Twitter

.:EVENTY:.

Trwa teraz event pt. "Parada dusz"
Zainteresowanych zapraszam tu: KLIK

.:POGODA:.

Dni stają się coraz dłuższe, a noce krótsze. Cieplejsze dni zawitały do nas, a zimniejsze odeszły daleko daleko stąd. Cała przyroda została już praktycznie obudzona, kwiaty na drzewach i łąkach zaczęły rozkwitać, widać ciężarną zwierzynę co zapowiada ich przetrwanie gatunku a dla nas wspaniałe pożywienie. Wiosna jest okresem częstych deszczy, słonecznych dni, a także wiecznych. Pogoda potrafi się szybko zmienić w ciągu dni, dlatego trzeba być przygotowanym na wszystko. Wiosna to doskonały okres aby poznać swojego przyszłego partnera lub partnerkę, z którą spędzimy możliwe i całe nasze życie.

.:SKYPE:.

Chcesz z nami pogadać na skype? Nie ma problemu! -> KLIK
Jeżeli klikniesz ten link na górze, przeniesiesz się na skype jedynie z możliwością pisania na czacie.
Jeżeli jednak chcesz porozmawiać z nami, z głosem ale bez kamerek, to śmigaj na Skype/zainstaluj Skype i zaproś do znajomych Amerę(Skype -> Amera Castelss), a Amera doda Cię do grupy.
Jak na razie z rozmowy skorzystali: AmeiS, Amera, Lexie, Dannyl, Raven, Luka, Tiago, Xerda oraz Slake!

.:INNE:.

Chcesz coś zmienić w watasze? Oceń Eternal Wolves i powiedz nam czego oczekujesz! -> KLIK

Pamiętaj, aby obserwować nas na Twitterze! Ikonka Twittera znajduje się po prawej stronie od loga watahy!

Czegoś nie rozumiesz? Może chcesz zadać pytanie na asku? -> KLIK

.:KONTAKT:.


AMERA - Adminka
(zmniejszona aktywność)
Doggi - Ali010612
Howrse - Ali010612
Gmail - Sieralioness222@gmail.com
GG - 48141426
Skype - America Castelss

RITSU - Moderatorka
Doggi - lisia98
Howrse - lisia98
Gmail - lisia9855@gmail.com

SHIRO - Moderator
Doggi - cocolino98
Howrse - timenta
Gmail - korzystam z Ritsu gmaila

LEXIE - Moderatorka
(zmniejszona aktywność)
Howrse - Aleksa2003
Gmail - lexie.black01@gmail.com

.:WYŚWIETLENIA:.

.:WILCZE POGADANKI:.

Pogadaj z nami anonimie jeżeli chcesz :3 Nie zmuszamy, ale miło by nam było gdybyśmy się zapoznali :D

Wyświetlenia(!)

Data:
30 lipca 2016
Komenatrze:
1 komentarz
Watasze stuknęło już 111 013 wyświetleń!! 

Jestem mega z was dumna i bez was by się tego nie udało!
Jesteście najlepsi!
~Amera

Od Leona do Vanessy

Data:
25 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Oderwałem wzrok od wzburzonego morza i spojrzałem na Vanessę. Uśmiechnąłem się do niej i wstałem, a następnie wbiegłem do wody, mocząc się do poziomu szyi.
- Wskakuj! – krzyknąłem, a wilczyca wykonała polecenie. Cholerna czaromowa… Odzyskawszy świadomość spojrzała na mnie oburzona, krzywiąc swój uroczy pyszczek. Gdy miała wyjść na brzeg podbiegłem do niej i zaciągnąłem na głębszą wodę. – Proszę?
Wtedy cała złość uciekła z jej oczu, ustępując miejsce podekscytowanym iskierkom. Nessie poczęła skakać przez fale oraz uciekała co chwilę przed takimi, które były dla niej zbyt wysokie. Ruchem głowy zachęciła mnie do wspólnej zabawy i po chwili oboje szaleliśmy we wodzie.
~~*~~
Wadera położyła się na piasku niedaleko mnie i opuściła łeb na ziemię. Zmęczona przymknęła oczy i momentalnie zasnęła, a ja miałem trochę czasu na przyjrzenie się jej. Jej sierść błyszczała w słońcu i suszyła się, a co suchsze włoski targała morska bryza. Westchnąłem i także postanowiłem się zdrzemnąć, jednak coś nie dawało mi spokoju, tym samym nie dając zasnąć. Przy Nessie prawie zawsze miałem dobry humor, jakby jej obecność uspokajała mnie i nastrajała pozytywnie. Cieszyłem się, kiedy się uśmiechała lub śmiała, bo… no właśnie. Czemu? Byłem tak pogrążony w myślach, że nie zauważyłem, że zrobiło się ciemno i wilczyca się obudziła.
- Długo spałam? – zerknęła w moją stronę, na co potrząsnąłem głową. – Mogłeś mnie obudzić, a nie siedzieć sam.
- Musiałem coś sobie przemyśleć – uśmiechnąłem się do niej lekko i wróciłem do wpatrywania się w horyzont. – Vanessa?
- Hm? – usiadła i popatrzyła na mnie z lekkim przestrachem. Zawsze zwracałem się do niej zdrobnieniem moje autorstwa. Miała prawo się zdziwić. Ja również poderwałem się do pozycji siedzącej. Nie wiem w jaki sposób byliśmy tak blisko, pewnie ruszała się przez sen. Nie mogłem tego nie wykorzystać i pocałowałem ją, tym razem długo i czule. Czekałem, aż się odsunie i mnie zwymyśla, ale albo jej to nie przeszkadzało, albo nie miała tyle odwagi. Gdy się od siebie oderwaliśmy, popatrzyła mi w oczy. W jej spojrzeniu czaiło się pytanie, a ja sam nie wiem czemu wybuchłem.
- Cholera – wstałem i zacząłem nerwowo chodzić w kółko. – Zapomnij o tym, Nessie. Przepraszam. Ja…już może lepiej pójdę – warknąłem na samego siebie i bez pożegnania ruszyłem w drogę powrotną.
Leon idioto! Co się z tobą dzieje?!, zganiłem się.

Nessie? I pomysł szlag trafił...jest inaczej, ale chyba znośnie :)

Od Vanessy do Leona

Data:
25 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Uśmiechnęłam się delikatnie. Na mój pyszczek wpłynął rumieniec. Odwróciłam głowę, spowrotem patrząc na krajobraz, który roztaczał się przed nami.
-Tak, pięknie. - przytaknęłam, z tym delikatnym uśmiechem na ustach.
Zerknęłam na Leona. Jego czarna sierść pięknie lśniła w słońcu. Kiedy zorientowałam się, że on również na mnie patrzy, zawstydzona odwróciłam wzrok.
-To chyba czas schodzić. - powiedziałam, opanowując się.
Bez zbędnego strzępienia sobie języka zaczęłam powoli schodzić z góry. Leo, widocznie nieco zaskoczony moją nagłą zmianą zachowania, szedł nieco z tyłu. W drodze nie rozmawialiśmy już więcej. Gdy stanęłam u podnóża góry, basior odezwał się:
-Może.. Jutro wieczorem na plaży?
Przez chwilę się wahałam. Czy to coś więcej, niż zwykłe spotkanie?  I tak łączy mnie z Leonem coś odrobinę więcej niż przyjaźń, czyli ponad to, co bym chciała..
-Niech będzie, przyjdę. - odpowiedziałam w końcu i bez słowa pożegnania ruszyłam w swoją stronę. Zdecydowałam, że znajdę podziemne jeziorko, które ostatnio znalazłam, a właściwie, to ono znalazło mnie. Po jakimś czasie dotarłam do dziury, w którą niedawno wpadłam. Wzięłam rozbieg i wskoczyłam do przyjemnie chłodnej wody. Przez chwilę pływałam, a potem wyszłam na kamienny brzeg zalany ostatnimi promieniami słońca, położyłam się i prawie natychmiast zasnęłam. Obudziło mnie poranne słońce, łagodnie zaglądające przez dziurę nade mną. Przeciągnęłam się i w dobrym humorze ruszyłam na łowy. Szybko złapałam królika i zjadłam go po drodze do jaskini. Gdy dotarłam do swojej groty, zdałam sobie sprawę z tego, że nie wiem, co zrobić ze swoim życiem przez najbliższe parę godzin. Jak żyć? Położyłam się na jeleniej skórze i leniwie patrzyłam na wejście do jaskini. Co za nuda.. Przeleżałam tak parę dobrych godzin i leżałabym dłużej, gdyby nie to, że zbliżał się wieczór. Niemrawo się podniosłam. Czułam nieprzyjemny skurcz w żołądku, ale powoli ruszyłam w stronę plaży. Szybko dotarłam nad morze. Zbyt szybko. Zauważyłam Leo patrzącego na fale, jeszcze mnie nie zauważył. Bezszelestnie, niczym zjawa podeszłam do basiora i bez słowa usiadłam w pewnej odległości od niego. Słońce powoli zaczynało zachodzić. Zerknęłam na Leona, patrzył na mnie..

Lełosiu? :3 Liczę na ciekawy rozwój sytuacji, jeśli wiesz, o czym mówię.. ^^

Od Leona - szykuje się coś wielkiego cz. 16

Data:
24 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Wyrównałem oddech i jeszcze trochę przyspieszyłem. Biegłem już dość długo, z łatwością omijając drzewa i pokonując przeszkody, które próbowały mnie zatrzymać. Kiedy już łapy zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa, zatrzymałem się i pochyliłem łeb, niezdolny do wzięcia głębszego oddechu.  Po krótkim odpoczynku wznowiłem bieg, który został przerwany przez pojawienie się dwóch szczeniąt. W jednym z nich rozpoznałem Echo, a w drugim Chizuko, którą miałem okazję niedawno poznać. Ruda waderka wydawała mi się trochę przygnębiona.
- Cześć - rzuciłem w stronę, zbliżających się do mnie maleństw.
- Hej - córka gammy uśmiechnęła się do mnie, a jej koleżanka pomachała ogonem.
- Co was do mnie sprowadza? - zapytałem, w myślach błagając, żeby nie poprosiły mnie, żebym się z nimi pobawił. Lubiłem szczeniaki, ale ganianie za nimi było męczące, ale one same zawsze miały energię do dalszych harców. Gdy okazało się, że chodzi o coś innego, odetchnąłem z ulgą i uważnie wysłuchałem co mają mi do powiedzenia te wadery. Z każdym słowem Echo i wtrącaniem Chizu, mój uśmiech coraz bardziej przygasał, a kiedy szczeniaki zakończyły opowieść na moim pysku widniało coś w rodzaju grymasu.
- Niestety nie wiem jak wam pomóc, ale może moja mama coś nam poradzi. Potem odprowadzi was do domów, dobrze? - zapytałem je.
- Okej - zgodziły się, mówiąc chórem. Ruszyliśmy w stronę jaskini mojej matki, gdzie później zostały szczenięta. Ja za to wróciłem do swojego kąta spotykając tam Hikaru.
- Siemka - przywitałem się z uśmiechem, za którym czaiła się pewnego rodzaju zaduma.
- Co jest? - spytał prosto z mostu mój brat. Zamiast się zablokować, otworzyłem się przed nim i opowiedziałem mu o Echo i Chizuko.
- Czy ty nie miałeś przypadkiem jakiś wizji? - w moim głosie zabrzmiała troska.
- Nie - odpowiedział krótko i wstał. - Wybacz, ale muszę iść się przejść.
- Mogę z Tobą? - spytałem, domyślając się co odpowie.
- Nie! To znaczy...Chcę pobyć sam - zająknął się, na co parsknąłem śmiechem.
- Pozdrów moją siostrę - pożegnałem się z zarumienionym basiorem i ruszyłem nad jezioro. Miałem zamiar się ochłodzić, ale na mojej drodze niespodziewanie stanął Kaname. Alfa wydawał się równie zaskoczony, kiedy ni z gruszki, ni z pietruszki, zagadnąłem go:
- Witaj...Chciałem zapytać czy są jakieś postępy?
Nie chciałem być niegrzeczny, ale zżerała mnie ciekawość.

Kaname?

Od Tánýi do Monami, ktosia

Data:
21 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Opowiadanie było wstawione wcześniej, ale nie dostałam odpisu, więc wstawiam jeszcze raz

- Przepraszam, zagapiłam się - odezwała się wadera, z którą miałam zderzenie.
- To ja przepraszam
Uśmiechnęłam się. Monami. Nie poznałam jej od razu. Musiałam się bardzooo skupić, by sobie ją przypomnieć. Niby pysk znany, ale mam amnezję, kim jest.
- Dawno się nie widziałyśmy... - Zaczęła Monami
- Taa...
- Co u ciebie?
- Nic... Mam tylko haluny. Słyszałaś pewnie, co się dzieje. - Odparłam cicho. A co, miałam jej powiedzieć, że mam załamanie po śmierci Hidekiego?
- Powinnaś to zgłosić.
- Mają i tak dużo zgłoszeń. Po ch** mam im zawracać głowy?
 Odwróciłam wzrok. Cały czas wymuszałam na sobie przyjazną minę. Nastąpiła cisza. W między czasie grzebałam pazurem w ziemi, patrząc na miejsce, gdzie kilka minut temu, skakała wiewiórka. Została po niej tylko wygnieciona trawa i małe ślady łapek, odbite w glebie.
— Wiesz co, mam kilka ciekawych... Zajęć do załatwienia, więc z żalem, ale do widzenia. — odwróciłam się i potruchtałam w ciemniejsze kąty. Czasami nienawidzę swojej białej sierści, bo widać mnie w ciemnościach.

Monami? Ktoś?

Od Raven do Scarlett

Data:
20 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zabiłam młodą sarnę, i jelenia, i dzika... Razem wyszło jakieś kilkanaście martwych zwierząt. Akurat pędziłam za ptakiem, co prawda mógł unieść się i przysiąść na koronie drzew, ale tego nie zrobił, a mnie nie obchodziło dlaczego. Dogoniłam go i ugryzłam w szyję. Odeszłam dalej zostawiając martwą ofiarę.Rozejrzałam się po okolicy, widziałam kilka innych zabitych przez siebie zwierząt. To koniec na jakiś czas. Byłam już całkowicie wyżyta i dziwnie zmęczona. Położyłam się w cieniu jaki zapieniło mi drzewo i zasnęłam.

