Twitter

.:EVENTY:.

Trwa teraz event pt. "Parada dusz"
Zainteresowanych zapraszam tu: KLIK

.:POGODA:.

Dni stają się coraz dłuższe, a noce krótsze. Cieplejsze dni zawitały do nas, a zimniejsze odeszły daleko daleko stąd. Cała przyroda została już praktycznie obudzona, kwiaty na drzewach i łąkach zaczęły rozkwitać, widać ciężarną zwierzynę co zapowiada ich przetrwanie gatunku a dla nas wspaniałe pożywienie. Wiosna jest okresem częstych deszczy, słonecznych dni, a także wiecznych. Pogoda potrafi się szybko zmienić w ciągu dni, dlatego trzeba być przygotowanym na wszystko. Wiosna to doskonały okres aby poznać swojego przyszłego partnera lub partnerkę, z którą spędzimy możliwe i całe nasze życie.

.:SKYPE:.

Chcesz z nami pogadać na skype? Nie ma problemu! -> KLIK
Jeżeli klikniesz ten link na górze, przeniesiesz się na skype jedynie z możliwością pisania na czacie.
Jeżeli jednak chcesz porozmawiać z nami, z głosem ale bez kamerek, to śmigaj na Skype/zainstaluj Skype i zaproś do znajomych Amerę(Skype -> Amera Castelss), a Amera doda Cię do grupy.
Jak na razie z rozmowy skorzystali: AmeiS, Amera, Lexie, Dannyl, Raven, Luka, Tiago, Xerda oraz Slake!

.:INNE:.

Chcesz coś zmienić w watasze? Oceń Eternal Wolves i powiedz nam czego oczekujesz! -> KLIK

Pamiętaj, aby obserwować nas na Twitterze! Ikonka Twittera znajduje się po prawej stronie od loga watahy!

Czegoś nie rozumiesz? Może chcesz zadać pytanie na asku? -> KLIK

.:KONTAKT:.


AMERA - Adminka
(zmniejszona aktywność)
Doggi - Ali010612
Howrse - Ali010612
Gmail - Sieralioness222@gmail.com
GG - 48141426
Skype - America Castelss

RITSU - Moderatorka
Doggi - lisia98
Howrse - lisia98
Gmail - lisia9855@gmail.com

SHIRO - Moderator
Doggi - cocolino98
Howrse - timenta
Gmail - korzystam z Ritsu gmaila

LEXIE - Moderatorka
(zmniejszona aktywność)
Howrse - Aleksa2003
Gmail - lexie.black01@gmail.com

.:WYŚWIETLENIA:.

.:WILCZE POGADANKI:.

Pogadaj z nami anonimie jeżeli chcesz :3 Nie zmuszamy, ale miło by nam było gdybyśmy się zapoznali :D

Od Naomi do Huntera

Data:
31 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Nade mną stał Hunter ze swoim psychicznym uśmieszkiem.
-Chyba daję ci trochę za dużo luzu. -powiedział.
-O co ci chodzi? -spytałam
-Wiesz... Nie powinnaś tak sobie wychodzić z jaskini jako mój więzień. Więc... Od dziś będziesz wychodzić tylko pod moją kontrolą. Ha ha ha. -zaczął się śmiać.
-Bredzi. -powiedziała Minu.
-Wcale nie! -odpowiedział.
-Wcale tak. Zawsze jak jesteś na tej swojej fazie psychopaty to bredzisz.- odparła samica.
-Ciebie też mam uwięzić?- odgryzł się Hunter.
-Nie. Ja podziękuję.
Po chwili dostał w pysk od Minu. On za to rzucił się na nią i zaczęli się podgryzać.
-Jak dzieci. -odezwał się Kiru, siedzący niedaleko mnie.
Po chwili jaguarzyca wygrała, a Hunter wyślizgnął się z pod niej. Stanął przed wejściem i spojrzał na swoich towarzyszy.
-Idziemy? -spytał Książę.
Wszyscy podeszliśmy do niego. Kiru wbiegł mu na ogon, potem na grzbiet, a z grzbietu na głowę. Ruszyliśmy w stronę Elcrys. Hunter podszedł do jakiegoś stoiska coś kupić, a ja podeszłam do straganu z różnego rodzaju ozdobami.Gdy oglądałam naszyjnik z różnej długości pazurami, podeszło do mnie kilku czarnych basiorów.
-Ej ty mała, gadaj gdzie jest Hunter i ta jego ferajna!- obnazyli na mnie swoje  krwiożercze zębiska.
Nawet nie zdążyłam zareagować, przy moim boku pojawił się Hunter z Kiru na głowie.
-Wszystko dobrze kochanie? -spytał.
-Em... Tak. -odpowiedziałam niepewnie.
-O siemka chłopaki. -powiedział do basiorów.
-Co ty tu robisz Hunter? -spytał czarny basior.
-Ech... Nic ciekawego. Po prostu przeprowadziłem się tu.- odparł Książę.
-Pamiętasz, że musisz nam spłacić dług?- popatrzyłam lekko zdezorientowana na Huntera.
-Tak, tak. Może pogadamy razem? Potem? Jutro? Lub za tydzień?- dało się wyczuć, że Hunt chce tych koleszków spławić.
-Jutro w ciemnym lesie. Sam na sam. -powiedział wilk, rzucając mi złowrogie spojrzenie i odszedł ze swoją eskortą.

Wracaliśmy już wszyscy razem na tereny Piekła. Byliśmy już blisko jaskini, więc zapytałam cicho:
-Minu, Kiru - moglibyście zostawić nas samych?- widząc na ich twarzach cień wątpliwości, dodałam.- Proszę?
-No... niech będzie.- odparła Minu, a Kiru przeniósł się z Hunta na głowę jaguarzycy.
Gdy zostaliśmy już sami, zaczęłam niepewnie, obawiając się zachowania Huntera.
-Mógłbyś wytłumaczyć mi o co chodzi z tym długiem i w ogóle kim byli ci twoi koledzy??? Tylko nie próbuj kłamać...- ostrzegłam go pokazując długie i ostre pazury.


Hunter??? >>ale sie rozpisałam ^^<<

Od Shizuo do Izayi

Data:
31 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wielkie było moje zaskoczenie, kiedy obudziłem się na piasku, do tego cały mokry. Dalej kręciło mi się w głowie, a wyobraźnia płatała figle, ale na pewno było lepiej, niż wcześniej. Zdałem sobie sprawę, że pewnie przez tego "peta" nieświadomie bym się utopił w tym jeziorze... Na szczęście ktoś mi pomógł... Ale kto mi pomógł?
Rozejrzałem się dookoła szukając mojego wybawiciela, jednak zostałem pozostawiony na pastwę losu... Spróbowałem wstać i moja pierwsza próba się nie powiodła i upadłem, lądując w tej samej pozycji w jakiej się obudziłem. Po już drugiej próbie mi się udało i dumny z siebie, chwiejnym krokiem ruszyłem do domu, w którym aktualnie czułbym się jak najbezpieczniej.

~~*~~

Przez kilka dni nie natknąłem się ani razu na Izaye, uważając to ca cud z niebios, w końcu on prawie codziennie czyhał w krzakach na moje życie. Mój stan się poprawił i czułem się znacznie lepiej. To było okropne... Po powrocie do domu, po tym jak prawie się utopiłem, przez resztę dnia rzygałem i miałem zwidy... Już nigdy nie wezmę do ust tego gówna, które podała mi ta pchła!
- Ciekawe kto mnie uratował... - Mruknąłem pod nosem, zastanawiając się nad tym już od dłuższego czasu.
W końcu, kto by chciał uratować takiego potwora jak ja? Na pewno nie on...
Westchnąłem cicho i zasłoniłem łapami zmęczone oczy. Miałem tylko ochotę na papierosa, czy ja proszę o wiele? Podniosłem się na zdrętwiałe od leżenia łapy i przygnębiony wyszedłem na zewnątrz. Nie miałem ochoty iść na targ, ponieważ dobrze wiedziałem, że nie będzie tego czego ja w tej chwili chcę. Oparłem się o pobliskie drzewo i przymknąłem powieki. Zimny wiatr szarpał moje futro, ale nie przejmowałem się tym za bardzo. Na ten moment przestałem odczuwać doskwierające zimno i po prostu zebrałem wszystkie swoje myśli do kupy.
Dlaczego on mi tak dokucza?

Izaya?

Od Kogamiego do Seinaru

Data:
31 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Byłem zadowolony, a jednocześnie wściekły na siebie. Zrobiłem to, chociaż on sobie tego nie życzył. Ciągle próbowałem uspokoić walące serce, które za nic nie mogło się uspokoić. Zerknąłem speszony na basiora, który odwrócił się do mnie plecami. Nie dziwię się mu... W końcu go...
- Czy ty krwawisz? - Podszedłem do niego i zaniepokojony tym faktem nachyliłem się nad nim.
- Nie twoja sprawa... - Mruknął starając się zatuszować łamiący się głos.
Zasłonił łapami swoje oczy i pociągnął nosem. Przygryzł także wargę, próbując zapanować nad drgawkami ciała. Jednak nie wychodziło mu to i trząsł się, jak galareta. Nie dość, że skrzywdziłem go psychicznie to jeszcze fizycznie...
- Mogę ci jakoś pomóc? - Spytałem, czując się bezradny.
- Tak... - Mruknął. - Wynoś się stąd i nie pokazuj mi się na oczy!
Dotknięty jego słowami cofnąłem się do tyłu.
- Nie pokazywać się? - Powtórzyłem zaskoczony.
- Tak! A najlepiej to zdechnij w jakiejś norze! - Warknął, dając po chwili upust emocjom.
Usłyszałem cichy szloch i położyłem uszy po sobie. Czy mam jeszcze szansę, aby to naprawić? Nie sądzę... Wyszedłem przygnębiony z jaskini i miałem zamiar wracać do domu, aby do końca zatopić się w swoim poczuciu winy. Jednak nim to zrobię, muszę zahaczyć o targ...
- Co? Zły dzień? - Uśmiechnął się do mnie sprzedawca.
- Siedź cicho i dwaj wino... - Warknąłem cicho.
Kupiłem butelkę wina i ruszyłem do domu.

~~*~~

Przez kilka godzin siedziałem i popijałem swoje żale czerwonym winem. Czułem obrzydzenie do siebie i za każdym razem kiedy myślałem o tym co zrobiłem, miałem ochotę się zabić.
Dopijając wino do końca, wyrzuciłem butelkę w kąt i przymknąłem oczy. Byłem tym wszystkim zmęczony. Chciałbym o wszystkim zapomnieć... Nie... Najlepiej to cofnąć czas... I zapobiec temu wydarzeniu... Niestety to niemożliwe...

Seinaru? Wybacz to opóźnienie :c

Od Kupido Cd Ange

Data:
31 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wadera przybiegła do mnie, radośnie machając ogonem. Na jej mordce pojawił się szczery uśmiech. Przyznam, że ja również szczerzyłem się jak głupi.
-Witaj, Ange. Jak ci się podoba ostatni dzień roku?- spytałem.
-Zależy, jak go wykorzystam- uśmiechnęła się.
Jak go wykorzysta... A może? W pewnym miejscu, które znam i wyłącznie ja jest pewne jeziorko. W sam raz na łyżwy. Na pewno jej się spodoba.
-Umiesz jeździć na łyżwach ?- spytałem.
-Yyy... Wiesz, nigdy nie próbowałam - przyznała.
-To pozwól, że cię nauczę - powiedziałem, ujmując jej łapę.
Pociągnąłem ją do mojego jeziorka. Normalnie to czułbym się przerażony i najchętniej bym stąd uciekł, ale dziwna wewnętrzna siła kazała mi przy niej zostać. I ją... Chronić po paru minutach staliśmy przed zamarzniętym stawem. Podszedłem do drzewa. Tak jak myślałem, stały tam 2 pary łyżew. Jedną oddałem towarzyszce. Zawiązaliśmy je. Znów złapałem ją za łapę. Wyciągnąłem ją na środek. A jakąś minutę później tańczyliśmy jak szaleni.


Ange?

Od Ange do Kupido

Data:
31 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Rozbawiona spojrzałam na sufit i zauważyłam wiszącą jemiołę. Widząc skrępowanie basiora uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Ja... - Zaczął, lecz nie było mu dane skończyć, bo ja sprawnie podskoczyłam do góry i zerwałam szybko jemiołę.
Wyplułam ją na ziemię i skrzywiłam się, bo jakoś nigdy nie próbowałam jeść zielska. Basior najwyraźniej nie tego się spodziewał, bo siedział zamurowany.
- Chyba muszę się zbierać... - Stwierdziłam i zerknęłam na zewnątrz. - Robi się już późno...
Już miałam wyjść, lecz przypomniałam sobie o bardzo ważnej sprawie.
- A tak w ogóle to jak masz na imię? - Spytałam troszkę zawstydzona, bo mimo tego, że tak długo rozmawialiśmy to nawet nie poznałam jego imienia, ani on mojego.
- Ah... - Zarumienił się. - Kupidyn...
- Ange... - Uśmiechnęłam się do niego i zrobiłam krok do w stronę wyjścia. - Do zobaczenia, Kupido...
Wyszłam z jaskini i ruszyłam biegiem do swojej przytulnej jaskini.

~~*~~

Po południu postanowiłam pójść na targi, więc i tak zrobiłam. Chciałam kupić kilka ziół, które mogłyby przydać się na opatrzenie ran w przyszłości. Mimo, że nie znam wszystkich gatunków ziół to i tak znam te podstawowe, które mogą pomóc na ból głowy, czy brzucha. Nagle zauważyłam w oddali basiora z wczoraj i podbiegłam do niego, uśmiechając się przy tym szeroko.

Kupido?

Od Reyny do Kaname

Data:
30 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Świątynny ogród sprawiał wrażenie pustego, po szczeniakach nie było śladu. Krzaki okalające plac pokryte były warstwą porannej rosy, pozostałej po mglistym poranku. Mimo zimy gdzieniegdzie rosły drobne kwiaty, których gatunki nie były mi znane. Trawa nadal była zielona i miękka, jakby wcale nie odczuła mrozów.
Rozejrzałam się dookoła, szukając wzrokiem małych kulek. Spojrzałam na Kaname, domyślając się, że będzie zaniepokojony, jednak on ze spokojem lustrował otoczenie. Zaskoczyło mnie to, ale skoro on się nie denerwował, to ja też nie powinnam.
Wciąż myślałam nad słowami basiora. W momencie, gdy stwierdził, że Miku była zastępstwem za mnie, poczułam się jakbym dostała w twarz. Chociaż pewnie i to, bolałoby mniej. W tamtej chwili miałam ochotę odejść i zatrzasnąć się w swoim pokoju. Nie wyściubiłabym stamtąd nosa. Jednak chwilę później, Kuran uspokoił mnie. Przez pierwsze kilkanaście sekund nie dotarły do mnie jego słowa, a gdy udało mi się przeanalizować jego wypowiedź, poczułam wzbierającą się we mnie złość. Przyćmiło ją jednak poczucie ulgi.
Nie zdążyłam zareagować, gdy trójka szczeniąt uczepiła się nóg mojego towarzysza, usilnie starając się go wywrócić. Nie udało im się to jednak i po chwili zniknęły w zaroślach.
- Jak mają na imię? - zapytałam, zerkając na Kaname.
- Akutagawa, Kairo, Isamu, Tadashi, Eileen i Izaya - wymienił, a ja ze zdziwienia otworzyłam szeroko oczy.
- Spora gromadka - skomentowałam, przyglądając się znikającej za drzewami dwójce. - Czy pilnowanie nie polega na trzymaniu ich tutaj?
- Wiem, gdzie mniej więcej się znajdują - gdy to mówił, kąciki jego ust uniosły się w górę. 
- Oh... - mruknęłam.

