Twitter

.:EVENTY:.

Trwa teraz event pt. "Parada dusz"
Zainteresowanych zapraszam tu: KLIK

.:POGODA:.

Dni stają się coraz dłuższe, a noce krótsze. Cieplejsze dni zawitały do nas, a zimniejsze odeszły daleko daleko stąd. Cała przyroda została już praktycznie obudzona, kwiaty na drzewach i łąkach zaczęły rozkwitać, widać ciężarną zwierzynę co zapowiada ich przetrwanie gatunku a dla nas wspaniałe pożywienie. Wiosna jest okresem częstych deszczy, słonecznych dni, a także wiecznych. Pogoda potrafi się szybko zmienić w ciągu dni, dlatego trzeba być przygotowanym na wszystko. Wiosna to doskonały okres aby poznać swojego przyszłego partnera lub partnerkę, z którą spędzimy możliwe i całe nasze życie.

.:SKYPE:.

Chcesz z nami pogadać na skype? Nie ma problemu! -> KLIK
Jeżeli klikniesz ten link na górze, przeniesiesz się na skype jedynie z możliwością pisania na czacie.
Jeżeli jednak chcesz porozmawiać z nami, z głosem ale bez kamerek, to śmigaj na Skype/zainstaluj Skype i zaproś do znajomych Amerę(Skype -> Amera Castelss), a Amera doda Cię do grupy.
Jak na razie z rozmowy skorzystali: AmeiS, Amera, Lexie, Dannyl, Raven, Luka, Tiago, Xerda oraz Slake!

.:INNE:.

Chcesz coś zmienić w watasze? Oceń Eternal Wolves i powiedz nam czego oczekujesz! -> KLIK

Pamiętaj, aby obserwować nas na Twitterze! Ikonka Twittera znajduje się po prawej stronie od loga watahy!

Czegoś nie rozumiesz? Może chcesz zadać pytanie na asku? -> KLIK

.:KONTAKT:.


AMERA - Adminka
(zmniejszona aktywność)
Doggi - Ali010612
Howrse - Ali010612
Gmail - Sieralioness222@gmail.com
GG - 48141426
Skype - America Castelss

RITSU - Moderatorka
Doggi - lisia98
Howrse - lisia98
Gmail - lisia9855@gmail.com

SHIRO - Moderator
Doggi - cocolino98
Howrse - timenta
Gmail - korzystam z Ritsu gmaila

LEXIE - Moderatorka
(zmniejszona aktywność)
Howrse - Aleksa2003
Gmail - lexie.black01@gmail.com

RAVEN - Moderatorka
Howrse - Fugitive Raven
Gmail - fugitiveraven@gmail.com

.:WYŚWIETLENIA:.

.:WILCZE POGADANKI:.

Pogadaj z nami anonimie jeżeli chcesz :3 Nie zmuszamy, ale miło by nam było gdybyśmy się zapoznali :D

Od Cathala

Data:
30 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ostatnimi czasy dużo się nie wydarzyło. Byłem sam, jak zawsze, miałem koszmary, jak zawsze. Doszły do tego inne, których wcześniej nie znałem. Wypełniał je mrok i groźba. W zasadzie nic nowego, więc specjalnie przestraszony nie byłem.
Głównie włóczyłem się po terenach, nie przejmując się tym, że coraz bardziej odsuwam się od innych. Spotykałem się jedynie z siostrą. Jakoś nieszczególnie czułem sens w zawieraniu nowych znajomości.
Częściej niż za dnia poruszałem się nocą. Mdłe światło księżyca pomagało na niepokój w sercu. Czułem się niewidzialny, a przez to bezpieczny. Moje wyostrzone sztucznie zmysły wyłapywały każdy dźwięk i wtedy miałem wrażenie, że po raz pierwszy poradziłbym sobie z zagrożeniem. Skończył się czas tulenia ze strachu uszu. Poza tym, jeśli sypiałem w dzień, koszmary przychodziły rzadziej.
Wielkie było moje zdziwienie, kiedy podczas którejś z nocnej natknąłem się na innego wilka. Nie był świadom mojej obecności, a ja zastanawiałem się, czy opłaca mi się zaczynać kontakt. Stwierdziłem jednak, że osoba, która również włóczy się nocą, może być całkiem interesująca.
Zeskoczyłem z drzewa, na gałęzi którego spędzałem tę noc. Wilk odwrócił się gwałtownie, słysząc szelest. Machnąłem ogonem na powitanie i znak, że nie mam złych zamiarów.
- Spokojnie... - mruknąłem.
Ktosiu?

Od Mazikeen - szykuje się coś wielkiego cz.6

Data:
30 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Polowanie szło mi nadzwyczaj dobrze. Przyczajone w wysokiej trawie skradałam się w kierunku młodego jelenia, który nie był najwyraźniej świadomy mojej obecności. Ostrożnie stawiałam łapy, starając się nie nadepnąć na gałąź czy zgrzytający kamień. Równie uważnie wybrałam stronę, tak by stać pod wiatr.
Nie masz szans, mały - pomyślałam z zadowoleniem.
Nagle jeleń gwałtownie rzucił się do ucieczki. Podniosłam się, lecz nie pobiegłam za nim. Rozdrażniona, pragnęłam znaleźć to, co spłoszyło moją zdobycz. Głupio... Mogłam uciec, póki jeszcze był na to czas. Spostrzegłam ciemną postać. Stała na skraju polany, przyglądając mi się. Chyba... Nie widziałam dokładnych konturów, cała była rozmyta, jak nocny koszmar. Stałam tak skamieniała, póki stworzenie nie postąpiło o krok w moją stronę. Wtedy odzyskałam rozum i rzuciłam się w przeciwną stronę. Zręcznie manewrowałam pomiędzy drzewami, nie oglądając się za siebie, ale i tak czułam przenikliwy ból w głębi czaszki, który nasilał się z każdym krokiem. Przyspieszyłam, widząc opadający teren, lecz wtedy obraz gwałtownie rozmazał się mi przed oczami. Jak przez mgłę widziałam, że się potykam, a potem spadam ze wzgórze, obijając o wystające korzenie.  Kiedy zaległam na ziemi nie czułam już nic, poza tępym bólem i nieznośnym, wysokim dźwiękiem w uszach.
Znalazłam się w czymś w rodzaju wielkiego wodnego zbiornika, tyle, że nie wypełniała go woda a kleista maź. Na razie sięgała jedynie łap, ale coś podpowiadało mi, że dalej będzie głębiej. Stałam ujęta strachem. Usłyszałam czyjś głos, niski, nieprzyjemny. Taki od którego jeży się nocą włos na karku, a szczenięta budzą się ze skomleniem. Powtarzał coś w języku, którego nie znałam. Słowa były niezrozumiałe, nie potrafiłam ich określić. Lecz nie to okazało się najgorsze, nie głos i słowa, a Obecność. Poczułam to za moimi plecami, coś co jakby dotknęło mojego grzbietu, a kiedy tak się stało, zaczęłam brnąć dalej w zbiornik, zanurzając się głębiej. Nie potrafiłam się zatrzymać, moje ciało nie reagowało na gwałtowny protest umysłu. Jakbym była marionetką.
To coś, ten koszmar łączył dwa największe moje lęki. Utonięcie, a to zbliżało się nieuchronnie z każdym krokiem. Nigdy nie nauczyłam się pływać. Drugim było ograniczenie wolności do tego stopnia, że nie potrafiłam zapanować nad własnym ciałem. Jedynym co mi zawsze pozostawało była ostateczna decyzja. Mogli mnie zmuszać do walki z innym psem, ale to do mnie należała ostateczna decyzja czy zaatakuję czy nie.
Im głębiej się zanurzałam, tym czułam jak robię się cięższa. To czarne coś oblepiało całe moje ciało, przylegało do niego jak druga skóra. Chciałam zadrzeć głowę w górę, bo mój pysk zaczynał sięgać tafli tajemniczej substancji, ale i to się nie udało. Wkrótce zanurzyłam się cała. Co dziwne, maź nie drażniła oczu, nie czułam pieczenia. W jednym działała jak woda. Oddychanie nie wchodziło w grę. Zaczęłam panikować, ale moje ciało mnie nie słuchało. W myślach wrzeszczałam jak opętana, klęłam i próbowałam się wynurzyć, ale to gówno nie chciało puścić.
Wreszcie mój organizm nie wytrzymał. Zaszumiało mi w głowie i zaczęłam tracić przytomność. Tylko ten obcy głos nadal nie przestawał.
Obudziłam się leżąc na ziemi. Natychmiast poderwałam się na równe łapy, powstrzymując wrzask. Oddychałam głęboko, chociaż płuca, jak i całe ciało paliło mnie żywym ogniem. Otrzepałam się nerwowo, cały czas miałam wrażenie, że ta dziwna substancja gdzieś na mnie jest. Bolało mnie wszystko, chociaż nie było nic poza... czymś w rodzaju poparzeń. Najbardziej doświadczyły tego łapy, co wyjaśniało trudności z chodzeniem. Uniosłam głowę i dopiero wtedy spostrzegłam Akashiego. Przyglądał mi się bacznie.
- I co się gapisz? - warknęłam, otrzepując się raz jeszcze.
- Bo zachowujesz się jak opętany królik.
Syknęłam postępując w jego stronę i całą dumną minę szlag trafił.
- Sądzę, że powinnaś pójść do medyka.
- A ja sądzę, że oni mają pełne łapy roboty i dam sobie radę sama.
W końcu jednak zgodziłam się z tym, że może lepiej, żeby mnie ktoś obejrzał. Przy tym nie odpuściłam basiorowi i zaciągnęłam go ze sobą. Idąc, dość wolno ze względu na bolesność w każdym ruchu z mojej strony, natknęliśmy się na Mist, która miała niewyraźną minę. Wyjaśniło się to dość szybko.
- To coś, co atakuje wilki, gdzieś tu jest, czuję to - odezwał się Akashi.
Zjeżyłam się. Mist przypatrywała nam się.
- Nie wiem jak wy, ale ja sądzę, że powinniśmy uciekać - mruknęłam.
Mist?

Od Akashiego - szykuje się coś wielkiego cz.5

Data:
29 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Siedziałem sobie w lesie. Było ciepło i zaczął mnie nużyć sen. Nie mogłem teraz zasnąć, noc jest od spania. Wstałem i poszedłem w las. Moją głowę zaprzątały myśli tego co teraz tutaj się dzieje. Te wszystkie wypadki nie brzmiały zbyt fajnie. Zacząłem martwić się o brata. Przyspieszyłem kroku i pobiegłem za jego zapachem. Obiecałem go chronić. Leżał nad brzegiem rzeki. Ogarnął mnie niepokój. Podszedłem bliżej i położyłem na nim swoją łapę. Wtedy się ruszył i spojrzał na mnie błędnymi oczami.
- Akashi... Coś się stało? - zapytał
- Leżałeś i myślałem że coś ci się stało - odetchnąłem z ulgą
- Zachciało mi się spać. Wybacz...
- Nie masz za co przepraszać. Masz być ostrożny bo się martwię!
- Dlaczego?
- Bo... Bo... Jesteś członkiem watahy!
- Z tego co wiem to praktycznie o nikogo się nie martwisz. Jesteś bardzo samolubny i myślisz głównie o sobie
- Mówisz jak Dajki - odparłem zrezygnowany - Skoro wszystko gra to mogę iść
Ruszyłem w las. Nie mogę mu powiedzieć że jest moim bratem. Nie zrobię mu czegoś takiego. Mam złą reputację, niech lepiej jeszcze nie wie. Wkurzyłem się na samego siebie i pobiegłem w las. To prawda jestem inny niż wszyscy, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Nie chce żyć jak inni, potrzeba mi inności. Obserwowanie innych to moje hobby, wilcze reakcje są dla mnie fantastyczne. Mogę powiedzieć z czystym sumieniem że kocham innych. Zacząłem się głośno śmiać maniakalnym śmiechem.
- Straszne... - usłyszałem głos wadery, obejrzałem się i zobaczyłem Sheilę
- Czego chcesz? - zapytałem z grymasem
- Dajki chce ciebie widzieć
- A niby po co?
- Mnie się nie pytaj. Poza tym Mefisto też tu jest...
- Dobra nic nie mów - przerwałem jej- Skoro mnie wzywa to idę do niego
 Nie czekając i kompletnie ją ignorując ruszyłem do jaskini mojego wujka. Zaciekawiło mnie czego on może ode mnie chcieć. Jest w takim stanie... Normalnie z chęcią by chciał zobaczyć wszystkich, ale na pewno nie mnie, za dużo narobiłem już tutaj. Od razu wszedłem do środka. Tak jak mówiła wadera, Mefisto tam był.
- Podobno coś ode mnie chcesz? - zapytałem siadając przy nim
- Posiadasz kontrolę nad krwią... Chce żebyś sprawdził czy zaszły w mojej jakieś zmiany.
- I to mi się podoba! - odparłem z uśmiechem
- Mroczniejsza aura niż u ojca - skwitował Mefisto
Spojrzałem na niego. Nasze wzroki się spotkały. Potem spojrzałem na Dajkiego i jego rany. Zamknąłem oczy i skupiłem się. Wyczuwałem lekką zmianę, ale tylko w tych miejscach... Otworzyłem oczy i spojrzałem na niego,
- Czy to coś czarne masz w ranach? - zapytałem
- W niektórych - odparł z trudem
- Tylko gdzie ona jest czuje że krew... Trudno to określić, ale powiem to najprościej. Jest inna. Tak to jest taka jak wcześniej.
- Rozumiem... Czyli będziesz w stanie stwierdzić kto jest w trakcie ataku? - zapytał Mefisto
- Sądzę że tak... Czy mam zaglądać w krew innych? - zapytałem stanowczo
- Tak - odparł lider
- Ok, dziękuję! To ja już sobie idę - ucieszyłem się i wybiegłem
Nareszcie dostałem pełnoprawne pozwolenie na używanie swojej mocy. Szedłem uradowany lasem. Już dawno nie miałem takiego dobrego humoru co teraz. Nagle wyczułem coś dziwnego, to samo co u Dajkiego. Podążyłem za tym uczuciem. Zobaczyłem jakąś postać leżącą niedaleko. Podbiegłem do niej, była to Maze. Nie wiedziałem czy coś da ratowanie jej z tego stanu, mógłbym pogorszyć jeszcze. Usiadłem sobie pod drzewem i postanowiłem zaczekać aż się obudzi. Byłem ciekawy co widziała i jak się czuła. Jakoś nie byłem pewny czy mnie zaatakuje. Mogę stać się jego ofiarą bo wyczuwam go, ale to tylko kolejna rozrywka dla mnie.

