Twitter

.:EVENTY:.

Trwa teraz event pt. "Parada dusz"
Zainteresowanych zapraszam tu: KLIK

.:POGODA:.

Dni stają się coraz dłuższe, a noce krótsze. Cieplejsze dni zawitały do nas, a zimniejsze odeszły daleko daleko stąd. Cała przyroda została już praktycznie obudzona, kwiaty na drzewach i łąkach zaczęły rozkwitać, widać ciężarną zwierzynę co zapowiada ich przetrwanie gatunku a dla nas wspaniałe pożywienie. Wiosna jest okresem częstych deszczy, słonecznych dni, a także wiecznych. Pogoda potrafi się szybko zmienić w ciągu dni, dlatego trzeba być przygotowanym na wszystko. Wiosna to doskonały okres aby poznać swojego przyszłego partnera lub partnerkę, z którą spędzimy możliwe i całe nasze życie.

.:SKYPE:.

Chcesz z nami pogadać na skype? Nie ma problemu! -> KLIK
Jeżeli klikniesz ten link na górze, przeniesiesz się na skype jedynie z możliwością pisania na czacie.
Jeżeli jednak chcesz porozmawiać z nami, z głosem ale bez kamerek, to śmigaj na Skype/zainstaluj Skype i zaproś do znajomych Amerę(Skype -> Amera Castelss), a Amera doda Cię do grupy.
Jak na razie z rozmowy skorzystali: AmeiS, Amera, Lexie, Dannyl, Raven, Luka, Tiago, Xerda oraz Slake!

.:INNE:.

Chcesz coś zmienić w watasze? Oceń Eternal Wolves i powiedz nam czego oczekujesz! -> KLIK

Pamiętaj, aby obserwować nas na Twitterze! Ikonka Twittera znajduje się po prawej stronie od loga watahy!

Czegoś nie rozumiesz? Może chcesz zadać pytanie na asku? -> KLIK

.:KONTAKT:.


AMERA - Adminka
(zmniejszona aktywność)
Doggi - Ali010612
Howrse - Ali010612
Gmail - Sieralioness222@gmail.com
GG - 48141426
Skype - America Castelss

RITSU - Moderatorka
Doggi - lisia98
Howrse - lisia98
Gmail - lisia9855@gmail.com

SHIRO - Moderator
Doggi - cocolino98
Howrse - timenta
Gmail - korzystam z Ritsu gmaila

LEXIE - Moderatorka
(zmniejszona aktywność)
Howrse - Aleksa2003
Gmail - lexie.black01@gmail.com

.:WYŚWIETLENIA:.

.:WILCZE POGADANKI:.

Pogadaj z nami anonimie jeżeli chcesz :3 Nie zmuszamy, ale miło by nam było gdybyśmy się zapoznali :D

Od Mazikeen do Eidera

Data:
28 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zatrzymałam się gwałtownie i usiadłam na śniegu. Eider spojrzał za siebie i również stanął.
- Dlaczego mam ci ufać? Skąd mam mieć pewność, że nie sprowadzisz mnie do pułapki?- zapytałam.
- Czy ja wyglądam na spiskowca?- wilk uśmiechnął się przyjemnie.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Tak dawno nikt się do mnie nie uśmiechał. Był to taki zwyczajny, prosty gest, jednocześnie tak dużo znaczący. Odwzajemniłam uśmiech i ruszyłam w stronę wilka. Ten basior wydawał się uprzejmy i miły, zasługiwał na równie uprzejme traktowanie.
Był sobie król, był sobie paź,
i była też królewna.
Żyli wśród róż, nie znali burz,
Rzecz najzupełniej pewna.
żyli wśród róż, nie znali burz,
Rzecz najzupełniej pewna.

Zanuciłam tak dobrze znaną mi melodię. Spojrzałam na wilka po mojej prawej. Przypatrywał mi się z ciekawością. Uśmiechnęłam się delikatnie i zmrużyłam oczy, delikatnie zwalniając.
Kochał ją król, kochał ją paź,
królewską te dziewoje.
Królewna też kochała ich,
kochali się we troje.
Królewna też kochała ich,
kochali się we troje.
Opuściłam głowę i otrzepałam sierść. Nie powinnam była pozwalać sobie na żal i wspomnienia. Nucenie nie leżało już w mojej naturze i jednoznacznie nie powinnam już była tego robić. Odchrząknęłam delikatnie by przywrócić brzmienie mojego głosu. Spojrzałam na basiora i szybkim ruchem otarłam samotną łzę spod oka.
- Daleko jeszcze?- warknęłam.

Eider? Przepraszam za tą nieudolność xd

Od Eidera do Maze

Data:
28 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Jeszcze nie świtało, było ciut za wcześnie na to. Zarysów słońca nie można było dostrzec, ale zaczęło robić się coraz jaśniej. Horyzontowa łuna lekko odbijała się od chmur tworząc plamiastą powłokę światła na ziemię. Wyglądało to ciekawie. By zaobserwować jednak coś podobnego trzeba było porą Zimową wstać przed szóstą. Wędrowałem szczytem dolin raz w cieniu, raz pod słoneczną chmurką. Patrząc nieustannie w niebo, pewnie stawiałem łapy po kamienistej fałdzie szerokiej na jakieś trzy metry. Cały teren wyglądał podobnie. Jak labirynt, tu dolina, a za nią góra, same doliny i górki. Widok z perspektywy ptaka nie różniłby się zbytnio od wypływających wnętrzności z brzucha wioli.
Poruszanie się tutaj nocą jest równoznaczne z robieniem kółek ciągle w tym samym miejscu. Chyba, że zna się te tereny tak dobrze jak ja, by poruszać się tu za dnia, jak i w nocy. Robiłem poranny rekonesans, by sprawdzić czy nikt nie zaplątał się gdzieś w okolicy. Dziś wypadło na mnie jako jednego ze strażników. Uwielbiam tu przebywać Zimą. Jest to jeden wielki plac zabaw tej pory.
Zjeżdżając z śnieżnego nasypu jak na zjeżdżalni dostrzegłem czyjeś ślady na śniegu. Ewidentnie wyglądały na wilcze, a po ich zanurzeniu w śniegu wnioskowałem, że jest to postać wagi piórkowej.
-Czyżby dama w opałach? –uśmiechnąłem się sam do siebie i ruszyłem za śladami.
Problem zaczął się , gdy trop nachodził na siebie. Samotny wędrowca widocznie zbłądził robiąc kółka. Co prawda za kilka chwil słońce powinno już wyjść nad horyzont, ale nie ważne, czy świeci jasno, jeśli się nie zna tych rejonów, to nic to nie da. Przecinające się ślady tylko ułatwiały mi robotę. Nie musiałem chodzić tymi samymi okrężnymi drogami, co zagubiona owieczka.
Wschód słońca jest tak samo uroczy co jego zachód. Nie marnując tak pięknego zjawiska, które widziałem już po tysiąckroć, wszedłem na górę. Po lewej stronie w dolince miałem swój trop, zaś po prawej piękny wschód. Nie podziwiałem go zbyt długo, bo po drugiej stronie górki, na którą się wspiąłem, dostrzegłem czarną wilczycę zmierzającą w moim kierunku. Usiadłem sobie na śniegu czekając, aż zguba przyjdzie sama do mnie. Wadera w momencie, gdy dostrzegła mnie na wzniesieniu, zatrzymała się.
-To ty zostawiasz te ślady w dolinach? –zapytałem z lekka wystraszoną waderę.
Jej lęk w ułamku sekundy przemienił się w nienawiść, gdybym to ja ją tu zostawił.
-Coś za jeden? –posłała mi groźne spojrzenie.
-Eider. Kumple z pracy mówią mi Edi.  –pokazałem jej skrawek zimowej peleryny z naszytym logiem obrońców granic piekła. –Jeśli można, ty to?
-Mazikeen.
-Zgubiłaś się?
-Nie! –obraziła się. –Tylko sobie spaceruję.
-W takim razie nie zawracam więcej głowy. –skierowałem się w stronę strażnicówki oddalonej kilka kilometrów stąd.
-Zaczekaj! Wiesz może, w którą stronę jest miasto Tower?
-Co prawda jest mi nie po drodze, ale mogę kawałek cie zaprowadzić.
-Nie. Dziękuję. Kierunek mi wystarczy.
Spojrzałem na ślady zostawione przez waderę i stwierdziłem, że wskazanie kierunku i tak za dużo jej nie da. Nie przepadam doprawdy za błądzącymi duszami, które nie potrafią się przyznać do tak błahej sprawy. Każdy ma prawo się zgubić. Nie mając zbyt wielkiego wyboru, jak wyprowadzić ją z labiryntu, powiedziałem, by szła za mną.
Mazikee nic nie odpowiedziała. W milczeniu posłusznie podążała za mną zachowując dystans kilku metrów. Najkrócej było przejść koło wodospadów Dakoty. Stamtąd nie ma co prawdy żadnej ścieżki, ale to będzie już tylko kilka kilometrów po prostej. Martwił mnie dystans wadery, który zachowywała, ale co ja mogłem na to poradzić. Chyba tak źle nie pachniałem, a żeby nie ufać nawet strażnikom, trzeba być już całkowicie wyobcowanym i pozbawionym choćby odrobiny zaufania.

Maze pokaż swój charakter. ;)

Od Ichigo do Akutagawy

Data:
28 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Dobrze. Ale mogłoby być lepiej - powiedziałem, ze stoickim spokojem.
Zawsze mogło być lepiej i Akutagawa musiał to wiedzieć.
***
Zastanawiające, jak wiele podobieństw było we mnie i moim synu. Równie niebezpieczna moc, niepokojące podejście do życia i brak zdrowych umiejętności społecznych. Wiedziałem, że jeśli nie otrzyma wsparcia, może stać się niebezpieczny, więc starałem się mu je zapewnić. Ale nie byłem w tym najlepszy, nic zresztą dziwnego. W jego wychowaniu nie odniosłem takich efektów, na jakie miałem nadzieję. Dzieliła nas ogromna różnica - starałem się uspołecznić, poprawić, przy czym Akutagawa pozostał w swoim świecie, trzymając się świadomie w odległości od innych. Może tak jest lepiej. Nie mnie osądzać, pozostawiłem go więc takim, jakim był, nie napierając. Utrzymywałem kontakt, starając się nie narzucać.
Nie oznaczało to, że przestałem mieć go na oku. Może był moim synem, ale stanowił zagrożenie i oboje mieliśmy tego świadomość. Dlatego starałem się go obserwować, dyskretnie. Rzadko na siebie wpadaliśmy, zajęci swoimi sprawami. Akutagawa był uprzejmy, lecz chłodny i odpowiadał mi taki stan rzeczy. Prawdopodobnie wiedział, że go śledzę, nigdy jednak nie wspomniał o tym ani słowem.
Czasem proponowałem mu sparring, by mógł ochłonąć i rozładować emocje. Zdążyłem się przekonać, że straszliwy z niego choleryk, a kiedy się denerwował zbyt mocno, robił się nieostrożny. Jego moc przerastała jednak moją i miałem pewność, że kiedy Akutagawa nabierze doświadczenia, niewielu będzie w stanie go pokonać. Wątpiłem w to, że mógłbym to zrobić, nie uciekając się do nieczystych zagrań.
Był dobry w tym co robił i lubiłem patrzeć, jak walczy. W jego mocy było coś niepokojącego, pierwotnego, stawiającego automatycznie w stan wzmożonej czujności. I słusznie.

Akutagawa?
Krótko, ale nie bardzo wiedziałam jak rozpocząć "dorosły" aspekt.

Od Chuuya do Saerana i Dazaia

Data:
28 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ciemność. Bezwład, pustka. Nagle woda, czarny wilk o złocistych oczach, jakże były czarujące! Brązowe akcenty na jego futrze mieniły się w słabych promieniach słońca. Znajdujemy się nad wodą, nie znam tego miejsca. Głęboki wdech i wydech basiora wyrwał mnie z zamyślenia. Byłem tak, lecz tylko jako obserwator, nie mogłem wykonać żadnego ruchu. Wskoczył wśród tafle wody. Tonął w granatowych odmętach zimnej otchłani, ciągnąc mnie za sobą.
 
~~*~~~~*~~
 
Obudziłem się. Uderzyłem nerwowo łapą o twardą powierzchnię. Powróciło mi czucie wraz ze zmysłem wzroku. Jaskinia? Jedyne co pamiętam to zwierzyna i dwa basiory oraz polanę. Poczułem palący ból na boku. Syknąłem. Na mój łepek zaświeciło słońce, spojrzałem w tamtą stronę. Zauważyłem czarną kitę oraz nieco niżej, obok, rudą. Od razu wiedziałem do kogo należą! Do basiorów, którzy być może mnie tu przynieśli. Powstałem z lekkim trudem, upewniłem się, że utrzymam swój ciężar na swoich łapach i truchtem ruszyłem w kierunku ciemnego basiora. Usłyszałem za sobą czyjś głos, jednak nie to teraz się liczyło. Jego imię, ach...coś na D. Mam!
- Dazai! - krzyknąłem na ile było mnie stać.
Samce zatrzymały się i odwróciły. Złote oczy wyrażały zdziwienie. Byłem kilkanaście metrów od nich, a odległość malała z każdym szybkim krokiem. Znajdowałem się już przy nich, gdy moja przednia łapa uderzyła w coś wystającego. runąłem na łeb, na szyję wprost na czarnego basiora.
Zaskomlałem cicho w ostrzeżeniu, lecz nic to nie dało. Wpadłem na niego. Zaczęliśmy toczyć się wspólnie, aż w końcu wylądowaliśmy. Bok dawał o sobie znać. Leżałem, nie miałem odwagi wstać, kolejny czynnikiem był też ból. Poczułem gorąco, zawstydziłem się. Nie ma to jak być gapą w takich momentach. No cóż nic się nie poradzi. Zacisnąłem usta i oczy, westchnąłem.
- Przepraszam...ja...ja - mówiłem wciąż leżąc.
Jestem genialny, najpierw na kogoś wpadam, a teraz nawet nie umiem się wysłowić. Cudownie. Chwila ciszy wydawała się ciągnąć długimi minutami, a mi było coraz bardziej wstyd.
 
 
Dazai? Saeran?