~~*~~
- Ładna dzisiaj pogoda - odezwałam się, kiedy zimowym popołudniem spacerowaliśmy po Elcrys. I o dziwo, rzeczywiście miałam to na myśli, a nie próbowałam zagaić tym zwrotem rozmowę. Ciepłe promienie słońca przebijały się przez ostatnie wiszące na drzewach kolorowe liście, a przyjemny, lekki wiatr, przyjemnie mierzwił sierść.
- Rzeczywiście - po raz kolejny na jego pysk wkradł się uśmiech. Uderzyło mnie to, że razem z nim wyglądał bardziej naturalnie. Mimo, że byłam przyzwyczajona do chłodnej obojętności w jego spojrzeniu, ta wersja bardziej mi do niego pasowała.
- Kuran, wtedy... gdy pytałam cię o Miku - zaczęłam powoli, czym zwróciłam uwagę basiora. - Byłam o nią zazdrosna, obawiałam się, że może nas poróżnić. Nie wiem czemu sobie to ubzdurałam. - wzruszyłam ramionami. - Chciałam, żebyś to wiedział.

Kaname?

Od Less do Isamu

Data:
30 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Szczeniak był naprawdę zabawny i uroczy. Zaczęłam go gonić, oczywiście dawałam mu fory. W końcu podbiegłam do niego i pacnęłam go łapą, popchnęłam nosem, na co się wywrócił, zaczęłam gilgotać, a maluch śmiał się niemiłosiernie,
- Dobra, starczy tego dręczenia maluchów - odparłam zaprzestając czynności.
- Nie jestem taki mały! - oburzył się basiorek.
- Och no tak, wybacz - uśmiechnęłam się pobłażliwe.
- Wybaczam! - zachichotał.
- Jest już trochę późno, a zważywszy, że twój wujek lub ktoś zauważy, że Cię nie ma to możesz mieć trochę przechlapane...- zaczęłam - Co ty na to bym Cię już odprowadziła?
Isamu rzucił mi spojrzenie i zaczął się zastanawiać.






Isamu?

Od Eileen do Izayi

Data:
30 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- W takim razie, dobrze, że jej użyła. Gdyby nie to, bylibyśmy martwi - westchnęłam ciężko, odsuwając się od brata.
- Moja wina, naraziłam cię na niebezpieczeństwo - powiedziałam cicho, rzucając Izayi ostrożne spojrzenie.
- O czym ty mówisz? To nie ty, tylko to... coś.
Prychnęłam, odzyskując spokój. Prychnięcie odezwało się bólem w żebrach, byłam nieco poobijana. Ale nie zamierzałam dać po sobie tego poznać.
- Natknęłam się na to w lesie. Gdybym nie podeszła, nie zaatakowałby mnie. Gdybym nie zaproponowała zabawy, również nie spotkalibyśmy tego czegoś. Sądzę, że powinniśmy wrócić, Iye. Dość wrażeń na dziś.
Ruszyliśmy w drogę powrotną. Zamyślona, patrzyłam w ziemię pod moimi łapami.
- Iye, sądzisz, że powinniśmy powiedzieć ojcu?
- Dlaczego? Sądzisz, że może być ich więcej? - zmarszczył brwi, spoglądając na mnie
Potrząsnęłam głową.
- Nie tylko o to chodzi. Czytałam w świątyni księgi o zwierzętach zamieszkujących okoliczne tereny. Nie było tam takich, jak ten gad.Nie chciałabym, aby było ich jeszcze więcej, myślę, że w grupie takie potwory mogłyby zagrozić nawet dorosłym wilkom.
Uczyłam się myślenia już od jakiegoś czasu. Początkowo głównie pod opieką wuja. Wiedział to, co i ja. Jeśli chcę przetrwać w tym świecie, jeśli jestem fizycznie słaba, muszę nauczyć się walczyć słowem, myśleć szybciej i patrzeć w przyszłość dalej niż inni. Podobały mi się ćwiczenia na opracowanie bitewnej strategii, manipulacji i wielu innych dyplomatycznych umiejętności.
Decyzję, czy powiedzieć zostawiłam Izayi. On również miałby kłopoty, gdyby ktoś dowiedział się, że się wymknęliśmy.

Izaya?

Od Arii do Dajkiego

Data:
30 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

-Ben? -spytałam -Ale ona zawsze był przeciwny handlowaniu. Wolał sam zdobywać różne rzeczy.
-Może się zmienił. -powiedział Dajki.
-Ech... Może.
***
Minęło kilka godzin. Ja poczekałam aż Dajki się upije. Potem zaciągnęłam go do łóżka. Nie przespałam się z nim, ale nakłoniłam go do spisania testamentu. Potem zaczęłam się z nim całować. Gdy górowałam nad nim zaczęłam go dusić. Po jego śmierci zmieniłabym testament, tak aby wszystko było na mnie. Po chwili ujrzałam jednak w okół siebie jakiś czarny dym.

Dajki? (nie miałam pomysłu)

Od Sophie do Asano

Data:
30 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Rzuciłam się na basiora ze łzami.
-Pomóż mi Asano. Proszę. -powiedziałam.
-Dobrze, dobrze. Zamek jest nie daleko. Dasz radę do niego dojść? -spytał basior.
-Tak.
Asano otarł moje łzy i spojrzał mi w oczy.
-Wszystko będzie dobrze. -powiedział z uśmiechem.
***
Byliśmy już jego komnacie. Usiedliśmy na jego łóżko.
-Teraz mów od początku. Co się stało? -spytał basior.
-Uch... No to tak. Gdy zabiłeś Brayana jego dusza weszła w tą bransoletkę -pokazałam bransoletkę -którą dał mi kiedyś. Przez nią może budzić we mnie bestie czy coś takiego.
-To ją zdejmij.
-I tu pojawia się problem. Nie mogę jej zdjąć puki nie wykonam jego zadania.
-Jakiego zadania?
-Tego nie wiem. Mówił też, że może uratować mnie pocałunek prawdziwej miłości, ale zagroził, że mój ukochany zadba o to żeby moja miłość mnie znienawidziła. -spuściłam wzrok.

Asano?

Od Hunter'a do Naomi

Data:
30 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Leciała mi krew z pyska, a wadera leżała nie przytomna na ziemi.
-Minu mogłaś ją tylko połorzyć i przytrzymać. -powiedziałem.
-Sorki. -odpowiedziała.
Przewróciłem oczami i podniosłem waderę. Wziąłem ją na plecy i połorzyłem na skórę.
***
Naomi się obudziła, a ja stałem nad nią ze swoim psychicznym uśmieszkiem.
-Chyba daję ci trochę za dużo luzu. -powiedziałem.
-O co ci chodzi? -spytała.
-Wiesz... Nie powinnaś tak sobie wychodzić z jaskini jako mój więzień. Więc... Od dziś będziesz wychodzić tylko pod moją kontroloą. Ha ha ha. -zacząłem się śmiać.
-Bredzi. -powiedziała Minu.
-Wcale nie! -odpowiedziałem.
-Wcale tak. Zawsze jak jesteś na tej swojej fazie psychopaty to bredzisz.
-Ciebie też mam uwięzić?
-Nie. Ja podziękuję.
Po chwili dostałem w pysk od Minu. Jak ona to określiła ,,faza psychopaty" minęła. Ja za to rzuciłem się na nią i zaczęliśmy się podgrywać.
-Jak dzieci. -usłyszałem głos Kiru stojącegi nie daleko mojej Księżniczki.
Po chwili jaguarzyca wygrała. Wyślizgnąłem się z pod mojej towarzyszki. Stanąłem przed wejściem. Spojrzałem na swoich towarzyszy.
-Idziemy? -spytałem.
Naomi, Kiru i Minu wstali i podeszli do mnie. Kiru wbiegł mi na ogon, potem na grzbiet, a potem na głowę. Potem poszliśmy w stronę Elcrys. Ja poszedłem do swojego stoiska coś kupić, a Naomi podeszła do innego. Po chwili zauwarzyłem jak jakieś basiory podchodzą do mojej Księżniczki.
~O nie. Tylko nie oni. -pomyślałem.
Po chwili podeszłem do Naomi.
-Wszystko dobrze kochanie? -spytałem.
-Em... Tak. -odpowiedziała nie pewnie.
-O siemka chłopaki. -powiedziałem do basiorów.
-Co ty tu robisz Hunter? -spytał czarny basior.
-Ech... Nic ciekawego. Po prostu przeprowadziłem się tu.
-Pamiętasz, że musisz nam spłacić dług?
-Tak, tak. Może pogadamy razem? Potem? Jutro? Lub za tydzień?
-Jutro w ciemnym lesie. Sam na sam. -powiedział wilk i odszedł ze swoją eskortą.

Naomi?

Izaya do Eileen

Data:
30 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Moja siostra była w niebezpieczeństwie. Powinienem uciec, jako że jestem młodszy, ale co to by dało? Rozejrzałem się uważnie. Nie mogę jej zostawić. Z nią dogaduję się najlepiej. Zawsze jak mi się nie uda powiem że to był wypadek a cała wina spadnie na najstarszego braciszka bo to ona miał nas pilnować. Westchnąłem i zacząłem powoli podchodzić. Kilka mocy opanowałem ale zawsze to nie będzie dokładne odzwierciedlenie prawdziwej mocy, przynajmniej nie teraz, jeszcze jestem za mały i za słaby.
- Ej! Potworze! - krzyknąłem
Widziałem że Leen jest oszołomiona, ale kiedy usłyszała mój głos oprzytomniała.
- Uciekaj! - krzyknęła
Wiem że się o mnie boi, ale chce być silniejszy żeby ją chronić. Spojrzałem w niebo. Nie było go widać. Skupiłem się na potworze, który szedł w moją stronę. Na jego grzbiecie pojawił się mały dymek, a potem większy, aż zobaczyłem pierwsze płomienie. Potwór zorientował się że coś jest nie tak i próbował się ugasić. Ja w tym czasie podbiegłem do siostry, która mnie objęła. Po chwili potwór był cały w płomieniach. Patrzyliśmy jak się powoli pali.
- To moc matki... kontrola nad żywiołami, ale ja umiem tylko nad ogniem... użyła tego kiedy byliśmy w jej łonie... - powiedziałem patrząc się na ogień
Czułem na sobie wzrok Leen.

Eileen?

Asano do Sophie

Data:
30 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Patrzyłem na nią. Mogła mnie zaatakować, nie wiem po co się hamowała. Duże różnicy by mi to nie zrobiło. Ratować ją czy brata? Ech... jakoś tą dwójkę muszę pogodzić.
- Sophie? Wszystko gra? - zapytałem
- Nie podchodź - wyglądała na przestraszoną
- Czemu? - udałem zdziwienie
- Bo mogę ciebie skrzywdzić
I tu zaczynał się problem. Nie tak łatwo mnie skrzywdzić. Poza tym znam tonę eliksirów ochronnych regenerujących, które dalej działają. Zabezpieczam się zawsze na wypadek walki, wolę mieć przewagę, wiem że mam dzięki mocy. Mogę uderzać z daleka, nie muszę podchodzić.
- Nie skrzywdzisz mnie, jeżeli myślisz inaczej to uważasz że jestem słaby. A nawet jak coś mi zrobisz to mówi się trudno, ale zabić mnie nie zabijesz. Sophie chce ci pomóc. Mogłem to zrobić od razu ale ty mnie odepchnęłaś, stwierdziłem że nie będę się wtrącać w twoje życie. Powiedz czy mam spróbować ci pomóc, czy jak ostatnio dobrowolnie odejść. Nie zrobię niczego na siłę
Czekałem na odpowiedź od niej, nie zbliżyłem się stałem w tym samym miejscu.

Sophie?

Od Hyomi do Fosher'a

Data:
30 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Gdy tylko znalazłam się z powrotem w moim zamku zasiadłam do jakże znienawidzonych obowiązków. W myślach błagałam, żeby nie było tego w rzeczywistości tak dużo, jak się wydaje i najwyraźniej los się nade mną ulitował. Praca szła mi nad wyraz szybko, bez jakichkolwiek poślizgnięć. Po upływie kilku godzin mogłabym rzec, że skończyłam, jednakże jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Ostatnio moi poddani częściej składali skargi na obecność irytującego, jak i wprowadzającego zamęt Złośnika Leśnego. Nastała zima i te niesforne stworzonka zaczęły pchać się drzwiami i oknami do domów wilków, gdzie mogłyby w cieple i spokoju przetrwać mrozy. Gdyby było to tylko tyle sama udostępniłabym paru z nich jedną z moich komnat, jednak Złośniki, jak sama nazwa wskazuje, lubią płatać innym figle. Czasem były to niegroźne żarty, jednak momentami dopuszczały się one do naprawdę poważnych czynów. Zdecydowana większość mojego ludu nie była w stanie odpędzić się od tych wzbudzających zamęt stworzonek. Właśnie dla nich stworzyłam specjalną listę zawierającą wskazówki co zrobić, gdy zostanie się ofiarą psot Złośnika. Po przestudiowaniu ksiąg na ich temat doszłam również do wniosku, że pewna mikstura o odpychającym zapachu może wspomóc ochronę przed tym stworzeniem. Jednakże, aby ją stworzyć potrzebowałam jeszcze jednego składnika, nieposiadanego w moim składziku. Westchnęłam i ruszyłam do lasu na jego poszukiwanie. Krążyłam po okolicy przez kilka minut, po czym nieoczekiwanie zderzyłam się z kimś.
- Hyomi - usłyszałam zaskoczony głos.
Uśmiechnęłam się szeroko na widok Fosher'a. Ciekawa jestem, czy może mnie szukał..
- Czy już skończyłaś swoje obowiązki? - zapytał - Może Ci  czymś pomóc? Wiesz mam pewną propozycję, lecz to potem, powiedz czy czegoś potrzebujesz...
- W sumie.. - zamyśliłam się - Jest jedna rzecz, która mógłbyś dla mnie zrobić.
- W takim razie zamieniam się w słuch - zaśmiał się cicho.
- Robię miksturę, która mogłaby pomóc mieszkańcom w walce ze Złośnikami, jednak żeby ją skończyć potrzebuję paru płatków kwiatu Ostrokrzewu Niebieskiego. Zima nie stanowi tu problemu, ta odmiana kwitnie przez cały rok..

Fosher?

