Twitter

.:EVENTY:.

Trwa teraz event pt. "Parada dusz"
Zainteresowanych zapraszam tu: KLIK

.:POGODA:.

Dni stają się coraz dłuższe, a noce krótsze. Cieplejsze dni zawitały do nas, a zimniejsze odeszły daleko daleko stąd. Cała przyroda została już praktycznie obudzona, kwiaty na drzewach i łąkach zaczęły rozkwitać, widać ciężarną zwierzynę co zapowiada ich przetrwanie gatunku a dla nas wspaniałe pożywienie. Wiosna jest okresem częstych deszczy, słonecznych dni, a także wiecznych. Pogoda potrafi się szybko zmienić w ciągu dni, dlatego trzeba być przygotowanym na wszystko. Wiosna to doskonały okres aby poznać swojego przyszłego partnera lub partnerkę, z którą spędzimy możliwe i całe nasze życie.

.:SKYPE:.

Chcesz z nami pogadać na skype? Nie ma problemu! -> KLIK
Jeżeli klikniesz ten link na górze, przeniesiesz się na skype jedynie z możliwością pisania na czacie.
Jeżeli jednak chcesz porozmawiać z nami, z głosem ale bez kamerek, to śmigaj na Skype/zainstaluj Skype i zaproś do znajomych Amerę(Skype -> Amera Castelss), a Amera doda Cię do grupy.
Jak na razie z rozmowy skorzystali: AmeiS, Amera, Lexie, Dannyl, Raven, Luka, Tiago, Xerda oraz Slake!

.:INNE:.

Chcesz coś zmienić w watasze? Oceń Eternal Wolves i powiedz nam czego oczekujesz! -> KLIK

Pamiętaj, aby obserwować nas na Twitterze! Ikonka Twittera znajduje się po prawej stronie od loga watahy!

Czegoś nie rozumiesz? Może chcesz zadać pytanie na asku? -> KLIK

.:KONTAKT:.


AMERA - Adminka
(zmniejszona aktywność)
Doggi - Ali010612
Howrse - Ali010612
Gmail - Sieralioness222@gmail.com
GG - 48141426
Skype - America Castelss

RITSU - Moderatorka
Doggi - lisia98
Howrse - lisia98
Gmail - lisia9855@gmail.com

SHIRO - Moderator
Doggi - cocolino98
Howrse - timenta
Gmail - korzystam z Ritsu gmaila

LEXIE - Moderatorka
(zmniejszona aktywność)
Howrse - Aleksa2003
Gmail - lexie.black01@gmail.com

.:WYŚWIETLENIA:.

.:WILCZE POGADANKI:.

Pogadaj z nami anonimie jeżeli chcesz :3 Nie zmuszamy, ale miło by nam było gdybyśmy się zapoznali :D

Od Tiago Do Katty

Data:
30 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Od dłuższego czasu siedziałem w ciszy, z podniesionym łeb, wpatrując się w gwiazdy na niebie. Była już dość późna pora, jednak dzisiaj dręczyło mnie zdecydowania za spraw aby udało mi się w spokoju zasnąć. Po chwili westchnąłem. Powoli księżyce ustępowały miejsce słońcu. Sam nawet nie wiem kiedy minęła mi cała noc, zamieniając się w poranek. Powoli wstałem i rozprostowałem kości zastałe przez długie siedzenie w jednej pozycji. Po chwili stwierdziłem, że skoro i tak nie mam już nic lepszego do roboty to pójdę sobie coś upolować. Zamknąłem oczy i pozwoliłem działać swojemu instynktowi. Minęło kilka minut zanim złapałem trop. Jednak kiedy to się stało ruszyłem w jego kierunku. Docierając na miejsce ukryłem się w gęstych krzakach. Przede mną znajdowało się stado Perytonów. Powoli zacząłem się zbliżać do nich. Jednak nagle jeden z nich padł. Coś stanowczo było tutaj nie tak. Wytężyłem wzrok. Dopiero po chwili zauważyłem czarnego wilka. Z tej odległości nie potrafiłem określić jakiej jest płci. Kiedy skończył on swój atak, zaczął zjadać jedno ze wspomnień. Zechciałem bardziej przyjrzeć się temu osobnikowi. Powoli zacząłem się zbliżać. Jednak pochłonięty myślami o tajemniczym wilku, który sprzątnął mi jedzenie sprzed nosa, przestałem być ostrożny. Poruszając się spod moich łap wydobył się cichy szelest. Basior bądź wadera także musiał to usłyszeć bo jego ucho przekręciło się w bok odszukując źródło dźwięku. Po chwili skoczył w moją stronę. Szybko odskoczyłem do tyłu. Dopiero w tamtym momencie udało mi się dostrzec, że była to wadera. Ta patrzyła się na mnie lekko zdezorientowana.
- Przepraszam - powiedziała jedynie i odwróciła się z zamiarem odejścia.
- Kim jesteś? - wypaliłem nagle... w sumie sam nie wiem czemu.
Wadera westchnęła i ignorując mnie, powoli zaczęła stawiać kroki.
- Okej. Nie chcesz gadać to nie... Ale wiesz... Przez twój nieudolny atak na stworzenia przestraszyłaś większość jakbyś nie zauważyła... Było ich tu z dziesięć jak nie piętnaście, a tobie udało się tylko trzech upolować... Brak ci techniki - powiedziałem wrednie i odwróciłem się z zamiarem dalszych poszukiwań zwierzyny.
Wadera powoli odwróciła się w moją stronę. W jej oczach było wymalowane niedowierzanie. Jednak nie odezwała się chwilowo ani słowem.
- Widzisz... Taka prawda - powiedziałem tylko i powoli ruszyłem w swoją stronę.

Katty?xd

Od Akashiego do Diany

Data:
30 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Sądząc po zachowaniu wadery na prawdę chciała zginąć. Pragnęła tego. Ciekawe co takiego się stało że pragnęła wejść do świata duchów? Zresztą, nie musiałem tego wiedzieć. Nie interesują mnie życia innych jeżeli nie należą do mojej rodziny, ale jeżeli nie są mi przydatni. Zycie jest ulotne... Szkoda że nie w moim przypadku. Do póki nie będę mieć potomka to nie umrę, chyba że swoją moc przekażę z własnej woli, a na to nie ma szans. Patrząc na innych widzę jak czas przemija, ale niektórzy tak jakby zatrzymali się w nim i wolniej się starzeją, należę do jednych z nich. Zabijanie sprawiało mi przyjemność, a zwłaszcza osobników mojego gatunku. Dla mnie nie ma znaczenia czy to samica czy samiec. Zabije jeżeli mi się narazi, albo jeżeli tego pragnie... Ich życia należą wtedy do mnie. Uśmiechnąłem się do niej spokojnie. Zacząłem powoli podchodzić. Jak ja ich wszystkich kocham, mieszać w ich życiach żeby zobaczyć co zrobią to moje hobby i jeden z celi życia. Byłem już blisko niej. Spojrzałem jej w oczy, a potem jednym ruchem łapy rozerwałem jej kark. Zalała się krwią, ale nie była spanikowana. Upadła i już się nie podniosła. Dziwna śmierć, ale nie narzekam na to co mi oferują.
- Oszczędziłeś kłopotów - usłyszałem głos Dajkiego
- Sama tego chciała - powiedziałem patrząc na jej ciało
- Co teraz zrobisz? - usłyszałem głos Ikkiego, który mnie w tym wszystkim zaskoczył
- Chyba poproszę o rozgrzeszenie z twojej strony... - spojrzałem na niego


Od Ivety Do Aelin

Data:
30 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Przez około pół godziny chodziłyśmy po różnych targach. Byłam już tym naprawdę zmęczona, zwłaszcza że Aelin skakała od stoiska do stoiska, a ja nie mogłam za nią nadążyć. Nie wyglądała na nawet troszeczkę zmęczoną.
- Iv ! No chodź ! - Krzyknęła, biegnąc w stronę kolejnego stoiska. Westchnęłam głośno po czym powolnym krokiem ruszyłam za waderą. Elcrys było naprawdę ogromne i robiło naprawdę dobre wrażenie. Słońce świeciło na niebie i wiał delikatny wiaterek. Zaciągnęłam się zapachem świeżego powietrza. Poczułam mieszankę zapachów przeróżnych wilków.
- Iv ! Iv ! Chodź, zobacz jakie śliczne ! - Usłyszałam pisk wadery.
- I tak sobie nie kupisz... - Westchnęłam.
- A to niby dlaczego ?! - Burknęła. - Sugerujesz że jestem biedna ? - Oburzyła się.
- Tak, jesteś biedna... - Westchnęłam głośniej.
- Nie prawda ! - Warknęła.
- To gdzie masz pieniążki ? - Zapytałam ironicznym głosem i wyszczerzyłam się do niej, ukazując moje śnieżnobiałe kły.
- Dobra ! Wygrałaś ! Jestem biedna ! - Burknęła, na co się zaśmiałam. Aelin też po chwili zachichotała. Wilczyca znowu zaczęła biegać w tę i z powrotem, a ja zaczęłam podążać za nią wolnym krokiem. Ciekawiło mnie czy ona w ogóle się kiedyś zmęczy.
Po około kolejnych trzech godzinach biegania po różnych targach zaczęło się ściemniać.
- Ciemno się robi... - Mruknęłam. - Powinnyśmy wracać do naszych domów. - Powiedziałam spoglądając na waderę. Ta tylko delikatnie kiwnęła głową. Aelin nagle jakby posmutniała.
- Coś się stało ? - Zapytałam zdezorientowana. Wadera burczała coś pod nosem, ale nic nie zrozumiałam.
- Co ? - Podeszłam do niej bliżej.

Aelin ?

Podróżnik wymiarowy

Data:
30 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
HOWRSE: Annie0130 | DOGGI: Annie0130 | GMAIL: ania.zatryb@gmail.com

.:YUKITTERU NETSU:.
Yuki, Yu (nie lubi kiedy obcy zdrobniają jego imię)
WIEK: 24 lata
PŁEĆ: Basior
RASA: Demon
PŁODNOŚĆ | CIECZKA | Płodność| Niedotyczy
PARTNER/PARTNERKA Brak, ale ma kogoś na oku :D
OPIS: Yuki urodził się w Wiosce Portali. Słynęła ona z tego, że jej mieszkańcy byli podróżnikami. Lecz nie zwykłymi podróżnikami. Podróżowali ni bowiem po różnych wymiarach. Do tego celu służyły im portale, tunele czasoprzestrzenne, prowadzące do innych światów. Portale tworzyli różnymi narzędziami (zwanymi narzędziami Morie) - od talizmanów, przez totemy i księgi, po Magiczne Kręgi. Można powiedzieć, że kalali się czarną magią (czegoż się spodziewać po wiosce demonów? Czczenia światła?), lecz tę magię mieli już w genach. Yukitteru urodził się w zwykłej rodzinie, przez długi czas był jedynakiem bez ojca, gdyż ten na prawie dwa lata zaginął w obcym wymiarze. Stąd właśnie Yuki ukształtował sobie pogląd, by nie eksperymentować z Portalami i generalnie trzymać się od nich z daleka, dopóki nie ukończy szkolenia, legalizującego używanie ich. Nigdy nie był samotnikiem i nie miał problemów z kontaktami społecznymi. Niedługo po powrocie ojca los podarował mu brata, jednak prawdziwa rewolucja w jego życiu nastąpiła, gdy już wkraczał w dorosłość. Doczekał się siostry - Chiru. To właśnie z nią najlepiej się dogadywał, z nią spędzał najwięcej czasu, mimo różnicy w wieku. Już w wieku niemowlęcym wykryto u niej wzmożoną ilość cząsteczek Morie. Są to cząsteczki, których duża ilość pozwala manipulować czasoprzestrzenią (niestety jeszcze nie znaleziono sposobu na przenoszenie się w czasie - uważano to za zbyt niebezpieczne.). Wtedy po raz pierwszy odnotowano przypadek unikatowej mocy Chiru - Przeniesienie. Kiedy nie była jeszcze do końca świadoma uznano ją za bóstwo i nazwano Panią Tysiąca Wymiarów. Gdy jednak Chi podrosła, szybko okazało się, że nie nadaje się na boginię. Kiedy ledwo sklecała poprawnie zdania, już potrafiła wykręcić komuś numer np: zmiana jednego znaku w Magicznym Kręgu, co skutkowało, tym, że Portal nie przenosił i nadawał się tylko, jako obręcz do skakania. Szybko jednak wpojono jej, że jako bóstwo powinna być poważna. Właśnie taka się stała. Nie uchroniło jej to jednak przed popełnianiem błędów (m.in. przeniesienie CAŁEJ wioski do sąsiedniego wymiaru, przez nieuważne nadepnięcie łapą na gotowy do stworzenia Portalu talizman). W czasie kiedy siostra rozrabiała, Yukitteru rósł w siłę i mężniał. Nigdy jednak nie skończył kursu na Podróżnika, miał dziwny uraz do tej profesji. Zamiast tego zajmował się polowaniem dla watahy i kontaktami z dziewczynami. Czas dorastania - pierwsza miłość, pierwsze zawody miłosne itd. Mimo wszystko Yuki, nie uważa tego okresu za ciekawy i wyrzucił go z głowy. Feralnego dnia miała miejsce Wielka Tragedia. Na wyspie, która była zamieszkiwana przez watahę Yukitteru, doszło do trzęsienia ziemi. Powodem tragedii, oficjalnie, był wybuch cząsteczek Morie, których złoża znajdowały się pod wyspą. O tragedii dowiedziano się kilka godzin przed nią. Życie wilków było zagrożone. Wyspa mogła zatonąć lub nawet się rozpaść, jednak nikt nie chciał uciekać. Honor i lojalność ich tam trzymały. Wszyscy członkowie watahy ceremonialnie się pożegnali i czekali na koniec, stojąc dumnie na środku głównego placu. Gdy trzęsienie ziemi się rozpoczęło Chiru wypowiedziała życzenie. Mocno tuląc się do brata powiedziała, że jedyne czego pragnie, to znaleźć się w bezpiecznym miejscu razem z nim. Wtedy to się stało... Chi otworzyła portal, który natychmiast przeniósł rodzeństwo na Diamentowy Kontynent. Przejdźmy jednak do charakteru Yukiego. Jest on odważnym i mężnym wilkiem. Opieka nad siostrą uczyniła go cierpliwym i opiekuńczym. Jest zatwardziałym realistą i jest dość kłótliwy, bo nie lubi, kiedy ktoś się z nim nie zgadza. Jako (może i były) mieszkaniec Wioski Portali jest lojalny wobec przyjaciół i dumę uznaje za jedną z najwyższych wartości. Nie śpieszy mu się do ołtarza, ale jak już kocha to na prawdę i bardzo mocno. Jest całkiem szybki, lecz każdy ma słabe punkty - w jego przypadku to siła. Na szczęście ten brak nadrabia zwinnością i dobrą koordynacją ruchową. Po przemianie jego siła znacznie wzrasta, a zwinność i szybkość nieznacznie się zmniejszają.
OPIS WYGLĄDU: Yukitteru to wysoki, basior o dość niepozornym wyglądzie, i słusznie. Ma puszystą, czarną (gdzieniegdzie szarą lub brązowawą) sierść. Jego oczy mają charakterystyczny, ciemnoczerwony kolor.
OPIS PRZEMIANY: Po przemianie sierść Yukiego staje się bardziej puszysta, ciemnoszara, miejscami posiada czerwone plamy (na karku pomarańczowawe) lub wzory. W niektórych miejscach pojawiają się białe kropki. Jego oczy stają się intensywnie czerwone, a z łopatek wyrastają piękne, smocze skrzydła, w kolorze zbliżonym do sierści. Ogon Yu się częściowo rozdwaja, a pazury i łapy rosną.
UNIKALNA MOC: Rozpad - potrafi zamienić w proch, wszystko, co mieści się w jego pysku i trochę wystaje (max. 50 cm poza pyskiem). Właściwie trochę bezużyteczna moc, ale czasem się przydaje.
POZYCJA: Nauczyciel Szczeniąt,

