Twitter

.:EVENTY:.

Trwa teraz event pt. "Parada dusz"
Zainteresowanych zapraszam tu: KLIK

.:POGODA:.

Dni stają się coraz dłuższe, a noce krótsze. Cieplejsze dni zawitały do nas, a zimniejsze odeszły daleko daleko stąd. Cała przyroda została już praktycznie obudzona, kwiaty na drzewach i łąkach zaczęły rozkwitać, widać ciężarną zwierzynę co zapowiada ich przetrwanie gatunku a dla nas wspaniałe pożywienie. Wiosna jest okresem częstych deszczy, słonecznych dni, a także wiecznych. Pogoda potrafi się szybko zmienić w ciągu dni, dlatego trzeba być przygotowanym na wszystko. Wiosna to doskonały okres aby poznać swojego przyszłego partnera lub partnerkę, z którą spędzimy możliwe i całe nasze życie.

.:SKYPE:.

Chcesz z nami pogadać na skype? Nie ma problemu! -> KLIK
Jeżeli klikniesz ten link na górze, przeniesiesz się na skype jedynie z możliwością pisania na czacie.
Jeżeli jednak chcesz porozmawiać z nami, z głosem ale bez kamerek, to śmigaj na Skype/zainstaluj Skype i zaproś do znajomych Amerę(Skype -> Amera Castelss), a Amera doda Cię do grupy.
Jak na razie z rozmowy skorzystali: AmeiS, Amera, Lexie, Dannyl, Raven, Luka, Tiago, Xerda oraz Slake!

.:INNE:.

Chcesz coś zmienić w watasze? Oceń Eternal Wolves i powiedz nam czego oczekujesz! -> KLIK

Pamiętaj, aby obserwować nas na Twitterze! Ikonka Twittera znajduje się po prawej stronie od loga watahy!

Czegoś nie rozumiesz? Może chcesz zadać pytanie na asku? -> KLIK

.:KONTAKT:.


AMERA - Adminka
(zmniejszona aktywność)
Doggi - Ali010612
Howrse - Ali010612
Gmail - Sieralioness222@gmail.com
GG - 48141426
Skype - America Castelss

RITSU - Moderatorka
Doggi - lisia98
Howrse - lisia98
Gmail - lisia9855@gmail.com

SHIRO - Moderator
Doggi - cocolino98
Howrse - timenta
Gmail - korzystam z Ritsu gmaila

LEXIE - Moderatorka
(zmniejszona aktywność)
Howrse - Aleksa2003
Gmail - lexie.black01@gmail.com

RAVEN - Moderatorka
Howrse - Fugitive Raven
Gmail - fugitiveraven@gmail.com

.:WYŚWIETLENIA:.

.:WILCZE POGADANKI:.

Pogadaj z nami anonimie jeżeli chcesz :3 Nie zmuszamy, ale miło by nam było gdybyśmy się zapoznali :D

Od Kise do Angel

Data:
31 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałem się na Tenshi z niepewnym uśmiechem..
-Ja przecież nie wiem gdzie spędzałaś czas jak byłaś szczeniakiem!-krzyknąłem
-No tak.. Ja też nie pamiętam..- zawstydziła się
Spojrzeliśmy się na towarzyszkę Angel.
-Ja tym bardziej nie wiem!-krzyknęła zdenerwowana
Wybuchłem z waderą radosnym śmiechem. Aniji patrzyła się na nas rozbawiona i lekko zła. Gdy się uspokoiliśmy popatrzyłem się na białą waderę.
-A masz jakiś awaryjny plan?-zapytałem energicznie
-Chyba za bardzo nie..
-No to pięknie..- westchnąłem i popatrzyłem się na horyzont
-Ej, nie smutaj! Wymyślę coś!- uśmiechnęła się pocieszająco
Skinąłem łbem i wpatrywałem się w waderę. Wyczekiwałem, aż coś powie. Jednak po dłuższym czasie nic takiego nie nastąpiło. Nie mogłem  już usiedzieć w miejscu. Nie mogłem! Przebierałem nerwowo łapami uśmiechając się przy tym.
-Chyba mam pomysł...-odparłem już zniecierpliwiony
-Jaki?-zapytała zaciekawiona
-Przejdziemy się.-uśmiechnąłem się zachęcająco
-Tylko tyle?
-No możemy wtedy napotkać jakieś miejsce, które jest związane z twoim dzieciństwem..-powiedziałem z uśmiechem
Angel? ;3

Ochrania słabszych...

Data:
31 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

.:Black:.

