Twitter

.:EVENTY:.

Brak

.:POGODA:.

Amera postanowiła dalej nie rozpieszczać swojego wilczego imperium. Pogoda więc szaleje.
Czasami pada deszcz, zaraz jest słońce, a raz mgła. Pogoda zależna jest od twoich emocji, jak myślisz jaki armagegedonis musi się dziać skoro wszyscy odczuwają jakieś emocje?

.:SKYPE:.

Chcesz z nami pogadać na skype? Nie ma problemu! -> KLIK
Jeżeli klikniesz ten link na górze, przeniesiesz się na skype jedynie z możliwością pisania na czacie.
Jeżeli jednak chcesz porozmawiać z nami, z głosem ale bez kamerek, to śmigaj na Skype/zainstaluj Skype i zaproś do znajomych Amerę(Skype -> Amera Castelss), a Amera doda Cię do grupy.
Jak na razie z rozmowy skorzystali: AmeiS, Amera, Lexie, Dannyl, Raven, Luka, Tiago, Xerda oraz Slake!

.:KONTAKT:.


AMERA - Adminka
(zmniejszona aktywność)
Doggi - Ali010612
Howrse - Ali010612
Gmail - Sieralioness222@gmail.com
GG - 48141426
Skype - America Castelss

RITSU - Moderatorka
Doggi - lisia98
Howrse - lisia98
Gmail - lisia9855@gmail.com

SHIRO - Moderator
Doggi - cocolino98
Howrse - timenta
Gmail - korzystam z Ritsu gmaila

LEXIE - Moderatorka
(zmniejszona aktywność)
Howrse - Aleksa2003
Gmail - lexie.black01@gmail.com

RAVEN - Moderatorka
Howrse - Fugitive Raven
Gmail - fugitiveraven@gmail.com

.:WYŚWIETLENIA:.

.:WILCZE POGADANKI:.

Hej anonie!
Wbijaj do nas na czat i pogadaj z nami, co ci szkodzi? ;)

Od Reyny do Ange

Data:
31 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Uśmiechnęłam się i przytuliłam przyjaciółkę, która po chwili odwzajemniła uścisk. Wtedy cały strach opuścił mnie, a kamień spadł z serca. Przez chwilę czułam się winna, że tak pochopnie oceniłam Ange i z góry założyłam, że mnie zostawi, ale nie widząc u niej złości i wyrzutu, uspokoiłam się.
- Jutro będę mieć wolne, spotkajmy się tu w samo południe - zaproponowałam, kiedy się od siebie odsunęłyśmy. Wadera zamyśliła się na chwilę.
- Okej, mnie pasuje - odparła radośnie, a jej pysk rozświetlił uśmiech.
- To do zobaczenia? - upewniłam się, co wywołało u Ange śmiech.
- Jasne.
Pożegnawszy się, każda z nas ruszyła w swoim kierunku. Ona w stronę terenów aniołów, a ja demonów. Ale tym razem nie wydało mi się to dziwne, potraktowałam to jak najnormalniejszą spośród istniejących rzeczy.
Kolejny dzień powitałam z nową porcją energii i radości. Pozornie małe rzeczy wywoływały u mnie uśmiech. Na miejsce spotkania dotarłam trochę wcześniej niż się umawiałyśmy, mimo, że szłam powoli, droga i tak zajęła mi mało czasu. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, Ange również pojawiła się przed czasem.
- To, może teraz ty pokażesz mi jakieś miejsce? - spojrzałam na nią z uśmiechem.

Ange?

Od Reyny do Ethana

Data:
31 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałam z ciekawością na sowę basiora. Między popielatymi piórami ptaka, wyraźnie odznaczały się jego oczy. Złote i błyszczące. Od razu pomyślałam o Condwiramursie, swoim kocim towarzyszu. Ślepia kocura miały bardzo podobną barwę.
- Przyjmuję zaproszenie - uśmiechnęłam się, przyjmując dumną minę. - Kto to?
- Otori - odpowiedział po chwili, zerkając na ptaka. - Mój przyjaciel.
Skinęłam głową na znak, że rozumiem.
Po chwili ruszyliśmy naprzód. Chociaż nadal czułam głód, nie doskwierał mi on już tak bardzo. Miło było porozmawiać z kimś nowym w watasze, a Ethan wydawał się być bardzo interesującą osobą. Zaskoczyło mnie, że był tu wcześniej. Nigdy nie widziałam w Eternal Wolves takiego wilka jak on.
- A więc, jesteś tu od dawna? - słysząc pytanie, spojrzałam na wilka.
- Nie... to znaczy, prawie od urodzenia - poprawiłam się szybko. Sama miałam trudność z określeniem faktycznego pobytu w watasze, przeszłość była jakby lekko pomieszana.
Basior stanął nagle, zatrzymując mnie. Jego pysk rozświetlił uśmiech, a w zielonych oczach błyszczały radosne iskierki. Spojrzałam w kierunku, w którym patrzył i po chwili dostrzegłam zarys sylwetki niedużej sarny. Była sama, a przynajmniej tak wydawało się na pierwszy rzut oka.
- Idź sam, ja nie jestem zbyt dobra w polowaniu - syknęłam, cofając się krok do tyłu. Nie chciałam, żeby przeze mnie znów uciekła mu kolacja.
Przez chwilę przyglądał się mi, jakby oczekując, że zmienię zdanie, ale po najwyraźniej zrozumiał, że nie zamierzam ustąpić. Obserwowałam z ciekawością jak skrada się i atakuje zwierzę, które w kilka chwil było martwe. Podeszłam do niego i usiadłam obok.
- Nie jesz? - jego zaskoczenie wywołało u mnie uśmiech.
- Ty upolowałeś, ty jesz pierwszy. Ja poczekam.

Ethan?

Od Jadrana do Saovine

Data:
30 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Prychnąłem.
- Te wspomnienia to moje życie. To co będzie wkrótce mnie nie obchodzi. Nie chcę nikogo szukać, bo nie odczuwam radości.
Wyglądała na nieco urażoną moją reakcją.
- Takie myślenie zniszczy cię, prędzej czy później.
Wzruszyłem ramionami.
- Tylko na to czekam. Ale dziękuję za dobre rady i zostanie tutaj, kiedy się rozsypałem. Pójdę już - odezwałem się.
Skinąłem jej głową i odszedłem. Jej słowa mnie dotknęły. Oswojenie moich leków oznaczałoby pozostawienie mojej rodziny w sferze przeszłości, a na pożegnanie się z nimi, nawet w wersji potwornego snu na jawie, nie mogłem się zgodzić.
Powrót do domu okazał się dłuższy niż mogłem sądzić. Nie do końca ufałem swoim łapom, a nie uśmiechało mi się złamanie którejś z nich gdybym źle ją postawił. Gdy wreszcie dotarłem do swojej jaskini rzuciłem się na skórę i przymknąłem oczy w nadziei na szybki sen. Nic z tego, nie ma tak dobrze. Westchnąłem ciężko, rzucając się z boku na bok. Przenosiłem się dobre kilkanaście razy, nadal nie mogąc się ułożyć. I tak nie zasnąłem, z domu wyszedłem więc w paskudnym nastroju, rzucając mijanym wilkom ponure spojrzenia.

Saovine?


Od Eileen do Izayi

Data:
30 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Tyle się mówi o podróżach. Że kształcą, rozwijają, dają doświadczenie, można zdobywać przyjaciół. We wszystkich książkach, które czytałam podróże były zawsze epickie, pełne ciekawych osób, zadań. Cóż... Na razie było... nudno. Szłam. I szłam. I szłam. Trudy podróży już nie wydawały mi się takie urzekające. Zimno prześladowało mnie najmniej, mimo że futro nie dawało zbyt wiele ciepła, to ciągle się poruszałam. Przynajmniej do pierwszej śnieżycy. Zabłądziłam kompletnie, wcześniej dostrzegałam ślady cienistej obecności, która mnie prowadziła. Parłam naprzód, dopóki nie straciłam gruntu pod łapami. Stoczyłam się gdzieś, z taką prędkością, że na chwilę trochę mnie zamroczyło. Usłyszałam czyjeś ciche warknięcie, a potem głuchy łoskot, a coś uderzyło w moją głowę.
Obudziłam się z potwornym bólem rozsadzającym czaszkę. Świat wokół mnie tańczył, złożony z różnorakich plam barwnych. Nic do mnie nie docierało. Zamrugałam kilka razy i dopiero to coś dało. Byłam w niewiadomym mi miejscu, w środku jakiejś jaskini, sądząc ze ścian i światła, prześwitującego zza kotary przysłaniającej wyjście. Wstałam, otrzepując się. Gdzie mogłam być? Ból wciąż był nieznośny, ale mogłam stać. Jak się okazało, chodzić jednak nie. Runęłam na klepisko, potrącając przy okazji coś brzęczącego. Usłyszałam, jak kotara porusza się i światło na moment wdarło się do środka. Cofnęłam się gwałtownie, widząc nieznanego mi wilka, o smoliście czarnej sierści i ciemnych oczach. Zatrzymał się, widząc mój nerwowy ruch. Patrzyłam na niego, szukając drogi ucieczki. Był przerażający.
- Spokojnie - wymamrotał.
Miał dziwny akcent i straszną chrypę. Przydałby mu się napar z rumianku.
- Nic ci nie zrobię - dodał, zbliżając się o krok.
Zastygłam w bezruchu, ale moja moc zdawała się szwankować. Coś mi mówiło, że rzeczywiście nie ma złych zamiarów. Bałam się jednak, że wcale tak nie jest. Że jest w stanie mnie oszukać.
Wyprostowałam się, spoglądając na niego dumnie.
- Nie jestem tego taka pewna.
Basior uśmiechnął się.
- Mam na imię Hazar. Czy ty masz jakieś imię, Mirfae?
Zastrzygłam uszami.
- W moim domu nazywają mnie Eileen. Czemu Mirfae?
Zignorował pytanie, próbując powtórzyć moje imię. Nieszczególnie mu wyszło. We wspólnym języku także wymawiał słowa z silnym akcentem.
- Wolę Mirfae.
Przewróciłam oczami.
- Imię nic nie znaczy.
- Mylisz się. Imię powinno coś znaczyć, jest częścią ciebie. Moje imię znaczy w twoim języku ptaka, o pięknym głosie. Na tym opiera się moja praca.
Nadal zachowywałam dystans.
- Jestem tylko szczeniakiem, co mogę o tym wiedzieć?
- Już nie takim szczeniakiem. Wiek nie ma tu nic do rzeczy - błyskawicznie zmienił temat - białe ptaki, które zjawiają się czasem w granicach naszych terenów nazywają się mirfae. Są piękne, ale obce. Nic nie jest tak czyste w Ard Alqamar. Tak jak ty. 
Potrząsnęłam głową.
- Ard Alqamar? Przecież byłam na kontynencie? To bez sensu  - warknęłam.
Ard Alqamar było książkową krainą, w której nie było dnia ani nocy, wieczny zmierzch. Żyły tu wilki o czarnym futrze i zwierzęta o podobnych umaszczeniach. Rośliny miały ciemne liście, próbując wykorzystać każdy promyk światła. Nie mogła istnieć naprawdę.
***
Zrozumienie wszystkiego zajęło mi chwilę. Okazało się, że Ard Alqamar było miejscem pomiędzy światami. Dało się tam dostać jedynie przez portal, ukryty gdzieś na kontynencie. Tylko niektóre stworzenia potrafiły przemieszczać się pomiędzy stronami. Stworzenie, którego szukałam, miało być związane z lokalnym bóstwem. Zdaniem kapłanów, do których należał także Hazar, to ono mnie tu doprowadziło. Co kilka stuleci tworzyło ono, zgodnie z legendą, swoje dziecko. Pozostawiało jajo w chronionym gnieździe w głębi mrocznej puszczy, by tam czekało na swojego pana, który zaprowadzi stworzenie w nim, zwane Sunar, co miało związek z kotem, na powierzchnię świata. Jednak wilk, który mógł nad nim zapanować nie był jeden. Zawsze wyruszało kilku kandydatów, z których niewielu docierało do celu. Jeszcze mniej przeżywało uwolnienie Sunara.
Musiałam pozostać wśród wilków, dopóki bóstwo nie wezwie mnie ponownie. Teraz nie otrzymywałam znaków, a kapłani stwierdzili, że muszę się zatrzymać. Nie oponowałam, znużona podróżą. Skorzystałam z okazji, by wysłać bratu wiadomość. Tutejsze wilki rzadko kontaktowały się z powierzchnią, jak nazywały zewnętrzny świat, ale miały do tego specjalnie wyszkolone cieniste ptaki. Te donosiły listy za pomocą jakiegoś szóstego zmysłu do swoich naziemnych braci, a ci do adresata.
Napisałam Izayi, że życie tutaj jest ciekawsze, niż się spodziewałam, a nowe imię całkiem mi się spodobało. Szczenięta początkowo dotykały mojego białego futra i patrzyły na swoje łapki, jakby uważały, że się ubrudzą. Szybko uczyłam się ich języka, który okazał się prostszy niż myślałam. Śledziłam ich zwyczaje, sposoby polowania, stosunek do płci przeciwnej, starców i dzieci. Prócz tych danych dopisałam jeszcze, że na razie jestem bezpieczna i opisałam rozwijającą się relację z Hazarem, zaczynałam się z nim zaprzyjaźniać. Tubylec czuł się za mnie odpowiedzialny. Dołączyłam do listu zbiór piór, które mogłyby zainteresować brata. Były różne, od kruczoczarnych, ciemnoczerwonych czy brązowych w jasne kropki po zielone. Nic jednak jasnego ani krzykliwego. Miały także różną fakturę. Miałam nadzieję, że list do niego dotrze.

Izaya?