Maze?

Od Sheili - szykuje się coś wielkiego cz.4

Data:
29 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Kilkanaście minut temu zostałam zaalarmowana o przykrym 'wypadku' Lidera. Coś złego zbliżało się w naszą stronę. Niezwłocznie zwołano spotkanie, na którym miało zebrać się możliwie jak najwięcej członków watahy. Lexie, jako świadek tamtego zdarzenia, a także zaufana Gamma miała za zadanie powiadomić wszystkich o wprowadzeniu sytuacji wyjątkowej oraz przestrzec przed czyhającym na nich niebezpieczeństwami.
- Wszystko dobrze? - niepewnie uśmiechnęłam się w stronę zdenerwowanej wadery.
- Tak, dzięki. - zerknęła ukradkiem w stronę zgromadzonych wilków  - Po prostu nie wiem jak zareagują, kiedy się dowiedzą…
- Spokojnie, Lexie. - próbowałam dodać jej odwagi - W razie czego ci pomogę.
Wilczyca uśmiechnęła się i z uwagą przeczesała wzrokiem sporą grupę wilków z niecierpliwością czekającą na jakiekolwiek wyjaśnienia. Zza jaskini wyłoniła się smukła postać młodej wilczycy, Monami, kierującej się w naszą stronę.
- Powinno być już lepiej - oznajmiła, a my podziękowałyśmy jej za okazaną pomoc.
Gdy tylko Monami dołączyła do tłumu Lexie wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić o zagrażającym nam niebezpieczeństwach. Rozejrzałam się dookoła śledząc reakcje kolejnych słuchaczy. Na pyszczkach jednych malował się strach, a drudzy coraz odważniej wsłuchiwali się w słowa Gammy.
- Proszę was o czujność i zgłaszanie wilczej radzie przypadków gróźb lub zastraszania. Będzie nam wtedy łatwiej dowiedzieć się cokolwiek o planach.. naszego wroga.. - bardzo dobrze wybrnęła z sytuacji.
- Prosimy też Kogami’ego o pójście do miasta. Potrzebujemy pomocy kota o imieniu Mefisto.
Widziałam ulgę na pyszczku Lexie, całe zebranie przebiegło pomyślnie. Była to między innymi moja zasługa, za co wadera podziękowała mi szczerym uśmiechem. Wszyscy zdążyli się już rozejść. Miałyśmy chwilę, aby móc spokojnie porozmawiać.
- Co o tym wszystkim sądzisz? - zapytała.
- Sama nie wiem... - pokręciłam głową z westchnieniem - To dla nas wszystkich trudna sytuacja i musimy się zmobilizować, jeśli chcemy wygrać tę bitwę..
- I tu jest problem. - wtrąciła się wadera - Jak mamy walczyć, skoro do końca nie wiemy kim jest nasz przeciwnik?
- W tej chwili nie jest to takie ważne. - starałam się zachować wewnętrzny spokój, choć w rzeczywistości panował tam całkowity nieład - Musimy skupić się na ocenie sił wroga i zwiększeniu liczebności naszego wojska. Jeśli nie zdążymy na czas.. - słowa ugrzęzły mi w gardle.
- Obie wiemy, jakie są tego konsekwencje.. - Lexie położyła mi łapę na ramieniu - Trzeba być dobrej myśli. - uśmiechnęła się i kiwjąc głową na pożeganie skryła się w gęstwinie drzew.
~*~
 W ciągu kilku godzin zostałam zaalarmowana o rosnącej liczbie spotkań z bliżej nieokreślonym 'cieniem'. Ofiary twierdziły, że może on przyjmować przeróżne postacie, ale wszystkie ataki kończyły się tak samo. Wilki budziły się oblepione czarną, gęsta mazią o strukturze smoły. Wszystko składało się w trudną do rozwikłania zagadkę, z którą jak na razie żaden z członków Wilczej Rady nie mógł sobie poradzić. Westchnęłam głęboko machając głową, kiedy kolejny basior wbiegł do mojej jaskini. Nie zwracając uwagę na jego słowa wstałam i ruszyłam przed siebie. Musiałam zrobić sobie chwilę przerwy.
- Moja warta skończona - rzuciłam oschle, lecz po chwili oprzytomniałam i przepraszając za swoje zachowanie uważnie wsłuchałam się w jego słowa.
Wilk opowiedział o okolicznościach, przebiegu i konsekwencjach zajścia, którymi rutynowo była dziwna substancja pokrywająca jego ciało.
- Czyli bez zmian.. - mruknęłam i jak najszybciej opuściłam dom.
Miałam nadzieję spotkać Yukine'a. Obiecał, że zaopiekuje się dziećmi, za co byłam mu bardzo wdzięczna, ale jednocześnie chciałam, żeby już wrócili. Tęskniłam za maluchami. Nie było mi jednak dane się z nimi spotkać, bo z miasta właśnie wrócił Kogami, a w jego towarzystwie Mefisto.
- Moje zadanie wykonane. - basior zasalutował łapą i nie czekając na moją reakcję wrócił do swoich codziennych zajęć.
Westchnęłam głęboko i spojrzałam w stronę zwierzęcia. Kot podwinął ogon i usiadł na miękkiej trawie łapiąc mój wzrok.
- Ale obstawa. Masz mnie odprowadzić, czy mam sam wywęszyć drogę? - prychnął.
Bez słowa ruszyłam przed siebie zwalniając tempo dotąd, aż kot nie podążył w krok za mną.
Zapowiada się pracowite popołudnie.. pokręciłam głową.
Gdy tylko moim oczom ukazała się jaskinia Lidera momentalnie przyspieszyłam.
- Mefisto! - uśmiechnął się Dajki, gdy tylko przekroczyliśmy próg jego domu.
Wilk nie wyglądał najlepiej, jego ciało pokrywały bandaże i wszelakie rany. Postanowiłam cicho wymknąć się i nie przeszkadzać im w rozmowie, kiedy zamarłam w pół kroku.
- Sheila, czy mógłbym mieć do ciebie jeszcze jedną prośbę? - zapytał Dajki.
- Mhm. - kiwnęłam głową do końca nie wiedząc, na co właśnie się zgodziłam.
- Przyprowadź do mnie Akashi'ego.. On może nam pomóc w obecnej sytuacji.
- Nie ma problemu. - uśmiechnęłam się.
To przecież nie może być takie trudne.. dodałam w myśli i ruszyłam w ślad za świeżym zapachem poszukiwanego.
Akashi?

Od Delilah do Nialla

Data:
29 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
I znowu zostałam całkiem sama w całkiem obcym świecie. Miło. Początkowo swój czas spędzałam na unikaniu wszystkich innych. Wychodziło mi to świetnie. Nareszcie okazałam się w czymś dobra. Niestety moja towarzyszka stwierdziła, że ukrywanie się przed światem nie jest powodem do dumy i natychmiast mam wyjść i znaleźć sobie kogoś do pogadania.
- Shad, nie wiem, czy zauważyłaś, ale ja nie jestem już szczeniakiem. Nie podejdę do wilka paplając o tym jak mam na imię.
Shadow przewróciła oczami.
- To jest proste. Wszyscy inni mają znajomych, tylko ty robisz z siebie odludka.
- Bo ja nie jestem wszyscy inni. I tak, robię z siebie odludka, bo już dość nacieszyłam się wątpliwym szczęściem przebywania z wilkami.
Moje tłumaczenie nie wzruszyło towarzyszki i zostałam wypchnięta z jaskini. W ramach obstawy poszła ze mną. Chociaż... Może po prostu chciała zobaczyć ten kabaret.
-Chodź, no pospiesz się, tu ktoś jest - piszczała mi nad uchem i z niechęcią przedarłam się przez krzaki.
Moim oczom ukazał się wysoki, z pewnością dużo wyższy ode mnie basior, z dość zdziwioną miną. 
- Przedstaw się, Del - usłyszałam zachęcający głos Shad.
- On cię słyszy, kochana.
Z powrotem skupiłam się na basiorze.
- Cześć... Jestem Delilah, ten narwaniec to Shadow i szukamy znajomych, ale nam to nie wychodzi.
- To źle zabrzmiało, Lila. 
Przewróciłam oczami.
- Sama kazałaś mi być szczerą. Powiedziałam prawdę. A teraz zamknij się, bo nie damy dojśc mu do głosu.
Posłałam uprzejmy uśmiech basiorowi.
- Więc... Jak ci na imię? - spytałam.
Niall? 

Od Scarlett

Data:
29 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
W biegu przeskoczyłam kolejny pień. Dzięki kontroli temperatury, którą rozwinęłam przez cały czas pobytu w watasze stałam się sprawniejsza.  Wcześniej sądziłam, że moja moc jest bezużyteczna, jednak teraz okazało się, że "widzę" świat w temperaturze. Każde ciało miało swoją. Dzięki tej wiedzy miałam ogólne pojęcie tego, co się dzieje dookoła. Problem bywał zimą, gdy temperatura wszystkiego się obniżała, ale nie było źle. Tylko od jakiegoś czasu coś pojawiało się na terenach. Słyszałam je, ale nie wyczuwałam za pomocą swojej mocy. Jakby istniało poza pojęciem temperatury, nieustannie ją zmieniało. Później na spotkaniu ogłoszonym przez Lexie okazało się, że to coś jest wrogie, więc trzymałam się od tego z daleka.
Dzięki pojęciu świata mogłam zacząć prawdziwie polować i, ku mojemu zdziwieniu, sprawiało mi to radość. Bawiło mnie ściganie sarny, chwilowe poczucie wolności.
Po krótkim pościgu dopadłam uciekającej ofiary i powaliłam na ziemię. Zwierzę okazało się jednak silniejsze niż przypuszczałam i wyrywało się dosyć skutecznie. Usłyszałam szelest w pobliżu i temperatura ciała przybysza wskazywała na wilka. Najwyraźniej przyglądał się moim poczynaniom.
- Pomógłbyś, a nie tak sterczysz - warknęłam, kiedy sarna mi się wyrwała.
Przygotowałam się do skoku, nie czekając na odpowiedź przybysza.
Ktoś?

Od Savage do Blink

Data:
29 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Nie, nie jesteśmy – mruknęłam i spróbowałam zamienić się w cień. Niestety rzadko rosnące drzewa uniemożliwiały mi to. Prychnęłam wściekła – Cholera…
- Co się stało? – spytała Blink, kierując wzrok na mój skrzywiony pysk.
- Nie twój interes – odfuknęłam i ruszyłam do przodu, a biała wadera podążyła za mną, zachowując jednak dość duży dystans. Wydawała się zachowywać spokój, ale mnie irytował jej najmniejszy krok. Każdy jej oddech wywoływał u mnie dziwną złość tak, że musiałam się powstrzymywać, żeby się na nią nie rzucić. W końcu nie wypadałoby zabić siostry lidera. Gdyby nie była z nim spokrewniona, już dawno leżałaby martwa. W końcu dotarłam na plażę, ale zamiast skierować się w stronę swojej jaskini, położyłam się na piasku. Nie powinno się zdradzać przeciwnikowi miejsca zamieszkania. Blink ruszyła w stronę wody, gdzie zaczęła się bawić, a chwilę później schyliła się jakby szukała czegoś pod powierzchnią. Uśmiechnęłam się mimowolnie widząc entuzjazm młodej wadery, kiedy najprawdopodobniej coś znalazła. Wyglądało to przekomicznie, ale ona chyba o tym nie wiedziała. Jakież było moje zdziwienie kiedy podbiegła do mnie z jakimś kamykiem.
- Prawda, że ładny? – spytała, jakby zapominając o tym, że z nią nie gadam. Niechętnie przyjrzałam się jej znalezisku.
- Czy ja wiem…zwyczajny kamień – odpowiedziałam, nie widząc w tym nic szczególnego.

Blink?