19 lat | Wadera
~*~
Opis: Black to wadera ponad przeciętnie odważna i bardzo pewna siebie. Jest bardzo uparta w dążeniu do celu i nic jej w tym nie zatrzyma. Te cechy prowadzą ją bardzo często w nieprzewidziane kłopoty, które już pokazują, że Black ma wielkiego pecha. Jest niezdarna, ale i bardzo zwinna. W każdym pojedynku próbuje przestrzegać kodeks honorowy, który nakazuje bez warunkową ochronę słabszych i młodszych od niej, co z kolei podkreśla jej i umiejętność poświęcania się dla dobra innych... Ale może cofnijmy się troszkę dalej? Black żyła normalnie. Jak dorosła opuściła rodzinę, a później znalazła tą watahę. Nic ciekawego...
~*~
Unikalna Moc: Metamorfoza - Black może Zmienić się (bądź innego wilka) w inne zwierzę. Jednak traci w ten sposób energie.

Pozycja: Wojowniczka
Genealogia:
Matka - ?
Przyszywana matka - Linka
Ojciec - Less
Babcia ze strony ojca - Miss
Brat - Asaki
Żona mojego brata - White
Siostrzeniec - Harry
Siostrzenica - Klara

Umiejętności:
~ Siła (★)
~ Zwinność (★)
~ Szybkość (★)
~ Wytrzymałość (★)
~ Zdrowie (★)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Relacje:
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wataha: Nikogo nie zna.
Poza watahą:
Less. - Lepszego ojca sobie Black nie zażyczy!
Miss - Często pomagała babcia i przynosiła jej jedzenie, Miss jej się zawsze odwdzięczała.
Asaki - Uśmiech na pyszczku Black i Asakiego zawsze widać było uśmiech gdy się spotykali. Super brat!
Harry i Klara - Cały czas się kłócili. Black musiała ich uspokajać.
White - Black była dla niej chamska, i White dla niej też.
Linka - chłodnawe stosunki, zdecydowanie. Jednak Black tego nie okazuje.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kontakt: EmilkCat2007/howrse|name/doggi
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Od Jason'a do Reyny

Data:
30 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zaczęliśmy rozmawiać o czymś, w pewnej chwili powiedziałem:
-Wiesz w mojej rodzinie jest nawet okey, ale byłoby lepiej jak Niall nie byłby taki... delikatny? Tak jak dziś, mi do nosa wlało się nawet sporo wody, a dla niego tylko trochę i już zaczą wyzywać mnie od patafianów. A jak jest u ciebie w rodzinie?
Wadera nagle posmutniała i spuściła łeb.
-Ja nie mam rodziny. -powiedziała przygaszonym głosem.
-Yyy... Przeoraszam. Nie wiedziałem.
-Nic się nie stało. Wychowuje mnie lider i jakoś się trzymam.
Nagle usłyszałem wycie taty. Wołał mnie i Ange na obiad.
-To mój tata. Muszę iść na obiad. Chcesz iść ze mną?
-Nie. Poza tym, pewnie Dajki będzie mnie zaraz wołał. A poza tym nie chcę sprawiać kłopotów.
-No dobrze. Jak chcesz. Do zobaczenia puźniej.
Powiedziałem i poszedłem w stronę domu.
***
Po obiedzie poszedłem w te samo miejsce, gdzie ostatni raz widziałem się z Rey. Nie było jej tam, więc poszedłem za jej zapachem. Akurat szła w stronę kamienia. Nie wzauwarzyła mnie, więc schowałem się w krzaki. Gdy była w dobrej odległości ode mnie, wyskoczyłem z nich i skoczyłem na nią.
-Cześć. -powiedziałem
-Hej. -odpowiedziała.
-Sorki za wcześniej. Wiesz teraz powiem coś bardzo szalonego. Tak szalonego jak ja sam. Zakochałem się.
Wadera zeszła ze mnie i zaczęła:
-Jason, ja...

Reyna?

Od Yeleny do Fumiko

Data:
30 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Piękne - skomentowała, opierając łeb o mój bok.
- Tata był dla ciebie bardzo ważny prawda?
- Tak - jej pytanie sprawiło mi ból.
Wspominanie taty nigdy nie będzie łatwe. W moim przypadku, bo jego część nadal żyje we mnie, przez co nie mogę zapomnieć.
 - Żałuję, że nie spędziłam z nim zbyt dużo czasu - usłyszałam cichy, smutny głos siostry.
 - Mogę ci od czasu do czasu opowiedzieć o nim więcej.
- Naprawdę? - spojrzała na mnie błyszczącymi oczami.
- Tak, o ile chcesz, oczywiście.
- Z chęcią -  uśmiechnęła się- Yelu, cieszę się, że cię mam. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
Prychnęłam, burząc nastrój, ale był trochę zbyt przytłaczający.
- Dałabyś sobie radę, Fumiko. Wbrew pozorom jesteś silniejsza niż ja czy Leon.
Uśmiechnęła się, ale widziałam, że mi nie wierzy.
- Wiesz, Fumi... Czasem żałuję, że to ja odziedziczyłam moc ojca. Że dźwigam na swoich barkach ten ciężar. Bardzo się boję, że kogoś skrzywdzę. Wolałabym... Wolałabym się od was odsunąć, żeby nie stawać się zagrożeniem, ale jestem na to zbyt słaba.
Fumiko? I popsułam nastrój .v.