Od Akutagawy do Mazikeen

Data:
27 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Co za spryciarz... - wysapałem, postępując parę szybkich, aczkolwiek zataczających się kroków do przodu.
Pragnąłem dogonić Maze i dokonać na niej należytej zemsty. Na pragnieniu jednak pozostało.
Wadera niezwykle skutecznie pozbyła się mojej osoby. Niezwykle... Miałem co do tego naprawdę wiele pytań, lecz tym podstawowym i najważniejszym okazało się pytanie: jak? Jak ta cholerna wiedźma tego dokonała? Jak się o tym dowiedziała? Jak unicestwiła wszelką logikę, tworząc przed mymi oczyma tak realistyczny obraz? Tak prawdziwy obraz?
Rashoumon...
Wewnętrzna bestia, będąca istną zmorą mojego dzieciństwa. Niebezpieczna broń. Mimo mym każdorazowym, stanowczym zaprzeczeniom zwana "maszyną do zabijania". Opinia poszczególnych wilków brzmi zupełnie identycznie, twierdząc, że przeznaczeniem ów umiejętności są morderstwa. Każda forma Rashoumona przypomina kolejne narzędzie sadystycznych tortur. Wiele wilków uważa, że wpływa to na moją psychikę. Lecz są to...
Brednie!
Czuję się wspaniale. Rashoumon jedynie podkreśla moją potęgę. Jest wspaniałym dodatkiem i tyle.
Aczkolwiek. Mój własny ojciec powiedział mi, że osobiście zacznie na mnie polować, gdy zabiję członka watahy. Byłem wówczas żałosnym szczenięciem, liczącym na to, że coś tak silnego, jak Rashoumon, będzie przeze mnie na wieczność trzymane w ryzach. Opanowałem bestię, lecz wraz z dorosłością, a więc i większą rozwagą, pojawił się we mnie lęk. Lęk przed nieoczekiwanym wyrwaniem się mej umiejętności. Przed zawiedzeniem nauczyciela, będącego jednocześnie moim ojcem. Nigdy w życiu nie odczuwałem strachu i nigdy w życiu go nie odczuję. Rashoumon jest moim lękiem, lecz nie strachem. Sprawia, że ostrożnie podchodzę do większych osad oraz społeczności wilczych, z obawy, że zwyczajni cywile, w dodatku w takiej ilości, mogliby zginąć z powodu braku opanowania. Moja bestia łaknie krwi, wiem o tym nie od dzisiaj, lecz wymierzanie nią niesłusznej sprawiedliwości nie jest w moim typie. Prawda jest taka, że nigdy nie pragnąłem być tym, kim jestem na dzień dzisiejszy. Nie planowałem tego. Nie dążyłem do tego. Mimo to mój charakter ukształtował się właśnie w taki, a nie inny sposób i żyję z tym. Aż po dzień dzisiejszy. Może to zabrzmieć nieco nieprawdopodobnie, lecz wizja zniszczenia, przedstawiona przez Maze, dała mi naprawdę wiele do myślenia. Do tej pory znałem zagrożenie ze strony swej unikalnej mocy, a jednak nigdy nie myślałem nad nim w sposób całkowicie realny.
Życie to nie bajka.
Czujnie rozglądnąłem się i nie zastając niczego szczególnego w okolicy ruszyłem przed siebie. O tak późnej porze zazwyczaj wykonuję znacznie pożyteczniejsze czynności od zanudzania własnej osoby filozoficznymi przemyśleniami.
***
Następnego dnia postanowiłem oczyścić umysł spacerem. Ostatnimi czasy miałem sporo wolnego czasu. Wataha była bezpieczna, zwiadowcy nieczęsto interweniowali, tymczasem zlecenia dla cichociemnych były nad wyraz szybkie i proste. Wiedząc parę faktów o obecnym stanie oraz zmartwieniach mego dziadka mogłem szczerze ocenić sytuację w watasze na wyjątkowo dla niego korzystną. Nie zmienia to jednak faktu, że w każdej chwili może ona ulec gwałtownej zmianie, a wówczas musimy być w pełnej gotowości. Spokój ostatnich dni wyjątkowo mi jednak odpowiadał. Zadziwiająco wręcz. Zazwyczaj rozpierała mnie wyjątkowa energia, a tymczasem od wczorajszego dnia odczuwałem znacznie silniejsze zamiłowanie do ciszy. Kojącej ciszy. Ciszy uspokającej moje rozedrgane nerwy. Obserwując każdy szczegół mijanego przeze mnie krajobrazu miałem jednak niesamowite wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Potajemnie, aczkolwiek ze znacznymi zdolnościami sprytnego myślenia. Tereny watahy od zawsze były pełne ptactwa wszelkiego rodzaju, jednak od czasu spotkania Maze prześladywało mnie wrażenie, mniemające, iż kilkukrotnie widywałem pojedyncze kruki. Zazwyczaj widywałem je rzadziej. Niegłupim wytłumaczeniem zaistniałej sytuacji mogłaby się okazać teoria twierdząca o tym, że był to wyłącznie jeden ptak. Być może nawet sprawca stojący za moim wrażeniem bycia szpiegowanym. Na szczęście nie musiałem długo czekać na rozwiązanie tej zagadki. Gdy trajektoria lotu kruka w pewnym momencie zaczęła się obniżać, pobiegłem za nim jednym z tych cichych biegów, jakie wykorzystywałem do zawodu cichociemnego. Takim oto sposobem dotarłem zarówno do kruka, jak i jego właściciela. Ptak wylądował na podniesionej łapie czarnej wadery, którą miałem okazję poznać zeszłej nocy. Maze. Maze ze swoimi powalająco niebieskimi oczami. Wpatrywała się we mnie, spodziewała się mnie. Wbrew wszelkim pozorom nie miałem najmniejszych chęci by wygarnąć jej wszystko to, co o niej myślę i wszystko to, co myślę o jej szpiegostwie. Wlepiłem swe nijakie, szare spojrzenie w podłoże, nie chcąc być dłużej oskalpowywany jej wzrokiem. Mimo to odezwałem się jako pierwszy:
- Masz mój szacunek.

Mazikeen?

Od Mazikeen do Akutagawy

Data:
27 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Trafił swój na swego.- zaśmiałam się pod nosem.- Aczkolwiek, jesteś strasznie wkurzający.
Basior odwrócił się gwałtownie i spojrzał na mnie z mordem w oczach. Uśmiechnęłam się mimowolnie i ruszyłam w jego stronę. Kilka kroków przed basiorem zatrzymałam się i usiadłam na wilgotnej ziemi.
- I nie nazywaj mnie ''mała''. Strasznie tego nie lubię.- uśmiechnęłam się.- Przy okazji, mój drogi. Inne wilki się ciebie boją?
- Owszem. Szanują mnie i drżą przede mną.- odparł wilk.
Tym razem nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam głośnym śmiechem. Akutagawa spojrzał na mnie zdziwiony. Jego mina była wykrzywiona grymasem gniewu i zdumienia, że ponownie ogarnęła mnie fala wesołości. Padłam na ziemię i zaczęłam się turlać, próbując się uspokoić. Gdy zobaczyłam basiora, stojącego nade mną i przyglądającego mi się z dziwną iskrą w oczach, natychmiast się ogarnęłam i wstałam szybko.
- Jesteś strasznie zabawny.- rzuciłam w końcu.
- Ja? Zabawny?- warknął.
Spojrzałam wilkowi w oczy i przygryzłam wargę, walcząc z nerwowym chichotem. Wtedy wyczułam jego strach. Lęk przed utratą kontroli nad jego bestią, unikalną mocą. Stanęłam pewniej na nogach i przyjęłam wizję zmory basiora. Według mojego towarzysza, podczas wizji, oczy wywracały mi się do tyłu, ukazując białka, a przy większych fobiach, z pyska ciekły mi strużki krwi. Jednak tym razem, poczułam, że Akutagawa rozpaczliwie stara się ukryć swój strach, przez co utrzymanie wizji było trudniejsze. Przed oczami przeleciały mi różne obrazy. Otworzyłam oczy i szaleńczo się uśmiechnęłam. W ustach czułam wyraźny metaliczny posmak, a pod oczami czułam ciężar szkarłatnej cieczy. Skoro wilk, z którym poprzednio walczyłam pokazał swoją moc, nadeszła teraz moja kolej. Podniosłam wzrok i zaczęłam wpatrywać się w oczy basiora, świdrując go spojrzeniem. Z mojego ciała podniosły się strużki dymu i po chwili towarzysz, tym razem w postaci szarego szczeniaka stanął przy moim boku. Przyjęłam formę bestii Akutagawy, Rashoumona o kształcie przypominającym wielką paszczę i zaczęłam rzucać się na boki. Dymne postacie znikały w bestii, cienie wilków i szczeniaków, Gdy basior zamarł ze zgrozą w oczach, zatrzymałam działanie mocy. Opadłam zgrabnie na ziemię i popatrzyłam z satysfakcją na sylwetkę wilka. Wygięłam się i ziewnęłam przeciągle i po raz trzeci ruszyłam w stronę lasu. Miałam już serdecznie dość tego nachalnego basiora. Nie podobała mi się jego duma i przesadnia pewność siebie. Prychnęłam lekceważąco i pognałam przed siebie z nadzieją, że w najbliższym czasie nie spotkam już żadnego demona z tego stada. Jeśli wszystkie wilki na tych ziemiach miały w sobie tyle arogancji i na tyle zawyżone poczucie własnej wartości jak Akutagawa, wolałam żyć na wygnaniu. Weszłam w las wyczerpana i zirytowana. Liar jednak pozostał przy basiorze, obserwując jego dalsze poczynania.

Aku? Powodzenia z odpisem.

Od Dazaia do Saerana i Chuuyi

Data:
27 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Przypatrywałem się basiorowi, przez moment wahając się, czy nie cofnąć się z Sae i ominąć go. Jednak mój przyjaciel już się odezwał. Uśmiechnąłem się krzywo, słysząc jego pytanie. Sądząc z tego, co widziałem z dala i słyszałem wcześniej, za dobrze nie było.
- Nie - odpowiedział tylko nieznajomy, dość zduszonym głosem.
Saeran rzucił mi wymowne spojrzenie. Jęknąłem teatralnie.
- Chcesz mu pomóc? Przecież nawet go nie znamy - miałem chociaż tyle taktu, by ściszyć głos.
- Ale tak trzeba. Prawdopodobnie jest jednym z nich, jeśli komuś pomożemy łatwiej nas zaakceptują.
To do mnie przemówiło.
- Więc idź poszukać kogoś, kto wskaże nam drogę do medyka, a ja z nim posiedzę, żeby go coś nie zjadło.
Wilk spiął się zauważalnie, kiedy zacząłem się zbliżać, a Saeran zniknął z pola widzenia.
- Dobry dobry - powiedziałem, z radosnym uśmiechem pogodnego szaleńca.
Basior wymamrotał coś na powitanie.
- Więc, mój przyjaciel poszedł szukać kogoś, kto wie, jak ci pomóc. Ma na imię Saeran. Spędzimy razem trochę czasu, więc może czas się zapoznać. Może nie uwierzysz, ale mam na imię Dazai - paplałem radośnie.
- Chuuya - odpowiedział.
- Chuuya... Jak miło. Skoro się już znamy, Chuuya, nie chcesz może popełnić wspólnego samobójstwa... Zawsze chciałem z waderą, ale może też się nadasz - posłałem mu ciepły uśmiech.
Basior rzucił mi sceptyczne spojrzenie.
- Nie sądzisz, że to trochę nie fair? Ja już jestem ranny, a ty nie. Popełnienie samobójstwa byłoby nierówne.
U, inteligentny, lubię takich.
- Masz rację! W takim razie, poczekam na Saerana, zabierzemy cię do medyka, a potem się do ciebie zgłoszę.
Zamilkliśmy, gapiąc się przed siebie. Nie potrzebowałem rozmowy, a on też jej nie zaczynał. Sae wrócił po dłuższym czasie, prowadząc pewną waderę. Przedstawiła się, ale nie zapamiętałem jej imienia. Niezbyt interesująca.
- Nie będę mógł cię ponieść, jeśli będziesz się rzucał, więc wybacz, musisz spojrzeć mi w oczy.
Chuuya wyczuł, że coś jest nie tak. Rzucił się raz i drugi, ale osłabiony utratą krwi niewiele mógł zrobić. Ostrożnie przytrzymałem jego głowę tak, by móc złapać jego wzrok. Moje oczy stały się ciemne, a ten cień przeniknął do jego. Basior przestał się miotać, aż w końcu opadł nieprzytomny.
- Będzie miał słodkie sny - rzucił z przekąsem Saeran w kierunku wystraszonej wadery.
Wziąłem Chuuyę na grzbiet.
- Chodźmy wreszcie, nie będę go tak trzymać wiecznie.
 Dostarczyliśmy basiora do medyka i ulotniliśmy się zaraz po tym, kiedy zaczął się budzić. Z doświadczenia wiem, że wilki nie widzą nic dobrego w swoich snach, kiedy ich usypiam. Mogą dostrzegać fragmenty mojego życia i najczęściej są to samobójstwa. Więc kiedy budzą się i widzą nad sobą basiora, który przed momentem się topił, panikują.

Saeran? Chuuya?

Od Akutagawy do Mazikeen

Data:
27 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Na dźwięk głosu wadery skrzywiłem się i charknąłem niesympatycznie.
- Maze? – powtórzyłem oschle. – Maze, Maze… Pani Maze.
Gwałtownie uniosłem się w powietrze czterema promieniami swej bestii, po czym wycofałem je, stabilnie lądując na podłożu. Niedbale zatoczyłem się w prawą stronę, po czym wybuchłem tak głośnym śmiechem, że wadera wzdrygnęła i odwróciła się w moją stronę. Gdy tylko to uczyniła odezwałem się rozbawionym i pełnym ironii tonem:
- Jest pani cholernie naiwna, pani Maze. – przerwałem z dramaturgią godną istnego aktora. – Aczkolwiek niecodziennie widuje się wilki, które zachowują własne życie na tyle długich minut po ataku na moją osobę.
- Twoją osobę? – powtórzyła z wyraźnym prychnięciem.
- Zawsze mogę odmienić tę sytuację. – wyszczerzyłem się w niemym wyrazie cwaniactwa. – Aczkolwiek istotnie mnie pani bawi, pani Maze. Zastanawiające.
Czarna wadera przewróciła pogardliwie oczami, po czym ruszyła w stronę przeciwną do mojej z ogromną dumą wypisaną w krokach i radością z przechytrzenia mojej osoby słyszalną w radosnym nuceniu pod nosem. Jej reakcje były doprawdy interesujące. Pobudzały moją naturalną chęć do sprawdzania wytrzymałości wilków. Ciekaw jestem, ile taka słaba wadera potrafiłaby zdzierżyć. Znam swoje własne działanie na wilczą psychikę. Wbrew pozorom. Mimo znacznej umiejętności profesjonalnego wnerwiania mam jeszcze wiele innych broni w zanadrzu. Jedną z nich z pewnością jest nieprzewidywalność. To właśnie ona jest głównym sprawcą, odpowiedzialnym za sposób postrzegania mojej osoby przez inne wilki. Budzę strach. Nikt nie czuje się pewnie w mojej towarzystwie. Nikt, oprócz tej walniętej samobójczyni. Musi być nowa, gdyż w przeciwnym wypadku okazywałaby mi należyty szacunek i nie rzucałaby się prosto w paszczę samej Śmierci. W najbliższym otoczeniu każdy już wie o moich słabych nerwach i niepohamowanej impulsywności. „Maze” nie miała bladego pojęcia, z kim w rzeczywistości wszczęła bój.
Na moich ustach pojawił się szeroki i przepełniony psychopatycznością uśmiech. Zamknąłem oczy i skupiłem się wyłącznie na jednym – na odpowiednim wycelowaniu Rashoumona. Wyczuwając drogą układu krwionośnego i drgań podłoża odległość jej przebywania wyszeptałem pod nosem polecenie skierowane do mojej bestii. „Sawarabi, Murakumo”. Spod niespodziewającej się wadery wystrzeliły w powietrze liczne promienie zakończone kościstymi łapami. Z charakterystyczną jedynie dla mojej umiejętności szybkością przybiły waderę do podłoża. Gwałtownie, aczkolwiek z niewielką siłą. Przecież nie pragnę jej w jakikolwiek sposób "uszkodzić".
Na razie…
Podszedłem do wadery marszowym krokiem i zatrzymałem się dopiero tuż nad jej rozwścieczonym pyskiem. Triumfalnie się uśmiechnąłem, lecz z zaskakującą szybkością spoważniałem. Wpatrując się z nieukrywaną bezczelnością w jej niebieskie oczy znajdujące się w położeniu odwrotnym do moich zamachnąłem się łapą, aczkolwiek powstrzymałem się i nie zadałem uderzenia. Zamknąłem oczy zrezygnowany, po czym sapnąłem z pogardą. Bezwiednie przywaliłem jej w policzek. Jedynie.
- Zapamiętaj sobie jedno, paniusiu. Imię Akutagawa nie jest imieniem, na które chciałabyś natrafić, znając plotki, aczkolwiek nie znasz ich, więc przekażę Ci ich skrótową treść.
Wadera otworzyła usta, najwyraźniej chcąc przemówić, lecz ja, nie zwracając na nią mej jakże cennej uwagi, kontynuowałem:
- Jestem cholernie niebezpiecznym wilkiem. Nie zadzieraj, mała.
Po czym machnąłem lekceważącym gestem łapą i odwołałem moc Rashoumona.

