Twitter

.:EVENTY:.

Trwa teraz event pt. "Parada dusz"
Zainteresowanych zapraszam tu: KLIK

.:POGODA:.

Dni stają się coraz dłuższe, a noce krótsze. Cieplejsze dni zawitały do nas, a zimniejsze odeszły daleko daleko stąd. Cała przyroda została już praktycznie obudzona, kwiaty na drzewach i łąkach zaczęły rozkwitać, widać ciężarną zwierzynę co zapowiada ich przetrwanie gatunku a dla nas wspaniałe pożywienie. Wiosna jest okresem częstych deszczy, słonecznych dni, a także wiecznych. Pogoda potrafi się szybko zmienić w ciągu dni, dlatego trzeba być przygotowanym na wszystko. Wiosna to doskonały okres aby poznać swojego przyszłego partnera lub partnerkę, z którą spędzimy możliwe i całe nasze życie.

.:SKYPE:.

Chcesz z nami pogadać na skype? Nie ma problemu! -> KLIK
Jeżeli klikniesz ten link na górze, przeniesiesz się na skype jedynie z możliwością pisania na czacie.
Jeżeli jednak chcesz porozmawiać z nami, z głosem ale bez kamerek, to śmigaj na Skype/zainstaluj Skype i zaproś do znajomych Amerę(Skype -> Amera Castelss), a Amera doda Cię do grupy.
Jak na razie z rozmowy skorzystali: AmeiS, Amera, Lexie, Dannyl, Raven, Luka, Tiago, Xerda oraz Slake!

.:INNE:.

Chcesz coś zmienić w watasze? Oceń Eternal Wolves i powiedz nam czego oczekujesz! -> KLIK

Pamiętaj, aby obserwować nas na Twitterze! Ikonka Twittera znajduje się po prawej stronie od loga watahy!

Czegoś nie rozumiesz? Może chcesz zadać pytanie na asku? -> KLIK

.:KONTAKT:.


AMERA - Adminka
(zmniejszona aktywność)
Doggi - Ali010612
Howrse - Ali010612
Gmail - Sieralioness222@gmail.com
GG - 48141426
Skype - America Castelss

RITSU - Moderatorka
Doggi - lisia98
Howrse - lisia98
Gmail - lisia9855@gmail.com

SHIRO - Moderator
Doggi - cocolino98
Howrse - timenta
Gmail - korzystam z Ritsu gmaila

LEXIE - Moderatorka
(zmniejszona aktywność)
Howrse - Aleksa2003
Gmail - lexie.black01@gmail.com

RAVEN - Moderatorka
Howrse - Fugitive Raven
Gmail - fugitiveraven@gmail.com

.:WYŚWIETLENIA:.

.:WILCZE POGADANKI:.

Pogadaj z nami anonimie jeżeli chcesz :3 Nie zmuszamy, ale miło by nam było gdybyśmy się zapoznali :D

Nevada do... Yoshie?

Data:
31 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy


- Dlaczego słońce musi wstawać zawsze z tej strony, w którą się położę? - mlasnęła do siebie z tym swoim wiecznym niezadowoleniem, bo znów obudziły ją pierwsze promienie, paląc niemiłosiernie w cienkie powieki. No tak, ją ze snu mógł wyciągnąć nawet suchy liść potrącany przez wiatr. Zwykle nie miała takich problemów, bo kładła się w swoim kącie, jednak póki co, takowego w nowych okolicach nie posiadała.
Przeciągnęła się powoli i ziewnęła szeroko, obnażając całemu światu swoje śnieżnobiałe kły.
Omiotła całą okolicę rozleniwionym wzrokiem, próbując odwlec od siebie moment, w którym to zmuszona będzie podnieść zad z suchej, zimnej ziemi. Co ona sobie w ogóle myślała, zasypiając w takim miejscu? Mogła chociaż przejść do lasu albo poszukać jakiejś groty, a nie tak, na pustkowiu... No nic, przecież nic się nie stało, następnym razem pomyśli. Może.
Podniosła się nieśpiesznie i otrzepała z kurzu, który przez noc przywarł do jej jasnej sierści, po czym oblizała pysk, widocznie przypominając sobie, że mogły znajdować się na nim resztki pozostałości po kolacji - a może bardziej śniadania, bo tego dnia ułożyła się do snu wyjątkowo późno. W okolicy pojawiła się może z dwa dni wcześniej, koncentrowała się więc na jej poznawaniu i poszukiwaniach miejsca, które nadawałoby się na kąt do zamieszkania. Mała jaskinia byłaby idealna... tylko tak, żeby wschodzące słońce nie wpychało do niej swoich promieni, oczywiście. Jeszcze nie do końca przekonana była o słuszności podjętej przez siebie decyzji o opuszczeniu dotychczasowego miejsca zamieszkania - w końcu powodowana ona była niczym więcej niż samym znudzeniem, zresztą jak większość istotnych decyzji w jej życiu.
Ruszyła w pierwszą lepszą stronę, która wydała się jej sensowna. Sucha ścieżka, pojedyncze drzewa, bezlistnych krzewów tyle co nic... niespecjalnie urokliwie. Szukała jakiejś polany, gęstego lasu, może podziemi - czegokolwiek ciekawego, co zainteresowałoby ją na tyle, by zatrzymać się tam dłużej niż tylko na jedną noc. 

~

- Pierwszy raz widzę taką roślinę... Ciekawe co to - pomyślała na głos, trącając nosem wiotką, ciemnozieloną łodygę wystającą ponad ostatnie, brudnobiałe plamy śniegu. Chyba nie zdążył się jeszcze rozwinąć... ale ładnie pachnie, kwaśno. O, a tam... Zachichotała mimowolnie, przeskakując w stronę, z której dojrzała coś, o czym słyszała wiele razy, ale nigdy nie udało się jej tego dorwać. Przysiadła i objęła z namaszczeniem małą, sztywną roślinkę o ciemnoczerwonych płatkach, zdającą się całkowicie ignorować panujący obecnie klimat. Co prawda nie umiała jej nazwać, ale była święcie przekonana, że jest to to, o czym myśli. Teraz tylko znaleźć ofiarę...

~

Parła dalej przed siebie, tym razem z iście szatańskim (nie, zwyczajnie dziecinnym) planem kotłującym się pod czaszką. Merdała sobie ogonem jak postrzelony szczeniak, a z jej pyska nie schodził złośliwy uśmieszek. Całkiem możliwe, że to od zbyt długiego przebywania na słońcu. Tak, to na pewno to - w końcu przedwiosenne słońce dokucza najbardziej, zwłaszcza wtedy, kiedy sierść nie zaczęła się jeszcze przerzedzać. 
Ścieżka zaczęła powoli zanikać, rozcierając się pomiędzy mniejsze i większe skałki, prowadzące do czegoś w rodzaju jaskini - a przynajmniej tak się jej wydawało. Zastrzygła uszami i rozejrzała się czujnie, bo nagle, z delikatnym powiewem wiosennego wiatru, do jej nozdrzy dotarła wilcza woń. Wyraz jej pyska automatycznie diametralnie się zmienił, zamaskowała swoją szczenięcą ekscytację pozorną obojętnością. Zapach nie był wyraźny i wskazywał raczej na wilcze mieszkanie niż samą jego obecność. Bardzo dobrze, będzie miała okazję do wypróbowania swojego nowego znaleziska. 
Zeskakiwała po pojedynczych, dużych głazach do wnętrza domniemanej jaskini, która to okazała się raczej wejściem do ogromnych podziemi. Podobało się jej tu, ale być może tylko dlatego, że planowany dowcip rozjaśniał jej humor do wyjątkowo jasnych odcieni. Przyjemny dla oczu półmrok - w końcu. Schyliła łeb i podsunęła nos do podłoża, kilkukrotnie podciągnęła krótko powietrze. Już niedaleko.
Kluczyła po miejscu jeszcze chwilę, aż nie zauważyła legowiska i wyraźnie zaadaptowanej, mieszkalnej części. Nie interesowały ją jednak kradzieże, nie należała do złodziei - aż tak nisko nie upadła. Szukała... wody. Musi tu gdzieś być miejsce, do którego skapuje woda... O, znalazła. Zachichotała znów i wzięła w łapę niedużą roślinę. Zgniotła ją, aż kilka kropel skapnęło do małego zbiornika. Dobrze, tyle wystarczy. Odrzuciła resztki w niewidoczne miejsce i odeszła od tego miejsca w głąb podziemi - jednak na tyle blisko, by od razu zauważyć przybycie miejscowego. Powie, że jest tu nowa, naturalnie, nie ma złych intencji i pod ziemię zlazła w poszukiwaniu miejsca na mieszkanko... no i postanowiła sobie odpocząć od słońca. 
Słyszała opinie o demonach zamieszkujących te tereny... nadęte bufony z kijami w dupach. Tacy źli, ponurzy, wiecznie wyprostowani, nie będą z tobą rozmawiać, bo nie jesteś godzien... aż zbiera się na wymioty. Ciekawe jakie będzie mieć wyrzuty osobnik, który napije się wody wraz z jej genialnym znaleziskiem, kiedy pewnie pierwszy raz od lat na chwilę poczuje się jak szczeniak śmiejący się z byle czego i kompletnie niepoważny. Była bardzo podekscytowana swoim żartem - przede wszystkim chciała ocenić jak ziółko faktycznie oddziałuje na kogoś, kto choć skosztuje jego soku. Będzie tylko musiała dobrze się po wszystkim ustawić, żeby móc prędko wybiec na powierzchnię, kiedy jej ofiara do siebie dojdzie.

(spokojnie, żartuję sobie tylko, nikogo nie chcę zabić - przyjmijmy, że wilk przez chwilę będzie jak pijany. albo Nev albo Yoshie, zależy jak to rozegrać)