Od Ethan'a do Reyny

Data:
30 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Wszystko w porządku? - spytałem poszkodowanego wilka. Była nim bowiem wadera, o dziwo odzwierciedlająca mój wygląd (?).
- Tak, dzięki - wadera wymusiła blady uśmiech. Od raz wyczułem, że dość oberwała.- Przepraszam, to była moja wina. Powinnam była uważać.
- Naprawdę nic się nie stało - uśmiechnąłem się przyjaźnie. - Jestem Ethan.
- Reyna -odpowiedziała.
Nastała dziwna cisza. Dopiero teraz zorientowałem się, że żółte oczy zniknęły, a na ich miejsce wstąpiła soczysta zieleń, symbolizująca przyjazne nastawienie.Zanim zdążyłem coś powiedzieć, Reyna zapytała:
-Skąd jesteś? Nigdy nie spotkałam cię na naszych terenach Eternal Wolves.
Dopiero teraz ocknąłem się z dziwnego transu. Przecież kiedyś tu byłeś, Et ocknij się!, skarciłem się w myślach.
-Szczerze? Pochodzę znikąd, od dawna podróżuję i kiedyś tu byłem. Lecz od tego czasu dużo się zmieniło...- odparłem, czując że mogę jej zaufać.
-Ciekawe. Dużo się tu zmieniło od Wielkiego Wybuchu.- szara wadera zaczęła opowiadać mi, co się tu wydarzyło, gdy ja podróżowałem.Widać, omijała szczegóły, ale nie przeszkadzało mi to.- Ogólnie dobrze trafiłeś, bo znajdujemy się na terenach Piekła.
-Rozumiem doskonale.- spojrzałem na waderę dokładniej- Widzę, że nie jesteś w stanie złapać czegoś.Może mam coś upolować? Dla mnie to żaden problem, jedynie przyjemność pomagania.- posłałem sympatyczny uśmiech Reynie, co odwzajemniła.
Nagle na moim ramieniu znalazł się Otori.

Reyna? ;3 ;3

Ikki do Eileen

Data:
30 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Mijały dni od kiedy Eileen wyruszyła. Można powiedzieć że mi się trochę nudziło. Postarałem się jakoś ją przygotować do wyprawy, mam nadzieję że coś się z tego jej przyda. Martwiłem się trochę o nią, ale dostałem od niej ostatnio wiadomość i wychodziła na to że nic złego się jej nie dzieje.
- Dalej się martwisz? - usłyszałem głos Fel
- Tak, nie będę tego ukrywać bo to nie miało by sensu.
- Co robisz? - spojrzała na pewien plik pergaminów
- Staram się przetłumaczyć, ale nie mam całego kodowania, więc muszę dochodzić do tego sam i analizować czy to ma sens.
- Zgubiłeś klucz z tym językiem? - zapytała zdziwiona
- Tylko drugą część z trzech, ale wychodzi na to że ona jest najważniejsza. Pewnie gdzieś tutaj jest. Najpierw przetłumaczę wszystko a potem zobaczę ile odgadłem.
- Ambitnie i to bardzo - Fel stanęła na przeciwko - Jednak byłam by też bardzo zadowolona, gdybyś coś zjadł. Przyznaj się kiedy jadłeś ostatnio posiłek?
- E.... Chyba dwa dni temu...
- Marsz coś upolować!
- Ale moje tłumaczenie... - chciałem jakoś postawić na swoim
- Zjesz i wrócisz do tego - pokazała kły
Nie miała by ze mną szans, ale jej upór względem mnie był niesamowity.
- Dobrze, najpierw coś upoluję - uśmiechnąłem się

Eileen?

Kaname do Reyny

Data:
30 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Siedziałem u siebie w komnacie. Nie potrafiłem się na niczym skupić. Dajki wszedł do mojej komnaty, rozejrzał się i od razu podszedł do mnie.
- Co się stało? - zapytał patrząc na mnie
Opowiedziałem mu wszystko bardzo dokładnie.
- Nie radzę sobie z uczuciami, czy na pewno nie dałeś mi ich trochę za dużo? - zakończyłem opowiadanie pytaniem
- Zadaję sobie to pytanie zawsze kiedy ciebie widzę. Jeżeli chcesz to mogę zabrać je tak trochę, powinno być ci lepiej, ale będziesz świadom tego że coś czujesz do Reyny... To nie będzie do końca tak jak teraz, ale zawsze coś. Chyba nie chcesz tego stracić?
- Nie... - patrzyłem się w swoje łapy
- Widać że jest dla ciebie ważna, Kuranie. Wierzę w ciebie - uśmiechnął się do mnie
Po chwili położył łapę na moim czole. Zaświeciła jasnym światłem. Kiedy ją zdjął nie czułem zbytnio różnicy. Jeszcze trochę posiedziałem z Dajkim i porozmawialiśmy bardzo poważnie na niektóre tematy. On też mówił beznamiętnie tak jak ja, więc nie czułem się dziwnie. Powinienem brać z niego przykład i pokazywać to że jestem inny.
- Będę się zbierać, ale pamiętaj że możesz na mnie zawsze liczyć.
Zostałem sam w pokoju. Dopiero po paru minutach przyszła Neko. Wtuliła się we mnie.
- Jak chcesz to mogę jej powiedzieć co do niej czujesz i co robisz byle jej nie stracić - spojrzała na mnie swoimi oczami - Jesteś bardzo nieśmiały jeżeli chodzi o takie rzeczy
- Jeżeli chcesz to zrób to
- Poważnie? - była zaskoczona
- I tak jakbym ci zakazał to i tak byś to zrobiła. Będę udawać że o niczym nie wiem
- To wychodzi ci znakomicie - wtuliła się jeszcze bardziej

Od Reyny do Ethana

Data:
29 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Uśmiechnęłam się z zadowoleniem, gdy owionęło mnie chłodne, zimowe powietrze. Ostatnimi czasy miałam mało czasu do zachwycania się urokiem świata, pozycja alchemika dała mi w kość. Zazwyczaj pracy miałam tyle co nic, sprawy załatwiane były na bieżąco, ale jakiś czas temu, gdy przyszła zima, kilka wilków zaczęło mieć problemy ze zdrowiem. Na szczęście zielarze wspaniale się sprawili, robiąc zapas roślin i składników, dlatego szybko uporaliśmy się z tym małym kryzysem.
Dzień powoli zbliżał się ku końcowi, a niebo przybrało piękną, złoto - różową barwę. Gdzieniegdzie można było już dostrzec kilka gwiazd, ale to właśnie był urok tej pory roku. Szybko zapadający zmrok i znikający na krótko księżyc.
Korzystając z ostatnich chwil dnia, skierowałam się ku lasowi. Lubiłam to miejsce. Emanowało pewnego rodzaju spokojem, a mnie czas tam spędzony, pozwalał mi odpocząć. Podążałam wąską, leśną ścieżką, usiłując nie zbaczać z kursu. Mimo, że potrafiłam zorientować się w terenie, wolałam nie chodzić w nocy po zaroślach. Nie byłby to najkorzystniej spędzony czas.
Moją uwagę od roślinności odciągnął niewielki zając. Mój żołądek dał o sobie znać, a ja w duchu przeklęłam fakt, że nie porzuciłam kolację, na rzecz czytania książki. Zaczęłam skradać się powoli w kierunku zwierzyny, kątem oka zauważając jakiś ruch w pobliskich zaroślach. Uznałam jednak, że to pewnie jakiś inny leśny zwierzak. W momencie, gdy skoczyłam na szaraka, ktoś postanowił wpaść na identyczny pomysł. Skutkiem było dość bolesne zderzenie. Syknęłam cicho, powstrzymując łzy. Najwyraźniej drugi wilk był znacznie większy ode mnie i lepiej zbudowany, w przeciwnym razie, tak by to nie bolało. Podniosłam się, jeszcze trochę obolała.
- Wszystko w porządku? - słysząc pytanie, spojrzałam na drugiego poszkodowanego. Okazał się nim basior o popielatej sierści i złotych ślepiach, które po chwili zmieniły kolor na zielony.
- Tak, dzięki - wymusiłam blady uśmiech. Przed oczami miałam jeszcze kilka ciemnych plamek, jednak i one, tak samo jak ból, po chwili zniknęły. - Przepraszam, to była moja wina. Powinnam była uważać.
- Naprawdę nic się nie stało - uśmiechnął się przyjaźnie. - Jestem Ethan.
- Reyna - zrewanżowałam się.

Ethan? ;3

Od Saovine do Vatani

Data:
29 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Minęło dopiero kilka godzin od chwili, gdy spotkałam Vatani, a ta zdążyła znów się przypałętać. Przeklęłam w myślach swój spragniony jedzenia żołądek. Wyjście z domku nie było zbyt dobrym pomysłem, trzeba było tam zostać i umrzeć z głodu. Wszystko byleby nie spotkanie z waderą.
- Przed siebie, nie widać? - warknęłam ze złością. Kątem oka szukałam drogi ucieczki, zazwyczaj wolałam otwarte stracie, ale z tą wilczycą było coś nie tak. Nie widziała, że chcę ją spławić. Przyczepiła się jak rzep i gorączkowe próby odlepienia jej od siebie skutkowały tylko kolejnym niepowodzeniem. Szkoda, że nic jej nie zeżarło. W końcu na Diamentowym Kontynencie roi się od potworów.
- A tak dokładniej? - uśmiechnęła się szeroko, zupełnie niezrażona moim chłodnym zachowaniem.
- Idę zapolować - tym razem wysiliłam się na spokojny ton.
- Oo, mogę iść z tobą? - zamerdała ogonem, a ja myślałam, że zaraz szlag mnie trafi. Jakim cudem w takiej jednej istocie mieści się tyle głupoty.
- Nie, nie możesz. Impreza zamknięta - odparłam. - Daj mi już spokój.
- Ale mogę ci pomóc? - nie dawała za wygraną.
- Czy ja ci wyglądam na osobę, która potrzebuje pomocy kogoś takiego jak ty Vatani? - zatrzymałam się, mierząc ją wzrokiem.
To zamknęło jej usta. Przez chwilę wpatrywała się we mnie w milczeniu, a następnie pokręciła przecząco łebkiem.
- Brawo, dobra odpowiedź.
To powiedziawszy, ruszyłam dalej.

Vatani?

Od Ethan'a.

Data:
28 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Słońce szybko schowało się za horyzont, a Otori frunący nade mną skierował się w stronę pobliskiego lasu. Stwierdziłem, że potrzeba nam chwili odpoczynku na napełnienie żołądków i nabranie sił na dalszą wędrówkę, więc skierowałem się za nim.Gęsty, ciemny las objęty został mgłą. Poczułem jak tęczówki zmieniają swój kolor na neonową żółć, co polepszało widoczność w takich warunkach. Wypatrując mojego sowiego towarzysza, dostrzegłem postać, której nie mogłem dokładnie obejrzeć, ponieważ jak szybko się pojawiła, tak szybko znikła. Nie przejąłem się tym bardzo.
Po chwili usłyszałem głośne machanie skrzydeł Otori'ego, który zjawił się z własnym posiłkiem w postaci szczura.
-Dzięki wielkie...-prychnąłem.
Ruszyłem żwawym krokiem z nosem przy ziemi w poszukiwaniu jakiegokolwiek pożywienia. Natrafiłem na trop zająca. Chociaż coś, westchnąłem.
Podążając za zwierzęcą wonią wkońcu trafiłem- mój posiłek skubał skrawek trawy, którą trudno znaleźć w grubej warstwie śniegu.
Skupiając całą swoją uwagę na zdobyczy, kątem oka zauważyłem tajemniczą postać, przypominającą wilka, który również upolował sobie zająca jako posiłek.
Jednym susem skoczyłem na zwierzynę, tak samo jak tajemniczy wilk. Królik uciekł w mgnieniu oka, a my zderzyliśmy sie boleśnie.

Ktoś chętny?

Od Seinaru do Kogami'ego

Data:
28 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
"Stałeś się dla mnie kimś ważnym...'’.
Półprzytomnie wodząc mokrymi oczami po okolicy miałem nadzieję znaleźć sens we wszystkich wypowiedzianych przez niego słowach. Niestety, moja koncentracja pozostawiała naprawdę wiele do życzenia. Skupiony na zupełnie innych kwestiach przestawałem myśleć trzeźwo. Byłem mocno zdezorientowany, nie do końca świadomy tego, co się wokół mnie dzieje. Z pewnością zachowywałem się tak, jakbym przyjął mocne leki odurzające. Również moja dawna spiętość zniknęła bez śladu. Byłem rozluźniony. Najwyraźniej to wszystko stało się efektem kojącego ciepła, rozchodzącego się po moim przemarzniętym do szpiku kości ciele...
Ciepło...
Nie pamiętam już, kiedy ostatnim razem je odczuwałem. Zarówno to fizyczne, jak i psychiczne. Ciepło jako temperaturę oraz ciepło jako relację. Bowiem... Od zawsze byłem traktowany jak powietrze, pomijany, ignorowany. W sumie... Na własne życzenie. Pomimo pozornie nieprzyjemnych doświadczeń związanych z samotnością - naprawdę było mi z nią dobrze. Gdy nie wychylałem się spoza swojego własnego świata czułem się bezpieczny. Wówczas jeszcze szanowałem swoje życie i naprawdę mi na nim zależało. Wówczas nigdy nie liczyłem godzin, minut, sekund czynności zwanej "płaczem" i kłębienia myśli pragnących wyłącznie szybkiego i bezbolesnego zatrzymania rytmu serca. Wówczas...
Zaraz... Rytm serca?
Gwałtownie się zerwałem, przywracając przytomność swojemu osłabionego ciału. Wysiłek zamroczył mi przed oczami, ale nie wpłynął na to, że nagle uświadomiłem sobie, co było źródłem kojącego ciepła. Objęcie przez Kogami'ego... Zawładnęła mną panika. Niczego nie bałem się tak bardzo, jak dotyku basiora. Strach przed tym, że mnie skrzywdzi był silniejszy od jakiegokolwiek uczucia, które towarzyszyło mi w ciągu całego mojego życia...
A teraz był tak blisko.
Przytulił mnie.
Najgorsze było jednak to, że nie próbowałem się w jakikolwiek sposób bronić przed nim. Co prawda moje pragnienie ucieczki nie zgasło, ale zapał - owszem. Kogami był znacznie silniejszy oraz, w przeciwieństwie do mnie, - nie chciał, abym zrobił to, co zamierzam. Z największą pewnością, gdyby mógł, udaremniłby każdą moją próbę... A to wszystko, dlatego, że... No właśnie, dlaczego? Dlaczego on to wszystko robi? Dlaczego wciąż mnie powstrzymuje? Dlaczego nie pozwala mi być szczęśliwym? Dlaczego tak trudno jest mu zrozumieć, że już nigdy nie będziemy przyjaciółmi? Dlaczego za wszelką cenę chce usłyszeć ode mnie słowo "wybaczam"? Dlaczego tak bardzo mu na mnie zależy?
Zauważyłem, że również jego dotyk znacznie różnił się od dotychczasowego, charakteryzującego się wykorzystaniem siły i brutalnością... Przemoc fizyczna Kogami'ego została zastąpiona przez czułość. Gdy naprawdę skupiłem się na tej chwili poczułem, jak basior skrupulatnie wodzi łapą po linii mojego kręgosłupa. Być może starał się mnie uspokoić... ale efekt był dokładnie odwrotny. Moje oczy zalała fala łez zatytułowanych słowem "Bezradność". Miałem wrażenie, że posiadam zdolność przewidywania przyszłości, która podpowiadała mi, że rychło upadnę. Mimo, że stałem w bezruchu - moje łapy trzęsły się niemiłosiernie. Byłem rozemocjonowany, ale moje myśli stopniowo przestawały krążyć wokół samobójstwa... Nerwowo przygryzłem usta i zamknąłem oczy, wsłuchując się w bicie własnego serca. Jednakże szybko przerwana przez podmuch chłodnego, zimowego wiatru czynność sprawiła, że z wyziębienia zanurzyłem pysk w gęstym, białym futrze Kogami'ego i objąłem jedną łapą jego szyję. Kierowany rozpaczą nie byłem świadomy tego, co robię i jak to wszystko wygląda w jego oczach...
- Dlaczego...? - zapytałem niemalże bezdźwięcznym szeptem, mocząc jego futro własnymi łzami.
Była to moja odpowiedź. Na słowa, które zabroniły mi dokonania nieodwracalnego czynu odebrania własnego życia. Gdy tylko ją wypowiedziałem poczułem impulsywny przypływ złości, a moja łapa mocno zacisnęła się na futrze Kogami'ego. Równie szybko rozluźniłem chwyt i oczekiwałem odpowiedzi od basiora, trwając w silnej rozterce nerwowej...