                                                                          ***
 Było późne popołudnie. Czułam się już zupełnie inaczej. Postanowiłam pójść do tamtej wadery. Ruszyłam za jej zapachem, Właściwie był nawet dosyć świeży. Spałam jakąś godzinę Zobaczyłam jaskinię. Może ta wadera w niej mieszka. Podeszłam do samego wejścia, wtedy wadera odwróciła się w moją stronę. To ona. Zastanowiłam się co powiedzieć.
- Przepraszam za tamto... To... Taki mój początek żądzy krwi.
Popatrzyłam na waderę czekając na jej reakcję...


Scarlett?

Od Kise do Maze

Data:
19 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Machnąłem łapą tak jakbym chciał odgonić od siebie jej słowa.
-Gadaj co chcesz, nie przegadasz mnie..-spojrzałem się na nią z chytrym uśmiechem
Podszedłem do lisa i chwyciłem jego skórę w zęby. Ruszyłem w stronę mojej jaskini.. Myślę, że pójdziemy przez polanę. Tak będzie najszybciej i chyba najbezpieczniej..
-Idziemy przez polanę- powiedziałem dosyć niewyraźnie
Ale chyba wadera zrozumiała, bo delikatnie skinęła łbem. Ruszyliśmy powoli przez polanę.. Po parunastu minutach byliśmy przed jaskinią. Spojrzałem się kątem oka na Maze.
-Zostaniesz sama tu na chwilkę?-zapytałem chcąc się upewnić
-A co innego mam do roboty?-prychnęła
Przewróciłem oczami i wszedłem do jaskini. Brat leżał przy jednej ze ścian jaskini. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niego z lisem..
-Cześć-przytuliłem go na przywitanie
-Heeeej-przedłużył głoski- To dla mnie?
Spojrzał się na lisa.
-Tak.. Znaczy.. Dla nas.. Tylko.. Ja muszę iść z przyjaciółką do medyka.. Poczekasz na mnie z jedzeniem?-uśmiechnąłem się
-Jaką przyjaciółką?-zapytał podejrzliwie
-Maze. Poznałem ją jak była szczeniakiem.. Nie musisz się martwić-potargałem go po łbie
-Nie martwię się-odparł poważnie i spojrzał się na mnie- Poczekam na ciebie..
-To do zobaczenia-pocałowałem go w czoło
Wyszedłem z jaskini i spojrzałem się na Mazey.. Grzebała pazurem w ziemi i wsłuchiwała się w świergot ptaków..
-Co tak długo?-zapytała
-Gadałem z bratem.-uśmiechnąłem się-Chodź do medyka..
Mazey? ^^

Od Shayen do Yakumo

Data:
19 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Popatrzyłam się na rybę zdziwiona, która przemknęła miedzy naszymi łapami. Zdziwiłam się i przyglądałam się rybce. W pewnym momencie coś śliskiego otarło się o moją nogę.. Przestraszyłam się i odskoczyłam do tyłu. Tylnia łapa obślizgnęła mi się o małe kamienie. Straciłam równowagę. Zaczęłam łapać spanikowana łapami i w końcu upadłam do wody. Wylądowałam brodą na kamieniach, bo nie zdążyłam zaprzeć się łapami. Wody przykrywała mój nos.. Z wody wydobyły się małe bąbelki, które zrobiłam wypuszczając powietrze z nosa.. Yakumo cicho się zaśmiał, ale zatrzymał śmiech kiedy się na niego spojrzałam.
-Sorry, to działo się tak szybko, nie zdążyłem nic zrobić..-spojrzał się na mnie rozbawiony
Przewróciłam oczami i podniosłam się powoli. Otrzepałam się, a krople wody spadły na wilka. Uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam się na Yakumo. Basior zrobił poważną minę.. Zaśmiałam się cicho i przytuliłam się do niego.
-Może gdzieś się przejdziemy..?-usłyszałam szept wilka
-Chętnie-odpowiedziałam radośnie
-A gdzie chcesz iść?- podniósł jedną brew
-Ym.. Może.. Chodź w góry!-uśmiechnęłam się pełna energii
Musnęłam wargami jego policzek i nachyliłam się nad jego uchem..
-Proszę.. Chcę spędzić z takim wspaniałym basiorem więcej czasu-wyszeptałam mu do ucha
Yaakumo? ^^

Od Kogami'ego do Blink

Data:
18 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wadera wtuliła się w moje futro, a mnie sparaliżowało i kompletnie zastygłem w miejscu. Czułem niespokojny oddech Blink. Zarumieniłem się i odzyskując kontrolę nad ciałem, przygarnąłem ją bliżej siebie.
- Kogami?-usłyszałem cichy głos wadery.
- Cii... Daj mi jeszcze chwilę...-szepnąłem jej do ucha.
Przez 5 minut siedzieliśmy tak przytuleni, aż w końcu delikatnie ją od siebie odsunąłem.
- Wybacz...-spojrzałem jej prosto w oczy.
- Nic się nie stało-powiedziała odwracając wzrok.
Spojrzałem zapeszony w niebo, gdzie jeszcze widniało kilka świecących punkcików, oddalonych od nas ileś tam tysięcy lat świetlnych. Jednak po chwili do moich oczu trafiły pierwsze promyki słońca, a do uszu burczenie brzucha wadery. Przysłoniłem łapą usta i zaśmiałem się dyskretnie.
- Czyżbyś zgłodniała?-zapytałem żartobliwie.
- Taa...-mruknęła niewyraźnie.
- Nie słyszę.
- Tak!
- Dziękuje za szybką odpowiedź-uśmiechnąłem się do niej, po czym pognałem w las w poszukiwaniu śniadania.
Standardowo z nosem przy ziemi, szukałem zapachu zwierzyny. Poszczęściło mi się bo po chwili zobaczyłem sarnę pasącą się niewinnie wśród drzew. Zakradłem się do niej i sprawnym ruchem skoczyłem jej do gardła. Spojrzałem na zdobycz po czym zarzuciłem ją na plecy i ruszyłem w stronę miejsca pobytu wadery. Po 10 minutach marszu byłem na miejscu.
- Jestem-powiedziałem do Blink, która ucieszyła się na mój widok, lub widok martwej sarny.
Położyłem nasze śniadanie na ziemi i powiedziałem:
- Smacznego.

Blink? :3

Od Naomi do Cathala

Data:
16 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Wydaje mi się, że gdzieś się spieszysz, Naomi - powiedział, a ja wyczułam że chce się stąd ulotnić- Nie będę więc zabierał ci czasu.- po czym skinął głową i odszedł.
Trochę poczułam się osamotniona. Zaczęło świtać, więc powoli zmierzyłam w stronę swojej groty. Po drodze przyleciała Akai i usiadła mi na ramieniu.
- Dość długa droga nas czeka...- pomyślałam.
Docierając do mojej oazy, na drodze leżała martwa sarna. Rozglądając się, czy może ktoś nie zgubił swojej ofiary, podeszłam do zwierzęcia. Wyczułam od niej znajomy zapach...
- Cathal...- mruknęłam do siebie, na co sowa zahukała krótko i niespodziewanie wzbiła się w powietrze.
Nie zdążyłam podnieść głowy, gdy zostałam brutalnie położona na łopatki. W odpowiedniej chwili odepchnęłam szarego przeciwnika, który uderzył w pień starego drzewa i upadł w krzaki.
Niepewnie podeszłam do drzewa, i łapą odgarnęłam zarośla. Leżał tam nieprzytomny Cathal...
-O rzesz...Mam nadzieję , że nic mu się nie stanie...- wzięłam na grzbiet nieprzytomnego basiora, po czym z pomocą swojej sowy zaniosłam go do mojej jaskini.

Cathal?
Wybacz, że krótkie...

Od Blink do Kogami'ego

Data:
14 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Blink! Zobacz, Droga Mleczna! - krzyknął Kogami podrywając się z ziemi.
Pospiesznie wstałam i skierowałam wzrok w miejsce, które wskazywał basior.
- Piękne...- szepnął rozmarzony jednocześnie opuszczając łapę, którą ukierunkowywał usilnie przeze mnie poszukiwany punkt na niebie.
Z początku nie rozumiałam ogromu tego niecodziennego zjawiska, lecz jego piękno dosłownie odebrało mi mowę. Świetlisty pył w rzeczywistości usiany z miliardów gwiazd jaśniał na niebie niczym brokatowa spirala. Mogłabym się założyć, że w tej gęstej chmurze rozpoznałam długi ogon spadającej komety, ale niestety, były to tylko moje przypuszczenia.
- Jest niesamowita.. - westchnęłam z zafascynowaniem wpatrując się w ciało niebieskie.
Niezmiemski pokaz nie trwał jednak długo i już po chwili Drogę Mleczną zasłonił nieprzenikniony mrok. Zniżyłam głowę zrównując wzrok z Kogami'm, który spojrzał na mnie uśmiechając się szeroko.
- Cieszę się, że miałem okazję ci ją pokazać..
- A ja, że miałam okazję ją zobaczyć.. I to jeszcze z najlepszym towarzyszem, jakiego mogłam sobie wymarzyć.. - mówiąc to mocno przytuliłam basiora.

Kogami? :3

Od Jason'a do Reyny

Data:
13 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Gdy spotkaliśmy moich rodziców lekko mnie zamurowało.
-Witaj kochanie! -krzyknęła z daleka moja mama. 
-Cześć mamo, cześć tato. -odpowiedziałem.
-Witaj Jason. Kim jest ta wadera? -zapytał ojciec.
-To jest Reyna. Reyna, to są moi rodzice.
-Dzień dobry. -powiedziała nieśmiało wadera.
-Zobacz Yashiro, to jego dzieczyna. Jaka z nich piękna para. -powiedziała ruda wadera.
-My nie jesteśmy parą. Przyjaźnimy się tylko. -wyjaśniłem.
-Tak na pewno. -puścił mi oczko ojciec.
-Już sobie wyobrarzam jakie by mięli piękne szczenięta.-powiedziała matka.
Ja i Rey zarumieniliśmy się.
-Wiecie... Fajnie, że się potkaliśmy i w ogóle, ale musimy już iść. -powiedziałem i szybkim krokiem poszłem w przeciwną stronę ciągnąć wadere za sobą.
-Do następnego! -krzyknęła moja mama.
-Przepraszam Cię za moich rodziców. -powiedziałem.

Reyna? 

Od Scarlett do Raven

Data:
10 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Rozmowa odeszła w niepamięć, bo udało mi się schwytać zwierzę. Powalić na ziemię co prawda nie, ale zaciskałam kły na odsłoniętej szyi, dusząc ofiarę. Sarna wyrywała się kilka razy, za którymś puściłam, odskakując, gotowa na cios kopyta. Najwyraźniej zwierzę jednak nie miało już sił, bo upadło na przednie nogi, a potem na ziemię. Dobiłam sarnę, po czym usiadłam obok, zadowolona z przebiegu starcia.
Całkiem zignorowałam przy tym waderę, która nadal gdzieś tam sobie była. Zabrałam się do posiłku z apetytem. Gdy skończyłam, odwróciłam głowę nieznacznie w stronę wadery. Bawiła mnie ta wcześniejsza wymiana zdań, ale ileż można denerwować innych. Wzruszyłam ramionami i z resztką sarny ruszyłam w kierunku domu.
Pozostawiłam jedzenie w osłoniętym przed światłem i suchym krańcu jaskini. Usiadłam na trawie przed moim domem, ciesząc się ciepłymi promieniami słońca. Nastroszyłam futro i ułożyłam się wygodniej, odrobinę przysypiając. Obudził mnie dźwięk kroków, gdzieś jeszcze daleko, ale z moimi zmysłami byłam w stanie usłyszeć je już teraz. Nadstawiłam uszu i uniosłam się, by znów usiąść.
Kroki jak kroki, co mnie to obchodzi?
Prychnęłam do siebie, tam ewidentnie szedł wilk, więc nie mógł mi zagrażać, nie w głębi terenów watahy.
Raven?

Od Maze do Kise

Data:
10 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
 Lis nie okazał się tak łatwą ofiarą jak sądziłam. Niby nic, ale trochę mnie poharatał, a obecność Kise dodatkowo mnie rozpraszała. Nie lubię, kiedy ktoś patrzy mi na łapy, kiedy coś robię.
-Mazey ty jesteś ranna! - powiedział.
-No co ty nie powiesz... - mruknęłam.
Spojrzałam na obrażenia. Nie było źle, puszyste futro przydawało się, bo kły napastnika, jak i pazury trochę się w nim plątały.
-Zjedz trochę lisa, jak zjesz to odniosę go do jaskini i pójdziemy do medyka.. - uśmiechnął się.
Kiedy on się nie uśmiecha?
-Kise, ale to nie są poważne rany.. Nie muszę iść do medyka.. - odezwałam się, gapiąc na niego, jak na kosmitę.
-Coś mówiłaś?
- Mówiłam, że nigdzie nie idę i że nie jestem głodna - prychnęłam.
Usiadłam, żeby przypieczętować swoją decyzję.
- Ale, Mazey... - nie dałam mu dokończyć.
- Nie lubię, kiedy ktoś mnie niańczy - burknęłam.
Przekrzywił głowę, patrząc na mnie uważnie.
- Ja cię nie niańczę, tylko się martwię. A jak dostaniesz jakiegoś zakażenia albo wścieklizny albo...
- Dobra, dobra! Już nie kończ - jęknęłam.
Uśmiechnął się, widząc, że tę walkę wygrał.
- Następnym razem mnie nie przegadasz - odezwałam się, idąc za nim.
Kiślu?