Nevada

Afi do Dajkiego

Data:
31 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Miałam ogromną ochotę udania się za nim. Może bym dowiedziała się o nim czegoś więcej. Gdzie mieszka, kim jest? Sam wszystkich szpieguje, czemu i sam nie miał by zostać prześwietlony? Nie, nie wolno! Jutro przyjdzie. Tak powiedział, czy nie przyjdzie. Przecież nikt nie wraca. Nikt za mną nie przepada. Patrzyłam w miejscu jak Dajki znika w lesie. Nie mogła ustać spokojnie. Kiedy znikną, położyłam się na trawie. Ciągle myśląc, czy nie powinnam za nim iść. Jeszcze miałam szansę go dogonić w mojej jeszcze mniej formalnej postaci. Zdecydowałam się jednak puścić basiora wolno. Miałam tą nadzieję, że wróci tu jutro, by się ze mną spotkać. Nie miałam pomysłów, czym mogłabym się zająć, by odpędzić od siebie myśli o nim. Uniosłam swoją łapę zakrywając fragment nieba, gdzie najprawdopodobniej znajdowało się słońce. Nie było go widać, przez ciemne deszczowe chmury. Wpatrzona w swoje pazury, myślałam o tym cieple, które dał mi doznać dzisiaj basior. Uważałam go za bardzo wyjątkową osobę. Nie chciałam niczego wielkiego od swojej egzystencji. Chciałam tylko szybkiej śmierci. A teraz, teraz nie wiem, czy chcę odchodzić, skoro jest ktoś, kto potrafi mnie zrozumieć.
Zacisnęłam łapę i machnęłam nią w powietrzu.
-Jesteś nikim Afi! To nie jest twoje miejsce, nie tu powinnaś się urodzić! Jesteś nikim dla wszystkich tu obecnych! Zawracasz tylko głowę innym i jesteś dla nich ciężarem! –znów dopadł mnie melancholijny humor i złość na cały świat, która wyciskał łzy. –Nawet wspomnieniem nie zostaniesz…
Wstałam z ziemi i zakręciło mi się w głowie. Ledwo trzymałam się na nogach. Poczułam silny ucisk na swojej szyi. Ledwo łapałam powietrze. Zaczęłam się drapać po szyi, starając się zerwać nieistniejące więzadła.  Powoli zaczęło robić się ciemno, a ja przybita do ziemi toczyłam walkę o każdy oddech.
Nagle więzy zniknęły. Zaczęłam odruchowo kaszleć zwijając się z przerażenia. Miałam nadzieję, że się to nie powtórzy. Widocznie w domu zadziało się coś, co dobrze się dla mnie skończyć nie miało. Obmacywałam swoją szyję w nadziei, że wrażenie, jak bym dalej na niej spoczywał ciężar, przejdzie. Kiedy odzyskałam swój spokój, postanowiłam sprawdzić, co się w domu dzieje. Powinnam zdążyć przelecieć się w obie strony, za nim Dajki pojawi się tu jutro.
Tak też zrobiłam. Skoczyłam z góry, rozpływając się całkowicie i wraz z wiatrem ruszyłam w stronę terenów Aniołów.  
~*~*~*~*~*~
Do rodzimej jamy dotarłam, gdy było już całkowicie ciemno. Byłam przerażona, gdy zobaczyłam ogromny kamień, który najprawdopodobniej zsunął się z urwiska i zagradzając wejście do środka. Szybko przeskoczyłam prze kamień, by się znaleźć w środku. Nikogo tam nie zastałam. Paliła się w środku tylko mała licha świeczka, która prawie całkowicie się wypaliła, pozostawiając kopczyk wosku. Obok leżał list, lekko już zalany przez wosk. Podeszłam bliżej spoglądając przez ułamek sekundy na własne zmarnowane ciało, ledwo oświetlone płomieniem świecy. Pozbawione ono było jakichkolwiek mięśni. Wychudzone i kościste. Na samą myśl, że to ja, przeszedł mnie dreszcz obrzydzenia i dostałam odruchu wymiotnego. Stanąwszy obok nocnej szafki, zaczęłam czytać:
Droga córeczko, pewnie i tak wszystko wiesz, bo przebywasz wśród nas. Postanowiłam jednak napisać ten list, gdybyś to była zajęta ważniejszymi sprawami, lub nie wiedziała wszystkiego do końca. Ja i twój ojciec nie byliśmy w stanie spełnić twojej ostatniej woli i uszanować decyzji w spawie twojego odejścia. Dla nas zawsze byłaś, jesteś i będziesz naszą kochaną córeczką. Długo z ojcem myśleliśmy o tej decyzji i doszło nawet do wielu sprzeczek, ale zadecydowaliśmy jednogłośnie, że pozwolimy ci odejść. Jeśli tylko jest taka twoja wola. Postanowiliśmy zostawić ci tą jaskinię, w której i tak spędziłaś większość swojego czasu. Drzwi zostaną zawalone, więc nie będzie ci już nikt przeszkadzał spełnić twoją prośbę. Mam nadzieję, że nie jesteś zła, że tak długo nam pożegnaniem się z tobą zajęło. Wraz z ojcem liczymy na to, że znajdziesz gdzieś swoje szczęście, jeśli go nie zaznałaś.
    Ps. Gdybyś zmieniła zdanie, …
W tym momencie świeca dokonała swojego żywota. Nie zdążyłam przeczytać ostatniej linijki.
Spóźniłam się, cholera! –zaklęłam. -Czyli będzie mi w końcu umrzeć? Kiedy ja właśnie straciłam tą pewność! Przynajmniej rodzice mają już lżej. –głęboko westchnęłam. -Czemu, dzisiaj? Czemu mnie to spotkało? Nie chcę tu tak sama siedzieć. –rozpaczałam nad samą sobą.
Ja… ja już sama nie wiem, czego chcę. Położyłam się na podłodze, zamykając oczy. Czułam tylko, jak łzy za wszelką cenę chcą wydostać się z pod powiek. Zasnęłam będąc cała roztrzęsiona.
~*~*~*~*~*~
Obudziłam się dopiero następnego dnia. Przetarłam oczy, raz, drugi, lecz dalej było ciemno. Dopiero po pewnym czasie przypomniało mi się gdzie jestem.
-O Boże, Dajki!
Wystrzeliłam z jaskini jak poparzona. Kiedy przedostałam się przez skały, oślepiło mnie południowe słońce.
-O nie, jest późno. Nie mogę się spóźnić!
Pognałam z powrotem na miejsce, gdzie ostatnio spotkałam Dajkiego. Nie mogłam od tak się nie zjawić. Co jeśli przyjdzie i mnie tam nie zastanie. To zwykle mnie tak zbywają inne wilki. Miałam ogromne nadzieje, że Dajki taki nie jest i będę mogła go spotkać ponownie.

Dajki, już pędzę!!!


UWAGA!

Data:
30 marca 2017
Komenatrze:
2 komentarze
Formularze do wilka oraz szczeniaka niestety wygasły. 
Tworzenie nowych formularzy może trochę zająć więc prosimy o wyrozumiałość z waszej strony.
Jeżeli ktoś chciałby dołączyć, proszę napisać do Amery, a ona prześle formularz do wypełnienia.
~ Amera

KIRA ODCHODZI!

Data:
30 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Powód: brak napisania pierwszego opowiadania.
Postać jest w schowku, proszę się zgłosić do Amery jeżeli postać ma zostać przywrócona.

Z przymrużeniem oka...

Data:
30 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
GMAIL: nwkctw@gmail.com | HOWRSE: Nessaya

feanutri
.:NEVADA:.
WIEK: 20
PŁEĆ: WADERA
RASA: DEMON
PŁODNOŚĆ | CIECZKA = Bezpłodność | Nie dotyczy
PARTNER/PARTNERKA/ZAUROCZENIE: brak
OPIS: Dorosła, choć swoim zachowaniem aż nazbyt często przywodzi na myśl nieporadne szczenię... ale to tylko złudzenie, naprawdę potrafi zatroszczyć się o swój zad wyjątkowo dobrze - w końcu przez zdecydowaną większość czasu o nim myśli. Choć zwykle interesuje ją tylko to, co będzie jeść pod wieczór, ma w sobie dość dużo oślego uporu połączonego z diabelską ciekawością i kiedy zainteresuje się jakimś osobnikiem, prędko nie da mu spokoju. Często chaotyczna, lecz pod presją podejmuje raczej dobre decyzje, niemal nigdy nie panikuje. Nie boi się wyrażać swojego zdania i bywa ironiczna, ale ma trochę pozytywnych cech, takich jak chociażby... ciężko powiedzieć. O, może poczucie humoru. Na pewno nie należy do typowych demonów - jej dominującą cechą nie jest czyste zło, a najzwyczajniejsza w świecie przekora. Podchodzi do życia z bardzo wyraźnym przymrużeniem oka i niespecjalnie dba o relacje z innymi, wychodzi z założenia, że nikt nigdy nie zadba o nią tak samo dobrze jak ona sama. Wymazała z pamięci swoją rodzinę i nie ma z tego powodu ani cienia wyrzutów. Na pewno nie należy także do tych z kijami w d...tyłkach, a kiedy ktoś zaczyna mówić do niej w oficjalnym tonie i twardej postawie, ledwie powstrzymuje się od wywrócenia oczami i zniecierpliwionego parsknięcia. O mdłości przyprawiają ją osobniki wyniosłe, na siłę poważne i pozujące na nietykalne. Bywa wulgarna, przekleństwa wydobywają się z jej pyska w zupełnie naturalny, niekontrolowany sposób. Nie dba o to, jak ktoś odbierze jej zachowanie - no, chyba że akurat stara się kogoś urobić. W pewnym stopniu samotniczka, w stadzie zawsze zajmowała miejsce na uboczu - ale na tyle blisko, by dobrze słyszeć rozmowy pozostałych i móc wtrącać w nie swoje mniej lub bardziej niepoważne komentarze. Nie oznacza to jednak, że boi się atencji - zwyczajnie nie chce się jej angażować w szeroko pojęte życie towarzyskie. Ma dni, w których bywa naprawdę irytująca - i to celowo, oczywiście. Ma wtedy gdzieś to, że ktoś nie wykazuje żadnych chęci do rozmowy z nią. Typowy ratlerek, który prowokuje z daleka siedzącego na łańcuchu wielkiego psa. Ale spokojnie, jak tylko ten większy się zrywa, daje nogę - nie żeby była tchórzem, po prostu jest z tych słabszych i szybszych, o dużej wytrzymałości. Jest niewielkiej postury, co bardzo ułatwia jej sprawne wyślizgiwanie się z łap ewentualnego oprawcy. Woli uprzykrzać życie zamiast jego odbierania. To jej sprawia większą frajdę. Mało kto jest w stanie dotrzymać jej kroku, kiedy biegnie o swojej maksymalnej prędkości, jednocześnie zawsze ma z tyłu głowy to, co może się stać, kiedy komuś uda się do niej zbliżyć... Właśnie dlatego wypracowała u siebie równie imponującą wytrzymałość oraz przemianę, dzięki której zyskuje możliwość ataku z oddali.
OPIS WYGLĄDU: Ciało Nev nie jest zbyt pokaźnych rozmiarów, jednak siłę z nich płynącą nadrabia wytrzymałością i szybkością. Jej ruchy są zwinne i dobrze wyważone nie tylko w walce - porusza się z przyciągającą wzrok płynnością. Sierść na jej drobnym ciele jest zdecydowanie tym, co uważa w swoim wyglądzie za najbardziej atrakcyjne - przechodzi łagodnie od bieli łap, przez jasną szarość, do bladej czerni grzbietu i brązu na głowie oraz czubkach uszu - a wszystkie te kolory mają ciepłe tony. Łapy ma rozstawione dość szeroko, pysk jest długi i smukły, a kita zbyt długa; nieproporcjonalna do reszty ciała. Ślepia są są nieco skośne, a ich tęczówki zadziwiają swoim bladym, niemal białym odcieniem.
OPIS PRZEMIANY: Proces jej przemiany sam w sobie nie jest ani bolesny, ani nieprzyjemny; przebiega szybko, gwałtownie kurcząc postać i tak małej wadery do rozmiarów niemal lisich. Spomiędzy wydłużających się uszu wyrastają długie, ostro zakończone rogi, większe od samej jej czaszki. Język zmienia się w wężowy, a górne kły zaczynają przypominać kolce. Pazury uwydatniają się, a ogon wydłuża. Na samym końcu zmianie ulega także kolor jej sierści, ciemniejąc do odcieniu granitu i miejscami czystej czerni. Ślepia zachodzą żywym ogniem, nadając im nierównomierny, pomarańczowo-czerwony kolor. Po przemianie jej szybkość i skoczność zostaje zwielokrotniona - zwyczajny osobnik nie będzie nawet w stanie zauważyć ruchu jej łap, kiedy się przemieszcza. Traci wtedy jednak możliwość porozumiewania się z sojusznikami, z jej pyska są w stanie wydobyć się tylko wężowe posykiwania. Jak przystało na wężową demonicę, jej pazury i kły nasiąkają trucizną, zdolną do sparaliżowania nieodpornej jednostki na krótki, bliżej niesprecyzowany czas. Poza unikalną mocą Nevady, jest to jej ostatnia linia obrony - tak naprawdę używa jej wyjątkowo rzadko - w końcu za wszelką cenę stara się nie dopuścić do siebie przeciwnika. Może swobodnie używać przemiany w walce, jednak korzystanie z niej dłużej niż kilka minut jest uciążliwe z jednego, prostego powodu... nazajutrz prawdopodobnie będzie tak osłabiona, że nie będzie w stanie zrobić niczego poza podniesieniem ogona.
UNIKALNA MOC: Unikalna moc wadery może być używana przez nią tylko po przemianie - pierwszą oznaką jej użycia jest pojawienia się między rogami demonicy kuli ognia, rzucającej na wszystko wokoło ponure, czerwone światło. Jak zostało już wcześniej wspomniane, Nevada nie należy do wilków walczących chętnie i na pierwszym froncie - dlatego też zmuszona była do wykształcenia formy obrony z długiego dystansu - a jest nią umiejętność nazywana przezeń "ostatnim szeptem". Pozwala ona wilczycy na kontrolowanie żywiołu ognia w stopniu doskonałym (w ostatnim stadium poznania, którego jeszcze nie osiągnęła - na razie umożliwia jej jedynie na posyłanie ognistych strumieni w wybrane przez siebie miejsca, oczywiście w biegu) i odporność na jego żar. Pracuje na wykształceniem u siebie ognistych skrzydeł, na razie pozostaje to jednak jedynie w sferze jej pragnień.
POZYCJA: Zaganiacz, szpieg