UMIEJĘTNOŚCI:
~Siła(★)
~Szybkość (★)
~Zwinność(★)
~Wytrzymałość(★)
~Zdrowie(★)
~ Unikalna Moc(★)

RELACJE: 
Wataha: Nie zna nikogo. 
Rodzina: 
Chiru - ukochana siostra, którą się opiekuje. 
Międzygaunkowe: Nie obchodzą go przedstawiciele innych ras (do czasu ;D)
SOLARY: 70 S
EKWIPUNEK:
CIEKAWOSTKI:
 - Czasem zbyt przesadnie martwi się o swoją siostrę.
 - Nie lubi zajęczego mięsa.
 - Ma świetną orientacje w terenie.
OSIĄGNIĘCIA I PRAGNIENIA:


Od Katty (Do Tiago)

Data:
30 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Otworzyłam powoli oczy, przekręcając się delikatnie i zarzucając na siebie, jelenią skórę. Kątem oka dostrzegłam, że świat cały czas był ciemny, a księżyce (gdyż mamy ich kilka) cały czas lśniły na niebie. W mojej jaskini, panowała jeszcze większa ciemność, którą blask powoli niszczył. Zamknęłam znowu oczy, ale gdy po kilku próbach zapadnięcia w głęboki sen nie udało mi się to, wstałam i przeciągnęłam się. W końcu po porannej gimnastyce, wyszłam na dwór, wdychając piękny zapach poranka. Piękne czerwone kwiaty, wyglądem przypominające Księżyczkę, falowały razem z wiatrem, zrzucając z siebie poranną rosę. Przyglądając się tak naturze, która mimo oceny Świętoszków i Bezmocnych, rosła prawie na całym piekle, poczułam zapach jakiegoś zwierzaka. Zaczęłam iść śladem, aż nagle usłyszałam, dźwięk zazwyczaj wydawany przez stado Perytonów. Uśmiechnęłam się i przyśpieszyłam tępo, czając się w krzakach.
 -No pięknie. - Szepnęłam do siebie gdy zobaczyłam ptaki. - No, ale lepsze to, niż nic.
Skoczyłam w ich stronę, powstrzymując się od warknięcia, które mogłoby zaalarmować Kosogłosy. Po chwili złapałam trzy upierzone stworzenia i rzuciłam je na kupkę, zabierając sobie jednego. Resztę, postanowiłam zanieść po skończonym posiłku do miejsca, gdzie urzędowali łowcy. Gdy jednak byłam w połowie, usłyszałam cichy szelest. Ruszyłam delikatnie lewym uchem, przekręcając je trochę jak koń, który chce usłyszeć coś od tyłu. Wymierzyłam dokładnie gdzie był szelest i podniosłam się, skacząc w tamtą stronę. To coś odskoczyło i dopiero wtedy zauważyłam... To nie coś, a raczej ktoś, a dokładnie basior. No i moje plany, prysły jak bańka. Postanowiłam chociaż na tą chwilę być chociaż trochę uprzejma, bo wolałam nie zaczynać bójki, kiedy planowałam coś zrobić. Przeprosiłam szybko demona i już chciałam się odwrócić, ale on spytał kim jestem. Westchnęłam i ignorując basiora, powoli zaczęłam stawiać kroki.

<Tiago? :3>

Od Sivian do Reyny

Data:
30 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Westchnęłam zrezygnowana i usiadłam. 
-Nie ma o czym mówić. - powiedziałam. 
-Jest. Non stop ode mnie uciekasz, a ja chcę po prostu się czegoś dowiedzieć. - kontynuowała wadera.
-Niby czego? Nie mam ci nic do powiedzenia. - warknęłam.
-Chodzi o Bellonę. Chcę wiedzieć, o co chodzi. - powiedziała uparcie Reyna.
-To tylko moje domysły. - kontynowałam wzbranianie się przed powiedzeniem tego, co wywnioskowałam. -Zapewne błędne zresztą.
-Ale chcę je poznać. 
Burknęłam coś pod nosem.
-Nie, nie i jeszcze raz nie. - powiedziałam stanowczo. 
-Dlaczego tak się przed tym bronisz? - zapytała Rey.
-Nie powinno cię to interesować. - szłam w zaparte.
-Ale mnie interesuje. - powiedziała podirytowana wadera.
-To masz problem. - syknęłam i podniosłam się.
-Zachowujesz się dziecinnie. - westchnęła Eye.
-I mi to pasuje. - powiedziałam jeszcze i szybkim krokiem ruszyłam przed siebie.
Reyna, jako, że jest sporo niższa musiała prawie biec, by dotrzymać mi kroku. Nie spodziewałam się od niej innej reakcji, niż podążenie za mną. Puściłam się sprintem. Mimo, iż biegłam najszybciej, jak potrafiłam, Rey ciągle biegła nieco za mną, ale nie odpuszczała. W końcu zrezygnowałam z ucieczki i stwierdziłam, że skoro tak bardzo pragnie poznać moje domysły, to niech ma.
-Możemy być rodzeństwem. Nasze matki mają tak samo na imię, czyź nie? Jesteś również taką mniejszą kopią Bellony. - mruknęłam i odwróciłam się tyłem do wadery.

Eye? ^^

Od Tiago Do Megami

Data:
30 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Do moich uszu powoli zaczynały dochodzić odgłosy. Cichy śpiew ptaków... Szum wiatru... Także po chwili zaczęły dochodzić do mnie różne zapachy. Jednak jeden wypierał wszystkie inne. Mocny zapach jakiegoś wilka. Nie kojarzyłem abym kogokolwiek wpuszczał do siebie. Zebrałem się w sobie i z trudem spróbowałem otworzyć oczy. Raz... Drugi raz... Dopiero za trzecim razem udało mi się to. Oślepiło mnie jasne światło. Zamrugałem kilka razy oczyma. Kiedy przyzwyczaiłem się do światła, powoli rozejrzałem się wokół. Leżałem na swoim posłaniu. W pewnej odległości ode mnie leżała wadera. Megami. Zamrugałem oczami zdziwiony. Dopiero po chwili przypomniałem sobie co się ostatnio wydarzyło. Walka z demonem. Zabranie Megami do siebie. Pozwolenie jej zostać dopóki nie wyzdrowieje. Wyjście poza granice Watahy. Mantykory. Zemdlenie. Czyli najprawdopodobniej to właśnie wadera przyniosła mnie tutaj. Po chwili postanowiłem wstać. Podniosłem się i wyszedłem przed chatkę. Wyciągnąłem łapy przed siebie rozciągając zesztywniałe ciała po śnie i ziewnąłem. Rozejrzałem się wokół. Jak zwykle nic się tutaj nie działo. Westchnąłem i wróciłem do środka. Wadera dalej spała. Postanowiłem przynajmniej chwilowo pozwolić jej spać. Sam szybko się pożywiłem. Siedziałem przez kilka minut w ciszy. Jednak szybko zdecydowałem się na pójście na tereny wspólne. Jakoś tak wyszło, że tam znałem najwięcej cichych i spokojnych miejsc. Jednak nie miałem najmniejszego zamiaru zostawiać tutaj waderę samą. Nie ufałem jej. Szybko znalazłem się przy niej i tyrpnąłem ją łapą. Zero reakcji. Westchnąłem i dosłownie uderzyłem ją tylną kończyną w plecy tak, że poturlała się w bok. Wtem Megami momentalnie się przebudziła i niemalże natychmiast stanęła na łapach. Patrzyła na mnie dezorientowana.
- Tsa... Pewnie fajnie ci się spało, ale koniec tego dobrego. Wychodzę i nie mam nawet najmniejszego zamiaru zostawiać cię tu samej. Więc powiem krótko. Wypad - powiedziałem obojętnie.
Razem z waderą po chwili wyszliśmy przed moje lokum. Widząc jak Megami powoli rusza w swoją stronę, sam pobiegłem przed siebie. Po chwili jednak odwróciłem głową.
- Dzięki za przyniesienie mnie do chaty, ale nie licz, że przez to się za kumplujemy! - krzyknąłem na odchodne.

Megami?

Od Leona - koniec

Data:
30 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Od dawna czułem, że czegoś mi brakuje. Pustka wypełniała moje serce i umysł, nie pozwalając cieszyć się i czuć pozytywnych uczuć. Chociaż czas spędzony z Yoshie był niezwykle przyjemny, nawet ona i jej uśmiech nie mógł mi pomóc. Moje myśli były ciemne i ponure niczym chmury gradowe, które zwiastują porządne bombardowanie lodem. Zamierzałem opuścić nie tylko Eternal Wolves, ale i całą Craerię. Zostawić całe życie, które znaczyło dla mnie tyle co nic. Upewniłem się uprzednio, że nikt nie będzie mnie szukał siejąc zamętu wśród wilków. Yoshie poznała wersję, że muszę wyruszyć w długą podróż albo raczej misję, która nie wiem kiedy się skończy. Wiedziałem, że robię źle, o czym przypomniały mi jej oczy, wpatrujące się we mnie z ufnością. Z wyrzutami sumienia skierowałem się w stronę klifu. Morze jak zwykle nie kryło się ze swoimi emocjami. Było pełne wściekłości, wzburzone o ciemnogranatowej barwie, która doskonale oddającej mój nastrój. Nie było żadnego wahania. Skoczyłem z rozpędu do wody, ale zamiast zderzyć się ze ścianą zimna, poczułem jak moje ciało rozpada się na małe cząsteczki i unosi się w górę. Rozbłysnęło białe światło i po chwili ujrzałem rodziców. Stały obok nich moje siostry. Wiedziałem, że to już ten moment. Chwila, gdy w końcu odnajdę spokój.
- Leon, cieszę się, że jesteś z nami - cichy i pełny miłości głos matki sprawił, że zdałem sobie sprawę jak bardzo brakowało mi jej ciepła, a jeszcze bardziej chłodnego spojrzenia ojca, za którym kryła się miłość. Yel i Fumi przyjęły mnie z uśmiechem. Nie miałem zamiaru wracać do życia. Skoro śmierć jest tak piękna, wybieram ją.

THE END

Od Dajkiego do Fuyu

Data:
30 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Co masz na myśli? - zapytał zdezorientowany
Żeby tak ingerować w sprawy innych... Chyba jest ze mną coś nie tak. Powinienem stać z boku wszystkiego i obserwować. Nie powinienem się udzielać. Jestem liderem... Ale skoro już zacząłem to nie wypada przerywać. Może jakoś mu się poszczęści jeżeli mu podpowiem. Odszedłem parę kroków od niego. Stałem teraz do niego tyłem, obejrzałem się.
- Nie zawsze znajdzie się kogoś kto i ciebie pokocha. Zawsze możesz kochać na swój sposób wiele wader jeżeli inaczej byś nie umiał. Wtedy nigdy nie zaznasz szczęścia do końca, ale przynajmniej nie będziesz czuć pustki. Jest jeszcze inne wyjście. Może pokochać kogoś podobnego do siebie, nie chodzi mi o charakter leć o płeć. Znajdują się osobniki, które nie kochają samic lecz samców. Osobiście znałem kilku i miałem też w rodzinie. Takie stosunku na ogół muszą być zachowywane w tajemnicy, nie każdy to akceptuje. Na razie zostawię ciebie samego. Jak się lepiej poczujesz, może chodzić po moim zamku, ale nie wolno ci wejść na drugie piętro i do podziemi. Jasne? - spojrzałem na niego
- Jasne - odparł po chwili
Wpatrywał się we mnie jak w obraz. Wyszedłem powoli z komnaty zostawiając jego samego. Niech sobie wszystko przemyśli na spokojnie.

Fuyu?