Od Maze do Kise

Data:
29 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Znalazłam! Teraz złaź!
Zadarłam głowę w górę, patrząc jak basior chwiejnie próbuje zejść. Zeskakiwał z gałęzi na gałąź. Kiedy skakał na najniższą źle odmierzył odległość, widziałam to już w chwili, kiedy jego łapy oderwały się od drzewa. Spadł z głuchym tąpnięciem. Zaniepokojna bezruchem podeszłam bliżej i po chwili dotknęłam go łapą. Wydawał się nie oddychać.
- Kise! - pisnęłam.
- Kise, wszystko dobrze? - zapytałam, starając się powstrzymać nutę emocji w głosie.
Na jego pysku pojawił się uśmiech.
- A mówiłaś, że się o mnie nie martwisz - otworzył oczy.
Prychnęłam osuwając się od niego.
- Idiota! Ja się wcale nie martwię! Tylko głupio by było, jakbyś się zabił schodząc z drzewa - burknęłam, odwracając się od niego.
Usłyszałam, jak się podnosi, ale postanowiłam dalej grać urażoną księżniczkę.
- Maze, no nie dąsaj się. Maazeey...
Zastrzygłam uszami słysząc ostatnio słowo.
- Jak powiedziałeś?
Przekrzywił głowę, przyglądając mi się.
- Mazey. Nie podoba ci się?
- Podoba. Ładnie brzmi. Jak chcesz, to możesz mi tak mówić.
Przewrócił oczami.
- Tak, ty już masz pseudonim, a ja to co?
Zmarszczyłam nos, myśląc.
- Chcesz być Kiślem?
- Kisiel?
- Podobne do twojego imienia - uśmiechnęłam się najbardziej uroczo jak potrafiłam.
- A co to ten kisiel?
- Ludzie to jedzą. To taka lepka słodka woda, która chyba ma smakować owocami. 
Kise zaczął się śmiać, a ja przyglądałam się mu z zastanowieniem.
- Miło, że uważasz mnie za słodki napój.
- Teraz możemy zostać bohaterami. Mamy pseudonimy, zostaniesz moim małym pomocnikiem - Kise uśmiechnął się.
- Ja? Pomocnikiem? Chyba śnisz! - mruknęłam tykając go łapą.
***
W nowych warunkach dorastałam szybko i zdrowo. Wkrótce przestałam być szczeniakiem, ale nadal miałam całkiem nie wilczą, puszystą i miękką sierść. Psie geny odzywały się też w łatach na futrze, czasem niemal niewidocznych. I jedno ucho załamywało mi się, kiedy padał deszcz, bo włos namiękał i robił się ciężki. W taki właśnie letni, ciepły deszcz spotkałam Kise. Zauważył mnie i chwilę zajęło mu dojście do tego, że jestem tym samym maluchem, z którego chciał zrobić pomocnika bohatera. Uśmiechnęłam się lekko.
- Cześć! - odezwałam się, kierując w jego stronę.
Kiślu?^^ 

Od Niall'a

Data:
29 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Jak zawsze chodziłem po terenach watahy całkiem sam. Od czasu do czasu odwiedzałem rodziców. Teraz do nich właśnie szedłem.
-Witajcie rodzice. -powiedziałem.
-Witaj synu. -odpowiedział ojciec.
-Dzień dobry Niall. -odparła matka.
-Co tam u was? -zapytałem.
-Nic. A u ciebie? -zapytał tata.
-Jak zwykle nudy. Jestem sam i mi trochę smutno.-odpowiedziałem.
-Synu jesteś już dorosły i chyba... -zaczęła mama.
-Chyba pora, abyś znalazł sobie kogoś. -dokończył tata.
-Chodzi wam o jakiegoś towarzysza? Nie dzięki. -odparłem.
-Nie synu. Chodzi nam o.... -zaczął ojciec.
-Partnerkę. -odpowiedzieli oboje.
Te słowo odbijało mi się po głowie. Musiałem się przejść i to przemyśleć. Pożegnałem się z rodzicami i zacząłem chodzić po lesie. Cały czas po głowie chodziło mi to słowo ,,Partnerka". Od kąt dorosłem jeszcze ani razu nie miałem styczności z waderą.
-Pffff... partnerka. -powiedziałem sam do siebie.
Nagle usłyszałem coś w krzakach.

Ktosiu?

Od Jason'a do Reyny

Data:
29 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
-No dobra, już się nie gniewam, tylko nie rób tego więcej. -powiedziałem.
-Okey. -odpowiedziała wesoła.
-A co do mojego życzenia... Na razie takiego nie mam, ale kiedyś wymyślę i to na pewno.
-Więc co teraz porobimy?
-Nie wiem. Wesz jest gorąco, może pójdziemy nad jezioro się ochłodzić?
-Świetny pomysł.
Potem wyruszyliśmy.
***
Po godzinnym chlapaniu się wodą wyszliśmy na brzeg, aby suszyć się w promieniach słońca.
-Jason? -zapytała Reyna.
-Tak? -odrzekłem.
-Masz już kogoś na oku? Wiesz tak z naszej watahy.
-Poza tobą, to nikogo. A ty masz kogoś na oku?
-Nie... Nie wiem.
-A ja bym się nadawał?
-Możliwe. Wiesz ja bardziej uważam Cię za dobrego przyjaciela i brata, którego nigdy nie miałam.
-Mimo, że darzę Cię wielkim uczuciem, to to, co teraz powiedziałaś sprawiło mi przyjemność.
Potem wadera wtuliła się w moje futro i zaczęła patrzeć na chmury.

Reyna?

Od Biover'a do Diany

Data:
29 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałem na ukochaną i zapytałem:
-Naprawdę nienawidzisz swojej rodziny?
-Nie. -odpowiedziała.
-Ja oddałbym wszystko, by znów ją mieć.
-Jak to?
-Rodzice nie żyją, z siostra mnie nienawidzi. Oddałbym wszystko, by znów być szczeniakiem. Znów mieć kochającą mamę, opiekuńczego tatę i siostrę, z którą mógłbym się bawić cały dzień.
-Biover, ja nie wiedziałam. Przepraszam.
-Nic nie szkodzi. Wiesz, to ja przepraszam, że zepsułem nam ten piękny wieczór. Chyba pójdę już spać.
Pocałowałem waderę i odszedłem do jaskini.
***
Gdy tak leżałem, z moich oczu wydobyło się kilka łez. Nikt wtedy nie wiedział, jak się czuję. Po kilkunastu minutach zasnąłem.
***
Rano w porze śniadania, zacząłem temat wesela.
-Wiesz Diana, teraz chyba ja przedstawię moją wersję wesela. Skoro żadne z nas nie zaprosi od siebie z rodziny nikogo, to zrobimy tak jak ty chcesz. Tylko może jednak weźmy dwa kolory kwiatów i wszystko zróbmy miniaturowe. Czyli tort, dla dwóch osób, zamiast dzika, to wieżyczkę z czterech zająców i tym podobne. Co ty na to?

Diana?

Od Very do Akashiego

Data:
29 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Basior poszedł sobie, a ja powiedziała sama do siebie:
-Na pewno kiedyś dostane zadanie od lidera. Wszyscy dostaniemy.
Powiedziałam i poszłam.
***
Minęło kilka tygodni, a może miesięcy? Czas leciał nie ubłaganie szybko. Dni mijały jak co dzień. Z samego rana trening, potem śniadanie, potem natykałam się na Akashiego i na wspólnej rozmowie (jeśli śmianie się z siebie na wzajem i udowadnianiem kto jest lepszym można uznać za rozmowę, to tak, rozmawialiśmy ze sobą), potem kolacja i spać, a potem kolejny taki sam dzień. Przez te miesiące zrozumiałam, że Akashi nigdy się nie zmieni i, że chyba bardziej się w nim zakochałam, pomimo tego, że jest chamski, obraźliwy, nie przewidywalny i może zabić na miejscu i tak go lubię. Pewnego dnia postanowiłam zjeść śniadanie nad jeziorem, tam gdzie zawsze ,,rozmawiałam" z basiorem.
-O jenys. A ty znowu tutaj? Nie mam ani dnia wolnego od Ciebie. -powiedział czarny.
-Ciesz się. Jak w przyszłości będziesz miał żonę, to też będziesz musiał spędzać z nią czas. A ja Cię do tego przygotowuję.

Akashi?