UMIEJĘTNOŚCI:
~ Siła (★)
~ Zwinność (★)
~ Szybkość (★)
~ Wytrzymałość (★)
~ Zdrowie (★)
~Unikalna moc(★)

RELACJE:
Członkowie grupy - nie poznała jeszcze nikogo
Rodzina - już dawno nie pamięta ich imion
Inni - a któż by z nią wytrzymał?
Międzygatunkowe - nie przepada za aniołami - osobniki te wydają się jej zwyczajnie nudne. Pozostałych traktuje raczej równo, nie przepada tylko za władzami - jest raczej uprzedzona do wyżej położonych. Ciężko jest jej wyrobić szacunek do kogoś, a już na pewno nie obdarza nim żadnego osobnika na starcie - nawet jeśli powinna ugiąć przed kimś karku, najprawdopodobniej tego nie zrobi. No, chyba że uzna, że może spotkać ją za to kara - unika niepotrzebnego zamieszania i dba o swój zad.
SOLARY: 50 S
EKWIPUNEK: -
CIEKAWOSTKI:
- jest wyjątkowo zainteresowana różnorakimi ziołami i roślinami toksycznymi, jak i w nieco mniejszym stopniu leczącymi,
- w wyniku bliżej niesprecyzowanych zdarzeń w przeszłości, nie jest w stanie mieć potomstwa. Nie żeby jej to przeszkadzało,
- śpi snem płytkim, zawsze. Nawet nie myśl, że możesz kiedykolwiek zakraść się do niej niepostrzeżenie,
- uwielbia mięso małych i młodych zwierząt, rzadziej porywa się na duże ofiary - tylko w grupie, inaczej nie ma z tego żadnej frajdy. Żylaste jakieś takie...
- jest cholernie ambitna, a obecnie głównym przedmiotem jej ambicji jest udoskonalanie ostatniego szeptu
OSIĄGNIĘCIA I PRAGNIENIA:

nequita

Kaname do Reyny

Data:
30 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Musisz uważać - puściłem ją dopiero wtedy kiedy byłem pewny że nie upadnie
- Przepraszam - powiedziała trochę zmieszana
- Nie przepraszaj
Byliśmy już blisko świątyni Ikkiego. Szedłem blisko Rey. Nie chciałem żeby coś sobie zrobiła, opiekuje się nią od kiedy pamiętam, poza tym tylko z nią mam takie dobre kontakty. Nie liczę rodziny, która jest specyficzna i zróżnicowana. Nie mam nikogo poza nią. Jest też drugi powód dla którego chce być blisko niej. Czuję się przy niej inaczej, to uczucie jest inne niż te które do tej pory zaznałem... Moje rozmyślania przerwało dotarcie na miejsce. Świątynia Ikkiego była zawsze piękna i wszystko tutaj ze sobą współgrało. Cieszył mnie fakt że znajduje się w tej części terenów na które mogę wejść. Nawet mój brat lubi tutaj przychodzić. Weszliśmy przez wejście do świątyni, ale żeby się znaleźć w centralnej części zamku trzeba przejść przez ogród. Jak tylko się w nim znalazłem ujrzałem różne zwierzęta, które w normalnych warunkach byłby naturalnymi wrogami. Można było tutaj spotkać te najrzadsze i takie, o których nigdy nie słyszano. Z kwiatami było podobnie. Rosły tutaj chyba wszystkie gatunki bez odmian, ale jeżeli chciało się jakąś odmianę wystarczy poprosić duchowego, a wyhoduje to czego chcemy. To miejsce było ogromne. Nagle zauważyłem jak w naszą stronę idzie dumna towarzyszka naszego duchownego.
- Szukacie Ikkiego? - zapytała
- Tak - odpowiedziałem
- Jest w świątyni, jeżeli na wejściu nic nie odpowie to wejdźcie i go szturchnijcie, rzućcie czymś w niego lub napadnijcie.
- Czemu mamy zrobić coś takiego? - zapytała Rey
- Ikki jest zamknięty w swoim świecie, czyli tłumaczy księgi. Często zapomina nawet o posiłkach i spaniu. Już wam nie przeszkadzam, mam sprawę na targu do załatwienia
Poczekaliśmy aż zniknie nam z oczu. Spojrzałem na Rey. Nasze spojrzenia się skrzyżowały a ja poczułem przyjemne ciepło w środku. Po chwili ruszyliśmy do środka świątyni. Ikki siedział nad książkami. Nie miałem ochoty go rzucać, więc podszedłem i dotknąłem. Spojrzał na nas zaskoczony.
- Witaj Kaname, Opiekunie Demonów i bracie Kaname, widzę że przyszedłeś z Reyną, która przeszła na stronę demonów - uśmiechnął się do nas
- Nie ma wstępu do świątyni? - zapytałem
- Oczywiście że ma. Nie mógłbym zabronić jej tutaj przychodzić. Wybrała to co wybrało jej serce, szanuję jej decyzję i nie mam zamiaru traktować jej inaczej. Co was do mnie sprowadza?
Przekazałem mu całą listę tęgo czego potrzebuję Neko. Pomyślał chwilę i poszedł gdzieś.. Zostałem sam z Reyną. Spojrzałem na nią.
- Gdybym ci się oświadczył zostałabyś moją żoną? - spojrzałem na nią
Dopiero po chwili uświadomiłem sobie co właśnie powiedziałem.

Reyna?

Od Rachel C.D Isolide

Data:
30 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Iiiiii.... to jest trochę nie świeże. Patrzyłam na jelona, który był najwyraźniej martwy. Super nie? Ale martwy był dość długo. Przypomniała mi się ta historia o niedźwiedziu i niby 2 największych przyjaciołach. " Lecz niedźwiedź Litwin, miąs nie świeżych nie jada" Nie jestem z Litwy, ale to NA PEWNO świeże nie było, a aż tak głodna nie byłam. Woda, woda, woda, woda. Tak woda. Potrzebuję wody. Zaczęłam się rozglądać. Cha! Jest staw! Ej zaraz... przecież go mijałam i nie zapamiętałam? Trudno. Podeszłam do wody i się napiłam. Zawsze mogło mnie coś zjeść. Ale w tedy, bym miała swoje nędzne życie za sobą. Fajny optymizm nie? Coś wywąchałam. I to nie było jedzenie, tylko wilk. ( chyba, że ktoś jest kanibalem ) Zaczęłam węszyć. Poszłam za tropem jak za kropkami w jakiejś grze. W końcu dotarłam i zobaczyłam. Wadera o jasnym futrze, niższa ode mnie ( jak większość wilków co nie jest pocieszające :S ) i z brązowymi oczami. Nowa wadera. Byłam tego pewna. Znam zapachy... może nie wilki. Ale zapachy. Popatrzyła na mnie. Ekstra. teraz jestem już spostrzegana
- Elo gazelo. - powiedziałam. - Jesteś wrogiem, przyjacielem, czy jedzeniem?
- Eeeeee... - chyba ją zatkało. Nie dziwię jej się. Też by mnie zatkało, gdybym spotkała siebie. - Jeszcze nie wiem.
- Ok. Jak się dowiesz, to daj znać. - powiedziałam i się odwróciłam.
- Ej! Czekaj! Do kąt idziesz? Nie ciekawi Cię z kąt jestem?
- Chmmm... nie za bardzo. - powiedziałam
- Ale to....
- Co?
- Dziwne.
- Ech. Ja jestem dziwna. - mruknęłam. - Dobra. Mogę Cię zaprowadzić do kogoś z watahy, i się tobą zajmie... no nie wiem. Np: Przesłuchiwaniem z kąt jesteś, co robisz, i czy nadajesz się do jedzenia.
- Nadaję się do jedzenia... - powróżyła patrząc na mnie jak na wariatkę.
- Nie no dobra, żartuję. - powiedziałam. W oczach wadery zobaczyłam jakby ulgę. Chyba...
- To ty tutaj co robisz?
- Co ja robię... dobre pytanie. Jeśli chodzi Ci o stanowisko: Strażnik Nocny. Nie interesują mnie nowo przybyli.
- Ok... to może najpierw zaprowadzisz mnie do kogoś.
- Tak po prostu? - ździwiłam się - Ok.

< Isolide? Nudziło mi się :S >

OD ISOLDE " Nowy dom czy wrogie stado? " cz.1

Data:
29 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy

  Było ciemno i pochmurno, ulewa nie dawno się skończyła. Mgła jeszcze otulała ogromne drzewa, sięgające nieba, a ziemię pokryły kałuże różnej wielkości i błoto. Krajobraz powoli rozjaśniał się, zwierzęta wychodziły z swoich ukryć, by teraz beztrosko pożywić się i pohasać.
   Nie zachwycałam się jednak pięknem przyrody, nie miałam na to czasu. Wolno i ostrożnie kroczyłam wydeptaną dawno przez inne wilki ścieżką. Wybladłe cienie potężnych drzew stawały się coraz bardziej widoczne. Przez jeszcze widoczną mgłę miałam niezbyt dobrą widoczność. To nie pomagało mi w znalezieniu dobrego schronienia.
  Codziennie odliczałam dni do narodzin szczeniąt, ten dzień nie był wyjątkiem. Pozostało mi zaledwie kilka dni. Kilka dni aby znaleźć dobre, ciepłe schronienie, upolować pożywienie i podleczyć bolesne rany, zadane podczas ataku wroga. Problem w tym, że nie miałam już siły, kompletnie na nic. Mimo to ruszyłam w dalsza drogę, lecz łapy powoli zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Mino to, kroczyłam dalej, spoglądając przed siebie w nadziei, że tuż za jakimś drzewem znajdę idealną kryjówkę. Niestety, wciąż nie mogłam niczego znaleźć.
  Doszłam w końcu do jakiegoś małego strumyczka. zatrzymałam się przy nim i chciałam zaczerpnąć wody, nie zrobiłam tego. Tylko usiadłam. Miałam dość pałętania się nie wiadomo gdzie, niestety nie miałam innego wyboru. Wiedziałam też, że nie nie miałam czasu na takie siedzenie. Rozglądnęłam się po okolicy. 
  Byłam w jakiś obcych mi terenach, może nawet jakiś już zamieszkałych. Mgła była coraz mniej gęsta, lepiej było widać na horyzoncie drzewa i zwierzęta. Lecz miejsca do odpoczynku i wychowania przyszłych pociech nie było ani śladu. Powoli obraz, który widziałam zaczął się rozmywać. Z każdą chwilą czułam się coraz gorzej. Nagle, gdzieś dalej, przede mną, zza drzew wyszedł jakiś wilk. Odwrócił łeb w moją stronę. Byłam bezradna, mogłam tylko czekać, co zrobi.


   Któryś z Neutralnych jest chętny?
 