Od Azmuny do Ichiego i Raidona

Data:
30 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Teraz szliśmy we trójkę. Nie wiedziałam gdzie dokładnie idziemy. Tata nie wie że sobie od tak wyszłam. Był teraz zajęty co mi się podobało. Nie zwracał na mnie uwagi. Nikt się nie odzywał. Mnie to nie przeszkadzało. Tata jak i Kuran są małomówni, albo rozmawiają gdy mnie nie ma, za to Aki potrafi gadać, ale czasem mnie przeraża. Często ich nie rozumiem. Może to być też dlatego że każdy jest inny i ważny, a ja? Nie wiedziałam czy oni się nie lubią że tak milczą. Nad jezioro dotarliśmy jakoś po południu. 
- Mamy trochę czasu to może lepiej się poznamy? - spojrzałam na nich - znam tylko wasze imiona i to że jesteście demonami
- A ty z jakiej rasy jesteś? Nie wyczuwam od ciebie ani anioła a ni demona, ale jakbyś była aniołem to nie mogłabyś przebywać na terenie demonów - spojrzał na mnie Ichigo
- Jestem neutralna... - aż tak bardzo nie skłamałam 
- Byłaś dzisiaj u lidera, co tam robiłaś? - zapytał nagle Raidon 
No nie... czy dzisiaj jest dzień trudnych pytań...? 
- Mieszkam tam... - odparłam po chwili 
- Jak to? - zdziwili się obaj
- Tak wyszło... Powiem wam szybko jeszcze coś o sobie bo chcę też coś o was usłyszeć. Mam starsze rodzeństwo, najstarszy brat dokucza mi czasem z powodu iż jeszcze nie posiadam żadnej mocy, lubię się bawić, ukrywać, czasem dokuczam innym, boje się różnych rzeczy, ale w tym momencie was. Nie dlatego że jesteście straszni tylko że jesteście starsi i nie chce wam zawadzać i utrudniać życia.

Ichigo? Raidon?

Od Kaname do Reyny

Data:
30 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Słońce było jeszcze na niebie, kiedy dotarłem do zamku. Marzyłem teraz tylko żeby coś zjeść i położyć się spać. Odczuwałem lekkie zmęczenie. Przed wejściem stał strażnik. Skłoniłem mu się, a on uczynił to samo. Chciałem okazać mu należyty szacunek. Już prawie dotknąłem wejścia łapę, kiedy coś dotknęło mnie w grzbiet. Spojrzałem kątem oka na strażnika, można powiedzieć że na jego pysku malowało się coś na znak obawy. Obejrzałem się i zobaczyłem brata.
- Musimy iść do Dajkiego - powiedział z poważna miną
Nie mogłem nic zrobić. Skoro nas wzywał to nie miałem wyjścia i udaliśmy się do jego zamku. Dajki siedział na tronie. Mimo jego sposobu bycia, było widać że coś go martwi i trapi. Kiedy nas ujrzał zszedł z niego i powoli podszedł się przywitać.
- No to co chciałeś? - zapytał Aki
- Przepraszam za spóźnienie! - krzyknęła Azuma podbiegając do nas - Spóźniłam się?
- Nie, dopiero przyszliśmy - powiedziałem
Było widać że jej ulżyło.
- Równowaga zanika - spojrzał na nas Dajki - Każdy z was powoli traci równowagę. Trzeba nałożyć nowe pieczęcie - był poważny - Tracimy pokojowe stosunki z innymi watahami.
- Jak to? - zdziwiła się Azuma
- Tylko u nas połączone są wszystkie rasy. Wataha demonów jest nie zadowolona że mieszkają u nas anioły i neutralni, tak samo jest z innych stron.  Będę musiał coś z tym zrobić. Nie mam zamiaru żeby wszyscy byli w to wmieszani. Do póki hybryda stoi na czele nic nie zrobią.
- No dobra, a co z twoim następcą? - zapytał Aki
- Wiesz że Azuma jest hybrydą to co głupio się pytasz? - spojrzał na niego srogo, a ten od razu zamilkł - Poza tym, znalazłem to czego szukałem. Skontaktowałem się z.... Enmą...
- Żyje? - ucieszył się Aki
- Kto to? - zapytała Azuma
- To jest twoja, moja i Kaname babcia. A twój ojciec stamtąd pochodzi, jest synem jej przyrodniej siostry - odpowiedział szybko Aki
Dajki znowu spojrzał na niego tym samym spojrzeniem.
- Jeszcze oficjalnie jej tutaj nie zaprosiłem. Jednakże będę musiał to uczynić. Tylko najpierw trzeba wszystko przygotować. To nie jest taka normalna osóbka, Akashi coś o tym wie, ona można powiedzieć że jest najsilniejszym znanym mi demonem czystej krwi.
Po spotkaniu poszedłem do siebie, nareszcie mogłem odpocząć. Udałem się do pokoju. Rozejrzałem się. Wpadłem na pomysł żeby może Reyna i inni artyści wypowiedzieli się na temat co można przygotować na przybycie Enmy. Skoro była najsilniejsza z demonów, to ktoś najsilniejszy z aniołów też musi być... Znałem to imię, Nona. Śniła mi się razem z Enmą kilka razy, tylko czy można nazwać to snem, kiedy ktoś z tobą rozmawia o następnym dniu i o twojej przeszłości? Tak czy tak jutro spotkam się z Rey.

Czarna małomówna demonica

Data:
30 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
HOWRSE: Annie0130 | DOGGI: Annie0130 | GMAIL: ania.zatryb@gmail.com


.:Chiru Yami:.

Chi
10 lat | Wadera | Demon
PŁODNOŚĆ | Płodność
OPIS: Chi jest małomówna i często ponura. Jest typową, nieufną samotniczką, choć uwielbia towarzystwo swojego brata. Jest wyjątkowo poważna, jak na szczeniaka.
OPIS WYGLĄDU: Chiru to dość drobna, czarna niczym noc wadera. Ma ciemnoszare, mądre oczka. Chi ma bardzo dziwny chód, coś jak połączenie skoków i biegu - taki galop, ale nie do końca. Na szyi ma złoty medalion, po części kontrolujący jej moce.
UNIKALNA MOC: Przeniesienie - moc Chi, wzięła się z jej pochodzenia. W niektórych momentach jej życia może się zdarzyć, że przeniesie się do innego wymiaru, często razem z kimś. Jednak zdarza się to rzadko, a jak się już zdarzy to najwyżej się teleportuje. Może stworzyć dwa rodzaje tzw. Portali: Portal Materialny i Portal Bezpośredni. Portal Materialny, to świecące, błękitne koło (czasem owal) unoszące się w powietrzu, używa się go po prostu wskakując do środka, wyskakuje się już w innym wymiarze. Jego obecność często zakłóca np. warunki pogodowe w obrębie aż... 2 metrów dokoła niego. Portal wygasa po 2 sekundach - 10 minutach, ale można go zamknąć siłą woli, lecz to wymaga dużych ilości energii. Służy do przenoszenia się tylko między wymiarami. W zaawansowanej formie przypomina lustro, z podpisem u dołu gdzie prowadzi (takie Portale powstają tylko przy użyciu Narzędzi Morie) Portal Bezpośredni, to raczej efekt, niż materialny (pół-materialny) przedmiot. Gdy Chiru go używa wokół niej przez ok. 5 sekund zbiera się kula błękitnej energii, która potem wybucha, zabierając ze sobą wszystko, co znajdzie się w obrębie wcześniej wytworzonej kuli. Nie da się go zatrzymać. Łączy nie tylko światy, ale i pozwala na przenoszenie się w jednym wymiarze.
RELACJE: 
Wataha: Nie zna nikogo w watasze. 
Yukitteru - jej ukochany brat. Traktuje go jak boga i mentora. Zawsze trzyma się blisko niego. Międzygatunkwe: Anioły: nie ma nic do nich, choć trochę ich potępia. Neutralni: Nic do nich nie ma, traktuje ich na równi ze sobą. Demony: Sama nim jest.
SOLARY: 50 S

CIEKAWOSTKI:
 - Uwielbia spać wtulona w futro brata. Właściwie nie umie zasypiać bez tego.
 - Bywa cichym obserwatorem.



Mocna w słowach

Data:
30 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
HOWRSE: Wika2004  | GMAIL: karolinka.rex@wp.pl

.:SOPHIA WALECZNA:.
Soph
WIEK: 24 lata
PŁEĆ: Wadera
RASA:  Demon
PŁODNOŚĆ| CIECZKA| Płodność | Miesiące Nieparzyste
PARTNER/PARTNERKA Nie ma
OPIS: Sophia jest wysłanniczką Enmy, a jak wiadomo wilki z tamtej wyspy są... nie zbyt przyjazne oraz mocne w słowach i bijatykach. Soph świetnie walczy oraz doskonale zabija (nie tylko zwierzynę). Od młodych lat była uczona, że trzeba być uczciwym oraz nie zabijać dla przyjemności. Mimo swojego wzrostu jest bardzo przydatna. Może wcisnąć się (prawie) wszędzie. Dzięki drobnej budowie ciała jest bardzo szybka. Jeśli przychodzisz do niej w jakiejś sprawie to nie pieprz głupot tylko mów do sedna. Przy tej waderze nie możesz się też nudzić, zawsze coś wymyśli. Ale, gdy trzeba potrafi być spokojna, miła, troskliwa i opiekuńcza. Co bytu jeszcze powiedzieć...? Z charakteru to chyba wszystko, czas na krótką historię. Urodziła się w pewnej jaskini nie daleko zamku Enmy. Była jedynaczką, nigdy nie spotkała swojego ojca, a matka zmarła, gdy Sophia umiała już mówić i chodzić. Po stracie matki przygarnęła ją Enma. Wychowała jak własną córkę. Soph dorosła i stała się jedną z najlepszych wojowniczek Enmy. Potem niestety musiała przybyć tu, ale z mało nadzieją na odnalezienie przygody lub nowej rodziny.
Sophia jest niska. Ma białe i gęste futro, czarne oczy oraz nos i poduszki łap.
OPIS PRZEMIANY: Staje się o wiele wyższa. Na ciele ma samą skórę bez futra. Głowa staje się czaszką. Oczy stają się niebieskie, a z pyska wylatuje niebieskie coś. Jej zęby i pazury są o wiele większa, a ogon dłurzszy.
UNIKALNA MOC: Piorunujące spojrzenie -z oczu wader wydobywają się małe pioruny. Może urzyć tej mocy 30 razy w ciągu dnia
POZYCJA: Doradca lidera

UMIEJĘTNOŚCI:
~Siła(★)
~Szybkość(★)
~Wytrzymałość(★)
~Zwinność(★)
~Zdrowie(★)
~Unikalna moc(★)

RELACJE
Wataha: Dajki-trochę o nim słyszała
Rodzina: Mama-Nie pamięta 
Tata-Nie zna 
Przybrana mama-Enma 
Inni:
Między gatunkowe: Wszystkich stara traktować się tak samo.
SOLARY: 50 S
EKWIPUNEK:
CIEKAWOSTKI: 
-Podoba jej się pewien basior

Od Fuyu do Sivian

Data:
30 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Uśmiechnąłem się pewnie do niej. Kryłem moje zdziwienie. Jednak zadziałało!
- Co ci się stało w ucho? - zapytałem, zmartwiony. 
- Nic... - szepnęła, zawstydzona. 
- No powiedz!
- No bo... No bo... Zaatakowały mnie takie cztery ogromne basiory i okradły. - wyjęczała. 
Zachowywała się inaczej, ale może odkryłem w końcu jej prawdziwą naturę?
- Przykro mi. - powiedziałem. - Pewnie chciałaś coś kupić?
- Yhm. - mruknęła smutno. Brzmiało to trochę przesadnie, ale to być może jej prawdziwa natura...
- No, a co ci się tu spodobało? Kupię ci to. 
Siv zrobiła słodką minkę, po czym wskazała łapą na kulę śnieżną. Przedstawiała ona wilka, biegnącego przez las i kosztowała 5S. 
- Dobra. Ale pod jednym warunkiem...
Sivian pokiwała głową i spojrzała mi w oczy, ponaglająco. 
Nie, to na pewno nie była ona! Takie wadery mi się nie podobały, były za łatwe. Chciałem starej Siv! Tamta bywała opryskliwa i szorstka, ale i tak była lepsza, od tego klejącego się do mnie gluta stojącego obok. 
- Zaczniesz znów być sobą, a potem pójdziemy na randkę! - powiedziałem stanowczo. 

Sivian?

Od Sivian do Fuyu

Data:
30 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Fuyu odpuścił już w drodze na targ. Mimo, iż wiedziałam, że nie na długo, to odetchnęłam z ulgą. Nieśpiesznie kierowałam się w stronę Elycrs. Stwierdziłam, że przy okazji mogę kupić parę rzeczy. Nagle drogę zastąpiły mi cztery postawne basiory. Zanim zdążyłam wziąść nogi za pas, jeden z nich przygwoździł mnie do ziemi, natomiast drugi szybko zabrał mi pieniądze. Broniłam się, jak tylko mogłam, ale w tej walce byłam zdecydowanie na pozycji przegranej. Ten, który mnie okradł z całej siły zacisnął zęby na moim uchu i szarpnął. Pisnęłam z bólu. Śmiejąc się jeszcze chwilę znęcali się nademną, by w końcu odejść. Otrzepałam się i w fatalnym humorze, kuśtykając kontunuowałam wędrówkę.
-Dlaczego takie rzeczy spotykają mnie. - mruknęłam.
W końcu dotarłam na targ. Przepychając się przez tłum, chodziłam od stoiska do stoiska przyglądając się towarom. Ujrzałam piękną kulę śnieżną z białym wilkiem biegnącym przez ośnieżony las. Westchnęłam zrezygnowana.
- Ta-da! - usłuszałam nagle i poczułam jak ktoś, a dokładniej Fuyu nakłada mi wianek na głowę.
Odwróciłam się, byłam wściekła. Miałam mu wygarnąć, co o nim myślę, ale przyszło mi do głowy, że nie odczepi się odemnie, dopóki nie dostanie tego, czego chce. Stwierdziłam, że mogę trochę poudawać. Rozpogodziłam się i przybierając jak najbardziej zawstydzony ton głosu, spuściłam wzrok i wyszeptałam:
-Dziękuję..
Na pysku basiora malowało się zdziwienie, ale szybko zamaskował je pewnością siebie.

