę nocną omówić. - mruknęłam i poszłam dalej.

< Isolde? Wybacz, ale mnie brak pomysłów dopadł, bo wenę mam. A jeśli chodzi o poród, to to zostawiam tobie >

Od Yashiro do Dajkiego

Data:
24 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Znowu to samo... Każe mi zostać przy sobie, ale ja czuję się bezużyteczny...
Chcę być przydatny, a teraz nie różnię się niczym od taniej zabawki...
Westchnąłem cicho i odsunąłem się od niego delikatnie, po czym spojrzałem mu w oczy. Chciałem zobaczyć co tak naprawdę sobie o mnie myśli. Skąd mogłem wiedzieć, że nie udaje?
- Coś nie tak? - zapytał nagle, a ja szybko odwróciłem wzrok.
- Wszystko jest w najlepszym porządku... - Odparłem z niezauważalnym uśmiechem. - Na pewno lepiej się już czujesz?
- Tak... - Spojrzał na mnie badawczo. - Czy coś cię trapi?
Pokręciłem przecząco głową i spuściłem wzrok na swoje łapy.
- Chyba musisz przemyśleć jak ugościć swojego gościa... - Odparłem po chwili i podniosłem się z siadu. - Nie będę ci przeszkadzał... - Uśmiechnąłem się do niego delikatnie i skierowałem się do drzwi.
- Poczekaj...- Usłyszałem za sobą jego głos, jednak udałem, że go nie słyszę i po prostu otworzyłem drzwi.
Minąłem się z Koneko posyłając jej delikatny uśmiech i ruszyłem od razu do wyjścia z zamku.

~~*~~

Przechadzałem się spokojnie po terenach aniołów, chcąc tylko przewietrzyć się i odświeżyć umysł. Już od dłuższego czasu miałem spory mętlik w głowie, ale przyzwyczaiłem się do tego, że czasem czegoś nie rozumiem... Czy ja przypadkiem jestem manipulowany? Eh... Wolę nawet o tym nie myśleć.
Spojrzałem nieobecnym wzrokiem w niebo i nim się spostrzegłem, zaczęło się ściemniać.
- Brawo Yashiro... - Mruknąłem sam do siebie. - Jak ty zaczniesz myśleć...
Westchnąłem cicho i jakoś tak niepewnie ruszyłem w drogę powrotną do zamku Lidera. O dziwo chciałem jeszcze trochę pobyć w towarzystwie basiora, jednak jeszcze bardziej dziwiła mnie ta moja niepewność. Jakby na to nie patrzeć to Dajki to jedyny wilk, z którym mogę porozmawiać o wszystkim... I czuję się przy nim dobrze, ale jednak niepewnie... Eh...
Wszedłem do zamku i już w kilka minut zdążyłem się w nim zgubić. Jakim cudem stąd wyszedłem? Skończyło się na tym, że znalazła mnie jedna ze służących i zaprowadziła mnie do pokoju Dajkiego.
- Wiem, że już się pytałem o to kilka godzin temu, ale... - Zacząłem kiedy przekroczyłem drzwi komnaty i podszedłem powoli do posłania, na którym leżał basior. - Jak się teraz czujesz?

Dajki?

Od Saerana do Chuuyi i Dazaia

Data:
24 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spoglądałem to na Chuuyę to na Dazaia, totalnie oszołomiony. Nie chciałem niczego słuchać, bo i po co? Usłyszałem już dostatecznie dużo, żeby być wściekłym i jedynym czego w tamtej chwili chciałem to rzucić się na dawnego druha. Skrzywdzić go tak, żeby chociaż w niewielkim stopniu poczuł to co ja, kiedy wszystko wyszło na jaw. Kiedy okazało się, że tak naprawdę byłem zabawką, nic nieznaczącym śmieciem, którego uczuciami można się zabawić. Jeśli się znudzi, porzucić i oddać tam skąd uciekł. Do starego antykwariatu, gdzie w najlepszym wypadku, szybko by go spalili, w moim wypadku pozbawili życia.
Moje serce biło szaleńczo napędzane złością, a za każdym razem gdy zatrzymałem wzrok na czarnym basiorze - o ile to w ogóle jest możliwe - jeszcze bardziej przyspieszało.
Skocz, skrzywdź.
Dwa słowa wciąż odbijały się w mojej głowie, zagłuszając cichy szept racjonalnego myślenia, które niepewnie prosiło o pozwolenie na przejęcie kontroli.
Tym razem zlustrowałem spojrzeniem Chuuyę. Jego również zacząłem traktować jak przyjaciela, a jak się okazało, miałem tendencję do ufania niewłaściwym osobom. Dazai dobrze to ujął, byłem łatwy. Życie niczego mnie nie nauczyło, nadal niczym głupie, naiwne szczenię wierzyłem, że w każdym z nas kryje się dobro. Najwidoczniej kolejny raz się pomyliłem. Nawet Enchantress wewnątrz mnie poruszyła się nerwowo, dziwnym trafem nie próbując jeszcze bardziej mnie zdenerwować.
- Wiedziałeś? - zignorowałem jego prośbę, warcząc w jego stronę. - Oczywiście, przecież będzie bolało podwójnie.
- Saeran... - Chuuya spojrzał na mnie błagalnie, ale wszystko się we mnie gotowało. Zbyt mocno.
- Świetnie to sobie zaplanowałeś, Dazai. Zaczynam żałować, że za każdym razem cię ratowałem, kiedy próbowałeś coś sobie zrobić. Powinieneś zdechnąć już dawno - już kompletnie nad sobą nie panowałem. - Chociaż nie, pewnie to też było ustawione. Taka gra na uczuciach? Zabawnie było, co?
Wziąłem głęboki oddech, żeby dodać coś jeszcze, coś co od dawna nie dawało mi spokoju, ale powstrzymały mnie pyski dawnych przyjaciół, na których wymalowany był szok w czystej postaci. Przesadziłem, doskonale o tym wiedziałem, ale zasłużył sobie. Definitywnie.
- To może teraz ty wysłuchaj Dazaia?
Skinąłem głową, nie wiedząc co innego mógłbym zrobić. Przynajmniej usłyszę wyjaśnienia, później mogę stąd odejść. Jak najdalej.
- Jakby to miało cokolwiek zmienić.
Czarny basior zaczął mówić. Nie pomijał szczegółów, opowiadał o wszystkim co zaplanował, co zorganizował wraz z Chuuyą i jaki był tego wszystkiego cel.
- Mógłbym grać, jestem w tym dobry - przerwałem mu w pewnej chwili.
- Nie aż tak - odpowiedział krótko, wracając do historii. Spiąłem się na powrót, mimo że cała złość połączona ze stresem zaczęły ze mnie opadać. Jeszcze przez chwilę wsłuchiwałem się w słowa Dazaia.
- Bardziej zaufałeś niedawno poznanemu wilkowi niż mnie - pokręciłem głową ze zrezygnowaniem, a na mój pysk wkradł się ironiczny uśmiech.
- Chuuya miał nam pomóc, nie pokazywał się im.
Mruknąłem pod nosem kilka niezbyt cenzuralnych słów, wstając.
- Nie będę przepraszał za to co powiedziałem, twoja wina - nie zamierzałem dać po sobie znać, że szybko mu odpuściłem. - Nie oczekuj, że rzucę ci się w ramiona, muszę pomyśleć.

Chuuya? Dazai?

Od Dazaia do Chuuyi

Data:
24 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ziewnąłem, budząc się powoli. Minęło dobrych kilka tygodni, które spędzałem głównie w towarzystwie Saerana i Chuuyi. Nadal byli jedynymi, którzy znosili moje marudzenie i dziwaczne prośby. Obaj wyłowili mnie także z rzeki, w której spróbowałem się utopić.
Wiedziałem, że w końcu przyjdą. Wyczułem ich pierwszy, Saeran zajmował się wtedy czymś poza jaskinią. Byakuya wszedł do środka, przypatrując mi się.
- Plan nadal aktualny? - spytał.
Podniosłem się, rzucając mu firmowy uśmiech.
- Oczywiste. Dzieciak niczego się nie spodziewa.
Byakuya patrzył na mnie z powagą.
- Lepiej żeby tak było, Osamu. Inaczej i ty zapłacisz głową.
Wyszliśmy z jaskini. Rozglądałem się uważnie, nie chcąc natknąć się na Saerana. W jaskini zostawiliśmy oczywiste ślady walki i moją krew.
- To miejsce będzie dobre - rzucił basior, gdy tylko dotarliśmy na klif. W dole płynęła rzeka.
Skinąłem głową, patrząc w dół. Miałem jeszcze jedną rzecz do załatwienia.
***
Spotkałem się z Chuuyą jeszcze tego wieczoru. Stanowczo uwielbiam tego wilka.
- Kiedy mam tam być? - zapytał tylko, gdy wyjaśniłem mu całą sytuację.
- Przyjdę po ciebie, gdy się zacznie. Więc co, pomożesz mi?
- Oczywiście.
Rzuciłem się na niego, przytulając go mocno.
- Dzięki, Chuu! Ratujesz mi życie, jesteś wielki - mruknąłem, puszczając go.
Wilk tylko uśmiechnął się do mnie.
- Jesteś pewien, że wam się uda? - spytał z troską w głosie.
Skinąłem głową, szczerząc się do niego w uśmiechu.
- Zawsze mi się udaje.
Resztę dnia spędziłem unikając Saerana. Bałem się o niego, nie chciałem, by zrobił coś głupiego. Czekałem na wielki finał. Wpadłem tylko po Chuuyę i razem rozdzieliliśmy się dopiero pod klifem. Udałem się na górę, kryjąc się w cieniach wieczoru.
Saeran stał otoczony. Powietrze było ciężkie od napięcia i zapachu krwi. Nie wiedziałem czyjej.
- Dazai by nigdy... - usłyszałem głos Sae.
Zabolało mnie, jak mocno muszę go skrzywdzić.
- Mylisz się - powiedziałem głośno, wyłaniając się z cienia.
Wilki zrobiły mi miejsce.
- Dazai! Ty-
- Ja? Mogłeś się tego domyśli, Saeran. Naprawdę myślałeś, że lubię cię na tyle, by ryzykować swoim życiem dla złudnej wolności? Niemądrze - roześmiałem się chrapliwie.
Bolało mnie obserwowanie jak wyraz pyska mojego najlepszego przyjaciela zmienia się, jak odmalowuje się na nim ból zdrady.
- Jak mogłeś - wykrztusił.
- Byłeś zbyt łatwy - prychnąłem.
Drażniłem go jeszcze chwilę, testując jego wytrzymałość. Pękł w końcu, kiedy Mia rzuciła, bym zostawił wreszcie dzieciaka w spokoju. Rzucił się na mnie, ale zareagowałem, przyjmując na siebie uderzenie. Rozpoczęła się gwałtowna szamotanina. Poszła po mojej myśli i stoczyliśmy się bliżej krawędzi. Rozległ się czyjś ostrzegawczy krzyk i spadliśmy. Przymknąłem oczy, czując szarpiące futrem powietrze. Nagle szarpnęło mną i zawisłem w powietrzu. Na brzegu rzeki wypatrzyłem Chuuyę, wpatrującego się w nas z napięciem.
Saeran gapił się to na niego to na mnie ze zdumieniem na pysku. Wolno manewrując nami w powietrzu, Chuu prowadził nas w stronę brzegu. Usłyszałem głosy na górze i spostrzegłem pyski wychylających się wilków. Czyżby Mia zawiodła?
- Patrzcie, tam są! - usłyszałem jej okrzyk i nasi wrogowie spojrzeli w zupełnie inną stronę.
Jednak nie. Miała u mnie dług wdzięczności i właśnie go spłaciła, za pomocą swojej mocy, tworząc ilzuję martwych ciał - mojego i Saerana.
Na brzegu wylądowaliśmy, ciężko uderzając o ziemię. Sae zjeżył się i wyglądał na gotowego rzucić się na mnie ponownie. Chuuya stanął jednak między nami.
- Daj mu wyjaśnić, Saeran - powiedział cicho.
Muszę pamiętać, by mu potem podziękować. Gdyby nie Chuuya, nigdy byśmy z tego nie wyszli żywi.