Od Maze do Kise

Data:
30 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Gapiłam się na kwiat jak cielę na malowane wrota. W moim dotychczasowym świecie raczej niewiele było piękna. Chociaż... Może i było? Nikt nigdy nie nauczył mnie patrzeć na coś pięknego. Liczyło się przetrwanie. Ale teraz podobno, podobno mam być bezpieczna, więc dlaczego by nie zwracać na otoczenie większej uwagi? Lustrowałam roślinę, znajdując co raz to nowe szczegóły. A to nietypowy kąt padania cienia, a to odblask światła w liściu. Zamrugałam, czując na sobie czyjś wzrok. Spojrzałam na Kise nieco speszona. Odłożyłam kwiat.
Basior z uśmiechem włożył mi go za ucho.
-Ładnie z nim wyglądasz- powiedział.
Ku mojemu zdumieniu, nie bardzo wiedziałam co powiedzieć. Zawsze pyskata i wyszczekana, a tu nagle pustka.
- No co ty nie powiesz? - prychnęłam, próbując ukryć zmieszanie.
Basior tylko się uśmiechnął.
- Pokażesz mi jakieś ciekawe miejsce? - zapytałam.
Oczywiście, mogłabym się zmyć i poszukać czegoś na własna łapę, ale... kto wie co żyje na tych terenach? Koniec w paszczy potwora nie bardzo mi się uśmiecha.
Skinął głową, ale jego domyślne spojrzenie sprawiło, że musiałam odrobinę popsuć miły nastrój.
- Nie zrozum mnie źle, nie potrzebuję niańki! Tylko... Nie chcę ominąć czegoś interesującego - wymyśliłam na poczekaniu powód.
Kise? Uroczo ^^

Od Reyny do Jasona

Data:
30 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zeszłam z Jasona, odsuwając swój nos od jego. Poczułam, że się rumienię i na chwilę spuściłam wzrok na łapy.
Rey, nie pora na amory! Jesteś mała, a niedawno straciłaś matkę! Obudź się!, skarciłam się w duchu. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na basiora, któremu oczy świeciły się z radości.
- To super! – uśmiechnęłam się, żeby zamaskować smutek. On miał rodzinę, moc… był prawdziwym szczęściarzem, a ja? Ja byłam zwyczajna, niczym się nie wyróżniałam. Jak można było lubić taką pospolitą waderę?
- Pokazać ci? – zaproponował, a widząc go wesołego, udzielił mi się jego entuzjazm. Cieszyłam się z jego szczęścia, chociaż miałam przez to trochę nieprzyjemności.
- Okej – odsunęłam się od niego o kilka kroków, po czym wskoczyłam na głaz. Miałam z niego dość dobry widok na polanę, a gdyby Jasonowi coś nie wyszło, nic by mi się nie stało. Basior zaczął biegać, a wokół jego łap pojawił się płomień sprawiając, że samiec przyspieszył. Obserwowałam go z fascynacją i podziwem, jednocześnie zastanawiając się jaką ja będę mieć moc. Może nigdy jej nie dostanę? Może trzeba być kimś, żeby ją dostać, a zwykłe wilki jej nie dostają? Pozostało mi czekać do dorosłości.  Jason w końcu zatrzymał się. Ciężko dyszał, ale widziałam, że był z siebie dumny.
- I co myślisz? – spytał, a jego ogon kołysał się rytmicznie.
- Fajna moc – skomentowałam, przegryzając wargę.  – Przeprosisz Nialla w moim imieniu? Wyszło wtedy dość niezręcznie…
Jason?