Od Echo - szykuje się coś wielkiego cz.15

Data:
10 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wstałam wcześnie rano. Przeciągnęłam się, ziewnęłam głęboko i usiadłam przy wejściu do jaskini. Ciepłe promienie porannego słońca delikatnie oświetlały mój pyszczek, a rześkie, chłodne powietrze wypełniło moje malutkie płuca. Uśmiechnęłam się lekko biorąc głęboki wdech. Nagle ktoś zaburzył tę piękną chwilę i szturchnął mnie łokciem tak, że lekko zachwiałam się w przód.
- Shinn!! - krzyknęłam przedłużając ostatnią głoskę.
Brat zaśmiał się, a ja nie czekając na odpowiedni moment skoczyłam mu na plecy i mocno chwyciłam za futerko.
- Echo! Puść! - pisnął brat i podskakując zaczął kręcić się w kółko próbując pozbyć się natrętnej pasażerki.
- Ani mi się śni! - wycedziłam w odpowiedzi i mocniej przywarłam do niego.
Zaczęła się ostra szamotanina. Co chwilę dało się słyszeć piski i krzyki.
- Przestać! - rozległ się nagle przywódczy głos mamy, która starała się nas rozdzielić - Nawet jednego dnia nie potraficie wytrzymać bez wygłupów.. - pokręciła głową - Za niedługo będziecie już dorośli..
Spuściłam łebek. Czułam, że mama zawiodła się na mnie i moim bracie. Chcąc pokazać, że jestem już dojrzała wybrałam się na małe polowanie. Miałam zamiar wrócić z zającem albo niewielkim ptakiem, ale nagle stało się coś, co całkowicie zmieniło cel mojej wyprawy. Waderka, mniej więcej w moim wieku, wpadła w moje objęcia, przytuliła się i zaczęła płakać rzewnymi łzami. W pierwszym momencie nie wiedziałam jak zareagować. Mała wyglądała na przerażoną. Postanowiłam poczekać, aż emocje opadną i wypytać ją szczegółowo o przyczynę strachu.
- Jestem Chizuko.. - wychlipała.
- A ja Echo - przywitałam się z uśmiechem.
Chizuko opowiedziała mi co ją spotkało. Jej słowa brzmiały upiornie, z każdą chwilą ogarniało mnie coraz to większe uczucie strachu. Najbardziej bolało mnie jednak to, że nie potrafiłam jej pomóc. Ale..
- Wiem, do kogo możemy się udać! - starałam się pokrzepić waderkę.
Na pyszczku Chizuko momentalnie pojawił się uśmiech.
- Chodź, zaprowadzę cię - machnęłam łapką i wspólnie ruszyłyśmy w poszukiwaniu tejże osoby.
Leon?

Od Chizuko- Szykuję się coś wielkiego cz. 14

Data:
9 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
 Sunako jeszcze spała, więc nie chciałam jej budzić. Akashi był poza jaskinią, ale chyba nie przeszkodzi mu jak pójdę na mały spacer. Spojrzałam się z uśmiechem na siostrę. Przygarnęłam ją do siebie i przytuliłam. Jej futerko było takie mięciutkie..
-Miłych snów, Suki..-powiedziałam z uśmiechem
Wstałam i ruszyłam do wyjścia z jaskini. Zatrzymałem się przy wyjściu i ostatni raz spojrzałam na pyszczek siostry.. Uśmiechnęłam się i w końcu bez wahania ruszyłam do przodu. Łapy zaprowadziły mnie do jakiegoś ciemnego lasu.. Było to interesująco.. Zauważyłam rudego dużego  basiora.. Kise! Moje kąciki ust momentalnie poszły w górę. Wilk mnie po chwili także zauważył i się szeroko uśmiechnął.
-Chizu!-krzyknął szczęśliwy
-Kise..-powiedziałam cicho, ale też ze szczęściem
-Co ty tu robisz, mała?-zapytał zdziwiony
-Spaceruję.. Nie wolno mi czy co? Ładnie tu całkiem jest.. Tyle interesujących rzeczy..- rozejrzałam się
-Ja tam nie widzę tu nic interesującego.. Poza tym tu jest niebezpiecznie..-powiedział i złapał mnie za skórę na karku
-Dlaczego tu jest niebezpiecznie?-zapytałam ciekawa
-Nie ważne.. Dam Ciebie na bezpieczniejsze tereny..-posadził mnie na grzbiet
-Dlaczego tu jest niebezpiecznie?-powtórzyłam pytanie
-Nie ważne..-odpowiedział to samo
-Kise! Jak mi nie chcesz powiedzieć to chce sama się sama dowiedzieć! Nie potrzebuję twojej opieki!-zeskoczyłam z jego grzbietu i pokazałam mu język
Brat wydał się teraz jakiś wkurzony.. Jednak zauważyłam, że w jednej sekundzie odzyskał spokój. Musiałam go wkurzyć.. Ale już się nie gniewa? Mam taką nadzieję.. Brat jedynie prychnął i spojrzał się na mnie chłodno..
-Tylko potem nie przybiegnij do mnie z płaczem.. Chcę się o ciebie troszczyć, chcę spędzić czas z siostrzyczką, a jak ty mi się odwdzięczasz?-powiedział patrząc mi w oczy i odszedł
Zamarłam i wpatrywałam się zasępiona w miejsce gdzie przed chwilą stał brat. Jego słowa trafił mnie prosto w serce.. Myślałam, że Kise zawsze jest wesoły i nigdy nie jest wredny i się o nic nie gniewa.. Jednak się myliłam.. Z drugiej strony.. Mogłam mu tak nie mówić.. Ale już czasu nie cofnę.. Westchnęłam lekko i ruszyłam dalej z opuszczoną głową.. Nagle potknęłam się o coś dużego. Nie był to na pewno kamień.. Było to mięciutkie.. Jakby jakaś skóra na, której zawsze usypiałam.. Otworzyłam oczy, bo to coś na czym leżałam poruszyło.. Zauważyłam, że to wadera.. Była chyba nieprzytomna! Zaczęłam w panice potrząsać jej ciałem, żeby się obudziła.. Wadera otworzyła powoli oczy. Jej wzrok wylądował na mnie.
-Nic pani nie jest?-zapytałam siadając na trawie
-Nie.. Nic.. Nie mów do mnie pani.. Jestem Reyna..-uśmiechnęła się lekko
-Dobrze, proszę pan~..-pokręciłam łbem na boki- Znaczy Reyna..
-A może ty zdradzisz mi swoje imię?
-Chizu..Ko..-uśmiechnęłam się i zdając sobie sprawę jak niepewnie to wymówiłam poprawiłam się- Jestem Chizuko.. Ale możesz mówić do mnie Chizu.
Wadera skinęła łbem i przypatrywała mi się.. Speszyłam się i położyłam uszy po sobie..
-Kogoś mi przypominasz...-wymruczała wadera
-Może Kise? Jestem jego siostrą.. Tylko młodszą..-uśmiechnęłam się lekko
-Możliwe.. Jesteś do niego podobna jeśli chodzi o wygląd.. Nie wiem jak charakter.. Musiałabym z tobą spędzić więcej czasu..-powiedziała
-Może kiedy indziej.. Chcę pospacerować.. Do zobaczenia.-odezwałam się i odbiegłam daleko od  wadery, zanim zaczęła by gadać, że jest niebezpiecznie
Wbiegłam w głąb lasu.. Jakie niebezpieczeństwa.. Chodziłam z łbem spuszczonym w dół.. Zamyślona szłam, a moje myśli znikły gdy poczułam nagły chłód.. Podniosłam głowę i ujrzałam parę metrów dalej ode mnie coś dziwnego.. Jakby cień.. Przypatrywałam mu się dłużej i dłużej.. Cień stawał się wyraźniejszy i wyraźniejszy.. Było to dla mnie straszne.. Nagle nie wiadomo jak koszmar pojawił się przede mną i wyszeptał coś w nieznanym dla mnie języku.. Serce mi się zatrzymało na chwilę.. Zaczęłam biec z wielkim krzykiem.. Miałam wrażenie, że to coś mnie goni.. W końcu wpadłam w kogoś objęcia.. Przytuliłam się odruchowo do tej osoby i zaczęłam płakać.. Zauważyłam, że to szczeniak..
Echo? 

Od Fumiko do Hikaru

Data:
9 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

- Naprawdę tak myślisz? - upewniłam się niepewnie.
- Przecież bym cię nie okłamał - spojrzał mi w oczy, a ja pociągnęłam nosem i delikatnie się uśmiechnęłam. Ponownie wtuliłam się w jego sierść, ale tym razem nie moczyłam jej łzami.
- To dla mnie bardzo dużo znaczy Hikaru. Wiem, że tobie też jest ciężko, ale możesz mi o wszystkim powiedzieć.
- Wiem o tym - zapewnił mnie i objął, a ja przymknęłam oczy. Chociaż lekko drgnęłam, basior nie puścił mnie, tylko przytulił mocniej. Wtedy zdałam sobie sprawę, że właśnie tego potrzebowałam. Czyjejś bliskości, miłości...a byłam pewna, że przy Karu będę mieć to wszystko. Ufałam mu, był moim przyjacielem, a kiedy wiedziałam, że na mnie patrzy nie chciałam się przed nim zbłaźnić. Teraz, kiedy byliśmy tak blisko, moje serce wybijało szybki, niespokojny rytm...czyli to jest miłość. Teraz zrozumiałam mamę i jej załamanie po śmierci taty, chociaż ja i biały basior nie byliśmy parą, nie chciałam go stracić. Wydawało mi się, że gdyby coś mu zagrażało, oddałabym za niego życie. Trwalibyśmy w uścisku jeszcze przez długi czas, gdyby nie deszcz, ktory pojawił się znikąd. Chociaż Hikaru chciał się gdzieś ukryć i przeczekać ulewę, ja poprosiłam go o zostanie na zewnątrz. Krople wody spadały na mój pysk, mieszając się z pozostałością po słonych łzach, a nastepnie znikając w trawie. Zauroczona wpatrywałam się w niebo, jak gdybym widziała deszcz po raz pierwszy i nie przeszkadzało mi, że pewnir będę wyglądać jak zmokła kura. Liczył się tylko ten jeden moment szczęścia.
- Fumiko? - odwróciłam się w stronę basiora i podeszłam do niego.
- Hm?
- Na pewno nie chcesz się schować? - uniósł brew.
- Nie, dziekuję - nie odrywałam wzroku od jego pyska. Przegryzłam wargę i przybliżyłam się do niego z lekkim wahaniem, aby chwilę później delikatnie go pocałować. Kiedy odsunęliśmy się od siebie zapytałam:
- Czy wtedy...gdy mnie pocałowałeś na polanie...czy już... - nie musiałam kończyć, bo w jego oczach zobaczyłam, że domyśla się o co mi chodzi.

Karu? :3 Nie umiem pisać uroczych opek :C

Od Reyny - szykuje się coś wielkiego cz. 13

Data:
9 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Minęło kilka dni, które spędziłam samotnie w chatce. Cała ta sprawa z cieniem sprawiła, że nie miałam ochoty z nikim się spotkać. Noce spędzałam również tutaj, a uprzedzony o mojej nieobecności Kaname, nie musiał zawracać sobie głowy moim zniknięciem. Lider również wiedział już, gdzie znikam i wyraził zgodę na takie nocowanie, pod warunkiem, że będę uważać. Tak więc uczyniłam sobie z opuszczonego domku tymczasowe mieszkanie i korzystając z samotności zaczęłam zastanawiać się kim może być nasz wróg. Pewnym było, że ma ogromną moc i sieje strach wśród wilków w watasze, nie wykluczając mnie. Mimowolnie zadrżałam na myśl o strasznej wizji, którą stworzyła dla mnie ten potwór. Doskonale trafił w mój czuły punkt, którym byli właśnie moi przyjaciele. Wiedziona ciekawością wybrałam się na poszukiwanie cienia. Chciałam mu się przyjrzeć, bo jeszcze go nie widziałam. Wyszłam na zewnątrz i zmrużyłam oczy, chroniąc je przed słońcem, które ustawiło sobie je za cel do świecenia. Chwilę się wahałam, zanim zdecydowałam, że ruszę w stronę Mrocznego Lasu, ale wydawało mi się, że to właśnie tam, najlepiej zacząć poszukiwania. Przeczucie trochę mnie zawiodło, bo zamiast wroga spotkałam, a właściwie znalazłam tam leżącego na ziemi basiora. Przez chwilę płakał, a kiedy się uspokoił, zauważył mnie i uśmiechnął się.
- Wszystko okej? - zmarszczyłam czoło i zmierzyłam go wzrokiem, dostrzegłam wtedy ranę na jego boku.
- Chyba powinienem iść do medyka - odezwał się i spróbował się podnieść. Powstrzymał go przed tym mój okrzyk protestu. Z cichym sykiem ponownie się położył i spojrzał na mnie, zaskoczony moją gwałtowną reakcją.
- Nie powinieneś się ruszać, a medyk nie będzie potrzebny - wytłumaczyłam i zbliżyłam się do niego. Poleciłam mu, żeby się nie ruszał i wykorzystałam moją niedawno odkrytą umiejętność. Po moim pysku zaczęły spływać łzy, a kiedy dotknęły rany, leczyły ją i pomagały jej się zagoić. Po około minucie było już po sprawie, a po obrażeniu została tylko blizna. - Za kilka dni powinno zniknąć...
- Dzięki... - wilk zawahał się, nie znając mojego imienia.
- Reyna - na moim pysku pojawił się uśmiech, który basior odwzajemnił.
- Ja jestem Kise - zrewanżował się i spojrzał na mnie z zadumą. - Co tu robisz? Mroczny Las to nie jest najbezpieczniejsze miejsce.
- Chciałam znaleźć to coś, próbuję się czegoś o nim dowiedzieć - przegryzłam wargę i spojrzałam na ciemny bór. Nie wyglądał zachęcająco, ale cóż...wszystko ma swoją cenę.
- Nie radziłbym, ale to twoja decyzja. Do zobaczenia - pożegnał się i odszedł w swoją stronę. Kiedy tylko zniknął z moich oczu, coś wywróciło mnie na ziemię i poczułam, że się duszę. Przed oczami zrobiło mi się ciemno i po chwili zemdlałam.
Obudziło mnie potrząsanie, a kiedy otworzyłam oczy ujrzałam zaniepokojonego szczeniaka, a dokładniej waderę. Zdawało mi się, że skądś ją kojarzę.