Mazikeen?

Od Mazikeen do Akutagawy

Data:
27 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Kim jesteś?- warknęłam.
- Czy to ma znaczenie?- odparł basior.
- Będę wiedziała kogo później zabić.- wycedziłam ze złością.
- Akutagawa Ryūnosuke. Życzę powodzenia.- zaśmiał się mój oprawca.
Uśmiechnęłam się mimowolnie. Wilk stojący przede mną był pewny siebie i robił coś, co rzadko stawało na mojej drodze. Mianowicie, nie uciekł i jawnie stawiał mi wyzwanie, a ja umiałam to docenić. Szarpnęłam się mocno, szacując szanse na wydostanie się z pułapki. Promienie mocno oplatały moje ciało, jednak wiedziałam, że wszystko ma swój czuły punkt. Koło mojej głowy pojawił się ciemny obłok dymu. Wchłonęłam go niezauważalnie i od razu poczułam energię pochodzącą od mojego towarzysza.
- Puść mnie.- spojrzałam łagodnie na basiora.
Wilk pokręcił głową i westchnął zrezygnowany. Zapewne liczył na kogoś, kto chciałby walki i pomimo tego, że być może nie zdawał sobie z tego sprawy, kogoś takiego znalazł. Od dawna nie walczyłam z innym wilkiem, nawet jeśli nie miałaby się skończyć krwawą porażką jednej strony. Gdy ucisk delikatnie zelżał, wykręciłam się szybko i wylądowałam na ziemi kawałek dalej. Warknęłam cicho i pognałam na basiora. Wilk zauważył mnie zaskakująco szybko i z jego pleców wystrzeliła strużka, przypominająca wielką rękę. Odskoczyłam na bok i kłapnęłam szczękami. Gdy promień wystrzelił ponownie, byłam już przy basiorze. Skoczyłam na ciało wilka i powaliłam na ziemię. Przycisnęłam go łapami do podłoża i wyszczerzyłam zęby.
- Teraz to ty jesteś w potrzasku.- zaśmiałam się.
- Kim jesteś i co tu robisz?- upierał się dalej basior.
- Mów mi Maze.- uśmiechnęłam się i zeszłam z wilka. Zaśmiałam się cicho i odeszłam powoli, wesoło machając ogonem.

Aku? Boże, masz za długie imię.

Od Saerana do Dazaia i Chuuyi

Data:
26 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Przyglądałem się Dazaiowi, gdy jego ciało zaczęło stapiać się z cieniem. Mimo, że nie widziałem tego po raz pierwszy, zawsze mnie to fascynowało. Jego sylwetka powoli znikała w mroku, a gdy basior zamknął oczy, stał się prawie niewidoczny.
Jeszcze przez chwilę patrzyłem w miejsce, gdzie leżał, odwracając wzrok dopiero wtedy, gdy uznałem, że mogę obejrzeć coś innego, ciekawszego. W lesie, jak to w lesie było mnóstwo wszelakiego zielska. Każde o innych liściach, odcieniu zieleni i brązu, na niektórych pozostało jeszcze trochę śniegu, teraz już bardziej przypominającego ciapę niż zmarznięte kryształki wody. Usilnie starałem się dostrzec w roślinności cokolwiek ciekawego lub co najmniej interesującego, jednak poddałem się po kilku minutach, kładąc się niedaleko Dazaia. Przy dobrych wiatrach czekał mnie dzień nudy, w najgorszym wypadku dwa. Oparłszy głowę na łapach, postanowiłem, że chociaż spróbuję zasnąć. Wolałem nie spać później przez kilka dni, niż teraz siedzieć i nic nie robić. Bezczynność z reguły mnie denerwowała. Nie lubiłem siedzieć w miejscu, mój umysł od zawsze domagał się ruchu, nie potrafi przyzwyczaić się do odpoczynku. Czasami było to pomocne, częściej jednak tylko przeszkadzało. Przymknąłem oczy, próbując skupić myśli na jednej, pozytywnej rzeczy.
Powinienem dostać jakiś order, naprawdę. Wytrzymywanie z Dazaiem było gorsze niż pobyt w zakładzie psychiatrycznym. Basior skupiał wokół siebie wszystkie sfery szaleństwa, skumulowane w marzeniu o samobójstwie. Nie raz i nie dwa próbowałem zamknąć mu pysk, ale ten z łatwością odpychał mnie od siebie, przy czym w jego ślepiach błyszczały łobuzerskie ogniki.
Podczas spaceru naszą uwagę zwróciło dość głośne skomlenie, sądząc po głosie wilczego samca, dlatego z pewną ostrożnością, ruszyliśmy w kierunku źródła dźwięku. Tak jak się spodziewałem, basior leżał skulony, najprawdopodobniej zasłaniając ranę. Zobaczywszy nas, spiął się prawie niezauważalnie, ale po chwili, jakby ocenił, że nie stanowimy zagrożenia, na powrót się rozluźnił.
- Wszystko w porządku? - zapytałem, chociaż doskonale wiedziałem, że odpowiedź będzie przecząca.

Dazai? Chuuya?

Od Ethana do Reyny

Data:
26 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Jestem obrońcą - odpowiedziałem z szerokim uśmiechem waderze. - I biegaczem.
- Gratuluję odwagi, ja bym tak nie potrafiła. A jeśli miałabym kogoś obronić, osoba ta powinna się martwić - zażartowała, co wprawiło we w dobry humor. Tęczówki zmieniły swoją barwę na kolor pomarańczowy.
Ruszyliśmy spokojnym krokiem, mijając różne targowiska, rozmawiając i śmiejąc się.
Zmierzaliśmy właśnie ku szerszej, leśnej drodze, oddalając się od targowiska.Panowała miła atmosfera.
Do czasu...
Nagle zza wielkich krzewów i pni powalonych drzew wyskoczyło grono basiorów różnego umaszczenia, większość czarna jak smoła. Okrążyli nas, zagradzając drogę ucieczki.
-No no no...Kogo ja tu widzę Nie wiedziałem że znalazłeś sobie panienkę.- odezwał się jeden z nich, wychodząc na środek przed szeregiem czarnych wilków. To ten z rządu, ten najwyżej postawiony w ich hierarchi. Ten, co zarządził zamordowanie Shimetsu.
- Lucyfer, jak miło. - odparłem spokojnym tonem. Musiałem zachować zimną krew, dla Reyny. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby zginęła za mnie. Musiałem opanować swoje emocje, dopóki nie było możliwości ucieczki. Poczułem jak tęczówki przybrały błękitny odcień, emanujący spokojem.-Co cię tu sprowadza?
Na jego pysk wpadł szyderczy uśmiech.
Spojrzałem ukradkiem na Rey- w jej oczach czaiła się nuta strachu. Przybliżyłem się lekko do wadery, chcąc dać jej poczucie bezpieczeństwa i zapewnić jej to, że jeśli zaatakują, oberwę ja, nie ona.
-Myślę, że się ucieszysz, kiedy to zobaczysz.- Gdy szereg wilków rozsunął się na boki, a jak ujrzałem moją córkę, splątaną w sznury, stanęło mi serce.
- Tato...- wydusiła z siebie Nashime, po czym upadła z wielką siłą znosząc ból.
- Nashime!-moje nerwy puściły. W mgnieniu oka nastąpiła przemiana, która rozproszyła zgromadzone wilki. Niektórzy pouciekali w pośpiechu. Została tylko mała gromadka sprzymierzeńców Lucyfera,która od razu rzuciła się na mnie. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Wokół mnie i Reyny pojawił się ognisty mur, który chronił mnie i waderę przed basiorami. Poparzeni uciekli w las. Uchwyciłem w objęcia przestraszoną Reynę. Wadera nie protestowała. Machnąłem łapą, a mur znikł. W oddali dostrzegłem leżącą Nashime. Lucyfera i jego pięciu wojowników nie było.
-Tchórze..- pomyślałem na głos. Reyna spojrzała na mnie.


Reyna??? ;3


Amera do Akashiego

Data:
26 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
‘Napraw jej co trzeba’. Jaki śmieszek. Popatrzyłam na niego jak na wariata, a on jeszcze puścił oczko do tego basiora. Zwykły dupek jak nic, a do tego bezczelny. Nie wiem jak inni z nim wytrzymują, jego opiekun chyba musi mieć boską cierpliwość do tej niewychowanej pierdoły.
- Co mam naprawić? – Zapytał się basior, a wtedy ja wyjęłam książkę i postawiłam ją przed nim.
- Książkę.
Wilk położył na niej łapę, a po chwili książka była jak nowa! Okładka nie była już przemoczona, a kartki w niektórych miejscach potargane, zostały złączone. Ten wilk ma niesamowitą moc, ciekawe jakby ją jeszcze lepiej rozwinął. Szepnęłam ciche dziękuję do złotookiego basiora.
- A teraz zmiataj. – Warknął Akashi. Po chwili nie było śladu po wilku z niesamowitą mocą.
 - Czasami jego umiejętność jest przydatna, ciekawi mnie tylko gdzie on ją podejrzał... - powiedział to bardziej do siebie niż do mnie- A teraz czas na mnie, obym nie musiał już na ciebie wpadać...
Mi też było miło, pierdoło. Popatrzyłam się na niego wyniośle, kiedy odwrócił zadek w drugą stronę i zaczął kierować się w jakieś swoje wyznaczone miejsce. Prychnęłam pod nosem i stwierdziłam, że nie będę marnować czasu na myślenie o wilku bez jakichkolwiek manier, więc skierowałam się w stronę mego domu. Musiałam przebyć długą drogę jeszcze, dlatego przez ostanie półtorej godziny spędziłam na odnalezieniu mojego szałasu. Kiedy weszłam do drewnianego szałasu, zauważyłam że ziemia podmokła przez deszcz i było tam jedno wielkie błoto. Grymas zawitał na moim pyszczku, jednak zauważyłam w pobliżu wielkie liście, które posłużyłyby za tymczasowy ‘dywan’. Zerwałam więc kilka z nich i rozłożyłam dokładnie, aby zakrywały każdy skrawek błota. Wzięłam skórę, która służyła mi za legowisko i wyniosłam ją na zewnątrz. Powiesiłam ją na gałęzi, aby trochę wypchnęła. Powróciłam do mojego domku, zdjęłam pelerynę i powiesiłam ją na małej gałęzi, która wystawała w środku pomieszczenia. To samo zrobiłam z torbą, a książkę wyjęłam i położyłam na dwóch gałęziach które tworzyły razem coś podobnego do półki. Rozglądnęłam się po szałasie, aby zobaczyć czy czegoś nie trzeba jeszcze poprawić, kiedy jednak upewniłam się że wszystko jest na swoim miejscu, postanowiłam wziąć w pyszczek drewnianą misę i napełnić ją wodą. W tym celu wyszłam z mojego domu i skierowałam się do najbliższej rzeki, która znajdowała się blisko mojego miejsca zamieszkania. Ziemia nadal była mokra po wczorajszej ulewie i prawie ginęłam w tym cholernym błocie. Wreszcie, kiedy udało mi się dotrzeć do potoku, schyliłam się i napełniłam misę wodą. Teraz tylko bezpiecznie donieść tą misę do domu, do którego prowadzi droga przez to zasrane błoto. W międzyczasie coś mignęło mi między drzewami. Czarny basior z kolorowymi tęczówkami. Obym nie musiał już na Ciebie wpadać? Cóż, chyba coś się nie udało. Ale nie zamierzam za nim ganiać. Niech sobie chodzi po świecie ta pierdoła. Kiedyś zobaczy, że ktoś mu utrze nosa.

Akashi?