Od Jason'a i Niall'a do Reyny

Data:
30 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
NIALL
-Tak. Wszystko gra, ale chcę pobyć sam z rodzicami. -powiedziałem i zrobiłem krok do przodu.
Ale niestety potknąłem się i wpadłem na Reyene, a nasze nosy się stykały. Po chwili usłyszałem cichy pisk brata i głośny szelest w krzakach, potem bieg. Wstałem i pomyślałem: Dobrze mu tak.
-Przepraszam. -powiedziałem.
-Nic się nie stało, ale twój brat, chyba się pogniewał. -odpowiedziała.
-Nic mu nie będzie. Zaraz mu przejdzie, ale ja i tak wracam do jaskini. -odszedłem.
JASON
Pobiegłem za waderą. Po chwili słyszałem ich rozmowę, a gdy lekko wychyliłem łeb zza krzaka zobaczyłem coś, co ukuło mnie w serce. Zacząłem biec ile sił w łapach i jak najdalej od nich. Jak oni mogli mi to zrobić? -pomyślałem. Nagle poczułem silne pieczenie w łapkach, oraz dziwne ciepło. Spojrzałem na nie, paliły się, a ja biegłem tak szybko jak jeszcze nigdy. Szybko zachamowałem, ale i tak walnąłem się o wielki głaz. Spojrzałem na łapy jeszcze raz. Teraz były normalne.
-Co to było do jasnej ciasnej? Czy to... moja moc? -powiedziałem sam do siebie.
Nie mogłem w to uwierzyć. Z opowiadań rodziców wynikało, że dostali swoją moc, gdy dorośli. Byłem tak szczęśliwy, że nie zauwarzyłem, kiedy Rey znalazła się koło mnie. Skakałem do góry uradowany.
-Jason... -powiedziała wadera.
Złapałem ją za przednie łapy i zacząłem ,,tańczyć" i krzyczeć:
-Mam moc! Mam swoją moc!
Potem oboje upadliśmy, nasze nosy prawie się stykały. Złączyłem je i wyszeptałem z uśmiechem:
-Mam moc.

Reyna?

Od Yoshiko do Dajkiego

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Patrzyłam, jak Vera skołowana opuszcza jaskinię. Uśmiechnęłam się pod nosem, po czym wstałam i dołączyłam do siedzącego nieopodal lidera.
-Żebym musiał mu skórę ratować.. - basior wzniósł oczy ku nieba.
-To świadczy wyłącznie o tym, jaki jesteś wspaniałomyślny i dobrotliwy.. - czule pocałowałam go w policzek.
-Wiem, ale.. Nie teraz.. - mruknął cicho kierując wzrok na gromadkę dzieci kłębiących się wokół groty. Spojrzałam w stronę brykających maluchów.
-Aż dziwne, że w tak krótkim czasie stworzyłeś pokaźne przedszkole, a żaden z obecnych tu szczeniaków nie jest twój - podzieliłam się z nim swoją uwagą.
-A co? Tak ci zależy żebym znalazł sobie partnerkę? - wyszczerzył kły w szerokim uśmiechu.
-Przecież wiesz, że nie o to chodzi - naburmuszyłam się kierując wzrok w druga stronę.
-Tylko się z tobą tak droczę - szturchnął mnie łokciem.
-Te twoje 'przekomarzanki' prawie zepsuły mi humor - prychnęłam.
-Chyba nawet wiem, jak go naprawić... - szepnął mi do ucha -Dzieci, chodźcie do mnie! - przywołał je gestem łapy.
Maluchy potykając się o plątaninę łapek podbiegły bliżej radośnie merdając ogonkami. Z uwagą przyglądałam się, jak Dajki sprytnie przekonuje je do wyprawy nad jezioro. Szczeniaki przyjęły propozycję zgodnym chórem i już po chwili ostatni z nich zniknął nam z oczu.
-Chytrze to wymyśliłeś - mrugnęłam w jego stronę -Jesteś mistrzem planów i podstępów..
-Czyżby tylko ich?
Dajki złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Napierając na mnie całym swoim ciałem basior popchnął mnie do jaskini, po czym ostrożnie przygwoździł do ziemi. Jego czułe buziaki lądowały na każdym milimetrze mojej skóry.
-Dajki, a co z Akashim? - zapytałam wracając pamięcią do niedalekiej przeszłości.
-Nie martw się, kara go nie ominie..
Słysząc jego słowa bez namysłu przyciągnęłam go mocniej do siebie. Dajki poczuł nagły przypływ emocji z mojej strony, dlatego nie czekając na zachętę gwałtownie wszedł we mnie. Był zdecydowanie bardziej porywczy niż ostatnio. Jęczałam za każdym razem, gdy jego członek docierał do końca.
-Ciszej.. - zbeształ mnie, choć sama dobrze wiedziałam, że powoli przekraczam górną granicę. W każdej chwili ktoś mógł nas usłyszeć. Minimalnie ściszyłam wydawane przeze mnie dźwięki, a zabawa trwała dalej.
Basior co chwila zmieniał tempo, czym doprowadzał mnie od szału. Całkowicie oddawałam się jego woli. Czułam, że dojście jest jedynie kwestią czasu. Westchnęłam głęboko, gdy lider pochylił się nade mną i delikatnie przygryzł moje ucho zostawiając na nim kilka pocałunków.
Dajki odwrócił się zmieniając pozycję tak, aby jego członek mocniej ocierał się o mnie. Poruszał się rytmicznie dotąd, aż z mojego ciała wydobyła się biała ciecz. Basior pochylił się, a następnie zlizał ją zostawiając na moich ustach wilgotny pocałunek.