Kogami?

Od Shizuo do Izayi

Data:
28 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wywróciłem zdenerwowany oczami i podszedłem do pobliskiego drzewa, po czym westchnąłem cicho. Nagle chwyciłem pień drzewa w łapy i wyrwałem je z korzeniami.
- Nie wytrzymam z nim do kur*y nędzy! - Warknąłem i rzuciłem drzewo przed siebie. - ZA CO?! NO JA SIĘ PYTAM ZA CO?!
Rozbawiony Izaya podszedł do mnie i spojrzał na wyrwane drzewko.
- Spokojnie będzie fajnie... - Wyszczerzył się.
To jest chyba oczywiste, że nie będzie fajnie. Myślałem, że jakoś się z nim dogadam, ale kiedy dorósł to jeszcze bardziej zaczął mi grać na nerwach...
Pchła ruszyła przed siebie, a ja zgodnie z rozkazem Lidera ruszyłem za czarnym basiorem, który jedyny wiedział, w którą stronę iść. Izaya cały czas mruczał coś pod nosem i cały w skowronkach podskakiwał radośnie do góry.
Boże daj mi siły...

~~*~~

Po dotarciu do miejsca naszej wyprawy, wynajęliśmy małą chatkę, w której mieliśmy zostać na noc, a na następny dzień ruszyć na poszukiwania mapy. Czułem, że coś się jutro stanie... Coś czego mogłem się nawet nie spodziewać... Czasem to naprawdę obawiam się o swoje życie, które wisi na włosku, szczególnie jeśli jestem obok pewnego osobnika...
Spojrzałem na basiora, który rozłożył się na swoim łóżku i zerkał na mnie nadal rozbawiony. Prychnąłem cicho i wskoczyłem na swoje posłanie i wtuliłem się w mięciutką poduszkę.
- Całą noc... Z nim pod jednym dachem... - Szepnąłem w poduszkę i zamknąłem zmęczone oczy, po całym dniu podróży.
W nocy obudziło mnie dziwne szturchanie. Zaskoczony otworzyłem oczy, po czym zamrugałem kilka razy, próbując się przyzwyczaić do panującej w pomieszczeniu ciemności. Widząc pod swoją kołdrą Izayę, wnerwiony do maksimum, zepchnąłem go z łóżka, przez co zaliczył nieprzyjemne zetknięcie z ziemią. Pewnie chciał mnie podstępnie zabić...
- To bolało... Shizuś... - Wymruczał i pomasował swój obolały pysk, krzywiąc się przy tym.
- Spadaj na swoje wyrko...! - Warknąłem i odwróciłem się plecami do niego.

Izaya? :3

Od Ange do Yuuto

Data:
28 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Skinęłam głową i uśmiechnęłam się delikatnie, podążając za basiorem, jak zaczarowana. Już po chwili przechadzałam się za nim po jego domu, który robił na mnie ogromne wrażenie. Muszę wspomnieć, że bardzo podobały mi się obrazy, które mieściły się w takim jakbym salonie, do którego zaprowadził mnie mój towarzysz, a dzieła przedstawiały anioły i demony, a szczególnie piękne anioły. Usiadłam na niewielkiej kanapie i jeszcze raz rozejrzałam się po pomieszczeniu nie ukrywając przy tym ekscytacji.
- Naprawdę tu pięknie... - Przyznałam z uśmiechem, na co basior spojrzał na mnie rozbawiony swoimi miodowymi oczami.  ~ Boże! Jakie piękne oczy!
Speszona odwróciłam głowę na bok i przygryzłam delikatnie wargę.
- Coś się stało? - Spytał uprzejmie i podszedł do mnie.
- Nic, nic! - Zaśmiałam się nerwowo. - Tylko wiesz masz pię... - Zamarłam w pół zdania, karcąc przy okazji swoją zbytnią szczerość.
Troszkę zaskoczony przechylił głowę na bok, w geście pytania, jednak ja jeszcze bardziej speszona zamilkłam i z trudem usiedziałam w miejscu.
- Może herbatki? - Odezwał się po chwili, a ja poczułam, że wszystko powróciło do normalności.
Westchnęłam z ulgą w duchu i uśmiechnęłam się do niego od ucha do ucha.
- Bardzo chętnie. - Odparłam szybko i odprowadziłam wzrokiem basiora, który zniknął za drzwiami prowadzącymi na korytarz.
Kiedy już myślałam, że będę mogła wszystko sobie przemyśleć, drzwi ponownie się otworzyły i do pokoju wszedł Yuuto z herbatą.
- Jak szybko! - Zaśmiałam się zakłopotana, na co mój towarzysz tylko się uśmiechnął.
Pozostały czas bardzo szybko i miło nam zleciał. Byłam zachwycona o tym jak basior opowiadał mi o różnych miejscach, które nie były mi dokładnie znane.
- Chodź pokażę ci fajną książkę... - Zeskoczył z kanapy i podszedł do regału wypełnionego książkami.
Podążyłam za nim i nagle zahaczyłam o dywan łapą, przez co gwałtownie poleciałam do przodu, wpadając przy tym na Yuuto. W odruchu zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam zauważyłam, że leżę na brzuchu basiora. Zarumieniona, spojrzałam na jego piękne oczy.

Yuuto? :3

Wilczy Introwertyk

Data:
28 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
HOWRSE: Bajka68 | GMAIL: naomi.wolf789.blogger@gmail.com

.:ETHAN YUKOSHIME:.
Et, Podróżnik
WIEK: 22 lat 
PŁEĆ: Basior 
RASA: Demon
PŁODNOŚĆ | CIECZKA | Płodność | Nie dotyczy 
PARTNER/PARTNERKA Brak
OPIS: Ethan to taki wilczy introwertyk. Woli pobyć samotnie w głuchej ciszy, gdy coś go dręczy lub po prost nie ma ochoty przebywać w jakimkolwiek towarzystwie. Jego sowi towarzysz Otori dobrze wie, jaki może być Ethan, jeśli ktoś naruszy strefę jego pana. Zazwyczaj Ethan jest oazą spokoju, cierpliwości i opanowania. Musi mieć powód, aby naprawdę wpaść w szał. Zawsze miły, obdarzony szerokim uśmiechem basior, lubiący czasem drażnić się z innymi gdy ma dobry humor, który odznacza się zielonymi tęczówkami jego oczu. Ostrożny w kontaktach z innymi - życie w ciągłym ruchu nauczyło go nie ufać byle komu. Poważnie podchodzi do ważnych, powierzonych mu spraw. Szczególną jego cechą jest inteligencja,spryt,szybkość, siła i wytrzymałość, co przydaje się w zajmowanych przez niego stanowiskach. Ethan miał bardzo ciężkie dzieciństwo, które zapamiętał jako nieszczęśliwy czas osamotnienia, zła i odrzucenia przez wszystkich. Mimo tego wyrósł na dobrego wilka. Jedynym powodem, dlaczego przemienia się w straszną bestię jest częste uczucie ogromnej złości, które na zawsze zakorzeniło się w jego psychice. Opuszczając rodzinne stado i wędrując po całym świecie, natknął się na tą watahę i mieszkał na jej terenach przez jakiś czas, lecz coś nakazało mu opuścić to miejsce i znów wędrować. Podróż nie trwała długo, znów znalazł niewielką osadę zamieszkałą przez pozornie przyjaźnie nastawione wilki.[18+]Tam zadomowił się tak bardzo, że spłodził tam dziecko młodej waderze o imieniu Shimetsu. Doszło do tego w dość brutalny sposób, bowiem został zmuszony przez tamtejsze rządzące wilki. Sam Ethan nie chciał krzywdzić młodej wadery. Jednak doszło, do czego doszło i Shimetsu urodziła zdrową waderę,nazwaną Nashime. Od razu po ciężkim porodzie Shimetsu władze tej osady zarządziły kolejne skrzywdzenie wadery przez nikogo innego niż Ethan'a, który sprzeciwił się temu. Za to został mocno poturbowany i brutalnie zmuszony do kolejnego stosunku z Shimetsu. Ethan nie poddał się silniejszym basiorom, a oni za to związali go w łańcuchy i na jego oczach pięciu basiorów skatowało,zgwałciło i zabiło bezbronną waderę, której rozdarte ciało pozostawiono na pastwę losu, a związanego Ethana zaciągnięto w gęsty las i tam dali mu spokój. Z pomocą Otori'ego Et dowiedział się, że władze nie chcą zabić Nashime, lecz zostawiają ją jako przynęte na Ethan'a.
OPIS WYGLĄDU: Ethan to dość umięśniony basior. Jest trochę wyższy od przeciętnych basiorów. Et obdarzony został gęstym futrem w kolorze popiołu z białymi odmianami na pysku, nogach i ogonie. Jego unikalne, mgliste oczy spowodowane są Heterochromią, chorobą genetyczną i zarazem unikalną mocą. Jako jedyny ze swojej rodziny może kontrolować kolorem tęczówek, nikt oprócz niego tego nie potrafi, co czyni z tego unikalną moc. Z każdym pokoleniem Heterochromia powoli słabnie z powodu przypadków takich jak to, że jeden rodzic ma niebiesko-czerwone oczy a drugi brązowe, przez co w miocie rzadkością już jest, aby choć jedno szczenię miało dwukolorowe oczy.
OPIS PRZEMIANY: Gdy następuje przemiana, Heterochromia zanika, Ethan staje się jeszcze wyższy a mgliste oczy stają się czarne jak otchłań, w których pojawiają się małe ogniki. Całe futro staje się czarne jak smoła. Koniuszki uszu i ogon płoną ogniem, a przy łapach pojawia się ognista poświata, która kształtuje się w skrzydła pozwalając latać Ethan'owi, zostawiając za sobą iskierki. Ważne jest to, że Et przemienia się, gdy naprawdę się zezłości.
UNIKALNA MOC: Heterochromia- potrafi zmieniać kolor swoich oczu w danej sytuacji lub przez odczuwane uczucia. (np. lewe oko zielone, prawe oko niebieskie) Sam czasem nie potrafi wyjaśnić, co oznacza dany kolor. Jako jedyny ze swojej rodziny może kontrolować kolorem tęczówek, zazwyczaj szczenięta rodzą się z dwukolorowymi oczami, lecz zmieniać nie mogą. Ograniczeniem tej unikalnej mocy są bóle głowy w przypadku nadmiernego zmieniania kolorów oraz potrzeba częstszego mrugania z powodu wysuszania się oka (xD).
POZYCJA: Obrońca & Biegacz

UMIEJĘTNOŚCI:
~ Siła (★)
~ Zwinność (★)
~ Szybkość (★)
~ Wytrzymałość (★)
~ Zdrowie (★)
~Unikalna moc(★)

RELACJE: 
Wataha: Nie zna nikogo szczególnego. 
Rodzina: 
Matka[*]- Opiekowała się nim rzetelnie, lecz nigdy nie czuł jej matczynej miłości.
 Ojciec[*]- Pamięta tylko, jak wyżywał się nad nim i oczernia w gronie całej rodzimej watahy, w której dorastał. 
Rodzeństwo- Ethan jest jedynakiem. 
Potomstwo: Nashime- wadera, dla której Shimetsu poświęciła życie. Wadera została w osadzie, jako przynęta na Ethan'a. Opuścił tamto miejsce dla jej bezpieczeństwa i innych.
 Inni: 
Naomi- przyjaciółka, w której się kiedyś zakochał, lecz miłość ta minęła. 
Shimetsu- młoda wadera, która urodziła jego jedyne dziecko, Nashime. 
Otori- sowi towarzysz, oboje rozumieją się bez słów. [KLIK]
 Międzygatunkowe: Każdy inny gatunek traktuje jak równych sobie.
SOLARY: 50 S
EKWIPUNEK:
CIEKAWOSTKI:
 -Uwielbia patrzeć w ogień, słuchać trzasku ogniska i wpatrywać się w ten żywioł. 
-Kiedyś zakochał się w swojej przyjaciółce Naomi, lecz miłość ta minęła, ale zawsze będzie traktował ją jak własną siostrę, której nie miał.
OSIĄGNIĘCIA I PRAGNIENIA:

Od Kogami'ego do Seinaru

Data:
28 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałem na niego zaskoczony i zmarszczyłem brwi wiedząc, że to wszystko zaszło już za daleko... Kiedy przez dłuższą chwilę się nie odzywałem basior uśmiechnął się pod nosem i zamknął na chwilę oczy. Przestraszony, że zaraz coś sobie zrobi, złapałem go szybko za łapę i przyciągnąłem do siebie, tym samym oddalając go od granicy terenów demonów. Gwałtownie odepchnął mnie od siebie i spojrzał na mnie ze stoickim spokojem, co jeszcze bardziej mnie zaskoczyło.
- Czemu mnie zatrzymałeś? - Odezwał się, aż zbyt łagodnie, zważając na sytuacje w jakiej byliśmy.
- Bo tak... - Mruknąłem i spuściłem wzrok. - Nie możesz tego zrobić...
- Czemu? - Odwrócił głowę na bok. - Wiesz co czuję? Wiesz przez co muszę przechodzić? Przez co przeszedłem?
Już chciałem odpowiedzieć, lecz nawet nie dał mi dojść do słowa i odpowiedział za mnie.
- Oczywiście, że nie wiesz...! - Ton jego głosu się zmienił, a jego ciało zaczęło się delikatnie trząść, lecz nie z zimna. - Jeszcze do tego ty... - Po jego policzkach spłynęły łzy, na co basior szybko otarł "słoną wodę". - I ta głupia ciecz...!
Przytuliłem go delikatnie i niepewnie, bojąc się jego reakcji. Jednak Seinaru zupełnie nie przejął się moim dotykiem... Najwyraźniej już sam nie wiedział co ze sobą ma począć.
- Wiesz... Nie wiem co czujesz, ale ja też nie miałem w życiu łatwo... - Szepnąłem najłagodniej jak umiałem żeby go przypadkiem w jakikolwiek sposób nieświadomie skrzywdzić. - Przepraszam za wszystko co ci zrobiłem... Proszę nie odbieraj sobie życia... Nie wiem czemu, ale stałeś się dla mnie kimś ważnym... - Pogłaskałem go czule po plecach i wtuliłem pysk w jego futro.
Kiedyś już czułem to uczucie, jednak na chwilę obecną nie potrafiłem go opisać.
- Puść mnie... - Mruknął trochę zdezorientowany i zaczął się wiercić niespokojnie.
- Nie... - Odparłem szybko i przytuliłem go mocniej. Bałem się go puścić, obawiając się, że ucieknie, lub mnie uderzy...
Proszę, nie bój się mnie...