Od Naomi do Huntera

Data:
30 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Otworzyłam powoli oczy, pzypominając sobie zdarzenia sprzed kilku godzin. W grobowej ciszy wyraźnie było słychać potraskiwanie ogniska, z którego biło ogromne ciepło.
Poczułam na sobie badawcze spojrzenie jaguarzycy, towarzyszki Huntera.
Powolnym krokiem podeszłam bliżej ogniska, aby ponapawać sie jego przyjemnym ciepłem.
-Naomi, musisz wiedzieć cos bardzo ważnego.- odezwała się niepewnie jaguarzyca.- Hunter porwał cię, a nam kazał pilnować ciebie, abyś nie uciekła, gdy jego nie ma.
-Tylko czemu on mnie porwał? -zapytałam towarzyszy Księcia
-Widocznie jest coś w tobie co zmienia naszego Huntera. -odpowiedziała Minu
-Ale czemu akurat porwanie? -niedowieżałam słowom samicy.
-Pewnie bał się, że może cię stracić. Naomi jesteś dla niego jak skarb. -popiskiwał Kiru.
Nie wierzyłam własnym uszom. Porwanie... Bycie kimś ważnym dla jakiegoś psychopaty... To o wiele za dużo. Już chciałam wybiec z jaskini i uciec jak najdalej stąd. Ale na drodze stanął mi właśnie on, Hunter.
-Księżniczko, gdzie się tak wybierasz?- uśmiechnął się szyderczo, a w jego oczach widać było psychopatyczne zachęty. W mgnieniu oka na jego pysku pojawiły się cztery głębokie rany, z których zaczęły spływać stróżki krwi. Moje zakrwawione pazury jeszcze bardziej się wydłużyły.
Nagle ktoś lub coś powaliło mnie na twarde, zimne podłoże jaskini. Z wielką siłą uderzyłam głową o ścianę, zakręciło mi się w głowie i film się urwał.