Saeran? Chuuya?

OD ISOLDE DO RACHEL

Data:
24 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
  Nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Spodziewałam się i nawet przygotowywałam się na przeprowadzkę...  Teraz wiem, że tej waderze mogę już bezgranicznie ufać.
  Pierwsze, co musiałam teraz zrobić, pod nieobecność Rachel, to znaleźć wygodne miejsce, gdzie szczenięta będą mogły spać. Rozglądnęłam się po jaskini, potem zaczęłam chodzić po niej całej, siadając i kładąc się, by sprawdzić czy będzie na pewno wygodnie. Zajęło mi to trochę czasu, tyle by Rachel zdążyła się napoić i wrócić do mieszkania, co zrobiła. Patrząc na mnie chodzącą po całej grocie, również jak ja ledwie powstrzymała śmiech. Popatrzyłam się na nią z ledwie widocznym uśmiechem.
  - I jak? - zapytała - Znalazłaś już to "idealne" miejsce?
  - Wydaje mi się, że najlepiej będzie tu - odpowiedziałam, wskazując łbem w jeden z kilku kątów.
Rachel przyjrzała się pokazującemu przeze mnie miejscu, a potem wzięłyśmy worki z pierzem, ona pierwszy a ja drugi. Zaczęłyśmy wysypywać z worków pióra, tak że całe w nich byłyśmy (A Rachel wróciła z wodopoju czysta ...).
  Gdy skończyłyśmy, trzeba było zabrać się za drugą sprawę, ustalić trochę dokładniejszy termin. Zamyśliłam się. Codziennie liczyłam czas do porodu, jaki byłby dzisiaj? Hmm... Po głębszym namyśleniu, wyliczyłam mniej więcej tydzień, w którym narodzą się szczeniątka. Był to właśnie ten tydzień.
  - Ten tydzień?!? - Rachel krzyknęła, gdy podzieliłam się z nią tą wiadomością - Myślałam, że to będzie nie długo, ale w tym tygodniu? Przecież ty możesz nawet teraz zacząć rodzić!
  - Wiem, że to jest szok i ciężar dla ciebie - próbowałam ją uspokoić - Ale damy radę. Jestem medyczką, szkolono mnie na takie sytuacje.
  Wadera spojrzała na mnie, już bardziej spokojna.

Rachel?  W trakcie pisania dopadł mnie brak weny...

Od Tadashi'ego CD Asuny

Data:
23 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nie podobała mi się ta sytuacja. Nie dość, że nie zyskałem swej upragnionej samotności, to jeszcze musiałem spotkać jakąś irytującą waderę. W ogóle to kim ona jest? Nie kojarzę jej kompletnie. Czy ona w ogóle należy do watahy?
- Zapytałem pierwszy i żądam odpowiedzi na me pytanie - powiedziałem mrużąc lekko oczy.
- Jak już powiedziałam. Może ty odpowiesz pierwszy? - nadal trwała przy swoim.
- No to może inaczej. Należysz w ogóle do watahy? - warknąłem.
- Watahy? - zapytała już mniej pewnie.
- A no watahy. Eternal Wolves. Ale skoro nie wiesz o niej to jednocześnie do niej nie należysz. Czyli mi już się nie musisz przedstawiać. Idziesz ze mną - zaśmiałem się pod nosem.
- Ale... - zaczęła wadera.
- Nie ma żadnych ale. Idziesz ze mną do lidera. Koniec dyskusji - warknąłem i popchnąłem ją lekko w stronę wyjścia z jaskini.
Ta niechętnie, ale ruszyła przed siebie. Szliśmy powoli. Kilka razy musiałem pospieszać waderę, bo zatrzymywała się w miejscu. Widać, że nie spieszyło jej się do spotkania lidera watahy. Jednak powiedzmy sobie szczerze. Miałem to naprawdę gdzieś. Nie obchodziło mnie to. Minęło sporo czasu zanim w ogóle przeszliśmy z Piekła do Elcrys. Wędrówka przez tereny wspólne też nie była przyjemna. Coraz bardziej irytowało mnie to ociąganie wadery. Mogłaby przestać. W końcu i tak czy siak trafi do lidera skoro jest na naszych terenach. Westchnąłem. Za horyzontem zaczęła pokazywać się Siedziba Lidera.Widziałem z oddali zamek, do którego kierowaliśmy się. Na szczęście dotarcie do niego nie zajęło nam wiele czasu. Tym razem wadera przystanęła przy wejściu do ogromnego budynku. Prychnąłem i po otwarciu wrót po prostu wepchnąłem ją do środka. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się przed komnatą mego najmłodszego brata. Bezceremonialnie wparowałem do środka. Izaya od razu spojrzał na mnie. Także Eileen znajdowała się w pomieszczeniu.
- Izaya, mój kochany braciszku. Przyprowadziłem ci specjalnego gościa - zawołałem sarkastycznie i wskazałem na waderę.

<Asuna? mały brak weny mnie złapał...>

Od Devon'a CD Slake

Data:
21 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałem się z ciekawością na waderę która najwidoczniej mówiła szczerze - szare oczy uważnie analizowały każde wypowiedziane przeze mnie słowo i nawet najmniejszy ruch przenikając moje myśli aż na wylot powodując u mnie nieznaczne obawy dotyczące tego czy aby na pewno ta wadera nie umiała przewidywać mój każdy kolejny ruch.
-Cóż, ale tylko ja mogę ci teraz pomóc w tej oto sytuacji.- odpowiedziałem patrząc na leżącą waderę z uśmiechem na pysku na widok niezbyt zadowolonej miny Slake.- To jak?- dodałem po chwili z powagą w głosie aby nadać tej rozmowie trochę tempa.
Wiedziałem że be zemnie nie ma szans przynajmniej tej chłodnej nocy, a nie wiadomo co się skrywa w tych ciemnościach tam gdzie blask księżyca nie dociera przez korony drzew.  Czekając na odpowiedź zacząłem się uważnie rozglądać nie pomijając nawet te najmniejsze szczegóły znajdujące się w moim zasięgu wzroku - wszędzie panował mrok, a blask księżyca rozjaśniał delikatnie liście drzew które nie przepuszczały promieni dalej w głąb lasu. Docierające do moich uszu nietypowe dźwięki wywołały u mnie powody do niepokoju. Czułem się jakbym wracał do swoich wspomnień z przeszłości, lecz teraz ja byłem przyczyną danego zdarzenia.
-To pomożesz mi wreszcie.- z zamyślenia wyrwała mnie zadziwiająca odpowiedź szarookiej.
Delikatnie uśmiechnąłem się do niej a następnie pomagając jej wstać - przy każdym następnym kroku nawet tym najmniejszym opierała się o mnie aby ciężar jej ciała spoczywał na mnie. Co raz dawała wskazówki dokładnie tłumacząc w jakim kierunku mamy iść. Nagle poczułem jak coś zimnego spływa po moim pysku lądując na ziemi był to deszcz. Lądował on na mnie spływając po mojej czarnej sierści.
-Szybko chodźcie widać kogoś!- usłyszałem echo rozprzestrzeniające się w naszą stronę.
-Szukali ciebie?- zapytałem się marszcząc ze zdenerwowania brwi.- Cholera, Slake, czemu nic nie mówiłaś.- warknąłem powstrzymując się od wypowiedzenia kolejnych słów.
-Devon, jestem dowódcą armii. Oczywiście że zaczęli mnie szukać jak nie dałam jakiejkolwiek oznaki życia przez prawie sześć pełnych godzin.- parsknęła odsuwając się ode mnie próbując iść bez mojej pomocy.
-To nie jest śmieszne Slake.- odparłem zatrzymując się i patrząc swoimi żółtymi tęczówkami na w pełni powarzoną waderę.- Nie szukam kłopotów więc czy ci to będzie pasować czy nie..- mając już zamiar iść zostałem zatrzymany przez resztę strażników.
-Nie ruszaj się.- jeden z nich warknął lustrując mnie swoim złowrogim wzrokiem.
Od razu uśmiechnąłem się z rozbawienia, niby co oni mi by mogli zrobić? Zaatakować mnie? Jeśli by już namyślili się i wybrali ostatnią opcję by była to zła decyzja dla wszystkich z nich a zwłaszcza dla tego basiora stojącego przede mną.

《Slake? lepiej uważaj bo skopie dla tych twoich strażników tyłki c:》

Od Slake do Devon'a

Data:
21 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Twoją słabością jest ciekawość.- stwierdziłam cicho, podnosząc się z ziemi.
- Co z moją rodziną?- warknął basior.
- Szczerze, nie wiem. Kłamałam.- uśmiechnęłam się tryumfalnie.
Wilk spojrzał na mnie z nienawiścią. Prychnęłam lekceważąco i oparłam łapy o skalną ścianę.
- Mógłbyś pomóc mi nas stąd wydostać.- rzuciłam beznamiętnie.
Basior otrząsnął się i zaczął powoli krążyć po naszej pułapce. Westchnęłam, obserwując księżyc.
- Nieźle nas załatwiłeś.- mruknęłam pod nosem.- Jestem Slake.
- Devon.- przedstawił się towarzysz.
Cofnęłam się kilka kroków i wyskoczyłam w górę, starając się wydostać. Zaczepiłam się o krawędź dołu i rozpaczliwie machnęłam tylnymi kończynami, drapiąc ścianę pazurami. Nagle jedna łapa osunęła się i jak długa runęłam w dół.
- Na skały i niebo!- krzyknęłam, ukrywając głowę między łapami.
- Wszystko w porządku?- zapytał Devon.
- W jak najlepszym.- mruknęłam z ironią.
Westchnęłam ciężko, podnosząc się z ziemi.
Och, Zeusie, daj mi siłę. Bo wydrapię mu oczy.
Jęknęłam cicho, czując ból w tylnej łapie i spojrzałam w górę. A gdyby tak użyć magii? Ugryzłam się w łapę i spuściłam na ziemię kilka kropel krwi. Szybko nabrałam trochę na pazury i szepcząc odpowiednie słowa poczułam moc opuszczającą moje ciało.
- No chodź.- warknęłam do stojącego obok basiora i szybko narysowałam specjalny znak na jego sierści.
- Co to?- spytał, patrząc na mnie z ciekawością.
- Runa.- mruknęłam.- Wyskocz stąd.- poleciłam.
- Mam spaść tak jak ty? Nie ma mowy.- postawił się.
- Idiota. Po prostu skocz.- popędziłam.
Wilk spojrzał na mnie dziwnie i wyskoczył w górę z wielką siłą, po czym wylądował na górze. Wycięłam na swojej skórze ten sam znak i postąpiłam tak jak Devon.
Gdy moje łapy zetknęły się z zimną glebą, natychmiast rozjechały się i padłam na ziemię.
Ból, a także utrata większej ilości magii były naprawdę męczące.
- Właśnie nagrabiłeś sobie u dowódcy armii.- mruknęłam cicho i położyłam pysk na łapach.