Co o tym myślisz, Fuju? #manipulatorka xD

Od Sivian do Ichigo

Data:
29 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Jeść, jeść, JEŚĆ. Ona tak pięknie pachnie. Krew, czujesz ją, Ichigo. Czujesz ją. Jesteś głodny, tak bardzo głodny. A kimże ona jest przeciwko tobie. - usłyszałam cichy głos, gdy spojrzałam szczeniakowi w oczy. Zabrzmiało to dość niepokojąco, ale i wzbudziło mój gniew. Cenię jednak swoje życie, więc na wszelki wypadek cofnęłam się o krok. Jest głodny. Można by  mu  coś upolować, ale w aktualnym stanie nie bardzo mi się to uśmiechało. Chwilę biłam się z myślami, ale w końcu westchnęłam zrezygnowana.
-Zostań tu, coś ci upoluję. - mruknęłam i nie czekając na odpowiedź, zagłębiłam się w las.
Przez drogę przegiegł mi zając.
To powinno wystarczyć nawet bardzo głodnemu szczeniakowi. Ignorując własny głód szybko złapałam puszyste stworzonko. Złapałam je za szyję, i powróciłam do szczeniaka. Rzuciłam mu zdobycz.
-Masz, to musi ci wystarczyć. - warknęłam.
Ichigo, bo tak nazywał się malec, jak wywnioskowałam z jego myśli, dalej patrząc się na mnie łakomie, nawet nie tknął jedzenia. Zirytowana na dobre powiedziałam:
-Nie upoluję ci nic innego. I tak powinieneś się cieszyć, że w ogóle się tobą zainteresowałam.
Basior widocznie walczył ze samym sobą. Westchnęłam i bez słowa odeszłam. Dzisiaj musiałam zadowolić się padliną, którą znalazłam podczas powrotu do jaskini.

Ichi? :3

Od Fuyu do Sivian

Data:
29 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Czułem, że między nami nie jest za dobrze. Nie iskrzyło. Może czas wreszcie odpuścić? Może to nie ma sensu? Nie ważne, ja tak łatwo nie odpuszczam.
Zobaczyłem, że wadera zmierza w kierunku Elcrys, co mogło oznaczać, że chce mnie zgubić. Ale, od czego ma się dobry węch...
Ruszyłem na największą łąkę jaką znałem. Rosło tam wiele różnych kwiatów, znów wziąłem się za robienie wianka, stworzyłem drugi, tylko, że piękniejszy. Na ten bajer każda laska leciała...
Ruszyłem z gotowym prezentem do Elcrys. Sivian wyczułem po zapachu, który mieszał się z wieloma innymi. Była na targu.
- Przepraszam, widział pan może piękną, białą waderę?
- Wiele tu takich. - burknął jakiś sprzedawca. - Nie znam wszystkich.
- Rozumiem.
- Kupujesz coś?
- Nie.
- To zjeżdżaj mi stąd, blokujesz kolejkę!
Wziąłem delikatnie prezent w pysk i ruszyłem dalej. Siv wypatrzyłem, gdy przedzierała się przez tłum. Jak najszybciej znalazłem się tuż za nią.
- Ta-da! - krzyknąłem, nakładając jej wianek na głowę.
Odwróciła się, była cała czerwona. Zacząłem się zastanawiać, czy dobrze zrobiłem, bo nie wiedziałem, czy jej się podoba, czy jest wściekła...

Siv?

Od Sivian do Fuyu

Data:
29 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Obudziłam się w całkiem dobrym humorze, ale już po chwili do mojego nosa doszedł zapach Fuyu. Zazgrzytałam zębami ze złością. Podniosłam się. Pierwsze, co ujrzałam, to wianek stworzony z kamieni szlachetnych wyglądających zupełnie jak kwiaty, również pachnący białym basiorem. Był bardzo ładny, ale od Fuyu nie przyjmę żadnego prezentu.
-Hej mała, jak się spało? - zapytał Fuyu, wchodząc do jaskini.
-Mała, to jest twoja pała, a ja jestem wyższa od ciebie, jakbyś nie zauważył. - warknęłam.
Basior zupełnie nie zrażony kontynuował dialig.
-A jak ci się podoba mój prezencik? Z nim wyglądałabyś jeszcze piękniej. - Szepnął, muskając nosem mój policzek.
Kłapnęłam zębami tuż przed jego nosem.
-Nie dotykaj mnie. - wysyczałam.
Złapałam wianek w zęby, wyszłam na plażę i wrzuciłam podarunek do morza.
Fuyu spojrzał na mnie zdziwiony:
- Co, rzuciłaś podarek dla morza, by nam szczęście sprzyjało w związku?
- Idź do diabła... - wysyczałam, po czym weszłam do jaskini.
Biały jednak nie chciał mnie zostawić w spokoju. Wciąż za mną łaził!
-Ty jesteś takim idiotą, czy udajesz? - zapytałam ze złością, po czym prędko ruszyłam w stronę targów w Elcrys licząc, że zgubię basiora w tłumie.

Fuj? xD

Od Megami do Tiago

Data:
29 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Basior odszedł, a ja siedziałam jeszcze przez chwilę intensywnie myślałam.
- Tiago... - wyszeptałam. - Ładnie.
Rozejrzałam się po okolicy i z zadowoleniem stwierdziłam, że mieszkam na prawdę blisko.Wróciłam do chatki Tiago. Postanowiłam się zdrzemnąć.
Było bardzo późno. Tiago wciąż nie wrócił, a ja zaczęłam się martwić... Nie żeby on mnie obchodził... ale wolałam być pewna, że wszystko z nim w porządku. W końcu wisiałam mu przysługę, a po za tym czułam się świetnie. 
Wyszłam z chaty, węsząc trop basiora. Wyczułam go kilkadziesiąt metrów ode mnie. Jak najszybciej udałam się w to miejsce.
- Tiago... - szepnęłam. 
Leżał na ziemi, chyba zemdlał. Wyglądało to, jak typowy przypadek wyczerpania mocy. Nie wiedziałam, jak długo tam leżał, ale postanowiłam działać szybko.
Wróciłam do domu basiora i chwyciłam w zęby jego posłanie. Wróciłam tam, gdzie wcześniej go znalazłam. Wiedziałam, że najprawdopodobniej nie zbudzi się, puki nie odzyska większości mocy, bo mógłby zapaść na Niedobór Mocy Magicznej. Delikatnie przeniosłam wilka na skórę i zaciągnęłam aż do jego domu.
Skóra, służąca mu za posłanie była całkiem duża, więc gdy leżał po jej przeciwnej stronie, mi zostało jej tyle, by chociaż połową ciała na niej leżeć, bez 'naruszania przestrzeni osobistej' Tiago. Czuwałam przy nim całą noc, dopóki słońce nie wzeszło. Potem zasnęłam, wyczerpana.
Tiago?

Od Tiago Do Megami

Data:
29 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Siedziałem chwilę w ciszy, jedynie wpatrując się w waderę. Nie byłem pewny czy powiedzieć jej coś o mnie. Nawet jeżeli to była jedynie taka nieistotna rzecz jak imię. W końcu jednak postanowiłem się przemóc. W końcu od wyjawienia mego mienia świat się nie zawali. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki wdech. Ciężko wypuściłem powietrze i powoli odchyliłem pysk, spoglądając w stronę nieba.
- Tiago - wyszeptałem.
- Przepraszam. Mógłbyś powtórzyć - powiedziała wadera.
Spojrzałem na nią i westchnąłem.
- Nazywam się Tiago - powiedziałem już głośniej.
- No to jeszcze raz ci dziękuję Tiago - odezwała się niemalże od razu.
- Jeżeli potrzebujesz to możesz tutaj zostać do czasu wyleczenia się. Jednak tym razem mam nadzieję, że uszanujesz moją strefę osobistą. A teraz zostawiam cię. Mam kilka spraw do załatwienia - powiedziałem patrząc Megami w oczy.
Po chwili odwróciłem się i truchtem ruszyłem przed siebie. Odwróciłem się sprawdzając czy wadera przypadkiem nie ruszyła za mną. Na szczęście dalej siedziała w tym samym miejscu gdzie wcześniej. Już pewniej pobiegłem w stronę granic watahy. Będąc na miejscu rozejrzałem się czy nikt mnie nie obserwuje. Czysto. Szybkim krokiem wyszedłem poza tereny Eternal Wolves. Skupiłem się i zacząłem węszyć. Kolejny już raz próbowałem odnaleźć brata. W końcu natrafiłem na zapach bardzo podobny do William'a. Ruszyłem w jego kierunku. Zapuszczałem się w coraz bardziej odległe tereny. Jakby chociaż na chwilę rozejrzał się wiedziałbym, że nie powinienem tego robić. Nagle przed sobą usłyszałem głośny ryk. Szybko podniosłem łeb. Stałem prosto w oczy z Mantykorą. Jego ślepia wpatrywały się we mnie z chęcią mordu, a ogromny ogon skorpiona niespokojnie kołysał się na boki. Kątem oka wyjrzałem zza stworzenie. Za nim stał jeszcze dwa osobniki tego gatunku. Moje szanse były znikome. Jednak musiałem dać radę. Nagle Mantykora głośno zaryczała i zaczęła atakować. Jak najszybciej odskoczyłem widząc ogon skorpiona z zawrotną prędkością zbliżający się w moją stronę. Podskoczyłem w górę i z zębami rzuciłem się na stworzenie. Po chwili kolejne dwa dołączyły do walki. Co chwilę robiłem uniki i atakowałem. Nie dawałem już rady. Pozostała mi ostatnia deska ratunku. Niestety z dość nieprzyjemnymi skutkami. Jednak nie miałem wyjścia. Skupiłem się mocno na mantykorach. Po chwili wszystkie trzy stały w bryłach lodu. Momentalnie zaczęło mi się robić słabo. Nie powinienem używać mocy na aż tylu osobnikach na raz. Najszybciej jak potrafiłem ruszyłem przed siebie. Po dość długim czasie, ledwo żywy doszedłem na granicę watahy od strony demonów. W głowie zaczęło mi się kręcić. Po chwili moje oczy się zamknęły, a ja nieprzytomny opadłem na ziemię. Straciłem przytomność...

Megami?

Od Rukiego: Do domu (koniec)

Data:
29 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Skończyłem wizytacje u Lidera. O dziwo zgodził się mi opuścić watahę, ba dodał nawet, że mogę odwiedzać Kontynent, kiedy tylko będę chciał. Byłem prze szczęśliwy!
Powędrowałem na plażę. Tam czekały już na mnie tratwa i córka. Płakała... Oczywiście córka, nie tratwa.
- Wypływasz? - zapytała przez łzy.
- Tak. - przytuliłem ją mocno. - Ale obiecuję, że będę Cię odwiedzał jak najczęściej.
- No ja myślę. - zaśmiała się. - Nie odwlekajmy tej chwili.
Odsunęła się ode mnie. Jej oko zmieniło kolor na zielony.
- Do widzenia, tatuśku! - zaśmiał się Ishi. - A ty nie rycz, Nash. - zamilkł na chwilę. - Boże, nie marudź! Przecież on nie umiera.
Nashi odzyskała ciało.
- Kretyn...
Córka przytuliła mnie po raz ostatni...

Dryfowałem łodzią na oceanie. Płynąłem wraz z falami, bo czułem, że przeznaczenie mnie zaprowadzi. Nie myliłem się.
Tratwa dobiła do brzegu wyspy. Przypominała ona dżunglę z prochem zamiast zwykłej ziemi. Brzeg był bardzo błotnisty.
Wyskoczyłem na ciemną trawę przy brzegu. Wszedłem w głąb wyspy. Z ciemności wyłoniła się Ona.
Kroczyła w moją stronę, uśmiechając się lekko. Otaczała ją poświata, koloru jej pięknych oczu.
- Witaj na Wyspie Umarłych, Ruki. - przemówiła.
- Cześć, dawno się nie widzieliśmy, Umi...
- Tak, to prawda. - zaśmiała się.
- Co tu robisz?
- Jestem boginią tej wyspy, a ty jej bogiem. Jesteśmy Bogami Wyspy Umarłych.
Po chwili milczenia rzuciła mi się na szyję.
- Ruuuuuki! - krzyknęła. - Wiedziałam, że do mnie wrócisz!
- Kocham Cię. - wyszeptałem jej do ucha.
- Ja Ciebie też.
Pocałowałem ją. Zapowiadała się wspaniała noc.
Mimo, że znajdowałem się wśród szeptów umarłych, czułem się bezpiecznie. Nareszcie poczułem, że wróciłem do Domu...