Chizuko?

Od Hikaru do Fumiko

Data:
8 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nie wiedziałem co zbytnio powiedzieć. Przyglądałem się płaczącej.. Zaraz, zaraz.. Płaczącej? Teraz zupełnie nie wiem jak się odezwać.. Patrzyłem się na nią przegryzając wargę zamyślony, jak się tu odezwać..
-Fumiś.. Proszę.. Tylko nie płacz..-na tyle tylko było mnie stać
Fumiko spojrzała się na mnie zapłakanymi już oczami i znów zaczęła wypłakiwać się w moje futro.. Nie potrafię do niej dojść.. Nie mam pojęcia jak się do niej odezwać i co zrobić by nie płakała.. Dlaczego to musi być takie trudne?! 
Wziąłem głęboki oddech i zacząłem łapą gładzić jej futro na łbie. Fumiko spojrzała się kątem oka na mnie.. Uśmiechnąłem się lekko i wpatrywałem się w horyzont.. Nie potrafiłem inaczej..
-Fumi.. Może jest i wiele ładnych wader w naszej watasze.. Ale czy wygląd jest najważniejszy..?- spojrzałem się na nią ukradkiem i znów wróciłem do patrzenia się w horyzont- Dobrze widzi się tylko sercem.. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu..
Spojrzałem się znów na Fumi.. Słuchała mnie uważnie. Trochę się tym speszyłem, ale byłem szczęśliwy, że mnie słucha.. Pogładziłem jeszcze raz łapą jej futro po głowie..
-Wiecznie się czegoś bojącej.. Każdy ma jakieś wady.. Nic na to nie poradzimy..-zacząłem niepewnie, ale po chwili dodałem pewniej-Czy nie uważasz jak byłoby słodko, gdybyś się czegoś przestraszyła i pędem popędziła do mnie? Popędziła do mnie z myślą, że ja będę osobą do której zawsze będziesz się mogła przytulić i zawsze polegać? Gdybym był taką osobą dla Ciebie.. To..
Moje serce zabiło mocniej, a moje policzki oblał duży rumieniec..
-Byłbym najszczęśliwszym wilkiem na świecie.. Wiedząc, że gdzieś na świecie blisko czy daleko jest pewna czarna wilczyca, która polega na mnie i ufa mi bezgranicznie.. Mając świadomość, że ona przybiegnie do mnie ze swoim problem i mi go powie. A ja będę się starał ją pocieszyć i pomóc.. Inne wadery byłyby przy niej niczym.. Mimo, że mogą być piękne.. Będą dla mnie niczym, wiedząc, że gdzieś jest ta jedyna wadera, która utkwiła w moim sercu..-dokończyłem zarumieniony
Fumiś? ^^

Od Leona do Vanessy

Data:
8 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wadera wepchnęła mnie do wody, a ja zaskoczony jej ruchem nie zdążyłem zaczerpnąć powietrza. Opadałem na dno, z każdą chwilą byłem coraz głębiej, a kiedy w końcu przypomniało mi się, że potrafię pływać, zacząłem rozpaczliwie machać łapami. Z pomocą odrobiny szczęścia, po dłuższej chwili udało mi się wydostać na powierzchnię. Ostatkiem sił, które zniknęły przez strach i próbę ratowania własnego życia, wyszedłem na brzeg i upadłem na zieloną trawę. Mój dobry humor prysł jak bańka mydlana, a zastąpiło go uczucie senności. Nie zauważyłem, kiedy zasnąłem.
Podniosłem się jak oparzony, kiedy ze snu wyrwał mnie grzmot. Krople wody zaczęły spadać z nieba, a kiedy dotknęły mojej sierści, zmieszały się z nią, tworząc coś w rodzaju strąków. Z cichym westchnieniem ruszyłem przed siebie, napędzany wściekłością, która pojawiła się dosłownie przed momentem. Podsycana wspomnieniami i dawno już zapomnianymi żalami, miała wyjątkową siłę. 
- Dlaczego?! - wykrzyknąłem, a mój głos zagłuszył kolejny odgłos burzy. Złość na ojca, pojawiła się znowu. Od zawsze faworyzował Yelenę, a chociaż starałem się pokazać mu, że też coś potrafię, on zdawał się tego nie zauważać. Oczywiście, czasami porozmawiał ze mną, ale od kiedy dorośliśmy spędzał on więcej czasu z moją siostrą. Fumiko była ulubienicą matki i chociaż starsza wadera traktowała naszą trójkę tak samo, przy każdym spotkaniu z nią i rodzeństwem udawało mi się wychwycić zachowanie, świadczące właśnie o tym. Byłem ich najstarszym dzieckiem, a dodatkowo synem. To mnie powinni poświęcać największą uwagę. A Vanessa? Co ja poradzę, że ojciec nie nauczył mnie rozmawiać z waderami? Z siostrami i Lili jakoś się dogadywałem, bo znaliśmy się od dziecka, ale z nią było inaczej. Kiedy widziałem białą wilczycę, moje serce biło trochę szybciej, nieznacznie zmieniając rytm. To było co najmniej dziwne, a ja nie zamierzałem nikomu się do tego przyznawać. Wkurzony ruszyłem w stronę gór. Nie wiedziałem czemu, ale chciałem się tam znaleźć. Móc zobaczyć te tereny z góry, poczuć się wolnym...kolejna głupia zachcianka, świadcząca o tym, że mam w sobie trochę z artysty...cholera. Ogromnie się zdziwiłem, że kiedy tam doszedłem, spotkałem Nessie. Wadera podziwiała widoki, a na tle ciemnobłękitnego nieba wyglądała ślicznie. 
- Ness... - zacząłem, powoli zbliżając się do niej. Obróciła się zaskoczona, a widząc mnie jej pyszczek wykrzywił się w grymasie złości.
- A ty tu czego? - burknęła gniewnie, mierząc mnie wzrokiem.
- Myślałem, że to tereny watahy, a nie twoje - zakpiłem, ale powstrzymałem się przed dalszym, złośliwym komentarzem. - Chciałem przeprosić
- Nie chcę twoich przeprosin.
- Wiem, że postąpiłem wobec ciebie nie fair. Nie zrobię tego więcej - obiecałem, a jej wzrok złagodniał. Vanessa nie powiedziała już nic, tylko wróciła do oglądania krajobrazu.
Niepewnie usiadłem obok niej, i wbiłem wzrok w las. Starałem się dostrzec w nim, to co widziała wadera. 

- Nessie? - zapytałem i korzystając z tego, że odwróciła się w moją stronę, pocałowałem ją szybko w usta. To było szybkie cmoknięcie, nie można tego nazwać pocałunkiem. - Naprawdę przepraszam.
Zaskoczona wadera wlepiała we mnie swoje oczy, jakby nie dotarło do niej co się stało.
- Ładnie tu, nie? - przywołałem swój uśmiech i spojrzałem w drugą stronę.

Nessie? Tylko tym razem bez kąpieli proszę, bo Łoś się pochoruje! :3

Od Sakara do Cassydi

Data:
8 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Ja z taką waderą jak ty też, ale  po 10 kilometrach raczej miałabyś mnie dosyć.
- Doprawdy?
- A co? Chcesz sprawdzić?
- Może innym razem. Teraz jestem zbyt zmęczona.
- Może jutro?
- Ok, jednak dalej twierdzę że nie będę miała ciebie dosyć.
- Umiem być wkurzający.
- Jakoś nie zauważyłam.
Poszliśmy dalej, jakiejś godzinie wolnego spaceru, byłem już przed jaskinią Cassydi.
- Do jutra - Mruknąłem  niechętnie.
- Spotkamy się nad jeziorem?
Pokiwałem łepkiem na znak zgody.
- Dobranoc. - Powiedzieliśmy jednocześnie.
Ruszyłem w swoją stronę. Była pełnia. Usiadłem przed jaskinią, jakoś nie byłem zbyt zmęczony. Potem postanowiłem zrobić sobie krótki spacer, powietrze było chłodne, nie mogłem jednak powiedzieć że zimne. Wróciłem do jaskini, tam po chwili, zapadłem w głęboki sen...
Rano pobiegłem na spotkanie, Cassydi już na mnie czekała.  Ruszyliśmy na południe. Cass wyglądała dziś... Zaskakująco pięknie. Nie miałem odwagi jej tego powiedzieć.



                                                                Cassydi? <3



Od Uru do Ikkiego

Data:
8 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Minęło kilka miesięcy, a ja dorosłam. Ikki stał się moim najlepszym przyjacielem, ale w głębi serca czułam, że też kimś więcej. Spędzając z nim te dla mnie przyjemne chwile całkiem zapomniałam o swojej mocy.
***
Pewnego dnia, gdy spacerowaliśmy sobie ja zapytałam:
-Ikki? Jaka jest twoja moc?
-Hmmm... Moją mocą jest dźwięk. Dzięki niej mogę wytwarzać wszelkiego rodzaju dźwięki, te śmiertelne. A jaka jest twoja moc?
-Jak już wiesz odziedziczyam ją po ojcu. Nie umiem jej jeszcze jako tako kontrolować, ale wiem co jest potrzebne, aby ją aktywować.
-Co?
-Bardzo potężne uczucie, jak miłość, nienawiść, złość. Z tego, co opowiadał mi brat każde uczucie ma swój kolor.
-Kolor?
-Tak, bo widzisz, gdy używam swojej mocy z mojej klatki piersiowej wydobywają się małe kolorowe iskierki. Miłość, to kolor czerwony. Nienawiść, to niebieski, a złość to zielony. Jest jeszcze strach. Strach ma kolor żłóty.
-Bardzo ciekawe. Szkoda, że nie możesz mi jej pokazać.
-Tak szkoda. A ty zaprezętujesz mi swoją?

Ikki?

Od Kise- Szykuję się coś wielkiego cz.12

Data:
8 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ostatnio dziwne zdarzenia działy się w Eternal Wolves. Lexie i Sheila mówiły co się dzieje teraz.. Jednak jak chciałem wiedzieć więcej. Siedziałem teraz jak zwykle z Tetsu w jaskini. Bałem się o niego. Nie chciałem, żeby ten ktoś go dopadł. Usłyszałem niepokojący dźwięk. Spojrzałem się zaniepokojony na Tetsu. Rozejrzałem się po jaskini.. Nic nam jak na razie nie groziło..
-Przepraszam..-powiedział Tetsu-To tylko ja..
Odetchnąłem z ulgą i pocałowałem go w czoło.. Wstałem i usiadłem przy wyjściu z jaskini. Usłyszałem po chwili głos braciszka.
-Kise.. Idź się przejść..-uśmiechnął się brat zachęcająco
-Ale.. Tetsucchi.. Może Ci się coś stać-zwróciłem oczy ku niemu
-Nic mi się nie stanie..-niepewnie się uśmiechnął-Widzę, że jesteś podenerwowany.. Spacer powinien Ci dobrze zrobić..
-Będę się bardziej denerwować jak nie będę wiedział co się z tobą działo!-nie dawałem za wygraną
-Kise! Chce dla ciebie dobrze! Jak będziesz szedł ze mną to ciągle będziesz się o mnie zamartwiać i się zatrzymywać!-znał mnie i to dobrze..
 -No, ale Tetsu!-zaprotestowałem, nie chciałem go opuszczać
Brat zmierzył mnie wzrokiem. Przełknąłem ślinę i wyszedłem z jaskini.. Przynajmniej dobrze, że brat mnie wyciągnął z jaskini.. Teraz mogę lepiej poznać tego ktosia. Ruszyłem do przodu. Szedłem i szedłem. Nagle zauważyłem trójkę biegnących wilków. Na pierwszy rzut oka wyglądało to śmiesznie. Zaśmiałem się cicho. Jednak po chwili dojrzałem coś dziwnego.. Jakby rozmazany cień.. Nie miał konturów.. Wyglądał jak jakiś koszmar.. Poczułem jego wzrok na mnie. Strach mnie sparaliżował.. Jednak to coś ciągle goniło trójkę wilków.. Gdy koszmar odbiegł trochę dalej zacząłem biec za nim. Po chwili zauważyłem, że na trawię leży biały basior.. Vivian chyba.. Przyglądałem mu się z niepokojem. Miał dwie ranki na szyi. Ciekawe co mu się stało?
-Cześć! Ja jestem Kise!-powiedziałem wesoło- Co Ci się stało?
-Sam dokładnie nie wiem.. Chyba to coś mnie dopadło..-mruknął
-Chyba, medyka nie potrzebujesz..-stwierdziłem przyglądając się jego ranom
-Raczej..-uśmiechnął się niemrawo
-Może odprowadzić Cię do jaskini? Tak dla bezpieczeństwa..-uśmiechnąłem się
-Tak, tak możesz..-wstał
Odprowadziłem basiora do jaskini. Po drodze próbowałem go rozśmieszyć i chyba mi wyszło.
Pożegnałem się z nim i ruszyłem na poszukiwania. Gdy znalazłem się w dosyć ciemnym lesie poczułem nagły chłód. Zadrżałem i rozejrzałem się patrząc czy jest tu to coś.. Jest.. Zacząłem powoli do niego podchodzić pewnym krokiem, a cień  nie wiedząc czemu zaczął iść do tyłu.
-I co teraz? Boisz się?-zaśmiałem się
Ten ktoś także się zaśmiał.. Nagle cień się zatrzymał. Podchodziłem coraz bliżej. Chciałem mu się bliżej przyjrzeć. Jednak usłyszałem jakiś szept.. Był w innym języku.. Nie rozumiałem tego języka.. Nie zdążyłem mu się przyjrzeć, a poczułem straszny ból w czaszce.. Zacisnąłem zęby i dalej przypatrywałem się mu. Ból się powiększał.. Zasyczałem, a przed oczami zrobiło mi się ciemno.. Poczułem jak mdleję...