Seinaru? Wybacz, że tak późno i jeszcze do tego takie krótkie :c

Od Yakumo do Haze

Data:
28 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ledwo stłumiłem w sobie parsknięcie śmiechu kiedy wadera zaczęła gadać sama do siebie. Od samego początku wiedziałem, że śledzenie jej będzie interesujące i zabawne. Zaraz... Zabawne? Czy właśnie prawie nie padłem śmiechem...? 
Sam siebie nie poznając prychnąłem cicho pod nosem. Widząc, że Haze siedzi i nie ma zamiaru gdzieś iść, czekając na swojego prześladowce, wyszedłem za krzaków i zakradłem się do niej od tyłu.
- Bu... - Mruknąłem, a moje "bu" było pozbawione wszelkich emocji.
Wadera odskoczyła przerażona i spojrzała na mnie na początku zaskoczona, jednak po chwili w jej oczach zauważyłem stopniowo narastający gniew.
- Co ty tu robisz? - Warknęła na mnie.
- Ja? Nic... - Westchnąłem i spojrzałem w bok.
Moje czerwone oko zabłysło delikatnie w ciemności, a między drzewami zauważyłem obserwującego nas ducha.
- Jak to nic?! - Tupnęła niezadowolona łapą. - Przestań za mną łazić...!
- Cii... - Szepnąłem i zakryłem jej usta. - Nie lubię być podsłuchiwany... - Mruknąłem i złapałem ją za łapę, ciągnąc jak najdalej od ducha, ignorując przy tym jej protesty. 
Zatrzymałem się nagle i widząc, że nie ma już obok nas żadnego ducha, spojrzałem na Haze i położyłem uszy po sobie.
- Wybacz, ale źle się tam czułem... - Odparłem cicho.

Haze? :P

Od Ange do Reyny

Data:
28 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Głuptas... - Wyszczerzyłam się do niej. - Nie jestem na tyle niemądra, żeby opuścić swoją przyjaciółkę za takie coś...
Widziałam w jej oczach niepewność, co mnie troszkę zdziwiło, ale w myślach zganiłam się i uśmiechnęłam się do przyjaciółki jeszcze szerzej.
- Tak czy siak... Przyszłaś tu coś kupić, nie? - Złapałam ją delikatnie za łapę, a ona ponownie znieruchomiała pod moim dotykiem. Zmarszczyłam niezadowolona brwi. - Wiedz, że nawet jeśli cały świat się zmieni to ja cię nie opuszczę... - Szepnęłam czule i pociągnęłam ją w stronę dużych straganów. - A teraz mów co chciałaś kupić.
- Składniki na mikstury... - Odparła cicho.
- A więc... - Zatrzymałam się przed jednym ze straganów i spojrzałam na sprzedawce. - Tu znajdziesz sobie coś ciekawego.
Rey już trochę śmielej podeszła do ułożonych na desce składników i zaczęła ze stoickim spokojem oglądać ukazane produkty. Po jakimś czasie zadowolona pożegnała się ze sprzedawcą i podeszła do mnie, uśmiechając się przy tym delikatnie.
- Kupiłaś już co chciałaś? - Podniosłam się z ziemi i spojrzałam na nią pytająco.
Skinęła głową i zerknęła na zakupione składniki.
- To może teraz się przejdziemy? - Pomachałam podekscytowana ogonem.
- Wybacz, ale nie mogę... Muszę odnieść składniki... - Odparła, a w jej głosie wykryłam nutkę smutku.
- Ah... - Westchnęłam cicho i spuściłam wzrok na swoje łapy. - No to może innym razem...?

Rey? Tak, wiem długo zwlekałam z opkiem :c

Dajki do Silver

Data:
24 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Dni mijały i mijały. Siedziałem i zajmowałem się swoimi sprawami, a także uczyłem swoją córkę tego co powinna wiedzieć. Azuma nad wyraz szybko rosła. Ruszyłem się i udałem do ogrodu. Nie miałem ochoty ostatnio nikogo widzieć kto nie mieszka w zamku i nie należy do mojej rodziny, ani bliższych znanych mi wilków. Mój wzrok utkwił w wodzie, a dokładniej fontannie, która teraz nie wypluwała z siebie wody. Woda nie była dla mnie czymś mokrym, czymś do picia, mycia, schłodzenia czy podlewania, ona była dla mnie czymś więcej, może życiem, może moją ucieczką i sposobem na odżycie i uspokojenie. Gdybym miał żywioł z którym chciałbym się utożsamić była by to woda.
- Uważaj bo staniesz się w końcu wodą - usłyszałem głos Kuro
- On tak od zawsze - dopowiedział Cross
Odwróciłem się i spojrzałem na nich. Dogadywali się znakomicie.
- Dajki, wyglądasz na zmęczonego - powiedział Cross
- Utrzymuję tego demona w ryzach - spojrzałem na Kuro dając mu znak żeby się nie odzywał - Padam ostatnio ze zmęczenia... Potrzebuję wolnego
- Zamierzasz zostawić watahę w rękach córki? - zapytał Kuro
- Być może, ale za wcześnie na to
- Której? - zapytał Cross
- Co której? - zdziwiłem się
- Której córki? - zapytał Cross
Dotarło do mnie że mam jeszcze jedną córkę.
- Zapomniałem o niej....
- I tak ciebie lubię Dajki, tylko nie zapominaj o mnie - zaśmiał się Kuro

Silver?

Azuma do Ichigo

Data:
23 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Słuchałam jego głosu. Patrzył się na mnie. Trochę mnie to peszyło, ale musiałam być dzielna. Ucieszyło mnie to wszystko.
- Oczywiście Ichigo - uśmiechnęłam się szeroko i zadziornie
Zobaczyłam u niego radość i ulgę jednocześnie.
- W takim razie wyprawię wam wesele - powiedział Dajki - Witaj w rodzinie Ichigo. Jesteś idealny dla niej, chociaż nie chętnie oddaje ci swoją córkę. Nie mam ochoty ciebie już tak zabić jak w chwili kiedy dowiedziałem się z kim moja córka jest w ciąży.
- Mam rozumieć że go lubisz? - zapytał Akashi
- Tak - odpowiedział ojciec
- Mamy rozumieć że zapowiadasz nam że przybędzie Enma? - zapytał Kaname
- Tak, a także prawdopodobnie Nona - odpowiedział
- Nie! Tylko nie onaaaa! - zawył Akashi
- Nona? - zapytał cicho Ichigo
- Tak, to najsilniejsza z anielic, a Enma to najsilniejsza demonica - odpowiedziałam
- Wszyscy tutaj mamy w sobie krew Enmy - powiedział ojciec - Enma ciebie też włączy do swojej rodziny, jesteś silny i masz interesującą moc, a jak nie to użyjemy tajnej broni
- Chcesz powiedzieć że wezwiesz Ritsu? - zapytał Kaname
- Będzie na weselu razem z innymi Diamentowymi, ale on ma na nią dobry wpływ. Możecie także przyprowadzić swoje dzieci do zamku, kto będzie chciał zostanie. Ichigo ty także zamieszkasz z Azumą tutaj. Na początku może być ci ciężko ale powinieneś się przyzwyczaić i przywyknąć do nowego otoczenia i naszych zachowań. Tolerujemy wszystko - mówiąc to spojrzał na Akashiego
- Bardzo śmieszne, wiem że jestem wybrykiem natury ale nie musisz tego wypominać mi na każdym kroku... - wyszczerzył kły
Dajki spojrzał na Kaname i przyłożył mu do szyi nóż, a potem spojrzał na Akiego.
- Wiem że mu nic nie zrobisz, ale nie mogę patrzeć na to, będę już grzeczny, przynajmniej dzisiaj.

Ichigo?

Izaya do Shizuo

Data:
23 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nareszcie dorosłem i mogłem wcielić swój plan w życie. Udałem się najpierw do Dajkiego. Mój kochany dziadek, był dla mnie mentorem i uczył mnie, dobra uczy ciągle. Stwierdził że to ja muszę zasiąść na tronie, to jego decyzja nie moja. Siedział na tronie i udawał znudzonego.
- Izaya, coś się stało? - zapytał
- Przysługa za przysługę - podszedłem bliżej
- Słucham.
- Chcę żebyś wysłał mnie i Shizuo w pewne miejsce. Muszę coś tam zrobić.
- I mam pewnie udawać że to nie chodzi o jego brata - spojrzał na mnie z rozbawieniem
- Dziadku... Tak udawaj że to nie o to chodzi. Wcale się z tego nie cieszę, że w taki sposób go zabiję.
- Zgoda coś wymyślę, ale pewien warunek. Jeżeli ci się nie uda, to ja wybiorę ci partnerstwo w przyszłości i twoje życie będzie należeć do mnie.
Zamurowało mnie. Wiedziałem że dziadek jest bezwzględny i nie uda mi się go przekonać. Dał swój warunek, więc muszę go przyjąć. Zgodziłem się i po kilku godzinach stałem z Shizuo w sali tronowej.
- Moi zwiadowcy, mam dla was zadanie. Wybierzecie się do pewnego miejsca, a raczej miejsca gdzie jest większe życie niż tu. Szkolą się tak handlarze, ale także aktorzy i wilki z pięknym głosem. Jest to dość duże miasto, nazywa się Cirusa. Znajdziecie dla mnie mapę z fazami księżyca, bardzo stara i cenna mapa. To wszystko, wyruszcie od razu.Opuściliśmy komnatę i wyszliśmy z zamku. Zaśmiałem się cicho.
- Co ciebie tak bawi? - zapytał
- Tyle okazji do zabicia - wyszczerzyłem się

Shizuo?

Izaya do Eileen

Data:
23 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Trochę się nudziłem od czasu kiedy moja siostra opuściła watahę. Unikałem nawet Shizusia, jakoś za bardzo nie miałem ochoty na widzenie go, gdyż wiedziałem że od razu w moim umyśle nastąpi plan zabicia owego wilka. Czas leciał nie ubłagalnie wolno, przynajmniej jak dla mnie. Widziałem zmiany w swoim ciele, co oznaczało pewnie że niedługo stanę się już dorosły, czyli będę mógł robić co będę chcieć, no może prawie. Zżyłem się bardziej z matką i Akashim, jakoś nie mogłem się od niego oderwać, na swój sposób fascynował mnie. Właśnie wpatrywałem się w krajobraz kiedy wystraszył mnie pewien głos.
- Izaya
Obróciłem się.
- Dziadku. Coś się stało? - zapytałem z szacunkiem
- Właściwie to nie. Chcę z tobą porozmawiać.
- O czym?
- Wiesz że jesteś kolejny w kolejce do tronu? - spojrzał na mnie
- Teraz już wiem.
- Zdradzę ci tajemnice. Eileen jak dorośnie stanie się hybrydą. Nie była nią od samego początku, więc mam wątpliwości.
- Ale jak to możliwe? - zdziwiłem się
- Mój ojciec zabawił się genami, a właściwie zabawi się dopiero. Ma wobec niej pewne plany i żeby je mogła wykonać musi stać się hybrydą. Będziesz musiał jej pokazać jak to jest nią być, bo pewnie nie będzie zdawać sobie z tego sprawy. Nie musisz się o nią martwić, przeżyje.
- Skąd taka pewność u ciebie?
- Poza ojcem mam jeszcze przybraną matkę i wujka. Ojca nie poproszę o opiekę nad nią, bardziej nadaje się do tego Ritsu. Poza tym Shiro dalej siedzi w zamku. - zamilkł na chwilę - Izaya, twoja matka powiedziała że kiedy przyjdzie czas odda tron tobie, albo wcale nie wejdzie na niego. Tyle że tu rodzi się pewna kwestia. Skoro Eileen będzie hybrydą, będzie pierwsza w kolejce na niego.
- Coś sugerujesz? Normalnie wiedziałbym co byś chciał powiedzieć i jak się zachowasz ale teraz głupieje.
- Nie ukrywam że chciałbym abyś to ty zasiadł na tronie. Zdradzę ci kolejny sekret...
Dajki zbliżył się do mnie i powiedział mi prawdę o mnie i o Akashim na ucho tak żeby nikt tego nie słyszał. Nie mogłem na początku w to uwierzyć, ale potem wszystko zrozumiałem.
- Chcesz żebym zasiadł na tronie bo mam w sobie krew twojej ukochanej Sayi, mojej matki i Akashiego, a także twojje, czyli połączenie krwi Enmy. Tylko czy Akashi nie był synem Sayi i bratem Azumy, która jest twoją córką co Sayą, co oznacza że tak jakby... no kazirodctwo?
- Orihara, może dla normalnego wilka to by tak wyglądało, ale żeby ciebie uratować to nie było innego wyjścia. Możliwe że to na ciebie czekała Enma, ale to tylko ona może potwierdzić kiedy przybędzie, Odpowiem od razu, nie wiem kiedy przybędzie, ale pewnie się dowiesz. Poza tym przyjdź do mnie, czas na naukę.
- Niech  będzie.
Dajki zaczął się oddalać, ale nagle się odwrócił i spojrzał na mnie.
- Fajnie używa się mojej mocy? Myślisz że nie wiem? - powiedział i zniknął
Kurde... Czyli wiedział od początku...