Devon? Następne będą lepsze ^^

Forum Eternal Wolves!

Data:
19 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Drogie wilczki! 
Dziś wprowadzam coś nowego. Mianowicie - forum. Zaciekawiło mnie, kiedy pierwszy raz zobaczyłam go na Arcanterze. Bardzo dziękuję administratorce Arcany za pomoc przy ogarnięciu forum, choć ostatecznie oba są na zupełnie innych platformach, jestem niezmiernie wdzięczna! Powracając; na forum możecie wykonywać questy, zadawać pytania, dodawać swoje pomysły, kupować rzeczy ze sklepu, adoptować wilki i wiele więcej! Forum też jest ułatwieniem dla adminów, informacje są na jednej stronie i pozwalają na szybsze dodawanie, np. Solarów za questy.
Nie przedłużając zapraszam na forum! Znajdziecie je pod "WILCZE MENU", w prawej kolumnie bloga. Zapraszam do rejestrowania się i zapoznawania się z forum!
~Amera

Od Reyny do Kaname

Data:
19 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Pytanie basiora zaskoczyło mnie tak bardzo, że prawie wypuściłam z łap książkę, którą właśnie oglądałam. Speszyłam się bardziej, czując na sobie uważny wzrok Kaname, który lustrował moją osobą z taką uwagą, że miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Odniosłam wrażenie, że chce przejrzeć mnie na wylot, ciekawy mojej reakcji.
Wykorzystałam chwilę jego milczenia na zastanowienie się nad odpowiedzią.
- Wydaje mi się, że tak, Kuran - odezwałam się, przerywając trwającą już od dłuższej chwili ciszę, która zdecydowanie nie była wygodna. - W końcu znamy się całkiem sporo i nie sądzę, żebyś okazał się psychopatą gotowym zakopać moje martwe ciało w lesie - zakończyłam swoją wypowiedź niezbyt radosnym żartem, ale najwyraźniej udało mi się rozluźnić atmosferę.
Kaname posłał mi coś na kształt uśmiechu, zwracając spojrzenie w kierunku, gdzie jakiś czas temu zniknął Ikki.
Ucieszyło mnie, że Duchowny nie żywi do mnie urazy. Według wszystkich Anioły były rasą bardziej tolerancyjną, aczkolwiek kiedy tylko napotykałam jakiegoś przedstawiciela czystej krwi, czułam, że nie pała do mnie sympatią, jaką wcześniej mnie darzył. Cóż, nic w tym dziwnego. Poniekąd ich zdradziłam, zostawiłam kogoś na kształt rodziny.
Mimo tego nie żałowałam swojej decyzji. Gdybym nie zdobyła się na odwagę, prawdopodobnie nigdy nie doszłabym z białym basiorem do tego miejsca w relacji, w którym obecnie stoimy.
- Jak myślisz, jak wyglądałaby reakcja Ikkiego, gdybyśmy jednak posłuchali Fel i czymś w niego rzucili? - towarzysz spojrzał na mnie, uprzednio sprawdzając czy kapłan nie wraca. Na jego pysku pojawił się uśmiech, a ja nie potrafiłam poznać czy jest szczery, czy może tylko wymuszony, bo tak przystaje.
- Możemy następnym razem sprawdzić - podsunęłam, chcąc się roześmiać, ale do pomieszczenia właśnie wszedł Ikki, niosący rzeczy o które prosiła kotka. Podał je Kaname, który po wymienieniu uprzejmości i krótkiej rozmowie pożegnał się z Arcy Duchownym. Skinęłam basiorowi na pożegnanie i dołączyłam do białego basiora.
Jeszcze przez jakiś czas oglądałam się za siebie, podziwiając piękną i bujną, a przede wszystkim różnorodną roślinność świątynną. Nigdy nie widziałam tak wielu gatunków kwiatów w jednym miejscu, a w połączeniu z ogromną ilością krzewów i drzew, tworzyły niemal dżunglę. Raz zdarzyło mi się zobaczyć Ikkiego w otoczeniu zwierząt, a był to widok magiczny, niemal nierealny. W normalnych warunkach niektóre odmiany skakałyby sobie do gardeł, a tutaj tworzyły stadopodobną społeczność.

Kaname?

Od Rachel do Isolde

Data:
19 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Będę bardzo wdzięczna za zabicie mnie..... JAK JA MOGŁAM SIĘ TAK POMYLIĆ Z IMIENIEM?! A, pewnie żeście myśleli, że chodzi o szczeniaki. A więc, co do nich nic nie miałam. Popatrzyłan na waderę spode łba.
- No kurwa. - Iso się chyba obawiała. - CZEMUŚ MI DO CHOLERY WCZEŚNIEJ NIE POWIEDZIAŁA?! Bym od razu poszła po jakiś puch czy co. A teraz będę musiała ganiać za kaczkami, gęsiami, i Bóg wie czym.
- Ej, zaraz. Nie jesteś zła? - wadera wyglądała na zaskoczoną.
- Ech... Jestem zła, ale za to, żeś mi tego wcześniej nie powiedziała. Ja nawet nie wiem, gdzie tu jest najcieplej! - po czym dodałam po chwili - A ty tak wogóle to na kiedy masz termin rodzenia?
- No.... nie jestem pewna.
- Ok, czyli siedzimy w niepewności. Nawiasem mówiąc, w jednym, wielkim gównie.
- Oh.... nie sprawia Ci to kłopotu?
- Nie.
- Ani trochę?
- Nie.
- No to....
- ... no to ja idę ganiać za kaczkami. - odparłam przerywając jej w zdaniu i wybiegając po.... pierze kaczki. W sumie nie było nie łatwo. Narysowałam wielką, nie żywą kaczkę. Od razu wyłoniła się z ziemi. Gorzej było z obieraniem pierza. Było go mało, więc uzbierałam mało. Potem ganiałam za gęsiami. Tym razem bez czarów. Biegałam za takim jednym stadem. Czasem one uciekały, a czasem ja. Uwierzcie. Szczypanie przez kaczki nie jest fajne. W końcu, gdy wróciłam do jaskini, byłam w pewnych miejscach bez futra, zdyszana, spragniona, i oblepiona piórami. W pysku trzymałam lniane 2 wory z pierzem. Pewnie musiałam wyglądać komicznie, bo Isolde z trudem powstrzymywała śmiech.
- Teraz, - wydyszałam. - idę się napić. A ty, staraj się określić co i jak. - Po czym wyszłam do wodopoju.

< Isolde? Sorry za to imię. Zagapiłam się :S I to wiele razy :S :S >

Od Asuny do Tadashi'ego

Data:
18 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
  Jednak nie było to dobre na mieszkanie, nawet na odpoczynek, prawdopodobnie zajęte albo przez jakąś watahę albo przez tego nieznanego basiora. Niezdara, stanął mi na przeciwko widoku świecącej na niebiesko wody, która uspokajająco szumiała. Do czasu, kiedy przeturlał się ten wilk. Wylądował przed strumykiem, jęcząc nie głośno, ale na tyle , żebym ten dźwięk usłyszała.
  Zanim stanął, spokojnie podeszłam centralne przed wyjściem z komnaty, by uniemożliwić basiorowi ucieczkę. Jednocześnie ja sama naraziłam się na jego atak. No cóż, trudno. Takie jest życie, ktoś musi zginąć, by ktoś mógł żyć dalej. Oczywiście, nie mam na myśli go zabić, pewnie on to zrobi pierwszy, ale lubię dramatyczne wątki i sceny. 
  Kiedy basior znalazł mnie wzrokiem i obrócił się w moja stronę, mogłam się mu uważnie przyjrzeć. Był on o kremowo-białej sierści i bursztynowych oczach, a wzrostem byliśmy niemal identyczni. Nie wyglądał na siłacza, nie był też słabeuszem, to było widać na pierwszy rzut oka. Szanse mieliśmy wyrównane w walce, jeśli do niej oczywiście dojdzie. Jednak był, niestety, trochę starszy ode mnie. Nie szkodzi. I tak każdy z nas mógłby przywalić przeciwnika do ziemi i zadać mu cios w gardło. Wtem do komnaty wleciał jakiś sokół, najwyraźniej należący do tego wilka, ponieważ usiadł zaraz obok niego, gotowy do natychmiastowego ataku. Basior popatrzył na mnie wrogim wzrokiem.
  - Ktoś ty? - warknął, przygotowując się do ataku.
  - Mogłabym zapytać się o to samo. - Basior usłyszawszy mój spokój w głosie, przestał się najeżać i spokojnie stanął, patrząc się na mnie.
  - Czyli?
  - Może ty odpowiesz pierwszy? - zapytałam go niespodziewanie, przechylając głowę.
Basior popatrzył na mnie dziwnym znów wrogim wzrokiem. Czyżby przechodziła mu w głowie myśl zaatakowania mnie? Niewykluczone. Często swoim nastawieniem i zachowaniem zmuszam inne wilki do zaatakowanie mnie. To była moja norma, tak się działo zawsze. I byłam na to w pełni przygotowania. 

 Tadashi? 

OD ISOLDE DC RACHEL " Nowy dom czy wrogie stado? " cz. 4

Data:
18 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
  Gdy Rachel odeszła kilka kroków dalej, odezwała się do mnie Hyomi:
 - Więc nazywasz się Isolide?
 - Isolde, ale można na mnie też mówić Isolide - odpowiedziałam uśmiechając się a wadera na mnie spojrzała. Zaczęłam się obawiać, że zauważyła.
 - To... jaką pozycję chcesz podjąć w naszej watasze? - zapytała nagle.
 - Właściwie od małego byłam szkolona na medyka i zielarza więc... - Hyomi uśmiechnęła się
 - Rozumiem, będzie sprawowała pracę medyka i zielarza, a Twoja przeszłość?
 - Żyłam w innej watasze, ale się rozpadła -  powiedziałam to patrząc w ziemię, to był dla mnie trudny temat.
 - Przykro mi... Do rzeczy, nie będziesz miała nic przeciwko temu, że przez najbliższe dni zamieszkasz z Rachel? W tej chwili nie mamy wolnych miejsc.
 - Nie... Nie b-będ... - odpowiedziałam jej w połowie drżącym głosem, a ona mi przerwała.
 - To dobrze 
Obie zauważyłyśmy, że Rachel wraca do nas. Hyomi przesłała mi tajemnicze spojrzenie, potem znów odwróciła się do podążającej do nas wadery, wyglądała jak by nad czymś myślała. Oby nie o tym, o czym myślałam.
 - Rachel - Hyomi zwróciła się do niej, kiedy podeszła bliżej - Czy mogłabyś przez pierwsze dni gościć u siebie Isolde? Nie mamy na razie wolnych miejsc.
 - No... Spoko - odpowiedziała, wyglądając jakby nie miała nic przeciwko temu.
 - To dobrze. Zerknę do was później. - i odeszła w swoją stronę.
Popatrzyłam na Rachel, która obserwowała odchodzącą Hyomi. Nie przeszkadzało jej to? Nie przeszkadzałam jej JA? Nie, że nie chciałam z nią mieszkać, ale na prawdę nie przeszkadzało, że będą w jej domu biegać małe brzdące? 
 - To chodźmy! Pokażę ci moje królestwo! - powiedziała, krocząc już przodem.
Przez całą drogę nie odzywałyśmy się. Rachel najwyraźniej naprawdę nie miała nic przeciwko temu, że z nią zamieszkam. Ja myślałam natomiast jak to powiedzieć kompance. Próbowałam, ale nie dawałam rady. Nie umiałam złożyć tego durnego zdania!
  W końcu doszłyśmy na miejsce, można je opisać kilkoma słowami: Wielkie, wygodne, zaciszne, w pobliżu ciekawych leczniczych roślin. Rachel weszła pierwsza do środka i wygodnie ułożyła się w kąciku, mówiąc do mnie jednocześnie:
 - Proszę bardzo! Rozgość się! 
Nie! To zaszło zbyt daleko i muszę jej to powiedzieć teraz!
 - R-Rachel - zaczęłam niepewnie - Ja muszę ci coś powiedzieć. Jaa..
 - Tyy... co? - zapytała
 - Wiedz, że bardzo cię cenię, jesteś moja pierwszą znajomą w tej watasze. Nie powiedziałam ci tego od razu, po prostu się bałam ale chcę być z tobą szczera.  Rachel, ja niedługo urodzę...