Potrząsnąłem łbem i otworzyłem oczy.. Byłem w mojej jaskini i Tetsu..
-Co tu się do cholery dzieje?-warknąłem i próbowałem wstać
Jednak nie mogłem wstać, jakaś ciemna maź oblepiała moje łapy.. Ujrzałem przy mnie Tetsu. Uśmiechnąłem się lekko..
-Tetsu.. Pomożesz?-zapytałem z nadzieją
Brat jedynie przewrócił oczami.. Miałem wrażenie, że jest jakiś inny.. Po chwili skoczył na mnie i zaatakował mnie. Nie mogłem się bronić.. Maź coraz bardziej pokrywała moje ciało.. Brat już miał się wgryzać w moją szyję.. Krew coraz szybciej uciekała z ran.. Poczułem się strasznie słabo.. Po chwili znów zemdlałem..

Otworzyłem oczy i zacząłem szybko oddychać.. Na moim boku była dosyć sporych wielkości rana.. A maź była na moich łapach.. Zacząłem cicho płakać..
-Tetsu.. Dlaczego?-powiedziałem ocierając łzę
Jednak szybko zrozumiałem, że to nie była prawda.. Obok mnie ujrzałem waderę.. Uśmiechnąłem się niepewnie.
Reyna?

Od Yoshiko do Biover'a

Data:
8 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Boisz się, że mogę zrobić Ci krzywdę. Mogę być taki jak ojciec. Też się boję, ale nadal jestem. Teraz przy tobie. Byłem też kiedy rodzice się kłócili i Cię pocieszałem żebyś nie płakała. Zawsze byłem przy tobie, jestem i będę. Ale widzę, że ty tego nie doceniasz. Trudno. Jeśli nie chcesz mieć we mnie bliskiej osoby to nie. Widocznie nie jestem Ci potrzebny.
Biover wstał i odszedł kawałek. Usiłowałam się go zatrzymać.
-P-poczekaj. Muszę Ci coś powiedzieć - chlipnęłam.
Basior odwrócił się w moją stronę.
-Biover, ja nie jestem bez serca! Wiesz, ile ja się wycierpiałam? Dajki był jedyną osobą, która starała się mnie zrozumieć w trudnych momantach. Widział prawdziwą mnie, w przeciwieństwie do ciebie. Ty zauważałeś jedynie zmiany, które nieustannie towarzyszą nam przez całe życie. Są nieuniknione.. Lider nauczył mnie tego wszystkiego i wiesz, do czego doszłam? Że nie chcę wracać do przeszłości! To nie tak, że przestałam cię kochać, ale każda chwila z tobą spędzona przyprawia mnie o ból dawnych wspomnień! Cały ten 'teatrzyk', który odgrywałam był jedynie przykrywką, aby nie musieć.... - załkałam - Aby nie musieć być tamtą Yo, która odeszła wraz ze śmiercią matki. Teraz jestem inną osobą. Dawno zamknęłam już ten rozdział i chcę, żebyś to zrozumiał... Proszę cię tylko o jedno.. Zapomnij o przeszłości i żyj chwilą! - uśmiechnęłam się przez łzy -Bo właśnie to jest prawdziwe życie..
Życie, którego pragnęłam... dodałam w myśli.
Mówiąc to odwróciłam się i machając ogonem podążyłam przed siebie, w poszukiwaniu nowych chwil..

Właśnie tymi słowami kończę fabułę Yoshiko i Biover'a...


Od Viviana - Szykuje się coś wielkiego cz. 11

Data:
7 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Przepraszam. - powiedziałem zdziwiony. Przecież tylko sobie chodziłem... -Kogo? - zapytałem po chwili, widząc przerażenie czarnej wadery.
-To..
Nie było jej dane dokończyć, gdyż po chwili temperatura gwałtownie spadła, a niedaleko pojawił się cień, co chwilę przybierający inny kształt, idący w naszą stronę. Wadery zerwały się do biegu.
-Uciekaj! - krzyknęła biała samica.
Nie musiała powtarzać, pędem ruszyłem za nią i drugą waderą. Biegłem tak szybko, jak tylko mogłem, jednak i tak cbyłem nieco z tyłu. Było więcej ćwiczyć.. Po niedługim czasie zacząłem szybko i płytko oddychać. Nic nie zostało z tego opanowanego wilka którym zwykle byłem. Teraz czułem się jak uciekająca zwierzyna. Zacząłem słabnąć, ale dalej zmuszałem mięśnie do szaleńczego biegu. W pewnym momencie biała potknęła się o wystający ze ściółki korzeń. Nie myśląc zbyt wiele, zatrzymałem się, szybko pomogłem jej wstać i zaczęliśmy bieg od nowa. Musieliśmy biec już dość długo, ledwo dawałem radę biec. W końcu moje mięśnie nie dały rady i upadłem.
-Nie zatrzymujcie się! - krzyknąłem jeszcze, zanim cień otoczył mnie ze wszystkich stron. Zemdlałem.
Obudziłem się z łapami zapadającymi się w czarnej mazi, wszędzie było niezwykle cicho. Zbyt cicho.. Nagle zauważyłem moje siostry i mamę. Stały do mnie tyłem, nie odwracały się, jakby mnie ignorowały. Nagle wszystkie się odwróciły. W ich oczach widziałem niepokojący błysk. Vera i Vanessa przemieniły się, a mama zdematerializowała się. Ich aury były całkowicie czarne, co mocno mnie niepokoiło. Siostry rzuciły się na mnie. Nessa zatopiła kły w mojej szyi, a Vera przeorała pazurem mój bok. Obydwie rany zaczęły obficie krwawić. Moja matka nagle zmaterializowała się, leżąc bezwładnie, a z dwóch niedużych, ale głębokich ranek na szyi szybko płynęła krew. Podbiegłem do niej, nie zważając na bój i zacząłem wykrzykiwać jej imię i prosić, by się obudziła. Zacząłem tonąć w ciemnej mazi. Wlewała mi sie do oczu, nosa i ust. W końcu zabrakło mi powietrza i znowu zemdlałem.
Obudziłem się na trawie, szybko i płytko oddychając, oraz czując, że z dwóch ranek na szyi sączy mi się krew. Rozejrzałem się w obawie, by nie zobaczyć cienia. Nie było go, ale był za to rudy basior, przeglądający mi się z zaniepokojeniem.
Kise?

Od Blink - szykuje się coś wielkiego cz.10

Data:
7 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
W pierwszym momencie czułam się całkowicie oszołomiona, a przed moimi oczami pojawiły się mroczki. Ni stąd, ni zowąd zostałam stratowana przez młodą waderę, Fumiko, która usilnie starała się uciec. Jej wzrok przepełniony strachem w popłochu lustrował okolicę. Bez chwili zwłoki wilczyca podała mi drżącą łapę, a następnie pomogła wstać. Jej serce waliło jak oszalałe, gdy spośród gęstych krzewów uderzyła w nas fala porażającego zimna. Moim ciałem wstrząsnęły drgawki.
- Co to? - pisnęłam zlodowaciałym głosem, ale nie doczekałam się wyjaśnień.
Fumiko chwyciła mnie za futro i ciągnąc za sobą zmuszała do coraz to szybszego biegu.
- Ratuj się! - krzyknęła jedynie w przestrodze i poluzowała uścisk - Nie mamy chwili do stracenia!
Przejęta wagą sytuacji, bez wahania zastosowałam się do poleceń wadery. Nerwowo spięłam wszystkie mięśnie i odpychając się od podłoża wystrzeliłam przed siebie. Kolejne metry pokonywałam z zawrotną prędkością. Gwałtownie dychałam, ale płuca domagały się większej ilości powietrza, niż mogłam im teraz zapewnić. Czułam, jak dziwny ogień rozpala mnie od środka coraz bardziej przytłaczając i uniemożliwiając logiczne myślenie. Czarne myśli zaczęły przejmować kontrolę i krążyć po mojej głowie. Moje łapy zaczęły drgać z wycieńczenia, aż w końcu pozbawiona resztek sił upadłam na ziemię. Zmrużyłam oczy łapiąc szybkie, płytkie wdechy. Czułam się, jakbym zapadła w stan odrętwienia. Z początku nie dochodziły do mnie żadne bodźce, ale po chwili usłyszałam znajomy głos oraz poczułam, jak ktoś potrząsa moim ciałem. Niemrawo otworzyłam oko i spojrzałam w górę, źródła dźwięku.
- Blink, wstawaj! - czarna wadera patrzała na mnie płaczliwym wzrokiem.
Gdy tylko otrząsnęłam się wróciłam do morderczego biegu, choć bardziej ociężale niż ostatnio. Dźwięk, który dotychczas towarzyszył naszej ucieczce zmienił się w szelest liści, co nie oznaczało nic dobrego. Wręcz przeciwnie, było zwiastunem większych problemów.
- Dogania nas! - krzyknęłam piskliwym głosem.
Byłam już bliska płaczu, gdy nagle zza gęstwiny drzew wyskoczył basior o śnieżnobiałym futrze. Strach dotychczas górujący zastąpiło inne uczucie, gniew.
- Co ty sobie myślałeś?! Prawie przyprawiłeś mnie o zawał serca! - wrzasnęłam.
- Nie widziałeś go? - dodała w przestrachu Fumiko.

Vivan?

Od Kise do Maze

Data:
7 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Patrzyłem się na waderę ocierając łapą łzę.
-Myślisz, że był ze mnie dumny?-zapytałem z lekkim uśmiechem
-Tak, myślę..-powiedziała cicho
Siedzieliśmy zamyśleni jeszcze parę minut.. Chciałem jak na razie zapomnieć o śmierci rodziców. Zrobić coś wesołego.. Rozweselić się. Tylko co by tu zrobić? Wstałem i spojrzałem się na Mazikeen. Uśmiechnąłem się lekko. Wrócę jak na razie do brata. Z Maze spotkam się jutro.. Tylko może coś upoluje..
-Mazey.. Ja już pójdę do brata..
-Dobrze..-podniosła łeb-Do zobaczenia..
-A może chcesz mi pomóc coś upolować?-zaproponowałem
-Chętnie..-uśmiechnęła się
Podniosła się na cztery łapy i ruszyła do przodu. Kierowała się w stronę lasu. Ruszyłem truchtem za nią. Gdy znaleźliśmy się w lesie zacząłem węszyć. Maze po chwili zrobiła to samo. Gdy nie mogłem nic wyczuć spojrzałem się z nadzieją na Mazikeen.
-Wyczuwasz coś?-zapytałem
-Tak.. To chyba lis..-powiedziała patrząc się na mnie
Wskazała łapą miejsce, w którym ją wyczuwała zwierzę. Zaczęliśmy się powoli skradać. Parę metrów od nas stał lis, który się rozglądał
-Zostaw to mi- szepnąłem do Mazey
-No chyba nie..-szepnęła zła- Ja chcę ją upolować!
-Maze..!-szepnąłem, ale wadera już zaczęła się skradać do lisa
Czułem, że to skończy się źle. Przyglądałem się samicy, żeby w razie potrzeby ruszyć jej na pomoc. Jednak nie wyszło jej tak, źle.. Lis został zabity. Podszedłem do niej i ją obejrzałem dokładnie.. Po drugiej stronie na brzuchu była cała pokaleczona! Zmartwiłem się..
-Mazey ty jesteś ranna!-powiedziałem
-No co ty nie powiesz..-mruknęła i popatrzyła się na rany
-Zjedz trochę lisa, jak zjesz to odniosę go do jaskini i pójdziemy do medyka..-uśmiechnąłem się
-Kise, ale to nie są poważne rany.. Nie muszę iść do medyka..-mruknęła zniesmaczona
-Coś mówiłaś?-udałem, że tego nie słyszałem
Mazey? ^^

Od Vanessy do Leona

Data:
7 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Po chwilowym wpatrywaniu się w Leona, w końcu połączyłam to, co zrobił i to, co powiedział w jedną, spójną całość. Gdy zrozumiałam, mój pyszczek przyjął gniewny wyraz. Nim basior zorientował się, co zamierzam zrobić, oberwał z liścia. Uderzyłam na tyle mocno, że Leo przy okazji wpadł do wody. Uśmiechnęłam się ironicznie i z godnością odeszłam, by po chwili zniknąć w ciemności lasu.  Byłam zła, że tak sobie ze mnie zadrwił. Nie chciałam się przyznać przed sobą, że było mi też przykro. Weszłam do lasu z mocnym postanowieniem, że zrobię coś konkretnego, jednak teraz nie bardzo wiedziałam, co. Westchnęłam cicho i po prostu ruszyłam w stronę gór. Szłam przed siebie, nie rozglądając się zbytnio. Zaczynało się chmurzyć, co ja przyjęłam ze spokojem. Na początku delikatnie kropiło, ale po chwili lunęło. W końcu stanęłam i spojrzałam w niebo. Chmury były jednocześnie piękne i przerażające. Kotłowały się, co chwilę zmieniając kształt, zasłaniając całe niebo. Zagrzmiało i prawie od razu na niebie pojawiła się błyskawica. Nie zawróciłam. Uznałam to za wyzwanie i przyjęłam je. Zerwałam się do biegu. Woda rozbryzgiwała się pod moimi łapami, a ja cała mokra, nie zważając na nic, dalej parłam na przód w zawrotnej prędkości. Tak, to szaleństwo. Trudno. Śmiałam się w głos, cieszyłam się z tej wolności, którą daje mi burza. Poślizgnęłam się, ale udało mi się utrzymać i ruszyłam dalej. Deszcz powoli ustawał, a ja zwalniałam wraz z nim, jednak postanowił wykonać swój końcowy popis. Na chwilę lunęło tak, że widziałam nie dalej,  niż na metr i nagle jednostajny szum deszczu przeciął huk ogromnego grzmotu, od którego zatrzęsła się góra. Dosłownie w tym samym czasie błysnęła tak ogromna błyskawica, jakiej pewnie były lider w życiu nie widział. Oczarowana przyglądałam się jej przez kilka sekund. Po tym niezwykłym pokazie burza zniknęła, jak się pojawiła, a ja zorientowałam się, że jestem prawie na szczycie. Przeszłam tych parę kroków i stanęłam, podziwiając widoki. Wiatr delikatnie muskał moje futro, a ja stałam na szczycie, który samodzielnie zdobyłam, chłonąc wzrokiem piękno gór, skąpanych w promieniach słońca.