Koniec, Ruki oficjalnie opuścił Eternal Wolves. Proszę, o dodanie go do zakładki Wilki Odwiedzające, bo w końcu będzie nas odwiedzał, nie? :P

Od Megami do Tiago

Data:
29 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ból...Obudziłam się w nieznanym mi miejscu. Nie wiedziałam jak się tam znalazłam, wytężyłam więc umysł, by przypomnieć sobie wydarzenia z tego dnia. Powoli zaczęłam rozumieć co się właściwie dzieje...
Spotkanie z nieznanym basiorem. Spacer. Walka z nieznanym basiorem. Dalej już nic...
Nie wiedziałam, kto mnie uratował, ale zapach z chatki wydawał mi się znajomy. Moje rany po ugryzieniach były już prawie zagojone, a ja sama również czułam się lepiej. Chciałam podziękować mojemu wybawcy. W pokoju jednak byłam sama. Chciałam wstać, jednak ból mi na to nie pozwalał. Nie miałam, chyba, nic złamanego, ale bolały mnie pogryzione miejsca. Wiedziałam, że mimo wszystko noc spędzę tutaj, no chyba że "Wybawca" ulituje się nade mną i odniesie do domu. Już i tak dostatecznie dużo dla mnie zrobił, mógł mnie tam przecież zostawić. Westchnęłam głęboko.
Nie wiedziałam ile będę musiała leżeć, ile zajmie mi regeneracja. Zazwyczaj trwało to krótko, jednak nigdy wcześniej nie miałam tak poważnych ran.
Ponownie spróbowałam wstać, tym razem się udało. Stęknęłam głośno i pokuśtykałam do wyjścia. Najbardziej bolała mnie prawa, przednia łapa. Uznałam, że bez jednej łapy sobie poradzę, przynajmniej na razie.
Siedział tak samo, jak, gdy spotkałam go po raz pierwszy. Nieznany mi demon siedział na ziemi przy swoim domku.
- Hej... - zaczęłam nieśmiało.
Basior obrócił głowę w moją stronę.
- Chciałam przeprosić, za wcześniej i... Podziękować. Za uratowanie mi życia.
Stanęłam trochę pewniej.
- Bardzo ci dziękuje. Masz moją dozgonną wdzięczność i przysługę. Jednak... - urwałam.
Basior spojrzał na mnie trochę zaciekawiony.
- Jednak... Chciałabym poznać twoje imię.

Tiago?

Od Silver C.D Dajki

Data:
29 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałam na czarnego basiora wchodzącego do zamku z grymasem na pyszczku. Nikt nie chciał ze mną rozmawiać, jedynie moja siostra, ale... Ale nie miałam ochoty do niej iść i prowadzić jakiś dłuższy dialog. Nagle dostrzegłam jak Opiekun Demonów a z tego co wiedziałam Kaname, biega w ogrodzie razem z Azumą, która wyraźnie nie chciała już z nim tutaj być. Miała prawie dwa lata, czego nie było do końca widać. Albo po prostu zapomniałam jak wyglądała kiedy była malutka. Tak stałam przez nie całe kilka sekund, aż podeszłam do nich, bo nie znalazłam nic lepszego do roboty.
-O, Silver. - Powiedziała mała, szturchają delikatnie samca, który przywitał się ze mną. Nie wiedziałam jak do końca zacząć dialog, gdyż po pierwsze prawie ich nie znałam, a po drugie w jakikolwiek sposób, byli spokrewnieni z moim przyjacielem, którego aktualnie tutaj nie było.
-Co robisz? - Spytałam, kierując pytanie bardziej do basiora.
-No... Nikogo nie ma, więc zostałem z Azumą. Bawimy się w berka.
-Nie długo, przecież będę zupełnie dorosła. - Wtrąciła się córka Dajkiego, kiedy usłyszała wzmiankę o tym, że ktoś musi z nią być. - Ale berek to bardzo przyjemna zabawa.
-Jestem ciekawa po kim to masz, bo z tego co widzę o twój ojciec, za bardzo zabaw nie lubi. - Zaśmiałam się.
-A ty, chciałabyś się z nami bawić? - Spytała waderka, zdziwiłam się okropnie, a zanim zdążyłam odpowiedzieć to już ona mnie dotknęła, więc nie miałam wyboru. Dotknęłam Kaname, a on dotknął mnie, a ja dotknęłam Azumy i tak jakoś wyszło, że bawiliśmy się około piętnaście minut, a kolejne pięć w chowanego, czułam się trochę jak szczeniak i szczerze, to dawno się tak nie bawiłam, ale po chwili przerwałam bo przyszedł Dajki.

<Dajki?>

Od Aelin do Ivety

Data:
29 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nie miałam pojęcia gdzie dokładnie się znajduję. Otaczał mnie las przez który przechodziłam. Od czasu, gdy nie ma ze mną starego basiora wędruje samotnie. Mimo trudności, które wciąż się pojawiały starałam się być silna. Nie wspominałam starych czasów, aby nie zacząć płakać. Największe ukojenie dawało mi śpiewanie… Dlatego w każdej możliwej chwili wykonywałam tą czynność.
Dzisiejszy dzień był bardzo gorący. Stałam w przyciemnionym miejscu i poddałam się swojej rutynie. Lekko spłoszyłam się na dźwięk czyjegoś głosu.
-Um… Cześć…-Mruknęła cicho postać.
Odwróciłam się do tyłu, a wtedy ujrzałam waderę. Była smukła i wyglądała dostojnie. W moje oczy rzuciła się również piękna, puszysta, czarno-ruda sierść. Jej pyszczek przyozdobiony był lekko białawą sierścią podkreślający intensywność złotego spojrzenia.
Wadera była cudowna… To nie jest prawdziwa wadera, a już na pewno nie duch. To pewnie tylko urojenia mojej chorej głowy…
-Cześć. –odparłam po chwili szeroko się uśmiechając.- Ładna pogoda, nie uważasz?
Na jej pyszczku malowało się zdziwienie. Mój umysł jest naprawdę genialny, już wiem czemu nigdy nie czułam się samotna…
-Jest strasznie gorąco… -przez chwilę się nad czymś zastanawiała.- Jestem Iveta.
-Miło mi Cię poznać Iveto. Ja nazywam się Aelin.
Wesoło zaczęłam merdać ogonem. Może jednak to nie jest tylko moje urojenie…
-Wystarczy Iv. –odburknęła lekko zawstydzona. Delikatnie wzdrygnęłam się na to.
To na pewno nie jest sprawka mojej wyobraźni. Wadera była żywa i w dziewięćdziesięciu procentach prawdziwa. Podeszłam do niej i dotknęłam łapką bok Iv. Moje zdziwienie było ogromne, bo to na miliard procent była prawdziwa wilczyca. Iv jakby wydarta z transu spojrzała na mnie przyjaźnie.
-Em...To Aelin...Może chcesz ze mną się po przechadzać i pooglądać różne stoiska na targu?
-To tu jest targ?!- zapytałam piskliwym głosem.
-Tak, nie wiedziałaś?-Iv spojrzała na mnie zdziwiona.
-Nie. No to na co czekamy?! Chodźmy tam.
Zaczęłam radośnie skakać i się śmiać. To cudowne uczucie. Znów mogłam z kimś rozmawiać. Iv wydawała się taka przyjazna i miła. Już dawno nie czułam się tak dobrze w czyimś towarzystwie… Albo tego nie pamiętam…


Iveta?

Od Dajkiego do Silver

Data:
29 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nie mogłem się teraz bawić. Poza tym ja nie bawię się. Kilka razy bawiłem się ale tylko ze szczeniakami, ale to tylko z tymi, które u mnie mieszkały. Patrzyłem się na Silver. Zrobiło się cicho, nawet wiatr przestał wiać. Można by pomyśleć że świat stanął w miejscu. 
- Ja się nie bawię - powiedziałem po chwili - Jeżeli chcesz się pobawić to idź do Akashiego, tylko nie gwarantuje że będziesz cała.
Obudziła się we mnie moja mroczniejsza strona. Myślałem że na zawsze zniknęła w trakcie wybuchu, ale jednak się pomyliłem. Silver patrzyła się na mnie i nic nie mówiła. 
- Muszę załatwić kilka spraw za nim wyruszę. Równowaga została zachwiana... 
- O czym ty mówisz? - zapytała
- Nie mogę powiedzieć. Niektóre sekrety nie mogą wyjść poza pewne grono wilków. 
Odwróciłem się w stronę zamku i zacząłem iść. Wtedy wiatr mocniej zawiał. Nie zrobiłem tego, ale ktoś inny mógł pomyśleć że to moja sprawka. Lubiłem takie momenty. Inni myśleli że jestem silny i że nie znają mojej mocy. Nie oglądając się wszedłem do zamku. Mijając stojącego strażnika nakazałem mu żeby nikogo nie przepuszczał. Poszedłem w głąb zamku. Przeszedłem przez drzwi, które otwierają się tylko przed odpowiednimi wilkami. Znalazłem się w jednym z tajnych i jednocześnie tajemniczych miejsc.


Wszedłem po schodach. Zajrzałem do kopuły.
- Wszystko idzie jak należy... Prawie wszystko...

Silver?

Od Raidona do Azumy i Ichiego

Data:
29 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Gdy lider mówił o stanowiskach ja wyczułem zapach Miu.
-Miu? Ale co ona tutaj robi? -pomyślałem.
-Zwiadowca. -powiedział nagle szczeniak.
-A ty Raidon? -zapytał mnie lider.
-Wojownik. -odpowiedziałem.
-Bardzo dobre stanowiska... -mówił dalej lider.
Po chwili zauwarzyłem za tronem coś w postaci końcówki ucha.
***
Po wyjściu z zamku poszedłem poszukać Miu. Znalazłem ją po około 20 minutach.
-Cześć Miu. -powiedziałem.
-Cześć Raidon. -odpowiedziała.
-Co robiłaś w zamku?
-Co?
-Wyczułem twój zapach w komnacie lidera.
-Musiało ci się zdawać. Teraz nie które drzewa pylą i morze przeniosły muj zapach do komnaty.
-Możliwe. Wiesz dziś nad jezioro przychodzi Wiola, ta wielka krowa. Idziemy na nią popatrzeć?
-Z chęcią.
***
Gdy tak szliśmy natknęliśmy się ma tego czarnego szczeniaka.

Azuma, Ichi?

Od Fuyu do Dajkiego

Data:
28 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Cholerna wadera... - mruknąłem pod nosem, a czarny basior tylko się uśmiechnął.
Leżałem właśnie w jednej z komnat zamku Lidera, cały w bandażach. Wszystko było winą tej głupiej wadery!
- Fuyu, opowiedz mi jak do tego doszło. - Dajki był wyraźnie rozbawiony.
- Zobaczyłem waderę. Istny cud...- zacząłem. - Pierwsze co zrobiłem to do niej zagadałem. No wiesz, pierwsze teksty na podryw, typu 'hej mała'. Klasyk. Ta jednak wciąż udawała niedostępną. No to ja dalej, już czuję, że zaraz będzie moja, kiedy nagle PAM!.
- PAM?
- Rzuciła się na mnie, mimo, że jeszcze chwilę wcześniej iskrzyło!
- Aha. - rozbawienie nie opuszczało Lidera, mimo tego, że moja historia była niezwykle przejmująca.
- Jak się potem okazało właśnie przyszedł jej narzeczony, a ona stwierdziła, że warto byłoby pokazać, że się mną nie interesuje. Koniec końców oboje mnie pogryźli. A potem znalazłeś mnie ty... Kurna, strasznie żenująca ta historia, co?
- Trochę. - Dajki uśmiechnął się pod nosem.
- Dawniej, bez względu na wszystko, każdy podryw mi wychodził... A teraz co? Nic, totalnie żaden podryw mi nie wychodzi, mimo, że w cale się nie zmieniłem! Co ja zbrzydłem? A może się postarzałem? Ech chyba skończę z waderami... - westchnąłem głęboko.
- To może znajdź prawdziwą miłość.
- Nie potrafię. Nie mógłbym dać jej odpowiednio dużo miłości, na którą zasługuje.
- Czyli skoro nie chcesz się ustatkować... - zbliżył się do mnie i spojrzał mi w oczy. Nasze nosy prawie się dotykały. - ... to może powinieneś spróbować czegoś nowego?
Zdziwiony patrzyłem w jego bursztynowe oczy, jak zahipnotyzowany. Nie mogłem oderwać od nich wzroku...

Dajki?

Od Reyny do Kaname

Data:
28 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Zerknęłam kątem oka na Kaname, który w tamtej chwili uparcie przyglądał się swoim łapom. Wiedziałam, że wstydzi się swojego czynu, a ja nie potrafiłam sobie wyobrazić, że mógłby zrobić komuś krzywdę.
- Spokojnie, zaraz coś poradzimy - spróbowałam go pocieszyć, a gdy to nie pomogło objęłam przyjaciela. Odwzajemnił uścisk. - Głowa do góry.
- Jak chcesz to zrobić? Nie masz tutaj lekarstw - zapytał, kiedy się od siebie odsunęliśmy. Po chwili wahania, zdecydowałam się opowiedzieć mu o swojej leczniczej mocy. Samiec słuchał z zainteresowaniem, o czym świadczyły wesołe iskierki w jego oczach. Nie musiał nic robić, oczy zdradzały wszystkie odczuwane przez niego emocje. Rozmowę przerwało znaczące chrząknięcie ptaka.
- Wybacz - zwróciłam się do orła i zabrałam się do pracy. Skupiłam się i skierowałam strumień energii w jego stronę. Czułam jego ból oraz uczucie, gdy połamane kości zrastają się w nienaturalnie szybkim tempie. Po niecałej minucie było po wszystkim, a ja odsunęłam się od zwierzęcia, dając mu tym samym trochę swobody. Ptak rozłożył swoje imponujące skrzydła i machnął nimi kilka razy, a gdy okazało się, że wszystko jest w porządku, zaskrzeczał radośnie.
- Ty jesteś Cross, prawda? - spytałam, przyglądając się mu.
- Tak to on - uprzedził go Kuran.
- W takim razie z pewnością wiesz, jak nas stąd wyciągnąć - odparłam nie spuszczając wzroku z towarzysza Lidera. Tamten tylko wzruszył skrzydłami i zanim zdążyłam zareagować wzleciał w powietrze i zniknął za koronami drzew.
- To są chyba jakieś żarty - fuknęłam zirytowana. Zdenerwowało mnie to, że orzeł zwyczajnie się nami bawił. Miałam po dziurki w nosie siedzenia w tym lesie, mimo miłego towarzystwa Kaname. W momencie, gdy obróciłam się na pięcie powietrze przecięła brązowa smuga. Okazał się nią dowcipny ptak.
- Za mną - rzucił tylko i unosząc się nad ziemią, ruszył powoli do przodu. Ja i basior spojrzeliśmy po sobie zdezorientowani i z wyraźną ulgą podążyliśmy za Crossem. Z puszczy wyszliśmy przed zachodem słońca, co bardzo mnie ucieszyło. Nasz przewodnik wrócił do swojego właściciela, zostawiając nas w pobliżu Targu.
- No cóż... - zaczęłam podążając wzrokiem za orłem, znikającym w przestworzach. - Było naprawdę miło, ale wolałabym tego nie powtarzać.
- Też tak sądzę - odpowiedział po chwili, a kąciki jego ust uniosły się nieznacznie. Odwzajemniłam uśmiech, z tą różnicą, że mój był weselszy. Widząc, że zapada zmierzch pożegnałam się z przyjacielem, a gdy mieliśmy się rozejść szybko pocałowałam go w policzek.
- Dobranoc, Kuran.