Eileen?

Od Eileen do Izayi

Data:
21 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Uśmiechnęłam się lekko. Mam mądrego brata. Ale ta mądrość może go kiedyś zgubić.
- To dobrze. Niemądrze byłoby mnie oszukiwać.Ale musisz uważać z kłamstwami. Można się w nich zagubić.
Przewrócił oczami.
- A co z naszą umową?
- Mogę spróbować, ale teraz to będą tylko przeczucia. Żeby mieć prawdziwą wizję muszę się napić odpowiedniego naparu i wprowadzić w pewien stan. Czasami też przychodzą same z siebie. Potrzebuję czasu, Izaya.
Skinął głową, ze zrozumieniem.
- Postaram się dowiedzieć czegoś w nocy. Ale nie mogę nic ci obiecać. Tymczasem, udawajmy, że nic się nie stało.
Dotarliśmy do świątyni. Jakoś udało nam się wejść niezauważonym. Połajanka nie była taka zła, dostawaliśmy gorsze.
Resztę dnia spędziłam na wprowadzaniu się w trans. Starałam się skupić, nie jadłam, piłam tylko delikatny napar z ziół. Wiedziałam, że nie ma to nic wspólnego z prawdziwym transem, ale nic więcej nie mogłam osiągnąć sama i w dodatku jako szczeniak.
Nocą przyszła mętna wizja. Chwilowe przebłyski, z których udało mi się wydobyć niewiele. Obudziłam się rozdrażniona tym faktem, lecz mimo to, obudziłam Izayę i cicho wyszliśmy na zewnątrz, by nie obudzić reszty rodzeństwa.
- Zostaniesz kimś niezwykle ważnym, Iye. Zdobędziesz zaszczyt, ale będzie się to wiązało z wieloma niebezpieczeństwami i obciążeniami. Będziesz musiał pamiętać, że sam możesz iść szybko, a nie daleko, że samotny wilk ginie w czasie zimy, a wataha przetrwa i ją. Masz w sobie coś starszego niż my wszyscy, krew kogoś potężnego. To ona doprowadzi cię na szczyt, ale będziesz musiał okupić to cierpieniem i niejednokrotnie samotnością.
Nie powiedziałam mu o tym, co zobaczyłam dla siebie. Nie powiedziałam mu o ciemności, którą miałam przynieść z wędrówki, bo to ja miałam nad nią zapanować. On miał dość własnych kłopotów.
***
Nie miałam zbyt wiele czasu na pożegnanie z bratem. Chciałam wyruszyć jak najszybciej, nim ktoś zdoła mnie zatrzymać. Nim tamten basior dopadnie jaja pierwszy.
- Wrócisz, Eileen? - spytał, patrząc na mnie uważnie.
- Nie mogę ci tego obiecać, bo wątpię w to. Ale jeśli ty będziesz w to wierzył i mnie oczekiwał, postaram się wrócić. Pamiętaj, że nie jesteś sam, Izaya. Postaram się z tobą kontaktować.
Przekroczyłam granicę, kierując się przeczuciem. Nic poza nim nie miałam i to napełniało mnie niepokojem.

Izaya?

Od Eileen do Ikkiego

Data:
21 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałam na Ikkiego i niepewnie odpowiedziałam uśmiechem. Powoli wzięłam klejnot w łapki. Był zimny i dosyć ciężki. Nic się nie wydarzyło. Zmarszczyłam nos, zniecierpliwiona.
- Spokojnie, Eileen, musisz się skupić. Może nie udać ci się za pierwszym razem.
Spróbowałam ponownie, ale znów nic się nie stało.
- Nie działa. Nie wiem czy chcę spróbować raz jeszcze.
Ikki uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Więc nie próbuj. Zrób to lub nie.
Wzięłam głęboki oddech. Oczyściłam umysł, skupiając się na ciężarze kryształu. Tylko ja i on. Nagle kamień zaczął robić się coraz cieplejszy. Przez moment wydawało mi się, że mnie poparzy, gdy świat przed moimi oczami zniknął.
***
Ciemność zawirowała. Jajo leżało wśród niej, a ona krążyła wokół niego. Czułam ruchy stworzenia w jaju, czarnym niczym najciemniejsza noc, a jego poruszeniom odpowiadało krążenie ciemności. Gęstniała i rozrzedzała się na przemian, nigdy jednak nie dopuszczała światła.
Jasność nie może Go dotknąć. On nie jest jeszcze gotowy.
Usiadłam obok jaja, tuląc się do niego. Stworzenie w środku odwróciło się w moją stronę, czując ciepło.
Uśmiechnęłam się, było mi tak miło, mogłabym zostać tak na zawsze. Ale przerwały mi kroki. Silne, z pewnością należały do basiora. Wizja zachwiała się, załopotała i przerwał się mrok. Przez moment widziałam sylwetkę Ikkiego. Czułam jego dotyk, gdy kładł mnie, dygoczącą, na ziemi, bym nie zrobiła sobie krzywdy.
Potem wizja wróciła. Tym razem czuła wyraźny zapach krwi. Unosiłam się wysoko nad ziemią, splamioną krwią. Nie mogłam dojść, gdzie się znajduję. Czy się znajduję? Pole bitwy. Tylko jakiej? Mnóstwo krwi i ciał, porozszarpywanych. Wtedy go spostrzegłam. Potężny basior opleciony mrokiem, górował nad tym mnóstwem cierpienia. To on do niego doprowadził, on i to, co było w jaju. W jaju, do którego on dopadł pierwszy. Szłam w jego kierunku, przestępując nad ciałami tych, których szanowałam. Izaya, z bokiem poszatkowanym tak, że widać było kręgosłup. Mój ojciec, z rozszarpanym gardłem. Uduszona matka. Wgnieciony w ziemię Ikki. Nadal szłam w kierunku tamtego wilka. Wizja zatarła się ponownie, gdy na mnie spojrzał. Zatopiłam się w mroku jego spojrzenia. Czułam szaleństwo stworzenia, które widziałam poprzednio w jaju.
Jeśli nie chcę do tego doprowadzić, muszę znaleźć Go pierwsza. To mój ciężar, nie mogę tego oddać.  
***
Otworzyłam oczy, napotykając ciepłe spojrzenie Ikkiego.
- Wszystko dobrze?
Skinęłam głową, podnosząc się powoli.
- Ikki... Wydaje mi się, że muszę kogoś odnaleźć.
Wyjaśniłam mu powoli całą wizję. Wydawało mi się, że mnie wyśmieje. Ale uwierzył, w każde jedno słowo. Tak jak ja wierzyłam.
Doprowadził mnie do Lidera, od którego otrzymałam pozwolenie na opuszczenie wyspy. Pożegnałam się z bratem, a potem wyruszyłam.
Ikkiemu obiecałam zachować kontakt. I przeżyć. W to drugie nie do końca wierzyłam. Byłam szczeniakiem, w dodatku słabym, a droga miała być długa i trudna.

Ikki?

Od Vatani do Saovine

Data:
16 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Ehh, no okej.. - Pomyślałam, wiedziałam, że w watasze na pewno jest jeszcze dużo wilków z którymi mogłabym się zaprzyjaźnić.. Ale ciężko było mi się pogodzić, że nie mogłam jakoś "dogadać się" z Saovine..  Cóż! Tak to czasami niestety bywa, a ja nic nie mogę na to poradzić.. 
- Żegnaj, Saovine. - Powiedziałam ze smutkiem.
Znudzona wadera odeszła, a ja zostałam sama ze sobą.. Dobra, może były jakieś inne wilki wokół, ale tak czy siak, duszą byłam sama.. Postanowiłam więc znów się przejść.
Podążałam dalej i dalej, mijałam drzewa i oczka wodne, jednakże nikogo do kogo mogłabym zagadać nie widziałam co mam robić.. 
- Może to kolejny pechowy dzień...? .. - Powiedziałam pod nosem.
Słońce było już na środku nieba, zostawało mniej czasu do następnego dnia, i tak dalej.., nudziło mi się.
Pobiegłam przez wąską ścieżkę wydeptaną na środku pięknego, liściastego lasu i zamyśliłam się.. Nie wiem co w tedy przyszło mi do głowy, może znów się zamartwiałam, jeśli tak, to nawet i lepiej, że tego nie pamiętam.. Znów gadałam sama do siebie bez sensu - Wiedziałam, że jestem jakaś nie normalna.. Może to dlatego wilki nie mają dla mnie czasu..? Lecz to tylko myśl, która nie musi okazać się prawdziwa.. Weszłam za krzak, okazało się, że zrobiłam kółko wokół wioski.. Może to i dobrze, ponieważ znów udało mi się ujrzeć Saovine, nie wiedząc co mam powiedzieć, zapytałam z uśmiechem:
- Hej! Gdzie idziesz? 

Saovine?
 

Od Silver C.D Dajki

Data:
15 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Udawajmy, że nie minęły niecałe cztery miesiące

 Siedziałam w jaskini patrząc na Jennefer. Była prawie tak wysoka jak ja, ale nadal miałam wrażenie, że nie stała się dostatecznie dorośle. Zachowywała się jak szczeniak. Bawiła się cały czas z Ziggym, chociaż rosła na oczach - jeszcze ostatnio tylko spała i spała, a teraz zaczęła spacerować po terenach. Podniosłam się z ziemi i ruszyłam do spiżarni. Kiedy w połowie weszłam do zimnego pomieszczenia, moja sierść zjeżyła się. Chwyciłam zająca i wychyliłam się z pokoju.
-Też coś chcesz? - Spytałam głośno, a moja córka przewróciła oczami. Parsknęłam cicho, widząc jak z niechęcią przerywa rozmowę z moją towarzyszką.
-Nie, jestem najedzona.
Bez żadnych innych pytań ruszyłam do mojego legowiska, kładąc się w nim. Zaczęłam odrywać kawałki mięsa. Straciłam chęć na jedzenie czegokolwiek, ale burczenie w brzuchu temu zaprzeczało. Zjadłam jeszcze trochę zwierzaka i położyłam się na plecach. Zamknęłam oczy.
-Mogę się przejść? Tylko tutaj, blisko.
-Tak, tak, możesz.
Przez chwilkę zastanawiałam się czy nie pójść z nią. Otworzyłam jedno oko, zagłębiając się w głębokim zadumaniu. W końcu jednak zrezygnowałam. Nie mogę być nadopiekuńcza i cały czas za nią łazić. Ona zaraz będzie dorosła. Kremowa wilczyca wybiegła zupełnie sama znikając z zasięgu mojego wzroku. Ponownie zamknęłam oczy chcąc zasnąć, ale coś mnie dręczyło w środku. Jakby... Strach. Strach przed tym, że coś się jej stanie.Nagle usłyszałam krzyk. Oj, nie krzyk. Wrzask!
Poderwałam się na równe łapy wybiegając na polanę i rozglądając się. Dźwięk powtórzył się, a ja zaczęłam podążać jego śladem. Widok, który zobaczyłam mnie przeraził. Jen trzymała się pułki skalnej, a pod nią była przepaść. Otworzyłam szerzej oczy i zaczęłam dreptać w miejscu. Co zrobić? Co zrobić?! CO ZROBIĆ?!! Nie mogłam trzeźwo myśleć, ale opanowałam się po chwili. Uratuję ją.
Przemieniłam się i podleciałam powolutku do mojej córki, żeby chwycić ją i polecieć na ziemię. Próbowałam zrobić tak jak pomyślałam, ale tego co się wydarzyło zupełnie nie przemyślałam - była tak ciężka, że oby dwie poleciałyśmy prosto do dziury. Pierw było normalnie, kiedy uderzyłam w ziemię i przeszył mnie ból.
Ciemność.
~*~
Leżałam na jakimś posłaniu. Łapa mnie okropnie bolała, więc spojrzałam na nią. Była związana dziwnym czymś, podobnym do lian. Pachniało ohydnie, więc postanowiłam skupi uwagę na czymś innym. Kiedy rozglądałam się, zobaczyłam Jennefer. Spojrzałam na nią wzrokiem, który każdy zna. Jak jeszcze raz tak zrobisz, to dostaniesz karę do końca swojego życia! 

<Dajki? W następnym opowiadaniu zrobię magiczny - time skip>

Dajki do Yashiro

Data:
15 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałem na niego i lekko się uśmiechnąłem.
- Targają tobą wątpliwości. Ja tylko ostrzegłem i nic nie zrobiłem. Przemyśl to na spokojnie...
- Przemyślałem - wtrącił mi się w zdanie - Przepraszam
- Przemyśl to jeszcze raz. Ja nigdzie nie uciekam, Yashiro. Ja nie chce być tym, który obrzydzi ci życie i pogląd na samce, a tym bardziej na samice. Masz prawo być szczęśliwy. Nie mogę tego pokazać publicznie, ze względu na swoją pozycję, a poza tym moje dzieci... Azuma tylko wie jaki jestem i mnie akceptuje. Może myślisz że moje życie jest usłane różami, ale to jest samotne życie i jego brzemię muszę dźwigać sam.
- Nie jesteś sam, masz mnie! E... to znaczy...
- Wystarczy mi że będziesz przy mnie i nic więcej. Nie musisz się w nic konkretnego angażować, narażać życia, bądź tylko blisko mnie to mi doda sił
Kiedy był koło mnie objąłem go.
- Pamiętaj, że możesz liczyć na mnie w każdej sprawie. Zawsze postaram ci się pomóc
- Wiem o tym - odpowiedział cicho
- Ja tylko przypominam. Pamiętaj że skrywam wiele sekretów, ale każdego przyszłość w którymś momencie się łamie i żeby ją naprostować trzeba działać i wierzyć, a czasem poprosić o pomoc i działać z innymi.
- Chcesz powiedzieć, że coś złego mi się przydarzy? - spojrzał na mnie zaskoczony
- To wszystko zależy którą ścieżką pójdziesz. Pamiętaj że zawsze jestem tutaj, może nie pomogę ci jako lider ale pomogę ci jako Dajki. Te dwie osoby się różnią, muszę oddzielać je od siebie.