Leon? Takie poetyczne opko wyszło. :3

Od Kise do Blink

Data:
7 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
-Ja bym tam jeszcze popływaaał..-powiedziałem lekko rozbawiony
Wyskoczyłem zgrabnie z wody i otrzepałem się. Spojrzałem się na waderę z uśmiechem.
-Ale skoro, nie chcesz to możemy porobić coś innego..-dodałem wyszczerzając białe kły
-Tylko co..?-spojrzała się na mnie
Zmarszczyła czoło i zrobiła minę myśliciela. Patrzyłem się na nią uważnie i czekałem, aż wpadnie na jakiś kreatywny pomysł. Przekrzywiłem łeb i gapiłem się na nią z uśmiechem. Nie zwróciła na to większej uwagi tylko myślała. Nagle podskoczyła i uniosła jedną łapę do góry. Czyli ma pomysł! Wstałem i czekałem, aż coś powie.
-Jaki masz pomysł?- zapytałem radośnie
-Właściwie to..-zacięła się
-No co?-nie mogłem dłużej wytrzymać
-Nie mam..-zaśmiała się
Usiadłem powoli i zrobiłem markotną minę. Cały zapał gdzieś ze mnie uciekł
-No Kise! Nie obrażaj się! Ja chciałam Cię tylko nabrać!-szturchnęła mnie łapą z śmiechem- Ale śmiesznie wyglądasz z taką miną!
-Serio?-mruknąłem ciągle utrzymując taką minę
-Tak!-powiedziała śmiejąc się
-To teraz czas na ciebie!-uśmiechnąłem się promiennie
Blink? ^^ Jaką śmieszną minę wymyślisz? :3 

Od Kise do Tetsu

Data:
7 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Odwzajemniłem uśmiech jednak było widać wyraźnie, ze ten uśmiech nie jest zbytnio miły.  Pierwszy raz zdarzyło mi się tak uśmiechnąć.  I to jeszcze do wilka, którego kocham.. I jest dla mnie najważniejszy. Tetsu posłał mi zdziwione spojrzenie. Szybko pożałowałem mojego czynu i wbiłem wzrok w ziemię. Zauważyłem, że brat przewrócił oczami i uśmiechnął się lekko. Spojrzał się na Akashiego i ruszyli do przodu. Gdy znalezli się paręnaście metrów od jaskini westchnąłem. Chciałem spędzić czas z bratem, ale oczywiście ktoś musiał nam przerwać. Bałem się o Tetsu. Miałem ochotę za nimi pójść. Zrobiłem krok w przód i zastanawiałem się czy iść. Jak mnie zauważą to nie będę miał jak się wytłumaczyć. Nie wiedziałem kompletnie co zrobić. Mogę zaryzykować, ale jakie będą konsekwencje? Nie mogą być takie straszne.. Ale nie mam ochoty dziś ryzykować. Wystarczy mi to, że brat wybrał tego wilka zamiast swojego brata. Warknąłem pod nosem i wyszedłem przed jaskinię. Rozejrzałem się. Tetsu wybrał sobie jaskinię w ładnej okolicy. A teraz ja też tu mieszkam. Trzeba się troche rozejrzeć. Muszę wiedzieć gdzie mieszkam. A gdy nie ma Tetsu to idealna okazja, żeby pozwiedzać. Jakby był to zapewne dalej bym spędzał czas. I nawet mógłbym pójść z nim na spacer. Wtedy też poznałbym tą okolice. Samemu będzie smutniej zwiedzać.. Ale trudno. Moją uwagę przykuł całkiem duży zbiornik wodny. Uśmiechnąłem się i podbiegłem do niego. Usiadłem przy brzegu jeziora i czekałem tam na powrót brata.
Tetsu? ^^

Od Raven do Scarlett

Data:
7 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Pomogłabyś, a nie tak sterczysz - Warknęła wadera, której od kilku minut się przyglądałam.
Przygotowała się do skoku.
- Nie zamierzam ci pomagać. - Odpowiedziałam suchym, pozbawionym uczuć głosem.
- To chociaż nie płosz mi zdobyczy.
- Pf... Akurat. Bo obchodzi mnie twoja zdobycz.
Widziałam jak wadera coraz bardziej się denerwuje.
- To czemu się na mnie gapisz?
Bo lubię, bo mogę. Denerwuje mnie ta wilczyca.
- Hmm.... Bo... A zresztą.
Zobaczyłam że około 100 metrów dalej, pasie się to samo stado. Każdy dobry myśliwy, zaczaiłby się, a w odpowiednim momencie wyskoczył, i rzucił się w krótką pogoń. Ja po prostu pobiegłam tam sprintem. Złapałam sporą sarnę, przegryzłam jej tętnice i zaczęłam jeść, kontem oka, widziałam jak wadera łapie swoją pierwszą zdobycz. Tylko tym razem jej nie uciekła.


Scarlett?

Od Maze do Kise

Data:
6 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
On naprawdę płakał. A ja po raz kolejny nie reagowałam tak jak powinnam.
- Dlaczego?!
Gapiłam się na Kise zakłopotana całą sytuacją. Wyglądał na podłamanego. A ja nie miałam pojęcia co z tym fantem zrobić. No bo i skąd? Śmierć traktowałam jako codzienność, niczego tak cennego nie zdarzyło mi się stracić. Zareagowałam instynktownie, przytulając basiora. Nienawidzę dotyku. Naprawdę czuję się niekomfortowo, kiedy ktoś narusza moją prywatną przestrzeń. Ale dla Kise mogłam zrobić wyjątek. Szczególnie w tym stanie.
Dałam mu chwilę, próbując zebrać myśli. Odsunęłam się i usiadłam obok niego.
- Tak po prostu jest. Może nie powinnam tego mówić, mało wiem o życiu, za młoda na to jestem. Ale sądzę, że tak musi być. Z czasem ktoś musi odejść, by ktoś przyszedł na świat. Błędne koło. I...
Zacięłam się, nie patrząc na Kise. Co miałam mu powiedzieć?
- Też chciałam, żeby mój ojciec był ze mnie dumny. Był... Może jest, największym z tych, którzy walczyli. Ilekroć stawał do walki nigdy nie przegrał. Zawsze chciałam, żeby spojrzał na mnie tymi złotymi oczami z odrobiną dumy. Walczyłam tak jak on, biłam się za moich braci, zadzierałam nosa i nic. Bo nie miał z czego być dumny.
Uśmiechnęłam się gorzko.
- Nigdy nie byłam dość dobra. Nigdy nie byłam wilkiem, którego wniósł w moje geny, a zwyczajnym ulicznym kundlem. Ale sądzę, Kise, że twój tata był z ciebie dumny. Bo jest z czego. A na branie z niego przykładu wciąż masz czas.
Nie spojrzałam na niego, nie miałam na to odwagi. Umilkłam patrząc przed siebie i powoli wracając myślami do dzieciństwa. Czy chciałabym, żeby uczucie łączące mnie i ojca było tak silne? Bo ja go nie kochałam, chciałam jedynie, by powiedział, że jest ze mnie dumny. On też nikogo nie kochał. Normalność w tamtym świecie.
Zasępiona pochyliłam głowę, patrząc w ziemię.
Kise? Smuteczki tu widzę .v.

Od Kise do Maze

Data:
6 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Postanowiłem cieszyć się z uroków lata, więc udałem się na krótki spacer. Przynajmniej planowałem, że miał być krótki. Dreptałem energicznie po wydeptanych przez inne wilki ścieżki. Myśląc czy zmienić ten krótki spacer w polowanie czy jakąś przygodę dostrzegłem młodą waderę. Przyglądałem się jej podchodząc do niej bliżej. Moje myśli o spacerze zmieniły się. Myślałem kto to jest. Mam wrażenie, że ją znam.. Chyba..
-Cześć!-powiedziała samica i skierowała się w moją stronę
-Hej..-uśmiechnąłem się wesoło mimo, że nie mogłem dojść kto to jest
Zapadła dosyć niezręczna cisza. Nie przeszkadzała mi zbytnio, bo teraz zajmowałem się zagadką. Zagadką "Kto to jest?". Wydaję mi się, że ta osoba mnie zna. Może...
-Mazeeeey?-zapytałem się nie pewnie
-A kto inny?-prychnęła
-Mój pomocnik!- podskoczyłem, aż do góry z radości
-No chyba nie!-prychnęła udając obrażoną
Roześmiałem się.
-Nie wiele się zmieniłaś- stwierdziłem-Nawet twoja sierść wygląda na typowo szczenięcą.. Zapewne jest mięciutka..
Waderę oblał lekki rumieniec i nie odpowiedziała.
-Wolałem jednak jak byłaś szczeniakiem- powiedziałem to co myślałem
-Dlaczego?- miałem wrażenie, że zdziwiła się
-Jakoś wolę spędzać czas z szczeniakami.. Lepiej się czuje czasami w ich towarzystwie.. Myślę, że mam to..-nagle zaciąłem się przegryzając wargę
Wbiłem wzrok w łapy i otarłem ukradkiem łapą łzę.
-Po kim..?- zapytała ostrożnie
-P-po.. Tacie.. On był opiekunem szczeniaków.. Lubił z nimi przebywać-wypowiadałem siorbając nosem
-Kise, czemu płaczesz?-zaniepokoiła się
Spojrzałem się na nią już lekko opuchniętymi oczami i smutno uśmiechnąłem.
-Umarł.. Mój tata.. - powiedziałem cicho
Patrzyłem jej prosto w oczy. Wadera zakłopotała się całą sytuacją. Ruszyła nerwowo łapami i przełknęła ślinę.
-Był dla mnie ważny.. Bardzo ważny.. Chciałem brać z niego przykład.. Chciałem żeby był ze mnie dumny.. Mam wrażenie, że spędziłem z nim za mało czasu.. Dlaczego musiał umrzeć?-mówiłem przełykając łzy
Mazikeen patrzyła się na mnie zakłopotana.
-Dlaczego?!-powtórzyłem głośniej rozklejając się na całego
Mazey? Kisiel rozpacza z powodu tatusia :<

UWAGA (!)

Data:
6 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Jeżeli ktoś jeszcze nie wysłał do Shiro lub Ritsu wiadomości po której stronie opowiedzą się wasze postacie to proszę bardzo o wysłanie!
Wilki które nie przyślą wiadomości do Shiro lub Ritsu zostaną usunięte (podczas zmian) z bloga!


Przydziel swoim postaciom grupy: 
Demon | Anioł | Neutralny

PRZYKŁAD
Załóżmy, że masz 2 postacie: Cara i Orius. Przydziel im grupy np.
Cara - Demon
Orius - Neutralny

Od Fumiko - szykuje się coś wielkiego cz. 9

Data:
6 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Westchnęłam cicho, widząc jak mama siedzi w swojej jaskini ze spuszczoną głową. Od kilku dni tak się zachowywała, a ja miałam przeczucie, że chodzi między innymi o tą całą sprawę z wilkiem widmo, nawiedzającym watahę. 
- Wszystko w porządku? -  czarna wadera spojrzała zdziwiona w moją stronę, jakby dopiero teraz dowiedziała się o mojej obecności.
- Oczywiście, skarbie - na jej pysk wstąpił wymuszony uśmiech. Miała lekko przekrwione oczy, zdradzające zmęczenie i to, że zapewne niedawno płakała. Po zebraniu przez nasz dom przewinęło się wiele wilków, opowiadających matce o swoich zetknięciach z wrogiem, a ja miałam szansę podsłuchać kilku rozmów, chociaż za każdym razem byłam wyganiana na zewnątrz.
- Cześć wam - przywitała się z nami ciocia, wchodząc do środka. Czasami zastanawiałam się czy na pewno jest siostrą mojej rodzicielki. Chociaż zachowywały się podobnie, różniły się wyglądem tak bardzo, że nikt obcy nie domyśliłby się, że są rodzeństwem. - Lexie, dobrze się czujesz?
- O co wam chodzi? - zdenerwowała się zapytana.- Wszystko jest dobrze, dajcie mi już spokój
Spojrzałyśmy z Abbie po sobie zaskoczone jej reakcją. Nigdy nie podnosiła głosu, była oazą spokoju i mało co ją wkurzało. Wyszłyśmy razem z jaskini, zostawiając ją samą. 
- Co jej jest? - chciała wiedzieć szara wadera. 
- To zwykły stres, wiesz ciociu... cała ta sprawa z tym czymś, nieźle daje jej w kość - wyjaśniłam jej.
- Rozumiem - mruknęła po chwili i pożegnawszy się ze mną, postanowiła wrócić do siebie. Mnie za to naszła chęć na coś do jedzenia. Ruszyłam przed siebie, rozglądając się uważnie dookoła i szukając jakiegoś tropu zwierzyny. Nie znalazłam jednak żadnej sarny lub dzika, ale Yelenę. Wilczyca stała jak zaczarowana i wpatrywała się w mglisty kształt wilka. 
Co ona wyprawia?, pomyślałam. Powinna przecież uciekać. Nie mając innego wyboru, wybiegłam zza krzaków i skoczyłam na siostrę, omal jej nie wywracając. Zmuszona do biegu, pognała za mną i po chwili byłyśmy już daleko. Obie dyszałyśmy ciężko, ale parłyśmy naprzód chcąc znaleźć się jak najdalej od tego potwora. Gdy się zatrzymałyśmy, siostra spojrzała na mnie pytająco. We mnie za to kipiała złość.
- Co to miało być, do cholery!? - wybuchłam, patrząc na nią ze złością. Zaskoczona cofnęła się dwa kroki do tyłu.
- To chyba był ten duch, o którym mówiła mama i Sheila... - odezwała się, a jej pewność siebie zniknęła.
- Nie udawaj głupiej, Yela - prychnęłam. - Dlaczego nie uciekałaś? 
- Sama nie wiem... to było dziwne - spuściła wzrok, a ja pożałowałam, że tak na nią naskoczyłam. Nie wiedziałam, dlaczego tak mnie to wkurzyło... może chodziło o to, że nie chciałam stracić siostry. Ani jej, ani nikogo innego. 
- Przepraszam - spróbowałam się uśmiechnąć i szybko ją przytuliłam. Wadera odwzajemniła, a na jej wkradł się uśmiech.- Uważaj na siebie, nie próbuj się do tego zbliżać, ok?
- Jasne, chyba pójdę odwiedzić mamę. 
- To chyba nie jest najlepszy pomysł...ale rób jak chcesz - rozeszłyśmy się w swoje strony, a ja z troski o bezpieczeństwo Hikaru, postanowiłam go odwiedzić. Będąc w pobliżu jego jaskini, poczułam chłód. Zaczęłam rozglądać się dookoła, w poszukiwaniu źródła zimna, a kiedy zobaczyłam tego samego czarnego ducha, rzuciłam się do ucieczki. Pech chciał, żebym na kogoś wpadła. Wilkiem okazała się Blink, córka byłych liderów. Czym prędzej wstałam, pomagając później białej waderze. Wróg zbliżał się do nas, a moje serce zaczęło walić jak oszalałe.