Od Akutagawy

Data:
26 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Bezkresna, nieograniczona otchłań. Ciemność jak tylko okiem sięgnąć. Przepaść, o braku możliwości wydostania się z powrotem na powierzchnię. Myślisz, że jesteś sam. Że ci ciężko. Że ci źle. Że nikt cię nie rozumie. Że masz zbyt wiele problemów, by sprostać oczekiwaniom dnia następnego. By sprostać oczekiwaniom wilków, które liczą na ciebie. Które mniemają, iż jesteś ważny, lecz wiesz, że w rzeczywistości nie jest to prawdą. Otwiera się przed tobą wspaniała opcja. Wystarczy jeden niewielki, aczkolwiek stanowczy krok, byś pozbył się wszelkich problemów, niedogodności twojego serca i umysłu. Gdy powiesz „przerażające” - zaprzeczę. Pojęcie „życia”. Pojęcie „śmierci”. Każdy rozumie je w zupełnie inny sposób. Próba sprawdzenia tej racji jest bezsensowna. Zupełnie, jak próba znalezienia dwóch osób o identycznym toku myślenia, identycznych zainteresowaniach, identycznych potrzebach. „Wilki są różne. Wilki się zmieniają.” Pogrążone w nieustannej monotonii słowa krążą po moich myślach, coraz częściej zadając pytania, na które nie potrafię odpowiedzieć. Pytania retoryczne. Pytania o braku możliwości odnalezienia prawidłowego rozwiązania. W młodości nigdy nie znalazłem odpowiedniej ilości czasu oraz zainteresowania, by pomyśleć nad nimi w sposób poważny. Mimo to odkąd pamiętam czynię błędy, nad którymi nie jestem w stanie zapanować. Wbrew własnym przekonaniom i przekonaniom osób z mojego najbliższego otoczenia – zmiany nie są łatwym procederem. Są cholernie ciężkim procederem. Wilki promują motyw „bycia sobą”, aczkolwiek żyję w przekonaniu, że gdybym ja „był sobą” – społeczeństwo nie podjęłoby się akceptacji mojej osoby. W teraźniejszości budzę wyłącznie negatywne emocje.
Szczerze mówiąc.
Odpowiada mi to.
Nigdy nie stanę się tym, kim nie jestem. Nigdy nie otrzymam na własność świadomości o znaniu uczucia strachu, przygnębienia czy chociażby smutku. Nigdy nie nabiorę kolorów. Nigdy nie zacznę dostrzegać kolorów. Ich znaczenia. Ich wartości. Ich żywotności. Ich wszechobecności.
Mimo to dostrzegłem oczy wilka, jeszcze zanim wykorzystałem na nim potęgę unikalnej mocy. Były niebieskie... Ich przejrzystość przywodziła mi na myśl sklepienie nieba, podczas pory dnia odwrotnej do obecnej północy. Czystość to przymiot wilków należących do gatunku aniołów, aczkolwiek ów wilk, schwytany jak kanarek, nie mógł do nich należeć z dwóch prostych przyczyn. Nie spalił się żywcem, będąc na terenie Piekła. Oraz. Na aniołka to Ona nie wyglądała.
Wadera. Wysoka. Czarna. Ale przede wszystkim - brutalnie oplątana Rashoumonem niczym niezniszczalną liną miotała się z cholerycznością charakterystyczną jedynie dla mojej osoby. Trzymałem ją w niepewności ponad dwadzieścia minut. Cóż... Musiałem pomyśleć. Uwielbiam przepaście. Pobudzają mój wewnętrzny spokój. Testowanie cierpliwości jest natomiast wyjątkowo pasjonującym zajęciem.
Powoli, nigdzie się nie spiesząc, wstałem znad malowniczego wąwozu i odwróciłem się w stronę wadery z niezauważalnym uśmiechem. Rozluźniając jeden z promieni odbezpieczyłem jej mowę, aczkolwiek zgodnie z moimi podświadomymi oczekiwaniami nie odezwała się słowem. Wpatrując się w moje oczy z nieukrywaną złością splunęła. Czyniąc szybki unik w stronę w prawą, pokręciłem głową i niezadowolonym głosem powiedziałem:
- Może mógłbym się w końcu łaskawie dowiedzieć, z jakiego powodu kręciła się pani w okolicach przebywania mojej osoby? O tak późnej porze?

Mazikeen?

Typ samotniczki...

Data:
26 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
HOWRSE: Advesari || GMAIL: gloomrise@gmail.com

Darmowy hosting zdjęć i obrazków
.:MAZIKEEN DAKARAI:.
Maze
WIEK: 20 lat
PŁEĆ: Wadera
RASA: Demon
PŁODNOŚĆ | CIECZKA = Bezpłodność | Nie dotyczy
PARTNER/PARTNERKA: Brak
OPIS: Mazikeen jest zdecydowanie typem samotniczki. Nigdy nie lubiła zabaw z innymi wilkami i nie przepadała za towarzystwem. Zawsze chowała się w cieniu i unikała kontaktów. Jedyną osobą jaką obdarzyła zaufaniem, był jej przybrany młodszy brat. Gdy opiekowała się Liar'em, stała się bardziej otwarta i uprzejma. Po śmierci jej rodziców, brat został ostatnią osobą, którą Maze kochała i szanowała. Jednak pewnej mroźnej zimy, Liar zachorował i zmarł, zostawiając załamaną waderę na pastwę losu. Wtedy Mazikeen wykształciła swój charakter. Ponownie zamknęła się w sobie i tym razem postanowiła nikogo nie kochać, bo wiedziała, że miłość jest równoznaczna z bólem. Swój gniew i smutek od tamtej pory przelewała w wywoływanie bólu i szerzenie śmierci. Przez te wydarzenia, stała się najlepszym oprawcą w starej watasze i uzyskała miano niebezpiecznej. Inne wilki się jej bały, co napawało ją swego rodzaju szczęściem. Zaczęła zabijać coraz częściej i bardziej umiejętnie. W końcu dowiedziała się o spisku przywódcy, który zamierzał zniszczyć wszystkich swoich  przeciwników. Wściekła się i zabiła również Alfę, powodując upadek stada. Cudem uniknęła wyroku śmierci i została wygnana. Miała wtedy zaledwie szesnaście lat i był to dla niej duży cios, mimo tego, że nie pałała zbytnią miłością do innych wilków.. Samotność po jakimś czasie poprowadziło ją na skraj szaleńczego obłędu. Wtedy spotkała swojego towarzysza, którego na uczczenie pamięci zmarłego brata, nazwała Liar. Z jego pomocą, powoli odzyskiwała spokój i zmysły. Podsumowując, Maze to dumna i niebezpieczna wadera, kochająca swoją pracę morderczyni. Jest samotniczką i postacią lekko zamkniętą w sobie. Uwielbia bójki i awantury, kocha zadawać ból i łatwo ją rozzłościć. Ma sadystyczne podejście do życia i specyficzny humor. Czasami zdarza jej się świrować lub wpadać w furię bez powodu. Mimo tego jest lojalna i nigdy nikogo nie zdradziła. Profesjonalnie kłamie i trudno ją złamać. Zawsze myśli logicznie i strategicznie, a plany obmyśla w ułamku sekundy. Jednak przez cały czas ukrywa swoje prawdziwe ja, nigdy nikt nie poznał jej na tyle dobrze, aby poznać jej prawdziwy charakter.
OPIS WYGLĄDU: Jak większość wilków w dawnej watasze, Maze jest wysoką waderą. Ma bardzo długie nogi, które zapewniają jej dużą szybkość oraz zwinność. Ma dosyć szczupłe ciało. Pod czarną, aksamitną i dosyć długą sierścią skrywa pokaźne mięśnie, wyrobione na wygnaniu i podczas swoich zleceń. Ma długie pazury i spiłowane na ostro białe kły. Jej nos jest aksamitnie ciemny, a jasnoniebieskie oczy pod osłoną nocy są jedynymi oznakami obecności Maze.
OPIS PRZEMIANY: Podczas przemiany, wysokość Wadery jest jeszcze większa, za to wydaje się chudsza i mniej umięśniona. Uszy Maze się wydłużają, a czarna sierść traci na blasku, mętniejąc i zamieniając się w delikatnie szarą. Na jej ciele pojawiają się nieznane niebieskie znaki, a oczy przybierają żółty kolor. Na karku Mazikeen pojawiają się białe pióra.
UNIKALNA MOC: Iluzja strachu - Potrafi wyczuć, czego ofiara się boi i zmienić się w odzwierciedlenie tego lęku lub je wywołać. Taka zdolność mogłaby doprowadzić do poważnych uszkodzeń psychiki, jednak Maze jeszcze nie dotarła do takiego poziomu.
POZYCJA: Morderczyni, Zwiadowczyni

UMIEJĘTNOŚCI:
~ Siła (★)
~ Zwinność (★)
~ Szybkość (★)
~ Wytrzymałość (★)
~ Zdrowie (★)
~Unikalna moc(★)

RELACJE:
Wataha: Jeszcze nikogo nie poznała
Rodzina:
Athena- matka, Demon †
Knight- ojciec, Demon †
Liar- przybrany, młodszy brat, Anioł †
Towarzysz: Liar
SOLARY: 95 S
EKWIPUNEK: ---
CIEKAWOSTKI:
- Głos Maze kompletnie do niej nie pasuje, jest on dosyć szorstki i zmysłowy
- Ma wrodzony dar przekonywania, jakby się postarała, bez problemu przekonałaby cię, że krzak jest zającem
- Jej towarzyszem jest dosyć specyficzny kruk, Liar. Jest on zmiennokształtny i z reguły, w postaci ciemnego dymu żyje bezpośrednio w swojej właścicielki. Można to również nazwać opętaniem. W tym stanie, dzielą ze sobą emocje, uczucia i decyzje.
- Wadera po swoich przeżyciach może wydawać się pozbawiona emocji. Nie odczuwa bólu ani zimna.
- Czasami może wydawać się niespełna rozumu.
- Potrafi stworzyć broń z wszystkiego.
OSIĄGNIĘCIA I PRAGNIENIA:
Raven Eyes by Tatchit
By Tatchit

Od Fosher'a do Dakoty

Data:
26 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
W oczach wadery było widać lekką panikę. Było to zabawne. Zachichotałem.
- Z czego się śmiejesz? - spytała z roztargnieniem i nutką złości w głosie.
- A cóż Ci pająk zrobi? - zapytałem z uśmieszkiem.
Dakota spojrzała na mnie wzrokiem "zginiesz". Jeszcze raz krótko się zaśmiałem.
- Doba chodź, musimy coś zjeść - spojrzałem na niebieskooką.
Ruszyliśmy. Łapa w łapę, bark w bark. Z porządnego posiłku musieliśmy zrezygnować. Nagle do moich nozdrzy dotarła woń szakalopów. Chociaż to.
- Dakoto, poczekasz tutaj? - spytałem.
- Mogę...a co się stało? - spojrzała na mnie.
- Zobaczysz - uśmiechnąłem się i wbiegłem między krzaki.
Zacząłem węszyć i skradać się. Mimo swojego małej wielkości, królikopodobne miały rogi, które nieźle mogą pokaleczyć. Zbliżyłem się na odległość kilku metrów.

~~*~~~~*~~
 
 
Powróciłem do Dakoty, niosłem dwa szakalopy w pysku. Podałem jednego waderze.
- Trzymaj, smacznego! - dodałem.
Położyłem się wraz ze swą zdobyczą na uboczu. Zajadałem się dobrym mięsem. W końcu coś zjadłem. Po skończonym posiłku przyglądałem się jedzącej Dakocie.
 
 
 
Dakota? Wybacz, że krótkie

Od Eidera

Data:
25 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Stałem na pograniczu Piekła a strefy Neutralnej. Spoglądając przed siebie myślałem tylko o starych dziejach, kiedy jeszcze mieszkałem na tych spokojnych terenach. Minęło sporo czasu odkąd moja łapa znajdowała się po drugiej stronie. Nie bardzo przejmowały mnie rodzinne dzieje, ale zastanawiało mnie, co bym zrobił, gdybym w jakimś niefartowny sposób jednak trafił na swojego brata, lub ojca.
-Cóż, najwyżej nic nie zrobię. Po prostu zniknę. W końcu minęło tyle lat, na pewno o mnie zapomnieli.
Wziąłem głęboki oddech i zrobiłem pierwszy krok. Wraz z przekroczeniem granicy, moja demoniczna postać zniknęła. Pióra najzwyczajniej wypadły i zanim zdążyły zetknąć się z ziemią, spaliły się na popiół. Sierść zaczęła się rozjaśniać zaczynając od łap po sam grzbiet. Piękne błękitne oczy zniknęły na sam koniec wraz z pierwszym mrugnięciem, po zakończeniu się reszty przemiany. Spojrzałem na siebie z lewej, po czym z prawej strony. Już zapomniałem, jaki wygląd miałem, za nim doszło do tamtej jak z koszmaru nocy.
Otrzepałem się jak to wilki mają w zwyczaju, gdy wychodzą z wody, by zrzucić z siebie resztki popiołu i niepotrzebnych wspomnień. Nie zwlekając dłużej ruszyłem przed siebie, jak by nic się przed chwilą nie wydarzyło. Z ciekawością w torbie i brakiem pomysłów na spożytkowanie wolnego czasu, jako ochroniarz Piekielnych terenów w czasie pokoju, wyruszyłem na wyprawę w stare tereny znane mi z dzieciństwa. Nie miałem wielkich zamiarów, co do tej wyprawy. Stwierdziłem, że raz na jakiś czas warto zapuścić się nieco głębiej. Jedynym mym oczekiwaniem było nie spotkać w mieście nikogo z rodzinnych stron. Każda inna duszyczka jest mi mile widziana.



Miałem napisać do „ktosia”, więc napisałem. Teraz niech ten „ktoś” odpisze, jeśli też idzie w drogę, lub czeka już na miejscu. ;)  

Od Silver

Data:
25 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Tym razem opiszę coś innego niż nudne siedzenie u medyka i wąchanie jakiś nagietków i rumianków. Chociaż najgorsze były z pewnością te głupie bandaże - pachniały ohydnie. A w dodatku nie najlepiej się czułam, kiedy miała całą zawiniętą w nie łapę. Teraz na szczęście wróciłam sypiać w mojej jaskini. Kiedy to usłyszałam, aż podskoczyłam z radością przyznając samej sobie, że łapa mnie zupełnie od tego nie zabolała. Wychyliłam głowę z domku, w którym leżeli wszyscy chorzy. Trawa poruszała się to w lewo, to w prawo, a później znów w lewo w rytm wietrzyku. Nie był za silny, a jego ciepłe podmuchy delikatnie muskały moją srebrzystą sierść. Powoli ruszyłam w stronę wschodzącego słońca. Żółtawe promyki słońca zmierzającemu ku dołu przedzierały się w szparach pomiędzy gałęziami, a pąkami drzew. Kiedy byłam malutka twierdziłam każdego wschodu, że kiedy słońce się wychyla o świcie, to tak naprawdę jest zupełnie nowe. A kiedy nastawał zmierzch i ta gwiazda kierowała się ponownie ku gruntowi myślałam, że się zderza i zamienia w pył. Mój starszy brat oczywiście tłumaczył mi, że słońce jest daleko, daleko od nas. Oczywiście, nigdy nie działo się to o czym mówiłam, ale stale trzymałam się tej wersji. A teraz? Teraz to wszystko poszło w niepamięć. Nie było mojego kochanego brata, nie było nawet mojej przybranej siostry... Szczerze mówiąc, nie było nikogo. Zostałam sama na tym świecie, jedyne co mam to moją córkę i dwójkę przyjaciół. A może jednak bliski jest mi też Dajki? Nie jestem pewna.
Kiedy przede mną zaczęły pojawiać się znajome drzewa rosnące na terenach lidera skręciłam ostro w bok. Szłam dokładnie przy granicy z miejscem, w którym czarny basior spędzał dużo czasu. Nie miałam jednakże czasu jak i ochoty na odwiedzanie go - zwyczajnie nie teraz. Pod wpływem bezradności na ruchy całego świata, rozpędziłam się tak mocno jak wystarczała mi na to moja boląca łapa i podskoczyłam w powietrze. Poczułam uczucie, które było mi już bardzo dobrze znane. Zmieniłam się w moją inną wersję. Wzleciałam ponad drzewa i zaczęłam przypatrywać się im koronom. Stąd nie było tak wyraźnie widać liści, ale dostrzegałam, że się delikatnie poruszają. Przypomniało mi się jak kiedyś ścigałam się Catty. Też przyglądałam się wtedy drzewom...W końcu zniżyłam lot i wleciałam prosto do jaskini. Spróbowałam się zatrzymać, ale zamiast tego z impetem wleciałam w koc. Wyjrzałam spod futra i spojrzałam na Sophie, która pierw wybałuszała na mnie gały, ale zamiast potem wybuchnęła śmiechem. Zaraz potem usłyszałam też melodyjny śmiech Jennefer. Jedynie Ziggy zachował powagę spoglądając na nas zaspanymi ślepiami. Uśmiechnęłam się, jednak szybko przerwałam uśmieszek, bo ziewnęłam głośno. A Sophie dostała czkawki!