Dajki? Mam nadzieję, że choć trochę cię udobruchałam :3

Od Angel: W pogoni za przeszłością cz. III ( zburzona barykada ); do Kise

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Więc to tak. Kise to demon, a ja to anioł. Pięknie!
- Rozumiem. Teraz powinniśmy rzucić się do walki, jak nasi przodkowie.- westchnęłam.- Ale mi się nie chce. Po tym jak spadłam z klifu wszystko mnie boli.- basior spojrzał na mnie pytająco. - Nie ważne., w każdym razie w wyniku tego wypadku straciłam wszystkie wspomnienia. Z garstki informacji, które udało mi się przypomnieć, dowiedziałam się jak nazywa się ta wataha, Eternal Wolves i mam na imię Tenshi, jednak to nie wszystko, bo znałam jeszcze twoje imię.
- Moje?- przerwał mi Kise.- Przecież nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy, nie znałem nawet twojego imienia...
- Właśnie! Dlatego stwierdziłam, że jesteś kluczem do odzyskania wspomnień. Teraz już rozumiem troszkę więcej. Skoro stoimy po dwóch rożnych stronach barykady, to czy to wszystko nie powinno nas do siebie zbliżyć...? Czy nie powinniśmy zburzyć barykady?
- No nie wiem. W końcu po coś ona była...
- Prooooszę!- zrobiłam słodką minkę.- Pomóż mi. Co ci szkodzi?
- Skoro nalegasz.- westchnął, a potem uśmiechnął się szeroko.
Ten uśmiech był zaraźliwy. Ja także się uśmiechnęłam, a w ślad za mną poszła Aijin.
- To co planujesz najpierw?
- Miałam nadzieję, że jak tylko cię zobaczę to wspomnienia wrócą, ale o dziwo to wcale nie jest tak proste, jak myślałam.
- Przeliczyłaś się.- zaśmiał się Kise.- Czyli nie masz planu?
Zamilkłam na chwilę. Wysiliłam mózgownicę i pomyślałam, co mogłabym zrobić.
- Może odwiedzimy najpierw kilka miejsc, związanych bezpośrednio z moim dzieciństwem i ogólnie życiem?- zaproponowałam.

Kise?

Romantyczny kombinator...