Rachel? Błagam nie zabijaj mnie...



Od Illart'a do Amery

Data:
18 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
 Szczeniak był tak przerażony jak i zdezorientowany całą sytuacją, że przez chwilę nic do niego nie docierało. Cały drżał gdy nieznana wadera dotknęła jego łapy, jednak miał pewność, że w razie potrzeby mógłby uciec. Obserwował uważnie waderę lekko mrużąc oczy z bólu. Skończyło się tylko na dotknięciu łapy. Szczeniak dostał jeszcze większego szoku. Jak zwykłe dotknięcie łapy mogło mu pomóc? Otworzył zszokowany oczy i cicho prychnął patrząc się na łapę. Jednak ku jego zdziwieniu łapa mniej bolała. Illart nie mógł nic zrozumieć co tu się dzieje. Jego wyraz twarzy  złagodniał i wpatrywał się waderę. Usłyszał końcówkę jakiegoś zdania i się otrząsnął.
-Zapytałam się coś- odparła zniesmaczona
-N-nie słuchałem- wyznał lekko przerażony obawiając się co wadera teraz zrobi
Wilczyca przewróciła oczami. Szczeniak niezbyt rozumiał co to miało znaczyć. Mając kontakt tylko z swoją matką nie poznał wielu emocji i w jaki sposób inni je wyrażają.
-Pytałam się jak się nazywasz i gdzie są twoi rod..-nie zdążyła dokończyć
-Illart-powiedział szybko, chcąc wymigać się od drugiego pytania, bo już domyślał się jego treści
-A co z twoimi rodzicami?-zapytała się lekko podejrzliwie
Wzdrygnął się lekko na słowo rodzice. Nie traktował ich jak rodziców. Nie wiedział jak inne pary wychowują swoje dzieci, ale był pewien, że nie tak jak jego. Ojciec od niego odszedł, a o matce nawet już nie chciał wspominać. Jednak gdy wspomnienia do niego przyszły nie mógł ich odgonić. Gdy przychodziły te wspomnienia szczeniak stawał się agresywny szczególnie do płci pięknej. Spojrzał się pewniej na waderę. Najeżył lekko sierść i położył płasko uszy.
-Nie interesuj się tym- warknął ukazując białe kiełki
<Ami? Ill próbuje być groźny, ale mu nie pykło :c >

Uraza do czystokrwistych...

Data:
18 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
MAIL: lulus.gabi@interia.pl
.:ASUNA SHINING STARS IN THE SKY:.
Niektórzy nazywają ją Asa, Ava albo Avi
WIEK: 17 lat
PŁEĆ: Wadera
RASA: Czystej krwi... Demon
PŁODNOŚĆ | CIECZKA: Płodność | Miesiące nieparzyste
PARTNER/PARTNERKA/ZAUROCZENIE: Avi nie poczuła tego rodzaju miłości. Sama nie wie czy jest na to gotowa, z resztą kto by ją chciał?
OPIS: Asuna urodziła się nie tak daleko, na terenach nieobjętych przez inne wilki, jako jedyny żywy szczeniak z miotu. Jej rodzice byli Demonami, więc, jak zawsze było i jest, nie porozumiewali sie dobrze z Aniołami. Jednak nie przeradzało się to w starcie, do czasu. Avi żyła dobrze w kochającej rodzinie, jednak po kilku latach życia Asuny Anioły zaatakowały, zabijając jednocześnie jej rodziców. Od tego momentu Ava zmieniła się i jest taka do tego momentu. Zacznijmy od tego, że stała uparta i nieugięta. Nie zmieni swego zdania, nikt ja do tego nie zmusi, chyba że jakimś cudem przekona ją osoba bliska jej sercu. Jest zdecydowanie typem samotnika, unika innych wilków, jednak czasem jest to nieuniknione. Mimo tego, nie jest całkiem zamknięta w sobie, czasem sama podchodzi i zaczyna rozmowę, ale tylko do Demonów. Dla innych ras, czyli Neutralnych i Wiecznych jest bardziej nieufna i wredna, jednak da się z nią porozmawiać. Natomiast dla Aniołów, po tym, co zrobili, nie kryje urazy. Nie potrafi im przebaczyć i pewnie nigdy tego nie zrobi. Zdenerwowanie i urazę za tamte dni Ava wyżywa się na zwierzynie łownej. Nie zabija jej od razu, boleśnie rani ofiarę tak, żeby czuła jak najwięcej bólu. Często zamiast komuś pomóc, patrzy na całe wydarzenie. Mimo wszystko jest dobrą kompanką, której można się wyżalić i coś powieżyć. Szanuje watahę jak i mieszkające w jej terenach Demony. Poznając ją zyskujesz lojalną przyjaciółkę. Jednak wiedz, że nigdy do końca jej nie poznasz.
OPIS WYGLĄDU: Asuna jest zgrabną, wysportowaną waderą, wyższą i niż przeciętny wilk. Jej śnieżnobiałe, błyszczące oraz miękkie futro zawsze rozchodzi się na wszystkie strony świata, przy czym delikatnie porusza się przy wietrze. Gdyby nie ono, wadera wyglądała by jak wilczy kościotrup. Jest naprawdę chuda, niektórzy myślą, że niedożywiona. Jednak to nie prawda, bo Ava je tyle co zwykły wilk. Oczy są dwubarwne; prawe intensywnie błękitne natomiast lewe połyskująco złote.
OPIS PRZEMIANY: Kolor sierści nie ulega zmianie, nadal jest połyskująco białe. Jednak staje się dłuższe i układa się w inny sposób, przypominający jakieś znaki bądź skamieliny. Na nim w okolicach pyska i tułowia pojawiają się fioletowo-różowe cętki świecące w nocy jak i w dniu. Jej ślepia tez zmieniają barwę na różowo-fioletowe, widać na nich różnicę kolorów między prawym a lewym, oczy wtedy również świecą. Całe ciało otula wtedy migocząca, fioletowa mgła.
UNIKALNA MOC: Cofnięcie błędu - Asuna tak tą moc nazywa, ponieważ nie ma swojej nazwy. Polega ona na cofnięciu się w czasie do dowolnego momentu i miejsca na przykład do miejsca Wielkiego wybuch a nawet początku świata. Jednak mimo swojej nazwy unikalna moc nie pozwala na zmienianie przeszłości, w tym teraźniejszości i przyszłości. Stworzenia z przeszłości nie widzą jej a czas teraźniejszy się zatrzymuje, kiedy Avi używa mocy. Wiąże się to też z konsekwencjami. Gdy za długo przebywa w przeszłości dostaje zawrotów głowy nawet i w podróży. Czasem po powrocie Asuna mdleje, jednak wtedy jej życiu nic nie zagraża.
POZYCJA: Diabelska Wojowczyni oraz Zwiadowca

UMIEJĘTNOŚCI:
~ Siła (★)
~ Zwinność (★)
~ Szybkość (★)
~ Wytrzymałość (★)
~ Zdrowie (★)
~ Unikalna moc (★)

RELACJA:
Wataha: To są jej krewni Demoni, szanuje ich aczkolwiek jeszcze dokładnie nie poznała żadnego
Rodzina: Nie pamieta ich imion, odeszli zabici przez Anioły. Bardzo chce by wrócili...
Inni: ---
Międzygatunkowe: Próbuje wszystkich traktować tak samo, jednak do Aniołów ma wielką odrazę za ich czyn z przeszłości
SOLARY: 50 S
EKWIPUNEK: ---
CIEKAWOSTKI:
* Asuna do dziś ma lęk wysokości po pewnej przygodzie z dzieciństwa...
* Prawie nigdy nie śpi, a jak już to przez kilkanaście minut, max. godzinę. Niektórzy mówią że cierpi na bezsenność, a Ava zgłupiała i już ją to nie obchodzi.
* Avi uwielbia patrzeć na ogień, błyskawice i burze, które ją upokajają. Tak... cała Aoi
* Wadera interesuje się różnymi ziołami leczniczymi, większość z nich zna i wie jak ich używać
* Jej ulubioną porą roku jest jesień, te szeleszczące i kolorowe liście spadające powoli z drzew...
* Asuna ma piękny, melodyjny głos, czasami nawet śpiewa ale tylko w samotności
OSIĄGNIĘCIA I PRAGNIENIA: --

Amera do Illart'a

Data:
18 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Szczeniak wydawał się na zagubionego. Jego wystające ząbki i śmiesznie pomarszczony nos z gniewu rozbawiał mnie. Taki mały gówniarz, a taki odważny.
- Zgubiłeś się podczas gry w chowanego? - prychnęłam i zaśmiałam się jednocześnie. Nie lubiłam dzieci. Moje zachowanie nie było zbyt dobre, ale po prostu mam taki wstręt. Dreszcze przeszły mnie na myśl o swoim własnym dziecku.
- Co to gra w chowanego? - Popatrzyłam się na młodego że zdziwieniem w oczach. Nie zna chowanego? Gdzie on się odchowywał, że nie zna podstawowych gier dzieciństwa? Do moich nozdrzy dotarł zapach. Niezbyt przyjemny zapach. Spojrzałam na jego łapę i zobaczyłam ranę, odrobinę już poczerniałą co oznaczało że wdarło się zakażenie. Rozwijało się i w najbliższych dniach szczeniak mógłby stracić łapę.
- Nie znasz tej gry? - Mały patrzył się w inną stronę i mrugał kilka razy jakby zobaczył przybysza pozaziemskiego, albo spotkał Meduzę. - Cóż, twoja strata. A propos strat. Wiesz że do rany wdarło się zakażenie? Za kilka dni mógłbyś stracić łapę. Więc z łaski swojej nie rób problemów i choć ze mną. Jestem medyczką, pomogę Ci. - Nie był zbytnio przekonany co do tej propozycji, jednak widać było że dotarła do niego informacja o łapie, bo przez chwilę miał szeroko otwarte oczy. Postanowił jednak skierować na mnie wzrok, aby powiedzieć ciche:
- Dobrze. - Nie jest za specjalnie rozmowny. Ruszył za mną powoli, przez bolącą łapę. Prychnęłam i przystawiłam moją łapę do rany, jednak szczeniak cofną się nagle.
- Spokojnie młody. Przez to nie będzie cię tak bolało. – Przekonał się, ale nadal zachowywał ostrożność. Przez chwilę użyłam na nim mocy, aby odrobinę zregenerować ranę i przyspieszyć gojenie. Przez to w podróży nie będzie go tak bolało. – No to ruszamy. – Powiedziałam. W mojej jaskini muszę mu zrobić okład z ziół i użyć jeszcze mocy. – A tak w ogóle to jak Ci na imię? I gdzie twoi rodzice? Pewnie Cię szukają… - Powiedziałam pod nosem, kiedy z dołu patrzył się na mnie ten mały szczyl.