Kaname?

Od Diany do Akashiego

Data:
28 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wędrowałam po neutralnych terenach, szukając czegoś ciekawego do roboty. Nie znalazłam nic, ponieważ byłam strasznie zamyślona.
Nawet nie zauważyłam, że weszłam na tereny demonów. Jednak, gdy zobaczyłam gdzie się znajduję, nie przejęłam się tym za bardzo. Ruszyłam przez gorącą pustynię, w nieznaną stronę. Szłam, bardzo długo, myśląc o śmierci, Już dawno nie byłam szczęśliwa, nie widziałam w tym życiu sensu. Zastanawiałam się, jak spektakularnie się zabić...
Wtedy doszłam na plażę. Kilkadziesiąt metrów dalej był klif. Wpadłam w tym momencie na najlepszy pomysł na samobójstwo. Skok z wysokości.do wody,
Niedługo później byłam już na szczycie klifu. Słońce powoli wchodziło do wody.
- Piękny widok. - powiedziałam na głos.
- Prawda? - usłyszałam głos za sobą.
Odwróciłam się szybko. Za mną stał słynny już na całą watahę Akashi. W normalnej sytuacji wolałabym jak najszybciej opuścić to miejsce, by nie znajdować się z nim sam na sam. Teraz jednak było to dla mnie obojętne.
- Akashi, tak?
- Zgadłaś. Jak tobie na imię?
- Diana. Wolałabym byś stąd odszedł...
- Czemu?
- Chcę ze sobą skończyć. W takich momentach raczej każdy wolałby być sam.
Postanowiłam być otwarta. Wiedziałam, że ona akurat mnie nie będzie powstrzymywał.
Basior zamyślił się.
- Nie chcesz żyć? To nawet dobrze się składa...

Akashi?

Od Ichigo do Azumy i Raidona

Data:
28 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Szedłem cierpliwie w kierunku zamku Lidera. Otrzymałem wezwanie, by stawić się tam około południa. Teraz przebierałem ile sił w drobnych łapkach, byle się nie spóźnić. Z pewnością nie zaplusowałoby to, a dla takiego potwora jak ja zdobycie sympatii osoby na wysokim stanowisku mogłoby okazać się istotne. Chociaż... Jeśli wpadnę w szał i zabiję kogoś i tak nic mi to nie pomoże.
Nieco zdyszany dotarłem do sali tronowej. Otworzyłem drzwi pewnie, słysząc za sobą dźwięk pazurów obijających się o posadzkę. Z tego co wiedziałem, w stadzie był jeszcze jeden szczeniak, wezwano więc pewnie także jego. Wszedłem do środka, tuż za mną szedł ów szczeniak. Basior wydawał się młodszy ode mnie, a po chwili zrównał się ze mną. Nie patrzyłem na niego dłużej niż zachodziła potrzeba, wlepiając wzrok w Lidera. Nie zamierzałem składać mu hołdów, prócz krótkiego powitania i skinięcia głową. Szczeniak obok mnie usiadł, kiwając Liderowi głową na powitanie.
Dajki przedstawił się, chociaż dla mnie oczywistym było, kim jest. Wymienił również nasze imiona, co trochę mnie zaskoczyło. Ale to przecież Lider, on słynął z wszechwiedzy.
Wyczułem w sali kogoś jeszcze, zapach był znajomy. Po chwili udało mi się rozszyfrować jego wlaściciela, była nim waderka, którą spotkałem wcześniej. Co ona robiła tutaj? Rozejrzałem się dyskretnie, próbując odnaleźć ją wzrokiem.
Dajki mówił tymczasem o pozycjach. Interesowało mnie to. Urzekło mnie kilka z nich, a szczególnie tropiciel i...
- Zwiadowca - odparłem lakonicznie, na pytanie Lidera o wymarzoną pozycję.
Nie wydawał się być zaskoczony.

Raidon? Azuma?

Od Yoshiko do Dajkiego

Data:
27 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Minęło sporo czasu odkąd po raz ostatni pojawiłam się w zamku Dajkiego. Trudno nie ukryć, że bardzo zaczęła doskwierać mi samotność i tęsknota za liderem. Każda kolejna sekunda spędzona na bezczynnym włóczeniu się po okolicy przypomniała mi o tym coraz bardziej. Zrezygnowana postanowiłam zaryzykować i udać się do domu basiora. Jak zakładałam zastałam go w jego posiadłości, ponadto goście dotąd tu przebywający zniknęli bez śladu. Nie przejęłam się tym zbytnio i podążyłam za dźwiękiem dochodzącym z komnaty na piętrze. Delikatnie uchyliłam drzwi pomieszczenia zaglądając do środka. Moim oczom ukazał się Dajki wraz z Akashim oraz, ku mojemu zdziwieniu, szczeniak o brązowej sierści przebywający w ich otoczeniu. Nie spodziewałam się takiej sytuacji. Postanowiłam jak najszybciej dowiedzieć się, co on tutaj robi.
- Dajki - uśmiechnęłam się promiennie - Widzę że już gości nie masz.. - dodałam ironicznym głosem.
- Kto to? - wtrącił szczeniak.
- To jest Yoshiko - odparł lider, a następnie zwrócił się w stronę Akashiego - Weź Azumę do ogrodu.
Azuma? Nigdy nie słyszałam takiego imienia, a przynajmniej na odwiedzanych przeze mnie terenach. Musi być tutaj nowa..
- O, a chciałem popatrzeć - mruknął zrezygnowany wykonując polecenia Dajkiego.
Popatrzeć na co? O co w tym wszystkim chodzi?
- Co to za mały szczeniak? - zapytałam, kiedy tylko Akashi wyszedł z komnaty.
- Moja... córka... - lider odwrócił wzrok.
Stanęłam zamurowana analizując kolejno z każdych słów. Jak to możliwe? Przecież..
- Ty pieprzony łajdaku! Jak mogłeś mi to zrobić?! - krzyczałam drżącym głosem - Łudziłam się, że cokolwiek dla ciebie znaczę! A co zastaję? Bachora z koleją waderą, którą okręciłeś sobie wokół łapy!

Dajki?

Od Reyny do Sivian

Data:
27 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wadera kolejny raz zniknęła mi z oczu, co zaczynało mnie denerwować. Ilekroć chciałam z nią porozmawiać ona zwyczajnie uciekała, jakby bojąc się wyznać mi prawdę. Ja nie miałam zamiaru zrezygnować i uparcie szukałam wilczycy po terenach Elcrys, co nie należało do najłatwiejszych. W końcu udało mi się ją znaleźć. Ukryta w pobliskich krzakach przyglądałam się poczytaniom Sivian, licząc, że zrobi coś co pomoże mi ją rozszyfrować. Chociaż z czasem zdrętwiały mi nogi, obserwowałam ją bez chwili wytchnienia. Plan spalił na panewce w chwili, gdy zając przebiegł mi między nogami, płosząc mnie. Poruszenie zostało usłyszane przez samicę, która spojrzała w moim kierunku. Z cichym westchnieniem wyszłam z zarośli, a na mój widok wadera zmarszczyła nos podirytowana. No sorry, ale ja chcę się czegoś dowiedzieć.
- Znowu ty - mruknęła jak na potwierdzenie moich myśli. Przegryzłam wargę i poruszyłam się nerwowo pod jej taksującym spojrzeniem.
- Sivian, zaczekaj proszę - odezwałam się widząc, że się podnosi.
- Po co? - warknęła niezbyt grzecznie.
- Chcę się tylko dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi - parsknęłam. - Nic więcej. Jeśli mi powiesz, dam ci spokój.

Sivian?

Od Nashi: Do domu (cz. 2)

Data:
27 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Kiedy wyruszasz? - zapytałam ojca.
- Nie długo. 
- Yhm...
- Być może już nigdy nie wrócę.   
- Yhm...
- Nie będziesz tęsknić?
- Głupie pytanie. - wymamrotałam. 
Było mi cholernie przykro, Ishiemu z resztą też. W takich momentach czuje się, że marnowało się czas zamiast spędzać go z kimś, kogo niedługo przy tobie nie będzie.
- Będziemy tęsknić, co?
- Zamknij się. 
Poczułam jak łzy cisną mi się do oczu. 
- Powiedz, jak będziesz wyjeżdżał. Przyjdę się pożegnać.
- Dobra. 
Wyszłam szybkim krokiem z domu ojca, a potem już biegłam zapłakana. 
- Nie płacz, mała. 
- Nie płaczę, głupku!
- Tylko oczy ci się pocą. 
- Dokładnie. 
Biegłam chwilę w milczeniu.
- Boję się, że będę samotna...
- A ja ci nie wystarczam?!
- Nie. nie mogę rozmawiać tylko z tobą. Po prostu mi nie wystarczasz.
- No wiesz?!

Wróciłam do chatki w trochę lepszym humorze...

Od Azumy do Raidona i Ichigo

Data:
27 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Nie nic mi nie jest - spojrzałam na Raidona - Nie powinno mnie tutaj być... - powiedziałam szybko
- Dlaczego? - zdziwił się
- Nie mogę ci powiedzieć. Przepraszam, muszę już iść
Pobiegłam szybko do zamku. Miałam spory kawałek do przebycia, ale udało mi się dotrzeć na czas. Ojca jeszcze nie było. Poszłam się umyć i ułożyłam się w swoim pokoju. Powoli już zasypiałam kiedy się zjawił.
- Obudziłem ciebie? - zapytał
- Nie. Późno wróciłeś...
- Mam sporo obowiązków. Musiałem załatwić kilka ważnych spraw. Jutro będziemy mieć gości - nie podszedł do mnie, stał cały czas w wejściu
- Kto to będzie? - zapytałam zaciekawiona
- Od jakiegoś czasu w stadzie mamy dwa szczeniaki. Przybędą jutro, aby mnie poznać i porozmawiam z nimi o wyborze pozycji w przyszłości. Potem oczywiście będziesz mogła z nimi się pobawić jeżeli będziesz chcieć. Wychowywałem kilka szczeniaków w przeszłości i możliwe że jeszcze kiedyś znowu będę musiał.
Tej nocy poszłam szybko spać. Obudziłam się też wcześnie. Nastało południe. Poszłam z tatą do sali tronowej. Poszłam za tron się położyć. Nie wiedziałam kogo miał na myśli. Usłyszałam jak drzwi się otwierają. Zobaczyłam dwójkę poznanych mi szczeniaków wcześniej. Wycofałam się szybko. Postanowiłam tutaj siedzieć do póki oni sobie nie pójdą.

Raidon? Ichigo?

Pozbawiony miłości

Data:
27 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
HOWRSE: Tiago | GMAIL: magicstory6@gmail.com


.:Konoha Squarepants:.