Yashiro

Izaya do Eileen

Data:
15 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Nic nikomu nie powiemy - spojrzałem na nią
- Jesteś tego pewny?
- Tak. My jesteśmy tylko szczeniakami. Nie mam ochoty dawać najstarszemu z nas satysfakcji że dałem się przyłapać na ucieczce, bo on jest taki  ułożony... Kpiny... Jeżeli zacznie się to wymykać z pod kontroli dziadek na pewno coś z tym zrobi - uśmiechnąłem się do niej szeroko - A teraz chodźmy
Ruszyliśmy powoli przed siebie. Mijała nas para wilków, a dokładniej handlarzy. Widać wilk od którego brałem informacje ma partnerkę, która teraz mu robi awanturę. Przystanąłem i obejrzałem się. Eileen podeszłą do mnie i patrzyła się raz na mnie, raz na nich.
- Coś się stało? - zapytała
- Tylko patrzę...
- I tak nic nie zrobisz skoro się kłócą. To nie nasza sprawa, a poza tym nie wiemy o co im poszło.
- Hm... czy jeżeli zrobię tak że ona przestanie na niego krzyczeć spróbujesz przewidzieć co mnie czeka jak dorosnę?
- Zgoda
Zacząłem iść w ich stronę. Kiedy byłem blisko owa para spojrzała się na mnie. We wzroku basiora widziałem niezrozumienie i lekkie przerażenie. Mieliśmy swój układ, o którym ona nie mogła wiedzieć.
- Dziękuję - powiedziałem nieśmiało - Gdybyś mnie wtedy nie uratował z tego wodospadu dzisiaj mógłbym już nie żyć - spojrzałem na niego znacząco, a potem na waderę - To Pani partner?
- Tak - odpowiedziała szybko
- Ma Pani wspaniałego partnera. Uratował mnie narażając się przy tym sam. Obym też był taki odważny jak dorosnę. Dziękuję i do widzenia
Odwróciłem się do Eileen. Kiedy się odwróciłem widziałem jak ona go przytula. Następnie ruszyliśmy dalej.
- Zdarzyło się takie coś? - zapytała cicho
- Nie.
- Okłamałeś ją... - spojrzała na mnie
- Tak, dla własnego zysku. On przewozi mi informacje, nie mogłem stracić takiego przewoźnika. Poza tym ona jest z niego zadowolona, a on się cieszy że się uciszyła. To tylko małe kłamstwo. Są istoty, które nigdy nie okłamie i jesteś jedną z nich.

Eileen?

Od Akutagawy do Ichigo

Data:
13 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Zapanuję nad tym. - rzuciłem z determinacją.
Mój głos był stanowczy, postawa niepokorna. Nie miałem najmniejszych wątpliwości, że osiągnę zamierzony cel. Byłem pewny, że Rashoumon kiedyś w końcu mi ulegnie. Nie ma innego wyjścia. Ja, Akutagawa Ryūnosuke, staję się z dnia na dzień coraz silniejszy. Coraz potężniejszy. Coraz wytrwalszy. Czuję to, czuję, jak się zmieniam. Na lepsze. A przynajmniej tak mi się wydaje...
Stabilnie stojąc na czterech łapach użyłem Rashoumona, który błyskawicznie wystrzelił z moich pleców i sześcioma promieniami wbił się w ziemię. Postanowiłem wypróbować czegoś nowego i podparty czterema z nich wzniosłem się nad powierzchnię ziemi. Jednocześnie dwa pozostałe promienie, przebijające się przez kolejne warstwy ziemi, nakierowałem na pobliskie drzewo. Rozcięte w ciągu ułamka sekundy na cztery równe części rozchyliło się na boki, ledwie trzymając się na pozostałościach korzeni.
- Rashoumon. - mruknąłem cicho, ślepo wpatrzony w drzewo. - Murakumo.
Dwa promienie złączyły się ze sobą, wydłużając się i rozszerzając. Ogromny, powstały w ten sposób twór przypominał szponiastą łapę, o długich, chwytnych palcach {KLIK}. Objął wszystkie cztery części drzewa i jednym, gwałtownym szarpnięciem wyrwał je razem z korzeniami. Powstały hałas nie wpłynął na moje niezachwiane skupienie. Trzymane obiekty, uniesione na porządną wysokość, cisnąłem w ziemię tak, że, ku mojemu własnemu zaskoczeniu, wbiły się do ponad połowy swoich długości.
Udało się. Nowa forma opanowana.
Już miałem odwrócić się do ojca, wyczekując jego oceny... Ale nagle przestałem panować nad poszczególnymi promieniami. Wystarczyła chwila nieuwagi, bym stracił kontrolę. Cztery promienie, utrzymujące mnie parę metrów nad ziemią, cofnęły się, by po chwili zacząć miotać się na boki. Upadłem z wysokości, ale natychmiast powstałem. Mimo rozpowszechnienia bólu na każdej części ciała, która zetknęła się z ziemią - wiedziałem, że opanowanie jest teraz ważniejsze. Najważniejsze. Promienie kosiły każde drzewo, na jakie natrafiły, płoszyły ptaki, orały ziemię. Odetchnąłem głęboko. Mój umysł został nastawiony wyłącznie na zatrzymanie mocy Rashoumona.
- Stop, stop, stop, stop, stop, stop... - powtarzałem szeptem. Czułem, jak się denerwuję.
Gwałtownie rozszerzyłem oczy. Z mojego gardła mimowolnie wydobył się cichy krzyk nerwowy. Zatrzymać to! Wówczas - dźwięk dewastacji ucichł. Promienie zniknęły. Tymczasem moje tętnice zaczęły pulsować znacznie gwałtowniej. Taki tradycyjny proceder po niewłaściwym użyciu Rashoumona... Zastanawiający.
Powoli rozejrzałem się po otoczeniu. Okazało się ono wyglądać dokładnie tak, jakby nastąpił naprawdę duży wybuch. Powyrywane i pościnane drzewa walały się praktycznie wszędzie. Te rozcięte rozpadały się na części, natomiast wiele z nich wpadało także do wielkich dziur w ziemi. Panował wszechobecny bałagan, który z powodzeniem można by również nazwać pobojowiskiem. Zamyśliłem się na chwilę, bowiem wydawało mi się, że już zacząłem rozumieć, dlaczego tak często Rashoumon wyrywał się spod mojej kontroli. Gdy usłyszałem ostrożne kroki skierowane w moją stronę szybko zorientowałem się, że dostanę kolejny wykład. Gdy mój ojciec brnął jeszcze przez przygotowany przeze mnie tor przeszkód odezwałem się:
- Pozwól mi spróbować jeszcze raz! - odwróciłem się gwałtownie i wyostrzyłem swoje szare, nijakie spojrzenie na osobie rodzica. - Zrozumiałem już, na czym polega mój błąd. Nie popełnię go po raz kolejny.
Furia jest moja. Należy do mnie, a nie ja do niej. Nie mogę być zdenerwowany. Bezwarunkowe skupienie i skoncentrowanie... Muszę to wypracować!
Dorosły basior zatrzymał się. Zmierzył mnie wzrokiem, wyglądając na dosyć zamyślonego. Mimo to - jego odpowiedź była niemalże natychmiastowa:
- Dobrze więc. Próbuj dalej. Jednakże, masz świadomość ryzyka?
- Pełną świadomość. - odparłem stanowczo. - Najpierw jednak potrzebuję celu. Żywego, nieżywego...
Ichigo skierował się na wschód. Wyjątkowo szybko przebierając łapami kroczyłem obok niego. Ukradkowo spojrzałem na jego pysk, który zdawał się nie wyrażać emocji. Ani dobrych, ani wręcz przeciwnie - złych. Ciekawe, czy mi też kiedykolwiek uda się osiągnąć taką obojętność.
Około dwieście metrów dalej zatrzymaliśmy się w niewielkim miejscu, gdzie drzewa rosły nieco rzadziej. Oddaliłem się od ojca i bezceremonialnie pomyślałem oraz wypowiedziałem na głos nazwę tej formy, która uprzednio mi nie wyszła tak, jak powinna była wyjść:
- Rashoumon, Murakumo! - siła mojego głosu sprawiła, że poczułem się znacznie pewniej. Naprawdę wierzyłem w to, że tym razem mi się uda. Gdy tylko zastosowałem swoją bestię z moich pleców wyłoniła się potężna łapa. W pełnym skupieniu nakierowałem ją na przedstawiciela jednego z najbardziej powszechnych i znanych gatunków roślin zwanych drzewami. Objąłem go Rashoumonem i szybko ścisnąłem. Dźwięk pękania drewna utwierdził mnie w przekonaniu, że umiejętność Murakumo z łatwością mogłaby pogruchotać czyjeś kości. Może jest to obrzydliwe, ale jakże prawdziwe... Zmiażdżone drewno rzuciłem w ziemię. Zdewastowane, drewniane elementy wbiły się w nią niczym istne oszczepy. Pośpiesznie wycofałem swoją Unikalną Moc. Podszedłem do jednego z podłużnych fragmentów - patyka. Wziąłem go do pyska i zaniosłem do ojca. Kładąc go na śniegu przed nim powiedziałem z charakterystyczną dla mnie powagą, aczkolwiek nie do końca kryjącą satysfakcję z własnego czynu:
- Skupiłem się na samym ataku, ojcze.
Wyczekująco spojrzałem na rodzica. Jego opinia naprawdę wiele dla mnie znaczyła.
Ichigo stał się dla mnie swego rodzaju autorytetem.

Ichigo?

Od Shizuo do Izayi

Data:
13 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Szybko znudziło mi się siedzenie w jednym miejscu i pozwalanie, aby mój tyłek powoli zamarzał, więc wstałem i poszedłem do swojego domku, gdzie mogłem chociaż trochę uchronić się od zimna. Nie ukrywam, że od razu poczułem znajomy zapach tej pchły i zmęczonym tym wszystkim wywróciłem oczami. Podszedłem do stoliczka, gdzie leżało pudełko papierosów i mała karteczka. Pierwsza myśl: Pułapka... Jednak przy dokładniejszej obserwacji nie wykryłem ukrytej linki czy czegoś w tym stylu. Wziąłem w łapę karteczkę i przeczytałem wiadomość. Te krótkie zdania były, jak kubeł zimnej wody.
- To niby on mi pomógł? - Mruknąłem pod nosem. - Jakoś nie chce mi się wierzyć...
Niepewnie otworzyłem opakowanie i wyciągnąłem jednego papierosa.
Raz się żyje...
Zapaliłem go i zaciągnąłem się dymem. Kiedy poczułem ten cudowny smak moje oczy zaświeciły się jak u małego, podekscytowanego szczeniaka. Uśmiechnąłem się pod nosem i mało co się nie popłakałem ze szczęścia. Już chciałem wziąć drugiego peta, ale powstrzymała mnie myśl, że nie zdobędę drugiego opakowania tak szybko.
- Może on nie jest taki zły? - Szepnąłem cicho i zgasiłem papierosa.
Kultura wymaga, aby podziękować za otrzymaną pomoc od kogoś, a szczególnie jeśli ten ktoś uratował ci życie... Nagle poczułem dziwne uczucie w klatce piersiowej i skrzywiłem się zakoczony.
Dlaczego tak bardzo chcę go teraz spotkać?

Izaya?

Od Saikiego do Angel

Data:
13 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy

Wadera odbiegła. Zauważyłem w okół niej lekką różową aurę, co oznaczało miłość. Czyżby ona była we mnie zakochana? Uśmiechnąłem się pod nosem. Też ją lubiłem, ale... Śnieg. Zauwarzłem, że zaczyna padać. Po chwili ruszyłem truchtem za tropem wadery z myślą, że coś mogło się jej stać i może ją zasypać. Po chwili znalazłem ją ciągnącą jakiegoś zwierzaka. Podszedłem bliżej.
- Wszystko dobrze? - spytałem.
- Szak. - odpowiedziała.
- Co?
Wypuściła zwierzynę z zębów.
- Tak. - powturzyła wyraźniej.
- Nie zdążymy ani do twojej ani do mojej jaskini. Na szczęście gdy tu szliśmy zauwarzyłem jakąś norę. Może jest wystarczająco duża abyśmy się tam zmieścili oboje. - powiedziałem.
- Może. Prowadź.
Wziąłem zwierza w zęby i zacząłem prowadzić. Po chwili byliśmy na miejscu. Angel weszła pierwsza, a ja po niej. Zdobycz zostawiliśmy na zewnątrz. Zmieściliśmy się oboje, jednak byliśmy trochę ściśnięci, więc wyglądało to jakbyśmy się przytulali. Po chwili wadera ziewnęła.
- Chyba jestem śpiąca. - powiedziała.
- Więc idź spać. - odpowiedziałem.
Wadera zamknęła oczy i po chwili zasnęła. Ja po krótkim czasie poszedłem w jej ślad i też zasnąłem.

Angel?

Od Ichigo do Azumy

Data:
13 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Stres był dziwny. Rzadko mnie dopadał, a już nie tak mocno jak teraz. Jej rodzina miała swoją specyfikę i nie mogłem być pewien, czy potrafię się w nią wpasować. Czy mnie zaakceptują. Starałem się nie pokazać niczego po sobie, ale Azuma i tak potrafiła odczytać moje emocje.
Obiad przebiegał, na moje szczęście, w całkiem luźnej atmosferze. Pozwoliło mi to pozbierć się do kupy i odzyskać zimną krew.
Dajki odezwał się nagle.
- Ichigo - zaczął - masz z moją córką dzieci, to odważny krok ale czy weźmiesz jeszcze większą odpowiedzialność i wstąpisz do rodziny? Oznacza to że będziesz musiał oświadczyć się mojej córce i sypiać z nią. Jesteś na to gotowy?
Poczułem na sobie wzrok Akashiego i Kaname. Moje nerwy uspokoiło ciepłe spojrzenie Azumy.
- Jestem gotowy wziąć na siebie tę odpowiedzialność. Ta decyzja nie należy jednak tylko do mnie.
Zamilkłem na moment. Przeniosłem wzrok na Azumę, obdarzając ją rzadkim, nieśmiałym uśmiechem.
- Azumo, czy uczynisz mi ten zaszczyt, i zostaniesz towarzyszką mojego życia? - spytałem, poważny tonem, bez śladu zwyczajnej nonszalancji.
Patrzyłem na nią, starając się nie widzieć spojrzeń reszty wilków. Liczyła się tylko ona i jej wybór.

Azuma?