Illart?

Od Mazikeen do Akutagawy

Data:
18 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ciemność...
Wszechogarniająca ciemność i głuche, powolne bicie mojego serca. Czułam się tak, jakbym tkwiła po uszy w wodzie. Czy ja umarłam? Czy to czeka nas wszystkich po śmierci? Nie. Zdecydowanie nie. Nie dla mnie. Ja już miałam miejsce w piekle, a takie piekło mogło być marzeniem. Więc musiałam śnić. Trzeba się obudzić aby wrócić do rzeczywistości.
Rzeczywistość...
Czymże ona jest? Czy umiemy odróżnić rzeczywistość od snu, czy wizji? Dlaczego wszyscy pragniemy się obudzić, aby żyć w rzeczywistości? Jest ona szarą, ponurą prawdą, czy kolorowym, pięknym kłamstwem? Wszyscy kłamią. Kłamstwo jest prawdą.
Powoli się budziłam. Poczułam na początku zimne, skalne podłoże. Skąd się tam wzięłam? Potem dotarły do mnie dźwięki. Cichy śpiew ptaków, czyjeś oddechy. Jeden płytki i urywany, drugi głęboki i równomierny. Ktoś koło mnie siedział. Czekał na moją śmierć? Czemu?
Zaczęłam rozpoznawać zapachy. Jaskinia, las i wilk, czekający na coś. Pachniał strachem. Czego się bał? To był Akutagawa. Znowu? Och, Zeusie.
Poczułam ból. Wielki, pulsujący ból. Chciałam krzyknąć. Nie mogłam, nie miałam siły.
Otworzyłam oczy. Leżałam w ciemnej, pustej jaskini. Obok mnie siedział Akutagawa. Trzymał mnie za łapę. Co? O co chodzi? Co się dzieje? Gdy basior spojrzał na mnie, moje serce zatrzepotało.
Te szare, piękne oczy.
Puste, przesiąknięte złem.
Iskierka smutku.
Uczucie.
Dobroć.
Chciałam wyrwać moją łapę z jego żelaznego uścisku, nie miałam siły. Chciałam odwrócić wzrok, nie miałam siły. Chciałam warknąć, nie. Rozszarpać tego potwora na strzępy, dość. Zabić, przestań. Patrzeć jak umiera, z przyjemnością. Jak cierpi, o tak. Zabić, rozszarpać, zniszczyć, niech on umrze. Niech mnie zostawi. Cały czas mnie tylko krzywdzi. Zdychaj. Zgiń. Zbłąkany psie.
Maze... przestań. 
Z mojego gardła wydostał się wściekły pomruk.
- Co mi zrobiłeś?- warknęłam cicho.
Wilk nawet się nie ruszył. Dalej tylko się przyglądał. Myślał. O czym? Czy chciał mnie zabić?
Moje serce łomotało jak uwięziony w klatce ptak. Zawał? Och, Bogowie. Może zaraz się zatrzyma? Zeusie.
Spróbowałam wstać. Machnęłam łapami, przekręcając się na brzuch. Zignorowałam rozrywający ból i podniosłam się z ziemi. Usiadłam na przeciwko basiora i zaczęłam mu się przyglądać. Bił się z myślami.
- O czym myślisz?- zapytałam, nie oczekując odpowiedzi.
Basior był dzisiaj wyjątkowo milczący. Nie chciałam mu przeszkadzać. Wstałam, otrzepałam się z ziemi i kurzu, i kulejąc, ruszyłam w stronę wyjścia z jaskini.
- Poczekaj.- usłyszałam potężny głos za sobą.
Zatrzymałam się jak wryta.

Aku?

Od Akutagawy do Mazikeen

Data:
17 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Czas niebezpiecznie się dłużył.
Nie widziałem Maze od wielu tygodni, a może i nawet miesięcy. Chrzanić to. Kto by liczył dni od ostatniego spotkania z kimś tak powalonym jak ona? Powinienem świętować. Może akurat zginęła bądź zaginęła na tej wyprawie. Niczego jednak nie byłem pewien, a bez tej pewności nie byłem w stanie przestać myśleć o tym wszystkim, o czym ona wie, a nie powinna. W dodatku zignorowała mnie. Czy to było niedopuszczalne?
Oczywiście.
Jednakże ona najwyraźniej nadal trwała w przekonaniu, że nie jestem w stanie jej zagrozić. Wadera była naiwna, jak każda przedstawicielka płci (podobno) piękniejszej. Nie, żebym nie słyszał o czymś takim, jak „równouprawnienie”… Po prostu Maze przekroczyła wszelkie granice. Dzięki niej do reszty straciłem wiarę w wilcze społeczeństwo. Jej pewność siebie doprowadziłaby mnie do łez spowodowanych niekontrolowanym napadem śmiechu. Oczywiście – gdyby nie to, że nie potrafię się szczerze śmiać. Wyłącznie cisza mnie uratuje. Cisza i spokój. Nie zapominając oczywiście o cierpliwości, bez której najprawdopodobniej cała wataha Eternal Wolves obróciłaby się w proch za moją sprawą. Nigdy nie byłem cierpliwą osobą. Momentami, w czasie oczekiwania, bywałem na istnym skraju wytrzymałości. Ból serca i każdej tętnicy na całej powierzchni mojego ciała stawał się nie do zniesienia. Zawał? Wylew? Arytmia czy coś? Nie, jestem całkowicie zdrowy. Nie pałam również „uczuciami”. To klasyczny przypadek bólu spowodowanego długotrwałym zdenerwowaniem. Rashoumon daje o sobie znać właśnie za pośrednictwem mojego układu krwionośnego. Mogłoby się wydawać, że to dosyć „niebezpieczne”, lecz najwyraźniej takie nie jest, gdyż nadal stoję o własnych siłach. Nadal żyję. Nadal trzymam się wyjątkowo nudzącego planu dnia.
Wstaję, poluję, ćwiczę.
Potem.
Szukam Maze, a jakżeby inaczej?
Żyłem jednakże w przekonaniu, iż nie będzie w ten sposób wyglądać każdy dzień. Do końca mojego życia.
Nikt się przede mną nie ukryje.
Za każdym razem przeszukanie terenów zaczynało się w Elcrys, a kończyło w Piekle. Wadera, jeśli żyje, znajduje się gdzieś tam. Dobrze o tym wiedziałem. Przeszukiwałem wszystko od podstaw. Otwierały się wyłącznie dwie opcje. Maze albo była martwa, albo stanowiła doskonałego wilka do zabawy w "chowanego". Szczeniakiem już jednak nie jestem. Ów zabawa irytowała mnie coraz bardziej. Dzisiejszego wieczoru postanowiłem jednak wyjątkowo udać się nad klif, na którym się poznaliśmy. Cuda na ogół się jednak nie zdarzają i nie zastałem nikogo. W akcie rezygnacji bezszelestnie podszedłem do krawędzi klifu i położyłem się, zwieszając przednie łapy nad bezkresną przepaścią. Westchnąłem głośno i spojrzałem w dół. Ciemność nęci. Oj, nęci. Promienie słoneczne nie parzą mnie, a mimo to zdecydowanie lepiej żyje mi się w ciemności.
Czarny wilk, czarna dusza.
Pochyliłem głowę, chcąc zajrzeć w głębszą część otchłani. Wówczas jednak usłyszałem za plecami delikatny, cichy szmer. Dźwięk, mogłyby się wydawać, nieznaczny, nie warty uwagi. Moja czujność na otaczającą mnie przestrzeń uległa jednak znacznemu spotęgowaniu od czasu nędznych poszukiwań nędznej wadery. Powoli zamknąłem oczy, starając się wyłapać następne odgłosy. Odchyliłem do tyłu głowę. Nie czułem obcego zapachu.
Wtem.
Szmer.
A następne wydarzenia były kwestią zaledwie kilku sekund. Ostry jak brzytwa promień Rashoumona przeciął powietrze z głuchym świstem, przeradzającym się w mrożący krew w żyłach ryk. Przestrzeń rozświetliła się, jak po uderzeniu błyskawicy. Krwiście czerwonej błyskawicy. Wzdłuż przestrzeni pomiędzy wbitym w ziemię promieniem, a klifem przemknął bijąc prędkość światła, smukły, czarny basior. Pod ostro zakończonym Rashoumonem leżała wadera. Była bezwładna. Zabójcza rana w pobliżu prawego obojczyka mocno krwawiła.
Zabiłem ją?
Nie.
Za pośrednictwem bestii czuję bicie jej serca. Puls systematycznie zwalniał, lecz...
Odwołałem moc. Świdrując nijakim spojrzeniem otwartą ranę Maze obliczałem czas w minutach i sekundach. Pozostało jej naprawdę niewiele czasu. Teraz, gdy jest nieprzytomna i na wpół martwa nie zmuszę jej do dyskrecji. Śmierć rozwiąże cały problem, a ja w końcu będę mieć spokój. Usiadłem nieopodal jej ciała, szeroko się uśmiechając.
Spokój. To było prostsze niż myślałem.
Wyjątkowo proste.
Proste.
Łatwizna.
Drobnostka.
Nieznaczny uczynek.
Niełatwe.
Trochę trudne.
Trudne.
Wyjątkowo trudne.
Nie... Chwila. Co?
Nie żartuj sobie ze mnie.
Zabiłem już tyle wilków. Następne zabójstwo nie wywrze już na mnie takiego wrażenia. Jestem przyzwyczajony. Lubię zabijać. To bardzo, bardzo przyjemne uczucie. Kolor krwi jest taki piękny. Woń śmierci taka kusząca. Emocje takie satysfakcjonujące. Drzewo takie... rozłożyste.
Drzewo? A pod nim Maze! Oh, taka biedna. Chyba się popłaczę, nie? Będę ryczeć jak szczeniak. Jak Aku. Kto? Ja. Kim jestem? Jestem sobą. Jestem sobą i czynię to, co do mnie należy. Życie należy do mnie. To, co w nim uczynię należy do mnie. Do mnie. Do mnie. Do mnie. Nikt nie ma wpływu na moje życie. Nikt nie ma na mnie wpływu. Jestem wolny. Szczęściem mojego życia jest wolność. Dla niej żyję. Dla niej oddycham. Dla niej tłoczę krew. Ja żyję. Ona umiera. Naprawdę?
Naprawdę umiera?
Kto ją zranił?
Co to za krew?!
Wzywać medyka?!
Gdzie! Ja nie znam żadnego medyka. Medycy są śmieszni. Ich robota na nic by się nie zdała. Bo to ja! Ja zadałem tę śmiertelną ranę! Ja, nikt inny. I wcale tego nie żałuję. Jestem genialny. Tak szybko rozwiązałem problem. Być może powinienem dostać jakieś wiwaty. Pochwały wręcz. Ale ojciec... Czy ojciec mnie pochwali?
Tato, pochwal mnie.
Tato, zrobiłem to.
Tato, zrobiłem to bez mrugnięcia okiem.
Tato, zabiłem.
Tato, boję się...
Teraz się boję.
Jestem zwykłym tchórzem, ojcze. Nigdy się do tego nie przyznałem. Ignorowałem lekcje o docenianiu słabości. Unikałem ich. Myślałem, że się gorzko mylisz. Że wprowadzasz mnie w błąd, abym nigdy nie stał się silniejszy od Ciebie samego. Abym nigdy nie otrzymał należytego szacunku. Abym pozostał szary, jak me oczy... Aby wilki traktowały mnie jak swojego przyjaciela, nie wroga. Aby nie obawiali się mnie. Miałeś rację. Dopiero teraz doceniam tę lekcję. Dotąd w każdym widywałem wroga. Myślałem, że każdy otaczający mnie wilk działa na moją niekorzyść. Że każdy pragnie mi zaszkodzić.
Jakie były prawdziwe intencje Maze?
Dlaczego jest inna niż wszystkie?
Dlaczego jej oczy są niebieskie, nie szare?
Dlaczego zachowuje się jak ja?
Dlaczego wszystko przede mną ukrywa?
Dlaczego chciałem ją zabić?
Dlaczego nie chciałem jej zabić?
Dlaczego jest taka, jaka jest?