Kodoku, Omoide, Boido
20 lat | Basior | Anioł
PŁODNOŚĆ |CIECZKA: Płodność | Nie dotyczy
PARTNERKA: Sam nie wie czy chce mieć kogoś...
OPIS: Kodoku nie da się opisać jednym słowem czy zdaniem. Jest to specyficzny i zarazem dość tajemniczy wilk. Basior to bardzo zamknięta w sobie dusza. Praktycznie nikt nic o nim nie wie. Zawsze jak temat schodzi na jego osobę za wszelką cenę próbuje go zmienić albo po prostu milknie. Momentalnie przestaje się odzywać i wpatruje się tylko w drugą osobę ewentualnie odwraca się i odchodzi bez słowa. Jednak nie często zdarzają się takie sytuacje. Głównie z tego powodu, że Konoha najzwyczajniej w świecie praktycznie w ogóle się nie odzywa. Nic nie mówi. Aby chociaż odrobinę go odszyfrować trzeb bardzo dokładnie przyjrzeć się jego mimice i gestem. Jednak kiedy już musi się odezwać zazwyczaj są to bardzo oporne odpowiedzi, które są maksymalnie skrócone. Jest on bardzo mądry, bystry i sprytny. Potrafi znaleźć wyjście niemalże z każdej sytuacji. Także dzięki temu udaje mu się jak najrzadziej odzywać się, jak i zarówno przez to praktycznie nikt nic o nim nie wie. Jest to osoba, która potrafi być szczera do bólu. Jednak nie zawsze mówi prawdę. To zależy od tego czy ktoś chce znać ją czy woli "żywić się" kłamstwami. Jednak jeżeli ktoś go o nią poprosi, nie zawaha się i niemalże od razu ją wyzna. Do tego nie lubi on osób, dla których kłamstwo jest chlebem powszednim. Fałszywych ludzi. Sam nie wiem czemu tak bardzo ich nie toleruje. Po prostu zawsze tak było, jest i będzie. Przechodząc dalej dowiadujemy się, że basior nienawidzi wtrącać się w żadne kłótnie. Jeżeli ktoś próbuje go w jakąś wplątać natychmiast się "usuwa". W większości spraw pozostaje bezstronny. Neutralny. Nie popiera żadnej ze stron. Chłopak po prostu nie lubi mieć żadnych kłopotów ani problemów. Jednak często mimo woli one i tak go znajdują. Do tego można jeszcze wspomnieć, że mimo swojego samotniczego trybu życia zazwyczaj nie potrafi odmówić komuś pomocy. To po prostu silniejsze od niego. Nikomu nie robi krzywdy bez powodu. Mimo wszystko opłaca się być jego przyjacielem. Kiedy basior w końcu się do ciebie przekona to będzie ci lojalny jak nigdy dotąd. Po prostu będzie cię chronił za wszelką cenę. No to może na koniec jeszcze dodajmy historię Kodoku "w pigułce". Basior nigdy nie posiadał rodziny ani nie należał do żadnej watahy. Już od szczeniaka miał ciężko. Rodzina porzuciła go. Po prostu pewnego dnia obudził się całkiem sam. Na początku było mu bardzo ciężko. Nie miał w nikim oparcia. Do tego nigdy nie nauczył się kochać. Nie wie co to miłość, bo sam nie zaznał jej. W sumie więcej nie ma co opowiadać, bo reszty basior w większości nie zna. To wszystko przez jego moc, która pozabierała mu jego wspomnienia, a oddała te zmarłych osób. Jednak czasami zdarza się, że w najmniej oczekiwanym momencie nagle do Kodoku powracają strzępki wspomnieć, które zostały "zabrane".
OPIS WYGLĄDU: Kodoku jest dość sporym wilkiem. Owszem, jest wyższy od nich przedstawicieli swojego gatunku o dziesięć centymetrów. Jednak ogólna budowa jego ciała nie jest jakaś postawna. Jest wychudzony, ale jeszcze nie na tyle aby zaczęły wystawać mu kości. Jego sierść jest raczej szorstka. Jej kolor to szary pomieszany z bielą. Oczy Boido są podobnej kolorystyki do jego sierści, tylko zamiast białego jest w nich domieszka błękitu.
OPIS PRZEMIANY: Wygląd Omoide po przemianie ulega niemalże całkowitej zmianie. Jego sierść staje się jasno brązowe i pojawiają się na nim różne wzory. Do tego od głowy do połowy ciała basiora jest ona o wiele dłuższa niż gdzie indziej. Jego ogon staje się kilka razy dłuższy i gęstszy, a na końcu jest związany. Na koniec można jeszcze wspomnieć, że na głowie Boido wyrastają jelenie rogi.
UNIKALNA MOC: "Hentai shinimashita" - polega ona na tym, że Konoha może przemienić się niemalże idealnie w jakąś osobę. Jednak koniecznie musi być to ktoś zmarły, bo inaczej to nie zadziała. Wtedy Boido wygląda identycznie jak taka osoba i zachowuje się jak ona. Do tego posiada także niektóre wspomnienia zmarłej osoby. Jednak takie przemiany bywają niebezpieczne dla basiora. Jeżeli czas jej trwania przekroczy czterdzieści osiem godzin dzieją się dziwne rzeczy. Często powoli uciekają mu jego własne wspomnienia na rzecz tych zmarłej osoby. Czasami także zdarzyło mu się zemdleć bądź pluć krwią.
POZYCJA: Zwiadowca

UMIEJĘTNOŚCI:

~Siła()
~Szybkość()
~Wytrzymałość()
~Zwinność()
~Zdrowie()
~Unikalna moc()

RELACJE: 
WATAHA
 Nie zna jeszcze nikogo... i w sumie to nie ma zamiaru tego zmieniać... 
RODZINA
 Konoha nigdy nie poznał swojej rodziny... No chyba, że chcecie poznać tych wszystkich rodziców zmarłych osób... O... Tych to by się znalazło całkiem sporo... 
INNI
 --- 
MIĘDZYGATUNKOWE
Wszystkich traktuje po równo... a może raczej po prostu ukrywa się przed nimi? Nieważne...
SOLARY: 180 S


CIEKAWOSTKI:
 - Po przemianach w inne osoby często zaczyna się coś dziać z jego tylną, prawą łapą i przed kilka godzin kuleje
- Czasami przez nawroty strzępków wspomnień okropnie boli go głowa, a innym razem potrafi stać się przez to okropnie senny


By Nanarc



Od Akashiego do Masakiego + Ichigo

Data:
27 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałem na niego. Już włączyła się u mnie złość. Czułem jak krew we mnie buzuje. Nie potrafiłem tego tak zostawić. Nie lubiłem takich momentów. Gwałtownie rzuciłem się na niego. Był silny to trzeba przyznać. Zrzucił mnie z siebie co mnie tylko bardziej rozwścieczyło.
- Mówiłem że potrafię się bić - powiedział nagle i niepostrzeżenie zatopił pazury w moim pysku
Syknąłem z bólu.
- Nie doceniłem ciebie - powiedziałem oblizując krew
Poczułem mocniejsze uderzenie serca. Nie wróżyło to nic dobrego. Nałożona pieczęć się rozpadała.
- Odejdź bo zrobię coś głupiego - powiedziałem przerażony
Skoczył na mnie. Poczułem jak jego kły zatapiają się na moim gardle. Spanikowałem. Nie zdążyłem się powstrzymać. Nagle uścisk zelżał a on upadł koło mnie martwy.
- Mówiłem... Jak tu mam powiedzieć że straciłem pieczęć... Dajki mnie tym razem zabije... Muszę coś zrobić z ciałem...
Wtedy do głowy przyszedł mi pewien pomysł. Nie był on zbyt dobry, ale ciało zniknie przynajmniej. Potem będę musiał spotkać się z Ikkim i wyznać co zrobiłem. Masaki nie zawinił niczym, niech ma w świecie duchów spokój. Wziąłem jego ciało w zęby i zaniosłem w miejsce gdzie ostatni raz go widziałem jak gadał z moją siostrą. Położyłem ciało. Już miałem odejść, ale nie potrafiłem. Na ziemi wyryłem napis "Smacznego" i sobie poszedłem. Ukryłem się w krzakach. Długo nie musiałem czekać aż on się pojawi. Zostawiłem go samego, niech się cieszy posiłkiem, który nie często mu się zdarza. Teraz zostało mi tylko znaleźć tego przeklętego duchownego.


Od Masakiego do Akaschiego

Data:
27 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Dziś od samego rana byłem zaczytany. Czytałem od samego rana. W końcu postanowiłem, że zrobię sobie przerwę i wyjdę na spacer.
***
Gdy tak sobie chodziłem napotkałem się na czarnego wilka.
-Witam. -powiedziałem.
-Cześć. -odpowiedział basior.
-Jestem Masaki. A ty?
-Akaschi i lepiej zejdź mi z oczu, bo możesz oberwać.
-Na stres polecam kąpiel w ciepłej wodzie lub czytanie książki.
-Ale ja nie mam ochoty na kąpiel, a książek wręcz nie znoszę.
-Więc może...
-A może się zamkniesz!? -przerwał mi basior.
-Przepraszam...
-Dobra, idź z tąd, bo oberwiesz.
-Umiem się bić. Poradzę sobie.

Akaschi? (Przypominam ci Shiro, że miałeś mi zabić postać)

Od Ichigo do Azumy

Data:
26 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Akashi podszedł do mnie, obnażając kły w uśmiechu. Wyglądał przerażająco, a wzrokiem zdawał się przeszywać mnie na wylot, jakby znał każdą moją słabość. Jakby wyczuwał mój...
- Interesujące... Czuje twój wieczny głód... - usłyszałem jego głos.
Jak?! Jakim cudem? Czyżby moje oczy mnie zdradziły?!
- Jeżeli coś jej się stanie to zajmę się tobą osobiście! Albo, jak komuś coś się stanie to i tak się tobą zajmę!
Zamarłem. Dotychczasowy wieczny spokój zachwiał się. Rzadko się bałem, zazwyczaj czułem tylko dyskomfort, ale nigdy nie wpadałem w panikę. Teraz było odwrotnie. Chciało mi się wrzeszczeć. Bo czy to moja wina, że jestem tym, kim jestem.
- Akashi... - basiorowi przerwał krzyk waderki - Odprowadź mnie do domu.
Patrzyłem, jak odchodzą, trzęsąc się lekko. Gapiłem się za nimi, dopóki nie zniknęli mi z oczu. Dopiero wtedy wstałem, odzyskując spokój. Prędzej czy później stracę kontrolę. Tak było zawsze.
Wszedłem z powrotem do tunelu, jednak tym razem skręciłem w prawo, zamiast iść prosto. Znalazłem się w swoim legowisku, które opuściłem tego ranka. Westchnąłem ciężko, widząc czarne, nadal zbyt rzadkie futerko pokryte pyłem i kurzem. Znów wyszedłem z nory, jednak tym razem skierowałem się w kierunku wody. Szedłem cicho, wyczulając zmysły, by złapać najcichszy szmer lub zapach. Przyspieszyłem kroku, czując zapach wody. Znalazłem się na brzegu niewielkiego jeziora. Z wahaniem zamoczyłem łapy, badając głębokość zbiornika. Utopienie się teraz nie byłoby najmądrzejsze. Chociaż... prawdopodobnie oszczędziłby sobie i innym istotom wielu cierpień. Prychnąłem. Samobójstwo, jeszcze czego. Mój organizm nie dałby mi umrzeć. Szybko umyłem brudne futerko i doprowadziłem się do względnego porządku.
Zadowolony z efektu, poszedłem z powrotem do domu. Myślałem nad tym, o czym rozmawiałem z tamtym szczeniakiem. Nawet nie poznałem jej imienia.
Mówiła o zabawie. Co to znaczy, "bawić się"? Nigdy tego nie robiłem. Nigdy nie umiałem zachowywać się jak inne szczenięta. Gdy one kuliły się ze strachu, ja stawałem się arogancki i twardy. Za to często dostawałem od kapłanów. Ale kiedy nagle miały chwilę przerwy, zdawały się zapominać o całym cierpieniu, jakiego doświadczyły. Nie potrafiłem tak.

Azuma? 

Od Silver C.D Dajki

Data:
26 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Westchnęłam głośno z grymasem na pyszczku. Przez te całe przeziębienie, to musiałam prawie cały czas, leżeć w jaskini. I ominęła mnie masa ciekawych wydarzeń! Dajki, najwyraźniej zobaczył moje rozczarowanie, ale nie odzywał się.
-A nie mogę iść z Tobą?
-Nie.
Jego ton był tak stanowczy, że aż grymas zszedł z mojego pyska, jakby za pomocą magicznego zaklęcia, a wiedziałam, że takich Lider nie potrafi. Choć nie wiadomo, co ukrywa przed światem i jakie ma tajemnice. No, dobrze. W takim razie, zostanę jak już mi każe. No, ale nie ważne. Teraz się zawracać nie będę, chcę z nim porozmawiać, bo w przeciwnym razie, oszaleję z samotności, a tego bym nie chciała. W sumie, samotności nie mam bo jest przy mnie łasiczka i... Chwilka, chwilka! Przecież już najprawdopodobniej jutro, wykluje się moje jajko.
-Dajki, a co z twoim jajem, nie wykluło się jeszcze?
-Jakoś jeszcze nie.
Tak patrzyliśmy na siebie, przez chwilkę, aż postanowiłam rozluźnić atmosferę.
-Gonisz! - Powiedziałam i dotknęłam basiora, a on spojrzał na mnie zdziwiony. - No goń mnie, dalej.
Zaśmiałam się, że aż mnie brzuch zaczął boleć, kiedy zobaczyłam na to minę wilka, tak jakbym była wariatką. Stałam tak przed nim i już straciłam, nadzieję siadając.

<Dajki? :3>

Od Silver C.D Cataleya

Data:
26 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Westchnęłam z lekkim nie pewnym uśmiechem i położyłam się zamykając oczy. Byłam naprawdę zamyślona i nie mogłam zasnąć, ale w końcu mi się udało i zapadłam w bardzo głęboki sen...
~*~
Minęła już z połowa roku od czasu, kiedy nocowałam ze swoją siostrą. Dajkiemu urodziła się córka, byłam chora i... I ogólnie działo się bardzo dużo. A pewnego dnia, nagle aż podskoczyłam w trakcie, przyglądania się Blue. Od dawna nie odwiedzałam Cataleyi! Czym prędzej, przemieniłam się i podleciałam do jej zamku. Straże wpuścili mnie bez pytania nie tak jak w zamku Lidera, ale nie ważne. Po drodze, spotkałam tą służącą mojej przyszywanej siostry, choć z tego co wiedziałam to były przyjaciółkami. W końcu zapukałam do drzwi wadery, ale nikt nie otworzył. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że jest pora obiadowa i, że pewnie teraz je. Poszłam więc do jadalni i tak jak mi się wydawało, spotkałam ją przy stole.
-O, Silver. - Uśmiechnęła się i wskazała mi krzesło na przeciwko jej na, którym usiadłam. Zjadłam kawałek zająca, bo nie byłam specjalnie głodna.
-Co tam u Ciebie? - Spytałam, dłubiąc w mięsie.
-A nic ciekawego.
-U mnie też nie za dużo, ogólnie to się trochę nudzę. - Powiedziałam i spojrzałam na Catty, która siedziała zamyślona.
-A co powiesz na nocowanie u mnie?
-Yyy... No w sumie, czemu nie.