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
.:IKKI HAYUKS:.
Mika
WIEK: 22 lat 
PŁEĆ: Basior 
RASA: Anioł
PŁODNOŚĆ| CIECZKA: Płodność | Nie dotyczy
PARTNERKA: -
OPIS: Ikki nie pamięta praktycznie nic. Wie tylko że Fel to jego przyjaciółka i to od dawna. Pierwszymi wilkami jakie zobaczył po obudzeniu się to był Dajki i Kaname. Stali nad nim i wpatrywali się w niego. To właśnie od nich dowiedział się trochę o tym miejscu i o tym że jest aniołem. Opowiedzieli mu wtedy o Diamentowych Strażnikach. Poczuł że musi jakoś im podziękować za to że żyje i dlatego wybrał sobie odpowiednie stanowisko na to. Siedząc w świątyni kilka razy odwiedził go ptak, poczuł że on ma coś wspólnego z Diamentowymi, że to ich wysłannik. Jego ulubionym zajęciem jest zajmowanie się ogrodem. Mieszka w nim pełno dziwnych małych stworzonek, które legną do niego, ale ulubienicą jest Fel, w sumie nic dziwnego. Ikki to wilk, który przede wszystkim widzi wszędzie dobro. Mimo że jest aniołem to często bywa bezstronny jeżeli chodzi o anioły i demony, taka jego praca. Nie przepada za tymi drugimi, ale jeżeli jakiś przyjdzie po pomoc to mu jej udzieli. Często jest uśmiechnięty i miły, oczywiście denerwuje się też czego nie umie ukrywać. Kiedy się wkurzy potrafi zranić, czego nie lubi. Jest typem wilka, po którym widać co myśli, jaki ma humor i jakie ma uczucia względem innych. Dobro widać u niego z daleka, nie lubi krzywdzić innych. Stara się każdemu pomóc jak tylko może. Nie często widać go na terenach, zazwyczaj siedzi w świątyni i przyrządza różne specyfiki czy leki. Jeżeli się go stamtąd nie wyciągnie to będzie tak siedzieć. Fel często odgania go od pracy i każe mu iść, albo przypomina mu o jedzeniu, czy też że pora iść spać. Oczywiście nie jest tak na co dzień, to tylko tak gdy ma jakąś pracę. Jest romantykiem i to ogromnym. Do każdej samicy posiada szacunek, uważa je za piękne istoty.  Jest silnym wilkiem, ale są silniejsi od niego. Można nazwać go kombinatorem, kiedy nie radzi sobie kombinuje aby ułatwić sobie wszystko. Zawsze stara się wykonywać swoje zadania.
OPIS WYGLĄDU:  Jest dobrze zbudowany i dość silny. Posiada sierść w trzech kolorach. Oczy ma brązowe, a czasem pod światło wydaje się że są miodowe.
OPIS PRZEMIANY:  Jego sierść robi się jasno niebieska, a gdzieniegdzie jest ciemno niebieska. Rosną mu duże skrzydła tego samego koloru co sierść. Łapy zmieniają się na ptasie. Sierść na pysku po bokach robi się dłuższa i przybiera kolor jasnego brązu, nad oczami jest jasno niebieska, a od czoła aż po uszy ( razem z nimi) jest ciemno niebieska. Z tyłu głowy wyrastają mu dwie pary długich piór, jedne krótsze drugie dłuższe. Oczy robią się żółte, lub białe, to zależy jak słońce pada. Ogon to jedno wielkie skupisko piór w kolorach sierści.
UNIKALNA MOC:. Dźwięk - Potrafi wytwarzać przyjazne dźwięki przy których można się zrelaksować lub zabawić. Może także wytworzyć paraliżujące lub nawet śmiertelne niesłyszalne dźwięki (może je skierować na danego wilka). Potrafi zrobić barierę dźwiękoszczelną. Może także słyszeć czyjeś rozmowy ale nie ze zbyt dalekich odległości. Nie może zbyt długo korzystać ze swoich umiejętności w ciągu dnia, gdyż kolejnego dnia może mieć problem ze słuchem.
POZYCJA: Arcy Duchowny, Medyk

UMIEJĘTNOŚCI:
~ Siła (★)
~ Zwinność (★)
~ Szybkość (★)
~ Wytrzymałość (★)
~ Zdrowie (★)
~Unikalna moc(★)

RELACJE
Wataha
Dajki – przywódca, szanuje go za to że wskazał mu drogę
Akashi - demon który przychodzi do niego na spowiedź
Kaname – jest jedynym demonem któremu ufa
Luna – lubi ją i to bardzo
Rodzina:
Ojciec:  Savo
Matka:  Tifani
Inni: 
Fel – przyjaciółka od dawna
Międzygatunkowe:  Szanuje wszystkich
SOLARY: 120 S
EKWIPUNEK: Jajo
CIEKAWOSTKI:
- Ma zachwiania osobowości z miłego i troskliwego na wrednego lubującego się umazać krwią (czasami się to zdarza, zazwyczaj po zmroku)
- Lubi niebieskie i fioletowe kwiaty
- Nie przepada za potworami
OSIĄGNIĘCIA:
PRAGNIENIA:

by Nanarc

Awans!!!

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Tak trochę cicho na stanowiskach. Rzadko spotyka się opka żeby była opisana praca na stanowisku, wolałabym aby było ich więcej jednak. Teraz czas na ogłoszenia parafialne odnośnie awansów. Mamy kilka pustych głównych stanowisk:

Przywódca Biegaczy - Tomoe
Dowódca Obrony - Kise
Przywódca Polowań - Mikoto

Mamy także dwójkę nowych Gamm. Żeby zostać Gammą trzeba się udzielać i to dużo nie tylko opkami ale też dobrą radą i zawsze można na tym kimś polegać. Tak więc nowymi Gammami zostają: Lexie i Yelena