Od Ichigo do Akutagawy

Data:
13 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałem za Azumą z cichym westchnieniem. Wiedziałem, że jest zdenerwowana, ale nie mogłem jej pomóc. Nie mogłem przecież zmusić naszych dzieci, by ją pokochały. Musiała przejść przez to sama.
Wyszedłem tuż za nią, wiedząc, że gdzieś się wybiera, a ja muszę zostać z maluchami. Świątynia wydawała się bezpieczna, ale wciąż były łatwym celem.
Zatrzymałem się, cicho siadając z boku, spoglądając na śpiące maluchy. Maluchy... Nie były już wcale takie małe. Szybko dorastały. Nie miałem rodzeństwa, ale zawsze myślałem, że jeśli są spokrewnione, będą do siebie podobne. Tymczasem los mnie zaskoczył. Były kompletnie różne, zaczynając od wyglądu, kończąc na charakterze. Wiedziałem, że będą miały potężne moce i czasami przytłaczał mnie ten ciężar. Jeśli źle wychowałem, jeśli coś w nich zepsułem, mogą okazać się bardzo niebezpieczne. Póki były razem, jedno pilnowało drugiego, ale miałem świadomość tego, że ich ścieżki szybko się rozejdą. Nie przywiązały się do siebie, miały pod tym względem sporo z rodziny Azumy. Trudno przychodziły im uczucia. 
Przenosiłem wzrok na każde. Izaya, którego ciekawość przyniesie mu jeszcze kłopoty. Eileen, najbardziej zdystansowana wobec mnie z całej gromadki, a jednocześnie mała dama. Tadashi, jedyny o białym futrze swojej matki, zawsze pyskaty i szybko rzucający ripostami na żarty rodzeństwa. Isamu, najmniej zdyscyplinowany, bardziej brawurowy niż odważny, nigdy nie słuchał, co się do niego mówi. Kairo, prawdopodobnie najmniej wdała się w rodzinę, sympatyczna i urocza. Ciekawe co przyniesie im los? Nie chciałem, żeby cierpiały, ale mają to zapisane w genach. Ich życie nie będzie łatwe.
Spojrzałem w lewo. Akutagawa, jedyny, którego nie wymieniłem. Mój najstarszy syn, zawsze dystansujący się od rodzeństwa, ale mimo wszystko, czuwał nad nimi.Był z nich najbardziej dojrzały, przynajmniej próbował taki być. Czułem się odrobinę winny, nie wiedząc, czy to dlatego, że położyłem na jego barkach obowiązek opieki nad rodzeństwem, A może to nie ja, ale jego moc, zabrała mu dzieciństwo.
On wie. Wie jak bardzo może być niebezpieczny. I to go frustruje. 
Nie lubiłem tej myśli, bo nie mogłem mu pomóc. Postaram się, oczywiście, wesprzeć go, trenować, ale to nic nie da, jeśli on nie da rady tego okiełznać. A jeśli nie da rady, tylko moim obowiązkiem będzie ukrócić jego szaleństwo.
***
Obudził mnie delikatny dotyk. Akutagawa patrzył na mnie. Jego rodzeństwa jeszcze spała, więc nie odpłynąłem na długo. Wyszedłem z nim na zewnątrz, by nie obudzić reszty. Wiedziałem już, co mi powie.
Gdy zapytał, odparłem tylko:
- Oczywiście, że tak. Po to jestem twoim ojcem.
***
- Jeszcze raz, Akutagawa. Pamiętaj, furia jest twoja, należy do ciebie, nie ty do niej. Zapanuj nad tym, młody wilku.
Nie mogłem zliczyć, ile razy powtarzałem mu to, w ciągu minionych dni.
Twoja jest furia. Niezachwiany, nieugięty, niezłomny, taki masz być.
Ktoś kiedyś powiedział to mi, a teraz ja powtarzałem to swojemu synowi. Krąg życia trwa.

Akutagawa?
Przepraszam, że tak długo. 

Od Angel do Saikiego

Data:
12 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Wizja? To samo co wcześniej - mruknęłam, wstając powoli. - Nigdy wcześniej się nie powtarzały.
- Myślisz, że to może coś znaczyć?
- Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia. To może być jakaś anomalia, albo... kolejny znak.

Obudziłam się w swojej jaskini, a ból zniknął. Obok mojego posłania siedział Saiki.
- Ile spałam? - zapytałam przeciągając się.
- Nie wiem. Może pół godziny - powiedział, uśmiechając się w moją stronę.
- Mam pomysł.
- Ai, z tego co widzę, znów gdzieś wywiało, więc może pójdziemy na spacer do Elcrys?
- Z wielką chęcią, o ile czujesz się już lepiej.
Uśmiechnęłam się szeroko.

Pół godziny później hasaliśmy razem w śniegu, pokrywającym wspólne tereny. Czułam, że coraz bardziej się do siebie zbliżamy, jednak mu o tym nie powiedziałam, żeby nie uznał mnie za wariatkę. Nie miałam pojęcia co siedzi w jego głowie.

- Sai! - krzyknęłam. - Może coś upolujemy. Jestem trochę głodna. Jednak to ja chcę polować.
- Nie ma sprawy. - uśmiechnął się, co wywołało u mnie rumieniec na twarzy. Szybko odwróciłam się, żeby go nie pokazać.
- To idziemy!

Sai?

Od Reyny do Kaname

Data:
12 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
W drodze powrotnej do zamku, Kuran nie odezwał się ani słowem, a ja postanowiłam uszanować jego decyzję. Nie zamierzałam zmuszać go do rozmowy, sama też nie chciałam rozmawiać. Spuściłam głowę, podążając za basiorem, a po chwili nieświadomie zrównałam z nim krok.
Do zamku wróciliśmy szybko, a tuż przy wejściu czekała na nas Miku. Chociaż, wyrażenie "na nas", nie jest w tej sytuacji zbyt trafne.
- Witaj Kaname - pokłoniła się nisko, celowo zapominając o mojej obecności.
- Witaj - odpowiedział jej i ruszył dalej. Spojrzałam na waderę, a ta zawiesiła na mnie spojrzenie. Gdy Kuran odwrócił się w naszą stronę, popatrzyła na niego.
- Coś ciebie trapi? - zapytała, przyjmując troskliwy wyraz pyska. Ku mojemu zdziwieniu, jej pytanie zostało zignorowane.
- Wezwij Dajkiego - rzucił oschle. - Będę czekać u siebie na niego.
Odwróciwszy się na pięcie, zostawił nas same. Pierwszą rzeczą którą zauważyłam, był fakt, że widok Miku nie wzbudził we mnie fali zazdrości. Co prawda, przyglądałam jej się, ciekawa jej zachowania, ale poza tym nie poświęciłam służącej większej uwagi.
Nie miałam ochoty na kolejny atak ze strony wilczycy, toteż nie mając nic innego do roboty, skierowałam się w stronę swojego pokoju. Siedząc w samotności, czułam jak opadają ze mnie emocje, a myśli z kłębowiska nerwów, zmieniają się w proste, uporządkowane linie. Wtedy właśnie, zdecydowałam się wrócić do sytuacji znad jeziora, próbując znaleźć swoje błędy.
- Czego się spodziewałaś? - mruknęłam sama do siebie, podchodząc do okna. Reakcja Kaname była dla mnie niejasna, nie wiedziałam, czy uraziłam go tym, czy raczej czuje się zmieszany. Niepotrzebnie wychylałam się do przodu. Miałam wrażenie, że czułabym się dużo lepiej, gdyby odpowiedział mi, że traktuje mnie tylko jak zwykłą przyjaciółkę. Poradziłabym sobie z tym, ale gdy basior nie odpowiedział mi nic konkretnego, czułam się strasznie niepewnie. Stąpałam po kruchym lodzie, bałam się, że najmniejsza pomyłka może mnie kosztować utratę przyjaciela.
Wyjrzałam na zewnątrz, z zaskoczeniem uświadamiając sobie, że jest już ciemno, a na niebie świeci już kilka gwiazd. Księżyca jednak nie było widać, dlatego teren otaczający zamek Opiekuna spowity był mrokiem.
Zdecydowałam, że jeśli tylko zauważę, że moje towarzystwo przeszkadza Kaname, wyprowadzę się stąd jak najszybciej. Ostatnią rzeczą jaką chciałam było denerwowanie go swoją obecnością.

Kaname?

Od Saovine do Vatani

Data:
12 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
  -Ale... Ale przecież, przecież możemy zostać przyjaciółmi... Proszę.., Jeśli nie masz czasu, to okej, ale... Ale ja naprawdę nie chce szukać dłużej... Zgoda? - wpatrywała się we mnie tak długo, aż poczułam się nieswojo.
- Nie.
- Nie? - jej zdumienie było aż komiczne, dlatego uśmiechnęłam się pobłażliwie. Miałam wrażenie, że jeszcze chwila, a wadera się rozpłacze. Nie miałam ochoty na wysłuchiwanie czyiś smutków, a scena jaką mogłaby odstawić wilczyca, była ostatnią rzeczą jaką chciałam widzieć.
- Nie szukam przyjaciółki - prychnęłam. - Przyjaźń jest dla tych, którzy na nią zasłużyli. Nie zdobędziesz jej od tak, a poza tym zazwyczaj ona przeszkadza ci w osiąganiu swoich celów.
Zaskoczenie z jakim spoglądała we mnie Vatani sprawiło, że przez chwilę czułam się zawstydzona swoim zachowaniem. Nie powinnam była niszczyć jej optymistycznego światopoglądu, ale jednocześnie patrzenie przez różowe okulary nigdy nie było zbyt dobre.
- Ale... - zaczęła niepewnie, ale przerwałam jej.
- W watasze jest mnóstwo innych wilków, nie wygłupiaj się, tylko idź znajdź sobie inną przyjaciółkę. Ja mam dość twojego towarzystwa - pożegnałam się oschle i odmaszerowałam w stronę swojego domku. Chciałam odpocząć po dziennej warcie.

Vatani?

Ikki do Alvy

Data:
11 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałem na nią. W sumie to był dobry pomysł, ale nie mogłem być za długo. Czeka na mnie sporo pracy. Pozory mylą, większość myśli że nic nie robię, ale tak na prawdę to ciągle pracuje i zapominam o własnym życiu. Spojrzałem na Fel. Dała mi do zrozumienia że mam iść i trochę odpocząć bo też mam do tego prawo.
- Dobrze, ale nie za długo - popatrzyłem na nią
- Super - odpowiedziała uradowana
Miło zrobić czasem komuś przyjemność. Wyszliśmy na zewnątrz. Mimo zimy było bardzo przyjemnie. Nie było nawet tak zimno.
- Dużo masz dzisiaj pracy? - zapytała
- Trochę. Nie mogę za długo siedzieć.
- Rozumiem - trochę posmutniała
- Jak wyrobie się wcześniej z pracą to mogę potem jeszcze z tobą posiedzieć.
- To dobrze. To ja w tym czasie pobawię się z kociakiem - była już szczęśliwsza.
- Tylko go nie przemęcz, nie jest jeszcze silny.
- Dobrze, obiecuję
Poszliśmy przed siebie. Łapałem promienie słońca w swoje futro. Było mi przez to ciepło.

Kaname do Reyny

Data:
11 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałem na nią swoim zwykłym spojrzeniem. Jednakże czułem się zaskoczony i trochę smutny. Obce mi to drugie uczucie, ale było przyjemne i jednocześnie okropne. Czułem niedosyt w jej odpowiedzi. Nie wiedziałem jak mam się zachować. Powinienem być szczery ze swoimi uczuciami, ale nie byłem. Czy czułem coś podobnego do niej jak ona do mnie? Ciężko znaleźć odpowiedź. Wiem że więcej jak na razie nie będę mieć odblokowanych uczuć. Nie wiem czy chce. Może okazać się że podoba mi się, że jestem zauroczony nią, ale ona nigdy tego nie odwzajemni. To nie byłoby za dobre. Zawsze mi powtarzali że im mam mniej emocji tym lepiej, bo nie użyję swojej mocy przez przypadek. Byłem teraz kompletnie bezradny. Reyna patrzyła się na mnie.
- Rozumiem - odparłem beznamiętnie - Więcej nie będę ciebie męczyć.
- Kuran ja...
- Nie musisz nic mówić, ani się tłumaczyć. Musimy powoli wracać - odparłem i ruszyłem
Usłyszałem że ona też ruszyła. Po chwili zrównała się ze mną. Może nie było widać tego po mnie, ale czułem się źle, nie fizycznie tylko psychicznie. Chciałem wrócić do siebie, do zamku, który znam, w którym panuje i w którym wiem że będę mógł być sam. Szliśmy w milczeniu. Nie miałem ochoty na rozmowę. Do zamku doszliśmy nawet szybko. Zawsze szybciej się wraca. Weszliśmy do środka. Miku wyglądała jakby czekała na nas.
- Witaj Kaname - pokłoniła się nisko
- Witaj - odpowiedziałem i poszedłem dalej
Obejrzałem się. Reyna stała i wpatrywała się w Miku, a ona w nią. Po chwili moja służąca spojrzała na mnie.
- Coś ciebie trapi? - zapytała
Zignorowałem to pytanie
- Wezwij Dajkiego - powiedziałem oschle - Będę czekać u siebie na niego
Nie czekałem na nic i udałem się od razu do swojej komnaty.

Reyna?

Uwaga

Data:
11 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Przypominam że dziś jest 11 stycznia. Dzisiaj dorastają dzieci Azumy i Ichigo, proszę o podesłanie dorosłych formularzy jak najszybciej. Każde z dzieci może wybrać sobie jajko albo amulet do przejścia na dany teren. Bardzo proszę o wysłanie tego na pocztę do któregoś z adminów.

A teraz upragnione wyniki wyborów na miss i misstera watahy.
Miss watahy zostaje Reina, tuż za nią, różnicą 5 punktów jest Yoshie i co ciekawe Sealiah. Następnie egzekwo Ange i Yoshiko. Reina dostaje Kamień dusz i 3 gwiazdki to wybranych umiejętności. Yoshie i Sealiah dostają małe zamki (proszę o przesłanie jego arta) i dwie gwiazdki, Yoshiko i Ange dostają możliwość dwie gwiazdki do umiejętności i 300S,

Naszym misterem zostaje Shizuo, tuż pod nim z różnicą 8 punktów jest Nubou i Tsuyoshi. Zaraz za nimi jest Akashi. Potem jest Raidon i na końcu Fosher. Shizuo dostaje możliwość wybrania drugiej mocy specjalnej i do tego 4 gwiazdki do umiejętności. Nubou i Tsuyoshi dostają po amulecie przejścia na wybrany teren (proszę o przysłanie i powiedzenie który). Raidon dostaje eliksir zapomnienia i trzy gwiazdki. Fosher dostaje dwie gwiazdki do umiejętności i 300S.