<Daaaajki>

Często wdaje się w bójki...

Data:
24 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
HOWRSE: AmeiS || EMAIL: pawel@landlord.com.pl

Podobny obraz
.:EIDER BLACK:.
Edi
WIEK: 23 lat
PŁEĆ: Basior
RASA: Demon
PŁODNOŚĆ | CIECZKA = Płodność | Nie dotyczy
PARTNER/PARTNERKA: Dakota; Vatani; Sivian; Reyna; Vanessa
OPIS: Eidera jest ciężko sprecyzować, ze względu na jego zmienne podejście do wader. Potrafi się charakterem dostosowywać do zaistniałej sytuacji. W jednej chwili być romantyczny, a za chwile rzucić zboczonym żartem. Brak towarzystwa sprawia mu jednak największe problemy, bo jest bratnią duszą wiecznej zabawy. Nie zawiązuje on wielu przyjaźni, bo dla niego liczy się tu i teraz. Przyjaźń jest pojęciem względnym, a Eider potrafi kochać nawet swych nieprzyjaciół. Jest krótkowzroczny na skutki, które mogą go spotkać jutro. Stąd też zamiłowanie do robienia żartów i wdawanie się łatwo w bójki. Potrafi on walczyć o swoje jeśli sytuacja tego wymaga, ale na co dzień woli zgrywać cwaniaczka, który najchętniej by tylko gadał. Jest leniwy, lecz nie w sprawach dla niego ważnych. Ma ogromne serce nie tylko do płci piękniej, ale też do spraw wagi państwowej. Dla tego też nie można odebrać mu tej cechy, którą jest lojalność. Może nie widoczna na pierwszy rzut oka, ale istniejąca i głęboka. Nie lubi samotności. Jest ona jego największą karą, która dotychczas go spotkała.
OPIS WYGLĄDU: Białe futro przechodzące w czerń przez delikatny odcień pomarańczu pokrywa go odwrotnie, jak by tego pragnęła natura. Czarny grzbiet i białe łapy. Zgodnie za to pokrywa go sierść jeśli chodzi o jej długość. Z racji tego, że Eider posiada gęstą sierść i grubą skórę, jego futro jest dosyć krótkie. Łagodnie żółtawe oczy dodają mu delikatnego wyglądu z pyska.
OPIS PRZEMIANY: Eider staje się czarny jak węgiel. Oczy tracą swój żółtawy kolor i przez biel zaczynają lśnić niebieską światłością. Średnia sierść na grzbiecie zmienia się w długie pióra, podobnie jak z jego ogonem. Wymiarami nie zmienia się choć na centymetr, lecz jego zachowanie ulega ogromnej zmianie.
UNIKALNA MOC: Niewidzialność-Na życzenie Eidera wilk potrafi stać się całkowicie niewidzialnym. Nie dotyczy to jednak tego, że staje się też niesłyszalny. Tą niedogodność musi nadrabiać swoją zręcznością i zwinnością. Nie jest też w stanie stać się niewidzialnym, gdy w żyłach buzuje mu krew. By korzystać z tej umiejętności, Eider musi zachować zimną krew.
POZYCJA: Obrońca

UMIEJĘTNOŚCI:
~ Siła (★)
~ Zwinność (★)
~ Szybkość (★)
~ Wytrzymałość (★)
~ Zdrowie (★)
~Unikalna moc(★)

RELACJE:
Wataha:Dopiero poznaje
Rodzina:Ojciec zamordował Matkę za zdradę, a Eidera wygnał wraz z jego bratem, który postanowił zostać jak ojciec Neutralny.
Inni:Zdecydowanie bardziej odpowiada mu towarzystwo wader niż basiorów.
Międzygatunkowe:Przynależy do demonów z własnej woli. Prawo, którym sam się rządzi pasuje mu najbardziej i ocenia wszystkich tym samym prawem, które sam sobie ustanowił, czyli bezprawiem. Nie ma negatywnych stosunków z żadną z ras.
SOLARY: 155S
EKWIPUNEK: -
CIEKAWOSTKI:
- Nie wierzy w pojęcie prawdziwej miłości, a już na pewno nie od pierwszego wejrzenia.
OSIĄGNIĘCIA I PRAGNIENIA:
- Godzina na czacie
- Dwie godziny na czacie
- Porozmawiaj z kimś
Znaleziony obraz

Od Naomi do Less

Data:
23 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Schowana za pniem drzewa, wpatrywałam się w moją zdobycz- niewielkiego królika. Miałam już skoczyć, lecz ktoś lub coś dotknęło mnie od tyłu, co spowodowało spłoszenie i ucieczkę mojego obiadu. Cóż...Trzeba szukać dalej.
Wracałam właśnie z nieudanego polowania, powoli przemierzając śnieżnobiałą okolicę. W pewnym momencie wyczułam w powietrzu obcą woń. Mianowicie wadera. Lekko zainteresowana przyspieszyłam, podążając zapachem. Dotarłam na niewielką ośnieżoną łąkę otoczoną zaroślami, na której siedziała wadera. Wtapiała się w otoczenie, bowiem sierść była nieskazitelnie biała jak śnieg.
- Witaj - odezwała się, zwracając na siebie moją uwagę - Jestem Less, a ty?
Mierzyłyśmy się wzrokiem.
-Naomi. Miło mi.- odpowiedziałam lodowatym głosem, zbliżając się do wadery. Wolałam trzymać ją na dystans.
-Naomi, ładne imię.- skomentowała Less, przyglądając się mojej osobie.
Nastała cisza, w której Less bawiła się śniegiem, z którego ulepiła kulkę.
Cisze przerwało żądanie mojego żołądka o jedzenie. W ogóle nie miałam siły i chęci aby coś polować.

Less?

Od Dakoty CD Fosher'a

Data:
21 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Jasne, czemu nie - uśmiechnęłam się
Wstałam i ruszyłam za samcem, który swoim nosem próbował wywęszyć gdzie dokładnie znajduje się zwierzyna. Zatrzymaliśmy się obok jakiegoś drzewa i za chwilę usłyszałam głos Fosher'a.
- Mam trop. Są niedaleko - oznajmił podnosząc wysoko łeb i rozglądając się
Nic się nie odzywałam tylko podążałam za jego wskazówkami. W końcu basior wywąchał zwierzynę i schowaliśmy się za drzewami.
- Mam nadzieje, że umiesz polować - zaśmiałam się
Ten wywrócił oczami i pomachał głową, z której strony mam iść. Nie protestowałam i to zrobiłam. Skuliłam się tak aby było widać mnie jak najmniej i skradałam się w trawie, podchodząc coraz bliżej do porożników. Fosher robił to samo i czasami na niego zerkałam czy nie pokazuje mi jakichś znaków. Polowanie we dwoje na pewno jest lepsze niż polowanie samemu i są większe szanse na złapanie czegoś. Trawa była tak wysoka, że widać mi było tylko ogon, a wśród niej było pełno różnych robaków, czego na prawdę nie lubiłam. Nagle przestałam cokolwiek widzieć, ponieważ w coś weszłam i była to prawdopodobnie pajęczyna. Szybko odgarnęłam ją z mojego pyska i kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam na końcu czubka mojego nosa sporego pająka. Od razu wpadłam w panikę i zaczęłam krzyczeć i uciekać. Fosher się szybko podniósł i patrzył na mnie dziwnie, a kiedy stado to usłyszało od razu się spłoszyło i pobiegło w przeciwną stronę. Samiec usiadł zrezygnowany i patrzył się na mnie jak biegam i próbuję zdjąć z pyska pająka. W końcu strąciłam go łapą i upadł na ziemię, uciekając do trawy. Nienawidzę pająków i dlatego zaczęłam tak panikować. Podeszłam do Fosher'a, który nadal siedział i czekał na mnie.
- Sorka za spłoszenie stada, ale zaatakował mnie wielki pająk - powiedziałam zdyszana
- A mówiąc wielki to jaki masz na myśli? - zapytał
- Um... mniejszy trochę od mojego nosa - oznajmiłam przerażona na samą myśl, że przed chwilą na moim nosie był pająk.

Fosher?