~*~ Nazajutrz ~*~

Noc nie przyniosła snu na moje powieki. Byłem zmęczony, a w mojej głowie kłębiły się niezrozumiałe myśli. Niedokończone rozmowy. Pytania bez odpowiedzi. Krzyki bez reakcji. Zmrużyłem szare oczy i nieprzytomnie spojrzałem na zewnątrz. Jaskinia położona była w gęstym lesie liściastym. Pod wpływem wiosennego słońca kilka pojedynczych pąków na drzewach ukazało swe liście, a nawet kwiaty. Byłem przekonany, że nigdy wcześniej tu nie byłem.
Ona również.
Z konsternacją spojrzałem na ciało czarnej wadery. W obliczu światła nie przypominała osoby, którą była na co dzień. Teraz była spokojna, a jej puls... równomierny. Nie wyczuwałem go za sprawą Rashoumona, lecz trzymałem jej łapę. Nie odliczałem czasu do jej śmierci, lecz do jej wybudzenia się. Nie uśmiechałem się, lecz drżałem. Nadal świdrowałem wzrokiem jej ranę, lecz tym razem zamkniętą, nie otwartą. Zastanawiałem się nad sensem wszystkiego, co spotkało mnie wczorajszego dnia.
Życie.
I jego sens...

Mazikeen?

Od Tadashi'ego

Data:
17 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Powolnym krokiem przemierzałem górzyste tereny należące do demonów. Jakieś pół metra nade mną leciała Lenobia. Moim dzisiejszym celem był Cave Nothingness. Chciałem pobyć sam, a wiedziałem, że bardzo rzadko ktokolwiek się tam zapuszczał. Może to przez strach przed jej mocą? Nie wiem. Możliwe. Jednak mi to jak najbardziej pasowało. Nie miałem najmniejszej ochoty na to aby kogokolwiek dzisiaj widzieć. Chciałem tylko pomyśleć w spokoju. Szczególnie na temat tego co mogę zrobić aby zapanować nad swą mocą. Potrząsnąłem łbem chcąc jak na razie wyrzucić z głowy te wszystkie myśli. Przystanąłem na chwilę i rozejrzałem się wokół, aby sprawdzić czy w dobrą stronę zmierzałem. Byłem przy wodospadzie. Czyli na szczęście nie zboczyłem z drogi. Odetchnąłem z ulgą i ruszyłem w dalszą drogę. Chłonąłem krajobraz, który mijałem po drodze. Może dla niektórych może być to dość nieprzyjemne miejsce. Jednak dla mnie tereny demonów były naprawdę piękne. Uwielbiałem je przemierzać i często przychodziłem tutaj, aby po prostu popodziwiać widoki. Sam nie wiem ile czasu minęło zanim znalazłem się przed sporym wejściem do jaskini. Wszedłem w długi korytarz, który oświetlany był tylko za pomocą niewielkich kryształów, znajdujących się w ścianach i suficie. Słyszałem, że Lenobia grzecznie leciała za mną. Szedłem powoli i ostrożnie. Jednak oczywiście nie mogło być tak pięknie. Moja niezdarność bardzo mnie lubi. Potknąłem się o własne łapy. Zazwyczaj po prostu upadałem na pysk. Jednak nie dzisiaj. Korytarz prowadzący do Cave Nothingness kierował się w dół. Przez to zacząłem w dość szybkim tempie go przemierzać robiąc fikołki. W końcu wypadłem z dziury i wylądowałem na twardych schodach. Jęknąłem. Otworzyłem dotychczas zamknięte oczy. Zatrzymałem się idealnie przed emanującą niebieską poświatą wodą. Czyli dobrze trafiłem. Po chwili postanowiłem podnieść się, co zaraz zrobiłem. Następnie rozejrzałem się po jaskini. Idealna. Wtem jednak coś rzuciło mi się w oczy. A może raczej ktoś? Mianowicie. Kawałek ode mnie siedział nieznany mi wilk. Nie potrafiłem z tej odległości rozpoznać czy to była wadera czy basior. Jednak jednego byłem pewny. Tamten wilk wpatrywał się we mnie.

<Ktoś? Słabe to opo, ale obiecuję poprawę!>

Od Rachel do Isolide

Data:
17 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ile tak można! Czekałam chyba z 4 godziny!
- Dobra. - warknęłam - co oni w bagnie ugrzęzi cz co?
- Nie martwisz się? Przecież mogło im się coś stać.
- Niby co? Zaczęli gonić za motylkami? Zabujali się w kwiatach lotosu?
- No...
- No, to chodźmy. - powiedziałam z uśmiechem. Nie myślcie, że jestem jakaś niedorozwinięta albo nie dojrzała umysłowo. Po prostu nie za bardzo wiedziałam jak się odnosić do kogoś, kogo nie znałam. Tak samo jak nie potrafię się czasami odnosić do kogoś, kogo znam. Potrafię łączyć fakty. Isolide dziwnie się zachowuje i ten ,, Jej stan " :D I na razie wiedziałam tylko tyle, co wiedziałam. Czyli... 1/3. Zaczęłam maszerować przed siebie starając się nie biegnąć, bo ostatnim razem zaplątałam się w jeżyny, i byłam cała poobdzierana. Szłyśmy około 13 minut, zanim natknęłyśmy się na Hyomi.
- No! Nareszcie! - zawołałam. Wadera popatrzyła na mnie dziwnie.
- Co to, to znaczy ,, nareszcie"?
- Fosher miał po Ciebie iść.
- No to nie doszedł. A, i kto to? - zapytała przywódczyni, patrząc na Iso
- A, to nowa wadera. Isolide- \Homi, Homi-Isolide
- HYOMI - poprawiła mnie wadera.
- A no tak. Hyomi.,
- Ej, jak to - Nie doszedł? - zapytałam
- No, nie doszedł? Nie widziałam go ani wczoraj, ani dzisiaj.
- To... - popatrzyłam na Isolide. - Dobrze się czujesz?
- Świetnie. - powiedziała. Pewno była blada.
- Ale przynajmniej się poznałyście. - powiedziałam próbując zachować.... optymizm?  W sumie nie za bardzo wiedziałam dlaczego basior nie poszedł do Hyomi ale się tym za bardzo nie przejmowałam.
- Muszę się czegoś napić. - powiedziałam i ruszyłam do wodopoju. Isolide natomiast zaczęła rozmawiać z Hyomi.

< Isolide? Wena mnie wykańcza >

Wielkanocne Szaleństwo - Chuuya

Data:
17 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Przechadzałem się po terenach Elcrys. Mijałem drzewa i krzaki. Wiosna dawała się we znaki, unosiła w powietrzu swą woń. Kwiaty pięły się ku niebu i ukazywały swoje płatki w całej okazałości. Z wiosną droga przez życia wydawał się prostsza, lecz sam nie wiem ile jeszcze przetrwam. Z każdym rokiem mam więcej lat i powoli znikam. Być może psuję swoją osobą klimat, lecz poznałem dwie nowe twarze i jestem szczęśliwy. Minąłem właśnie Delphi, miała obłęd w oczach.
- Wszystko dobrze? - spytałem.
- Widziałeś wielkanocne jajka? - warknęła i rzuciła mi ukradkowe spojrzenie.
- Nie - odpowiedziałem zdziwiony.
Wadera przyspieszyła kroku i powoli znikła między drzewami. Ruszyłem dalej przed siebie. Napotykane wilki były jak zombie, zaglądały w każde zagłębienie gruntu czy też norę lub dziuplę. Oglądałem się i byłem tym bardzo zaskoczony. Nagle uderzyłem głową o miękką powierzchnię...Dazai.
- O, witaj - uśmiechnąłem się zarumieniony.
- Cześć - odparł krótko.
- Co się dzieje z wilkami? - spytałem i przyjrzałem się mu, wydawał być się normalny.
- Też mnie to zastanawia - odpowiedział - To wszystko przez Wielkanoc.
- Ach tak...- zamyśliłem się.
- Chodź - szturchnął mnie.
Ruszyliśmy razem, Daz prowadził.
- Wydaje mi się, że wiesz coś więcej - rzekłem.
- Być może - uśmiechnął się chytrze.
- Opowiedz! - odezwałem się jak małe dziecko.
- Hah, no dobrze - chyba go rozbawiłem - Więc wilki są opanowane przez Wielkanocnego Ducha Poszukiwań.
- A nas to nie dotknęło? - zapytałem
- Najwyraźniej - wyszczerzył się tylko.
- Trzeba ich jakoś wyleczyć - znów zatonąłem w myślach.
- Wiem chyba gdzie szukać antidotum - odparł z wolna.
Spotkaliśmy właśnie Amerę. Wydawała się być też pominięta przez obłędną chorobę. 
- Witaj Amero - skinąłem łbem.
- Witajcie, wy też poszukujecie jajek? - spytała.
- Nie - odparł Dazai.
- To pójdziecie ze mną - rzekła spokojnie.
- No dobrze - zerknęliśmy na siebie.

~~*~~~~*~~

Staliśmy na granicy watahy.
-  Czas wyruszyć - powiedziała do nas.
- Dobrze - zaczęliśmy marsz - Dokąd?
- Na wyspę Quantum - odpowiedziała.
Nie wiedzieliśmy o czym dokładnie mówi, lecz postanowiliśmy nie zadawać już pytań. Przemierzaliśmy teren szybkim tempem marszu. Jak się domyślałem mieliśmy przed sobą długą drogę. W oka mgnieniu powoli nastawał wieczór. Księżyc wschodził, był w pełni, piękny i okazały.
- Dobrze - przerwała kilkugodzinną ciszę Amera - Odpoczniemy tutaj.
Zapolowaliśmy i pożywiliśmy się, następnie po ułożeniu się całkiem blisko siebie, gdyż noce nie były jeszcze dość ciepłe. Odpłynąłem po kilku minutach w błogi sen. 
Wstaliśmy wczesnym rankiem, szybko rozprostowaliśmy kości i wyruszyliśmy w dalszą drogę. 
- Amero - zacząłem - Dlaczego takie mamy szybkie tempo?
- Nagli nas czas - odpowiedziała.
Znów zapadła cisza. Około południa dotarliśmy nad brzeg morza. Biała wadera rozglądała się nerwowo. Nagle ujrzeliśmy łódź, bogato zdobiona łajba dobiła do piaszczystego brzegu. Amera szybko wskoczyła na pokład, a my za nią. Prędko odpłynęliśmy. Położyłem się i wczułem w kołysanie łodzi i zasnąłem lekkim snem. Obudził mnie Dazai od razu musieliśmy wysiadać. Staliśmy już na stałym gruncie, moja pewność siebie znacznie wzrosła. Podążaliśmy za Amerą.  Czas mijał zaskakująco szybko. Po kilkunastu minutach staliśmy przed szałasem, usłyszeliśmy głos starego wilka, mówił dość niezrozumiałym językiem. Biała wadera znikła w szałasie. Po dłuższej chwili wyszła z niego, miała przewieszoną dużą manierkę, jak było słychać napełnioną do pełna. Powróciliśmy biegiem do łodzi i czy prędzej na nią się zapakowaliśmy. Droga powrotna minęła bardzo mozolnie. Po trudnej podróży na tereny watahy dostaliśmy mniejsze manierki, wadera równo porozlewała antidotum i rozkazała nam napoić tym roztworem wszystkie napotkane wilki. Każdy rozszedł się w swoje strony.