Od Kise do Angel

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Moje oczy zabłyszczały czerwienią. Podszedłem o jeden krok bliżej do wadery patrząc się na nią z powagą. Wadera z przerażoną miną ciągle czekała na moją odpowiedź. Wyczułem w niej coś dziwnego i jakże dla mnie obcego. Prowadziło mnie to do niepokoju i wrogości do Angel. Może to anioł? Zmarszczyłem brwi i przyglądałem się jej z ciągle poważnym wyrazem twarzy.
-Anioł..-wyszeptałem tak, że tylko ja to słyszałem, ale dostrzegałem w swoim głosie wrogość
-A może ty mi powiesz czy jesteś aniołem?- powiedziałem dosyć chłodno
-J-ja..-urwała i dodała pewniej- Nie wiem!
-Jak to nie wiesz? Ja wy..-przerwałem nagle, bo moją uwagę odwrócił szelest przy drzewie
Wpatrywałem się przez chwilę w drzewo. Jak nie zauważyłem tam nic interesującego wróciłem wzrokiem do wadery i jej towarzyszki.
-Dokończysz..?-zapytała się Aijin 
Zapomniałem co miałem powiedzieć. Pokręciłem przecząco łbem.
-Bo wiesz mi się wydaję, że Tenshi to anioł.. Imię Angel oznacza anioła. A i imię Tenshi także! I jakoś opis anioła mi do niej pasuje- rozgadała się kotka
Uśmiechnąłem się, bo brakowało mi tak rozgadanej osoby.
-I ma w sobie krew anioła..-powiedziałem bez większych emocji, nie było to dla mnie jakieś nadzwyczajne, bo sam byłem demonem
Angel? ;3

Od Fumiko do Yeleny

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Dawno dawno temu, gdzieś daleko, daleko stąd, żyła sobie wilcza rodzina, mam, tata i ich dzieci, w tym jedna córka Nima. Żyli sobie szczęśliwie, ale nadeszła susza i zwierzęta zaczynały odchodzić ze swoich pastwisk. Wilki nawiedził głód. Wiele małych szczeniąt umierało i ojciec małej Nimy nie mógł patrzeć na cierpienie swoich dzieci. Zaczął wyruszać coraz dalej i dalej, by zdobyć pożywienie. Jego kolejna wyprawa coraz bardziej się przedłużała i wszyscy myśleli, że ojciec wilk umarł. Nima jednak wciąż wierzyła, że on żyje, a nie może trafić z powrotem. Mała wadera udała się do ludzkich siedzib, skąd wzięła ogień. Jednak kiedy doniosła go do domu, zdążył już zgasnąć. Zrozpaczona wadera dmuchnęła więc na rozżarzoną gałąź, a drobinki żaru uniosły się w powietrze, tworząc punkty na niebie, które zgodnie z pragnieniem szczenięcia miały wskazać drogę do domu jej ojcu - Yelena zakończyła opowieść patrząc w niebo.
- Piękne - skomentowałam opierając łeb o bok siostry.- Tata był dla ciebie bardzo ważny prawda?
- Tak - zerknęła na mnie, a ja zauważyłam w jej oczach ból. Smutek po śmierci ojca nie minął, a wspominanie go nie było dla niej łatwe.
- Żałuję, że nie spędziłam z nim zbyt dużo czasu - z mojego oka kapnęła łza. Zapamiętałam go jako basiora, który przyglądał się nam opiekuńczo, a jego głos, pomagał nam zasnąć. Mama bardzo go kochała, był dla niej całym światem. Zastanawiałam się czasami, co by z nią było, gdyby nie my. Zrobiłaby sobie coś? Czy wróciłaby do starej watahy, do swoich rodziców których czasami wspominała?
- Mogę ci od czasu do czasu opowiedzieć o nim więcej - zaproponowała wspaniałomyślnie.
- Naprawdę? - spojrzałam na nią z nadzieją. Zauważyłam, że w jej oczach odbijają się gwiazdy, co wyglądało naprawdę ślicznie.
- Tak, o ile chcesz, oczywiście.
- Z chęcią -  uśmiechnęłam się.- Yelu, cieszę się, że cię mam. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
Yeluniu? Uroczo, prawda?^^

Od Leona do Hikaru

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

-Karu!- zawołałem widząc białego basiora. Podbiegłem do niego jak najszybciej potrafiłem, ledwo co wyhamowując.
-Hikaru.. Ja przepraszam..-powiedziałem patrząc się mu w oczy.
-Za co?- zapytał niepewnie, patrząc na mnie z ciekawaością mieszaną z niepokojem.
- Fumi mi wszystko powiedziała - wyjaśniłem mu, czekając na jego reakcję
- Co? - był zszokowany. Zaczął nerwowo się przechadzać, zerkając na mnie co chwilę.- Dlaczego? Po co to mówiła?
- Zmusiłem ją - spuściłem wzrok, bo dotarło do mnie co zrobiłem. Użyłem na niej swojej mocy, chociaż obiecywałem sobie, że nie zrobię temu nikomu z rodziny.- Ale... nie jesteś na mnie zły?
- Jestem, to znaczy nie, jednak...nie wiem Leon - zająknął się i zatrzymał. Zawahałem się przez chwilę i przytuliłem go.
- Braciszku, czemu nic nie powiedziałeś? Po co nam były te wszystkie kłótnie? - zapytałem wtulony w jego sierść, tak samo jak on w moją.
- Chciałem, ale on....- poczułem łzy spływające po mojej piersi. Uspokoiłem go mocą i chcąc poprawić mu humor bez użycia czaromowy powiedziałem:
- Dziękuję, że zająłeś się Fumi. Ona...naprawdę jest ci wdzięczna i żałuje, że tak reaguje na ciebie i innych basiorów - wtedy na mój pysk wstąpił grymas złości. Ściszyłem wtedy głos, odsuwając się od niego- Nawet na mnie.