Hunter??? >>Będzie się działo..(?)<<

Od Fosher'a do Hyomi

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- To co.. Do zobaczenia później? - spytała wadera.
- Oczywiście, gdzieś się znajdziemy - odparłem ciepło - Powodzenia w obowiązkach.
- Tobie również - odpowiedziała.
Uśmiechnęła się. Tak się rozeszliśmy, jeszcze chwilę czekałem, aż Hyomi zniknie wśród drzew.
Ruszyłem w kierunku swojej jaskini.

~~~~~~~~~
~*~~~~*~


 Dotarłszy do swojego lokum ułożyłem się na futrach, które były moim posłaniem i począłem myśleć co mogę teraz zrobić. Było mi tak jakoś ciepło na sercu, hmm sam nie wiem, lekkość ducha i wielkie poczucie szczęścia to naprawdę jest cudne uczucie. Czułem, że żyję, wiele uczuć przeplatało się ze sobą dając mi poczucie błogostanu. Chciałbym widzieć świat tylko w tym stanie...było tak przepięknie. Postanowiłem iść zapolować. Wywęszyłem stadko porożników. Wykonałem wszystkie punkty by zapewnić sobie udane skradanie. Obserwowałem teraz osobniki. Zauważyłem całkiem sporego samca, młokos z urazem kopyta - wybrałem ofiarę. Spojrzałem na niebo - lodowaty kolor i rześkie, mroźne powietrze. Pojedynczy płatek śniegu spadł mi na nos. Powoli zaczął padać śnieg, niesiony lekkim wiatrem dawał magiczną atmosferę prawdziwej zimy. Szybko wystartowałem i skoczyłem na nie do końca sprawnego samca porożnika. Udało mi się go upolować, zacząłem ciągnąć go w kierunku mojej jaskini. Szło trochę opornie, jednak się nie poddawałem. W kóncu byłem w swojej jaskini. Przy zdobyczy ułożyłem dwa najlepsze futra, które miałem w posiadaniu. Dla Hyomi przygotowałem, białe futro z czarnymi akcentami, było aksamitne i miłe w dotyku. Wyjąłem z kąta dwa drewniane naczynia, miały pełnić funkcję kubków. Szybko odnalazłem najbliższe źródło wody i napełniłem miskopodobne naczynia. Wróciłem do siebie i delikatnie postawiłem przedmioty, by nie wylać z nich wody.
- Hmmm czas iść - powiedziałem sam do siebie.
Wyruszyłem w świat puszczy, szukałem zapachu towarzyszki. Natknąłem się na trop trochę niespodziewanie, zacząłem za nim podążać. Gdy dotarłem w miejsce gdzie był najsilniejszy zacząłem się rozglądać. Nagle stawiając kilka kroków do tyłu stuknąłem się z czymś, a raczej kimś.
- Hyomi - powiedziałem zaskoczony.
Wadera się uśmiechnęła.
- Czy już skończyłaś swoje obowiązki? - spytałem - Może Ci  czymś pomóc? Wiesz mam pewną propozycję, lecz to potem, powiedz czy czegoś potrzebujesz...
 
Hyomi? ^^

Od Hyomi do Ikkiego

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Opiekun Neutralnych ma dość sporo obowiązków - zaśmiałam się cicho myśląc o moim biurku doszczętnie zapełnionym różnymi księgami i papierami, za które muszę się wziąć - Wilk zajmujący taką pozycję musi sprawować pieczę nad swoją rasą, dbać o ich spokój i bezpieczeństwo. Reprezentuje swój lud na różnych spotkaniach, będąc ich głosem oraz domagając się ich praw, chociaż do takich sytuacji nie dochodzi zbyt często. W różnych sprawach porozumiewa się i współpracuje z innymi Opiekunami, jak i Liderem. Jest z nimi w stałym kontakcie, podobnie jak ty z Diamentowymi.
Ikki kiwał twierdząco głową, uważnie wsłuchując się i analizując moje słowa.
- Oczywiście, jest jeszcze mnóstwo innych zajęć. Wśród ludu nie zawsze panuje harmonia, czasem trzeba ustawić tych bardziej nieposłusznych do pionu. Niektórzy potrzebują pomocy, rady, z czym również mogą zgłosić się do swojego Opiekuna. Na koniec masa pracy w zamku, z którą często zwlekam, zostawiając ją na ostatnią chwilę. Ta moja 'systematyczność'. - zaśmiałam się, chcąc rozluźnić atmosferę.
Chyba osiągnęłam zamierzony cel, rozśmieszając nieco Ikkiego. Jego oczy błysnęły lekko, jak za czasów naszego dzieciństwa. Miałam nadzieję, że będzie czuł się równie dobrze w moim towarzystwie, co dawniej.
- Co powiesz na krótką wizytę w moim zamku? - zagadnęłam brata - Zapraszam, jesteś tam zawsze mile widziany - uśmiechnęłam się promiennie.

Ikki?

Od Hyomi do Fosher'a

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Uśmiechnęłam się lekko, Fosher wiedział jak mnie pocieszyć. Jeszcze chwilę napawałam się przyjemnością naszej bliskości, po czym delikatnie podniosłam się w górę.
- Dziękuję ci bardzo za poświęcony mi czas - uśmiechnęłam się lekko - Od dzisiaj wspomnienia tego miejsca będę wiązała również z tobą.. Niby minęła dopiero niecała doba, ale ja czuję jakby to była wieczność. Tyle się zdążyło zmienić, oczywiście na lepsze.. - zarumieniłam się lekko.
- Ja również dziękuję ci, że dałaś mi coś cenniejszego, niż poświęcony czas: nadzieję..
Fosher pokłonił się przede mną nisko, a na jego pyszczku trwał szeroki uśmiech.
- Jesteś cudowną waderą, Hyomi, a ja w miarę możliwości będe często ci to powtarzać..
Slysząc te słowa, rozpromieniłam się. Nie czekając długo, delikatnie trąciłam basiora nosem. 
- Nigdy nie będę żałować, że zgodziłam się, aby zostać twoją przyjaciółką - spojrzałam na pyszczek Fosher'a - A teraz chodź już, bo czeka mnie jeszcze sporo pracy - zachichotałam ciągnąc go za łapę.
Gdy tylko znaleźliśmy się na otwartej przestrzeni puściłam się biegiem śmiejąc dookoła. 
- Hej, poczekaj na mnie! - krzyknął z oddali Fosher, aby po chwili zrównać krok ze mną.
Oboje, łapa w łapę, przemierzaliśmy rozległe łąki. Zabawie i piskom nie było końca, a droga powrotna minęła nam niespodziewanie szybko. Po niedługiej chwili przyszedł czas rozstania, a każdy z nas miał wrócić do swoich obowiązków. Była to ciężka chwila zwłaszcza, że w zamku czekała mnie masa nużącej pracy. Wolałabym spędzić ten czas w inny, bardziej pasjonujący sposób, jednak cóż poradzić. Obowiązki nie wykonają się same. Trzeba się za nie wziąć, im szybciej tym lepiej. 
- To co.. Do zobaczenia później? - starałam się zachować promienny uśmiech.

Fosher?

Od Yoshiko do Dajkiego

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Dajki, ja.. - zaczęłam starannie przemyślając każde słowo - Ja sobie poradzę, nie musisz się martwić.
- Nie pozwolę ci się narażać! - warknął ukazując swoją władczą stronę, jednak już po chwili ponownie opadł na zajmowane przez niego posłanie.
Ciągle był słaby, a ja nie wiedziałam co mogę zrobić, żeby poczuł się choć trochę lepiej.
- Ja chcę ci pomóc, Dajki, tak jak ty wcześniej zrobiłeś to samo dla mnie.. - westchnęłam cicho.
Kątem oka zauważyłam, że wyraz twarzy basiora się zmienił. Stał się bardziej zamyślony, i jakby nieco refleksyjny. Czyżby tamte wspomnienia działały na niego w podobny sposób?
- Pamiętam to jak przez mgłę, ale jedno wiem napewno. To ty przygarnąłeś mnie i wychowałeś jak własną siostrę dając mi dom i namiastkę rodzinnego ciepła, kiedy tego prawdziwego zabrakło. Naprawdę nie wiem, jak ci się odwdzięczyć za to wszystko, co do tej pory dla mnie robiłeś i.. - tu westchnęłam - I dalej dla mnie robisz... - dodałam nieco ciszej.
- Yoshiko.. - basior wyraźnie chciał coś powiedzieć, ja jednak nie pozwoliłam mu dojść do głosu.
- Nie! Teraz ja mówię! - warknęłam cicho wreszcie dając upust targającym mną emocjom - Ja chcę to naprawić, Dajki. Nie potrafię żyć w ten sposób! Jesteś dla mnie zbyt ważny, żebym już zawsze przechodziła obok ciebie obojętnie. Nie pamiętasz, jak kiedyś było nam dobrze? A potem coś zaczęło się psuć między nami.. Nie pamiętam już właściwie, od czego to się zaczęło. Kolejne zbędne kłótnie odsuwały nas od siebie, aż wreszcie znaleźliśmy się tutaj. Nie utrzymywaliśmy kontaktu przez dobry miesiąc, ale teraz mamy szansę coś z tym zrobić.. Ja naprawdę chcę to zmienić!
Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, którą jednak szybko starłam łapą. Nie chciałam pokazywać swojej słabości, mam być silna. Nagle w mojej głowie pojawił się przebłysk wspomnień. Ktoś kiedyś mi to już mówił... Pewna szaro - brązowa wadera, będąca na skraju życia i śmierci pochylała się nad jeszcze małą mną, mówiąc: "Obiecaj mi, że będziesz silna pomimo wszystkiego, co się wydarzy.."
- Mama .. - szepnęłam cicho.
Nie wytrzymałam dłużej. Z moich oczu poleciały łzy, a ciałem wstrząsnął szloch.

Dajki?

Od Sophie do Asano

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Jeden wilk znikną, a drugi spojrzał na mnie.
-Więc co chcesz z nim zrobić? -spytał Asano.
-Zabij. -powiedziałam twardym i suchym głosem.
Asano uczynił to. Ja bez słowa wyszłam z jaskini i ruszyłam w kierunku swojego domu. Po chwili usłyszałam kroki za sobą.
-Ty tu zostajesz. Nie idź za mną, nie przychodź do mnie i nie wysyłaj nikogo na przeszpiegi. -powiedziałam sucho.
Potem znów zaczęłam marsz. W końcu dotarłam do swojej chatki. Zamknęłam drzwi i zasłoniłam okna. Położyłam się na stercie skór, które robiły za łóżko. Po chwili poczułam dziwne ciepło w całym ciele. Chciałam krwi, byłam niespokojna, tak jakby obudziła się we mnie jakaś bestia. Szybko wybiegłam z domu i zaczęłam biec przed siebie. Z każdym krokiem przyspieszałam. W końcu zobaczyłam przed sobą stado jeleni. Skoczyłam na jednego z osobników i wbiłam w niego kły. On się nie poddawał i walczył ożycie. Czułam, że będzie to zażarta walka. O to mi właśnie chodziło. Kiedy zwierzak już nie żył ja się uspokoiłam. Po chwili jednak zdałam sobie sprawę, że coś mnie opętało i zabiłam dla przyjemności. Nagle w moich oczach pojawiły się łzy. Znów uciekłam do swojej chatki i zaczęłam płakać.
***
Następnego dnia czułam się trochę lepiej. Poszłam na spacer do lasu. Po chwili usłyszałam coś w głowie.
~Dobrze ci idzie. -powiedziało coś.
~Kim jesteś? -spytałam.
~Nie poznajesz mojego głosu skarbie?
~Brayan? Ale... Jak!?
~To przez bransoletkę. Jak długo będziesz ją nosić ja będę budził w tobie bestie. Uwolnisz się od niej dopiero gdy wykonasz moje zadanie. Uratować cię może też pocałunek ukochanego, ale ja już się o to postaram, żeby twój ukochany cię znienawidził.
~Czemu to robisz?
~Bo mnie olałaś. A teraz do dzieła kochana.
Po chwili znów poczułam to ciepło, i zmieniłam się w bestię. Zaczęłam biec przed siebie. Po chwili zobaczyłam przed sobą Asano. Skoczyłam na niego. Ale postanowiłam się oprzeć. Zaczęłam walczyć z Brayanem. Zeszłam z Asano i zaczęłam wić się po ziemi.
~Co ty robisz? -spytała basior.
~Nie pozwalam ci go skrzywdzić. Tak długo jak będziesz chciał go zabić ja będę z tobą walczyć.
~Tą rundę wygrałaś.
Po chwili głosy ucichły.

Asano?

Ikki do Hyomi

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Miałaś ciekawszą historię niż ja.
- Ja tak nie uważam - spojrzała na mnie
- Ale to prawda - uśmiechnąłem się do niej
Nagle zamarłem. Hyomi spojrzała na mnie z zaskoczeniem. Akashi był zły i to bardzo. Skoro czułem go to znaczy że jest nie daleko. Miałem dylemat co zrobić. Ruszyłem przed siebie.
- Coś się stało? - zapytała zmartwiona
- To nic takiego... Miałaś fajne życie. Żyłaś przy Nonie, najsilniejszej anielicy pośród aniołów. Z tego co wiem to ma tutaj przybyć razem z Enmą, która przybywa w odwiedziny.
- Skąd to wszystko wiesz? - zapytała zdziwiona
- Zostałem poinformowany przez Enmę i Diamentowych, a potem przekazałem to Dajkiemu. Listy od nich trafiają do mnie a potem ja mu je daje. Gdyby ktoś je przechwycił mógłby rzucić klątwę, wtedy ona uderzy we mnie a nie w lidera. Zresztą każdy list trafia do mnie najpierw który jest do niego.
- Przecież to jest niebezpieczne - spojrzała na mnie z troską
- To nic takiego. Robię to do dawna
Zobaczyłem Akashiego jak szedł w naszą stronę. Zatrzymał się przy nas.
- Przyjdę wieczorem do ciebie - powiedział i odszedł
- Akashi... - spojrzałem na niego
- Kto to? - zapytała
- Niebezpieczny wilk, od którego lepiej trzymać się z daleka.
- Co w nim takiego niebezpiecznego?
- Włada nad krwią innych jak i swoją.... Zawsze mnie zastanawiało, co robi Opiekun Neutralnych?

Hyomi?

Od Echo do Akashiego

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Bez słowa ruszyłam za Akashim. Nie chciałam wchodzić na wojenną ścieżkę z Liderem, to jedyny wilk przed którym czułam respekt. Wiedziałam, że jeśli zechce zrobi ze mną cokolwiek, co przyjdzie mu na myśl. Wolałam jeszcze nie testować jego możliwości, dlatego starałam się choć trochę opanować i powstrzymać kolejny wybuch. Byłam strasznie zła na siebie, że rozegrałam to w ten sposób. Miałam szansę, żeby odgryźć się Akashiemu, a wyszło na to, że to on nadal ma nade mną punkt przewagi. Westchnęłam głęboko zaciskając zęby, co nie uszło uwadze mojego towarzysza.
- Czyżby panienka Echo miała jakiś problem? - zagadnął używając słów Dajkiego.
- Ucisz się, inaczej zedrę ci z pyska ten uśmieszek - warknęłam ostrzegawczo.
- Nie gorączkuj się tak, złość piękności szkodzi. - zaśmiał się szyderczo, uchylając ogromne drzwi.
- Lepiej uważaj, bo..
Już chciałam odpowiedzieć coś basiorowi, gdy moim oczom ukazał się suto zastawiony stół. Po jego obu stronach przygotowane były nakrycia, po jednym dla mnie i Akashiego. Wszytko wyglądało niezwykle wytwornie, aż nie pasowało do codziennego charakteru mojego towarzysza.
- Co, szczęka opadła? - przygadał mi, ja jednak starałam się po raz pierwszy w życiu zignorować jego słowa.
- Chociaż raz powstrzymaj się od zbędnych komentarzy i już zaproś mnie do stołu - prychnęłam.
Basior pokiwał głową z westchnieniem, po czym oboje zajęliśmy swoje miejsca. Do mojego nosa napłynęły tysiące wykwintnych zapachów, każdy bardziej kuszący od kolejnego. Przez chwilę zastanawiałam się, czego by tu spróbować. Po kilku minutach zdecydowałam się na mięso porożnika, a do tego słodko pachnący napój.

Akashi?

Asano do Sophie

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Tego wieczoru przechadzałem się po terenach watahy razem z bratem. Miałem wielkie wątpliwości co do swojego zachowania, ale coś nakazywało mi go zabić. On chyba rozumiał moje wątpliwości. Rozmawialiśmy po cichu kiedy nagle usłyszeliśmy krzyki.
- To chyba Sophie - powiedział Dajki
- Powinna być teraz z Brayanem - spojrzałem na brata
- Nie zrobiłeś niczego wcześniej? - spojrzał na mnie - Asano, jesteśmy podobni do siebie, ja też nigdy niczego nie robię, daję tylko nauczkę.
- Jego mrok w sercu był spory ale nie chciało mi się działać. Pokażę ci moją moc.
Pobiegliśmy w stronę gdzie było słychać krzyki. Stanęliśmy w odpowiedniej odległości. Natrafiliśmy na bardzo ciekawą sytuację.