Od Eider’a - Polowanie cz.11

Data:
29 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Droga powrotna okazała się być jeszcze gorsza, niż dotychczas. W te stronę ciągnęliśmy za sobą sanie, splecione z gałęzi, lian i kawałków materiałów, które mieliśmy przy sobie. Ja z Saeran’em mieliśmy na swoich sankach Fosher’a i osłabioną Amere, która upierała się, że sama może iść, ale jej tępo i chwiejny krok budził w nas obawę. Tak przynajmniej mieliśmy pewność, że nic waderze się nie stanie i będzie miał, kto rzucić od czasu do czasu okiem na nieprzytomnego Fosher’a. Amera wyleczyła jego ranę, ale nie mogła przywrócić mu przytomności.
W drugim zaprzęgu szła Mazikeen z Proserpine, ciągnąc lżejsze sanie z naszymi trofeami z wyprawy. Miałem tylko nadzieję, że się nie pozabijają. Jedna mądrzejsza od drugiej. Saeran za to nie wyglądał na takiego, by mu coś nie odpowiadało. Raczej nie przeszkadzało mu to, że wiezie swoich towarzyszy razem z demonem. Droga była dosyć długa przed nami i trochę nużąca. Rozumiem patrolowanie terenu, czy też długi spacer, ale tu nic ciekawego się nie działo. Zmierzaliśmy ciągle w jednym kierunku z całkiem sporym obciążeniem przywiązanym do naszego grzbietu. Brak śniegu tylko utrudniał nam zadanie. Zaczęła się wiosna i śnieg zniknął jednego dnia. Nie mogłem znieść tego gorąca, zwłaszcza, że dochodziło południe. Postanowiłem sobie ulżyć i trochę zażartować za jednym razem. Spojrzałem na Seran’a i czekałem, aż spojrzy się w moją stronę. Niestety basior był już na tyle zmęczony, że patrzył się tylko na przód i nie zwracał na mnie uwagi. Wadery, które szły po jego stronie też wyglądały na lekko wykończone. Obie miały spuszczoną głowę i prawie szurały przednimi łapami o ziemię. Stanąłem na chwilę, teatralnie łapiąc się za serce.   
-Aggr. –udawałem, że dostałem zawału i przewróciłem się na bok.
Seran, który ockną się jak za snu spojrzał na mnie.
-Eider! –podbiegł do mnie basior.

Kiedy spojrzał mi w oczy, stwierdziłem, że to najlepsza pora zamienić się w nieco bardziej wyrafinowaną postać. Moje oczy zrobiły się białe i za nim świat stracił swoje kolory, zamknąłem oczy, by Seran jeszcze bardziej się przestraszył. Słysząc jego spanikowany oddech nie mogłem się powstrzymać i zacząłem się głośno śmiać. Moja sierść robiła się ciemniejsza, a z grzbietu i ogona zaczęły wyrastać długie pióra.  Mazikeen z Proserpine pewnie tylko stały i patrzyły zażenowane, bo wiedziały, co się kroi. Ale śmiałem się do końca mojej przemiany, bo w momencie zajaśnienia moich oczu na niebiesko, przestało mnie to bawić. Wstałem jak by nigdy nic, pytając się, czy możemy dale iść. Wszyscy prócz śpiącego Fosher’a patrzyli się na mnie dziwnie. Nie słysząc żadnego sprzeciwu ruszyłem dalej, ciągnąc sanie samemu. Seran dołączył tuż po mnie. Nikt nie odezwał się do mnie słowem. Różnicą przedtem, a teraz była taka, że wszyscy szli bardziej ożywieni, a zwłaszcza basior, który teraz szedł o krok dalej ode mnie i częściej na mnie zerkał. Mi też szło się zupełnie inaczej. Mimo tych samych warunków, moja mentalność odrzucała wszystko dookoła. Uznałem, bowiem, że jest moim obowiązkiem dociągnięcie sanie do samej granicy terenów Neutralnych i nie przejmowało mnie to, czy jest gorąco, jak ciężkie są sanie i czy ciągle je samemu. Po prostu się od wszystkiego odciąłem i szedłem jednostajnie do przodu, jak mała czarna lokomotywa. Czarnobiały świat pozwala się lepiej skupić na celu. Nie zaśmieca głowy niepotrzebnym myśleniem. W tej postaci jestem bezuczuciowy i mniej wrażliwy na wszystkie czynniki zewnętrzne. W ten sposób zostaję praktycznie sam ze sobą. Wolny od wszystkiego. 

Od Rachel ,, Mniej więcej bez inspiracji.." #1

Data:
29 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Czemu wszyscy są tak obojętni? Nie widzą, że ktoś cierpi, nie widzą, że ktoś ma dość... traktują go jak szmatę do wycierania podłogi. Czemu to wszystko? By zaspokoić swoje potrzeby? By wyładować na kimś swoją negatywną energię?.... chyba tak. Jesteśmy ślepi, nie widzimy cierpienia, które komuś zadajemy. Wszystko jest nie tak, jak trzeba, wszystko jest nie sprawiedliwe, ale na czym opiera się sprawiedliwość? Na rozdaniu komuś, tego na co zasługiwał? Czy na tym, co mówi o nim jego dusza? A może jeszcze coś innego? Nie wiadomo. Miłość, sprawiedliwość, przyjaźń.... po co to wszystko? Przecież zaraz po tym... będzie śmierć.
***
Dobra. Do rzeczy. Siedziałam na takim... średniej wielkości kamieniu. Czy był wysoko? Tak :D Tuż nad przepaścią 60 metrową, a w dole była taka rzeczka... czy coś. A nie... sorry. Ja byłam na drzewie... a raczej na gałęzi wystającej nad przepaść, obok był kamień, a na dole wielka przepaść z kolcami, która liczyła 70 metrów i była tam maluteńka rzeczka, która sięgała mi to końca łap. Z kąt to wiem? Byłam tam jakieś 4 dni temu. Oj... nudzi mi się. Przeczytałam wszystkie możliwe książki z biblioteki ( oraz nie możliwe ) zapisałam cały zeszyt i złużyłam 5 ołówków. To nie jest normalne. Siedzenie mi się znudziło. Trzeba coś zrobić. Zeszłam z drzewa i pobiegłam no nikąt. Zaczęłam se nucić Dynasty ale to nie wiele dało na nudy. Spotkałam jakąś waderę: minęła. Basior: potknęłam jakaś grupka: Przeskoczyłam ( i chyba walnęłam kogoś w łeb.... ) No sorry. No i... się potknęłam. Wylądowałam w błocie
- Super... teraz jestem w jakimś gównie. - mruknęłam sama co siebie i się "wykąpałam" w stawie. No i znalazłam księgę, w której właśnie piszę. A o czym będę pisać? Chmm.... sama nie wiem. O swoim marnym życiu? O innych stworzeniach? O ludziach? Nie wiem.... ale zaczynam właśnie pisać początek tego, co miało miejsce w czasach, kiedy wszystko było inaczej...

C.D.N

Dajki do Afi

Data:
29 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Afi patrzyła na mnie. Ciekawiło mnie o czym może myśleć. Spojrzałem w niebo. Niedługo trzeba będzie wrócić. Na pewno ktoś coś ode mnie będzie chciał, albo co gorsza mój bratanek coś zrobił. Do póki nie zrobię porządku z Akashim nie mogę przekazać tronu Izayi. Nie mogę być wiecznie liderem, moc Pradawnego zacznie mnie wykańczać od środka. Czy mój los jest już przesądzony?
Spojrzałem na Afi. Stała ode mnie w pewnej odległości. Była płochliwa, a ja nie miałem zamiaru jej spłoszyć. Nie wie że jestem liderem, więc traktuje mnie normalnie co bardzo mi odpowiada. Nie pokazuję swojej władczej strony. Kiedy wróciłem do normalnej formy przeciągnąłem się.
- Często jestem w tej formie. Nie przepadam za tłumami, a tak jest łatwiej się poruszać, słuchać i obserwować.
- Umiejętność jak dla szpiega - wydawało mi się że chciała zażartować
- Nie nadawałbym się na to stanowisko. Dla kogoś kto i tak wie wszystko bycie szpiegiem jest niebezpieczne.
- Masz rację...
Spojrzałem na nią. Wydawała się samotna, nie znająca szczęśliwego życia, ciągle odtrącana przez to jak wygląda, to jaka się stała. Z chęcią zapewniłbym jej bezpieczeństwo i uczynił szczęśliwszą niż jest, pokazał jej że może się cieszyć z tego jaka jest, ale... no tak zawsze jest jakieś ale... Nie wiem jak się będzie zachowywać kiedy dowie się że jestem Liderem. Większość wilków zachowuje się normalnie dopóki nie dowiedzą się przed kim stoją. Potem się uniżają i taktują mnie jak Boga. Nie przeczę że mój ojciec nim jest, ale ja nie. Praktycznie nikt nie wie że moim ojcem jest Shiro, dopiero wtedy traktowaliby mnie z jeszcze większą boskością, a ja coraz bardziej bym uciekał.
- Dajki? - usłyszałem głos Afi
- Mówiłaś coś? - zapytałem
- Nie chciałam ci przerywać...
- Nic się nie stało. Powtórzysz pytanie? - zapytałem grzecznie
- Czy spotkamy się jeszcze?
- Osobiście byłbym bardzo chętny żeby zobaczyć ciebie jeszcze raz. Nie chcę się żegnać, ale muszę iść, za długo przebywam poza domem.
- Nie możesz długo przebywać poza nim? - zapytała
- To nie tak że nie mogę... bardziej tu chodzi o to że im dłużej przebywam poza domem tym większe jest prawdopodobieństwo że coś się stanie. Po trzech dniach wypadałoby wrócić. - uśmiechnąłem się lekko - Afi na pewno się jeszcze zobaczymy, możliwe że nawet jutro.
Pożegnałem się z waderą i wróciłem do zamku. Wszyscy siedzieli przy stole. Jak tylko wszedłem do sali jadalnej od razu ich wzrok utkwił we mnie.
- Gdzieś ty był?! Musiałem się niektórymi sprawami sam zająć! Do tego demon z piwnicy zaczął mnie wkurzać bo do Kaname się dobierał! - krzyczał Akashi
- Spokojnie bracie, przecież żyję... - Kaname cicho mamrotał
- Dajcie spokój, tatuś już wrócił, więc wszystko gra! - Azuma ich uciszyła na chwilę
- Przepraszam musiałem odpocząć - uśmiechnąłem się do nich
Wszyscy widząc mój uśmiech zamilkli, widzieli coś rzadszego niż tęcza na niebie.

Afi?