Blink?

Od Cassydi Do Sakara

Data:
6 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
-Masz rację... - Szepnęłam i wtuliłam głowę w futro Sakara, patrząc na zachodzące słońce.
-To idziemy!  -Zawołał basior i oboje zaczęliśmy iść żwawo przed siebie.
-Stop... Czuję zapach stada sarn. - Powiedziałam i rozglądnęłam się, a później skierowałam nos do ziemi żeby wywęszyć dokładne położenie gromady jeleni i sarn.
Nagle dostrzegłam takowe na małej polance. Zaczęłam się skradać pod zaroślami i po chwili a i Sakar skoczyliśmy na sany. Ja wskoczyłam na młodą i od razu wgryzłam się w tchawice.
-Uf! - Pokręciłam głową i zaczęłam patrzeć jak basior siłuje się z wielkim i tłustym jeleniem, w końcu go łapiąc. - Wow. Jaki wielki ten jeleń, to pewnie był ich przywódca. - Zaśmiałam się.
-Masz rację. - Przyznał Sakar.
-Hm... Ile jeszcze mamy do watahy? - Spytałam patrząc jak na około nas robi się ciemno.
-Nie wiem... Może jakieś 4 kilometry... - Zamyślił się.
-Och... To dosyć dużo. - Mruknęłam zawiedziona.
-To przez te nasze wygłupy. - Odparł samiec, a na jego pysk wkradł się grymas.
-Daj spokój! - Powiedziałam pewni i lekko walnęłam wilka w barek.
-Pf... - Westchnął tylko.
-No wiesz, z takim basiorem jak ty to ja nawet mogę przejść 10 kilometrów. - Przyznałam i zarumieniłam się.

Sakar?

Od Yeleny - szykuje się coś wielkiego cz. 8

Data:
6 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Dzień był ciepły, więc mój odpoczynek uznałam za słuszny. Czarne futro dawało mi się we znaki. Zaległam pod najbliższym drzewem, znużona całodziennym patrolowaniem terenów. Ganiałam po nich poszukując na własną łapę śladów naszego wroga. Nie, nie chodziło mi o zdobycie uznania czy coś. Nie dlatego specjalnie pchałam się tam, gdzie było niebezpiecznie. Chciałam poznać to stworzenie jak najlepiej, by zapewnić bezpieczeństwo swojej rodzinie. Codziennie śniły mi się skrzywdzona mama czy siostra. Na nikim mi tak nie zależało. Poznanie tego stwora z piekła dawało mi nikłą szansę na wygranie ewentualnego starcia. Może nie na wygranie... bardziej na zatrzymanie go do czasu, gdy moja rodzina będzie bezpieczna. Miałam w sobie coś z ojca, jego skłonność do przekładania życia innych nad swoje. Na dobre mi to nie wychodziło.
Zauważyłam nadchodzącą szybkim krokiem waderę. Miała na imię Mist, chyba dobrze zapamiętałam.Wyglądała na zaniepokojoną, o ile nie przestraszoną. Poderwałam się.
- Coś się stało?
W skrócie streściła to, co się stało. Odeszła w stronę bardziej uczęszczanych terenów. Pozostałam, zaintrygowana. Powinnam zwiewać, tymczasem kusiło mnie, by zobaczyć, czy owe stworzenie nie pozostało tam lub nie pozostawiło śladów. Walczyłam ze sobą, lecz zdecydowałam się nie ryzykować aż tak bardzo. Ruszyłam w przeciwnym kierunku od tego, z którego przyszła Mist i z zamiarem dotarcia do rodzinnej jaskini, ale nie było mi to dane.
Zobaczyłam tą postać za późno. Wcześniej skupiłam się na drodze, nie na otoczeniu. Był blisko, wyglądał trochę jak ciemny obłok mgły. Koszmar skondensowany w grafitowoszarym oparze. Zastygłam, sparaliżowana dziwnym uczuciem. Nie był to do końca lęk. Tylko napięcie.
Z otępienia wyrwał mnie najpierw szelest z mojej lewej strony, a potem nagłe pojawienie się Fumiko. Wadera skoczyła na mnie, omal nie wywracając i zmuszając do biegu. Pognałam za nią, czując szaleńczo miotające się serce. Dopiero teraz poczułam prawdziwy strach. Biegłyśmy, dopóki dziwne odrętwienie nie opuściło mnie w całości.
Zatrzymałam się, z trudem łapiąc oddech i spojrzałam na siostrę pytająco. Skąd ona się tam wzięła?
Fumiko?

Od Cathala do Naomi

Data:
5 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Miło, raz na jakiś czas staram się być miły, uroczy i w ogóle męczę się sprawiając wrażenie lepszego niż jestem, a tu klops, bo wpadam akurat na osobę, której to zwisa. To chyba los stara się powiedzieć, że bycie miłym mi nie wychodzi. Takie "nie rób tego więcej".
Momentalnie starłem z pyska wszelkie sztuczne uśmiechy.
- Wydaje mi się, że gdzieś się spieszysz, Naomi - powiedziałam, by jakoś wytłumaczyć nagłą potrzebę ulotnienia się do swojej samotni.
- Nie będę więc zabierał ci czasu.
Skinąłem jej głową, po czym, nie czekając na odpowiedź, odszedłem. Teraz uważnie wybierałem drogę, by nie natknąć się na żadnego nocnego wędrowca. Na pobliskim wzgórzu poczekałem na powolny wschód słońca. Było ładnie, ale, tak szczerze, to nie bardzo mnie to obchodziło. Zachwycanie się pięknem nigdy nie leżało w moim interesie. Pusta strata czasu, tyle, że akurat na tym etapie swojego życia miałem niewiele do zrobienia.
Kiedy słońce wzeszło ze spokojem ruszyłem do swojej jaskini. Idąc, słuchałem jak przyroda budzi się do życia. Ptaki zaczynały swój koncert gdzieś w gałęziach drzew, co uświadomiło mi, że to samo będzie się działo w pobliżu mojej jaskini. A niech je cholera weźmie. Piekielne stworzenia, jak w ogóle to darcie można uznać za coś ładnego. Znużony dotarłem do swojego legowiska i zapadłem w niespokojny sen.
Naomi?

Od Delilah do Nialla

Data:
5 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Dzień spędzony z basiorem był całkiem przyjemny. Nie idealny, ale fakt faktem, od lat nic nie bywało idealne.  Irytowała mnie tylko domyślna mina Shadow, która pisała mi już jakiś cholerny scenariusz, z księciem na białym koniu. Tylko że ja nigdy nie miałam ambicji na zostanie księżniczką w wieży. Ja miałam basiorów, nigdy odwrotnie. A Shad miała za to duszę romantyczki i obsesyjnie szukała dla mnie partnera.  Pozostało mi tylko prychnięcie, odwrócenie się do niej plecami i spokojny sen.
Wstałam dość późno, na tyle, by słońce zdążyło zajrzeć do niskiego wejścia mojej jaskini. Wymruczałam kilka słów nie brzmiących zbyt mile i podniosłam się z posłania. Shadow nie było, jej zapach był niewyraźny, opuściła więc jaskinię wczesnym rankiem. Przeciągnęłam się i otrzepałam z kawałków zeschłych trwa, które przyczepiły się do skóry, służącej mi za legowisko. Poczułam głód, ale nie bardzo chciało mi się wybierać na polowanie. Ganianie za zwierzyną tuż po przebudzeniu jakoś nie było moim marzeniem. Zebrałam się w sobie i wyczłapałam z jaskini. Powietrze było ciężkie i gorące. Nic dziwnego, mamy w końcu lato.
Po drodze na moje zwykłe ścieżki mogłam zahaczyć o jezioro. Przystanęłam na chwilę, zastanawiając się. Niby zależało mi na czasie, ale jednocześnie następowała najcieplejsza pora dnia i chłodna woda wydawała mi się idealnym miejscem na takie ciepło. Pomysł zamienił się w czyn i już moment później równym, długim krokiem zmierzałam do jeziora. Piasek i kamienie zachrzęściły pod moimi łapami. Skok i już znalazłam się w wodzie. Zanurkowałam, ciesząc się chłodem wody. Obróciłam się w wodzie, i otworzyłam oczy, patrząc jak tafla zamyka się nade mną. Ten widok mnie zaczarował. Trwałam tak chwilę, podziwiając załamujące się promienie słońca. Gdy zaczęło brakować mi powietrza, wynurzyłam się. Zamrugałam, próbując przyzwyczaić oczy do ostrego światła i na brzegu spostrzegłam znajomą postać. Wyszłam z wody, kierując się w jej stronę.
- Cześć, Niall - uśmiechnęłam się - Wyglądam jak zmokła kura, no nie? Ale dzień jest odrobinę za ciepły, by parzyć się w tym słońcu.
Niall?

Od Darkness do Lexie

Data:
4 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Obudziłam się w dziwnym miejscu, jednak byłam dziwnie... Wesoła? Możliwe, ostatnio nie zaznałam tego uczucia. Wadery nigdzie nie było. Podniosłam głowę, dalej znajdowałam się koło dziwnego jeziora. Wstałam. nie zostało mi nic, jak tylko szukać drogi powrotnej. Po krótkiej chwili weszłam do dziwnego lasu, zdawało mi się że niedawno tu byłam, jakby godzinę, dwie temu, ale to było niemożliwe, co prawda czas w jeziorze mógł mi się dłużyć, ale przespałam co najmniej dobę, na pewno. na normalnych terenach nie było mnie  ze dwa dni. Coś jednak mi mówiło że jednak dwie godziny, no może trzy. Ruszyłam biegiem, chciało mi się pić, ale nie byłam głodna. ,,Jakbym była tu dłuższy czas... Na pewno... Ech, Może po prostu się najadłam... Ta na kilka dni'' - Przez chwilę biłam się z myślami. Kiedy się ocknęłam byłam już na na zwykłej polanie. ,,Co?'' Zobaczyłam znajomą mi postać.
- Lexie?
- Cześć Darkness.
Nie miałam ochoty opowiadać o tym... Czymś.
- Coś się stało? - Spytała Lexie.
- Nie - Odparłam wymijająco.


Lexie? ( Dopiero teraz zobaczyłam twojego posta) 

Od Libby do Yume

Data:
4 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Aha. - Powiedziałam spokojnym tonem.
- No więc ten... Uhm, cześć!
- Pa.
Poszliśmy w swoje strony. ,,Ok... Na na ziemi są różne wilki, może po prostu był zmęczony. Zresztą nie ważne.'' - Pomyślałam.

Doszłam do jaskini, położyłam się na zimnym kamieniu i zasnęłam
                                                                           ***
  Od jakiegoś czasu czułam że przeżyję bez mięsa, więc zjadłam tylko jakieś korzenie, owoce, wcześniej je zamrażając spojrzeniem,  po chwili jedynie ich chłód  udowadniał że użyłam swojej mocy. ,,Może nad jeziorem znów spotkam Yume'' Postanowiłam iść tam dłuższą drogą przez las. Był dopiero ranek, ale słońce już mocno grzało. Droga mi się dłużyła, nienawidzę upałów, podczas gdy większość wilków, je uwielbia. Jako dziecko myślałam że to mi minie z wiekiem, tak się jednak nie stało. Po dłuższym czasie dostrzegłam zarys jeziora. Musiałam na chwilę wyjść z lasu, pocieszyłam się jednak perspektywą ochłodzenia w wodzie.
Doszłam do jeziora, rzeczywiście Yume tam był. Nie spał, patrzył się w dal, najwyraźniej się nad czymś zastanawiał.
- Hey Yume!


Yume? ( Nie miałam weny)
  

Od Vanessy do Tsuyoshi'ego i Shinyi

Data:
4 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wylegiwałam się w jaskini, korzystając z tego, że tam jest chłodniej. Nie miałam zamiaru wytknąć stąd nosa, dopóki się nie ściemni i słońce przestanie tak niemiłosiernie prażyć. Niestety, po jakimś czasie zaczęło mi burczeć w brzuchu więc niechętnie, bo niechętnie, ale musiałam wyjść z jaskini. Zaczęłam węszyć w poszukiwaniu tropu. Po jakimś czasie wyczułam dzika. Ruszyłam za zapachem i wkrótce byłam na tyle blisko zwierza, by móc go zaatakować. Dokładnie tak zrobiłam i już po chwili zajadałam się dziczyzną. Po posiłku poprawił mi się humor, więc postanowiłam trochę się przejść. Gdy już mi się to znudziło, wskoczyłam na pierwsze, lepsze drzewo i zaczęłam się rozglądać. Szybko zauważyłam dwa szczeniaki, basiory, sądząc po zapachu. Biały basiorek non stop chodził, ciekawsko się rozglądając. Czarny natomiast leżał pod drzewem, na którym siedziałam i z pewną irytacją obserwował białego.
- Tsu, chodź szybko, musisz coś zobaczyć! - usłyszałam podekscytowany głos białego basiora.
- Nie. - warknął Tsu, bo chyba tak się nazywał
- No weeeź...
- Powiedziałem "nie", głupku. Idź se sam. Albo o! Idź wyciągnij Echo. 
- Echo chyba gdzieś poszła z mamą. - oznajmił znudzonym tonem białas.
- Shiiiiiiin... Jak ci się tak strasznie nudzi, to idź se do Katty. - to teraz znam imiona obydwu, chyba, że to zdrobnienia, albo przezwiska.
- Tak sam?
- Tak, tak sam! O!
- To idę nad strumyk.
- Cooo...? - wyjęczał Tsu przybijając porządnego facepalma.
Czarny basior wstał i przeniósł się na drugą stronę drzewa.
Trochę znudziła mi się już ta bezczynna obserwacja, więc postanowiłam coś zmienić. Gdy zeskoczyłam z drzewa, ono oczywiście musiało trzasnąć, tym samym przykuwając uwagę Tsu.
- O rany! - wrzasnął odbiegając od drzewa.
- Tsuu? - Shin najwyraźniej zawrócił. - Co je... O, dzień dobry. - rzucił uśmiechając się do mnie.
- Shinya, co ty wyprawiasz?! Musimy iś... -  przerwał, gdy spojrzałam na niego. Okey.. - Iść do wujka Ryuu!
Postanowiłam zrobić im małą niespodziankę.
-Ty jesteś Shin. - powiedziałam, wskazując głową na białego basiora. -A ty Tsu, prawda? - uśmiechnęłam się pod nosem.