Od Lexie - szykuje się coś wielkiego cz.3

Data:
29 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Po odwiedzinach Leona, zaczęłam zastanawiać się jak mogłabym uzupełnić wolny czas. Wolałam mieć nawał pracy aniżeli nudzić się samej w jaskini. Ostatnio trafiało się coraz mniej okazji do urządzania imprez i zaczynało mi tego brakować. Liczyłam, że wkrótce pojawi się jakiś wilk z prośbą o urządzenie ślubu albo co najmniej urodzin. Z cichym westchnieniem wyszłam na zewnątrz i przystanęłam na chwilę przed jaskinią. Moje ciało ogrzewały promienie słońca, a wiatr nie pozwalał mi stwierdzić, że jest dzisiaj za gorąco. Można by stwierdzić, że mamy dziś pogodę idealną. Korzystając z tych warunków wybrałam się na spacer, ale tym razem nieopodal Mrocznego Lasu. Miałam dziwne przeczucie, że powinnam tam pójść, a zazwyczaj słuchałam swojego wewnętrznego głosu. Szłam spokojnym krokiem, rozglądając się uważnie dookoła, bowiem mimo wszystko Las do najprzyjemniejszych miejsc nie należał. W pewnej chwili dostrzegłam wilka leżącego na ziemi i nie zdziwiłoby mnie to, gdyby owym basiorem nie okazał się lider.
- Dajki... To znaczy, Liderze! – krzyknęłam, podbiegając do niego - Co się stało?
- Opowiem ci, a ty mnie zabierz do jaskini. Jesteśmy w niebezpieczeństwie, zagraża nam... Właściwie nie wiem kto dokładnie bo go nie widziałem. Ta maź występuje zazwyczaj kiedy on atakuje. Halucynacje, strach, obawy... Musimy się bronić inaczej zginiemy. Musisz ostrzec wszystkich z watahy. Sprowokowałem go, chciałem zobaczyć na co go stać. Nawet nie wiem kiedy zaatakował, nie wiem gdzie byłem i co dokładnie się stało. Musicie uważać bo może spotkać was to samo. Lexie, zabierz mnie do jaskini i zwołaj przed nią zebranie, niech wszystkie wilki przyjdą i dopiero wtedy powiedz im co nam zagraża – odparł.
- A co z tobą? – zapytałam zaniepokojona, nie wyglądał najlepiej.
- Ja nie dam rady, zobacz na moje rany. Jeżeli mam wam pomóc, muszę odpocząć i poczekać aż rany się zagoją. Wiem że za dużo od ciebie wymagam, przepraszam...
- Jestem Gammą i muszę pomagać – uśmiechnęłam się.
Pomogłam mu dojść do jaskini, gdzie położył się na skórze.
- Czy coś mogę dla ciebie zrobić? Może sprowadzę medyka? – dopytywałam.
- Możesz, raczej te rany same się nie zagoją, to coś czarne dalej się z nich wydobywa... Możesz ale nie musisz... Zrób coś jeszcze dla mnie, wyślij kogoś kto opuszczał watahę i wie gdzie jest szkoła w mieście...
- Po co? – jego prośba mnie zdziwiła.
- Przyprowadźcie mi Mefisto... Muszę odpocząć...
Kiwnęłam głową i wyszłam z jaskini zostawiając go samego, a chwilę później zawyłam, ogłaszając spotkanie. Miałam nadzieję, że Sheila i Yelena pomogą mi zapanować nad tłumem. Korzystając z chwili czasu pobiegłam po Monami, bo Yukine zajmował się akurat swoimi dziećmi. Mimo tego obiecał przyjść na zbiórkę. Pozostało mi tylko znaleźć ochotnika na podróż do miasta, ale uznałam, że zrobię to, kiedy wszyscy zbiorą się przed jaskinią.
~~~~
Około godziny później wszyscy byli już na miejscu, a ja zaczęłam się trochę denerwować. Nie chciałam wzbudzić paniki, ale wilki powinny wiedzieć co może się stać. Takie było polecenie Dajkiego.
- Wszystko dobrze? – spojrzałam w stronę Sheili, która podeszła do mnie z uśmiechem, za którym jednak czaił się niepokój.
- Tak, dzięki – odpowiedziałam zerkając niepewnie w stronę członków watahy.  – Po prostu nie wiem jak zareagują, kiedy się dowiedzą…
- Spokojnie, Lexie – spróbowała dodać mi odwagi – W razie czego ci pomogę.
Uśmiechnęłam się do niej niepewnie i przeczesałam wzrokiem sporą grupę wilków, czekającą na jakiekolwiek wyjaśnienia. Złapałam się na szukaniu w tym tłumie Dannyla. Wciąż żywiłam nadzieję, że to tylko sen, a wkrótce obudzę się w jego objęciach…
- Powinno być już lepiej – odezwała się Monami, a Sheila i ja podziękowałyśmy jej za pomoc.
Spokojnie mamo, usłyszałam głos Fumiko. Stała z boku, razem z Hikaru i Leonem. Jak zwykle zauważyła, że coś jest nie tak. Wzięłam, więc głęboki oddech, a kiedy zaczęłam mówić o zagrażającym nam niebezpieczeństwach, zobaczyłam u niektórych strach, a u odważniejszych wilków ciekawość.
- Proszę was o czujność i zgłaszanie wilczej radzie przypadków gróźb lub zastraszania. Będzie nam wtedy łatwiej dowiedzieć się cokolwiek o planach… - zawahałam się nie mając pojęcia jak nazwać „to coś” – …naszego wroga…
- Prosimy też Kogami’ego o pójście do miasta. Potrzebujemy pomocy kota o imieniu Mefisto – pałeczkę przejęła Sheila, na co podziękowałam jej uśmiechem. Wszyscy zaczęli się rozchodzić, a ja zadałam waderze pytanie:
- Co o tym wszystkim sądzisz?
Sheila?

Szukająca uczucia...

Data:
29 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

.:Uru:.

20 lat | Wadera
~*~
OPIS: Ta wadera miała dość nie ciekawe dzieciństwo. Gdy miała 2 lata zaczęła uciekać z bratem. Ale jeszcze wcześniej, przy jej narodzinach, jej matka zdechła. Ojciec był tyranem,którego Uru nienawidziła. Ale dzięki jej bratu miała jeszcze dość normalne dzieciństwo. Gdy waderka podrosła jej brat zabił tyrana, a jego moc przeszła na nią. Potem razem z bratem zaczęli uciekać. Gdy Uru miała 5 lat jej brata zabił niedźwiedź, ale jej udało się uciec. Jej brat był dla niej wsparciem i przyjacielem. W wieku 6 lat wadera dostała się na tereny Eternal Wolves. Tam poznała nowego wilka, Ikkiego. Przez te wszystkie lata, basior stał się dla niej drugim wsparciem i przyjacielem, a może nawet i kimś więcej...? Podsumowując, Uru jest: Miła, zamknięta w sobie, nie ufa obcym, umie o siebie zadbać.
~*~
UNIKALNA MOC: Wybuchowe serce -jest to moc bardzo potężna. Dzięki niej w Uru wyostrzają się zmysły, ale także staje się bardziej uczuciowa. Pojawia się ona, przy bardzo silnych uczuciach, np: Miłość, nienawiść itp. Jej serce wtedy ,,wybucha",a z klatki piersiowej wydobywają się małe iskierki. Odziedziczyła tę moc po ojcu.

POZYCJA: Tropicielka
GENEALOGIA:
Mama- Lidia
Ojciejc- Mochatu
Brat-Meetchu
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Relacje
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Lidia-mama,nie pamięta jej (+)
Mochatu- ojciec tyran, nienawidziła go (+)
Methuu- ukochany brat, zawsze miała w nim wsparcie (+)
Ikki- najlepszy przyjaciel, czuje do niego coś więcej niż przyjaźń...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
KONTAKT: karolinalps222 -howrse
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
COŚ OD SIEBIE;
-Uru strasznie boi się niedźwiedzi 
-Uru nie lubi ciemności, ale kocha zachody słońca
-Bardzo podobają jej się białe róże i fioletowe tulipany
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Od Mist Do Dajkiego

Data:
29 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Biegłam ile sił w łapach przed siebie. Śnieg pode mną zgrzytał pod każdym moim dotykiem. Spojrzałam w dół. Na warstwie bieli płynęła stróżka krwi.
Jak na rozkaz zatrzymałam się rozglądając się dziko. Nic nie było widać. Tylko las. Mroczny las, opatulający mnie cieniami jak kocem.

-Gdzie się ukryłaś...? - Syknęła tajemnicza postać. Nie wiedziałam jak wygląda ale z pewnością nie chciałam tego wiedzieć. Zaczęłam biec, przed siebie, jednak i się nie udało... Postać wyskoczyła przede mnie i zatopiła zęby mym ciele. Krew zaczęła spływać po moim gardle, a grzbiet miałam poraniony.
-Gdy kończy się jedno życie, rodzi się dwoje następnych. My będziemy podwójnie większą watahą, która was zabije. - Syknął po raz drugi i spojrzał na mnie, ale nie zdążyłam mu się przyjrzeć, bo zemdlałam...
Otworzyłam oczy oddychając szybko.
-Mist, nic Ci nie jest? - Spytał Dajki leżący obok mnie
-Gdy kończy się życie, rodzi się dwoje następnych... - Powtórzyłam i spojrzałam na lidera. - Wiesz co to może oznaczać? - Dodałam i przeszły mnie ciarki.

<Dajki?>

Od Blink do Kogami'ego

Data:
28 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Ja... Jeszcze nigdy nie myślałam o nikim w ten sposób - westchnęłam głęboko i odwróciłam wzrok.
- Masz czas.. - Kogami uśmiechnął się niemrawo, a na jego pyszczek wstąpił dziwny wyraz zawodu.
Przekrzywiłam łebek i przyjrzałam mu się uważnie, lecz basior szybko zataił swoje prawdzie emocje. Czułam się kompletnie zbita z tropu. Postanowiłam upewnić się, że z przyjacielem...
- Wszystko w porządku? - zagadnęłam niepewnie zaglądając mu przez ramię.
- Jak nigdy dotąd..- delikatnie uniósł kąciki warg, choć ja nie potrafiłam mu w to uwierzyć.
Już miałam otworzyć usta i zarzucić mu kłamstwo, kiedy ten nieoczekiwanie zmienił temat.
- Patrz, patrz! Pierwsza gwiazda! - krzyknął wesoło wskazując łapą w jaśniejący punkt na niebie.
Podniosłam wzrok i zaczęłam z uwagą podziwiać świetliste ciało niebieskie.
- Trzeba pomyśleć życzenie.. - szepnęłam w stronę Kogami'ego - Z Yo był to nasz rytuał..
- A czy to coś da? - zapytał równie cicho wyczekująco zerkając w moją stronę.
- Wystarczy uwierzyć, a tak się stanie.. - uśmiechnęłam się i zmrużyłam oczy.
Chcę wreszcie znaleźć prawdziwą miłość.. przeszło mi przez myśl.
Mocno skupiłam się na swoim życzeniu i uchyliłam jedną z powiek. Basior bezgłośnie ruszał ustami. Zachichotałam przysłaniając usta łapką. Kogami zawstydzony otworzył oczy.
- Teraz zostało tylko dążyć do jego spełnienia.. - dodałam marzycielskim tonem powstrzymując śmiech.

Kogami?

Od Yeleny do Dajkiego

Data:
28 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Pięknie, po raz kolejny zrobiłam z siebie idiotkę w towarzystwie Dajkiego. Jest jedną z niewielu osób przy których staram się nie robić z siebie kompletniej niezdary, a zawsze wychodzi inaczej.
 - Może zaraz powiesz że wygodnie ci na mnie.
Spojrzałam na niego, podrywając się w górę i natychmiast się odsunęłam. Usiadłam, zaczynając odrobinę spanikowane tłumaczenie.
- Nie, nie. Ja... Po prostu - zaczęłam się motać.
- Yelena...
Dopiero teraz zauważyłam, że Dajki się uśmiecha. Zamilkłam speszona.
- Nic się nie stało. Naprawdę. Nie denerwuj się tym tak, to jest po prostu twoja natura, niektórzy tak mają.
Westchnęłam ciężko.
- Problem w tym, że ja przecież nie jestem kompletną niezdarą. Umiem polować na tyle, by się wyżywić. I sama jeszcze nie zostałam zjedzona. Zawsze muszę robić z siebie ciamajdę przy osobach, na których mi zależy.
Basior wstał i spojrzał na mnie dziwnie.
- Zależy ci na mnie?
Spuściłam wzrok, zawstydzona odrobinę. Znowu coś wypaplałam.
- Tak sądzę. Trochę to dziwne, ale ufam ci na tyle, by móc to powiedzieć. Krócej, nie dałabym ci umrzeć.
Wyszczerzyłam się, psując trochę przytłaczającą atmosferę.
- Idziemy dalej? - spytałam, podnosząc się.
Dajki?

Od Kogami'ego do Blink

Data:
28 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Moje serce znów przyspieszyło. Z minuty na minutę uświadamiałem sobie, dlaczego tak się dzieję.
- Zakochałem się-pomyślałem.
Nie sądziłem, że kiedyś się zakocham. Wróciłem myślami do pytania Blink.
- Emm...-zacząłem.
Wadera wpatrywała się we mnie wyczekująco.
- Więc, podoba mi się jedna...-odwróciłem szybko wzrok od wadery.
- A jak ma na imię?-zapytała Blink.
- Nie powiem ci...
- No proszę-spojrzała na mnie błagalnie.
- Nie-powiedziałem stanowczo.
- A znam ją?
- Tak...
- A... na jaką literę zaczyna się jej imię?
Milczałem... Przecież mało jest w watasze wader, których imiona zaczynają się na literę "B".
- Nie powiem...-mruknąłem.
- Ehh... jaki ma kolor futra?
Przez chwilę się wahałem, ale po chwili powiedziałem:
- Ma białe futro...
Blink uśmiechnęła się i powiedziała:
- Dobra już dość tych pytań. Widzę jakiego buraka spaliłeś.
- Nie prawda!
Wadera zaśmiała się.
- Bardzo śmieszne...-powiedziałem ponuro.
Spojrzałem przed siebie. Jeszcze godzinę i będziemy mogli podziwiać gwiazdy.
- Idę upolować coś, zaraz wracam - powiedziałem i pobiegłem szybko do lasu. Kiedy już byłem na tropie grupki zajączków. Coś czarnego przebiegło mi drogę zostawiając na drodze dziwną maź. Przebiegł mnie dreszcz. Szybko złapałem dwa zające i wróciłem do wadery. Kiedy zjedliśmy zapytałem z czystej ciekawości:
- A tobie podoba się jakiś basior z watahy?

Blink? :3

Od Dajkiego do Mist

Data:
28 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Mist gdzieś pobiegła. Patrzyłem jak znika w lesie. Westchnąłem głośno. Poszedłem w swoją stronę. Mój bratanek przyszedł jak na moje wezwanie.
- Chyba czegoś ode mnie chcesz? - zapytał swoim tonem
- Zatrzymaj ją za nim opuści teren watahy. Nie mam zamiaru traktować jej jako wroga - spojrzałem na niego - Nie zrób jej krzywdy
- Czy ja komuś kiedyś coś zrobiłem? - zapytał z ironią
Nie odpowiedziałem, poszedłem przed siebie. Kiedy zapadł wieczór Akashi przyszedł z nieprzytomną Mist na grzbiecie. Chciałem nie pytać, ale musiałem.
- Co zrobiłeś?
- Spokojnie, tylko zwolniłem przepływ krwi u niej, będzie żyć. Następnie sprawiłem że jest nieprzytomna.
Poszedłem z nim do mojej jaskini. Wskazałem skórę na której ma ją położyć. Zanim wyszedł spojrzał się na mnie.
- Może być jej trochę zimno, lepiej niech będzie jej ciepło - uśmiechnął się i wyszedł
Mimo że mam nad nim władzę to robi moje polecenia po swojemu. Mam trochę z nim kłopotów, ale wiem że nie zrobi nic pochopnie, przynajmniej już. Spojrzałem na Mist i westchnąłem. On lubi mnie stawiać w takich sytuacjach. Położyłem się koło niej.

Mist?

Od Luny

Data:
28 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Miną już rok,od kiedy Luis znikną z watahy. Zapewne miał mnie już dość. Albo po prostu nie chciał abym umarła i odszedł szukać nowej miłości. Możliwe, że teraz ma już nawet małego potomka i już o mnie zapomniał. Na szczęście miałam jeszcze matkę Luisa i Fikiego. Pewnego wieczoru zapytałam Kiary w głowie:
-Kiara, jak myślisz. On tu jeszcze wróci,czy już nie?
-Możliwe. Ja wiem co się wydarzy i się dzieje teraz.
-Czemu jesteś taka uparta i nie chcesz mi nic zdradzić?
-Bo to co twój ukochany zrobi,być może będzie dla Ciebie szokiem.
-Proszę zdradź mi chociaż trochę! Przecież wiesz, że przy życiu trzymają mnie Fiki, matka Luisa i ty!
-No dobrze. Mogę powiedzieć tylko tyle, że nadal o tobie pamięta i nadal Cię kocha, ale nie tylko Ciebie.
-Ehhh.. super. Ma inną prawda?
-Nie mogę zdradzić. To tajemnica.
Nagle do jaskini wszedł Fiki z naszą kolacją.
-Smacznego Luna. -powiedział zając.
-Dzięki Fiki. -odpowiedziałam.
-Gadałaś z Kiarą?
-Tak. Wiesz rozmawiałyśmy na temat Luisa.
-Tego dupka? Kobieto skoro on Ciebie opuścił to znaczy, że nie jest Ciebie wart!
-Może i tak, ale moja anielica powiedziała, że on nadal mnie kocha. Ale niestety nie tylko mnie.
-Wiesz, może idź już spać. Jutro czeka nas kolejny dłuuuugi dzień.
Zjadłam korzonki razem z moim kompanem i położyłam się patrząc w gwiazdy, a zając wtulił się we mnie.
-Kolejny dzień bez Luisa. -wyszeptałam i poszłam spać.

LUNA:
Luis,to opowiadanie było dla Ciebie, abyś pamiętał jak bardzo Cię kocham. Nawet jeśli jesteś z dala ode mnie. KOCHAM CIĘ <3

Od Dajkiego - Szykuje się coś wielkiego cz.2

Data:
28 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Patrzyłem się na Rosco. Byłem liderem watahy i ich bezpieczeństwo spoczywało na moich łapach. Rosco wiedział na czym polega moja praca i jakie jest zadanie lidera, ale teoria to nie jest praktyka. Taka liczebna wataha... Tyle ludzi w mieście... Zakazana wyspa... Przynajmniej o Enme się nie muszę martwić bo wiem że w razie niebezpieczeństwa poradzi sobie. Muszę zająć się przede wszystkim watahą i tylko nią.
- Wiem o tym Rosco. Nie wiem co się stanie w przyszłości, ale możemy polegać na kimś w razie ostateczności.
- Na kim?
- Zapewne wiesz kim jest władczyni Zakazanej Wyspy, kiedy nie będzie już nadziei ona nam pomoże.
- Jej córka nie żyje i ma tutaj dwójkę wnuków...
- Trójkę - poprawiłem go - Można pomyśleć że Akashi jest silny, włada krwią innych ale jego brat też ma potężną moc. Kaname kontroluje czas i przestrzeń... Jeżeli będziemy chcieć pomoc od Enmy bez Kaname się nie obejdzie, jest o tyle prościej że nie wie iż ma jakąś rodzinę. Nie mów mu tego, do póki nie wie jest silniejszy. Wracając do naszego kłopotu. Musimy dowiedzieć się z kim konkretnie mamy do czynienia i jak mamy się bronić.
- Może to być trudne... Inne wilki mogą przechodzić coś podobnego do mnie. Trzeba je uprzedzić o tym wszystkim.
- Jeszcze nie - spojrzałem na niego - To może tylko wywołać u nich panikę. Muszę zobaczyć na co go stać żeby wydać rozkaz o przekazaniu innym informacji.
- Jesteś ostrożny, zresztą jak zawsze. Uważaj na siebie tylko. Ja już pójdę - powiedział i zaczął odchodzić.
- Dziękuję... bracie
Kiedy to powiedziałem Rosco zatrzymał się na chwilę a potem ruszył dalej. Poczekałem aż odejdzie i postanowiłem pójść w las. Musiałem go jakoś sprowokować żeby pokazał mi jaka jest jego moc. Stanąłem gdzieś w lesie i zamknąłem oczy. Coś tu śmierdziało padliną. Po chwili przestałem cokolwiek czuć. Było to dosyć dziwne. Otworzyłem oczy i zobaczyłem dookoła siebie ciemność. Zacząłem iść przed siebie w tej mazi. Była bardzo dziwna. Nagle coś poderwało mnie do góry. Każda z łap była uwięziona przez jakby linę, tylko za bardzo nie wiedziałem do czego były by przyczepione. Skoro wisiałem to znaczy że muszą być przymocowane... albo i nie... Nagle w oddali usłyszałem jakby skrzek ptaka, który w takiej ciszy zabrzmiał jak wystrzał z broni. Podleciał do mnie bliżej. Jego oczy były czerwone, a źrenica wydłużona jak kocia. Było to straszne, aż ciarki mnie przeszły.
- Przeszkadzasz... - dziwnie zasyczał
- Komu? - zapytałem
- Mojemu panu - odpowiedź też była jak syknięcie
- I będę dalej to robić
Nagle poczułem jak lecę w dół i uderzam o ziemię. Ten ptak dalej był nade mną, a ja dalej byłem gdzieś nie wiadomo gdzie. Poczułem jak ta maź krępuje mi łapy, a po chwili usłyszałem trzepot skrzydeł. Czułem ból na ciele. Nie wiem co potem się stało. Kiedy otworzyłem oczy leżałem w lesie, ale nie w tym miejscu co wcześniej. Bolało mnie całe ciało. Zerknąłem na nie i się przeraziłem. Byłem cały we krwi i miałem otwarte rany. Wydobywała się z nich krew z czymś czarnym...
- No posrało go... - powiedziałem sam do siebie
Usłyszałem kroki. Nagle poczułem jak ktoś do mnie podbiega.
- Dajki... To znaczy, Liderze! - usłyszałem głos Lexie - Co się stało?
- Opowiem ci, a ty mnie zabierz do jaskini. Jesteśmy w niebezpieczeństwie, zagraża nam... Właściwie nie wiem kto dokładnie bo go nie widziałem. Ta maź występuje zazwyczaj kiedy on atakuje. Halucynacje, strach, obawy... Musimy się bronić inaczej zginiemy. Musisz ostrzec wszystkich z watahy. Sprowokowałem go, chciałem zobaczyć na co go stać. Nawet nie wiem kiedy zaatakował, nie wiem gdzie byłem i co dokładnie się stało. Musicie uważać bo może spotkać was to samo. Lexie, zabierz mnie do jaskini i zwołaj przed nią zebranie, niech wszystkie wilki przyjdą i dopiero wtedy powiedz im co nam zagraża.
- A co z tobą? - zapytała
- Ja nie dam rady, zobacz na moje rany. Jeżeli mam wam pomóc, muszę odpocząć i poczekać aż rany się zagoją. Wiem że za dużo od ciebie wymagam, przepraszam...
- Jestem Gammą i muszę pomagać.
Lexie pomogła mi iść do jaskini. Położyłem się na skórze.
- Czy coś mogę dla ciebie zrobić? Może sprowadzę medyka?
- Możesz, raczej te rany same się nie zagoją, to coś czarne dalej się z nich wydobywa... Możesz ale nie musisz... Zrób coś jeszcze dla mnie, wyślij kogoś kto opuszczał watahę i wie gdzie jest szkoła w mieście...
- Po co? - zdziwiła się
- Przyprowadźcie mi Mefisto... Muszę odpocząć...
Lexie kiwnęła głową i wyszła. Po chwili usłyszałem jak wyje i ogłasza zebranie wszystkich wilków. Dobrze że to ona mnie znalazła. Po chwili mimowolnie zasnąłem.

Lexie?

Od Ange do Kaname

Data:
28 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Po odejściu przyjaciela jeszcze długo stałam w miejscu wpatrując się przed siebie. Po chwili ocknęłam się i wróciłam z uśmiechem na pyszczku do jaskini. Odłożyłam kwiatek podarowany od Kaname na półeczkę, przypatrując się mu z radością. Poczułam w sercu ciepłe uczucie, które nagle zmieniło się w dziwny niepokój i strach. Nagle usłyszałam kroki za sobą. Poczułam jak coś dotyka moich pleców. Odwróciłam się nagle, lecz tam nikogo nie było. Tylko na ziemi widniało kilka plam jakiejś czarnej mazi, a na plecach czułam nieprzyjemne mrowienie, które minęło po kilku minutach. Kiedy w końcu przełamałam strach podeszłam do dziwnej mazi i powąchałam ją. Nie miała zapachu... Chybko znalazłam coś na pokrój szmatki i wytarłam plamy. Bardzo zdziwiła mnie ta sytuacja i przestraszyła.
- Co tu się dzieje?-wyszeptałam sama do siebie.
Szybko zleciał mi czas do wieczora po czym położyłam się zmęczona spać.
~~~
Obudziłam się nagle. Nie mogłam się ruszać. Mogłam tylko ruszać oczami. Rozejrzałam się na tyle ile mogłam. Nagle zobaczyłam jakąś postać, która wolnym krokiem podeszła do mnie. Nie miała kształtu, była tylko czarna, a za sobą zostawiała czarne plamy mazi.
- To jest to coś z wczoraj...-pomyślałam.
Czarna postać stanęła nade mną i zaczęła mnie dusić. Nie mogłam się nawet szarpać. Nagle postać rozmyła się w powietrzu. Zerwałam się nagle ze łzami w oczach.
- Spokojnie to tylko paraliż senny...-mówiłam sama do siebie.
Na zewnątrz było już jasno. Chyba nawet już południe. Dotknęłam delitanie swojej szyi. Nagle zobaczyłam Kaname, który również mnie zauważył i wszedł do wnętrza jaskini.
- Cześć-przywitał się.
Spojrzałam na niego jeszcze trochę zszokowana po czym rozpłakałam się jak małe dziecko.