- To ja znikam, pojawię się kiedy będzie trzeba - powiedział Dajki i zniknął
Jak ja kocham kiedy on mi to robi. Wyszedłem z ukrycia i podszedłem bliżej.
- Ohoho a co my tu mamy? - zapytałem na głos
Oboje spojrzeli na mnie. Sophie była przerażona a ten drugi jakoś się nie przejął moim towarzystwem. Zszedł z niej i rzucił się na mnie. W powietrzu jednak moje macki uniosły go do góry. Za nim cokolwiek powiedział macki wbiły się w jego ciało na wylot. Zaczął krzyczeć.
- Kazałeś jej być cicho to teraz ty bądź cicho - powiedziałem a macki związały mu pysk
- Interesujące - powiedział Dajki pojawiając się koło mnie - Ja bym ich uniknął
- Bo staje się duchem - spojrzałem na niego - Co z nim zrobimy?
- Niech Sophie zadecyduje, będzie chciała to go zabij a jak nie to posiedzi u mnie w lochu w którym i tak zginie po jakimś czasie. - Dajki spojrzał na Sophie - Porozmawiamy o tym innym razem Sophie, Asano się tobą zajmie. Dokończymy rozmawiać jutro - spojrzał na mnie a potem poszedł w ciemny las

Sophie?

Akashi do Echo

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Szła jakby nigdy nic, tak jakby mieszkała w tym zamku. Spojrzałem na Dajkiego, który stał na schodach i przyglądał się całej sytuacji. Jego postawa wyglądała jakby za bardzo go to nie obchodziło, ale krew w jego ciele mówiła co innego. Dajki potrafi być straszny, widziałem to tylko trzy razy ale więcej wolałbym tego nie widzieć. Odchrząknął.Echo spojrzała na mnie, ale ja tylko wskazałem ruchem głowy gdzie powinna patrzeć. Jej wzrok powędrował ze mnie prosto na lidera. W tym momencie zamarła, a Dajki zaczął schodzić w dół.
- Nie wiedziałem że tu mieszkasz - powiedział Dajki
Trucizna w jego ciele dawała o sobie znaki.
- Ja... - zaczęła ale zamilkła
- Zachowanie Akashiego toleruje i będę to robić, to mój protektor i niebezpieczny wilk. Wasza więź może zostać szybko zerwana przeze mnie. Pamiętaj gdzie jesteś, panienko Echo - przeszedł koło niej nawet nie patrząc na nią
Podszedłem do Echo.
- Przypadł - spojrzałem jej w oczy z trumfem
- Ucisz się - syknęła
 - Pamiętaj w czym zamku jesteś - wyprostowałem się dumnie - A teraz chodź.
Echo stała w miejscu.
- Dajki nie będzie jeść z nami. Zastanów się nad zerwaniem naszej więzi, ona jest niebezpieczna i możesz zginąć.
- Ty też w niej jesteś, więc oboje zginiemy
- Zdołam się wyratować przez kontrolę krwi. Nie mam zamiaru żeby wilk zginął przeze mnie, a tym bardziej nie winny. Skończyłem na jakiś czas z zabijaniem towarzyszy watahy. Chodź bo wystygnie...

Echo?

Dajki do Arii

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Siedziałem w podziemiach zamku i rozmawiałem z pradawnym.
- Widzę że jesteś ostrożny - powiedział do mnie - Cały Dajki. Ryzykuje wtedy kiedy musi, ale ostrożność przede wszystkim
- Nie mógłbym być nie ostrożny. Za dużo rzeczy zrobiłem i za dużo mam do zrobienia.
- Lider idealny, nie posiadający praktycznie uczuć, nie zawahasz się praktycznie przed niczym... - nagle zamilkł i spojrzał w górę - Jakie masz plany względem tej samicy?
Dobry jest, ma oko na mnie i wielki w moim otoczeniu, a zwłaszcza te nowe.
- Jeszcze nie wiem... Czemu pytasz?
- Uważaj - spojrzał znowu na mnie swoimi oczami - Nie wiem poco ci to mówię... Ty zawsze uważasz i analizujesz. Pewnie się z nią prześpisz w końcu ale jak zwykle powiesz to co mówisz innym, że masz też inne wadery, że z nimi sypiasz, że nie zamierzasz się zmieniać, że nie może liczyć na nic więcej od ciebie, że jak zajdzie w ciąże to pomożesz ale do dziecka się nie przyznasz, że nawet jakby to ogłosiła to nikt by jej nie uwierzył, słowo zwykłego wilka przeciw słowie lidera... Idź bo już jest
Odwróciłem się i zacząłem iść podziemiami. Pradawny mnie obserwuje i mnie zna, jakie to utrapienie. Wszedłem po schodach i udałem się do jadalni. Aria siedziała już przy stole.
- Panie mój! - usłyszałem głos biegnącej Koneko do mnie
- Coś się stało? - zapytałem
- Twoja córka prosi żebyś jutro przyszedł do niej. Byłeś zajęty swoimi sprawami, więc nie chciała cię odrywać od pracy.
- Dobrze, dziękuję.
Podszedłem do stołu i zająłem miejsce.
- Coś się stało że mnie wezwałeś do siebie? - zapytała
- Podobno masz brata, ktoś ostatnio się o ciebie pytał, przybył podczas wymiany handlarzy.

Aria?

Od Sophie do Asano

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Asano wyszedł, a ja wróciłam do stołu. Trochę się zasmuciłam.
-Co jest? -spytał basior.
-Nic tylko... Asano to mój dobry przyjaciel i myślę, że jednak nie przejmuje się tym, że tylko udaje. Czuję się trochę winna. -powiedziałam.
-Nie przejmuj się. Jeśli na prawdę jest twoim przyjacielem to powinien to zrozumieć.
-Chyba masz racje.
Po chwili rozweseliłam się. Zaczęliśmy gadać o czymś innym. Po kilku godzinach Brayan musiał iść.
***
Już od kilku dni spotykałam się z Brayanem. Czułam, że do siebie pasujemy jak dwa puzle. Pewnego dnia przechadzając się po lesie basior zaciągną mnie do pewnej jaskini.
-Brayan co ty robisz? -spytałam.
-Sophia ja cię kocham i chcę to z tobą zrobić. -zaczą całować mnie po szyi.
-Odsuń się. -odepchnęłam go.
Skupiłam na nim wzrok, ale moja moc nie zadziałała.
-Co jest? -spytałam.
-Masz na sobie bransoletkę ode mnie. Ona blokuje twoją moc, a że jest na niej moja krew nie możesz jej zdjąć. -zaśmiał się.
Kilka dni temu Brayan dał mi bransoletkę jako prezent od niego. Nie zdejmowałam jej, bo była ładna.
Basior zaczą się do mnie zbliżać.
-POMOCY!!! -krzyknęłam na cały głos.
Chciałam krzyknąć znów, ale basior zatkał moje ustał pocałunkiem. Po chwili przygwoździł mnie do ziemi.
-Pomocy! -udało mi się krzyknąć jeszcze raz.
-Nie łudź się słodziutka. Jesteśmy w tej części lasu do której nikt się nie zapuszcza. -powiedział basior i znów zaczą mnie całować.
Po chwili poczułam jego członka na mojej kobiecości.

Asano?

Asano do Sophie

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zaskoczyła mnie wizyta jakiegoś basiora u niej. To pewnie tylko jej znajomy. Uśmiechnąłem się miło do nich.
- Miło mi ciebie poznać. To ja nie będę wam przeszkadzać - powiedziałem
- Nie przeszkadzasz  - powiedziała szybko Sophie
- Zajrzę później do ciebie. Do widzenia - powiedziałem z uśmiechem i wyszedłem
Szedłem tak przez chwilę w milczeniu z uśmiechem na pyszczku. Rozejrzałem się uważnie czy aby nikogo nie ma. Mój uśmiech zszedł z zemnie. Nie czułem się zazdrosny lecz wkurzony. Jednakże byłem pewny że nikt tego nie zauważył. Szkoliłem się u najlepszych, więc nikt poza córką nie zna moich zamiarów.
- Chyba przydarzy się temu wilkowi nie miły wypadek - powiedziałem z uśmiechem kręcąc mrokiem łapą w powietrzu - Czy jeszcze poczekać? Zobaczymy, wydam jeden rozkaz a ty i tak pójdziesz i to wykonasz - mówiłem do mroku
Odwołałem go i ruszyłem przed siebie. Las zrobił się czarny od mojej złości. Trzeba będzie się uspokoić zanim dotrę do zamku. Dajki musi być spokojny, teraz to najważniejsze. Nadal muszę pokazywać Sophie że mnie to nie ruszyło.

Sophie?

Od Yuuto do Ange

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ange bez słowa zgodziła się na moją propozycję, co niezmiernie mnie ucieszyło. Już dawno nie miałem bliższego kontaktu z waderami i szczerze powiem, że jego brak zaczął mi już powoli doskwierać. Teraz miałem okazję, żeby poznać moją towarzyszkę bliżej. Wydawała się być bardzo miła, kontaktowa, a jednocześnie nie grzeszyła brakiem urody, co wcale nie ułatwiało mojej sytuacji. Momentami miałem ochotę porwać ją do jednej z moich komnat, jednak w ten sposób całkowicie zraził bym ją do swojej osoby, a tego nie chciałem. Wadera miała mi zaufać, teraz to liczyło się najbardziej. Miałem jednak szczerą nadzieję, że to 'oswajanie' nie potrwa długo. Nie chciałem czekać, a taka zabawa w kotka i myszkę działała mi na nerwy. Musiałem jednak sprawiać pozory opanowanego, w końcu tego wymagała obejmowana przeze mnie pozycja. Nie wiem co pomyśleli by inni, gdyby dowiedzieli się o mnie całej prawdy.
- Yuuto? - głos Ange wyrwał mnie z zamyślenia - To gdzie teraz? - zapytała dość pewnie.
Przez całą tą sytuację nie zauważyłem, że stanąłem w miejscu. Musiało to pewnie wyglądać niecodzienne, dlatego przeprosiłem moją towarzyszkę i wskazałem łapą w kierunku przed nami.
- Tam jest mój dom - uśmiechnąłem się.
- Ale to miejsce zamieszkania duchownych.. - sprawnie zauważyła.
Byłem miło zaskoczony jej spostrzegawczością.
 - Czy to znaczy, że..
W odpowiedzi pokiwałem jedynie twierdząco głową. Miałem nadzieję, że nie wpłynie to w jakimś stopniu na nasze przyszłe relacje. Niektórzy miewali problemy z akceptacją takich, jak ja. Wadera ta wydawała się jednak inna, niż wszyscy, bardziej tolerancyjna i otwarta na ludzi.
- Nie powinieneś teraz wykonywać jakiś arcy ważnych spraw związanych ze swoją pozycją?
Myślami wróciłem do sterty papierów i ksiąg zalegających na moim biurku. Rzeczywiście, powinienem się za to wziąć, ale parę godzin zwłoki nie powinno zrobić dużej różnicy. I tak miałem jeszcze na dokończenie moich prac całkiem sporo czasu.
- To może poczekać. - uśmiechnąłem się - A teraz chodź, oprowadzę cię po moich skomnych progach. - zaśmiałem się.

Ange?

Od Arii do Dajki

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Następnego dnia czułam się pełna. Nie chciało mi się iść na polowanie, więc zostałam w jaskini i wylegiwałam się w promienieach ostrego, zimowego słońca. Po chwili podeszła do mnie wadera. Była biała i miała niebieskie oczy. Wyglądała trochę jak ja, ale miała mniej puszysty ogon.
-Witaj. -powiedziała.
-Witaj. -odpowiedziałam wstając.
-To ty jesteś Aria?
-Tak. Coś się stało?
-Jestem Koneko. Dajki mnie tu przysłał.
-Nie wiesz co chciał?
-Spotkać się z tobą.
-Aha...
-Dokładniej przysłał mnie z zaproszeniem na kolacje. Bądź trochę po zachodzie słońca.
-Dobrze.
Potem wadera poszła. Ja weszłam do swojej jaskini.
~Dajki znów zaprasza mnie na kolacje? Czyżby lider się we mnie zakochał lub miałby sprawy ze mną związane? Cóż... Może przez to będę kimś ważniejszym? Jeśli tak to będzie to można było wykorzystać. -pomyślałam i uśmiechnęłam się chytrze.
Po chwili otrząsnęłam się i poszłam nad wodospad. Był zamarznięty, ale lód był jeszcze kruchy. Rozkruszyłam więc trochę stałej cieczy i zaczęłam się myć. Było to przyjemne orzeźwienie chodź mogłabym się przeziębić. Potem wróciłam do swojej jaskini. Sięgnęłam po szyszkę i zaczęłam czesać już wyschniętą sierść. Gdy skończyłam swoje pielęgnacje słońce powoli zachodziło. Postanowiłam więc powoli ruszyć do zamku.

Dajki?

Trzyma się na uboczu

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
HOWRSE: Wika2004 | GMAIL: karolinka.rex3@gmail



.:Akio Cichy:.


Aki
Kilka miesięcy | Basior | Neutralny 
PŁODNOŚĆ| Płodność
OPIS: Akio to nieśmiały i cichy wilczek. Woli trzymać się na uboczu. Z drugiej strony gdy znajdzie przyjaciela staje się towarzyski i lojalny. W obec przyjaciół i rodziny jest lojalny i szczery.
OPIS WYGLĄDU: Jest to mały biały wilczek. Miejscami jego sierść jest szaro-srebrna.
UNIKALNA MOC: Myśl- może zmieniać komuś myśli.
RELACJE: 
WATAHA: 
Azuma- Trochę o niej słyszał i kilka razy widział 
Karoi- Boi się jej. 
RODZINA: 
Mama- Nigdy nie poznał 
Tata- Nigdy nie poznał 
Rodzeństwo- Nie ma 
Raidon- Przyszywany ojciec. Traktuje go po części jak starszego brata i po części jak ojca. 
MIĘDZYGATUNKOWE: Wszystkich traktuje tak samo.
SOLARY: 50 S

CIEKAWOSTKI: 
-Nigdy nie widział swoich rodziców, ale wie jak zginęli

Dajki do Arii

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Siedziałem w bibliotece zamkowej i czytałem książkę. Była o wilkach, które posiadają kontakt z jakimś żywiołem.
- Spodobał ci się? - usłyszałem głos Koneko
Nie słyszałem jak wchodziła, musiała tutaj być od samego początku.
- Mówisz o Arii? - zapytałem
- A dzisiaj z nią jadłeś posiłek? - odpowiedziała pytaniem na moje pytanie
- Hm... Nie przeszkadza mi jej towarzystwo. Masz coś konkretnego na myśli?
- Zastanawia mnie czy będzie kolejną waderą która się z tobą prześpi - podeszła i objęła mnie - Od niektórych się odsunąłeś, ale inne trzymasz blisko. Wiem też że Yoshiko zawsze będzie u ciebie miała miejsce - ogryzła mnie w ucho
- Koneko... Co się stanie czas pokaże. Jak ty to nazwałaś.... Wcale nie musi być w moim haremie... Ale kto wie...
- W takim razie pójdę do niej jutro i zaniosę jej zaproszenie na kolację - powiedziała z radością - Muszę dbać o mojego lidera. Pamiętaj że mnie możesz brać kiedy ci się tylko podoba. Już ci nie przeszkadzam - powiedziała z radością i wyszła
Koneko była idealną służącą. Ona nigdy by mnie nie zdradziła i robi wszystko żebym był zadowolony.

Aria?

Dajki do Yoshiko

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Obudziłem się w czyimś domu. Starałem się przypomnieć co się stało, ale nic mi do głowy nie przychodziło. Zastanawiało mnie gdzie jestem. Dom był przytulny. Nagle zobaczyłem Yo. Wtedy wspomnienia wróciły. Podeszła bliżej
- Wypij - podała mi coś
- Nie... - odpowiedziałem z trudem
- Nie? - zdziwiła się
- Jeszcze nie... Daj mi chwilę...
Yoshiko patrzyła na mnie cały czas.
- Powiesz mi co się stało? - zapytała nie pewnie
- W moim ciele dalej krąży trucizna, którą może zneutralizować tylko Asano.
- To dlaczego nie pójdziesz do niego i go nie poprosisz?
Poczułem się trochę lepiej i ruchem łapy wskazałem żeby podała mi to co mam wypić. Powąchałem to, nie pachniało źle. Wypiłem duszkiem i oddałem jej kubek.
- Jakiś czas temu mnie otruł - widziałem że chce coś powiedzieć - Zanim coś powiesz daj mi skończyć. Asano jak wiesz jest moim bratem bliźniakiem. Czuje się poniekąd winny za to co się stało. Jestem młodszy od niego, to ja powinienem zostać skazany na śmierć. Cieszę się że on przeżył. Coś się w nim zmieniło, zasnąłem na jakiś czas, długi czas... Trucizna uniemożliwiała mi życie. W tym czasie Asano powoli neutralizował jej działanie i powoli zabierał ją ze mnie. Już nie wiem czy on pragnie mojej śmierci i przejęcia władzy czy też chce się pobawić... Nie chciałem żebyś mnie zabierała do zamku bo Asano mógłby ciebie w coś wmieszać i mogłabyś być w niebezpieczeństwie, nie darowałbym sobie gdyby coś ci się stało z mojej winy.

Yoshiko?

Dajki do Yashiro