Tsu? Shin? Bardzo źle wyszło? xd 

Od Mist - Szykuje się coś wielkiego cz. 7

Data:
2 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, zza rogu wyłonił się bardzo dziwny wilk. Był zrobiony jakby... Z tej cieczy, która przykrywa rany po jego ataku. Oczy naszego wroga, były mgliste, tak nie raz u nie widomych.
-Nie stójcie jak słupki soli tylko uciekajcie. - Odpowiedziała Maze.
-A ty nie?! - Warknął Akashi.
-Ratuj swój zad... - Zaczęła wadera, jednak stwór już szarżował w naszą stronę, a cała trójka nie miała nic przeciwko, żeby nie uciekać. Biegliśmy niezwykle szybko. Wzrokiem szukałam czegoś do pomocy, jednak nic nie znalazłam.
Westchnęłam z trudem łapiąc powietrze, bardzo szybko się męczyłam. Coraz wolniej biegłam, ale jak widać nasz wróg nie zwalniał wcale. Ciekawe czy on w ogóle się męczy. Pomyślałam i spojrzałam za siebie. Moje oczy rozszerzyły się. Wilk cofał się do tyłu, a później uciekł w las.
-Czego on się przestraszył? - Spytałam.
-Nie mam pojęcia, ale kogoś musiał. - Odpowiedział Akashi i rozglądnął się.
-Kogoś lub czegoś. On się bał, że odkryjemy czym jest. - Odparłam, na co Akashi cicho machnął głową z aprobatą.
-Hm... Wy sobie tu siedźcie i rozmyślajcie, a ja, pozwólcie, że sobie pójdę, ta bestia może tutaj wrócić. - Prychnęła Maze i odeszła w swoją stronę.
-Nie chcę tego przyznawać, ale wadera ma rację. - Przyznałam i zaczęłam iść przed siebie, a dokładniej do głównej części watahy Eternal Wolves. Zanim jednak tam dotarłam zobaczyłam przy drzewie siedzącego wilka, a dokładniej czarną waderę.

<Yelena?>

Od Sadagio: niech koniec będzie początkiem cz.2

Data:
2 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Co to za wahanie? - Noboru przekrzywił łeb i wydął wargi formując je w podkówkę - Czyżby były między wami jakieś...? - uciął w pół zdania, aby nie sprawić mi przykrości.
Machnąłem łapą i pokręciłem przecząco głową.
- Lepiej nie mówić.. - westchnąłem głęboko i spuściłem wzrok - Czuję się, jakbym nie widział jej już od wieków, a to dopiero kilka miesięcy..
Noboru słysząc moje słowa otworzył szerzej oczy i chwycił się za głowę.
- Kilka miesięcy?! - krzyknął, a ja skrzywiłem się.
Basior widząc grymas na mojej twarzy opanował górujące nim emocje, położył łapę ma moim ramieniu i już poważniejszym głosem dodał:
- Stary.. Nie chcę cię smucić, ale los twojego związku jest już chyba przesądzony..
- Ehh, nie musisz mi tego mówić.. Sam dobrze wiem.. - westchnąłem głęboko starając się ukryć narastające uczucie samotności.
- Więc co ci szkodzi? Nadesha na pewno ucieszy się z twojej wizyty! - basior uśmiechnął się szeroko - Nie pamiętasz już jak...
- Dobra, nie rozdrapujmy starych ran. - zatkałem mu usta.
- Ale musisz przyznać, że nie mogłeś jej się oprzeć.. Była taka ponętna..
Na moje usta wkroczył szelmowski uśmieszek.
- I już cię poznaję! - Noboru zdjął moją łapę ze swojego pyska - Stary Sadagio powrócił!
Parsknąłem cicho śmiechem i objąłem przyjaciela za szyję. Czułem, że stare wspomnienia wracają i historia zaczyna zataczać koło.
- Jak będzie? Pójdziesz ze mną?
Zmarszczyłem czoło. Bardzo chciałem wrócić do domu, jednak teraz była nim EW. Czułem się rozdarty pomiędzy dwiema ważnymi dla mnie watahami, ale mała wycieczka chyba nie zaszkodzi?
- Dobra! - przybiłem mu piątkę - Zgadzam się!
- To świetnie! - wilk podskoczył z radości - Kiedy ruszamy?
- Teraz, zaraz! - czułem przypływ pozytywnych emocji - Tylko pożegnam się z rodziną..
- Byle by szybko! Będę czekał. - Noboru zaśmiał się i rozeszliśmy się w dwie, przeciwne strony, choć myśl była jedna..
Już za niedługo opuścimy granice Eternal Wolves, na długo....

Od Naomi do Cathala

Data:
1 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Włócząc się samotnie po opustoszałych, leśnych drogach, szukając wartościowej zwierzyny. Pustki...
Coś zeskoczyło z drzewa. Odwróciłam się gwałtownie, nasłuchując szelesty. Nieznany basior, jak z zapachu można było wyczuć, machnął ogonem na znak, że nie ma złych zamiarów, w co wątpiłam.
- Spokojnie... - mruknął. Przymrużyłam lekko oczy, badając przeciwnika wzrokiem.
Miałam już coś powiedzieć, gdy nagle zza zakrętu wybiegł spłoszony jeleń, z wyrośniętymi porożami. Był parę metrów ode mnie, ale seria dziesięciu ostrych pazurów bez żadnych problemów wbiło się głęboko w szyję i nogi. Szarpał się chwilę. W ruch poszło jeszcze kilka strzałów, tak że padł martwy. Basior przyglądał się temu uważnie i rzekł.
- No no, doskonała precyzja...- spojrzał na mnie, nie mogąc oderwać wzroku.
- Nie schlebiaj sobie. Nawet w jednej sekundzie padł byś jak ten- wskazałam głową na martwego jelenia.
Nastała cisza. Miałam już wziąć swą zdobycz i wrócić do swojej groty, gdy szaro-czarny wilk zaczął konserwacje.
- Możesz chociaż zdradzić mi swoje imię?- zapytał szarmanckim głosem.
- Naomi...- odpowiedziałam.
- Cathal...- na jego szarym pysku można było zauważyć lekki uśmiech i blask białych kłów.

Cathal?

Od Kogami'ego do Blink

Data:
1 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Taa...-mruknąłem cicho.
Blink uśmiechała się lekko co dodawało jej większego uroku.
- Pokażesz mi dzisiaj więcej gwiazdozbiorów?-zapytała, wyrywając mnie z zamyślenia.
- No pewnie-odpowiedziałem pospiesznie.
Wadera uśmiechnęła się szerzej.
- Może nawet jeśli nam się poszczęści zobaczymy Drogę Mleczną.
- Naprawdę?! Jeszcze chyba nigdy jej nie widziałam.
Uśmiechnąłem się lekko.
- A ty ją kiedyś widziałeś?-wadera spojrzała na mnie, a w jej oczach można było zauważyć małe skaczące iskierki.
- Z dwa razy widziałem...-powiedziałem po czym za nużyłem się w wspomnieniach.
- Jak to wygląda?-Blink przysunęła się bliżej do mnie, tak że wyglądało to tak jakbyśmy byli do siebie przytuleni.
- Mogę ci tylko powiedzieć, że jest naprawdę piękna-ledwo udało mi się utrzymać normalny ton głosu.
Wadera zamyśliła się na chwilę przenosząc wzrok na niebo. Poczekaliśmy kilka minut aż się całkiem ściemniło. Rozejrzałem się uważnie wyłapując przy tym kilkadziesiąt gwiazdozbiorów.
- Najpierw pokaże ci ciekawe gwiazdozbiory-powiedziałem zerkając w stronę Blink, która jak mały szczeniak uważnie wsłuchiwała się w moje słowa.
- Tam...-wskazałem łapą na niebo gdzie świeciły małe punkciki.- To jest Koziorożec, a tam jest Rak. O, a tu Lis.
- A czy jest Skorpion?-zapytała wadera.
- Ahh... tak-pokazałem przyjaciółce gwiazdy tworzące Skorpiona.
Po kilku minutowym pokazywaniu gwiazdozbiorów ponownie rozejrzałem się po niebie. Nagle zerwałem się z miejsca i uśmiechnąłem się szeroko.
- Blink! Zobacz, Droga Mleczna!-krzyknąłem.
Wadera również wstała i przypatrywała się zjawisku z uśmiechem na pyszczku.


- Piękne...-szepnąłem.

Blink? :3

Od Reyny do Jason'a

Data:
1 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Zaczęłam wpatrywać się w niebo, zwracając szczególną uwagę na kształty chmur.  Dopiero teraz zauważyłam, że przypominają rośliny, rzeczy i zwierzęta, które spotykamy na co dzień. Jedna wyglądała jak owca, a inna podobnie do krzaku róż. Na mój pyk wkradł się uśmiech.
- O co chodzi? - słysząc pytanie skierowałam wzrok na basiora.
- Hm?
- Co jest takie śmieszne, że...- przerwał mu grzmot. Spojrzeliśmy zaskoczeni w górę, a wtedy zorientowaliśmy się, że ze wschodu przychodzą do nas ciemne, burzowe chmury. W tym samym momencie zaczął kropić deszcz, a z minuty na minutę padał coraz szybciej, obwieszczając rychłe nadejście ulewy.
- Chodźmy się schować - zarządził Jason i rozejrzał się w poszukiwaniu jakiegoś schronienia. Na nasze szczęście niedaleko nas była nieduża, jaskinia w której czym prędzej się ukryliśmy. Zdążyliśmy idealnie, bo kiedy tylko weszliśmy pod sklepienie jamy deszcz zaczął padać pełną siłą. Pioruny raz po raz rozdzierały niebo, głośniejsze i coraz bliższe. Po pięknej letniej pogodzie nie zostało ani śladu.
Po około godzinie okropnej burzy, błyskawice i grzmoty osłabły i razem z chmurami, zniknęły, kierując się na zachód. Niebo odzyskało swój błękitny kolor, a na nim pojawiła się piękna tęcza. Zwierzęta niepewnie wychylały się ze swoich kryjówek, a my postanowiliśmy zrobić to samo. Jason zaproponował spacer, a ja z radością przystałam na jego propozycję. Kiedy straciłam zainteresowanie idącym obok basiorem, a zaczęłam przyglądać się wiewiórce, powoli wychodzącej z dziupli, potknęłam się o wystający kamień i wylądowałam w kałuży. Mój brzuch, łapy i dolną część pyska pokryło błoto, a ja nałykałam się brudnej wody. Zaczęłam kaszleć i z trudem się podniosłam, plując dookoła.
- Wszystko w porządku? - przyjaciel przyjrzał mi się zaniepokojony.
- Tak, już jest okej - wymusiłam uśmiech. Wznowiliśmy marsz, a ja starałam się skupić na drodze, chociaż wciąż byłam brudna. Co prawda, błoto powoli wysychało i odpadało z mojej sierści, ale i tak większość jeszcze się mnie trzymała. Wszystko byłoby dobrze, gdybyśmy nie spotkali pary wilków. Rudej wadery i szarego basiora, którzy najwyraźniej znali Jasona. Chwilę zajęło mi domyślenie się, że są oni jego rodzicami. Momentalnie się zawstydziłam i wbiłam wzrok w ziemię.

Jason? :3

Od Niall'a do Delilah

Data:
1 lipca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Patrzyłem jak te dwie się kłócą,trochę mnie to bawiło, ale w końcu przyszła pora na mnie.
-Więc... Jak ci na imię?
-Ja? Ja jestem Niall. -powiedziałem i się ukłoniłem.
Wadera była bardzo piękna, ale nie byłem pewien, czy coś z tego wyjdzie.
-Wiecie, to może się przejdziemy i poznamy lepiej? Szczerze mówiąc ja też nie mam przyjaciół. - powiedziałem.
-Z wielką chęcią, ale ja muszę lecieć. -powiedział ptak i odleciał.
-Heh. Więc jesteśmy sami. -powiedziałem.
Wadera znów przekręciła oczami i powiedziała:
-To może już chodźmy.
-Tak.
Chodziliśmy tak do wieczora. Czas z nią leciał nawet przyjemnie, a przy zachodzie słońca, ona wyglądała na prawdę pięknie. Na koniec dnia zapytałem:
-Może odprowadzić Cię do jaskini?
-Jeśli chcesz. -odpowiedziała.
Potem odprowadziłem waderę i sam wróciłem do domu. Można powiedzieć, że ten dzień był udany.

Delilah?

.:AKTUALNOŚĆI:.

Nowa aktualizacja watahy będzie już niedługo :D Encyklopedia już prawie zapełniona, poczekajcie jeszcze troszkę! ~ Amera

Od teraz można być człowiekiem! Zapraszamy do wysyłania zdjęć lub artów twojej postaci jako człowieka.

.:TOPKA:.

© 2017 Eternal Wolves.
All rights reserved.
Design by Agata.