Kaname?

Od Monami do Tánýi

Data:
28 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Tego dnia było okropnie gorąco. Praktycznie cały czas siedziałam z tyłkiem w jaskini. Sprzątałam, troszkę eksperymentowałam i robiłam zapasy leczniczych substancji z zapasów roślin, które kiedyś nazbierałam i zostawiłam do suszenia. Kiedy zaczynało się ściemniać postanowiłam się przewietrzyć. Nawet gdyby zrobiłoby się już całkiem ciemno przed moim powrotem, to nie przeszkadzałoby mi to. Nie boję cię ciemności. Tak więc zrobiłam jak postanowiłam. Truchtem ruszyłam w stronę głównej ścieżki rozkoszując się śpiewem ptaków i idealną temperaturą. Lekki wietrzyk delikatnie poruszał moim futrem, a w powietrzu unosił się zapach wilgoci zwiastujący deszcz. Nagle do moich uszu dobiegł szelest. Momentalnie przystanęłam nasłuchując. Gdzieś po lewej, niedaleko. Podeszłam bliżej. Dostrzegłam zająca kopiącego norę. Jego jasnobrązowe futerko zlewało się z suchą ziemią. Obok niego stał drugi, nieco ciemniejszy i grubszy. Zaburczało mi w brzuchu, gdy przypomniało mi się, że nie jadłam nic od południa. Ten ciemny wpatrywał się we mnie bursztynowymi oczętami, w których czaił się strach i chęć ucieczki. Domyśliłam się, że to świeżo upieczona parka i jakoś tak straciłam apetyt. Wróciłam na ścieżkę, a moje myśli powędrowały w swoją stronę. Zastanawiałam się czy kiedyś znajdę kogoś, przy którym poczuję to dziwne uczucie, którym kiedyś darzyłam wszystkich moich bliskich. Zauważyłam krzaczki poziomek. Depresyjne myśli rozpłynęły się momentalnie. Zaczęłam jeść ze smakiem drobne owocki delektując się ich smakiem. To był smak dzieciństwa, kiedy to razem z bratem chodziliśmy je jeść. Zawsze o tej samej porze. Ech… To miłe wspomnienie sprawiło, że poczułam się trochę samotna. Wcześniej jakoś tak nie ciągnęło mnie do zawierania nowych znajomości w watasze, a tych co poznałam można wyliczyć na palcach jednej łapy. Postanowiłam więc następnego dnia do kogoś zagadać, ale na razie będę musiała iść nad jezioro się umyć. Cały pysk miałam upaprany w czerwonym soku z poziomek. Na szczęście nie był plamiący. Po kilku minutach byłam już blisko. Musiałam tylko przejść kilka kroków i przez małe krzaczki rosnące przy brzegu. Nagle po mojej prawej dostrzegłam wiewiórkę biegnącą po pniu drzewa i nie zauważyłam nawet kiedy wpadłam na jakiegoś wilka. Obejrzałam się na wilczycę, która wydała mi się znajoma. Ach tak! To była Tánýa, którą już kiedyś widziałam.
-Przepraszam, zagapiłam się.-odezwałam się
<Tánýa?>

Od Luis'a- Wyprawa w nieznane cz.III

Data:
27 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Miesiące płynęły niemiłosiernie, a mi  coraz bardziej nie podobał się plan zaatakowania mojej watahy. Miałem obawy co do mojego podstępu, aby wraz z jakimś słabym basiorem iść znaleźć bezpieczną drogę do granic. A jeszcze za parę tygodni zostanę ojcem... Wszystko mnie wykańczało, a dodatkowe upały były dobijające.
- Luis, wszystko okey?- spytała Lily, podchodząc do mnie. Siedzieliśmy w jaskini, w bezpiecznym miejscu na rozmowy, które nie mogą wyciec do kogoś z tego stada, bo inaczej już byłoby po mnie.
- Nie... myślę nad tym podstępem..- spojrzałem na waderę zmęczonymi oczami.
- Rozumiem... wilkiem, którego łatwo pokonasz, jest Daenerys. Gdzieś w twoim wieku, ale jest tak głupi i ciekawski że miałabym ochotę mu przywalić z otwartej łapy..- odparła i spojrzała na swoje długie, ostre pazurki...
- Mogę chociaż wiedzieć, jak nazywałoby się nasze dziecko? Kiedy ja ucieknę z nim lub nią, Ciebie na pewno zabiją.
- Przeczuwam, że będzie to wadera. I chcę aby nazywała się Arrea.- zażyczyła sobie Lily.
- Będzie tak jak chcesz, księżno- zażartowałem.

~*~

Dni, tygodnie, miesiące mijały tak szybko jak mrugnięcie. Pewnej nocy  nie mogłem spać i rozmyślałem, jak czuje się Luna. Z zamyślenia wyrwały mnie jęki Lily, proszącej abym wezwał medyczkę. Jak poparzony wybiegłem szukać pomocy, budząc przy tym wszystkich, robiąc zamieszanie.
Po przybyciu medyczki do jaskini, gdzie leżała wadera, musiałem ochłonąć. Mój ojciec podszedł do mnie i powiedział.
- Spokojnie synu, da sobie radę. Jest w dobrych rękach. A tak poza tym, jesteś gotowy na to, co zaplanowałeś? Judash ostro szkoli swoją armię, a tobie zaczyna wierzyć, że jesteś wygnańcem, tak mi się zdaje...
- Za parę dni, jak ono podrośnie, zwijam się stąd i zabieram Lily. Ukryje ją, aby mogła żyć bezpiecznie...

Po paru minutach mogłem wrócić do jaskini i zobaczyć swojego potomka... a bardziej potomków. Urodziła się dwójka szczeniaków, jeden szaro bury jak ja  a drugi czarny jak smoła.
- Zobacz, jakie są malutkie. Oba do samce, niestety... Matczyna intuicja zawodzi..- oba wilczki wtulone były w aksamitną sierść wadery.
- Dla mnie nie jest ważne, czy to samiec czy samica. Ważne żeby były całe i zdrowe...- spojrzałem z miłością na swoje dzieci.

~*~
Minęło pół roku, a ja wciąż przekładałem mój plan na następny dzień. I tak przez pół roku, aż chłopcy dorośli do wieku, aby w miarę mogli zadbać o siebie.
-Zrozumieliście plan?- spojrzałem to na jednego, to na drugiego syna. Oboje przytaknęli.- Czyli idziecie ze mną po kryjomu, aż dam wam znak, że macie się gdzieś ukryć w krzakach, a ja za..- Lily spiorunowała mnie wzrokiem- a ja pozbędę się tego typka.
- Tak jest, wszystko zrozumiane.- oparł bojowo Natsume. Był tak do mnie podobny, że widziałem w nim siebie.
- Tak, wiem że go ukatrupisz, nie musisz tego kryć- odpowiedział trochę zażenowany Hashime. Widziałem w nim coś złego, co niszczy dobry charakter mego syna. Wciąż myślałem, skąd może od mógł odziedziczyć kolor futerka...

Od Blink do Kogami'ego

Data:
27 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Możemy... - zamyśliłam się marszcząc czoło.
Zwróciłam wzrok w stronę Kogami'ego, jakby ten mógł pomóc mi w znalezieniu odpowiedzi. Podrapałam się łapą po brodzie i westchnęłam głęboko.
- Wiem! - uśmiechnęłam się po chwili podskakując wesoło.
- Hmm? - basior również podniósł się w górę i oczekiwał mojej dalszej reakcji.
- Zagrajmy w QuestionorChallenge! - machnęłam ogonem - Yo mnie tego nauczyła.
- A.. czy mogłabyś wytłumaczyć mi zasady? - zapytał niepewnie Kogami.
- Nie znasz tej gry? - zdziwiłam się.
- Jak dotąd nie miałem okazji jej poznać.. - uśmiechnął się zażenowany - Ale chętnie to zmienię! - dodał po chwili wahania.
- To dobrze, bo na pewno zetkniesz się z nią nie raz! - zapewniłam - Cała zabawa polega na tym, że na zmianę zadajemy sobie pytania lub wyzwania do wykonania w zależności co wybierze osoba, której jest kolej. Zrozumiałeś? - wypowiedziałam na jednym wdechu.
- Wydaje mi się, że tak..
- To zaczynajmy!
I tak spędziliśmy kilka dobrych godzin, a zabawa była przednia. Towarzyszyło jej pełno śmiechów, chichów, pisków.. Widok wilka ćwierkającego na drzewie albo wiszącego głową ku ziemi nie był nam dziś obcy. Gdy kolejne wyzwania nie przychodziły nam już z taką łatwością jak poprzednie i zaczęło brakować sił ułożyliśmy się wygodnie na trawie i przeszliśmy do biernej wersji gry.
- Teraz pytanie dla mnie! - domagał się Kogami.
- Co by tu.. - zamyśliłam się.
- Byle by szybko.. - basior udawał znudzoną minę.
- Mam! Ale uprzedzam, że nie należy ono do łatwych...
- Jestem gotowy na wszystko!
Zachichotałam cicho i  zakryłam łapką usta.
- Słuchaj uważnie.. 
Basior nadstawił uszu przyglądając mi się uważnie.
- Czy kiedykolwiek podobała ci się wadera z naszej watahy, a jak tak to jaka? 