Od Chuuya do Dazai'a i Saeran'a

Data:
20 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Chodziłem między drzewami. Była noc. Cisza, od czasu do czasu było słychać dźwięki nocnego życia lasu. Ile już trwa ta tułaczka? Oj sporo. Nigdzie nie ma dla mnie miejsca. A wszędzie gdzie nie jestem...tam wydaję się być dobrze. Do moich nozdrzy dostały się różne tropy wilków, jestem na terenach watahy. Może dołączyłbym? W końcu dlaczego by nie. Zresztą...nie mam nic do stracenia. Jest wiele możliwości co może się tu wydarzyć. Może znajdę w końcu kogoś bliskiego? Mam już serdecznie dość samotnego życia wędrowca. Znajdowałem się na polanie, powoli słońce wychodziło zza horyzontu. Znowu nastawał dzień. Zapolowałbym na coś większego. Peryton...jeśli złapię trop, to z chęcią oddam się instynktowi łowów. Przystawiając swój czarny nos do ziemi zacząłem węszyć. Porożnik...nie, nie...Szakalop, za mała zdobycz. Mam! Peryton! Na północny wschód, zacząłem podążać tym kierunkiem, cały czas nie opuszczając tropu.
 
~~~*~~~~*~~~
 
 
Moje oczy spostrzegły stadko jeleniopodobnych, miały rozłożyste skrzydła, wyglądały dość majestatycznie. Obserwowałem. Jeden utykał, najwyraźniej miał problemy ze ścięgnem lub jakimś mięśniem. Idealna okazja dla mnie. Zacząłem się skradać. Wskoczyłem na zad zwierzęcia. Trochę niedobrze. Spróbowałem wciągnąć się bardziej ku grzbietowi, jednak wierzganie i próby zrzucenia mnie utrudniały zadanie. Tylne łapy oparłem o pośladek Perytona i odbiłem się. Byłem na grzebiecie, dość blisko szyi, życiodajnej, lecz przez nią w dzikim świecie natury umieramy. Zwierzę męczyło się z każdym ruchem. Zdesperowanie by przetrwać powoli zawodziło. Zeskoczyłem niespodziewanie na ziemię, odbiłem się i wbiłem kły w gardło ofiary. Wygrywałem, z każdą sekundą ze skrzydlatego stwora uciekało życie. Nagle zebrało w sobie ostatki sił i kopnęło mnie w bok. Ostre kopyto otworzyło ranę na brzuchu. Puściłem Perytona i zaskomlałem. Zwierzę zatoczyło się i upadło. Wiadomo, że jutra już nie ujrzy. Poczułem uderzające gorąco. Okropnie bolało. Moje śnieżnobiałe futro nasiąkało szkarłatną cieczą. Zawyłem z bólu. Po chwili uspokoiłem siebie w myślach. Ułożyłem się niedaleko martwego Perytona. Ofiara zdążyła się wykrwawić. Skuliłem się w kłębek. Wyczułem na dodatek obecność dwóch samców w pobliżu. Jestem na straconej pozycji. Usłyszałem szelest. Podniosłem lekko łepek i spostrzegłem dużego, czarnego basiora i mniejszego o rudawym umaszczeniu. Nie wydawali się być źle nastawieni. Przyglądaliśmy się sobie, zaciekawieni sobą.
 
 
Dazai? Saeran? :)

Od Jasmin do Dazaia i Saerana

Data:
20 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wróciłam do swojej jaskini. Po chwili poczułam chłód, a moim ciałem zawładnęła ciemność. Coś stało się z Patronusem. Po chwili poczułam, jak moje oczy stają się czerwone, a sierść lekko ciemnieje. Po kilku minutach do mojej jaskini wrócił czarny Patronus. Odwołałam go i poszłam tropem basiorów.
***
Spotkałam ich, gdy wychodzili z ciemnego lasu. Basiory spojrzały na mnie zdziwione, a ja uśmiechnęłam się szyderczo.
- Jasmin? To ty? - spytał Saeran
- A niby kto głąbie!? - warknęłam.
- Ale co się z tobą stało?
- Ktoś mieszał w mojej mocy. Całkiem nie potrzebnie, ponieważ... Może teraz za to zapłacić.
Skoczyłam na ciemnego basiora i zaczęłam się z nim gryźć. Dzięki temu, że mieszał mi w mocy byłam silniejsza. Wbiłam mu kły w szyję, a on próbował się uwolnić łapiąc mnie za uczy i policzki. Po chwili basior przestał. Puściłam go i powiedziałam:
- To tylko ostrzeżenie. Jak nie naprawicie mnie i mojej mocy to będzie o wiele gorzej.
Potem zeszłam z basiora i zaczęłam iść w stronę mojej jaskini.

Wilki?

Od Dazaia do Saerana i Jasmin

Data:
20 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Dazai... Mogłeś być milszy. Co w ciebie dzisiaj wstąpiło?
Pytanie basiora przywróciło mnie do rzeczywistości.
- Przepraszam - spojrzałem na niego znużony.
Rozpoznał objawy natychmiast.
- To światło mocno cię wtedy zraniło... Nie przemieniałeś się, więc nie mogłeś się wyleczyć, tak? - Saeran spojrzał na mnie uważnie.
Skinąłem głową.
- Jesteś pewien, że możemy wejść do tego lasu? Wiem, że tego potrzebujesz, ale rzeczywiście, nie znamy terenów.
Uśmiechnąłem się szelmowsko.
- Przyjmą mnie jak swojego. A ciebie jestem w stanie ochronić.
Saeran wzruszył ramionami i ruszyliśmy w kierunku lasu. Przekroczyliśmy jego granicę, gdy tylko znaleźliśmy się w cieniu drzew, przemieniłem się natychmiast. Sae wzdrygnął się, czując gwałtowną zmianę temperatury z mojej strony.
Uśmiechnąłem się paskudnie. Wciąż pozostawałem w formie wilczego cienia, dopiero teraz widać było, jak rozległe rany odniosłem. Tkanka została wypalona w nich ostrym światłem. Skrzywiłem się, idąc przed siebie, w kierunku najgłębszego cienia. Przyjaciel trzymał się mojego boku, mądrze unikając zbędnego niebezpieczeństwa.
Leczenie rozpoczęło się, kiedy spostrzegłem nienaturalny błysk światła. Świetnie, patronus tamtej wadery. Wyszczerzyłem kły. W tej postaci mój zdrowy rozsądek mąciła nieustająca agresja wobec wszystkiego, co niosło światło.
Zaatakowałem go, nim Saeran się zorientował. Nie zdążył uciec, a ja nie zamierzałem mu niczego ułatwiać. Świetliste pazury rozorały mój bok, ale zdążyłem już zaszczepić w nim ciemność. Jego światło przygasło, a cała sylwetka zaczęła tonąć w mroku. Patrzyłem, jak ostatnie skrawki światła gasnął. Mroczny duch patrzył na mnie chwilę, po czym odszedł w las.
- Dazai! Szlag, będziemy mieli przez ciebie kłopoty! - odezwał się Sae.
Mruknąłem tylko, kładąc się na ziemi. Moja postać falowała, jej granice zacierały się, stapiając z cieniem.

Jasmin? Saeran?

Lubi dreszczyk emocji...

Data:
20 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
HOWRSE: ♥Ognista♥ || DOGGI: Agnieszka0954 || GMAIL: dianaswieczak@gmail.com

Znaleziony obraz
.:OSKAR FERRO:.
Przez panów jest nazywany Ferro albo po prostu Oskar, a przez panie Oskarek, Oski
WIEK: 21 lat
PŁEĆ: Basior
RASA: Neutralny
PŁODNOŚĆ | CIECZKA = Płodność | Nie dotyczy
PARTNER/PARTNERKA: Jak na razie nie ma...
OPIS: Oskar nie miał łatwego życia. Kiedy miał zaledwie dwa miesiące porzucili go rodzice. Był to bardzo wilki cios w serce. Mimo, iż był mały wiedział o co chodzi. Dla tak małego szczeniaka było to bardzo bolesne. Jednak nigdy nie dowiedział się dlaczego to dla niego zrobili. Codziennie o tym myślał, aż w końcu przestał i zapomniał o rodzicach, a nawet woli ich tak nie nazywać. Ma do nich wielki żal. Musiał sam sobie radzić w trudnych warunkach i nie mógł liczyć na jakąkolwiek pomoc. Nigdy nie dołączył do żadnego stada, jednak w końcu się to zmieniło i stwierdził, że nie chce spędzić resztę swojego życia w samotności i czas na nowe znajomości. Tak wędrował w poszukiwaniu jakiegoś stada wilków, aż w końcu natknął się na Eternal Wolves.
Mimo iż nie miał kolorowego życia to jest jednak trochę miłym wilkiem. Dlaczego trochę? Ponieważ jedną jedyną, a zarazem najgorszą wadą jest taka, że jest on trochę przemądrzały i czasem palnie coś głupiego. Lubi czasem się wywyższać i uważać się za lepszego. Jednak kiedy pozna się go bardziej okazuje się on miły i pomocny. Często zagaduje do różnych samic, zaczepia je i trochę denerwuje, a one uważają go za typowego podrywacza. Ale cóż poradzić kiedy przed jego nosem kręci się ładna samica? Jak się go pozna jeszcze bardziej można zauważyć, iż jest on trochę szalony i lubi ten dreszczyk emocji. Przed samicami często się popisuje i próbuje zwrócić na siebie uwagę, nawet gdy ta nie jest nim zainteresowana, jednak kiedy pozna tą jedyną to świata poza nią nie widzi i skoczyłby za nią nawet w ogień, a także staje się bardzo romantyczny i obdarowuje swoją wybrankę różnymi prezentami i okazuje jej miłość na każdym kroku. Ale nie wie czy w ogóle taką pozna, ponieważ jeszcze nigdy się nie zakochał i wątpi, aby to kiedyś nastało.
OPIS WYGLĄDU: Oskar nie ma bardzo gęstej sierści i mu to nie przeszkadza, bo w lato nie jest mu tak gorąco, a o zimę się nie martwi. Ma całkiem długie łapy przez co jest wysoki. Jak można zauważyć jego sierść jest bardzo czarna i nie zawsze może się dobrze ukryć. Oczy samca są nie duże, nie małe, ale w sam raz i są szare. Uszy Oskara są przeważnie postawione do góry, ale można go ujrzeć z oklapniętymi.
OPIS PRZEMIANY: -
UNIKALNA MOC: -
POZYCJA: Łowca

UMIEJĘTNOŚCI:
~ Siła (★)
~ Zwinność (★)
~ Szybkość (★)
~ Wytrzymałość (★)
~ Zdrowie (★)
~Unikalna moc(★)

RELACJE:
Wataha: Jeszcze nikogo nie zna...
Rodzina:
Matka - nigdy jej nie poznał i chce, aby tak zostało.
Ojciec - także go nie poznał i chce, aby tak zostało.
Inni: Brak
Międzygatunkowe: Toleruje każdy gatunek i traktuje tak samo jak ze swojego gatunku.
SOLARY: 50 S
EKWIPUNEK: -
CIEKAWOSTKI:
- Jest heteroseksualny
- Uwielbia lato i nie przepada za zimą
- Często chodzi w nocy nad jezioro patrzeć w gwiazdy i na księżyc
OSIĄGNIĘCIA I PRAGNIENIA:

Od Jasmin do Dazaia i Searana

Data:
20 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Obudził mnie odgłos spadających kropel deszczu. Już wiedziałam, że dzisiaj mój charakter się zmieni. Otworzyłam powoli oczy. Patronus stał przed wejściem patrząc w dal. Rozejrzałam się po jaskini i już wiedziałam o co mu chodzi. Moi goście zniknęli, a raczej poszli szukać sobie jaskiń. Przeciągnęłam się wstając. Odwołałam Patronusa i wyszłam na dwór. Nie nawidziłam deszczu, ale musiałam znaleźć tych dwóch, bo jeszcze nie dajcie Diamentowi Strażnicy coś im się stanie. Chciałam ich znaleźć po zapachu, ale ta woda utrudniała mi zadanie. Po kilku minutach znalazłam ich. Podbiegłam do niech i zapytałam lekko wściekła:
- Ładnie to tak znikać?
- Spokojnie. Nie chcięliśmy cię budzić i tyle. - odpowiedział Searan.
- Ech... No cóż... Takie życie. - zamruczałam do siebie - Możemy się trochę pospieszyć? Nie nawidzę deszczu. - powiedziałam już głośniej.
- My lubimy deszcz. Jak ci nie pasuje to wracaj do siebie. - powiedział Dazai.
- Nie pasuje mi, ale was nie zostawię, bo jeszcze wam się coś stanie. - odpowiedziałam.
- Nie jesteśmy szczeniakami. Damy sobie radę. - odpowiedział czarny.
- Nie ma mowy. Nie zostwię was tak.
- Ile razy mam ci powtarzać, że sobie poradzimy?
- Czuję się za was odpowiedzialna. Poza tym wy nie znacie tych terenów.
- A ty niby je znasz?
- Na pewno lepiej od was.
- Daj nam spokuj, okey? Nie potrzebujemy cię do szczęścia.
W tej chwili coś ukuło mnie w serce, a tym czymś był smutek, który za chwilę zamienił się w złość.
- Jak chcecie! Ale nie wiecie gdzie się pakujecie! - krzyknęłam i odbiegłam.
Skoro nie chcą mnie słuchać to niech teraz mają! Tym bardziej, że są świerzakami i nie znają terenów. W tym momęcie kierują się do Mrocznego lasu, gdzie są groźne zwierzęta i mnóstwo wielkich i głębokich dziur. CHWILA! MROCZNY LAS!? ONI SOBIE TAM NIE PORADZĄ!
- Patronus! - powiedziałam szybko.
Po chwili pojawił się przede mną błękitny, lśniący lew.
- Idź za nimi i wskaż im inną drogę. Mają być cali i zdrowi. - powiedziałam do zwierza.
Ten tylko kiwną głową i pobiegł za wilkami zostawiając za sobą niebieską ścieżkę, która po chwili zniknęła.

Chłopaki?

Charyzmatyczny flirciarz...

Data:
19 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
HOWRSE: Kurosakix3 | GMAIL: sara37749@gmail.com

'Day watch', A gray wolf in Lakota Preserve, New Jersey by Vladimir Gramagin:
.:VIKTOR NIKIFOROV:.
Vitya, Vicchan
WIEK: 23 lata
PŁEĆ: Basior
RASA: Anioł
PŁODNOŚĆ | CIECZKA = Płodność | Nie dotyczy
PARTNER/PARTNERKA: Może kiedyś...
OPIS: To może zacznę od przybliżenia jego krótkiej historii...
Urodził się w głębi lasu i można powiedzieć, że od razu został porzucony przez swoich rodzicieli. Pozostawiony na zimnie nie miał szans na przeżycie. Na szczęście zjawiła się wadera, która zaopiekowała się nim i przygarnęła. Znaczy się przygarnęła go do takiego jakby "Domu Dziecka". Tam zdobył kilka znajomości, które i tak szybko zostały zerwane przez śmierć. Ta... Całe te spokojne życie szczeniaka, które wiódł tam Viktor zostało przerwane przez zmiany "personalne"... Wadera została brutalnie zamordowana, a na jej miejsce znaleziono pewnego basiora, który codziennie wyżywał się na szczeniakach, bił je, poniżał, ale także niestety dochodziło do gwałtów... Wielu postawiło się jego działaniom, lecz ten co mu się sprzeciwiał najczęściej padał martwy na ziemię. Mały Viktor miał dość tego wszystkiego i pod wpływem emocji uciekł z tamtą, nie czując już żadnego powiązania z tym miejscem. Jego przyjaciele jak i opiekunka zostali brutalnie zamordowani... Sam był bity, lecz nie poddał się i jakoś przeżył resztę lat. Wiele razy został zauważany przez wadery i basiory, przez co często budził się nad ranem w obcym mu miejscu przy nieznanym mu zupełnie wilkowi. Już od młodości fascynowała go zima i zawsze kiedy tylko była okazja, wybierał się z resztą szczeniaków nad zamarznięte jezioro, gdzie w przyjaznej atmosferze wspólnie jeździli. To właśnie wtedy Viktor odkrył w sobie zamiłowanie do łyżw i bardzo szybko stał się w sławny w figurowej jeździe na lodzie. Wiele wilków nawet o tym nie słyszało, ale mu to nie przeszkadza, ważne jest to, że on wie i że czuje się z tym dobrze. Po tym jak uciekł trafił pod skrzydła bardzo starego wilka Yakova, który jeszcze bardziej rozwinął jego umiejętności łyżwiarskie.
Victor ma bardzo dużą charyzmę i jest bardzo flirciarski. To bardzo dziwny wilk, który lubi robić rzeczy w swoim własnym tempie i może być uważany za beztroskiego wolnego ducha. Szczyci się tym, że potrafi on zaskakiwać innych. Często chodzi z głową w chmurach i jest również bardzo zapominalski. Według Yakova, troszczy się tylko o siebie, mimo to może być poważny jeśli sytuacja tego wymaga. Potrafi być również szczery do bólu, dostrzegać wady innych oraz je tępić. Niemniej jednak, nie jest za dobry w radzeniu sobie w emocjonalnych sytuacjach, może być w najlepszym wypadku dziwaczny, ale również (nieumyślnie) okrutny i nieczuły. Jest naturalnie spokojny i zrównoważony, nawet gdy traci nerwy.
... Search of the Oregon’s Wild Wolf | Timber Wolf Information Network: OPIS WYGLĄDU: Viktor jest bardzo skupiony na swoim wyglądzie i martwi go każdy najdrobniejszy ubytek sierści... Jest przystojnym basiorem o siwej podchodzącej pod biel gęstej sierści. Ma smukłą sylwetkę i jest bardzo wysoki. Czarny nosek i przede wszystkim puszysty ogon. Jego oczy mają dość specyficzny kolor, ponieważ są ona jasne, ale nie zdradzają swojego prawdziwego koloru, jednak Viktor sam stwierdził, że są trochę błękitne, co mu jak na razie wystarcza.
OPIS PRZEMIANY: W czasie przemiany jego futro zamiast być siwe, zmienia się na czystą biel, a sierść na głowie i ogonie znacznie się wydłuża. Wyrastają mu białe anielskie skrzydła, a oczy zyskują fioletową poświatę.
UNIKALNA MOC: Ice - Dzięki swojej mocy ma władzę nad zimnem, a także nad śniegiem. Może się wydawać, że mocy może używać tylko w czasie zimy, jednak Viktor umie stworzyć lód, czy śnieg z niczego, a do tego ten śnieg i lód się nie rozpuszczają, chyba że on tego sobie zażyczy to wtedy tak. Korzyści z tego są takie, że może sobie stworzyć np. lodowe łyżwy, lodowy miecz, lub inne takie przedmioty tylko że z lodu.
POZYCJA: Artysta, Anielski Wojownik

UMIEJĘTNOŚCI:
~ Siła (★)
~ Zwinność (★)
~ Szybkość (★)
~ Wytrzymałość (★)
~ Zdrowie (★)

~Unikalna moc(★)

RELACJE:
Wataha: Nikogo jeszcze nie poznał.
Rodzina:
Matka - Pozostawiła go po porodzie, nie pamięta jej i w sumie nawet go ona nie obchodzi.
Ojciec - Jest mu tak samo obcy, jak matka.
Inni:
Yakov - Stary basior, który przygarnął Viktora po tym jak ten uciekł z "Domu Dziecka", pod jego opieką Vitya bardzo się rozwinął.
SOLARY: 50 S
EKWIPUNEK: ---
CIEKAWOSTKI:
~ Lubi zimę i ogólnie wszystko co z nią związane.
~ Jest biseksualny.
~ Można powiedzieć, że jest mistrzem w figurowej jeździe na lodzie.
~ Jest bardzo zapominalski.
~ Bardzo szybko się uczy i zna wiele języków.
OSIĄGNIĘCIA I PRAGNIENIA:

com: no better feeling in the world by Sigath
By Sigaht

WYNIKI KONKURSU(!)

Data:
19 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Konkurs na Opiekuna Aniołów został dzisiaj zakończony!
Ogłaszam iż nowym opiekunem zostaje...
YASHIRO!
Tak jak zostało obiecane, Yash dostaje następujące nagrody:

  • POSADA OPIEKUNA/OPIEKUNKI ANIOŁÓW
  • PO 3 GWIAZDKI DO KAŻDEJ UMIEJĘTNOŚCI
  • NIESKOŃCZONA LICZBA SOLARÓW
  • MAGICZNY, SMOCZY TOWARZYSZ
  • DOWOLNY, WYBRANY TYDZIEŃ BEZ POTRZEBY PISANIA OPOWIADAŃ
  • DOWOLNY ELIKSIR ZE SKLEPU 

.:GRATULACJE!:.

Od Saerana do Dazaia i Jasmin

Data:
19 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Warknąłem cicho, gdy Dazai zaczął klepać mnie po głowie. Nie było to nieprzyjemne, ale basior nie powinien mnie ośmieszać w towarzystwie innych wilków.
- Naklepałeś się już? - zadarłem głowę do góry, usiłując spojrzeć na jego pysk, co jednak okazało się niemożliwe. Z lekka już zdenerwowany zacząłem się wiercić, dając basiorowi wyraźny znak, że mam dość, ale ten zamiast przestać i puścić mnie, jedynie zaniechał przyprawiać mnie o wstrząs mózgu.
- Tak lepiej? - uśmiechnął się, a ja w odpowiedzi jedynie przewróciłem oczami.
Jasmin przyglądała się nam z pobłażaniem, a ja w pełni ją rozumiałem. Widząc moje błagalne spojrzenie, wadera mruknęła coś do lwa, a następnie zwróciła się do nas.
- Chodźmy już spać. Jeśli chcecie znaleźć swoje jaskinie, powinniście być wypoczęci.
Przyznaliśmy jej rację, a Dazai puścił mnie na chwilę, pozwalając ułożyć się wygodnie do snu. W pozycji leżącej wpatrywałem się w świetlistą sylwetkę lwa, doskonale widoczną w ciemności. Królewskie zwierzę spacerowało w pobliżu właścicielki, a ciągnąca się za nim wstęga, z każdym jego krokiem bledła. Nie był groźny dla żadnego z nas, ale podejrzewam, że zanim udałoby mi się zbudzić Enchantress, ten mógłby mnie już poważnie zranić. Leżący obok mnie basior, ponownie przygarnął mnie do siebie. Tym razem nie miałem nic przeciwko. Mimo otaczających nas ścian jaskini, było tu chłodno, a od ciała Dazaia biło ciepło. Wsłuchując się w jego spokojny oddech, zasnąłem po dłuższej chwili.
Z westchnieniem podniosłem się z ziemi i rozejrzałem dookoła. Dazai również nie spał, ale Jasmin wydawała się nadal pogrążona w głębokim śnie. Zastanawiałem się przez chwilę czy nie obudzić wilczycy, żeby podziękować jej za pomoc, ale nie uśmiechała mi się wizja podchodzenia do patronusa. Chociaż niezbyt potężny, nie miałem zamiaru robić mu krzywdy. Bądź co bądź to poniekąd żywa istota.
- Idziemy? - zwróciłem się do przyjaciela, który w odpowiedzi skinął głową. Stanąwszy przed jaskinią, pod otwartym niebem, na mój pysk spadła kropla deszczu. Następnie kolejna, a po chwili jeszcze jedna. W niecałą minutę rozpadało się okropnie, ale żadnemu z nas to nie przeszkadzało. Byliśmy przyzwyczajeni, a przyjaciel wiedział, że uwielbiam deszcz.

Dazai? Jasmin?

Yashiro - Konkurs

Data:
19 lutego 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
1.

Piękny dzień, że aż nie chcę mi się żyć... Ciągła nuda i siedzenie w opustoszałej jaskini... Monolog życia powinienem normalnie gdzieś zapisać, ale jakoś nie mam na to ochoty, ani weny. Lepiej przybrać sztuczny uśmiech i wtopić się krążący tłum wilków... Koniec, końców wybrałem się na targ, gdzie zawsze coś się dzieje. Może załapię się na jakąś bójkę, czy coś... Chociaż chętnie kupił bym sobie winko, lecz niestety aktualnie klepię biedą... Hehe... Życie...
- Przepraszam...! - Z moich cudownych myśli wyrwał mnie pisk, jakiegoś szczeniaka, który we mnie wlazł. - Nie chciałem w pana wpaść...
- Spokojnie... - Uśmiechnąłem się do niego szeroko. - Nic się przecież nie stało...