Od Fosher'a - Polowanie cz.10

Data:
28 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Dym, w nozdrzach, przed oczyma, wszędzie. Szybko otworzyłem powieki. Ogień! Płomienie widniały wszędzie, dusiły pod sobą liście i pnie drzew wraz z źdźbłami trawy. Rozejrzałem się, nikogo, wszyscy zniknęli gnani płomieniami i dymem. Spostrzegłem jakby cień wilka goniącego jelenia, to były zwidy, wiedziałem. Wpadłem między kłęby dymu, musiałem się wydostać. Biegłem przed siebie, nagle otrzeźwiałem. Nie mogłem tu nikogo zostawić. Ruszyłem na poszukiwania kogokolwiek.

~~~*~~~~*~~~

Nie wiem ile czasu minęło, nie znalazłem nikogo. Zdążyłem wyjść z kłębowiska dymu. Upadłem i wziąłem głęboki oddech. Wspomnienia się zbliżały. O nie, nienawidzę tego. Sam, jak zwykle. Moje myśli zaczęły przywoływać obraz mordu mojej rodziny i przyjaciół. Wiłem się po podłożu, próbując pozbyć się tortur. Jak zwykle nic to nie dawało. Zawsze próbuję się zawzięcie bronić. Leżałem ciężko oddychając, czym prędzej wstałem na nogi, szybkim krokiem ruszyłem na przeciw siebie. Zacisnąłem mocno zęby. Przedzierałem się przez zarośla, nie zważając na ciernie czy ostre gałązki, parłem na przód, musiałem dojść nad jezioro lub klif. To było mi w tej chwili potrzebne. Może miałem jakieś wrażenie, że tamte wspomnienia ranią mnie z czasem mniej...jednak cały czas było mi z tym źle. Próby uspokojenia rozbolałego serca kończyły się fiaskiem. Zaśmiałem się cicho pod nosem, akurat teraz, przychodzą te ataki, akurat teraz....Nagle zauważyłem białego jelenia o cudownym porożu, kopyta mieniły się od promieni słońca, jakby z czystego diamentu. Wpatrywaliśmy się w siebie przez chwilę, osobnik zaczął uciekać, ja natomiast począłem go gonić. Instynkt łowiecki nakazywał mi tak, oddałem mu się zapominając na tą chwilę o przeszłości. Przyspieszyłem, by po chwili niemal zatrzymać się całkowicie. Zauważyłem bowiem całą naszą grupę uganiającą się za przepięknymi stworzeniami. Przypatrywałem się jeszcze chwilę, w końcu dołączyłem do nich. Zawzięcie milczałem, skupiłem się na jeleniowatych. Po kilkunastu minutach Mazikeen wskoczyła na jednego z nich. Wilki rozproszyły się trochę, magia wspólnego polowania była nie do opisania. Ramię w ramię, brak w bark, wszyscy byliśmy równi. Moje rozmyślania przerwał głuche stuknięcie - Maze spadła z samca. Kolejna szybka analiza, Amera znajdowała się najbliżej celu, jednak nie skakała, wiedziała, że ją też by zrzucił. Łanie próbowały trzymać się blisko, dawało nam to do zrozumienia, że mamy przed sobą przywódcę stada.
- Zaganiamy jelenie pod urwisko! - wykrzyczała Amera - Nie od strony wejścia do jaskini!
Wszyscy mruknęli porozumiewawczo. Zaczęliśmy okrążać samca. Póki co szło dobrze, kierowaliśy się w wyznaczonym kierunku, oddzieliliśmy słabe od silnych. Proserpine kłapała zębami od lewej, zewnętrznej strony. Ja i Ami pilnowaliśmy tyłów. Nagle powróciła do nas Mazikeen, zaganiając parzystokopytne w "kozi róg". Można było wyczuć od nich strach, co podjudziło mój instynkt łowiecki. Jelenie tupały kopytami, oczywiste było, że będą się bronić. Nagle samiec odsłonił gardło, lecz była to chwila, Amera rzuciła się na niego, zauważyłem szybki manewr posiadacza poroża, rzuciłem się i odepchnąłem wilczycę, tym samym dostałem ostrymi kopytami. Zaskomlałem cicho. Znalazłem się kilka metrów od strefy walki. Obraz mi si zamazywał, przed oczami pojawiły się wspomnienia...oczy matki, przyjaciela. To wyglądało tak jak kiedyś, kiedyś gdy oczy były takie same zawsze. Uszedłem kilka kroków. Śmierć, samotność, tułaczka i wspomnienia.
- Proszę przebacz zło...- wyjąkałem i upadłem.
Przez chwilę w mojej głowie był harmider, nagle nastała ciemność i pustka. Po chwili ujrzałem nieskazitelnie białą wilczycę, jasne światło i wiele przyjemnych głosów, gdy postawiłem jeden krok na przód wszystko zmieniło się w ciemne, wymarłe pustkowie.


Eider?

Od Afi do Dajkiego

Data:
28 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
-Z tego, co słyszę, mamy więcej wspólnego niż mogłoby się wydawać. –uspokoiłam się i usiadłam. –Też błąkam się po świecie, lecz nie jest mi dane robić to o własnych siłach. –zamyśliłam się o słowach Dajkiego, na temat zatrzymania mnie i widzenia go. Czy mówił tu o swojej mocy?
-Może coś jeszcze? –dopytywał się chcąc, bym kontynuowała.
-Jaką masz moc Dajki?  Czemu nie zrobiło to na tobie wrażenia, kiedy o ciebie uderzyłam, zamiast przeniknąć, jak przez wszystkie inne przedmioty? –domagałam się wyjaśnienia, za nim będę się otwierała przed nieznaną mi postacią. Dalej nie wiedziałam, czy mogę czuć się przy nim bezpieczna. Uderzyć zawsze jest zdecydowanie łatwiej w osobę, która się tego nie spodziewa.
-Odpowiadając ci na pierwsze pytanie, na drugie nie będę musiał się już udzielać. W zasadzie, wolę ci zademonstrować.
Wilk dumnie się wyprostował i przestał moknąć, bo krople deszczu zaczęły przez niego przelatywać. Stracił wszystkie swoje barwy umaszczenia i stał się podobnie jak ja półprzeźroczysty. Na moich oczach zmienił się w ducha. Wstałam zaciekawiona i zaczęłam go obchodzić, a jego wzrok podążał za mną.
-Czyli jednak widzi… –westchnął.
-A miałam nie?  –zapytałam nie do końca rozumiejąc, na czym polega jego moc.
-Na nic mi przy tobie być duchem, skoro i tak dla ciebie nie robi to różnicy. –zmarszczył nos. –Bardzo ciekawe. –dodał.
-Duchem? –postanowiłam to sprawdzić opierając się o niego swoją łapą.
Kiedy zetknęłam się z basiorem, poczułam delikatne mrowienie. Przeszły mi ciarki od karku, po sam ogon. Pod swoimi opuszkami poczułam delikatne ciepło. To był mój pierwszy raz, kiedy poczułam coś innego od wiecznie towarzyszącego mi chłodu. Szybko oderwałam swoją łapę, od Dajkiego, spoglądając na jej wewnętrzną stronę. Ciepło, które mi towarzyszyło, momentalnie znikło, jak kurz zdmuchnięty przez silny wiatr. Usiadłam z wrażenia. Czułam niezmierną radość, większą niż kiedykolwiek. Basior odwrócił się do mnie przodem.   
-Nie dotykaj! –uprzedziłam.

Było to, bowiem, dla mnie coś nowego. Nigdy nie byłam tak blisko innego wilka z poza rodziny. Nigdy nie dopuszczałam do myśli, że będę mogła kiedykolwiek się do kogoś tak zbliżyć. Teraz przytrafiła mi się taka okazja. Oderwałam wzrok od swojej łapy i po raz pierwszy spojrzałam Dajkiemu prosto w bezbarwne oczy. Wilk tylko stał i się uśmiechnął. Pewnie w jego oczach wyglądałam, jak jakaś niedojda, co nigdy nikogo nie spotkała, bo całe życie spędziła siedząc w swojej jamie. Nie wiedziałam, co mam teraz zrobić, czy też powiedzieć. Wstrząsały mną silne emocje. Chłód, do którego byłam przyzwyczajona, stał się bardziej odczuwalny dla mnie. Miałam silną ochotę przytulenia się do basiora, ale powstrzymałam się od tego, bałam się. Nie martwiłam się już tym, że może mi coś zrobić. Martwiłam się teraz tylko o to, jak zareaguje. Czy wolno mi go dotknąć jeszcze raz. Siedziałam spanikowana trzymając się własnej łapy, oddychając nieregularnie. Jednocześnie chciałam rzucić się mu na szyję, jak i zapaść pod ziemię ze wstydu. Resztki mojej pewności siebie, których i tak nie za wiele miałam, rozpłynęły się, jak Dajki podczas swojej przemiany.


Dajki, teraz ty. Zaskoczony?

Przyjazna Isolde...

Data:
27 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
MAIL: lulus.gabi@interia.pl

Znalezione obrazy dla zapytania czarny i biały wilk
na.pulpit.com
.:ISOLDE GWENHWYFAR:.
WIEK: 23
PŁEĆ: Wadera
RASA: Neutralny
PŁODNOŚĆ | CIECZKA = Płodność | Miesiące Parzyste
PARTNER/PARTNERKA/ZAUROCZENIE: Haroon - Dawny, nieżyjący już partner Isolde, przyrzekła sobie pozostać mu wierna do końca swego życia i by jego szczenięta myślały o nim ja o bohaterze
OPIS: Zacznijmy od tego, że nasza wadera ma spokojny i przyjazny charakter. Od szczenięcia ciągnęło ją na medyka, więc rodzice nie mieli wątpliwości, że przysłuży rodzinie jako medyk a nie wojownik. Szanowała i nadal szanuje życie i gardzi wojnami czy też bitwami z rozlewem krwi. Obiecała sobie ratować inne życia, a nie je zabierać, dlatego walczy tylko w obronie czyjegoś życia.
Isolde jest towarzyską, często uśmiechającą się i mającą jednak swoje tajemnice waderą. Jest wrażliwa na piękno przyrody a także na cierpienie innych. Nigdy nie wchodziła nikomu w drogę a dobre serce okazywała tylko rannym. Gdyby nie to, że była córką przywódcy stada, była by pewnie popychadłem całego stada. Jest w połowie typem marzycielki, chce by świat był piękniejszy i mniej brutalny. Jej jednym z największych marzeń jest by jej szczenięta dowiedziały się o swoim ojcu Haroon'ie jako bohaterze ratującego życie ich i jej. Swoją rodzinę i największych przyjaciół a także kompanów z Eternal Wolves ceni najbardziej, nie pozwoli by ktoś z tej grupy ucierpiał.
Dla Isolde magia jest czymś nowym, nieobliczalnym. Trudno jej się do niej przyzwyczaić, szczególnie wiedząc, że jest też wykorzystywana do zabierania innym wilkom życia. W takich przypadkach nie ukrywa pogardy do magii.

HISTORIA: Historia Isolde rozpoczyna się na pod szczytach gór, w rodzinnej watasze, w której ojciec był liderem i najlepszym wojownikiem watahy a matka medyczką ratującą życie innych. Wadera jak i jej rodzeństwo rosło jak na drożdżach pod okiem rodziców ucząc się i kształtując swoją przyszłość. Przykładem dla nich był odpowiedzialny, mądry ojciec, który był godny podziwu przez nie jednego szczenięcia.
Razem z przyszłymi miesiącami Arwydd, Lilybet, Winnifred i Marphyl zaczęli coraz częściej i dłużej przebywać poza jaskinią. Nic dziwnego, ojciec widział w nich przyszłych wojowników. Za to Isolde, razem z najmłodszą siostrą Hidey postanowiły podać się na wzór matki, a ona przekazała im całą wiedzę, która miała.
Lata płynęły spokojnie, rodzeństwo dorosło i radziło sobie doskonale. Wtedy to Isolde poczuła coś do najlepszego przyjaciela Haroon'a, który odwzajemnił uczucie. Potem było coraz lepiej. Do pewnego czasu.
Wszystko zaczęło się, gdy nasza wadera zaszła w ciążę z Haroon'em. Wtedy po raz ostatni przeżyli szok szczęścia. Bowiem w pewny, chłodny wieczór wrogie stada z równin zaatakowały watahę. To był niespodziewany cios, członkowie watahy nie były przygotowane. był jeszcze jeden plus dla wrogów - potrafili posługiwać się magią.