Jeżeli ktoś chciałby zamienić nagrodę to proszę pisać, powinniśmy się jakoś dogadać. 

Od Vatani Do Saovine

Data:
9 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
-Tak, wiem... -Posmutniałam, przechylając głowę w dół.
-Ale.. Wiesz.. Ja.. Ja na prawdę nie znam tutaj nikogo. Może i mogłabym kogoś poznać.. Ale..- Zająkałam się.
-Ale..? - Zapytała.
-Ale.. Cóż.. Właśnie próbuje. Wiem, że teraz jest dzień i.. W ogóle.. Jesteś zajęta.. Ale bardzo trudno jest mi znaleźć kogoś, kto poszedł by ze mną na krótki spacer, a co dopiero został moim przyjacielem..
Wadera popatrzyła na mnie i już miała odejść ze złością, lecz szybko zatrzymałam ją mówiąc;
- Proszę, nie chce szukać dłużej, skoro mogę chociaż dostać od Ciebie słowo, że będziemy mogły gdzieś jeszcze razem pójść..
Wadera odwróciła się do mnie mówiąc z niedowierzaniem;
-Znamy się zaledwie pare minut, dobrze o tym wiesz.. - Nie dokończyła.
-Tak wiem.. - Zesmutniałam.
-Ale.. Ale przecież, przecież możemy zostać przyjaciółmi.. Proszę.. Jeśli nie masz czasu, to okej, ale.. Ale ja naprawdę nie chce szukać dłużej.. Zgoda?

Saovine? =^-^=

Od Lupity

Data:
8 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wstałam. Na dworze leżał śnieg. Postanowiłam wyjść i trochę się w nim potarzać. Gdy tylko przeszłam przez kamienny łuk, dzielący mnie z śniegiem, zauważyłam sarnę. Była młoda, skakała beztrosko po zaśnieżonych polach. Zaczaiłam się. Skoczyłam na zwierzę, szybko przegryzłam gardło i zaniosłam do chatki. Wychodząc po raz kolejny zobaczyłam dobrze mi znaną Abbie. Podeszłam do białej wadery.
- Cześć, Abbie.- Powiedziałam.
- Witaj, Lupito.- Odparła.
- Dawno cię nie widziałam. Gdzie byłaś?- Spytałam.
- Tu, na miejscu, ale często wychodziłam na polowanie, a ty?- Odrzekła.
- Ostatnio byłam na wyprawie.
- A gdzie?- Dopytała.
- Na biegunie.- Odpowiedziałam. Nasz rozmowa ciągnęła się jeszcze długo. Kiedy Abbie musiała iść to wtedy wybiegłam na najbardziej ośnieżoną łąkę i zaczęłam turlać się, skakać, hopsać, podskakiwać i wszystko inne co sprawiało mi frajdę na śniegu. Po kilku minutach moje futerko zmieniło barwę. Z kruczo-czarnej na śnieżno-białą. To się nazywa przemiana! Zachichotałam po czym otrzepałam się z białego, mokrego puchu. No nie! Teraz wyglądałam jakbym była kulką puchu! Futro sterczało mi na wszystkie możliwe strony, a ledwo wystający pysk wyglądał jakby piorun w niego strzelił! Postanowiłam wracać. Przez drogę czułam na sobie wzrok innych wilków. Serio? Aż tak komicznie wyglądam?



Wysuszyłam się przy cieple ognia. Już miałam się położyć kiedy usłyszałam kroki. Do domku wbiegła Abbie.

<Abbie?>

Poszukiwania cz.4 - Luka

Data:
6 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Prawie dochodziliśmy do fontanny, lecz przed nami ukazał się kolejna kreatura. Wystąpiłem przed Nubou i zacząłem lustrować badawczo dziwną istotę.
~ Czarny stwór z niebieskimi akcentami, otacza go czarna mgła...- to zdecydowanie Wersus, pomyślałem.
Był naprawdę ogromnym stworzeniem. Zacząłem biec w jego stronę. Chciał zadać mi cios, odskoczyłem i w tym momencie cała nasza drużyna usłyszała dźwięk tłuczonego szkła. Była to kapsuła. Niedobrze, bardzo niedobrze! Po chwili przed Wersusem wyłonił się Teezel. Potwory ryknęły na siebie potwornie. Zaczęły walczyć! Rozkaz Dajkiego był najważniejszy. Spojrzałem na towarzyszy, pokiwałem głową i westchnąłem. Biegłem w kierunku "wojny", po chwili wybiłem się i zacząłem szybować, w jednej sekundzie znalazłem się pomiędzy bestiami, było mnie widać, rzuciłem dwie kapsuły. Nagle poczułem okropny ból, przeszywał mnie całego. Nie mogłem złapać oddechu. Po chwili dwa potwory zniknęły w szklanych pojemnikach. Upadłem na Ziemię. Lekko podniosłem łeb, miałem rozpruty cały bok, rana była na wylot. Opadłem bezsilnie.
- Luka! - usłyszałem krzyk towarzyszy.
Wiedziałem, że nie przeżyję, ta rana była śmiertelna, nie zostało mi dużo czasu. Niedługo samce znajdowały się przy mnie. Na ich pyskach było widać zdezorientowanie i lekką panikę.
- Co ci się stało? - spytał Nubou.
- Przecież widziałeś! Przebił go Wersus! - odparł któryś.
- Spokój! - wyjąkałem kaszląc.
Wszyscy zamilkli, obserwowali mnie.
- Umrę w watasze, mam jeszcze trochę siły...- zakasłałem - Mam do was prośbę, złapcie pozostałe potwory, teraz zatknijcie obie kapsuły, zostawcie mnie tutaj, nie mogę wam przeszkadzać, a jeżeli potem starczy wam siły...- złapałem świszczący oddech - To- to wróćcie po mnie.
Wilki spojrzały po sobie. Po chwili zaczęły szeptać.
- Ale nie możemy Cię tu zostawić - powiedział Garry.
- Idźcie już! Zróbcie tak jak mówiłem!
Basiory jakby przypomniały sobie o czasie, szybko zabrały kapsuły, zatknęły je zatyczkami i oddaliły się w kierunku fontanny. Zostałem sam.
Zacząłem myśleć co zdążyłem zrobić w życiu. Miałem od zawsze Xerdę, której już nie ma...nie uśmiech się już do mnie. Moi synowie nie żyją. Coś jakby mnie uderzyło, przypomniało mi się...Kiedyś spałem z pewną waderą...czyli ona może..eh sam nie wiem! Pamiętam nasze pierwsze randki z moją miłością, morze łez i płacz, że nie damy rady, rozdzielenie, potem zgoda i byliśmy szczęśliwi...już na zawsze. Wspólne spanie, urocze chwile. Naszą pełną rodzinę, dzieci. Pamiętam jak odnalazłem ojca. Jak Shiro był zazdrosny o Spectre'go i Jeffrey'a. 
Powoli obraz się rozmazywał, powoli traciłem czucie, czułem jak ucieka życiodajna krew. Nic nie mogę zrobić, poczucie bezradności było najgorsze.


Kochani?

Od Kaori Cd.Raidona

Data:
6 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
-One wracają! Wspomnienia!
Puściłam go. Zaczęłam się trząść. Kiwałam się w tę i we te. To było naprawdę bolesne. Ale Raidon nadal tego nie rozumiał.
-Ale...? O co chodzi?
-W mojej głowie tworzą się wspomnienia. Niektóre nie są prawdziwe. Nie można ich odróżnić od tych prawdziwych. Im jest ich więcej, tym bardziej cierpię. A one dotyczą mojej przeszłości...- pisnęłam.


<Raidon?>

Od Saikiego do Angel

Data:
6 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy

- Nie myśl o tym przez chwilę. Chciałbym cię lepiej poznać. Jaką masz unikalną moc? - spytałem.
- Anielski głos. Mogę kontrolować zwierzęta. Zabijać lub pomagać i inne takie. A jaka jest twoja?
- Uczucia. Wiem jak się ktoś czuje, bo w okół niego pojawiają się różne kolory.
Zaczęliśmy gadać tak do wieczora. Potem musiałem wracać do siebie.
***
Następny dzień
***
Szedłem do Angel. Gdy byłem przed jej jaskinią zobaczyłem ją, a w okół niej niebieską aurę. Szybko do niej podbiegłem.
- Co jest? - spytałem.
Wadera sopjrzała mi w oczy, a jej aura trochę zblakła.
- Kolejna wizja. - odpowiedziała.
- Czemu one muszą być tak bolesne? Ech... Co tym razem widziałaś?

Angel? (sorki, że takie krótkie)

Od Sophii do Asano

Data:
6 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy

- Ech... Tak. - powiedziałam.
Po chwili do pokoju weszła jakaś wilczyca i spojrzała na mnie.
- Dajki wzywa się do sali tronowej. Za pięć minut masz tam być. - powiedziała.
- Dobrze. - powiedziałam.
Wadera wyszła.
- Uch... Chyba z tobą długo nie pobędę. - popatrzałam na basiora.
- Spokojnie. Mój brat nigdy nie organizuje długich spotkań. Pewnie chce wam dać nagrody za wyprawę. Ty pójdziesz do mojego brata, a ja w tym czasie zrobię ci coś jeść. - odpowiedział, a po chwili dodał - Co chcesz zjeść?
- Em... Poproszę sarnę.
Potem wstałam z łóżka i udaliśmy się do drzwi. Rozstaliśmy się na końcu schodów. Weszłam do sali tam było już kilka wilków, a kilka z nich po chwili do nas doszła. Były tam wilki uczestniczące w wyprawie.
- Przywołałem was tu, aby rozdać wam nagrody z wyprawy. Poison ty dostajesz... - na chwilę się wyłączyłam i próbowałam nawiązać kontakt z Brayanem.
~ Brayan jesteś tam?
Cisza.
~ Brayan?
Cisza.
~ Brayan no nie żartuj. Potrzebuję cię.
- I wreszcie... - usłyszałam głos lidera -Sophia i Reyna otrzymują po jednej buteleczce eliksiru miłości.
Basior wręczył nam po buteleczce z różowym płynem.
- Możecie się rozejść. - powiedział lider.
Wilki wyszły z sali. Ja udałam się do pokoju Asano. Tam wilk na mnie już czekał.
- Już jestem. - powiedziałam.
- Widzisz nie trwało to długo. Przyniosłem nam po kawałku sarny i lampce wina. - odpowiedział.
Usiadłam na łóżku.
- Ech... Wybacz muszę iść do łazienki. - powiedział po czym wyszedł.
~ Hmmm... Skoro odczarować mnie może pocałunek ukochanego, a ja mam eliksir miłości... To może...? Nie! Nie zrobię tego Asano. Nie chcę go wykorzystać.
~ Więc jeśli tego nie zrobisz to prędzej czy puźniej go zabijesz. Taka jest twoja misja. - powiedział Brayan.
W moich oczach pojawiły się łzy.
- Przepraszam Asano. Chcę abyś żył niż żebyś zginą w moich kłach. - powiedziałam sama do siebie.
Po chwili wlałam eliksir do wina Asano i wymieszałam.

Asano?

Od Raidona do Karoi

Data:
6 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy

Po tym jak się obudziłem ruszyłem z młodym na polowanie. Ukryłem go w krzakach i kazałem nie wychodzić. Potem przyczaiłem się na zwierzaka i po chwili skoczyłem. Wbiłem kły w szyję sarny, a potem zabiłej ją. Zacząłem ciągnąć ją w stronę jaskini, a Akio wyszedł z krzaków i poszedł za mną.
***
-Doble. -powiedział Akio gryząc mięso.
-He he to smacznego. -powiedziałem.
Potem zacząłem jeść swoją porcję.
Po krótkim czasie wpadła do naszej jaskini jak poparzona Kario. Była bardzo wystraszona. Akio schował się za sarną. Wadera rzuciła mi się na szyje i przytuliła jak najmocniej.
-Proszę pomóż mi! To znów się zaczęło! -krzyczała prawie przez łzy.
Odepchnąłem ją trochę i złapałem oddech.
-Spokojnie. Co się stało?-spytałem.

Karoi?

Od Kaori CD. Raidona

Data:
5 stycznia 2017
Komenatrze:
Brak komentarzy
Powróciłam do domu, nieco zdziwiona tym, że Raidon traktuje mnie ulgowo. Normalnie to byśmy się rozszarpali, ale nie. Może dlatego, że mój własny dziadek mnie zaatakował. Miałam nadzieję, że nic mi nie zrobi. Niezbyt wiele pamiętam z dzieciństwa. Rodzice co dzień przychodzili z nową dawką prezentów, a ja cieszyłam się jak głupia. A gdy trochę zabrakło mi ich dobroci... Jaka byłam głupia! I wtedy mnie nakrył. Uciekłam... W sumie, to mogłam dać mu się zabić. A jednak nie. Wtedy Akio również by zginął. A ja mam dziwne wrażenie, że jestem mu potrzebna. Uderzyłam się w łeb, i poczułam się jeszcze dziwniej... Mam wrażenie, że coś czuję do Raidona... Nie... To nie może yć prawda. Z całej siły uderzyłam głową w ścianę. Zachwiałam się, i  upadlam. Wiem, że nie wolno mi tłumić w sobie uczuć, ani tym bardziej okłamywać samej siebie. To moja zasada. Nie kłam. Nie będę kłamać, ale muszę to jakoś okiełznać. Miałam dość tego mentliku. Poszłam do mojego leża.
-Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
Stuliłam powieki.

Kaori....Kaori... Widzę cię... Wyjdź z cienia, koniec zabawy. 
 Jeszcze trochę! Proszę, mamusiu!
No dobrze...Ale tato może się pogniewać.

Mamo, tata nigdy, przenigdy się nie gniewa.

Czy aby na pewno?

Tata?  Nie zostaw mamę!

 Córeczko! Proszę pomóż...

Obudziłam się cała zlana potem. Głowa strasznie mnie bolała. Nie wiem co kazało mi to zrobić. Wybiegłam z jaskini, prosto w kierunku tej, w której mieszka Raidon. Był z młodym. Ja jak jakaś idiotka wpadłam do niego, i przytuliłam go z całej siły.
-Proszę pomóż mi! To znów się zaczęło!

Raidon?

.:AKTUALNOŚĆI:.

( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)

.:TOPKA:.

© 2017 Eternal Wolves.
All rights reserved.
Design by Agata.