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Shiro - zacząłem i wskazałem na obraz wadery obok Shiro - miał czwórkę dzieci z Amerą, Tomoe był najstarszy, Cassydi i Raven także były ode mnie starsze, najmłodsza była Blink, która urodziła się zabijając Amerę. Rosco starszym ode mnie synem Amery ale nie Shiro, a ja byłem tylko jego synem. No do czasu... Do pewnego momentu nie wiedzieliśmy że Asano żyje. Każdy myślał że Tomoe zostanie liderem, jako ten pierworodny i najstarszy, ale zdecydowali jednogłośnie przywódcy że to ja zostanę liderem. Dostał pozycję Alphy, ale stracił ją przez swojego najstarszego syna. - wskazałem potem na obraz po drugiej stronie Shiro - Wujek Ritsu jest na prawdę spokojnym wilkiem i zawsze podążał za Shiro. Shiro był z Amerą ale także też z nim, ona to akceptowała. Kiedy Shiro musiał opuścić watahę na pewien czas, Ritsu poszedł z nim. Zawędrowali na zakazaną wyspę. Rządzi tam Enma, jest najsilniejszym demonem jaki istnieje, Spodobał się jej Ritsu i tak na świat przyszła Saya. Ja byłem dzieckiem jej przyrodniej siostry. Dorastaliśmy tam, a potem powróciliśmy na tereny watahy. Akashi to najstarszy syn Sayi i Tomoe, Yoshie także ale jako że nie odziedziczyła krwi Enmy nie jest zaliczana do rodziny. Wychowywali razem dzieci, ale nic nie trwa wiecznie. Saya zaszła w ciąże znowu... Żeby mógł urodzić się Kaname zginęła ona i Dannyl. Za sprawą Ryuu wszyscy zapomnieli, nawet Tomoe o tym że Kaname żyje, to było jej życzenie. Ja pamiętałem, zajmowałem się nim od małego. W tamtych czasach zajmowałem się małą Yoshiko, wziąłem odpowiedzialność za to że zabiłem jej matkę, prosiła mnie o to. Potem doszedł Kaname i Reyna. Akashi odziedziczył po matce moc i sporą część charakteru, charakter ma też po ojcu. Posiada też część duszy Yomi, młodszej siostry Shiro, która miała czerwone oczy i była postrachem samotnych wilków. Kiedy umierała przekazała część siebie Sayi, która dała to synowi. Od samego początku czuł więź do Kaname. Po śmierci matki znienawidził ojca, za to że zapomniał o niej, że olewał ją kiedy miała dzieci że wybrał Jeffrey'a. Wyzwał go na pojedynek, Akashi wygrał. Zaczynał być niestabilny więc odblokowałem jego wspomnienia dotyczące matki i Kaname, zaczął się nim zajmować nie zdradzając się. Akashi potem zabił wiele wilków z watahy, część ja mu kazałem a część zabił bo mu się tak podobało. Nie umiał wtedy kontrolować mocy. Wszystko maskowałem. Do póki Shiro i Ritsu byli i mi pomagali było łatwo, ale nadszedł dzień że oni dołączyli do Amery. Potem żyło nam się w miarę dobrze, starałem się nie ingerować w sprawy wilków . W końcu musiało coś się stać. Tragednia jakich mało. Świat, w którym żyliśmy został zniszczony. Za sprawą Akashiego, Kaname i Rosco Czarny Władca został pokonany. Rozkazałem aby Akashi przejął kontrolę nad mocą Kurana i Rosco. Udało się go pokonać, ale Rosco tego nie przeżył tak samo sporo wilków z watahy. Diamentowi przenieśli nas na tą planetę, która jest podobna do tamtej, nie ma tutaj elektroniki ani istot zwanych ludźmi. Diamentowi czasem schodzą na ziemię do nas, a dokładniej najczęściej do tego zamku, albo kontaktują się przez Hatoriego, który dostarcza listy Ikkiemu, a on potem je przynosi.
Yashiro milczał. Nie dziwiło mnie to. Opowiedziałem mu historię dziwną historię swojej rodziny. Spojrzałem jeszcze raz na obrazy. Przydałoby się zawiesić portrety też mojego rodzeństwa. Odszedłem od tej ściany i podszedłem do innej, na której wisiał portret Sayi. Jej żółte oczy miały nawet na obrazie intensywny kolor.
- Nikomu nie możesz o tym powiedzieć - powiedziałem po chwili

Yashiro?

Od Hyomi do Ikkiego

Data:
29 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Teraz ty mi coś opowiedz o sobie - poprosił Ikki.
- Dobrze - uśmiechnęłam się w jego stronę i zabrałam głos wracając wspomnieniami do czasów mojego dzieciństwa - Urodziłam się w domu Savo i Tifani, jako ich pierwsza i najstarsza córka. Byłam ich oczkiem w głowie, dopóki nie pojawiłeś się ty, mój młodszy brat. Nie posiadałam się ze szczęścia! - uśmiechnęłam się na myśl o tamtych wspomnieniach - Pamiętam, że dażyłam cię ogromnym uczuciem, starałam się dbać o ciebie na każdym kroku. Uwielbiałam spędzać z tobą czas na wspólnych figlach i zabawie. Nie rozumiałam, kiedy rodzice nas rozdzielali i usadzali mnie do nauki. Miałam im to za złe, jednak mimo tego rzetelnie przykładałam się do nauki. Gdy osiągnęłam odpowiedni wiek, podjęłam naukę u Nony, mentorki Wyspy Światła. Bardzo trudno było mi ciebie zostawić, jednak na myśli miałam ciągle kształcenie się i rozwijanie swoich umiejętności, tym samym bycie córką, z której rodzice mogliby być dumni. Chciałam kiedyś wrócić do nich i pokazać, jak wiele przez ten czas osiągnęłam. Te słowa nieustannie pchały mnie na przód, dając siłę i determinację do walki.
Tu zatrzymałam się na chwilę, przyglądając reakcji Ikki'ego. Ten słuchał uważnie przypatrując mi się. Postanowiłam kontynuować dalej, wracając wspomnieniami do odległych wydarzeń.
- Na wyspie spędziłam kilka, jak nie kilkanaście lat. Nona bardzo dobrze się mną opiekowała, w tej kwestii była niezastąpiona. Jednak pomimo tego, był to dla mnie trudny czas. Dorastanie bez rodziców, ciągła nauka i obowiązki, a momentami chwile zwątpienia i nieposłuszeństwa. Ale.. wszystko jest do przejścia - uśmiechnęłam się przełykając ślinę - Dałam radę i tak znalazłam się w Craerii. Niedługo potem, widząc mój potencjał, Lider waszej watahy poprosił mnie, żebym została Opiekunką. Z początku nie wiedziałam, czy przyjąć tę propozycję, ale ostatecznie zgodziłam się. Cieszę się, bo nie żałuję mojej decyzji. Czuję się wśród was bardzo dobrze i.. - westchnęłam - I tu właściwie kończy się moja opowieść.
Basior wpatrywał się w jakiś odległy punkt nieobecnym wzrokiem. Wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał. Ciekawiło mnie, nad czym rozmyśla. Może sobie coś przypomniał?
- Ikki? - zapytałam cicho, wyrywając go tym samym z zadumy.

Ikki?

Poszukiwania cz. 2 - Tsuyoshi

Data:
28 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Normalnie szok! Jak tu pięknie! Mógłbym tu zamieszkać, serio. Jest to miejsce wprost idealne dla mnie. Bardzo mi się tu podoba. Tak ciemno, mrocznie, złowrogo. Wszędzie ogień. 
Byłem wręcz przekonany, że naprawdę wiele wilków straciło tutaj swoje życie. Dreszczyk ekscytacji przebiegł przez moje plecy, gdy tylko o tym pomyślałem. No, no, śmierć tutaj to naprawdę fajna sprawa, lecz oczywiście - nie moja śmierć. Nie jest mi śpieszno do utraty życia. Jeszcze tyle wyrządzania przykrości innym przede mną... A jednak miejsca powszechnie kojarzone z cierpieniem i śmiercią są obiektem moich zainteresowań, więc okolica ta rzeczywiście pobudziła moją wyobraźnię. Szedłem na końcu grupy i skakałem od lewej do prawej, od prawej do lewej strony podziwiając każdy szczegół. Żaden wilk nie zwracał na mnie uwagi. Akurat w tej sytuacji jak najbardziej mi to odpowiadało. Zarówno prowadzący Luka, jak i Garry oraz Nubou wyglądali na śmiertelnie poważnych, a może i nawet przerażonych. Atmosfera grozy najwyraźniej wywierała na nich negatywne skutki. O tak. Inaczej nie potrafię tego wytłumaczyć. Nie jest tu wcale strasznie, więc dlaczego mieliby być wystraszeni? Pf.
Gdy przeszliśmy przez wypatrzoną przeze mnie wielką, mieniącą się srebrem bramę naszym oczom ukazał się szpetny, stary ogród obrośnięty z każdej strony czarnymi chwaściskami. Był pełen rozmaitych gruzów, pozostałości po jakimś zabudowaniu. W jego centrum znajdowała się zniszczona fontanna. Reszta grupy przy niej usiadła, to ja też, tyle, że nieco dalej. Zapadła cisza, która była idealną okazją dla dokładniejszego obejrzenia terenu. Nagle jednak została ona przerwana przez głos Garry'ego:
- Musimy najpierw ustalić czego najpierw szukamy...
Eee... potworów? To chyba oczywiste.
- Może najpierw... - zaczął mówić Luka, lecz niespodziewanie przerwał mu cichy chichot.
Wszyscy zerwaliśmy się gwałtownie, przybierając pozycje obronne. Próbowałem wyłapać źródło wcześniejszego chichotu wszystkimi swoimi zmysłami, lecz na próżno. Nic nie słychać, nic nie widać. Kompletna kicha. Nagle jednak basior noszący imię Garry wykonał manewr zwrócenia się w prawą stronę. Warknął pojedynczym słowem:
- Teezel...
Wówczas ujrzałem ''przerażającą'' bestię cieniopodobną. Trzy pary oczu i szeroko rozwarta paszcza wypełniona ostrymi zębiskami - nie wyglądały zbyt sympatycznie, ale...
To mi się właśnie podoba!
Podobnie jak reszta ekipy szybko wyciągnąłem jedną ze swoich kapsuł do łapania demonów. Stety lub niestety - lider nie wyjaśnił nam, jak mamy się nimi posługiwać, więc stwierdziłem, że będziemy musieli dowiedzieć się tego w trakcie. W przeciwieństwie do pozostałych wilków nie czekałem, aż cień sam do nas podejdzie. Wziąłem szybki rozbieg i otoczyłem go szerokim łukiem, stając po jego drugiej stronie. Potwór był więc otoczony. Wypróbowując pierwszy sposób schwytania go, jaki mi przyszedł go głowy, rzuciłem w niego kapsułą. Ekkk! Próba zakończona niepowodzeniem! Game over! Potwór pożarł ją jednym kłapnięciem, w dodatku najwyraźniej nieźle go tym zdenerwowałem. Wydał z siebie straszny zgrzyt, stanął na czterech łapach i rzucił się z powalającą prędkością wprost na mnie. Nie miałem szans na ucieczkę, więc przeczekałem ułamek sekundy, aby wykonać szybki i całkiem zwrotny unik, wykonując efektowne salto w przód na sporą wysokość w powietrze. Gdy zmylony potwór powoli zahamował tuż przed ścianą - obok mnie prześlizgnęła się kapsuła. Była otworzona z jednej strony. Teezel, pod dotykiem magicznego obiektu, ze znacznie zbyt głośnym na moje uszy krzykiem zaczął się kurczyć, by po chwili zupełnie zniknąć w czeluściach maleńkiej kapsułki. Fascynujące zjawisko. Odwróciłem się w stronę reszty grupy. Luka miał wyciągniętą łapę, co oznaczało, że to on wpadł na genialny pomysł otworzenia przedmiotu do łapania demonów przed jego rzuceniem. Wszyscy powoli podeszliśmy do kapsuły, będącej jakże cudownym więzieniem dla demona zwanego Teezel'em. Luka szczelnie zamknął ją pozostałą, złotą zatyczką.
Udało nam się więc. Schwytaliśmy pierwszego potwora z księgi naszego lidera. Zostało nam jeszcze osiem pozostałych, więc nie mieliśmy czasu na świętowania. To, że Teezel tu był oznacza, że pozostałe demony także mogą kręcić się w pobliżu. Zgodnie z moimi przypuszczeniami pojawiła się kolejna bestia. Gdy zmierzaliśmy do miejsca, z którego zaczynaliśmy - fontanny - natrafiliśmy po drodze na znacznie mniejszego potwora. Był niski, fioletowy, w moim własnym przekonaniu - całkiem uroczy. Awww, te ostre kły i ślepia skrywające łaknienie mordu...
Moje usta wykrzywił uśmiech pełen ironii, gdy zatrzymałem się i przemówiłem do demona:
- Hej, mały. Zgubiłeś się?

Kochani?

Od Fosher'a do Hyomi

Data:
28 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Och Hyomi - odparłem i podszedłem do wadery - Ja zawsze będę przy tobie, gdybyś tylko czegoś chciała ja będę zawsze, obiecuję Ci to...
Zamknąłem ją w szczelnym uścisku, zacząłem delikatnie kiwać się na prawo i lewo. Nie chciałem by była smutna, coś jej się śniło...Martwiło mnie to.
- Jesteś teraz moim oczkiem w głowie, moją jedyną bliską osobą - ciągnąłem - Nigdy Cię nie opuszczę, nigdy nie zostawię, jedyne co będzie mogło mi przeszkodzić to coś z góry, nawet to będę próbował przezwyciężyć, Hyomi ja...- urwałem.
Nie wiedziałem co powiedzieć.
- Rozumiem Fosher...- wyszeptała.
Poczułem jak pojedyncza łza moczy moje futro. Mimo moich wad i braków, wybrała mnie, zgodziła się byśmy byli przyjaciółmi, było to dla mnie okropnie ważne.
- Ciii...już wszystko jest okej - spróbowałem ją pocieszyć.
Zacząłem nucić. Powoli wyszeptywałem słowa.

Choć słońce nie wschodzi, ja mam jasność,
bo mam w dłoni Twoją dłoń, przy skroni Twoją skroń.
Słońce nie wschodzi, jesteś moją gwiazdą - płoń!
Tysiące kilometrów pustki wokół - to nic.
Nie zniosę tylko kropli pustki w oku Twoim.
My musimy biec, kiedy czas stoi.
My musimy chcieć, gdy słońce nie chce wschodzić.


Nie przestawałem nami kołysać. Wadera powoli zaczęła się uspokajać. Gdy uznałem, że jest już w porządku puściłem ją. Uśmiechnąłem się ciepło.
- Wszystko w porządku? - spytałem z troską.
Hyomi pokiwała głową na "tak".
- To dobrze - jeszcze raz lekko ją przytuliłem - Pamiętaj masz zawsze mnie.
Chciałem za wszelką cenę ją pocieszyć, nie mogła być smutna. Smutek jest rzeczą złą. Spojrzałem w jej piękne oczy i obdarowałem ją promiennym gestem.


Hyomi?

Od Hyomi do Fosher'a

Data:
28 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Otworzyłam oczy, było wcześnie rano. Promienie słońca delikatnie drażniły moje oczy. Przetarłam zaspane powieki rozglądając się dookoła. Fosher już nie spał, stał do mnie tyłem. Musiał wstać dużo wcześniej. Teraz oddychał miarowo, a jego wzrok podążał za linią horyzontu.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się szepcząc słowa powitania.
- Dla kogo dobry, dla tego dobry - prychnął pozostając w bezruchu.
- Fosher, co się stało?  - zdziwiłam się podchodząc bliżej i kładąc łapę na jego barku - Jeszcze wczoraj było wszystko w porządku.
- To było wczoraj, a jest już dzisiaj - burknął zrzucając moją łapę i uwalniając od jej dotyku.
- Co ty wygadujesz? - denerwowałam się.
- To, co słyszałaś - kolejna oschła odpowiedź - A teraz mnie zostaw. - dodał twardo.
- Fosher! - uniosłam głos - Nie poznaje cię..
- Masz do tego prawo, a teraz zostaw mnie w spokoju! - warknął kłapiąc na mnie zębami - Lepiej, żebyś o mnie zapomniała.
- Fosher.. - załkałam - Nie rób mi tego! Nie..
~~~
- Nie!
Gwałtownie wyrwałam się ze snu otwierając oczy. Pierwsze, co ujrzałam tego dnia, to równie przerażony pyszczek wybudzonego moim krzykiem basiora. Stykaliśmy się nosami. Szybko odsunęłam, a na moje policzki wstąpiły rumieńce. Równocześnie emocje związane z moim snem zaczęły do mnie wracać. W moim oku zaszkliła się łza. Szybko otarłam ją łapą pociągając nosem.
- Coś się stało? - spytał basior.
Pokiwałam przecząco głową.
- Obiecaj mi jedno.. - dodałam po chwili. 
- Zależy, czy będę w stanie to zrobić - lekko uśmiechnął się basior.
- Że nic i nikt nas nie próżni.. - westchnęłam pod wpływem impulsu.