Rhodd pozwolił zostać przy ukochanej w specjalnej jaskini przeznaczonej tylko dla rannych i wader w ciąży. To ich ostatnie spotkanie. Wrogowie szybko mordowali członków watahy Isolde. W końcu wrogie stado zaczęło poszukiwać ostatnich ocalałych. Haroon zdecydował ewakułować wilki będące w schronieniu. Niestety wrogowie ich wytropili i zaczęli mordować swoimi kłami i magią.
Jeden z nich wypatrzył sobie naszą waderę i to ją obrał za cel. Po kilku zadanych ciosach, przygwoździł ją do ziemi. Z pomocą przyszedł jej wybranek. Powalił wilka, co dało im czas na ucieczkę. Niestety wróg dopadł Haroon'a, a on zdążył odepchnąć waderę ku małej skarpie.
Gdy Isolde się ocknęła, jej rodzina, członkowie watahy i Haroon już nie żyli. Nasza wadera popadła rozpacz. Nie miała już siły, przez kilka dni leżała o głodzie. Potem zaczęła iść przed siebie znajdując wilka z Eternal Wolves, który okazał jej pomoc i  zaproponował dołączenie do stada.
OPIS WYGLĄDU: Wadera jest mała, posiada puszystą, śnieżnobiałą sierść, na której, na plecach, tylnych łapach,ogonie i z tyłu głowy jest lekko ciemniejszym odcieniem brązu dodatkowo na plecach i ogonie widnieją czarne pasma. Jej oczy są intensywnie brązowe, gdy przyświeci słońce wydają się złote. Jest wysoka
OPIS PRZEMIANY: -
UNIKALNA MOC: -
POZYCJA: Medyk, Zielarz

UMIEJĘTNOŚCI:
~ Siła (★)
~ Zwinność (★)
~ Szybkość (★)
~ Wytrzymałość (★)
~ Zdrowie (★)
~Unikalna moc(★)

RELACJE:
Członkowie watahy: Wadera nie poznała jeszcze żadnego z członków Eternal Wolves
Członkowie watahy:
- Svilla - Dobra, kochająca matka oraz medyczka i zielniczka poprzedniej watahy naszej wadery
- Rhodd - Ojciec, dobry i troszczący się o rodzinę. był przywódcą i wojownikiem dawnej watahy ale też przykładem do naśladowania
- Lucyfer - demon i przybrany brat Rhood'a, czyli także przybrany wujek szczeniąt Svilly, rzadko odwiedzał ojca i jego pociechy, jednak miedzy nim a naszą waderę wyrosła więź.
- Arwydd, Lilybet, Winnifred, Marphyl, Hidey - rodzeństwo Isolde, Arwydd najstarszy a reszta młodsza od basiora i naszej wadery. Przez kilka pierwszych miesięcy prawie nierozłączni, w późniejszych latach każdy poszedł w swoją stronę.
- Haroon - w dzieciństwie najlepszy przyjaciel, potem, narzeczony i wreszczie ukochany, niezastąpiony mąż. Isolde wierzy, że cały czas jest przy niej, chociaż odeszedł do miejsca pełnego i wiecznego szczęcia.
Isolde jest z nim w ciąży.
Inni: brak
Relacje międzygatunkowe:
W Eternal Wolves:
- Neutralni: Nie zna na razie nikogo, wciąż oswaja się w nowym terenie, z nowymi wilkami i zwyczajami
- Demony i Anioły:Wszystkie Anioły jak i Demony traktuje tak samo czyli w pełni akceptuje ich obecność.
SOLARY: 75 S
EKWIPUNEK: -
CIEKAWOSTKI:
- Isolde należy do górskiej odmiany wilka neutralnego.
- W ciągu wędrówki wadera popadła w depresję i anemię, lecz odważnie z nimi walczy. Wie, że nie może się teraz poddać, szczególnie gdy jest w ciąży
OSIĄGNIĘCIA I PRAGNIENIA: -

ZABAWA Z ARCANTERRĄ - KONIEC

Data:
27 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zakończyła się zabawa z blogiem Arcanterrą. Dziękujemy za równo uczestnikom tamtego bloga za wzięcie udziału w zabawie jak i naszym. Udział w zabawie brali;
  • Luka
  • Ryuu
  •  Slake

Dostają oni po 15 S oraz możliwość rezerwacji jednej unikalnej mocy!
Gazetka Arcenterry:

UWAGA(!)

Data:
27 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Proszę wszystkich o przesłanie Amerze na howrse/gmail/doggie dokładny wiek waszych wilków!
Wiąże się to z aktualizacją o zwiększanie wieku wilków co miesiąc! Jest to również szansa aby zmienić wiek swych wilków, postarzyć postać lub odmłodzić.
Kontakt do Amery znajdziecie w lewej kolumnie. Pamiętajcie aby wpisać imię wilka oraz jego wiek. Przykład:
Tara - 24 lat
Caleb - 30 lat
itd...

Dajki do Afi

Data:
27 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Patrzyłem na waderę. Nie chciałem jej przestraszyć. Nie przypuszczałem że to się stanie, ale chciałem to sprawdzić. Teraz byłem już pewny że tak łatwo mi nie ucieknie.
- Nie bój się mnie, nie zrobię ci krzywdy. Nie jestem nikim ważnym ani szczególnym - musiałem mówić tak żeby kłamstwo mogła wyczuć
- Nie wierzę ci - odparła stając w pewnej odległości ode mnie
- Nie wierzysz mi z tym że nie zrobię ci krzywdy czy z tym że nie jestem nikim ważnym? - starałem się nawiązać kontakt wzrokowy ale ona dobrze go unikała
Intrygowała mnie ta jej postać. Czytałem o takich wilkach które duszą opuściły ciało i żyją pośród nas. Ciekawiła mnie jej historia, jak to się stało że taka jest, ale najbardziej zastanawiało mnie gdzie jest jej ciało i czy jest bezpieczne. Do póki żyje ciało to i ona.
Afi stała i patrzyła się na mnie. Widać było że nie umie się zdecydować.
- Gdybym - zacząłem powoli i przyjaźnie - chciał zrobić ci krzywdę to już dawno bym to uczynił. Co do drugiego, posiadam pewne stanowisko w tym wielkim stadzie, ale czy można nazwać je ważnym? Bardziej powiedziałbym że jest męczące i pracochłonne.
- Czym się zajmujesz? - zapytała
- Dowiesz się z czasem.
- Jak mogę ci ufać skoro nie wiem kim jesteś?!
- Mam ci coś o sobie opowiedzieć? - zapytałem
Pokiwała tylko głową.
- Żyję tutaj od dawna, pamiętam inne czasy, które nie były tak przychylne jak te teraz. Straciłem najpierw matkę podczas moich narodzin, a potem ojca, a na końcu braci i siostry, przyrodnie. Moja ukochana także nie żyje, zostawiła mi po sobie jedną córkę, a ona dała mi wnuki. Nie czuję się przez to jakoś staro. Chodzę po różnych terenach, zupełnie jakbym nie mógł znaleźć swojego miejsca, albo szukał czegoś... Mam kłopot z okazywaniem uczuć, czuję się jakbym pewnych nie miał albo nie umiał ich okazywać. Lubię obserwować innych, jest to łatwiejsze bo mnie nie widać, muszę wiedzieć co słychać u innych wilków. Tutaj widzę pewien problem, skoro ja jestem w stanie ciebie zatrzymać to ty prawdopodobnie będziesz w stanie mnie zobaczyć. Czy masz jeszcze jakieś pytania? Chciałbym usłyszeć coś o tobie, bo bardzo mnie intrygujesz.

Afi? Chętnie usłyszę coś o tobie

Od Afi do Dajkiego

Data:
26 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nie wiedziałam, jak odpowiedzieć mu na to pytanie, bo nie miałam żadnej myśli przewodniej kierując się tu na wzgórze. Zatrzymałam się na chwilkę, chcąc pooglądać widoki.
-Zwiedzam. –powiedziałam patrząc się do przodu, na rzekę płynącą doliną.
Nie spuszczałam wilka z oka, patrząc na niego tylko kątem. Moja ciekawość mi nie pozwalała uczynić inaczej. Zwłaszcza, że wydawał mi się być podejrzany, a za razem ciekawy. Nie przeszkadzała mu moja postać. To ja byłam znacznie bardziej zainteresowana. Wyglądał na znudzonego i trochę nieobecnego. Z pewnością jednak nie wyglądał na kogoś z gwardii. Nie przebywam tu długo, ale zdążyłam się zapoznać, jak strażnicy się noszą. Postanowiłam to przemilczeć. Chciał pewnie mi zaimponować. Uśmiechnęłam się mimicznie, lecz ten uśmiech musiał szybko się zakamuflować, bo Dajki, jak na zawołanie spojrzał w moją stronę. Uciekłam wzrokiem na swoje przednie łapy.
-Cóż takiego cie rozbawiło? –zapytał.
-Nic szczególnego. Cieszę się, że mam towarzystwo. Ciężko takiemu komuś, jak mi dłużej z kimś posiedzieć. –spojrzałam na basiora i pierwsze, co mi się rzuciło, to myśl, że mi tu zmoknie. –Nie jest ci zimno? –zapytałam troskliwie.
Dajki spojrzał w niebo, łapiąc kilka kropel deszczu na pysk.
-Nie, pogody się nie wybiera. A co z tobą?
Chciałam powiedzieć, że mi to nie przeszkadza, kiedy przypomniało mi się, że mnie tu tak naprawdę nie ma. Że leżę teraz daleko stąd, gdzieś w rodzinnej jaskini. Po prostu zamilkłam.
-Afi?
Ogarnęła mnie pustka, nie wiedziałam, co tu robię, jaki mam cel w życiu. Przestała mi przeszkadzać obecność nieznajomego, przy którym się rozpłakałam. Moje łzy tylko wzmocniły nasilający się deszcz.
Wilk podszedł do mnie od tyłu i przysiadł się przy moim boku. Mimo iż był tak blisko, czułam się samotna.  Zamyślona i zrozpaczona, wstałam i ze spuszczoną głową ruszyłam ślamazarnym ruchem w stronę lasu. Nie zwracałam uwagi na wszelakie przeszkody, bo i tak by mnie nie zatrzymały. No po za tą jedną… Uderzyłam głową w pierś wilka, zatrzymując się o nią. Nie mogłam zrozumieć, co się właśnie stało. Spojrzałam w górę, napotykając się na jego oczy. Gdybym mogła, to już bym była cała w rumieńcach.

-Ale… jak to? Kim ty jesteś? –zapytałam z niedowierzaniem, cofając się niezdarnie z przerażenia.    

Dajki ^^ Co to w tobie siedzi?

Od Yakumo do Haze

Data:
26 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nawet lubiłem ją denerwować. Pewnie miała mnie już dość czego się jej nie dziwię... Chyba każdy by mnie miał dosyć po dłużysz przebywaniu ze mną.
- Może przejdziemy się po targach, albo...? - Przerwała mi cichym prychnięciem.
- Wybacz, ale nie mam czasu ani na to, ani dla ciebie... - Mruknęła, na co ja skrzywiłem się niezauważalnie.
- To było bardzo... niemiłe... - Odburknąłem.
Wadera zmarszczyła brwi i sprawnie kilkoma susami przeskoczyła dzielący ją dystans od terenów neutralnych.
Mruknąłem coś pod nosem i zrezygnowany zawróciłem w powrotną drogą. Chciałem tylko spędzić z nią czas, ale widzę, że nie uda mi się z nią dogadać. W sumie to czego się spodziewałem? Pf... Szkoda nad tym myśleć...
Znowu znalazłem się na targu i trochę przybity usiadłem na głazie, obserwując wędrujące w tą i spowrotem wilki. Przymknąłem delikatnie powieki czując bardzo dużą obecność duchów, która powodowała u mnie osłabienie i znużenie. Czaiły się za wilkami. Chciały być widziane i zauważone. Z każdej strony dobiegły ich głośne jęki i krzyki, które przyprawiały mnie o ogromny ból głowy. Skuliłem się na głazie i położyłem uszy po sobie, przygryzając przy tym wargę.
- Proszę przestańcie... - Szepnąłem cicho.

Haze? XD

Od Viktora

Data:
26 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
"Jesteś samolubny, Vitya..."
Przed oczami stanął mi stary Jakov, który bardzo lubił mnie ochrzaniać nawet czasem zupełnie o nic. Westchnąłem cicho i wyciągnąłem łapy przed siebie, rozciągając się przy tym. Witał mnie kolejny zapewne ciekawy dzień, więc nie chciałem go marnować, dlatego też wstałem wcześnie rano, aby sobie potrenować. Przypływ energii jak co dzień postawił mnie na nogi, dzięki czemu mogłem bez żadnego zaprzeczenia, potwierdzić, że jestem w całkowitej formie. Wyszedłem na zewnątrz i rozejrzałem się dookoła. Nie odczuwałem zbyt dużego głodu, więc od razu skierowałem się w stronę najbliższego jeziora.