<Cataleya? Wybacz za to, że tak długo czekałaś...>

Od Dajkiego do Silver

Data:
26 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zobaczyłem ją przed zamkiem i zawołałem. Strażnik przed wejściem wydawał się nie zadowolony. Już miałem coś do niej powiedzieć ale nagle moją uwagę przykuł Akashi. Mimo że był daleko było widać czym jego sierść jest pokryta. Jak zwykle zadowolona mina. Podszedł bliżej.
- Następnym razem jak chcesz mnie wysłać w takie miejsce to mów od razu, o mało co nie umarłem ze szczęścia - zaśmiał się i poszedł w stronę zamku
Widziałem po strażniku że się przestraszył jego widoku.
- Gdzie on był? - zapytała Silver
- Znalazłem mu miejsce, które mu się spodobało. Jeden dobry uczynek spełniony. Muszę się przygotować do wyprawy - spojrzałem na nią
- Jakiej wyprawy? - zapytała
- Idę poszukać pewnej istoty...
- Kto w tym czasie zajmie się watahą? - zapytała
Spojrzałem znacząco na drzwi za którymi zniknął Akashi.
- Żartujesz!? - widziałem w jej oczach strach
- Oczywiście. Kaname się wszystkim zajmie do póki nie wrócę, a Akashi będzie mu pomagać. - odparłem - Ty lepiej dalej odpoczywaj mimo że wyglądasz już dobrze

Silver?

Od Azumy do Ichigo

Data:
26 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Szłam gdzieś po ciemku. Było ciasno i ciemno, a jakby tego mało było to jeszcze wilgotno. Nie lubiłam takich miejsc. Szłam pierwsza, a czarny szedł za mną. Jakoś nie podobało mi się to że idzie za mną, ale jakby szedł pierwszy to zgubiłabym go z oczu. Ja się go boję, chyba. Czułam się przy nim dziwnie i nieswojo. Co ten Akashi wyrabia kiedy go potrzebuję? Jeżeli coś mi się stanie Dajki go zabije... Nie mogłam teraz myśleć o takich rzeczach. Chciałam jak najszybciej się stąd wydostać. Zobaczyłam w oddali światło. Poczułam się szczęśliwa i uradowana. Przyspieszyłam trochę. Wybiegłam z ciemności, ale długo nie mogłam się cieszyć. Natychmiast zostałam poderwana do góry. Krzyknęłam z przyzwyczajenia. Zdziwiłam się że powoli jestem opuszcza na ziemię. Ichigo stał i się patrzył. Kiedy stałam na ziemi obejrzałam się i zobaczyłem jego...
- A gdzie to się było? Żebym musiał latać za tobą aż taki kawał? - widziałam jego złość i radość w oczach
- Ja... przepraszam... - wymamrotałam
- Ty mała złośnico. Jakby coś ci się stało to ja bym oberwał za to... - widziałam że chce coś jeszcze powiedzieć ale zamilkł widząc mojego znajomego
Zobaczyłam w jego oczach fascynację i chęć użycia mocy. Akashi był moim bratem, ale bałam się go często. Podszedł do niego powoli patrząc się mu w oczy. Wyglądał teraz jak psychopata. Wyszczerzył kły w uśmiechu.
- Interesujące... Czuje twój wieczny głód... - Akashi zaśmiał się, a potem spojrzał na niego z oczami mordercy - Jeżeli coś jej się stanie to zajmę się tobą osobiście! Albo, jak komuś coś się stanie to i tak się tobą zajmę!
- Akashi... - przerwałam mu krzyki - odprowadź mnie do domu
Spojrzał na mnie i zaczął iść w stronę domu. Szybko go dogoniłam. Zrobiłam to bardziej dla niego niż dla siebie czy brata.

Ichigo?

Od Ichigo do Sivian

Data:
26 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Obudziłem się, prychając wodą. Leżałem na brzegu rzeki, wyrzucony przez wodę. Intensywny ból w prawej łapie przypomniał mi wszystko. Krzyki, obtarcia od łańcucha, ucieczka, plamy krwi wszędzie i ten przemożny głód. Teraz nadal przy mnie był. Uniosłem się, czując, że zaczyna przejmować nade mną kontrolę. Ile nie jadłem? Dni, tygodnie, miesiące? W zamknięciu trudno było liczyć dni, tylko przysyłane od czasu do czasu nowe szczeniaki bywały jakąś możliwością odliczania czasu. Wytrzymywałem zaledwie kilka godzin, nim głód przejmował nade mną kontrolę. A wtedy zaczynałem zabijać. Gdy się budziłem, jedynym wypełniającym mnie uczuciem była odraza. Do świata, do kapłanów i do samego siebie.
Ruszyłem się z miejsca, bo poczułem TO. Krew, może kilka kilometrów dalej. Biegłem jak na skrzydłach mimo siekącego wiatru. Powalił mnie na nowo dopiero grad, nic dziwnego, byłem zbyt wyczerpany, by się mu przeciwstawić.
Zapach krwi zbliżał się, potem poczułem uderzenie. Jakaś wadera potknęła się o mnie w biegu. Stworzenie, które goniła uciekło w popłochu. Wadera pozbierała się z ziemi i niepewnie ruszyła w moim kierunku.
Nie rób tego!
Chciałem wrzasnąć, ale wyrwało mi się tylko smętne piśnięcie.
Wilczyca trąciła mnie nosem. Odskoczyłem w bok, gapiąc się na nią.
Jeść, jeść, JEŚĆ. Ona tak pięknie pachnie. Krew, czujesz ją, Ichigo. Czujesz ją. Jesteś głodny, tak bardzo głodny. A kimże ona jest przeciwko tobie.
Wziąłem głęboki oddech, próbując się powstrzymać.

Sivian?

Od Tiago Do Megami

Data:
26 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wszystko zadziało się tak szybko, że nie wiedziałem nawet co się dzieje. Dopiero po chwili otrząsnąłem się z zaskoczenie. Wybiegłem z dziury pomiędzy korzeniami. Rozejrzałem się szybko wokół siebie. Pierwszym co rzuciło mi się w oczy były jakieś dwa wilki. Jeden leżał nie mogąc nic zrobić, a drugi gryzł go po całym ciele. Jednak nadal nie mogłem nikogo rozpoznać. Po chwili dopiero zorientowałem się, że powinienem coś zrobić. W końcu tamten jeden wilk chciał się najpierw na mnie rzucić. A ze mną się nie zadziera. Co to to nie... Szybko podbiegłem do wilków i z impetem wpadłem na tego większego. Ten zatoczył się w bok i zachwiał się. Zaraz jednak odzyskał równowagę. Rzuciliśmy się na siebie z zębami. Ze mną nie szło mu już tak gładko. Nawet mogłem śmiało powiedzieć, że byliśmy na takim samym poziomie. Po dłuższej chwili także się przemieniłem. Moja sierść zmieniła kolor, a z głowy wyrosły rogi. Do tego pojawiła się także para "nietoperzowych" skrzydeł. Teraz to ja miałem już większe szanse. Wzbiłem się w powietrze i atakowałem wilka ze wszystkich stron. W końcu stwierdziłem, że dość tej zabawy. Skupiłem się i zamroziłem demona. Ten zamarł w bryle lodu. Jednak w jego oczach nadal widać było wściekłość. Szybko spojrzałem na drugiego wilka, który nadal leżał na ziemi. Jedyną oznaką tego, że żyje był ledwo widoczny oddech. Coś powątpiewam aby dał bądź dała sobie radę sama przeżyć teraz. Westchnąłem. Nie miałem innego wyboru. Wolałem nie niszczyć sobie aż tak reputacji i mieć czyjeś życie na swoim sumieniu. Wziąłem głęboki wdech. Po chwili wciągnąłem wilka na swój grzbiet. Dopiero teraz dałem radę zauważyć, że była to wadera. Ta sama, która mnie wcześniej irytowała. Postanowiłem jednak to zignorować. Musiałem się pośpieszyć. Lód powoli zaczynał się topić. Ruszyłem biegiem do mojej chatki. Po chwili byłem już na miejscu. Położyłem waderę na ziemi. Zostawiłem ją tak, a sam wyszedłem na dwór. Spojrzałem w górą.
- I co ja mam teraz z nią zrobić? - wymamrotałem.
Znowu w mojej głowie pojawiły się myśli o bracie. Jak zawsze w najmniej odpowiednim momencie. Westchnąłem.
- Tak bardzo mi ciebie brakuje William - wyszeptałem i przymknąłem oczy.

Megami?

Od Rukiego: Do domu (cz. 1)

Data:
26 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Leżałem w domu, nudząc się niemiłosiernie. Nuda nie była jednak najgorszym uczuciem, jakie w danej chwili odczuwałem. Gorsze było to drugie, ssąco-rozrywające uczucie w klatce piersiowej. W pierw nie mogłem go zidentyfikować, jednak po długiej sesji leżenia bez celu, zrozumiałem co kryło się za ssąco-rozrywającym bólem. Tęsknota...
Tęskniłem, za nią, za moim aniołem, za moją przyjaciółką, za moją wybawicielką. Tęskniłem za Umi, nie potrafiłem się dalej oszukiwać. Przeznaczenie nas połączyło już nie raz, jednak, czy zechce to zrobić znowu?
- Coś się stało? - usłyszałem głos od drzwi. - Nie wyglądasz dobrze...
Córka przysiadła przy moim posłaniu. Westchnąłem.
- Nic, zupełnie.
- Nie umiesz kłamać. - wywróciła oczami.
- To nie jest ważne...
- Jest.
- Tęsknię za twoją matką.
- Też za nią tęsknię. - córka przytuliłam mnie mocno. - Chcesz do niej odejść.
- Tak.
- Ja nie mogę. Moje miejsce jest tu...
- Wiem. - uśmiechnąłem się pod nosem. - Cieszę się, że znalazłaś szczęście.
- Jeszcze nie znalazłam. Ja wciąż go szukam.

C.D.N...

Nie wiedząca nic

Data:
26 września 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
HOWRSE: Wika2004 |  GMAIL: karolinka.rex@wp.pl


Znalezione obrazy dla zapytania white wolf wallpaper
.:ARIA MAGICZNA:.
Ari
WIEK: 20 lat 
PŁEĆ: Wadera 
RASA: Neutralny 
PŁODNOŚĆ | CIECZKA| Płodność| Miesiące Parzyste 
PARTNER/PARTNERKA Ma kogoś na oku ( ͡° ͜ʖ ͡°)
OPIS: Aria to miła i mądra wadera. Lubi kwiaty, motyle i szczeniaki, których nigdy nie mogła mieć. Wiąże się to z jej historią... Kiedyś, gdy była w pierwszej watasze miała chłopaka, z którym była w ciąży. On pewnego dnia zbuntował się i zabił jej przyjaciela. Aria dowiedziała się o tym i poroniła, potem powiedział o tym ojcu i matce. Oni poszli do niego, ale Neron (chłopak Arii) zabił jej ojca. Matka uciekła i zebrała armię, ale Neron zrobił to samo i zaczęła się wojna. Aria uciekła z nadzieją, że jej matka i brat przeżyją. Miała jeszcze brat, był jej najbliższy, ale gdy to Aria miała zostać nową alphą on wkużył się i nie odzywał do białej wilczycy. Dopiero w trakcie wojny rzucił słowa: Uciekaj siostra. Ratuj się! Aria nadal ma nadzieję, że jej brat przeżył i kiedyś się spotkają. Ale wracając do jej charakteru, Aria jest też nie ufna do basiorów, którzy na drugim spotkaniu chcą z nią iść do łóżka lub po prostu się całować. Jej zdaniem, to ona powinna zrobić ten pierwszy krok. Co do wader jest taka sam jak one do niej. Jeśli jesteś waderą i jesteś nie miła to le[piej trzymaj się od niej z daleka, bo gdy ją wkurzysz będzie walczyć do końca, aby cię zabić. Ale jeśli jesteś miła, Aria też będzie dla ciebie miła i stanie się twoją przyjaciółką na dobre i złe. Nawiasem mówiąc jest ona bardzo podobna do Cleo prawda? Jest to jej siostra bliźnieczka o której nigdy nie miała pojęcia, ponieważ rozdzielono je od razu przy porodzie. A to, że mają podobne historie to po prostu zbieg okoliczności (przypadek? Nie sądzę). Podsumując Aria jest: miła, mądra, nie ufna basiorom, które na pierwszym lub drugim spotkaniu chcą się całować, jest wredna dla wader, które też są dla niej wredne, ale za to miła dla wader, które są dla niej miłe, jest przyjazna, nie zna całej swojej przeszłości oraz od czasu do czasu lubi coś sobie nucić pod nosem.
OPIS WYGLĄDU: Jest to biała wadera. Ma długą, aksamitną sierść. Jej ogon jest tak puchaty, że może schować w nim 2 nowo narodzone szczenięta. Jej oczy są szaro-błękitne. Ma czarny nos i poduszki łap.
OPIS PRZEMIANY: -
UNIKALNA MOC: Ochrona -w okół wilka powstaje niewidzialna bariera ochronna, która jest odporna na wszystko, bez wyjątku. Może ona działać max. 4 godziny.
POZYCJA: Opiekunka szczeniąt

UMIEJĘTNOŚCI:
~Siła(★)
~Szybkość (★)
~Zwinność(★)
~Wytrzymałość(★)
~Zdrowie(★)
~ Unikalna Moc(★)

RELACJE: 
Wataha: Nikogo nie zna, jeszcze ( ͡° ͜ʖ ͡°)... 
Rodzina: 
Mama- Amica 
Tata- Ice 
Brat- Dark+ (nigdy go nie poznała), Ben 
Siostra- Cleo +, (nigdy jej nie poznała)
SOLARY: 50 S
EKWIPUNEK:
CIEKAWOSTKI: 
-Nienawidzi jak topnieje śnieg
 -Woli zapolować raz dziennie na większą zdobycz niż biegać 50 razy po polanie za królikiem
 -Gdyby miała córki nazwała by je Roza i Marika 
-Boi się dużych kotów
 -Jej ulubionym kwitem jest róża
 -Kocha śpiewać przed snem

.:AKTUALNOŚĆI:.

Nowa aktualizacja watahy będzie już niedługo :D Encyklopedia już prawie zapełniona, poczekajcie jeszcze troszkę! ~ Amera

Od teraz można być człowiekiem! Zapraszamy do wysyłania zdjęć lub artów twojej postaci jako człowieka.

.:TOPKA:.

© 2017 Eternal Wolves.
All rights reserved.
Design by Agata.