~~*~~~~*~~

W końcu udało nam się wszystkich wyleczyć z tego obłędu. Powróciłem zmęczony i szczęśliwy do swojej jaskini.

OD ISOLDE "Wielkanocne Szaleństwo"

Data:
17 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
  Święta, jaki to piękny czas. Dzień, który spędzać można, baa trzeba z przyjaciółmi, rodziną. Ten dzień, który wypada tylko raz do roku, więc dlatego jest taki ważny. Jakie święto? Oczywiście Wielkanoc.
  Obudziłam się jak zwykle, wcześnie rano. Nic dziwnego, to miały być moje pierwsze święta Wielkanocne w watasze. Miały. Gdy wyszłam wszystkie wilki już powstawały, było to dziwne, bo zawsze ja z wszystkich pierwsza wstawałam. Chodzili w tą czy inną stronę. Chodząc i zastanawiając się, o co chodzi, wpadłam na Hyomi. Ona niespodziewanie ostro warknęła:
  - Uważaj, gdzie łazisz!
  - Dobrze przepra...
  - Zamilknij! Jestem zbyt zajęta, by słuchać twojego paplania! - Po czym odeszła w swoją stronę.
Hyomi nigdy się tak nie zachowywała. Co się jej stało? 
  Nagle zza krzaków wyszedł znajomy mi Fosher, też czegoś szukał. Pytanie brzmi czego? NA odpowiedź nie musiałam długo czekać.
  - Hej, widziałaś gdzieś jajo? - spytał.
  - Jakie jajo?
  - Wielkanocne, głuptasie. Muszę je znaleźć przed innymi!
To dało mi do myślenia. Po co im Wielkanocne jajka? To był jakiś konkurs? Nawet gdyby, to był by chyba zapowiedziany...
  - Wiesz czy nie?!? - krzyknął Fosher.
  - Nie, nie wiem. - odpowiedziałam spokojnie
  - To się zamknij. - I odszedł.
Rozumiem, że szukanie jajek to fajna zabawa, ale bez przesady! Tu coś było nie tak. Nie zachowywali by się tak, nie. Postanowiłam wrócić do jaskini. Może coś w księgach będzie zapisane? I wtedy znów natknęłam się na wilka, ale tego bardzo dobrze mi znanego.
  - Spokojnie, Rachel nie mam jajek. - powiedziałam cofając się.
  - Nie mam ja... Nie szukasz ich? - zapytała
  - Nie, myślałam że ty ich szukasz.
  - Heh... właściwie co im się stało?
  - Dostali Wielkanocnego Szaleństwa - Odpowiedziała inna wadera. 
Odwróciłyśmy się z Rachel, była to Amera. Powiedziała to spokojnym głosem, więc ona też nie popadła w to szaleństwo. 
  - To wyleczalne? - zapytałam, a nagle Rachel dodała:
  - Co to jest w ogóle?
  - To choroba, w które popadły inne przypadkowe wilki. Ogarnęła je żądza szukania jajek wielkanocnych, nic nie zrobią poza tym. - Odpowiedziała biała wadera - Istnieje lekarstwo, Isolde. To źdźbłowy pył - niezwykle rzadki, występujący tylko na wyspie Quantum...
  - Czy to ta wyspa Królika Wielkanocnego, pojawiająca się raz do roku?? - przerwała Amerze Rachel
  - Tak, to ta. Miałam zamiar wyruszać na nią, ale postanowiłam poszukać innych, zdrowych wilków - Popatrzyła na nas - To w drogę.
Wyruszyliśmy statkiem. Płynęliśmy 4 godziny, a w drodze dowiedziałyśmy się że mamy tylko 48 godzin na to żeby uzdrowić inne wilki, to było na prawdę mało!
  Szybko wysiadłyśmy z statku. Wyspa była cudowna, lecz nie mogłam się zachwycać. Trzeba było ruszać w drogę. Lecz zaraz na drodze stanął nam stary wilk. 
   - Po coś tu przybyłyście? - wrzasnął
 - My to źdźbłowy pył - odpowiedziała Amera - nasze wilki popadły w Wielkanocne szaleństwo, musimy je uzdrowić
   -   Nic z tego! - krzyknął a wtedy Rachel rzuciła się na niego.
Amera pobiegła dalej razem ze mną
   - Musimy dojść do jego chaty! - mówiła do mnie - Ma tam antidotum, gdy się otworzy flaszkę, uwolni się esencja, która od razu uzdrowi wilki.
Lecz Amerze nie było dane jej otworzyć, wielkanocny wilk dopadł ją, zostałam sama. Ścigałam się z czasem , ponieważ stary basior skrócił go na kilka sekund! W chwili dobiegłam go chaty i otworzyłam flaszkę. Uwolniła się z niej połyskująca esencja, która zaraz odleciała przez otwarte drzwi. Lecąc, odczarowała starszego wilka, który przestał się szarpać w uściskach Amery i Rachel. Pył odleciał za morze. Nie wiedziałam czy doleci, ale obie wadery i basior wstali uśmiechnięci.
  - Udało się! - Krzyknęła Rachel i skacząc na mnie przywaliła do ziemi. Teraz sobie uświadomiłam, udało się. Wszystkie wilki odczarowane! Odetchnęłam z ulgą, że to koniec tego "Wielkanocnego Szaleństwa".

Wielkanocne Szaleństwo - Tadashi

Data:
17 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Przemierzałem powoli tereny watahy. Tym razem te, do których najlepiej się wpasowuję czyli demonów. Dzisiaj była Wielkanoc. Jednak coś mi nie pasowało. Nikogo nie widziałam. Przecież nasza wataha nie była na tyle mała abym nikogo nie dał rady spotkać! Westchnąłem i rozmyślając, szedłem dalej. Sam nie wiem ile minęło gdy na swej drodze ujrzałem jakiegoś wilka. Od razu podszedłem do niego.
- Co tu się dzieje? - zapytałem momentalnie.
- Muszę szukać jajek. Gdzie one są. Muszę je znaleźć - powtarzał na okrągło basior.
O co tutaj chodzi? Przyśpieszyłem kroki z zamiarem powrotu do zamku lidera. Może tam się czegoś dowiem. Nie minęło wiele zanim znalazłem się na miejscu. Nie byłem pewny od kogo mogę uzyskać jakiekolwiek informacje na temat tego co widziałem. W końcu zdecydowałem skierować się do mej matki. Azumy. Jak dotarłem do jej komnaty nie odnalazłem jej. Jednak znalazłem coś ciekawszego. List. Niepewnie zacząłem go czytać. Dowiedziałem się z niego, że wilki ogarnął szał szukania jajek. Aby ich uratować muszę wyruszyć w podróż na wyspę Quantom. Tam spotkam wilka, który zna lekarstwo. Jednak jest jeden haczyk. Mam tylko czterdzieści osiem godzin na to. No cóż. Trzeba ratować rodzinkę. Dla niej byłem gotowy zrobić wszystko. Od razu pobiegłem do siebie. Tam przygotowałem się na wyprawę i po niecałej godzinie bylem gotowy. Jednak był mały problem. Nie wiedziałem gdzie znajdę tą wyspę. Ponownie znalazłem się w komnacie mej matki. Zgarnąłem list i dokładnie się mu przyjrzałem. Dopiero po chwili zauważyłem mapę po drugiej stronie. Odetchnąłem z ulgą. Teraz mogłem ruszać.
*jakiś czas później. Na wyspie*
Zacięcie przemierzałem las znajdujący się na tajemniczej wyspie. Nie wiedziałem gdzie znajdę tamtego wilka. Sam nie wiem ile już tak szedłem. Miałem tylko nadzieję, że wyrobię się w czasie. Wtem oczywiście ukazała się moja niezdarność. Potknąłem się o własne łapy i upadłem na pysk. Kiedy się podniosłem ujrzałem przed sobą dziwnego wilka. Miał on dziwne znaki na sierści, a jego uszy przypominały te królicze. To musi być on! Ten którego szukałem!
- Zgaduję, że znowu się zaczął obłęd i przyszedłem w poszukiwaniu lekarstwa na niego - powiedział powoli wilk.
- Dokładnie. Muszę uratować mą rodzinę i watahę - odpowiedziałem już stojąc na łapach i z dumnie uniesionym łbem.
- Pomogę ci. To mój obowiązek. Jednak musisz mi pomóc w tym.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy.
- Odnajdź kwiat samarynu. Znajduje się on w północnej części wyspy. Bez niego nic nie zdziałam. Potem cię odnajdę.
Nic już nie odpowiadając pobiegłem we wskazanym kierunku. Po kilku godzinach odnalazłem to czego szukałem. Chyba. Na kamieniu rósł fioletowo niebieski kwiat. Mając nadzieję, że znalazłem to czego potrzebowałem, zerwałem go i ruszyłem w drogę powrotną. Minęły dwie godziny zanim przede mną pojawił się tamten wilk.
- Chodź za mną! Mamy mało czasu! - krzyknął jedynie.
Momentalnie popędziłem za nim. Po chwili na polanie w środku lasu. Stał na niej niewielki kociołek.
- Masz ten kwiat? - zapytał basior.
- Proszę - od razu podałem mu to o co prosił.
Ten wrzucił go do kociołka i zamieszał. Potem dorzucił jeszcze coś. Jednak nie wiedziałem co to było. Następnie zaczął mówić w dziwnym, nieznanym mi języku. Nagle z kociołka wytrysnął granatowy promień światła. Szybko dotarł do niebo i rozbryzgał się na wszystkie strony.
- Na szczęście udało nam się. Jeszcze dziesięć minut i nic nie dałoby się zrobić - powiedział wilk.
- Jak dobrze. Czyli teraz wszyscy będą zdrowi? - upewniłem się.
Ten tylko pokiwał twierdząco łbem. Po tym pożegnałem się z basiorem i z ulgą wróciłem na tereny mej watahy gdzie już życie toczyło się jak zawsze.