Mimo że zbliżała się do nas wiosna, która prawie już co deptała nam po piętach, można było jeszcze znaleźć zamarznięte jezioro nadające się do jazdy na łyżwach. Cieszyło mnie to, ponieważ nie musiałem się męczyć z zamrażaniem wody, co było niestety konieczne np. w lato kiedy chciałem sobie pojeździć.
Z szerokim uśmiechem na pysku, stworzyłem lodowe łyżwy idealnie dopasowane do moich łap, które w połączeniu z promieniami słońca, dawały niesamowite światło padające na ziemię. Z wielką radością wsunąłem je na łapy i ostrożnie wszedłem na lód, upewniając się, czy aby na pewno lód jest wytrzymały i czy łyżwy są dobre i nie uwierają w łapy. Tak jak myślałem były idealnie dopasowane, więc rozpocząłem swoją krótką rozgrzewkę, która szybko poszła w niepamięć bo zająłem się układaniem układu. Dobranie kroków jak i skoków było bardzo trudne, lecz nie dla mnie. Robiłem to od szczenięcia i dobrze wiedziałem co wywołuje większe wrażanie na innych, a co nie. Po dwóch godzinach spędzonych na powtarzaniu w kółko tej samej związki kroków i skoków, usatysfakcjonowany skończyłem na dzisiaj swój poranny trening.
Po chwili odpoczynku ruszyłem powoli przed siebie na mały spacerek i tak się złożyło, że doszedłem aż na targ, gdzie roiło się od wilków: aniołów, demonów, czy neutralnych.

Ktoś? :3

Od Kogamiego do Seinaru

Data:
26 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Moje białe oczy wpatrywały się w niego z wielkim podziwem, czy bardziej zdziwieniem. Ta wypowiedź całkiem mnie zaskoczyła i nie umiałem dobrać słów do odpowiedzi... Czy w ogóle powinienem odpowiadać? Może zwykła cisza wystarczy...? Mniej więcej wiedziałem co do mnie powiedział, ale w połowie zacząłem się gubić i motać.
- Jesteś niesamowity... - Stwierdziłem cicho, odwracając wzrok po znacznie dłuższej chwili obserwowania go. - Zniszczyłem ci życie, a ty mimo to... - Przerwałem i podniosłem się z ziemi.
Zraniłem go... Wiem to i powtarzam sobie to w kółko. Chcę naprawić tą więź, ale czasu się nie cofnie, wiem to dobrze tak samo jak on.
- Seinaru... Ja żywię do ciebie ogromne uczucia... Wiem, że cię zraniłem i mam bardzo małe szanse, że będzie chociaż przyjaciółmi... Nawet teraz jesteśmy wobec siebie chłodni i zdystansowani... Ja się boję, że cię skrzywdzę ty się boisz mnie... Wystarczy mi sama twoja obecność.
Nie wiedziałem jak na to zareaguje, ale po prostu musiałem mu coś powiedzieć. Sensownego czy też nie.
Zerknąłem na niego kątem oka i westchnąłem cicho.
- Przepraszam... - Szepnąłem bardzo cicho nawet nie wiedząc czy mnie usłyszał.
Usadowiłem się w kącie i zwinąłem się w kłębek, pogrążając się we własnych myślach i pragnieniach.
Już go nie zranię... Nie chcę go zranić... I nie zrobię już tego ponownie...

~~*~~

Nawet nie zauważyłem kiedy zasnąłem, a zwykłe myśli przerodziły się w istny koszmar, który wywołał we mnie pesymistyczne emocje.
Odchodził. Widziałem tylko jego plecy... Wokół panowała ciemność, a jego rysy zaczęły tonąć w czarnej toni. Do moich oczu naszły łzy i obudziłem się z cichym krzykiem. Czułem swoje szybko bijące serce i przyspieszony oddech. Zamrugałem kilka razy, aby przywrócić normalny widok. Rozejrzałem się. Zaskoczony zatrzymałem wzrok na basiorze, który mnie obserwował uważnie.
Jednak nie odszedł... Mimo, że miał szansę... Poczułem w sercu coś przyjemnego i posłałem niepewnie w jego stronę czuły uśmiech.

Seinaru? Coś mi chyba nie pykło, wybacz :<

Izaya do Shizuo

Data:
26 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Usłyszałem jego głos. Nie miałem zamiaru się ruszać.
- Nie... - wymamrotałem
- Ja nie pytałem się czy coś zjesz, ja ci to oznajmiłem. - ściągnąłem ze mnie przykrycie
Spojrzałem na Shizuo.
- Nie wyglądasz najlepiej. Ktoś okazał się silniejszy od ciebie?
Jakoś nie miałem ochoty nazywać go potworem. Straciłem cały zapał i chęci do zabicia go, czułem się jakby coś we mnie powoli zaczęło umierać.
- Nie lubię stosować przemocy - spojrzał na mnie
Nie chciałem już niczego mówić. Zjadłem to co mi dał, chociaż w małych ilościach, jakoś głodny nie byłem.
- Musisz jeść więcej, inaczej dalej będziesz taki chudy.
- To niczego nie zmieni, dalej będę chudy, dalej będę mieć słabe mięśnie i kości a do tego cienkie futro...
Nagle poczułem jak Shizuo mnie obejmuje. O czułości się nie prosiłem, ale nie wyrywałem się gdyż było mi ciepło. Czułem ciepło także w środku. Po chwili zrozumiałem co się dzieje i powoli się od niego odsunąłem zasłaniając to czego nie powinien zobaczyć. Podnieciłem się od jego dotyku, jednak coś jest ze mną nie tak.
- Trzeba wrócić... - spojrzałem na niego
- Co z twoimi żebrami?
- Goją się powoli, gdybym chciał żeby zrosły się całe spędzilibyśmy tu dużo więcej czasu.
- Co ci tak śpieszno do domu? Myślałem że nie chcesz tam wracać.
- Bo nie chcę, ale muszę przejąć tron od Dajkiego, demon powoli go wykańcza...
- Demon? - zdziwił się
- Opowiem ci o nim kiedy indziej, albo i ci go pokaże... Idź się pożegnać z bratem.
Kiedy on pójdzie się z nim pożegnać ja się wymknę i pójdę sam, ale najpierw dam mu... Wyjąłem z pod poduszki kolczyk. Spojrzał na niego. Nachylił się żeby go obejrzeć, a ja złapałem go szybko i przebiłem mu ucho. Za szybki ruch wywołał falę bólu. Shizuo patrzył się na mnie z szokiem.
- Taki prezent. Spokojnie nie jest zatruty...
Shizuo zaczął kierować się w stronę drzwi. Dobrze wiedziałem że jak je przekroczy to już go nie odzyskam. Miałem ochotę krzyknąć żeby się zatrzymał i zdjął kolczyk, bo dzięki niemu zapomni o mnie i to dlaczego chce być w watasze. Ale miał prawo być z bratem, którego szukał. Wyszedł, a ja zostałem sam. Zostawił paczkę swoich papierosów, ale teraz to nie miałoby sensu żeby iść do niego i mu je oddać, jeszcze bym dostał za to że jestem "złodziejem". Wziąłem je ze sobą i wyruszyłem w drogę powrotną do domu. Zaczął nastawać powoli zmierzch kiedy drogę zagrodziło mi kilka wilków o posturze większej od mojej i na pewno silne większej od mojej. Zapowiadało się że będę mieć kłopoty. W najlepszym wypadku dostanę łomot, ale było widać u nich rządzę krwi. Mam niezłe kłopoty. Co mi odbiło żeby pomyśleć o kimś innym bardziej niż o sobie? Gdybym nie dał tego Shizusiowi dotarłbym cały do watahy...
- Polowałem na ciebie od małego, bo chciałem ciebie zabić, ale widać to ty wygrywasz tą grę Shizuo... Przepraszam że nigdy nie powiedziałem ci nic miłego... - mówiłem to do siebie
Wilki stały w pewnej odległości ode mnie więc nawet tego by nie usłyszały. Nie mogłem też użyć żadnej mocy bo nie miałem na to sił.

Shizuo?

Azuma do Ichigo

Data:
26 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Czułam się szczęśliwa. Każda chwila z Ichim była dla mnie jak spełnienie marzeń. Nigdy bym nie chciała żeby ten spokój i szczęście coś nam zakłóciło. Niestety, jeżeli dowie się co się stało z Raidonem może nie być już tak wesoło, ale innego wyjścia nie widziałam. Zrobiłam to co było konieczne dla naszej przyszłości i naszych dzieci. Wróciłam myślami z powrotem do teraźniejszości. Uśmiechnęłam się szeroko do obiektu mojej miłości.
- Coś się stało? - zapytał
- Zastanawiam się czy ty aby mnie na pewno pragniesz.
- Oczywiście że ciebie pragnę. Dlaczego pomyślałaś że może być inaczej? - był zdziwiony
Podeszłam do niego bliżej i spojrzałam mu w oczy.
- Od naszego pierwszego razu nie kochaliśmy się już ani razu. Urodziłam nasze dzieci, one dorosły... Myślałam że poprosisz w ciągu tego czasu o spędzenie dość aktywnej nocy przez nas.
- Nie miałem pojęcia że możesz mieć na to ochotę - opuścił głowę
- Tylko się droczę, nie jestem zła. Jak będziesz chciał to wystarczy powiedzieć - pocałowałam go delikatnie.
- Czy jest coś co mogę dla ciebie zrobić?
- Jest jedna rzecz, którą zawsze chciałam zobaczyć
- Jaka?
- Pokażesz mi jak się pożywiasz z uaktywnioną swoją mocą? Pamiętaj że Izaya już pewnie to podpatrzył.

Ichigo?

Dajki do Afi

Data:
26 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Nie jestem nikim ważnym - odparłem od razu
- Chociaż imię? - zapytała po chwili
- Dajki. Miło mi ciebie poznać Afi - nastała chwila ciszy - Czy mogę podejść bliżej?
Widziałem u niej nie pewność. Nie zamierzałem robić czegoś co by się jej nie spodobało. Nigdy wcześniej jej tutaj nie widziałem. Oznacza to że musi być z daleka, ale nie oznacza to że zostanie wygoniona z tych terenów. Jeżeli się jej tutaj podoba to mnie to cieszy, chociaż w jej oczach widać smutek.
- Możesz
Po tych słowach powoli do niej podszedłem, ale stanąłem w pewnej odległości od niej żeby mogła czuć się swobodnie. Nie mam zamiaru przedstawiać się jej że jestem liderem, nie oczekuję jakiegoś specjalnego traktowania. Niektórzy wiedzą swoje i traktują mnie jak bóstwo. Zawsze ciekawiło mnie jakby traktowali mojego ojca gdyby publicznie zszedł na ziemię... Może lepiej niech tego nie robi.
- Wszystko w porządku? - zapytałem
- Tak, wszystko gra. Co tutaj robisz? - zapytała
- Zastępuję jednego ze strażników w patrolowaniu granic naszych terenów. Przeziębił się i nie ma siły, więc stwierdziłem że skoro mam dużo czasu i nudzi mi się to mogę go zastąpić. - kłamstwa dobrze mi wychodzą ale czas połączyć to z prawdą - Lider lubi wiedzieć co nowego słychać na jego terenach. A ty co tutaj robisz?

Afi?

Od Mazikeen- Polowanie cz.9

Data:
23 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Otworzyłam oczy i podniosłam się z ziemi. Reszta wilków spała lub po prostu odpoczywała. Po tej podróży spodziewałam się więcej wrażeń. Jedynym co nas spotkało, to walka z mantykorą.
Raz tylko widzieliśmy jelenia i nawet nie próbowaliśmy na niego polować; Westchnęłam ciężko i opuściłam grupę. Dotarłam w końcu do wąskiego strumienia. Położyłam się na brzegu i wbiłam
wzrok w taflę. Chciałam jak najszybciej poczuć chociaż odrobinę adrenaliny lub radości. Nagle coś zaszeleściło i pojawił się obok mnie jeden z wilków. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, znowu znikł. Pewnie nie mógł zapanować nad swoją mocą. Sama nie potrafiłam ogarnąć całego tego strachu. Moja moc pojawiła się gdy miałam z czternaście lat. Dalej nie wiedziałam, jak to dobrze wykorzystać, ani jakie skutki to niesie. Co prawda, czasami wywoływało to jakiś efekt.