Odszedłem. Kątem oka zapamiętałem jego rysy pyska, a szczególnie te przerażenie malujące się w oczach, kto wie może jeszcze się kiedyś się spotkamy...
- Słyszałeś...? - Uchwyciłem w oddali szept, jednego z basiorów stojących przy niewielkim głazie. - Podobno Opiekunka Aniołów została zamordowana w swoim własnym zamku...!
- No co ty gadasz...? - Kolejny nieznany głos. - Kto mógł to zrobić...?
No właśnie kto? Te pytania są najbardziej interesujące... Ten dreszczyk emocji... Nigdy nie wiadomo, czy zabójca nie stoi za naszymi plecami...
- Dobra zmiana planów! - Podekscytowany odwróciłem się na pięcie, zwracając tym samym na siebie uwagę innych.
Wreszcie coś się wydarzyło! Coś co wyrwało mnie wreszcie z nudów! Oczywiście nie powinien to być powód do radości, w końcu Opiekunka została zamordowana, lecz proszę mi wybaczyć tą moją bezczelność, ale wreszcie poczułem jak moje serce przyspiesza z podekscytowania i nie mogę powstrzymać tego uśmiechu pojawiającego się na moich ustach. Bez zawahania ruszyłem w drogę do zamku Opiekunki, gdzie prawdopodobnie rzucę się w wir zagadek i kłamstw...

~~*~~

Tak jak się spodziewałem. Tłumy waliły do zamku drzwiami i oknami, jednak nie pozwalano im na taką swobodę. Grupa wilków blokowała wejście i pilnowała porządku. To nie ułatwiało mi zadania, lecz zaraz pewnie znajdę gdzieś lukę w ich obronie. O na przykład walnę kogoś w pysk, a oni przylecą tutaj opanować sytuacje, a ja w tym czasie wemknę się do środka. Od kiedy ja jestem taki brutalny? Sam siebie czasem zadziwiam... Zakradłem się do jednego basiora. Wyglądał jak typowy osiłek... Szturchnąłem go z barka, na co on zaskoczony rozejrzał się dookoła. Dyskretnie wskazałem na innego wilka, co przesądziło o jego losie. Osiłek zaczął słowną walkę z nieznajomym, a ja korzystając z oazji, że strażnicy przybiegli uspokoić towarzystwo, wszedłem sobie na luzie do środka. No... Zamek robił duże wrażenie i był naprawdę ładny. Usłyszałem głośne rozmowy z jednej z komnat, więc zainteresowany skierowałem się w jej stronę.
- Macie już wszystko zabezpieczone? - Odezwał się władczym tonem biały basior, najwyraźniej prowadzący śledztwo.
Zaczaiłem się przy drzwiach uważnie obserwując postacie wewnątrz pokoju. Nigdy jeszcze nie widziałem "detektywów" w akcji, jednak samo patrzenie na nich nie było dla mnie wystarczające. Miałem wielka ochotę wejść do środka i samemu przejrzeć wszystkie dowody, poszlaki i przede wszystkim ciało ofiary... Skąd we mnie ta cała fascynacja tym wszystkim...?
Nagle zostałem zauważony i biały basior podszedł do drzwi, a ja zaskoczony poderwałem się do góry i już miałem wiać, lecz ten złapał mnie za ogon.
- Kim jesteś? I jak się tu dostałeś? - Spojrzał na mnie pełnym złości wzrokiem.
- Emm... E... To... - Zacząłem się jąkać próbując wymyślić jakąś dobrą wymówkę. - No... Przysłał mnie tu Lider, żebym pomógł... - Skłamałem.
- Lider? - Powtórzył, a ja pokiwałem szybko głową utwierdzając go w moim kłamstwie. - No dobra... To wchodź do środka, a nie się czaisz pod drzwiami...
Wyszczerzyłem się do niego i niepewnie wszedłem do środka. Wszyscy zgromadzeni w komnacie spojrzeli na mnie, jak na zawołanie.
- Dzień dobry wszystkim... - Wypaliłem, uśmiechając się niczym idiota.
Po chwili reszta wróciła do swoich obowiązków, a ja podszedłem do białego basiora.
- Wtajemniczysz mnie w śledztwo? - Spytałem niewinnym głosem, coraz bardziej zanurzając się w stworzonym przez samego siebie kłamstwie.
- Taa... - Mruknął. - Opiekunkę Aniołów znalazła jej pokojówka Gabi... - Wskazał głową na waderę, która stała przygnębiona pod ścianą. - Nie ma żadnych śladów, które wskazywałby na to, że ofiara się broniła... Wysłaliśmy próbkę krwi do zbadania i wyszło na to, że została otruta. Jedyny ślad jaki zabezpieczyliśmy, to ślad włamania, najwyraźniej sprawca wszedł do komnaty przez okno i dodał do picia ofiary truciznę...
Kiedy skończył skinąłem jedynie głową i podszedłem do zwłok Opiekunki. Ciekawe czy jej śmierć była długa...? A może to się stało szybko?
- Jak ty się w ogóle nazywasz? - Spytał basior.
- Yashiro... - Odparłem szybko i przeszedłem dalej, czyli w stronę okna.
Wszystko się zgadzało z tym co on powiedział. Zerknąłem na waderę, która wpatrywała się w swoje łapy. Zapewne była już przesłuchana, jednak dla mnie to ona jest główną podejrzaną... W końcu to ona znalazła ofiarę...
- Kto jeszcze znajdował się w zamku w godzinach kiedy popełniono zbrodnię? - Zapytałem pierwszego lepszego wilka.
- Pokojówka Gabi i jeszcze jedna pokojówka, a także basior zajmujący się ogrodem... - Odpowiedział mi ktosiek, a zadowolony z uzyskanej odpowiedzi wyszedłem niezauważony z komnaty.
- Dobra na pierwszy ogień idzie ogrodnik... - Wyszedłem na zewnątrz, omijając przy tym wciąż stojących na warcie strażników.
Poszedłem do ogrodu, gdzie zastałem zapewne "ogrodnika".
- Przepraszam, mogę zająć ci chwilkę? - Uśmiechnąłem się do niego delikatnie.
- Jasne... - Odparł i odwrócił się w moją stronę.
- Czy widziałeś coś podejrzanego? - Zadałem pierwsze pytanie.
- Nie... Wszystko było w najlepszym porządku od samego rana...
- Czy wiesz, kto chciałby pozbyć się Opiekunki?
- Nie... Nie wiem...
Wyglądał na jakiegoś trochę niemrawego. Jego wzrok utkwiony był w dal, a jego policzki były zarumienione. Podążyłem za jego wzrokiem i spojrzałem na szarą waderę stojącą kilkadziesiąt metrów od nas. Rozglądała się nerwowo, najwyraźniej czegoś się obawiając. Domyśliłem się, że stojący tu basior jest w niej zakochany...
- Kto to? - Padło kolejne pytanie z moich ust.
Basior oprzytomniał i spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Ona jest... Znaczy była pokojówką Opiekunki...
Skinąłem głową. Na razie tyle mi wystarczyło. Odszedłem. Czułem na sobie czyjś wzrok. Spojrzałem w las. Jakaś postać przemknęła między drzewami i zniknęła. Szara wadera również zniknęła. Postanowiłem wrócić do komnaty. Wilki zbierające poszlaki i ślady, zebrały się do kupy i debatowały w jadalni, a w pokoju Opiekunki natknąłem się na wilczyce z wcześniej. Zakradłem się do niej od tyłu i szepnąłem jej do ucha:
- Pani Marysiu... Co tu robisz?
- C-co? Kim jesteś?! - Podskoczyła zaskoczona do góry i spojrzała na mnie. - Nie jestem żadną Marysią!
- Oh... Wybacz... Wyglądasz podobnie jak ona... - Odparłem rozbawiony.
- Pff...
- Więc Pani Marysiu, jesteś świadoma tego co tu się stało?
- Tak... Zaraz! Przestań mnie tak nazywać! Kim jest ta cała Marysia?!
- Oh... To ja tu zadaję pytania... - Uśmiechnąłem się złośliwie.

~~*~~

Popytałem jeszcze trochę i poszperałem tu i tam... Miałem już pewne teorię, jednak ciągle ciekawiła mnie postać czająca się za drzewami. Czułem, że mnie obserwuje... Nie... Ona obserwowała wszystkich... Postanowiłem być chytrzejszy i złapać podglądacza, więc siedzę sobie aktualnie w ogrodzie i czekam na ten decydujący moment na atak. Po chwili ujrzałem dziwny kształt między krzakami i czując w tym okazje, przygotowałem się i gwałtownie poderwałem się do góry. Postać również poderwała się do góry i zaczęła uciekać. Ruszyłem w pogoń za "podglądaczem". Nawet nie wiem kiedy znalazłem się w lesie i przedzierałem się przez krzaki, które tylko blokowały mi drogę. Już go prawie miałem, lecz nagle usłyszałem cichy pisk i zawahałem się momentalnie. Zatrzymałem się.
- Cholera... - Mruknąłem pod nosem i rozejrzałem się dookoła.
Przez chwilę nieuwagi zgubiłem go... Ale teraz przynajmniej wiem, że jest to czarny basior... Kolejny pisk... Zaintrygowany tym potruchtałem w stronę, z której dochodził pisk małego szczeniaka. Towarzyszył temu głośny śmiech kogoś, co mnie trochę niepokoiło. Kucnąłem przy krzakach i zerknąłem na to, jak wygląda sytuacja. Jakaś grupa młodych wilków stała nad szczeniakiem i najwyraźniej wyżywała się nad nim... Czy to nie ten młody z rana?
- Co przyjaciół się boisz? - Zadrwił jeden z młodziaków i walnął małego w brzuch.
To samo przerażenie w oczach co wcześniej...
- Chy.. Chy... Niezła definicja "przyjaźni"... - Zaśmiałem się cicho, przez co wszystkie spojrzenia zostały skierowane na mnie. Zdemaskowałem się i wiedziałem, że nie ma co się już ukrywać, więc wyskoczyłem zza krzaków. - Wybaczcie za niezapowiedzianą wizytę... Ale może zamienimy się miejscami?
- A ty to kto?! - Warknął na mnie jeden z nich i przygotował się do skoku, jednak widziałem, że się trochę boi, bowiem jego ciało całe drżało. - Nie boimy się zarozumiałych dorosłych...!
Taa... Właśnie widzę...
- Nie dociera?! - Wyszczerzyłem się do nich, ukazując rządek równych, ostrych kłów. - Wypierdzielać w podskokach! Chyba że chcecie... - Przymknąłem delikatnie powieki. - ... Wkręcić się na krwawą imprezę? - Zaśmiałem się głośno, a całe towarzystwo uciekło z podkulonymi ogonami.
Podszedłem do przestraszonego i pobitego szczeniaka.
- Wszystko w porządku? Bardzo cię pobili? - Spojrzałem na niego zatroskanym wzrokiem.
Chyba coś w nim pękło, bo zaczął przeraźliwie płakać.
- Mam tego dość...! - Zaszlochał cicho. - Oni mnie do tego zmusili...! Ja nie chciałem...! Jeszcze potem przyszły te wilki i mnie pobili...! Ja nie chciałem...! Nie chciałem...! - Przetarł czerwone już od płaczu oczy. - Nie...
Nie rozumiałem go. Czego nie chciał? Do czego go zmusili?
- Powiedz mi... - Zacząłem, lecz ten w jednej chwili odsunął się ode mnie i uciekł.
Westchnąłem cicho. Zgubiłem tajemniczego gapia i jeszcze do tego wplątałem się w bójkę jakiś gówniarzy...

~~*~~

Wiem, że tak nie wypada, ale musiałem to zrobić...
- Jeszcze trochę... - Sapnąłem zmęczony i przegryzłem delikatnie wargę. - Udało się!
Drzwi od komnaty otworzyły się, a ja wyrzuciłem za siebie niepotrzebny już kawałek metalu. Przeszukali już wszystko, nawet ten pokój, jednak ja wolałem sam sobie poszperać. Rozejrzałem się. Widać było, że było tu niezłe przeszukanie, ale nawet najlepszy śledczy może coś pominąć... Na przykład ta niewinna komoda. Na moje oko to skrywa ona ogromny sekret. Zbliżyłem się kroczek do niej i zilustrowałem ją badawczym wzrokiem. Za komodą nie ma kurzu... Co oznacza, że albo Pani Marysia jest czyścioszkiem, albo... Odsunąłem bardziej mebel od ściany i zerknąłem przez niewielką szparkę na tył komody. Oh...! Coś było do niej przyklejone. Wsadziłem tam łapę i namacałem dziwne papierowe coś. Sprawnym ruchem oderwałem taśmę i wyciągnąłem dziwny pakunek, starannie owinięty papierem pakunkowym.
- Co my tu mamy...? - Przejechałem pazurem po paczuszce. - Hmm...
Spojrzałem na kupkę listów. Nie tego się spodziewałem...
- To tylko listy... - Wziąłem jeden do łapy i otworzyłem szerzej oczy. - Zaraz coś tu jest nie tak...
Zaskoczony przejrzałem wszystkie listy dokładnie je czytając i analizując. To było wszystko dziwne, ale powoli układało się w całość.
- Więc to tak Pani Marysiu... - Uśmiechnąłem się dziwacznie, a na plecach poczułem dreszczyk emocji. - Bardzo nieładnie... Nieładnie...

~~*~~

Dziwne... Co on tu robi? Ten szczeniak... Podszedłem bliżej, aby podsłuchać jego rozmowę z czarnym basiorem, którego jeszcze niedawno próbowałem złapać.
- Mam już tego dość...! - Krzyknął maluch, święcie przekonany, że słyszy to tylko jego towarzysz. - Więcej nic nie zrobię...! Wykonałem swoją robotę, czego jeszcze chcesz?!
- Nie przeginaj... - Warknął czarny. - Zgodnie z umową miałeś dostarczyć pakunek... Ale nasze zadanie się na tym nie kończy... Musimy na wszystko mieć oko i namieszać jakoś w śledztwie, rozumiesz...?
- A-ale... Nie chcę być traktowany jak morderca... - Szepnął szczeniak. - Ja chcę dostać wynagrodzenie i wrócić do domu... Do mamy...! - W jego oczach pojawiły się łzy.
- Nie rycz mi tu...! Sam wiedziałeś w co się pakujesz...
- Ale zmusiliście mnie do tego...
- Stul pysk... Umowa to umowa...
Poruszyłem się niespokojnie i cofnąłem się krok do tyłu. Pech chciał i nadepnąłem na gałązkę, która trzasnęła głośno, zdradzając moją obecną pozycje. Nie chciałem się ujawniać. Nie po takim napływie informacji... To na pewno miało jakiś związek ze śmiercią Opiekunki. Basiorowi zjeżyła się sierść na plecach, a z gardła wydobyło się stłumione warknięcie. Skoczył i przygwoździł mnie do pobliskiego drzewa. Zaskoczony spojrzałem mu w oczy, łapiąc coraz szybciej oddech.
- Ile słyszałeś? - Warknął i przycisnął łapę do mojej szyi.
- Ja... Ja... - Próbowałem coś powiedzieć, lecz jego łapa sprawiała, że się dusiłem.
Przycisnął mocniej, a przed oczami zaczęły mi skakać szare kropeczki. Zmarszczyłem brwi, czując, że zaraz całkiem odpłynę. Kiedy zamknąłem oczy, jego uścisk się poluzował, a ja opadłem bezwładnie na ziemię. W oddali usłyszałem krzyki jakiś wilków... Czarny basior uciekł, wraz z tym szczeniakiem, a ja otworzyłem powoli oczy. Nade mną stał dobrze mi znany biały basior.
- Dasz radę wstać? - Jego pytanie było, krótkie i zwięzłe, lecz nie miałem czasu na odpowiadanie.
- Musicie ich złapać... - Wydusiłem z siebie cicho. - Oni coś wiedzą...
- Zaraz kogoś za nimi wyślę, ale najpierw pomogę tobie...
- Idioto...! - Wbiłem pazury w ziemię. - Sam sobie poradzę... - Po chwili dźwignąłem się na łapy i zamrugałem kilka razy.
Kropeczki zniknęły, ale czułem się trochę słabo. Uniosłem łapę i klepnąłem się w policzek.
- Dobra, wszystko jest ok... - Wymusiłem na sobie uśmiech i spojrzałem na przegrupowujące się wilki. - Oby szybko ich znaleźli...
- Spokojnie... Dadzą radę... - Biały basior przypomniał mi o swojej obecności.
- Nie wątpię... - Prychnąłem cicho. - Dobra wracam do zamku...
- Czekaj! - Zatrzymał mnie. - Odkryłeś coś, prawda?
- Hmm... Aż tak to po mnie widać...? - Odwróciłem wzrok. - Jeszcze nie jestem na sto procent pewny, ale mam pewne podejrzenia...
- Może powiesz mi... - Przerwałem mu.
- Nie.
Wróciłem do zamku i zająłem sobie miejsce w opustoszałej jadalni. Oparłem głowę o stół i zebrałem wszystkie myśli do kupy.
Jeśli oni są w to zamieszani to oznacza, że ktoś ich wynajął... Jeszcze te listy... Dwie osoby miały do tego motyw, ale czy któraś z nich wynajęła tego basiora i szczeniaka... Ogrodnik... Niewinny pracownik... Zakochany bez wzajemności...
Siedziałem z godzinę zastanawiając się nad wszystkim i nad niczym. Wydawało się to takie bezsensowne, dlatego próbowałem znaleźć w tym jakikolwiek sens. Przypomniałem sobie Opiekunkę. Jej martwe ciało i spokojną minę... Zapewne nie spodziewała się tego... Przypomniałem sobie każdy szczegół z pokoju... Przypomniałem sobie treść listów... Tak... Teraz to ma sens...
- Yashiro! - Do jadalni wpadł jakiś wilk.
Spojrzałem na niego kątem oka i westchnąłem cicho, zeskakując z krzesła.
- Mamy ich... Są w pokoju... Zaprowadzę cię... - Oznajmił, na co skinąłem głową i podążyłem z nim.
Przeszliśmy przez długi korytarz i kilka razy skręciliśmy w prawo.
- To tutaj... - Otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka, samemu zostając na korytarzu.
Uśmiechnąłem się na ich widok. Byli przywiązani do krzeseł. Serio...?
- Mam do was kilka pytań... - Mruknąłem i podszedłem do nich ociupinkę bliżej.
Basior splunął mi na pysk, na co rozbawiony wytarłem jego ślinę.
- To było niehigieniczne...
Od czarnego za dużo się nie dowiem, ale od młodego owszem...
- No więc dla kogo pracujecie? - Pierwsze pytanie. - To wy otruliście Opiekunkę? - Drugie pytanie. - Jeśli nic nie powiecie to wyjdzie na to, że to wy... I wtedy nie będzie za ciekawie... Zostaniecie zmieszani z błotem, jak prawdziwi mordercy...
Szczeniak przygryzł wargę i w końcu wybuchnął.
- To nie my...! - Zapiszczał zdesperowany. - To nie my...! Ja dostarczyłem tylko truciznę! Później mieliśmy obserwować jak rozwija się sprawa...
- Ty debilu... - Wydukał przez zaciśnięte zęby basior.
- Dla kogo pracujecie? - Powtórzyłem pytanie, które było kluczem do tej sprawy.
Młody spojrzał w moje oczy, a po jego policzku spłynęły łzy. Otworzył delikatnie usta i wyszeptał...

~~*~~

Następnego dnia zwołałem do jadalni całą ekipę i zaprosiłem gościa honorowego. Tu i teraz zdradzę sekrety, które ktoś chciał zataić. Zająłem główne miejsce przy stole i spojrzałem na zgromadzonych. Wilki prowadzące śledztwo, ogrodnik, Pani Marysia, znaczy się Sohara i... Nasz gość honorowy, który się spóźnia. Co za maniery...
- Przepraszam za spóźnienie...! - Drzwi się otworzyły, a do środka wpadł zdyszany basior. Ashita... Duchowny z naszej watahy...
- Ależ nic się nie stało! - Uśmiechnąłem się promiennie i wskazałem wolne miejsce koło mnie. - Proszę sobie usiąść...
Basior skinął głową i po chwili usiadł koło mnie. Zadowolony, że już wszyscy jesteśmy w komplecie klasnąłem rozbawiony w łapy.
- W takim razie zaczynamy! - Oznajmiłem.
- Przepraszam, ale nie wiem czemu zostałem tu wezwany... - Odezwał się cicho duchowny.
- No tak... Zebraliśmy się tutaj wszyscy, aby rozwiązać sprawę morderstwa Opiekunki Aniołów! - Powiedziałem głośno i wyraźnie, tak aby każdy w jadalni mnie usłyszał.
Zauważyłem, że mina basiora zrzedła, co jeszcze bardziej mnie rozbawiło.
- Zacznijmy może od romansu Pani Sohary i Pana Ashity...
- Co?! - Oboje zerwali się zaskoczeni.
- Tak, tak... Spodziewałem się zdziwienia i sprzeciwów... - Westchnąłem i wyciągnąłem nagle całą stertę listów. - Zapraszam do lekturki. - Rozrzuciłem listy po stole, a jeden zostawiłem dla siebie. - "Droga Soharo, bardzo ci dziękuję za ostatnią noc... Wiedz, że bardzo cię kocham..." Bla... Bla...
- Może i umawiamy się, ale co to ma do tego wszystkiego...? - Odparł duchowny. - Jako duchowny mogę posiadać partnerkę...
- Owszem! - Spojrzałem na niego. - Ale nie dzieci... - Przeniosłem wzrok na waderę.
- Co ty...? - Warknął cicho.
- Opiekunka się dowiedziała, prawda? O tym, że macie romans i że Sohara jest z tobą w ciąży... - Uśmiechnąłem się delikatnie. - Pomyślałeś sobie, że jeśli się pozbędziesz jednego wilka to różnicy dużej nie zrobi, a uchronisz się przed wstydem i obelgami... Zachowasz wszystko w tajemnicy...
- Nie... - Zaprzeczył szybko, a ja prychnąłem cicho.
- Twoi najemnicy wygadali się... Powiedz mi czy ty nie masz serca żeby mieszać do tej sprawy małego szczeniaka? Jeszcze do tego włamałeś się przez okno i dodałeś do napoju Opiekunki truciznę, którą dostarczył ci szczeniak... No odpowiedz? Nie jest ci wstyd? Oboje to zaplanowaliście... Ty i Sohara... Dwoje zdrajców... A ty? - Spojrzałem na ogrodnika. - Ty o wszystkim wiedziałeś, ale nie chciałeś się wygadać w końcu tu chodziło o twoją miłość... Szkoda tylko, że nigdy nie zostanie odwzajemniona... - Zakończyłem swoją wypowiedź.
Wszyscy wpatrywali się we mnie, jakbym nie wiem co powiedział.
- To prawda... - Wadera walnęła o stół łapą. - Wiedziałam, że nie uda nam się tego zachować w tajemnicy, ale... Ale...
Spojrzałem na białego basiora.
- To chyba koniec, co nie? - Uśmiechnąłem się do niego. - Resztę zostawiam tobie...
- Nie zostałeś wysłany przez Lidera... - Stwierdził po chwili.
- Brawo! - Zaśmiałem się cicho. - Ale rozwiązałem sprawę i to się liczy...
Basior skrzywił się dyskretnie i pomachał niezadowolony ogonem. Zignorowałem go i wyszedłem z jadalni. Przez jeden głupi romans, ktoś przypłacił za to życiem i mały szczeniak został wplątany w morderstwo. To jest chore, ale nic na to nie poradzę...
Następnego dnia dostałem dziwny list od wilka dowodzącego śledztwem. Muszę przyznać, że byłem zaskoczony. Szczerze to nawet nie wiedziałem, że uda mi się to wszystko rozszyfrować, a tu proszę... Dostałem list z podziękowaniami. Z wiadomości dowiedziałem się jeszcze, że Lider zajął się przydzieleniem kary dla zamieszanych w tą sprawę i tak naprawdę nikt nie wie co się z nimi stało...
To były dni niepozbawione emocji i adrenaliny... Po tym wszystkim poczułem dziwną ulgę w sercu, ale sam ostatecznie nie rozumiałem tego uczucia... Najważniejsze jest to, że wszystko się już skończyło...