Kogami? :3


Od Kogami'ego do Blink

Data:
27 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zaskoczyły mnie słowa wadery.
- Możemy po oglądać gwiazdy-zaproponowała po chwili z uśmiechem.
Na mój pyszczek wpłynął delikatny uśmiech.
- No dobrze, ale musimy poczekać aż się bardziej ściemni.
Blink skinęła głową po czym powiedziała:
- Muszę tylko coś załatwić-po czym weszła do jaskini.
Po 5 minutach wróciła z szerokim uśmiechem.
- To idziemy?-zapytała.
- Okej tylko gdzie?
- Hmm... tam gdzie będzie można najlepiej obejrzeć gwiazdy.
Zamyśliłem się na chwilę po czym stwierdziłem:
- Chodźmy na łąkę.
- Okej.
Po czym ruszyliśmy spokojnym tempem bo przecież do nocy było daleko.
~~~
Kiedy dotarliśmy na miejsce, usiedliśmy wygodnie w trawie, a do naszych nosów wlatywał przyjemny zapach kwiatów. Spojrzałem w niebo. Minimalnie się ściemniło, ale to wciąż za jasno. Zerknąłem w stronę Blink, która również patrzyła w niebo.
- Trochę jeszcze poczekamy na te gwiazdy-powiedziała odwracając głowę w moją stronę.
- No... To co robimy przez ten czas?-zapytałem.

Blink? :3

Od Leona do Vanessy

Data:
27 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Wróciłem do domu i uświadomiłem sobie, że jeszcze nie widziałem Hikaru i Fumiko. Co można tak długo na tej łące robić? Wiedziony braterską odpowiedzialnością ruszyłem w stronę miejsca, gdzie ich zostawiłem, ale kiedy wyobraziłem sobie reakcję Yeleny, gdyby dowiedziała się, że ich szpiegowałem postanowiłem zawrócić. Starsza z moich sióstr, od razu wyczuwała, że coś jest nie tak, a od kiedy zaczęła uważać się za opiekunkę Fumi, jej troska o nią była przesadzona. Nie mając innego wyboru, poszłem odwiedzić mamę, która z dnia na dzień wyglądała coraz lepiej. Częściej się uśmiechała, wychodziła na spacery i spotykała z ciotką Abbie. Wracała do życia, a ja z całego serca cieszyłem się z jej szczęścia. Dziś powitała mnie cała poplamiona farbą, a ja od razu przeniosłem wzrok na ściany jaskini, które zostały pokryte rysunkami. Czasami dziwiłem się, skąd wadera ma tyle pomysłów.
- Co masz taką minę? - zagadnęła mnie, malując kolejny pejzaż, ale tym razem kluczową rzeczą było jezioro.
- Hm?
- Siedzisz taki naburmuszony, jakbyś przyszedł tu za karę - odparła, nie przerywając pracy.
- Długa historia mamo, może kiedyś ci o niej opowiem - wymusiłem uśmiech. Matka dosłownie zmusiła mnie do zostania u niej na kolację.
***
Następnego dnia spotkałem, bawiącą się w wodzie Vanessę. Zacząłem z uśmiechem się jej przyglądać.
- Leon? - upewniła się, w końcu mnie zauważając.
- Nie, zając wielkanocny - zaśmiałem się i podszedłem do niej.
- Co tu robisz? - zapytała.
- Spaceruję - odpowiedziałem, lustrując ją wzrokiem. Była całkiem ładna. Postanowiłem przeprowadzić eksperyment. Przysunąłem swój pysk do jej pyska tak, że dzieliło je dosłownie kilka centymetrów. Widząc lekkie zdziwienie w oczach Nessie, odsunąłem się od niej.
- Gratuluję, pomyślnie zdała pani egzamin - zaśmiałem się.
Nessiu?

Od Reyny do Kaname

Data:
27 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Rey, dusisz mnie – odezwał się Kuran.
- Przepraszam – wyjąkałam zawstydzona i zeszłam z basiora. Zrobiło się trochę niezręcznie, cisza była między nami jak niewidzialny mur, który po dłuższym wahaniu postanowiłam zburzyć.  – Jeszcze raz dziękuję.
- Naprawdę nie ma za co, nic wielkiego nie zrobiłem – odpowiedział, kierując swój wzrok na mój pysk.
- To samo powiedziałeś, kiedy uratowałeś Ange – zauważyłam, a wspomnienie dzieciństwa sprawiło, że delikatnie się uśmiechnęłam. Większość mojego krótkiego życia spędziłam tu, w Eternal Wolves, ale wciąż pamiętałam o tamtej watasze. Wspomnienie mamy, choć zamglone było dla mnie bardzo ważne. Starałam się ją pamiętać jak najlepiej, a w środku żywiłam nadzieję, że jednak umarła. Byłoby to dla mnie pocieszenie, a ja nie martwiłabym się, że o mnie zapomniała.
- Chyba masz rację – kąciki jego ust uniosły się delikatnie w górę, jeszcze trochę i będzie pełnoprawny uśmiech. W końcu udało mu się, uzyskać długo wyczekiwany przeze mnie efekt.
- Wiedziałam! – oznajmiłam i wybuchłam śmiechem. Zaskoczony basior wpatrywał się we mnie, nie rozumiejąc o co chodzi. Ja za to uspokoiłam się po chwili i spojrzałam na niego wciąż rozbawiona, ale tym razem swoim zachowaniem. Czasami wciąż zachowywałam się jak szczeniak, ale nie przeszkadzało mi to, o ile byłam w towarzystwie przyjaciół, bo na rodzinę liczyć nie mogłam. Kiedy miałam podejść do szafki, zrobiło mi się  ciemno przed oczami, a głowę przeszył ból, jakbym dostała kamieniem. Poczułam tylko, że upadam.
Co się dzieje?, pomyślałam spanikowana rozglądając się dookoła, jednak widziałam tylko ciemność. Zdałam sobie sprawę, że jestem w swoim największym koszmarze. Ślepota, była  jak dla mnie największym przekleństwem. Można z tym żyć, ale trzeba pogodzić się z nieustającym mrokiem. Spróbowałam wstać, a wtedy moim oczom ukazał się mrożący krew w żyłach obraz. Zobaczyłam poranionego Jasona’a, Ange i całego we krwi Kurana. Wszyscy oddychali z trudem, a kiedy obrócili pyski w moją stronę zauważyłam, że nie mają oczu. Widząc ich puste oczodoły, miałam ochotę krzyczeć, płakać i im pomóc. Któreś z nich jęknęło cicho „pomocy”, a wtedy brzuch każdego z nich przeszyła strzała. Chciałam do nich podbiec, ale coś trzymało mnie w miejscu, dlatego zaniosłam się pełnym bezsilności szlochem.
- Taka urocza, pełna energii, nic więc dziwnego, że masz tylu zaufanych przyjaciół. Nie stawiaj oporu to nic im się nie stanie – usłyszałam w głowie cichy głos. Mimo to dotarł on do mnie z wielką siłą, wywołując u mnie paraliżujący strach. Zamknęłam oczy, rozpaczliwie próbując uciec stamtąd jak najszybciej.
- Reyna! – ocuciło mnie potrząsanie, a kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam Kaname. Biały basior był cały i zdrowy, ale wciąż widziałam go całego pociętego z wbitą strzałą. – Co się stało?
Nie odpowiedziałam, tylko przytuliłam się do niego. Potrzebowałam zapewnienia, że tak naprawdę nic mu nie jest, a tylko to mogło mi to dać. Bałam się, że to wszystko stanie się rzeczywistością, ale ja nie będę mogła im pomóc.
- Prze…przepraszam – mruknęłam, odsuwając się od niego. Moje oczy nadal były zaszklone, ale po moich policzkach już nie spływały łzy. - Nie powinnam była się tak na ciebie rzucać - spróbowałam obrócić tą sytuację w żart.

Kaname? Znalazło się trochę wątku :P

Od Assume do Yoshie

Data:
27 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Hej... - uśmiechnęłam się. Mierzyłam waderę wzrokiem. Zapewne gdyby nie trzask gałązki, nie zauważyłabym jej. Skończyłoby się tak, że pewnie zaatakowałaby mnie. - Chciałaś na mnie skoczyć?
- Nie...
- Jestem Assume. A ty?
- Yoshie.
Przyjrzałam się jej. Jedno oko miała ciemniejsze. Jakby jedno orzechowe, a drugie czekoladowe. Właściwie, nie orzechowe, tylko złote. Przez pysk przebiegał jaśniejszy pasek, od którego czubek był ciemniejszy. Dostrzegłam za nią ciemną sylwetkę. Jej wzrok spoczywał uporczywie na nas. Nie mogłam stwierdzić do kogo należy, bo rozmywała się ona przy każdej sekundzie. Była niekształtna, cały czas traciła cząsteczki lub je dodawała. E... Lol? Yoshie musiała złapać moje spojrzenie, bo także się odwróciła. W tym momencie ciemne coś znikło. Gapiłam się jeszcze przez chwilę w tamto miejsce. Po cośku został tylko ledwo widoczny dym. Albo po prostu mój wzrok, przy okazji moc, płatały mi figle.
- Coś się stało? - zapytała
- Nie, nic... Wydawało mi się... Nieważne.

Yoshie?

Od Tánýi

Data:
27 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Włóczyłam się po terenach watahy. Nie mogłam wymazać wspomnień... Ameritech'a, Hideki'ego... Oraz Lyle. Dowiedziałam się, że ktoś go zabił... Czyli zostałam sama na tym świecie. No kogo ja tu niby znam? Wciąż przypominała mi się pewna piosenka, którą cicho podśpiewywałam...


I didn't mean to end his life
I know it wasn't right

I can't even sleep at night
Can't get it off my mind
I need to get out of sight
Before I end up behind bars



What started out as a simple altercation
Turned into a real sticky situation
Me just thinking on the time that I'm facing
Makes me wanna cry



Cause I didn't mean to hurt him
Could've been somebody's son
And I took his heart when
I pulled out that gun


Wciąż wydawało mi się, że wszyscy się na mnie gapią. Dreszcze mnie przechodziły na samą myśl o tym. O tym, co było. W pewnym sensie obwiniałam się o śmierć Hideki'ego. Że to moja wina. Że pozwoliłam mu na to. Że pozwoliłam mu się zabić. Ale byłam też na niego wściekła, za to co zrobił. Przecież skrzywdził tamtą waderę i basiora... Zatrzymałam się nagle przy jakimś jeziorku. Usiadłam i wpatrywałam się w jakiś liść, który powoli sunął po tafli wody. Był pomarszczony i zwinięty jak mała łódeczka. Ciemnozielony na spodzie i jasny na wierzchu kolor, idealnie się komponował. Na jego powierzchni utrzymywały się maleńkie ziarenka pisaku. Jedne czarne, a inne beżowe. Czasami siadały na nim maleńkie muszki. Raz przepływająca kaczka dziobnęła go, ale on nadal utrzymywał się na powierzchni. W pewnym momencie po prostu znikł z mojego pola widzenia. Podniosłam znad niego wzrok i spostrzegłam, że jest już ciemno. Nie miałam pojęcia ile czasu minęło, póki nie znikł liść. Powoli podniosłam się i skierowałam w stronę jaskini. Cały czas czułam na sobie czyjś wzrok i szelest, ale gdy się odwracałam nikogo nie było. Dziwne... Powolnym i ostrożnym krokiem szłam po trawie. Wtem na kogoś wpadłam...

Ktoś, coś? Wiem, że klasyczna sytuacja, ale nie mam weny :3 

Od Kaname do Ange

Data:
27 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Witaj - odpowiedziałem spokojnie jak zawsze
- Co tu robisz? - zapytała
- Wyszedłem na spacer - odparłem
Spojrzałem na nią, a potem na kwiaty obok niej. Dopiero po chwili zobaczyłem wejście do jaskini. Czyli jednak znalazła sobie dom.
- Twoja jaskinia? - zapytałem
- Tak, znalazłam sobie nareszcie dom - uśmiechnęła się do mnie
- Bardzo mnie to cieszy. Gdybyś jej nie znalazła zawsze mogłem zaproponować żebyś mieszkała z nami
- Z nami? - zdziwiła się
- Tak, mieszkam z Rey. Nie lubię sam mieszkać, czuje się wtedy samotny
Spojrzałem na nią a potem na kwiaty. Podszedłem do jednego, zerwałem go i wsadziłem za jej ucho. Była zdziwiona tym co zrobiłem.
- Ładnie wyglądasz z tym kwiatkiem, oczywiście bez niego też. Muszę iść już. Do zobaczenia.
Oddaliłem się i poszedłem dalej na spacer po terenie.

Ange?

Od Kaname do Reyny

Data:
27 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałem na nią spokojnie. Była podekscytowana tym wszystkim. Zależało jej żebym to zobaczył... Nie miałem wyjścia. Jest moją przyjaciółką od bardzo dawna.
- Tak, mam trochę czasu i mogę się z tobą wybrać - odpowiedziałem ze spokojem
- Tak? To dobrze - uśmiechnęła się do mnie
Szła pierwsza przede mną. Nie chciałem iść zbyt blisko żeby jej nie peszyć i dać się skupić na drodze. Zaintrygowała mnie swoim zachowaniem. Idąc tak lasem spojrzałem w głąb dosyć ciemnej puszczy. Roznosił się zapach padliny, nie jednej lecz kilku. Zaniepokoiło mnie to i postanowiłem poinformować o tym Dajkiego. Spojrzałem na Rey, była wesoła. Nie wiedziałem za bardzo czy cieszy się dlatego że ktoś z nią idzie, czy może że to ja idę, a może dlatego że się zgodziłem. To zbyt wiele na moją głowę, takie uczucia na co dzień za bardzo nie są mi znane. Po jakimś czasie wyszliśmy poza tereny watahy. Nie zawahała się ani przez chwilę pod czas wędrówki, wspaniale zapamiętała kierunek.
- Co ty tak cicho idziesz? - zapytała nagle
- Nie chce abyś zbłądziła - odparłem - Masz świetną pamięć, będziesz kiedyś wspaniałą partnerką dla jakiegoś wilka.
- Czemu tak uważasz?
- Nie jesteś stąd, więc nie jesteś z nikim spokrewniona, jesteś miła i wesoła, mądra i do tego piękna
Kiedy to powiedziałem nic nie odpowiedziała tylko szła dalej. Chyba powiedziałem coś nieodpowiedniego. Tylko chciałem ją skomplementować...
- To tutaj - spojrzała na mnie stając koło domku i po chwili weszła do niego
Wszedłem za nią do środka. Zacząłem się rozglądać po całym pomieszczeniu. Było tutaj fajnie, chociaż te cztery ściany przypominały mi więzienie.
- Nie rozumiem jak oni mogą tutaj mieszkać...
- Czemu? - zapytała zdziwiona
- Czuje się jak w klatce - odparłem
- Ale nikt tutaj ciebie i mnie nie widzi
To był dobry argument. Nagle Rey wskoczyła na krzesło, a przednimi łapami oparła się o stół. Podszedłem bliżej. Zaczęła coś z niego brać. Odbiła się od blatu i oparła się o oparcie krzesła, które momentalnie zaczęło lecieć w dół. Zdążyłem ją złapać i w rezultacie skończyłem na podłodze a ona na mnie, a dokładniej leżała mi na brzuchu.
- Nic ci nie jest? - zapytałem z obawą
- Nic, dziękuję - spojrzała na mnie
W tym momencie poczułem się speszony i lekko zdezorientowany. Nigdy wcześniej nie była tak blisko. W tym momencie modliłem się żebym nie był taki jak Dajki i się nie podniecił, ale chyba jednak za dużo z nim przebywam. Musiałem coś zrobić żeby ze mnie zeszła.
- Rey, dusisz mnie... - musiałem skłamać
- Przepraszam - powiedziała schodząc
Usiadłem i cieszyłem się że wszystko wróciło do normalności.

Reyna?

Od Ikkiego do Uru

Data:
27 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nie bardzo wiedziałem jak jej odpowiedzieć. Minął szmat czasu od kiedy ostatni raz bawiłem się ze szczeniakami. Rozejrzałem się uważnie. W sumie to nie jestem jakiś wstydliwy czy coś, ja lubię zabawę i to bardzo.
- No dobrze, nie ma problemu. Tylko jest mały problem - spojrzałem na nią
- Jaki? - zdziwiła się
- Chyba zgłodniałem... - odparłem lekko załamany
- Jadłeś niedawno!
- Tak wiem, ale jak nie jem przez długi czas to potem szybko się nie najem. Może coś upoluję, zjem albo zjemy i się pobawimy?
- No dobrze...
- No to w drogę! - odparłem radośnie
Szybko znalazłem małego jelonka i pobiegłem za nim zostawiając Uru w tyle. Dopadłem go jak chciał skręcić. Zacząłem jeść.
- Zgubiłeś mnie! - usłyszałem głos zasapanej Uru
- Przepraszam, ale chciałem go dopaść - uśmiechnąłem się do niej
- To jedz szybko i bawmy się
- Nie popędzaj bo się udławię i nie będziesz miała się z kim bawić - zażartowałem
- Nie mów tak!
- Dobrze, dobrze, jem i się bawimy.
Skończyłem jeść, przeciągnąłem się i stanąłem na przeciw niej. Wyglądała na zadowoloną. Chyba cieszyła się że zjadłem w końcu.
- To może w chowanego? Ale ty się chowasz. - spojrzałem na nią

Uru?

Rosco - Szykuje się coś wielkiego cz.1

Data:
26 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wadera zaśmiała się lekko stając nade mną. Była jedyna w swoim rodzaju, a na tle świateł wyglądała jak bogini. Całkiem niezła bogini… Zwinnie przewróciłem ją na grzbiet, teraz ja stałem nad nią z szelmowskim uśmieszkiem.
- I co teraz? – Zaśmiałem się i pocałowałem ją delikatnie, na co odpowiedziała mi pięknym uśmiechem. Od kiedy stałem się taki? Zszedłem z niej i położyłem się obok tkwiąc wzrokiem zwróconym przed siebie.
- Coś się stało?
- Nie. – Odfuknąłem. Wadera zmarszczyła brwi wpatrując się we mnie, chyba mam przerąbane. Moją głowę w jednej chwili przeszył ból, zaczęło mi piszczeć w uszach. Co chwila kręciłem łbem, lub potrząsnąłem uszami. Wadera dziwnie mi się na mnie patrzyła, a ja nie wiedziałem co do cholery się dzieje. W pewnym momencie wstałem i odszedłem z polany. Seiko wołała coś za mną, ale nie słuchałem jej, brnąłem przed siebie. Kiedy byłem już troszkę dalej, przystanąłem i zacząłem stabilizować swój oddech. Popatrzyłem się przed siebie, ale nie pamiętałem abym się tu znalazłem i czemu w ogóle pobiegłem? Rozglądnąłem się, byłem dalej w Mrocznym Lesie, ale coś mi nie grało. Postawiłem uszy pionowo i zacząłem nasłuchiwać, moje oczy połyskiwały szkarłatną czerwienią, nos wyłapywał różne zapachy lecz nic nie wskazywało na to, aby ktoś tutaj był. Potrząsnąłem łbem i zacząłem wracać do Seiko kiedy nagle obraz przed oczami zaczął się przemieniać w jakiś inny. Znajdowałem się teraz w czarnej próżni. Nie spodobało mi się to. Zacząłem się powoli poruszać w przód, ciągle asekurując lewą i prawą stronę. Zaskakujące było to, że tutaj nie pachniało i było tu zimno, a w tle usłyszeć było można odgłos spadającej pojedynczo kropli do kałuży, tak jak czasami jest w jaskiniach jednak nic nie wskazywało by znalazł się w jakiejś jaskini bo do cholery jasnej nic tu nie widać! Nagle poczułem, że może nogi zostały szarpnięte i stanąłem w miejscu. Nie mogłem się obracać, więc popatrzyłem na swoje łapy, a kiedy mój wzrok spoczął na łapach, połowy ich nie było. Oblepiała mnie czarna mać, podobna do smoły, ale nie była gorąca. Zawarczałem pod nosem, a wtedy usłyszałem. Zachrypnięty, głęboki głos przemówił w jakimś języku.
Mwana wa giza, kuua...
Spojrzałem przed siebie. Dostrzegłem lekko zamazane kontury jakiegoś stworzenia. Miał konstrukcję cienia, chyba nie miał ciała.
Na kujiunga na mimi…
Znów ten głos. Zawarczałem, a klejąca się czarna maź cały czas podwyższała swój poziom. Cień się zaśmiał, jego rechot dało się słyszeć wszędzie, odbijał się od czarnej przestrzeni wprost do moich uszu. Maź sięgała już za moją szyję, widać było już tylko połowę pyska, aż pokryła mnie całego.
Otworzyłem oczy gwałtownie i poderwałem. Leżałem w Mrocznym lesie.
- Czyli to tylko jebane halucynacje. – Prychnąłem do siebie i zacząłem wstawać, kiedy poczułem coś… No chyba kurwa nie – pomyślałem sobie i popatrzyłem na moje łapy. Na jednej z nich kleiła się ta maź. Szybko ją strzepnąłem, ale poczułem jej smak w pysku. Zacząłem kaszleć, a z oczu zaczęła ciec ta sama substancja. Zacząłem się krztusić tym, aż w końcu wyplułem porządną dawkę tego gówna. Na szczęście wszystko ustąpiło. Do moich uszu dobiegło wołanie:
- Ro? Rosco? – To była Seiko. Szedłem za jej głosem, aż w końcu do niej dotarłem.
- Nic Ci nie jest?
- Nie, ale… - Zamilkła na chwile widząc zaschniętą smołę na moim pysku. – Co się stało?
- Nic, na razie muszę Cię stąd wyprowadzić. Po wyjściu z Mrocznego Lasu udaj się od razu do jaskini i nie wychodź, wrócę później.
- Rosco, ale..
- Seiko.
- Rosco ja chcę iść z to..
- Seiko, to rozkaz. Jestem twoją Gammą masz się nie słuchać. – Popatrzyłem się na nią poważnym wzrokiem. Sekundę później kiwnęła głową na znak zgody i ruszyliśmy przez las. Moje myśli błądziły po wydarzeniach, które miały miejsce 15 minut temu. I te słowa.. Ten język skądś go znam. Żegnając się z Seią obiecałem jej, że wrócę, a w tym czasie właśnie wędruję do jaskini mojego Brata. Ciekawe czy się ucieszy – pomyślałem i prychnąłem. Zacząłem biec, nie miałem czasu do stracenia. Chwile później stałem przed wejściem do legowiska swojego Lidera, mojego brata… Dawno go nie widziałem.
- Dajki? – Kiedy wywołałem jego imię z jaskini wyszedł czarny basior z bursztynowymi oczami.
- Rosco? – Wydawał się być nie tyle iż zaskoczony, ale i miał w oczach obawę. Nie wiedziałem jednak czy ta obawa była bezpośrednio spowodowana moim pojawieniem się u niego czy chodziło mu o te zaschnięte strużki smoły. Prychnąłem uśmiechnięty. Wziąłem głęboki oddech.
- Coś mi się dzisiaj przytrafiło. – Zamilkłem na chwilę wpatrując się w dwa bursztyny umieszczone na pysku mojego brata. – Nie wyglądało to dobrze. – Uregulowałem ton i brzmiałem tak jak zawsze: bez uczuć. Bez większego przeciągania poszliśmy w głąb jaskini i wszystko mu opowiedziałem. Brat zebrał próbki zaschniętej substancji, która została na moich policzkach i powiedział, że je zbada.
- Tylko te słowa… Mwana …wa giza, kuua..? No i Na kujiunga …na mimi? Wiesz co to może znaczyć?
- Na pewno wiem, że jest to język afrykański, któryś z nich. – Odparłem przekonany.
- Szlag by to… Gdyby Malaika tu była, ona umiałaby to przetłumaczyć… - Mówił coś do siebie pod nosem.
- Co?
- Nic, nic, tak tylko…
- Mogę spróbować przetłumaczyć… Znam trochę ten język. – Odpowiedziałem po chwili dłuższej chwili. Oczy mego brata od razu się zwróciły ku mnie. Już wiem czemu oddzieliłem się od nich. Wkurzali mnie we wszystkim. Że są idealni, kochają się. Jednak… To już może być przeszłość. Seia nade mną panuje, choć nawet jeszcze o tym nie wie. Postanowiłem powrócić jednak do teraźniejszości i spróbować to odgadnąć.
- Czemu wcześniej nie mówiłeś? – Uczepił się.
- Jakoś nie pamiętam, a teraz do rzecz. – Burknąłem. -  Mwana ma giza oznacza Syn Mroku, a Kuua - Zabij. Wnioskując przekaz jest jasny: Synu Mroku, Zabij. Za to Na kujjunga oznacza Przyłączyć się, a Na mimi Zginąć. Tutaj też przekaz jest jasny: Przyłącz się, albo giń. Dajki. – Wstałem i przybliżyłem się do niego. – Znam się trochę na takich sprawach, i myślę że ty również. To nawet nie jest już ostrzeżenie o ataku, to już jest wojna. Jeżeli czegoś nie zrobimy, dobrze wiesz co się stanie.

Dajki?

WĄTEK FABULARNY(!)

Data:
26 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Moi drodzy! 
Od mojego opowiadania jako Rosco rozpoczyna się nowy wątek fabularny!
 Po tym poście każde z opowiadań musi się łączyć z tym wątkiem fabularnym inaczej nie będzie to miało sensu! To bardzo ważne!

Fabuła: Wszystko zaczęło się od Rosco – dostał wiadomość. Nie była ona zwykła. Ktoś o dużej mocy ją przekazał i nie wydaje się iż jest to dobra moc. Ro postanawia iść z tym do Dajkiego. Okazuje się, że jesteśmy zagrożeni, będziemy walczyli . Z dnia na dzień nasz przeciwnik rośnie w siłę i zbiera swoją armię. Co się stanie dalej? Zobaczymy…

  • PROSZĘ ABYŚCIE WSZYSCY ZAANGAŻOWALI SIĘ W TĄ FABUŁĘ. KAŻDY JEDEN WILK MUSI OPISAĆ SWOJĄ PERSPEKTYWĘ I KONTYNUOWAĆ PRZYGODĘ. WYBIERAMY JEDNEGO WILKA DO KTÓREGO PISZEMY I ON ROBI TAK SAMO. 
(np. Rosco pisze do Dajkiego, ale Dajki nie może już wybrać Rosco tylko jakiegoś innego wilka)


  • CZEKAMY NA SWOJĄ KOLEJNOŚĆ: JEŻELI DAJKI WYBIERZE NP. MIST TO ONA ODPISUJE I TYPUJE KOLEJNEGO WILKA, KTÓRY MUSI ZROBIĆ TAK SAMO.
  • NASZEGO TAJEMNICZEGO PRZECIWNIKA NIE MOŻNA ZABIĆ!
  • NA RAZIE NIE WIEMY JAK GO ZABIĆ!
  • NIE WIEMY GDZIE SIĘ UKRYWA, ALE PRZESYŁA NAM W UMYSŁACH PEŁNE GROZY WIADOMOŚCI I MROCZNE WIZJE


Od Tsuyoshi'ego do Vanessy i Shinyi

Data:
25 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Od samego rana siedzieliśmy z bratem na zewnątrz. Była ładna, zdecydowanie letnia już pogoda. Czarne futro nie za bardzo mi sprzyjało, ale ja tam lubię ciepło. Shin z ogromnym zainteresowaniem chodził tam i z powrotem, śledząc owady, a ja położyłem się pod drzewem obserwując go. Po jakimś czasie poszedł gdzieś. Zniknął mi z oczu. Jednak chwila bez brata nie potrwała długo. Po chwili wybiegł z pobliskich krzaków.
- Tsu, chodź szybko, musisz coś zobaczyć! - usłyszałem podekscytowany głos brata.
- Nie. - warknąłem. - Nie chce mi się.
- No weeeź...
- Powiedziałem "nie", głupku. Idź se sam. Albo o! Idź wyciągnij Echo. - pomachałem łapą dając mu znak, żeby se poszedł.
- Echo chyba gdzieś poszła z mamą. - oznajmił znudzonym tonem.
- Shiiiiiiin... Jak ci się tak strasznie nudzi, to idź se do Katty.
- Tak sam?
- Tak, tak sam! O!
- To idę nad strumyk.
- Cooo...? - wyjęczałem przybijając porządnego facepalma.
A tam. Nieważne gdzie pójdzie, ważne, że pójdzie. Nareszcie będę mieć chwilkę ciszy, spokoju i saaamotności. Yeah!
Wstałem i przeszedłem na drugą stronę drzewa, bo tam był cień. Ułożyłem się wygodnie i obserwowałem okolicę. Jest nad wyraz spokojnie. Jednak nagle... usłyszałem trzask w drzewie. Totalnie niespodziewanie zeskoczyła z niego biała, dorosła wadera.
- O rany! - wrzasnąłem odbiegając od drzewa.
Skąd ona się tu wzięła?! Kim ona jest?!
- Tsuu? - Shin najwyraźniej zawrócił. - Co je... O, dzień dobry. - rzucił uśmiechnięty do nieznajomej.
- Shinya, co ty wyprawiasz?! Musimy iś... - wadera spojrzała na mnie diabelnie niebieskimi ślepiami. - Iść do wujka Ryuu!
Byliśmy pod jego opieką, ponieważ tata, jako medyk, został gdzieś tam wezwany, no a mama poszła gdzieś z Echo. Wujek pozwolił nam łazić po okolicy. Powiedział tylko, że gdybyśmy mieli jakieś problemy czy coś, to mamy do niego wrócić.

Vanessa?

Od Echo do Katty, Tsuyoshi'ego i Shinya

Data:
25 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- To nic - uśmiechnęłam się szeroko machając łapką - Czego się nie robi dla przyjaciół.
- Przyjaciół? - waderka przechyliła pytająco głowę.
- Ja.. - zaczęłam, ale Shin wszedł mi wpół zdania.
- Teraz moja kolej! Uwaga, bo liczę!
Brat zasłonił łapką oczy i zaczął sygnalizować upływ czasu.
- Jeden, dwa.. - rozległo się dookoła.
Szybko zerknęłam w stronę Katty, która zawzięcie starała się znaleźć równie dobra kryjówkę, co poprzednio. Pobiegłam w jej stronę szybko machając krótkimi łapkami.
- Niedaleko jest mała jaskinia.. Choć, pokażę ci - szepnęłam w jej stronę.
Katty na początku niepewna moich słów słysząc ostatnie cyfry wykrzykiwane przez Shinya ochoczo ruszyła za mną.
- To w tamtą stronę - wskazałam właściwy kierunek.
Nie minęło kilka sekund, a obie mościłyśmy się wygodnie w czterech ścianach niewielkiej groty. Katty skuliła się w kłębek i położyła głowę na łapach, a ja poszłam za jej przykładem. Nikt nie miał prawa nas tu zauważyć...
- Nigdy nas tu nie znajdą.. - zaśmiałam się cicho, aby nie zdradzić miejsca naszego pobytu.

Katty?

Od Blink do Kogami'ego

Data:
25 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Widziałam coś w oczach basiora, czemu nie mogłam się oprzeć. Jedyne, czego teraz chciałam to przytaknąć na jego prośby.
- Nie mam nic przeciwko - uśmiechnęłam się szeroko.
Kogami wyraźnie rozpromienił się i przybliżył nieznacznie zrównując krok z moim.
- W drogę! - zaśmiał się cicho, a ja zawtórowałam mu.
Poruszaliśmy się powolnym tempem gawędząc wesoło, przez co czas mijał nam bardzo szybko. Nim się obejrzeliśmy staliśmy tuż przed wejściem do mojej jaskini. Basiorowi momentalnie zrzedła mina, a ja przybrałam zawiedziony wyraz twarzy. Żywa rozmowa momentalnie obróciła się w pełną zadumy ciszę. Żadne z nas nie chciało zabrać głosu jako pierwsze. To by oznaczało koniec, a z łapą na sercu mogłam przyznać, że był to jeden z przyjemniejszych spacerów w moim życiu.
- Chyba czas już się pożegnać... - Kogami zwiesił głowę grzebiąc pazurem w ziemi.
Odwróciłam wzrok na dźwięk jego słów. Nie chciałam, ale z żalem przyznawałam mu rację
- To.. cześć - uśmiechnął się krzywo i skierował w drogę powrotną.
Nagle w mojej głowie zaświtał pewien pomysł.
- Kto powiedział, że musisz już iść? Noc jeszcze młoda..

Kogami?

Od Kogami'ego do Blink

Data:
25 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
W jednej chwili moje serce przyspieszyło. Odwróciłem szybko wzrok i powiedziałem zakłopotany:
- Nie musisz dziękować...
Blink uśmiechnęła się ciepło po czym powoli się odsunęła. Wyszliśmy z wody i wysuszyliśmy futro na słońcu. Wadera obracała w łapach znalezisko i przyglądała mu się badawczo. Spojrzałem w niebo. Było puste, jedyne co je uzupełniało to słońce informujące, że niedługo nastanie wieczór.
- Kogami, słuchasz mnie?-wadera wpatrywała się we mnie wyczekująco.
- Przepraszam, co mówiłaś?
- Mówiłam, że jeszcze dziś to znalezisko trafi na moje pułki do innych znalezisk.
- Cieszę się-uśmiechnąłem się lekko do wadery.
Odwzajemniła uśmiech po czym powiedziała:
- Muszę się zbierać by wrócić do domu przed zmrokiem.
- Ehh... No dobrze...
Wadera wstała i pożegnała się ze mną. Przez chwilę wahałem się między tym czy ją odprowadzić, czy wrócić do domu. Szybko się zerwałem i krzyknąłem za waderą:
- Poczekaj!
Blink zatrzymała się zdziwiona. Szybko do niej podbiegłem i zapytałem:
- Mogę cię odprowadzić do domu?
Moje serce przyśpieszyło. Wpatrywałem się w oczy wadery czekając na odpowiedź.

Blink? :3


Od Ange do Kaname

Data:
24 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Minęło kilka dni od mojego ostatniego spotkania z Kaname. Przez ten ostatni czas, wędrowałam po lesie z nadzieją znalezienia jaskini, ale na marne. Tego ranka wstałam wcześnie i złapałam zdobycz dla mnie i dla rodziców. Zjedliśmy wspólnie posiłek i z przeczuciem, że dziś mi się uda, ruszyłam w poszukiwaniu jaskini. Jednak po dwóch godzinach wędrówki zmęczyłam się i usiadłam pod wielkim drzewem. Był straszny upał, który jeszcze bardziej utrudniał mi poszukiwania. Przez chwilę rozważałam czy się nie zdrzemnąć w tym przyjemnym cieniu, ale szybko oprzytomniałam i zerwałam się na równe nogi. Po czym z poważną miną ruszyłam przed siebie.
- Wszędzie krzaki, krzaki i drzewa!-krzyknęłam sama do siebie.
Nagle zobaczyłam coś, że na sam tego widok napłynęły mi łzy do oczu.
- Jaskini!-wrzasnęłam uradowana i rzuciłam się biegiem w kierunku groty.
Sprawnie obiegłam ją dookoła sprawdzając szczegóły po czym weszłam do środka. Było idealnie. Grota nie była za duża i nie za mała. Na ziemi było dużo kurzu, który zdradzał, że nikt tu nie mieszka. Szybko zabrałam się za porządki i dekorowanie wnętrza.
~~~
W kącie rozścieliłam skórę z jelenia, szybko też zdobyłam półeczki, na których położyłam kilka miseczek i ziół. Nawet nie zauważyłam kiedy nastał wieczór. Zmęczona, ale usatysfakcjonowana wyszłam z jaskini by nazbierać kwiatków, które rosły przy wejściu. Nagle coś zaszeleściło w krzakach.  Spojrzałam w ich stronę. Za krzaczków wyszedł jak to inny, jak nie Kaname.
- Cześć-rzuciłam na przywitanie, uśmiechając się przy tym.