- Co ci doskiwiera?- usłyszałam za sobą głos Liar'a.
- Chyba nuda. Nic tu się nie dzieje.- odparłam.
- Polowanie?- zaproponował.
- Nie. Mogę spłoszyć jelenie, a wtedy będą mi to wypominać.- westchnęłam.
- Może coś znajdziesz. Czego się wszyscy boją?- podsunął kruk.
- Ognia.- rozpromieniłam się.
Towarzysz uśmiechnął się delikatnie i przemienił się w potężnego jelenia. Po chwili znikł
pomiędzy drzewami. Wstałam szybko i wbiłam wzrok w las. Nawet gdyby wiedzieli, kto postanowił zabawić się iluzjonistycznym ogniem, nie mogliby nic mi zarzucić, mój pożar byłby tylko fatamorganą, omamem. Nigdy nikomu nic by się nie stało. A całe zamieszanie wygoni śnieżne jelenie na otwarty teren, gdzie łatwiej będzie je wytropić. Nie było mowy o żadnym ataku czy zamachu, tylko o próbie pomocy i napędzenia adrenaliny. A strach jest najlepszą motywacją, prawda? Na pobliskim drzewie pojawił się sztuczny płomyk. Po chwili przeskoczył na kolejny pień. Rozprzestrzeniał się szybciej niż normalny i wystarczyło tylko żebym odrzuciła tą wizję, żeby ogień zgasł. Chwilę później, pożar sięgał już wierzchołków drzew, przechodząc jeszcze dalej i zbliżając się jeszcze bardziej do grupy wilków. Zawyłam głośno, aby przebudzić towarzyszy i stanęłam w kregu iluzjonistycznego ognia. Płomień przeskoczył na moje futro, miło łaskocząc skórę. Byłam pewna, że jeśli ktoś wrażliwszy, zająłby się moim ogniem, zacząłby tarzać się po ziemi ze śmiechu. Całe teatralne zamieszanie, wywołało paniczną ucieczkę śnieżnych jeleni. Gdy któryś z nich mignął obok, kłapnęłam ostrzegawczo szczękami. W tą piękną noc nie zamierzałam zostać stratowana. Rozejrzałam się jeszcze raz po lesie, sztuczny pożar objął juz niemal cały teren. Jeszcze raz zawyłam przeciągle i rzuciłam się w pogoń za jeleniami o białej sierści.

Kto teraz? Zapolujmy szybko i wracajmy do domu.

Od Ange do Reyny

Data:
23 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Nawet tak nie mów... - Westchnęłam cicho i pokręciłam troszkę rozbawiona głową. - Wszystkie miejsca są piękne...
Kąciki ust wadery uniosły się delikatnie prawie, że niezauważalnie, na szczęście mi było dane zobaczyć piękny i delikatny uśmiech przyjaciółki.
- Może wejdziemy do środka? - Zaproponowałam z promiennym uśmiechem. - Zobaczymy co jest w środku, szczerze to nawet jeszcze tam nie wchodziłam...
Towarzyszka skinęła głową i spojrzała na mnie kątem oka, czekając zapewne aż pierwsza się ruszę. Wskoczyłam na niewielki kamień i sprawnie przeskoczyłam na drugi znajdujący się nieopodal. Rey szła spokojnie ścieżką, kiedy mi zachciało się na skakanie po kamieniach. Co chwila upewniałam się czy, aby na pewno za mną idzie i właśnie wtedy kiedy zagapiłam się, jedna łapa ześlizgnęła się z kamienia, a ja wyrżnęłam orła, uderzając pyskiem o ziemię. Usłyszałam za sobą cichy chichot i skrzywiłam się delikatnie, po czym podniosłam się z ziemi.
- To aż tak zabawne? - Spojrzałam na nią z bólem malującym się na pysku.
- Troszkę.... - Opanowała szybko swoje emocje i przybrała już normalną postawę.
- Hm... - Sama nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem, by zaraz i tak się uspokoić.
Już po chwili byłyśmy w środku i stąpałyśmy po starej, drewnianej podłodze. Byłyśmy w takim jakby holu, gdzie stały równie stare, jak podłoga meble, które były całe pokryte kurzem, co tylko pokazywało jak długo te budowle pozostawały puste. Przeszłyśmy do następnego pomieszczenia.
- Robi wrażenie... - Stwierdziłam, rozglądając się uważnie dookoła.
- Zgadzam się z tobą... - Przyjaciółka podeszła do jakiś starych obrazów, wiszących na ścianie.
Ja za to poszłam do jeszcze innego pokoju, gdzie było ciemniej niż w pozostałych pomieszczeniach. Zostałam na chwilę sama i zapanowała wokół mnie cisza. Nie słyszałam nawet krzątającej się za ścianą przyjaciółki, przez co w mojej głowie zaczęły powstawać dziwne urojenia. Po moim karku przeszedł dreszcz i odwróciłam się gwałtownie słysząc za sobą kroki.
- Rey...? - Spojrzałam na wilczyce, która patrzyła na mnie zaskoczona. - Matko... Nie strasz mnie tak... - Zaśmiałam się cicho.

Rey?

(!)ARCANA(!)

Data:
23 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Przypominam o zabawie z Arcaną! Podeślijcie kilka ciekawostek o swoich wilkach, przedstaw swe wilki lub napisz plotkę!
Wilki z Arcany mają już ciekawe teorie i plotki, a ty?

> KLIK <

Od Afi do Dajki'ego

Data:
22 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wiatr delikatnie muskał trawę. Chmury robiły się coraz cięższe. Widocznie zbierało się na deszcz. Cały świat tracił swoje kolory i zaczęło się robić szaro. Wraz w pierwszymi kroplami deszczu, poczułam jak na policzkach popłynęły łzy. Patrzyłam się w niebo i rozmarzyłam się na chwilę. Zmów myślałam o tym, jak to by było żyć pełnią życia. Zacząć na nowo, ale nie mogłam! Jedyna na, co mnie stać, to wiecznie czekać, aż nadejdzie koniec. Kiedy w końcu nie będę już dla nikogo nic warta, nie będę nikomu wadziła. Rozpłakałam się, a deszcz nabrał na sile. Wszystko stało się mokre, tylko nie ja. Nie mogłam poczuć nawet jednej z tych tysięcy kropel, tu na wzgórzu. W tym wyjątkowym miejscu, na odludziu. Z góry było widać całą dolinę w dole. Cudowny widok, a mnie to wszystko omijało szerokim łukiem. Wszystko mnie zawsze omijało, albo przenikało przeze mnie.
-Za dużo wymagam od mojej niematerialnej postaci. –powiedziałam zrezygnowana, wycierając łzy łapą.
Mimo deszczu usłyszałam coś w lesie. Odwróciłam się raptownie, starając się powstrzymać cieknące łzy.  Nie przesłyszałam się… Na pewno coś słyszałam. Patrzyłam w głąb lasu, lecz niczego tam nie było. Zaczęłam się niepokoić, chociaż i tak wiedziałam, że w postaci ducha i tak mi nic nie grozi. Uspokoiłam się widząc, że zza drzewa wyskoczył królik .
-Ahhhh, przestraszyłeś mnie. –odetchnęłam z ulgą i z powrotem zaczęłam podziwiać piękny krajobraz. 
-Przepraszam.
To nie był królik, albo mi już zaczęło odbijać. Ponownie się odwróciłam, zauważyłam wilka idącego w moją stronę.
-Stój, nie zbliżaj się! –nie zapraszałam tu nikogo.
Wilk przystał i zaczął się przyglądać. Przyzwyczajona do tej formy, spędzając jakiś tydzień na osobności, zapomniałam, że jestem przezroczysta. Poczułam się zawstydzona, bo jego wzrok był bardzo wymowny. Na pewno nie wyglądał, jak by patrzył się na ducha. Bardziej jak na waderę podczas cieczy. Miałam ochotę skoczyć i zaczęłam się do tego zbierać, kiedy wilk łagodnie się odezwał.
-Jak ci na imię?
-Afi. –nastała długa pauza. –A ty?   



Dajki? Przedstawisz się kto ty?

Niesamowity umysł...

Data:
22 marca 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
MAIL: pawel@landlord.com.pl || HOWRSE: AmeiS

Darmowy hosting zdjęć i obrazków
.:AFI AFI:.
Afi
WIEK: 19 lat
PŁEĆ: Wadera
RASA: Anioł
PŁODNOŚĆ | CIECZKA: Płodność | Miesiące parzyste
PARTNER/PARTNERKA/ZAUROCZENIE: -
OPIS: Afi przy porodzie odziedziczyła rzadką chorobę niedowładu w nogach. Brak mięśni w kończynach uniemożliwił jej całkowicie zdolność do poruszania się samodzielnie. Jej zbawienną nagrodą za taki cierpienie, jakie z tego powodu doznała, jest jej moc. Dzięki niej Afi potrafi opuszczać swoje materialne ciało i bez problemów poruszać się w świecie, którego nigdy w normalny sposób by nie zobaczyło, jako niematerialna postać. Pewnego razu wadera postanowiła, że już nigdy nie powróci do swojego ciała, które po kilku dniach przebywania poza nim, wpadło w wieczną śpiączkę. Bez możliwości powrotu do swojego ciała, będąc już jedną nogą w zaświatach, nie chciała sprawiać swoim rodzicom więcej problemów. Nie udało się jej jednak udusić samej siebie. Ciąży jej to ciągle. Świadomość, że zgrzeszyła starając się przyśpieszyć własną śmierć i tym, że jej rodzice muszą się nimi opiekować. Wadera jest religijna i wierzy we wszelkie moce nadprzyrodzone i życie po śmierci, bo widziała sama nie jednokrotnie inny świat, do którego jeszcze nie ma wstępu. Nie ma żadnej misji w życiu. Ulotna jak wiatr, z którym podróżuje, sprawując rolę "Anioła Stróża". Do czasu, aż jej ciało nie umrze, by na stałe zniknąć i pożegnać się z tym światem, do którego nigdy nie czuła przynależności. Skromna z powodu mniemania o sobie, że jest martwa. Nie chciała się nigdy urodzić. Uważa, że tylko sprawia problem swoją osobą.
Z charakterem jest spokojna, jak to duch, lecz szybko się płoszy i znika jak liść porwany przez wiatr. Uwielbia rozmawiać na filozoficzne zagadnienia. Uprzejma gotowa służąc zawsze dobrą radą, tam gdzie ją wiatr poniesie.
OPIS WYGLĄDU: Umaszczenie koloru białego z szarym przebiciem na zadniej części. Długie wychudzone łapy, tak jak i reszta jej ciała. Pomarańczowe ślepia, są jedyną niezmienną, wiecznie żywą częścią Afi, kiedy jej ciało umiera.
OPIS PRZEMIANY: Z jej grzbiet wyłaniają się dwa strumienie światła, które pokrywają się czarnymi piórami. W zamian jej sierść robi się całkowicie bialusieńka. A oczy nabierają błękitnego koluru jak dusze poległych z czasem nieskazitelnych grzechem.
UNIKALNA MOC: Caelum-Terra
Zdolność, która umożliwia Afi poruszania się w świecie materialnym, niematerialną częścią siebie. Porusza się w formie widzialnej, jak przeciętny wilk, lecz w formie nie widocznej dla nikogo, potrafi się poruszać z prędkością wiatru. Nie potrafi teleportować się z miejsca na miejsce.
POZYCJA: Duchowna

UMIEJĘTNOŚCI:
~ Siła (★)
~ Zwinność (★)
~ Szybkość (★)
~ Wytrzymałość (★)
~ Zdrowie (★)
~Unikalna moc(★)

RELACJE:
Do rodziców odczuwa dług, którego nie jest w stanie spłacić.
Obojętnie nastawiona rasowo.
SOLARY: 50S
EKWIPUNEK: -
CIEKAWOSTKI:
- Jako dusza przejawia czasem fizyczne objawy istnienia w świecie żywych.
OSIĄGNIĘCIA I PRAGNIENIA: -

.:AKTUALNOŚĆI:.

Nowa aktualizacja watahy będzie już niedługo :D Encyklopedia już prawie zapełniona, poczekajcie jeszcze troszkę! ~ Amera

Od teraz można być człowiekiem! Zapraszamy do wysyłania zdjęć lub artów twojej postaci jako człowieka.

.:TOPKA:.

© 2017 Eternal Wolves.
All rights reserved.
Design by Agata.