Od Illart'a do Amery

Data:
17 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
 Szczeniak siedział bezradnie na skraju jaskini chroniąc się tym samym przed kroplami deszczu. Intuicja kazała mu obsesyjnie co jakiś czas patrzeć na matkę mimo, że spokojnie spała. Jej syn miał świadomość, że zaraz może się obudzić z bliżej nie znanego mu powodu. Nie chciał żeby ona się obudziła. Nie miał ochoty mieć z nią jakiegokolwiek kontaktu. Co jakiś czas rozbrzmiewał dźwięk błyskawic. Illart miał obawy, że burza może być czynnikiem, który  obudzi jego matkę. Na dźwięk pioruna od razu był gotowy do ucieczki w jakieś bezpieczne miejsce. Jego wzrok skierował się na prawą, małą łapkę. Była tam dosyć głęboka rana. Ill od razu spojrzał się w kierunku sprawcy. Zawsze myślał o odejściu od matki. Jednak tak się jej bał, że nie chciał nawet myśleć co by zrobiła mu gdyby jakimś cudem go znalazła. Szczeniak chciał zaryzykować. Nie mógł już znieść zachowania jego rodzicielki. Wziął głęboki wdech i spojrzał się na waderę najprawdopodobniej ostatni raz. Powoli wstał i wystawił pierwszą łapę poza jaskinię. Zawahał się przez chwilę rozmyślając gdzie miałby zawędrować. Potrząsnął łbem odganiając wszystkie myśli. Nie mógł już więcej tu z nią żyć. Burza nie była wspaniałą pogodą na uciekanie z jaskini, ale basiora tutaj nic nie trzymało. Illart już  bez wahania opuścił jaskinię, a gdy się trochę oddalił zaczął biec przed siebie.

 Szczeniak nie martwił się o swoje przetrwanie. Bez problemu potrafił wytropić jakąś zwierzynę i potem ukończyć jej żywot. Spokojnie zasypiał w gęstych krzakach mając nadzieję, że tam jest bezpiecznie. Wodę pobierał z jezior, rzek czy innych zbiorników wody. Samotność mu nie dokuczała, nie miał potrzeby przebywania z innymi stworzeniami. Jednak miał jeden problem. Jego rana na łapie nie chciała się goić i coraz bardziej bolała. Illart miał podejrzenia, że mogła zostać czymś zakażona. Jednak nie miał pomysłu jak ją odkazić. Lekko przez to kulał. Chodząc po lasku zobaczył z daleka jakiegoś wilka. Nie mógł określić czy to basior czy wadera. Może by mu pomógł. Szczeniak ostrożnie podszedł do wilka. Miał białą sierść. Przyglądając się mu z daleka ciągle nie mógł stwierdzić czy to basior czy wadera. Dopiero gdy Illart niechcący zwrócił swoją uwagę i wilk popatrzył się na niego zauważył, że to wadera Miał ochotę uciec , ale cały drżał  i  jego łapa nie pozwalała mu na ucieczkę. Zostało mu tylko jedno. Bronić się. Wyszczerzył białe, małe kły i zrobił parę kroków w tył. Z ust wadery wydobył się śmiech, a jej żółte oczy lekko zabłysnęły. Illart lekko się zdziwił tą reakcją i ciężko przełknął ślinę.
-Zgubiłeś się podczas gry w chowanego?- odparła lekko rozbawiona
Szczeniak nie wiedząc co odpowiedzieć, podkulił ogon i położył po sobie uszy zastanawiając się co to jest gra w chowanego. Odwrócił wzrok od nieznanego mu wilka i cicho mruknął.
-Co to jest gra w chowanego?
<Amera?>

Zmienny Illart...

Data:
17 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
GMAIL: xjustrandomhuman@gmail.com

See you again by Khalliysgraphy
By Khalliysgraphy
.:ILLART:.
Ill
WIEK: Ma około 7  lat
PŁEĆ: Basior
RASA: Neutralny
OPIS: Illart jest szczeniakiem, które nigdy się nie bawiło jak jego rówieśnicy. Nie zna takich zabaw jak berek czy gra w chowanego. Może kiedyś mu się obiło o ucho, ale nie ma pojęcia co to jest. Mógłby się zapytać jakiegoś swojego rówieśnika, ale prawda jest taka, że nie miał z nimi kontaktu. Przez to teraz zazwyczaj siedzi cicho, nie umiejąc znaleźć wspólnego tematu do rozmów. Nie zaznał rodzinnej troski i miłości. Wręcz na odwrót. Gdy urodził się Ill jego rodzice byli szczęśliwi. Nie mając pomysłu na imię dali mu drugie imię po jego ojcu. Jednak po paru miesiącach od narodzin ojciec odszedł od matki.  Jego mama często miała problemy z psychiką i to był główny powód. Zostawił Ill'a z matką, bo sądził, że nie poradzi sobie on z szczeniakiem. Gdy basior odszedł z waderą zaczęło być coraz gorzej. Zaczęła torturować swojego syna, wmawiając mu, że ból jest dobry. Gdy kazała mu zabić innego szczeniaka, Ill z strachu przed waderą zrobił to. Potem obwiniał się przez paręnaście dni. Ucierpiała na tym duża część jego osobowości. Potrafi być spokojny, a po chwili może stać się agresywny tak bez powodu. Jest nieufny do innych wilków, a szczególnie do wader. Gdy taką zauważy zazwyczaj ucieka, a gdy nie ma jak uciec to staje się agresywny. Gdy już się odezwie do kogoś to zazwyczaj potem nie umie podtrzymać tej rozmowy. Jedynie co wydobywa się z jego ust to jakieś uwagi czy przytaknięcia.
OPIS WYGLĄDU: Jest to szczeniak z aksamitną sierścią w odcieniach brązu. Jego tęczówki są w miedzianym odcieniu. Na jego ciele można znaleźć parę małych blizn.
UNIKALNA MOC: Niewrażliwość na ból
RELACJE:
Wataha: Niezbyt im ufa
Rodzina: Nawet nie chce o tym wspominać
Międzygatunkowe: Toleruje wszystkich
SOLARY: 50 S
EKWIPUNEK:
CIEKAWOSTKI:
~Niezbyt przepada za dorosłymi waderami, można powiedzieć, że się ich obawia

Nevada do Proserpine

Data:
16 kwietnia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
      Spotkanie kelpi nad jeziorem nie należało do najmilszych, ale przynajmniej rozgoniło trochę wszechogarniającą nudę... a teraz? Proserpine całkowicie zbagatelizowała jej postać, sprowadzając ją do wrzodu na dupie, którego należy jak najszybciej się pozbyć. Mniej więcej rozgryzła jej usposobienie i raczej rozumiała jej podejście, jednak zainteresowanie Nevady było czymś, co gwałtowanie zapalało się i równie gwałtowanie gasło. Podobnie było z nową towarzyszką - kiedy skończyło się ciut złośliwe z obydwu stron dogadywanie, Nevada niezbyt wiedziała, co ma robić. Oczywiście - była zadowolona z faktu, że w końcu ktoś doprowadzi ją do jako takiej cywilizacji, jednak... wlec się za kimś dwa dni bez żadnej sensowej rozmowy? Średnio się jej to widziało.

      Obserwowała kolejny pokaz mocy w postaci stworzenia dwóch ptaków przenoszących wiadomości, właściwie bez przesadnego zdziwienia. Jeśli chodzi o indywidualne zdolności,  już dawno oduczyła się zazdrości i innego typu negatywnych odczuć. Umie co umie, tak samo jak i ona.  W pewnym momencie, bardziej od swojej towarzyszki, zaczął obchodzić ją las. Oglądała się ciągle na boki, wypatrując ciekawych stworzonek czy roślin. Zatrzymała się w końcu przy skraju ścieżki, patrząc na kolorowe źdźbła niewielkiej trawki - dobrze wiedziała, że są jadalne i działają jak coś w rodzaju energetyku, a że Proserpine uprzedzała o dłuższym czasie bez jedzenia, schowała je na później wraz z kilkoma innymi, rosnącymi nieopodal. Po tym wszystkim rozglądnęła się za wilczycą i pomknęła w jej kierunku - bo ta oczywiście się nie zatrzymała. Zresztą - Nevada wcale na to nie liczyła. O ile przy niej musiała przebierać łapami szybciej niż zazwyczaj, nie kosztowało jej to zbyt wiele wysiłku. Wręcz przeciwnie, była zadowolona, że w końcu została zmuszona przez okoliczności do czegoś w rodzaju treningu.
      Nadchodziła noc. Doskonale zauważała, jak wraz z pogłębianiem się ciemności, Proserpine zdawała się być coraz bardziej pewna siebie i dziwacznie silna. Nevada także przepadała za nocą, choć w jej przypadku, nie powodowało to żadnych zmian w jej drugiej formie czy też sile. Patrzyła na waderę już bez żadnej przekory, zwyczajnie poważnie i ciut przyjaźnie - najzwyczajniej w świecie znudziło się jej to całe granie takiej złośliwej.

- Twoje umiejętności wyglądają na naprawdę ciekawe - odezwała się w końcu, tak naprawdę nie oczekując niczego w odwecie. Ot tak, chyba się jej wyrwało.

~
      Szły i szły, aż niebo stało się całkiem czarne - nie licząc oczywiście pojedynczych jasnych punktów w postaci gwiazd i niemal niewidocznego za chmurami zarysu księżyca. Daleko było do pełni, a i sama noc nie grzeszyła wybitnym urokiem. Krajobraz również zmieniał się powoli - las stawał się coraz rzadszy, a podłoże z ziemistego, pokrytego wilgotną po zimie ściółką, zmieniał się w bardziej piaskowy i mniej przyjemny dla łap, które zaczynały się w nim zapadać. W pewnej chwili Nevada zorientowała się, że las został już daleko w tyle, a pod jej łapami czuć było wyłącznie ciepły, wchodzący między palce piasek - widocznie za bardzo się nad czymś zamyśliła. Podniosła łeb i zastrzygłszy jednym uchem, rozejrzała się wokoło i przystanęła. Widoczność była znikoma, jednak po przymrużeniu oczu udało się dostrzec niedaleko koryto niewielkiej rzeki - w tym też kierunku ruszyła Proserpine, a zaraz za nią i Nevada, która robiła się coraz bardziej znużona. Nie żeby zmęczona - bo sił jej nie brakowało, tylko jakoś tak... średnio z zapałem. Nie komentowała tego jednak w żaden sposób, wepchnęła tylko do pyska kilka źdźbeł zebranych wcześniej roślin, a towarzyszył temu przyjemny dla nosa, lekko owocowy zapach.

- Nie męczy Cię ciągłe przebywanie pod przemianą? - zapytała od niechcenia, coraz bardziej nudząc się całą tą przeprawą.
Zanim jednak usłyszała odpowiedź, do jej nosa dotarł dziwaczny, ostry zapach... Zatrzymała się gwałtownie i zmarszczyła brwi, wypatrując jego źródła. 

- Stój! - rzuciła nagle, zupełnie innym głosem niż wcześniej; ostrzegawczo ostrym.
Zwolniła znacznie i podeszła ostrożnie do smolistych plam na ciemnym piasku przed nimi, które jakimś cudem zauważyła wcześniej. Schyliła łeb i obwąchała dokładnie znalezisko - teraz zapach był jeszcze bardziej nieprzyjemny i wręcz gryzący w oczy. Wsadziła do jednej z plam koniuszek łapy, a kiedy jeden z jej pazurów zatopił się w jej czerni, zaczął wydobywać się z niej szarawy dym. Odeszła nieco dalej, w poszukiwaniu kolejnych - a te znalazła na brzegu rzeki i niżej - barwiące wodę.  Skrzywiła się i zerknęła na towarzyszkę, nie bardzo wiedząc, co ma o tym myśleć. Zignorować, powiadomić straż czy poszukać źródła nietypowych skażeń na własną rękę?

Proserpine? c:

.:AKTUALNOŚĆI:.

Nowa aktualizacja watahy będzie już niedługo :D Encyklopedia już prawie zapełniona, poczekajcie jeszcze troszkę! ~ Amera

Od teraz można być człowiekiem! Zapraszamy do wysyłania zdjęć lub artów twojej postaci jako człowieka.

.:TOPKA:.

© 2017 Eternal Wolves.
All rights reserved.
Design by Agata.