~~~~*~~~~~

2.

Co zrobię dla kraju Nieba kiedy zasiądę na tronie? Szczerze to nie mam zbyt wielkich planów... Ale na pewno bezpieczeństwo wszystkich przekładam ponad swoje. Jestem w stanie poświęcić dla innych swoją duszę i serce. Co do planów to będę dążył do tego, aby nasze ziemie Aniołów stały się jeszcze bardziej bezpieczne, niż są teraz, a także mam inne plany jednak nie wszystkie zapewne będą zrealizowane. Moim głównym celem byłoby zdobycie zaufania innych i tego aby byli wobec mnie szczerzy. Każdego bym wysłuchał i dokładnie przemyślał jego słowa. No i co tu jeszcze dodać...? Nie wszystko da się zrobić, ale trzeba pozytywnie patrzeć w przyszłość.

3.

Korona jest w zakładce pt. "Lista wilków/mocy"






.:AKTUALNOŚĆI:.

Nowa aktualizacja watahy będzie już niedługo :D Encyklopedia już prawie zapełniona, poczekajcie jeszcze troszkę! ~ Amera

Od teraz można być człowiekiem! Zapraszamy do wysyłania zdjęć lub artów twojej postaci jako człowieka.

.:TOPKA:.

© 2017 Eternal Wolves.
All rights reserved.
Design by Agata.