Fosher?

Od Fosher'a do Hyomi

Data:
28 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Przytulaliśmy się przez chwilę. Byłem przeszczęśliwy. Dni nie były dla mnie łaskawe, jak wtedy gdy byłem dzieckiem. Dość często trzeba chcieć ujrzeć kolory, zaś teraz świat wydawał się być zupełnie pozbawiony wad.
- Dziękuję Hyomi - wyszeptałem po raz kolejny.
Po chwili zaprzestaliśmy naszej czynności, teraz staliśmy wpatrując się w siebie z lekkim uśmiechem. Czas płynął nieubłagalnie. Nigdy nie byłem za dobry dla siebie, wystarczająco wiele razy wymierzałem sobie cios, od niedawna wzbudziła się we mnie świadomość, że życie jest darem.
Nie jestem idealny, ale za to unikalny. Tego trzeba się trzymać. Kiedyś moja samoocena była upaprana od stóp po czubek głowy. Czas nauczyć się wypatrywać słońca, gdy pada, a zamierzałem to zrobić wraz z tą cudowną waderą.
- Może jesteś głodna? - zapytałem.
- Niekoniecznie, lecz mogłabym cos przekąsić - odparła.
- To ja zaraz wracam - powiedziałem i wbiegłem między drzewa.
Dość szybko wywęszyłem trop zająca. Zaczaiłem się na niego i upolowałem. Czym prędzej powróciłem do mojej przyjaciółki niosąc w pysku zdobycz. Gdy już dotarłem wręczyłem jej zająca i usadowiłem się na przeciwko wadery.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Było już późno, rozmawialiśmy na wiele tematów, poznaliśmy się trochę głębiej.
- Jest już naprawdę późno...- zauważyłem - A ty musisz rano wstać, więc może już się położymy spać?
- Możemy - odparła ziewając.
Ułożyłem się, jednak sen nie przychodził. Przewracałem się boku na bok i nic. Słyszałem lekki oddech towarzyszki, twierdzący o tym, że kojące objęcia Morfeusza ją porwały do swojego świata. Nagle przebiegła mi pewna myśl, a co jeśli Hyo kiedyś o mnie zapomni i? Nie tak nie mogło być...ja naprawdę czuję, że nasza przyjaźń ma wielką szansę.
- Dobranoc Hyomi - wyszeptałem i usnąłem.
Sen był lekki, a jakże przyjemny.


(Hyomi?)

Od Raidona do Karoi

Data:
28 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

-Nie. -powiedziałem.
-Co nie? -spytała.
-Nie możesz tu zostać. Nie chodzi o to, że nie byłabyś dobrą opiekunką, tylko o to, że nie wiem czy mogę ci zaufać po tym co działo się w przeszłości.
-Możesz spróbować.
-Ale jeśli zrobię błąd... Może mnie to sporo kosztować.
-Nie zrobisz. Obiecuję.
-Uch... Muszę to jeszcze przemyśleć. Na razie musisz z tąd iść.
-Ech... No dobrze.
***
Obudziło mnie lekkie uderzenie w klatkę piersiową. Gdy otworzyłem oczy zauwarzyłem, że to wystraszony maluch wtula się we mnie.
-Co jest Akio? -spytałem ziewając.
-Miałem kośmal. -odpowiedział.
-Co ci się śniło?
-Ciocia Kaloi. Miała pyściek w klfi, a ty leziałeś pod nią.
-Nie bój się. Ciocia nic mi nie zrobi. Tobie też nie. Ona tylko tak strasznie wygląda, ale jest miła.
-Na plawde?
-Na prawdę.

Karoi?

Od Hunter'a do Naomi

Data:
28 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Przy pierwszej okazji mogłem na nią skoczyć i ją uspokoić pazurami, ale czekanie lepiej się opłaciło. Teraz moja Księżniczka przytula się do mnie. Ale żeby na to zasłurzyć musiałem udawać, udawać że się boję i że jestem bezradny. No nic, dobrze że teraz jest jak jest. Gdy wadera uspokoiła się odsunąłem się od niej.
-Chyba jesteś zmęczona. Połóż się. -powiedziałem.
Wadera kiwnęła głową i poszła połorzyć się na skórę. Po kilku minutach zasnęła. Ja rozpaliłem ogień, bo na dworze zaczą padać śnieg. Ja moi towarzysze zebraliśmy się w okół ognia.
-Coś się w tobie zmienia Hunter. -powiedziała Minu
-Wiem o tym. Boję się, że się zakochuję. -odpowiedziałem.
-Ale to nic złego. Będziesz mieć swoją ukochaną, a potem potomka. Kto wie może on będzie następnym psychopatą? -rozmarzył się Kiru.
-Nie wiem. Wy jej pilnujecie, a ja idę się trochę wyszaleć. -powiedziałem.
-Ale Hunter. Na dworze pada. -powiedział jaguar.
Nic nie odpowiedziałem. Po prostu wyszedłem.
***
Idąc tak przez las napotkałem na małego zagubionego zająca. Skoczyłem na niego i jednym kłapnięciem udusiłem. Potem zacząłem rzucać zwierzakiem o drzewa. Gdy się ,,wyszalałem" zostawiłem zwierzaka w spokoju.
-Lepsza by była zabawa gdybyś żył. -powiedziałem.
Potem poszedłem dalej. Natknąłem się na śpiącą sarnę. Przemieniłem się w niedźwiedzia i udusiłem ją jedym ruchem. Potem w tej formie wróciłem do jaskini. Tak usłyszałem rozmowę.
-Tylko czemu on mnie porwał? -spytała moja Księżniczka.
-Widocznie jest coś w tobie co zmienia naszego Huntera. -powiedziała Minu
-Ale czemu akurat porwanie? -spytała jeszcze raz wadera.
-Pewnie bał się, że może cię stracić. Naomi jesteś dla niego jak skarb. -popiskiwał Kiru.

Naomi?