Kaname?

Wakacje!

Data:
24 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Dziś rozpoczęły się długo wyczekiwane wakacje! 
Życzymy wszystkim wspaniałych przygód i odpoczynku!
Cieszcie się z każdego słonecznego dnia! By wakacje były czasem efektywnego wypoczynku, byśmy wszyscy mogli nabrać sił i zapału do pisania nowych opowiadań :) Aby nadchodzące wakacje były ciekawe, radosne, a przede wszystkim bezpieczne, by sprzyjały poznawaniu ciekawych miejsc i zawieraniu nowych przyjaźni!


~Administracja EW

Od Sakara do Cassydi

Data:
23 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Chodźmy już, pewnie nie było nas ze dwa dni... - Powiedziałem.
- Racja.
Ruszyliśmy w stronę wyjścia, przynajmniej zdawało mi się że to właściwa droga.
- To chyba nie jest dobry znak. - Mruknąłem, wskazując pyszczkiem na dziurę.
Przeszliśmy przez nią. Po drugiej stronie znajdowała się inna jaskienia, cała
z lodu.
Wycofaliśmy się.
- Idziemy dalej, czy zmieniamy kierunek? - Spytała Cass
- Zmieniamy ,jak szliśmy tutaj, nie widziałem tego czegoś.
Dalej szliśmy w milczeniu, miałem wrażenie że minęła godzina, może więcej.
Zaczynałem być głodny, wiedziałem że Cassydi też.
- Przyśpieszmy, bo prędzej czy później i tak umrzemy z głodu, co do wody,
trochę na szczęście tu mamy.
- Ty to umiesz pocieszyć. - Rzuciła sarkastycznie Cass.
- Przepraszam. - Odparłem.
Zobaczyłem światło.
- Idziemy - Powiedzieliśmy oboje na raz.
Podbiegliśmy. Jeszcze jeden krok, i stalibyśmy na trawie. Mogliśmy oglądać zachód słońca
- Pięknie... - Szepnąłem cicho  

Cassydi?                                                
  

Od Yume do Libby

Data:
23 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Gdy się obudziłem, zaczęło się ściemniać. Otworzyłem po woli oczy i rozejrzałem się wokół siebie. Wadera która przyszła jeszcze gdy było jasno siedziała na brzegu i wyglądała jakby zastanawiała się nad czymś. Wstałem po woli, rozciągając się i ziewnąłem dość głośno. Samica usłyszała to i
podskoczyła lekko, co wyrwało ją z zamysłu.
-Wystraszyłeś mnie.
-Przepraszam.-odpowiedziałem
Usiadłem nad brzegiem jeziora, zanurzając łapy w zimnej wodzie. Mimo, że nie było zbyt gorąco, miło było się trochę ochłodzić. Zapadał zmrok i gwiazdy zaczęły pojawiać się na niebie.
Spojrzałem na waderę, która stała, chyba nie wiedziała co zrobić, żeby przerwać tą niezręczną ciszę. Westchnąłem i skierowałem wzrok na niebo.
-Jestem Libby, ty jak masz na imię?-spytała wadera przerywając niezręczną ciszę.
Miała przyjazny i spokojny głos, miły dla ucha.
-Yume.
Odpowiedziałem i spojrzałem na nią, uśmiechając się lekko.

Libby? c:



Od Libby do Yume

Data:
22 czerwca 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Upał, upał, upał. Nie myślałam o niczym innym, jak o ochłodzeniu się.
Ukryłam się w cieniu.
Może pójdę nad jezioro, to właściwie blisko 
Podążyłam w jego kierunku. Starałam się jak najbardziej unikać słońca, w lesie nie jest to trudne, ale tu na polanie... Po godzinie, no ok, 5 minutach, doszłam do celu, spodziewałam się tam połowy watahy, a zobaczyłam tylko jednego wilka, śpiącego na brzegu. Nie chcąc go budzić cicho weszłam do wody
Co za ulga 
Basior właśnie się obudził. Otworzył oczy.
- Cześć. - Mruknęłam
- Cześć.
Po tym wilk znów zasną. Zanurzyłam się całkowicie. Uwielbiałam pływać, szczególnie kiedy na lądzie czuje się jak na patelni.

                                  *** 
Powoli zbliżał się już wieczór a basior dalej spał. Zaczęłam powoli się zastanawiać, czy jak przyjdę tu jutro, też zobaczę go w tej śpiącego w tej samej pozycji. 

Yume? ( Sorry że takie krótkie, nudne zresztą też, nie miałam weny) 

.:AKTUALNOŚĆI:.

Nowa aktualizacja watahy będzie już niedługo :D Encyklopedia już prawie zapełniona, poczekajcie jeszcze troszkę! ~ Amera

Od teraz można być człowiekiem! Zapraszamy do wysyłania zdjęć lub artów twojej postaci jako człowieka.

.:TOPKA:.

© 2017 Eternal Wolves.
All rights reserved.
Design by Agata.