Od Echo do Akashiego

Data:
27 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Prychnęłam głośno mając nadzieję, że jeszcze usłyszy. Odprowadziłam wzrokiem basiora do granicy drzew, po czym odwróciłam się kierując w stronę mojego domu. Nie powiem, Akashi zaskoczył mnie tym zaproszeniem, jednak nie dałam tego po sobie poznać. Niech nie myśli sobie, że robi mi w ten sposób jakąkolwiek przysługę czy przyjemność, ba! Specjalnie zjawię się kilka dni później, a za powód dam to, że miałam dużo obowiązków. Tak, to świetny plan. Zadowolona ze swojego pomysłu zmieniłam kierunek swojego marszu, zmierzając na północ. Chciałam wykorzystać wolny czas i zwiedzić tamtą granicę Piekła. Nie będę siedzieć bezczynnie w domu, czy pałętać się po okolicy, żeby jeszcze mnie zauważył, czy 'wyczuł'. Wiedziałam, że nasza więź krwi ciągle działa, jednak nie miałam z tym żadnych problemów. Było mi to nawet na rękę. Miałam pretekst, żeby trzymać się blisko Akashiego, lubiłam go denerwować. Można rzec, że od czasu wyprawy po potwora stało się to moim hobby.
- Nie ma co, Echo. Masz ciekawe zainteresowania - prychnęłam sama do siebie, a na moje usta wkradł się niewielki uśmiech.
Nie zwlekając dłużej przyspieszyłam tempa i udałam się w moją krótką podróż.
~~~
Minęło pięć dni, nim wróciłam do domu. Nie powiem, wycieczka była udana zwłaszcza, że po drodze udało mi się stoczyć kilka walk z dzikimi stworami, które zakończyły się oczywiście moim zwycięstwem. Jednakże, nie mogłam się doczekać obiadu u Akashiego. Postanowiłam, że udam się do niego następnego dnia, gdy tylko zregeneruję siły. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Gdy słońce górowało na niebie udałam się pod drzwi zamku, po czym bez uprzedzenia weszłam do środka. 
- Witaj - basior przywitał mnie już na progu.
Zapewne się mnie spodziewał, od rana kręciłam się w pobliżu.
- Kazałaś mi na siebie długo czekać - odezwał się pierwszy.
- Byłam zajęta - uśmiechnęłam się szyderczo, po czym udałam się dalej, w głąb zamku.

Akashi?

Od Hyomi do Fosher'a

Data:
27 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Straciłaś dla mnie tyle czasu, że poczułem się ważny, chociaż dla jednej osoby. Bardzo dawno miałem kontakt z innymi... proszę Cię bądź moją przyjaciółką mimo wszystko... 
Słowa Fosher'a mocno mnie dotknęły. Nie sądziłam, że mogę jeszcze kiedykolwiek być dla kogoś tak ważna. Już dawno straciłam wiarę w przyjaźń damsko-męską. Taka zwykle przeradzała się w coś głębszego. Najgorzej jest jednak, gdy jedna ze stron nie odwzajemnia uczucia. Taka sytuacja może zaprzepaścić całą dotychczasową relację. Nie chciałam do tego dopuścić, ale jednocześnie nie mogłam też odtrącić Fosher'a. Zbyt dobrze czułam się w jego towarzystwie, nie chciałam go zostawiać...
Przez dłuższą chwilę trwaliśmy w milczeniu, dopóki basior ponownie nie zabrał głosu.
- Błagam Cię... Jesteś naprawdę wyjątkowa Hyomi, ja ciebie naprawdę po-polubiłem.
- Fosher ja też Cię polubiłam... - wymamrotałam cicho, jakby bojąc się wydać z siebie głośniejszego dźwięku.
Na nasze policzki wbiegły niewinne rumieńce. 
- Ja się cie-cieszę, cz-czyli się zgadzasz? - basior spytał niemal szepcząc - Bę-będziesz moją przyjaciółką?
Przygryzłam wargę. Bałam się tego pytania, ale wiedziałam że będzie ono nieuniknione. Nieświadomie wstrzymałam oddech. Dopiero po chwili westchnęłam głęboko. Zaciągnęłam się chłodnym, rześkim powietrzem, jednocześnie dając ulgę płonącym płucom błagającym o chociażby odrobinę tlenu. Nie mogłam zwlekać dłużej z odpowiedzią. Z doświadczenia wiedziałam, że czekanie i snucie wizji jest jeszcze gorsze niż to, co ma się zdarzyć. Między nami urosło napięcie, oboje zdawaliśmy sobie sprawę z podniosłości sytuacji. Delikatnie oblizałam suche wargi językiem otwierając usta, z których wydobył się ledwo słyszalny dźwięk.
- Tak, Fosher.. - uśmiechnęłam się z ulgą - Zostańmy przyjaciółmi.
Na ustach basiora wymalował się szeroki uśmiech.
- Dziękuję Hyomi, że dałaś mi szansę.. - przytulił się do mnie szepcząc mi do ucha.
Momentalnie spięłam się, lecz już po chwili rozluźniłam mięśnie opadając w ramiona Foshera. Delikatnie zaciągnęłam się zapachem jego futra. Pachniało sosnowym lasem, wiatrem. Czułam się bezpieczna w jego objęciach. Ostrożnie wtuliłam nos w jego bark i westchnęłam głęboko oddając się przyjemności wynikającej z jego dotyku.

Fosher?

Od Yoshiko do Dajkiego

Data:
27 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ostatnimi czasy jeszcze bardziej osamotniałam, tworząc barierę między sobą, a otaczającym mnie światem. To nie tak, że nie lubiłam przebywać w towarzystwie. Problem w tym, że nie dopuszczam do siebie nieznajomych, a jedyną osobą, którą do nich nie zaliczam jest Dajki. To śmieszne, ale ostatnio stałam się od niego wręcz uzależniona. Każdy mój ruch wydawał się łatwiejszy, gdy wiedziałam, że on gdzieś na mnie czeka. Teraz, gdy całkowicie straciłam z nim kontakt czułam dziwną pustkę I wieczny chłód. O dziwo, to nie ten spowodowany niską temperaturą doskwierał mi bardziej. Wędrowałam zaśnieżoną puszczą, a moje łapy zapadały się w warstwie miękkiego puchu, wysokiego na co najmniej kilkanaście centymetrów. Pomimo zimna ogarniającego moje kończyny brnęłam naprzód. Chciałam dotrzeć gdzieś dalej, uciec od przytłaczających mnie myśli. Ale czy było to możliwe? Widocznie los postanowił inaczej, bo na mojej drodze napotkałam osobę, która ostatnio stale zaprzątała moją głowę. Wszędzie rozpoznałabym tę sylwetkę.
- Dajki.. - szepnęłam sama do siebie.
Nagle obraz się zmienił, a basior zatoczył się przewracając na ziemię. Zareagowałam natychmiastowo odsuwając na bok przeszłość. Tu chodziło o jego zdrowie.
- Dajki! Nic ci nie jest?! - rzuciłam się w jego kierunku - Zabiorę ciebie do zamku.
- Nie...
- Nie? - zdziwiłam się.
Czemu nie pozwalał sobie pomóc? Niech na chwilę zapomni o tym, co się działo wcześniej, a nie unosi dumą. Już miałam mu coś powiedzieć, jednak ten zabrał głos.
- Zabierz mnie do siebie i nikomu nie mów że tam jestem. Muszę odpocząć...  - po tych słowach oczy basiora zamknęły się.
Nie ukrywam, byłam bardzo zdziwiona całą tą sytuacją, jednak postanowiłam, że nie będę teraz o tym myśleć. Porozmawiam o tym z Dajkim jak dojdzie do siebie. Teraz musiałam przetransportować basiora do swojego domu. Na moje szczęście, nie dzieliło nas od niego wiele kilometrów. Bez ociągania się przerzuciłam ciało basiora przez grzbiet, a następnie ostrożnie stąpając po ziemi skierowałam w stronę mojego domu. Jak prosił mnie Dajki starałam się pozostać niezauważona, aby nikt nie dowiedział się o jego obecnym miejscu pobytu. Nie było to łatwe, zwłaszcza gdy na plecach niesie się cięższego od siebie basiora. Jednakże, dałam radę. Gdy tylko dotarliśmy do chatki ułożyłam lidera na miękkim posłaniu i nakryłam ciepłym futrem. Nie chciałam, żeby się wyziębił. Następnie, korzystając z nabytych kilka lat wcześniej umiejętności zabrałam się za robienie ziołowego naparu. Kilkakrotnie musiałam zaczynać go od nowa, stale poprawiając recepturę. Nie pamiętam, kiedy tworzyłam go ostatnio. Podczas pracy kątem oka przyglądałam się śpiącemu Dajkiemu. Byłam ciekawa, kiedy się obudzi. Miałam do niego tyle pytań, które teraz musiały poczekać. Westchnęłam głęboko i odwróciłam głowę od lidera wracając do przyrządzania mikstury.

Dajki?

Od Yashiro do Dajkiego

Data:
27 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Czasem już nie wiem w co wierzyć... Spojrzałem na basiora, a po chwili skupiłem całą swoją uwagę na talerzu. Nie mogłem pozwolić, aby jedzenie się zmarnowało, więc wepchnąłem go trochę do buzi, wyglądając przy tym, jak jakaś wiewiórka.
- Chyba sobie na dzisiaj odpuszczę zwiedzanie komnat... - Stwierdziłem zaraz po tym jak skończyłem jeść. - Dziękuję za posiłek...
Zeskoczyłem z krzesła i powolnym krokiem skierowałem się do drzwi.
- Nalegam jednak, żebyś został... - Usłyszałem za sobą głos Dajkiego.
Jakoś nie potrafiłem mu odmówić, jak już przyjdzie co do czego... Skinąłem lekko głową i poczekałem, aż basior do mnie dołączy, po czym otworzyłem drzwi. Wyszliśmy wspólnie na korytarz i rozejrzałem się na boki, ciekaw w którą stronę pójdziemy. Dajki skinął głową w prawo, a ja posłusznie ruszyłem za nim. Wiele razy skręcaliśmy to w prawo, to w lewo, mijając po drodze służbę tego zamku. Wreszcie dotarliśmy do dość wielkich drzwi, przyozdobionych różnymi szlachetnymi kamykami. Robiło to fajny efekt, bo każdy kamyczek błyszczał w zupełnie inny kolorze niż reszta. Basior pchnął drzwi, które otworzyły się z cichym zgrzytem. Wszedłem niepewnie do środka, rozglądając się uważnie po ścianach, na których wisiały obrazy i portrety. Podszedłem do jednego dzieła i przyjrzałem mu się z nieukrywaną ekscytacją. Obraz bowiem przedstawiał wilki zgromadzone na jakiejś zabawie. Każdy wilk miał radosny wyraz pyska i na płótnie nie było podziału na anioły i demony...
- Yashiro... - Odwróciłem się na dźwięk swojego imienia i spojrzałem na towarzysza stojącego pod ścianą. - Podejdź tu...
Podreptałem szybko do niego i zerknąłem na portret przedstawiający dumnie, wyprostowanego basiora. Przez chwilę stałem w miejscu, porównując wcześniejszego wilka do tego z portretu. Wydawali się identyczni... Czyli Dajki mówił prawdę? Speszony spojrzałem na basiora, lecz szybko spuściłem wzrok na swoje łapy.

Dajki?

Od Naomi do Hunter'a

Data:
27 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
-Jak smakowało księżniczko? -spytał Hunter, gdy skończył jeść swoja porcję.
-Było wyśmienite książę.- odpowiedziałam z sarkazmem w głosie.- Pójdę się przejść, sama...
Gdy napotkałam spojrzenie Księcia Hunter'a, dodałam szybko:
- Nie martw się, twoja Księżniczka wróci niebawem...- machnęłam mu puszystym, śnieżnobiałym ogonem przed nosem i zanim zniknęłam z pola widzenia wilczego psychopaty i jego gangu zawołałam.
- Nie próbuj mnie śledzić, ani ty ani twoi towarzysze, bo oberwiesz i to srogo!

***

Gdy wracam po dość długim spacerze po terenach Piekła, zanim wkroczyłam do jaskini Huntera Psychopaty, usłyszałam dość głośne i nerwowe rozmowy.
- Gdzie ona jest?! Uciekła, a ja tego nie zauważyłem! Idę jej szukać! Jak wróci, zamknijcie ją gdzieś!!!- zaaferowany nie zauważył mnie stojącą w wejściu do jaskini.
- Naomi, Księżniczko moja, gdzie ty się podziewałaś, martwiłem się!- zawołał potulny jak baranek.
- Tyle mnie nie było, że zacząłeś się martwić, gdzie jest twoja zabawka, tak?!Myślałeś, że tego tak czy inaczej nie usłyszę?!- wydarłam się na cały głos, obnażając ostre kły na basiora, który zaczął cofać się pod ścianę, na której zaschła krew.
- To nie tak jak myślisz, Naomi. Wytłumaczę ci, bo ja...- jąkał się.
Cała najeżona zaczęłam zbliżać się do Hunter'a, skulonego pod ścianą, próbującego się tłumaczyć. Pierwszy raz widziałam w jego oczach strach, paniczny strach. Tak, jakby bał się mnie, bał się mojego widoku, gdy coś spowoduje, że staje się krwiożerczym potworem.
 -Naomi, proszę, uspokój się...- mówił cicho, podchodząc do mnie powoli. Wycieńczona całą tą sytuacją opadłam z bezsilności- Spokojnie...
Ta ogromna złość na Huntera, nagle znikła. Rozmyła się, uwalniając gorzki szloch. Basior podszedł do mnie ostrożnie i objął mnie, pozwalając mi pozbyć się negatywnych emocji w swoje ciepłe, gęste futro.

Hunter???

Od Fosher'a do Hyomi

Data:
27 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Dobrze, ale jutro wyruszam z rana - odparła uśmiechając się szeroko.
- Naturalnie - również się uśmiechnąłem.
Powoli nastawała ciemność, a wraz z nią pojawiały się gwiazdy, pokład nadziej i marzeń wielu.
- Lubisz gwiazdy? - spytałem.
- Emm są ładne - odpowiedziała.
- Dla mnie mają specjalne znaczenie. Czasami nawet myślę, że gdzieś tam jest zapisana nasza przyszłość. Wiesz... gdy się jest bardzo smutnym, lubi się zachody słońca i jego wschody, uwielbia się gwiazdy. Straciłaś dla mnie tyle czasu, że poczułem się ważny, chociaż dla jednej osoby. Bardzo dawno miałem kontakt z innymi... proszę Cię bądź moją przyjaciółką mimo wszystko... - na chwilę spuściłem wzrok i zaraz to go podniosłem. 
Sekundy zaczęły ciążyć i dłużyć się. Widziałem w oczach wadery zmieszanie, była lekko zagubiona.
- Błagam Cię...- dodałem - Jesteś naprawdę wyjątkowa Hyomi, ja ciebie naprawdę po-polubiłem.
Zająknąłem się. Nie chciałem nic zniszczyć tą wypowiedzią, jak zwykle nie umiem się wysłowić.
- Fosher ja też Cię polubiłam... - wymamrotała.
Na nasze policzki wbiegły niewinne rumieńce.
- Ja się cie-cieszę, cz-czyli się zgadzasz? - spytałem niemal szeptem - Bę-będziesz moją przyjaciółką?
Czekałem. Teraz wszystko zależało od dwóch krótkich słów.


(Hyomi? Wybacz, że musiałaś czekać)

Akashi do Echo

Data:
27 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Minęło sporo czasu od kiedy ostatni raz rozmawiałem z Echo. Zupełnie zapomniałem o naszym powiązaniu. Łącząca nas więź odezwała się kiedy Echo była w pobliżu. Od razu ją znalazłem.
- Co tu robisz księżniczko? - zapytałem
Oboje znaleźliśmy się na granicy terenów demonów i Elcrys.
- A od kiedy mam ci się spowiadać księciuniu?
Nie straciła swojego temperamentu. Cieszyło mnie to ale jednocześnie wkurzało. Cieszyło mnie że miałem od niej spokój taki długi czas.
- Co robiłeś ostatnio? - zapytała
- Wysłali mnie na kilka misji a tak to grzałem się w zamku. Przynajmniej tam jest ciepło nie to co w jaskiniach czy domkach - spojrzałem na nią
- Pfff...
- Zapraszam ciebie na obiad - powiedziałem po chwili
- Co? - zdziwiła się
- Dajki chce żebym chociaż z jednym wilkiem się dogadywał. Tak, więc przyjdź do zamku lidera któregoś dnia na obiad. Ja idę mam coś do roboty, niektórzy mają co robić - zaśmiałem się i poszedłem

Echo?

Od Arii do Dajki

Data:
27 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

-Częstuj się, mam nadzieję że będzi ci smakować -spojrzał e moje oczy.
Lekko się zarumieniłam. Potem sięgnęłam po kawałek kurczaka. Po chwili podeszłam do mnie jedna z kelnerek i nalała mi wina. Dajki podniusł kielich.
-Ni pijesz? -spytał.
-Nie. Dziękuję. -odpowiedziałam.
-No proszę. Tylko jednego. -znów spojrzał w moje oczy i zrobił smutną minkę.
-No dobrze. -odpowiedziałam.
Podniosłam kieliszek i wzięłam małego łyczka. Wino było pyszne. Wzięłam jeszcze jednego małego łyka i odstawiłam kielich.
-I jak smakowało? -spytał basior.
-Pyszne. -odpowiedziałam.
-No widzisz? A tak się upierałaś.
Potem zaczęliśmy jeść. Tego wieczoru wypiliśy dwa kieliszki wina. Potem musięliśmy rozstać się

Dajki?

Izaya do Shizuo

Data:
27 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Obserwowałem to wszystko z daleka. Jednakże kiedy wszedł do wody wystraszyłem się trochę. Jednak było to za mocne dla niego. Podbiegłem do wody. Dobrze że jakiś wilk przechodził, więc szybko do niego podbiegłem.
- Proszę pomóż mi - zrobiłem słodką i niewinną minę
- Co się stało? - zapytał basior, było widać że to jeden z handlarzy
- Mój brat wpadł do wody, kocham go i nie chcę go stracić - nie wiem jakim cudem te słowa przeszły mi przez gardło
Wilk wiele nie myślał i wskoczył. Shizuo był nie przytomny kiedy został wyciągnięty na brzeg, ale żył. Podziękowałem wilkowi i stałem nad nim.
- Dlaczego zawsze coś mi przeszkadza kiedy próbuję ciebie zabić? Co ze mną jest nie tak? - wkurzałem się sam na siebie - Jestem już tak blisko ale odzywa się coś we mnie co mi nie pozwala...
Wkurzony odszedłem. Postanowiłem przez parę następnych dni unikać go jak tylko mogę. Może to minie, przynajmniej mam taką nadzieję. Chce się już go pozbyć. Może uda mi się kiedy kiedy spotka się z bratem. Wtedy się nie zawaham i go zabiję. Muszę żeby być wolny i uwolnić się od niego. Muszę stać się silniejszy. Czuję że wszystkie moje próby do tego czasu będą nie udolne, ale mogę próbować.
- Zginiesz potworze - powiedziałem wchodząc do świątyni
Nie miałem ochoty widzieć mojego rodzeństwa. Schowałem się i nie wychodziłem do póki nie ochłonąłem.

Shizuo?

Dajki do Arii

Data:
27 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Nic się nie stało. Zdarza się. Nie często pokazuję się publicznie - puściłem jej podbródek
Wyglądała na miłą waderę. Może nie będzie mi się nudzić.
- Czy coś się stało że wyszedłeś z zamku? - zapytała
- Nic szczególnego. Nudziło mi się trochę.
Spojrzałem w jej oczy. Miały przyjemny kolor.
- Może chcesz pójść ze mną do zamku? Zapraszam ciebie na kolację. Rzadko ktoś mnie odwiedza.
- Z przyjemnością - odpowiedziała radośnie
Spojrzałem na jej bransoletkę.
- Ładna
- Dziękuję - miałem wrażenie że się zarumieniła
- Jednakże najpierw muszę iść na targ.
- Coś kupić?
- Rozejrzeć się i sprawdzić jak handel przebiega
Nie było daleko a Aria mi towarzyszyła. Przyjemny spacer w czyimś towarzystwie a nie w postaci ducha. Po zakończeniu oględzin skierowaliśmy się do zamku. Jak zwykle jedzenie czekało już na stole. Pokazałem jej nakrycie dla niej i zasiadła.
- Częstuj się, mam nadzieję że będzie ci smakować - spojrzałem w jej oczy

Aria?

Kaname do Reyny

Data:
27 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałem na nią spokojnie. Przeanalizowałem jej pytanie powoli. Coś musi się za nim kryć. Jak będzie chciała to mi powie, ufam jej. Spojrzałem w niebo, a potem przed siebie. Nie zwalniałem kroku.
- Przyjąłem ciebie do zamku żebyś mogła być bezpieczna. Nie było ciebie długo a mnie doskwierała samotność. Przyszła do mnie aby popracować, więc ją przyjąłem. Od tamtej pory jest zawsze przy mnie i mi pomaga. Nie chciałem być sam. To było zastępstwo za ciebie. Miałem dość czekania aż wrócisz.
Spostrzegłem kątem oka że się zatrzymała. Zatrzymałem się i odwróciłem. Wyglądała jakby nie mogła uwierzyć w to co mówię. Wyglądała jakby ją to bardzo zabolało.
- Żartuje
Zapadła cisza. Wyglądała na zdezorientowaną tym co powiedziałem.
- Ty nie żartujesz... - mówiła powoli
- Ostatnio się nauczyłem. Dajki odblokował trochę moich emocji. To taki eksperyment. Chciałem zobaczyć jak zareagujesz. Nic mnie z nią nie łączyło i nie łączy. Wiem że wpadłem jej w oko, ale ona potrafi owinąć sobie kilku basiorów wokół łapy i robią co chcą. Jednakże nie odważą się zadziałać wbrew mej woli. Jest tylko moją służącą i nikim innym. Nie mógłbym być z kimś kto zdradziłby mnie, a ona taka jest. Tym bardziej nie mógłbym z nią spać.
Odwróciłem się i zacząłem iść powoli. Odwróciłem głowę
- Idziesz? - zapytałem
Rey szybko podbiegła do mnie ale się nie odzywała. Ciekawiło mnie o czym myśli, ale nie chciałem jej przerywać. Powinna być już spokojniejsza co do Miku, powiedziałem jej to co myślę. Może nie powinienem żartować, nigdy tego nie robiłem a u mnie żart może wyglądać jak prawda. Podziwiałem Dajkiego, on spał z różnymi wilkami, a trzyma wszystko w łapie. Nie psuje się mu nic. Pewnie gdybym był na jego miejscu też bym się tak zachowywał. On jest samotny i tym zastępuje pustkę w sercu po utracie mojej matki. Każdy wie to z rodziny.
- Uważaj tylko - powiedziałem kiedy doszliśmy do świątyni
- Na co? - zdziwiła się
- Posiadają silne moce ale nie są wrogo nastawione. Są urocze i mają ciekawe charaktery. Nie musimy z nimi siedzieć, one zajmują się sobą. Jak coś będą potrzebować to przyjdą
Weszliśmy do świątyni. Siedziała w niej Azuma i Ikki.
- Kaname! - Azuma rzuciła się na mnie - Dziękuję że nimi się zajmiesz
- Nie ma za co - pogłaskałem ją po głowie
- Hej Rey, widzę że będziesz towarzyszyć Kuranowi, miło z twojej strony. Ja muszę iść - powiedziała i pobiegła
- Jest taka żywa - powiedział Ikki
- Masz rację - spojrzałem na niego - To my ci nie przeszkadzamy, musisz nadrobić zaległości w zwojach
Ikki z uśmiechem skinął głową i poszedł w głąb świątyni. Zaprowadziłem Rey do ogrodu. Byłem ciekaw gdzie te małe brzdące się podziały. Pewnie znowu szykują zasadzkę na mnie.

Reyna?

Od Reyny do Ange

Data:
27 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zmarszczyłam czoło, zastanawiając się głęboko nad odpowiedzią.
- Nie mam pojęcia - przyznałam się, spuszczając wzrok na swoje łapy. - Mam wrażenie, że pod tym względem niewiele się różnimy.
Ange uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Niedługo zrobi się ciemno, powinnyśmy wracać - stwierdziła, a ja skinęłam głową, zgadzając z jej zdaniem. Z żalem pożegnałam przyjaciółkę wiedząc, że być może spotkamy się za jakiś czas.
~~*~~
Od czasu mojej zmiany rasy nie widziałam Ange, a ja nie paliłam się do naszego spotkania. Bałam się jak zareaguje na wieść o tym, że teraz jestem upadłym aniołem. Nie chciałam stracić bliskiej mi osoby, nie zniosłabym tego. 
Dziś jak zwykle wybrałam się na targ w Elcrys, chcąc poszukać jakiś składników na mikstury. Coraz częściej do szamana i medyków przychodziły chore wilki, przez co miałam trochę więcej pracy niż zazwyczaj.
- Reyna? - na dźwięk głosu Ange, obróciłam się zaskoczona. 
- Cześć - uśmiechnęłam się, maskując zaniepokojenie. Gdy tyko zbliży się w moją stronę, wyczuje zmianę. Jak na zawołanie zbliżyła się by mnie objąć na powitanie, a ja znieruchomiałam pod jej dotykiem.
- Coś się stało? - spojrzała na mnie zatroskana, odsuwając się.
- Nie czujesz? - uśmiechnęłam się smutno w jej stronę. 
- Zmiany? - spytała, a gdy skinęłam głową na jej pyszczku pojawił się przyjazny uśmiech. - Reyna, chyba nie pomyślałaś, że zostawię cię za takie coś - gdy przegryzłam wargę, westchnęła cicho. - A jednak.
- Bałam się jak zareagujesz - spróbowałam się wytłumaczyć.

Ange? Takie bezwenie xd

Od Reyny do Kaname

Data:
27 grudnia 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Nie będzie takiej potrzeby, pójdę z tobą - wymusiłam uśmiech, zerkając ukradkiem w kierunku, w którym odeszła Miku. Wadera wręcz promieniowała pewnością siebie i była niezaprzeczalnie atrakcyjna, toteż nic dziwnego, że zwróciła uwagę Kaname. Gdy wpatrywali się w siebie, poczułam ukłucie zazdrości. Spróbowałam zdusić to nieprzyjemne uczucie, ale ustało ono dopiero, gdy służąca wyszła z jadalni. Nigdy wcześniej nie widziałam jej w zamku, dlatego uznałam, że musiała pojawić się tutaj po moim wybyciu na wyprawę.
Przegryzłam wargę, jak miałam to w zwyczaju robić, gdy się denerwowałam. Wstałam od stołu i spojrzałam na Kurana.
- Robi się późno, chciałabym odpocząć.
- Jasne, dobranoc Rey - kąciki jego ust uniosły się nieznacznie, a ja skinęłam głową na pożegnanie. Siedząc w pokoju i czytając książkę zastanawiałam się nad tym, dlaczego zareagowałam na Miku w ten sposób. Biały basior był moim przyjacielem od dziecka, nie powinnam traktować go inaczej niż do czasu, gdy wylądowaliśmy razem w dziurze. On zapomniał o całym tym zdarzeniu, ale ja nie potrafiłam wyrzucić tej chwili z pamięci. To właśnie był powód całego mojego zdenerwowania i zazdrości.
- Masz minę jakbyś rozmyślała nad samobójstwem -  słysząc kpiący głos swojego towarzysza, podniosłam wzrok. - Odradzam.
Wyglądał jakby chciał dodać coś jeszcze, ale uciszyło go moje ostre spojrzenie. Od kiedy mieszkałam u Kaname, pojawiał się coraz rzadziej. Bardziej odpowiadały mu radosne tereny neutralnych i aniołów, aniżeli Piekło. Trzymał się jednak systematyczności, odwiedzając mnie co kilka dni.
- Nie jestem w nastroju do żartów, Orion - westchnęłam ciężko, odkładając książkę na bok.
- Właśnie widzę - szparki w jego oczach zwęziły się jeszcze bardziej. Kot odpuścił dalsze wypytywanie. Nie zdawałam sobie sprawy z własnego zmęczenia, ale gdy tylko zgasiłam świeczkę, zasnęłam.
Kolejny dzień powitałam z nową porcją energii, a mój wczorajszy zły humor prysł niczym bańka mydlana. Cieszyłam się na myśl o wspólnym spacerze z Kuranem, a także o poznaniu dzieci jego siostry. Zeszłam do jadalni na śniadanie, licząc, że będę tam przed basiorem, jednak uprzedził mnie on. W chwili, gdy usiadłam na sąsiednim krześle, do pomieszczenia weszła Miku. Krzątała się między nami, a następnie cicho spytała o coś Kaname, przy okazji muskając jego policzek swoimi ustami. Mojej uwadze nie uszło jej spojrzenie, którym mierzyła mnie przez chwilę. Pełne wyższości i pogardy, jakby chciała pokazać mi, gdzie jest moje miejsce. Byłam zaskoczona równie mocno jak basior, który po chwili wrócił do posiłku.
- Będę się zbierał, idziesz ze mną do świątyni? - spytał, spoglądając na mnie.
- Zaraz cię dogonię - obiecałam, a kiedy wyszedł, ruszyłam za służącą. Nie wiem, co mną kierowało. Znalazłam ją w kilka chwil, ale Miku nie wydała się zaskoczona moją obecnością. Przeciwnie, wyglądała jakby czekała na moje przyjście.
- Mogę w czymś pomóc? - spytała z fałszywą troską w głosie. Cała odwaga nagle mnie opuściła, ale wiedziałam, że nie mogę się wycofać. Dałabym jej wtedy satysfakcję.
- Nie udawaj - prychnęłam. - Wiesz, dlaczego przyszłam. Jestem przyjaciółką Kaname, dlatego na sercu leży mi jego dobro. Odczep się od niego.
Zabłysnęłaś Reyna, oj zabłysnęłaś.
- Przyjaciółka nie ściana, da się przesunąć - odpowiedziała spokojnie, uśmiechając się złowieszczo.
- Słuchaj, chyba źle mnie zrozumiałaś - zbliżyłam się do niej, przeklinając w duchu swój wzrost. Wilczyca przewyższała mnie o dobre parę centymetrów. - Znam go dużo dłużej niż ty, jak myślisz, komu uwierzy, jeśli coś się stanie? Wystarczy jedno słówko o tym, że coś mi zrobiłaś, a wylecisz na zbity pysk.
- To zrób to - zaśmiała się dźwięcznie. Trafiła w mój czuły punkt, nie potrafiłabym tego zrobić. Prędzej wybaczyłabym jej, niż poprosiła basiora o zwolnienie jej. - Jesteś jego przyjaciółką, nie partnerką. Co ci do tego, co z nim robię? Nie było cię sporo czasu, skąd wiesz, że nie jestem dla niego równie ważna co ty? - po tych słowach, odwróciła się na pięcie i odeszła. Ja stałam w miejscu, wciąż oszołomiona, jej słowami. Po dłuższej chwili, zdecydowałam się zapytać Kaname o ich relacje. Dogoniłam basiora po kilku minutach biegu.
- Wybacz, zapomniałam o czymś - uśmiechnęłam się blado, wyrównując z nim krok.
- Nie ma sprawy - spojrzał na mnie ciepło.
Przez chwilę panowała cisza, którą przerwało moje westchnięcie.
- Kuran? - spytałam, siląc się na beztroski ton. Spojrzał na mnie, czekając na pytanie. - Czy pomiędzy tobą, a Miku coś jest? Wydaje się być tobą zainteresowana, a to bardzo atrakcyjna wadera i zastanawiałam się, czy może się spotykacie...

Kaname?

.:AKTUALNOŚĆI:.

Nowa aktualizacja watahy będzie już niedługo :D Encyklopedia już prawie zapełniona, poczekajcie jeszcze troszkę! ~ Amera

Od teraz można być człowiekiem! Zapraszamy do wysyłania zdjęć lub artów twojej postaci jako człowieka.

.:TOPKA:.

© 2017 Eternal Wolves.
All rights reserved.
Design by Agata.