Hikasiu?^^

Od Fuyu do kogoś

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Moje życie dawno straciło sens. Nie ukrywam. Mój świat był w ruinie, myślałem, że gorzej być nie może. Było. Zginęli moi rodzice. Zawiodłem siostry. Zawiodłem Nashi. Zawiodłem wszystkich...
Cóż zrobić, trzeba żyć dalej...
Wędrowałem właśnie bez celu, przy południowej granicy, gdy nagle usłyszałem dziwny dźwięk... Coś w stylu warczenia połączonego z piskiem.
Postanowiłem być hardy i nie uciec, jednak gdy dźwięk powtórzył się, tym razem głośniej, uciekłem z podkulonym ogonem.
"Co to mogło być? Potwór? A może wilk?" zastanawiałem się, gdy już odszedłem na odpowiednią odległość.
Postanowiłem, że lepiej będzie pójść do mojej jaskini, ukrytej gdzieś w górach.
Ruszyłem w drogę, ale myśl o przerażającym dźwięku nie dawała mi spokoju. Oczyściłem umysł i przypomniałem sobie wszystkie dotychczas zasłyszane przeze mnie odgłosy, jednak żaden nie przypominał nawet owego dziwnego warczenia, pisku, czy buczenia. Więc co to było?
Poczułem jak mój żołądek skręca się ze strachu.
Usłyszałam kroki.
- Kto tu jest?!- krzyknąłem bez cienia strachu.

Któś?

Od Tomoe, Ritsu, Akashiego, i Dajkiego do Jeffrey'a, Shiro, Very i Yoshiko

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Tomoe

Udałem się na odnalezienie swojego syna. Może Kyo ma racje że za mało czasu mu poświęcam. Tylko dlaczego ja tego nie odczuwam. Wiem że jest moim synem, ale nic więcej nie czuję. Nie widzę sensu żeby z nim siedzieć, może to się zmieni kiedy od nowa go poznam. Szukałem i szukałem ale nie udało mi się go znaleźć. Wyglądało to jakby rozpłynął się w powietrzu. Tylko czy to możliwe? Nawet nie wiem jaką on ma unikalną moc. Jestem złym ojcem, jak nic. Szedłem lasem, krok za krokiem. Normalnie bym się poddał, ale jakoś tym razem nie mogłem. Było to dziwne, że tak nagle Akashi wybuchł. Poddałem się, był już wieczór i poszedłęm do swojej jaskini. Postanowiłem rano go poszukać. Z samego rana wyszedłem z jaskini. Dochodziło południe a ja dalej byłem w kropce.
- Gdzie idziesz? - usłyszałem głos Dajkiego
Obejrzałem się i zobaczyłem go w towarzystwie Yoshiko. Kilka razy widziałem tą samicę, ale nigdy bym nie pomyślał że mój brat będzie pokazywać się z taką waderą. Nie mam nic złego na myśli, tylko to dla mnie dziwny widok.
- Szukam Akashiego - odezwałem się
- Ja właśnie też - Dajki wydawał się poważny
- Coś zrobił? - zapytałem
- Można tak powiedzieć... - odpowiedział
- Dajki, chodź. Musisz go znaleźć... - Yoshiko na niego spojrzała
Po chwili oboje zniknęli w lesie. Zostałem sam. Kontynuowałem moje poszukiwania. Nastał wieczór, już miałem się poddać, ale zobaczyłem jak Akashi idzie w moją stronę. Ucieszyłem się i zacząłem iść w jego stronę. Stanąłem w miejscu gdy tylko zobaczyłem jego minę. Widziałem już wzrok tego typu i to nie jeden raz. Posiadała go Yomi i Saya, a także Shiro. Wzrok który wskazywał na rządzę krwi.
- Witaj ojcze - powiedział Akashi z dziwnym uśmiechem
- Wszystko gra? - zapytałem z obawą.
- Lepiej być nie mogło. Na początku może i byłeś kimś, inni się ciebie obawiali, ale teraz, przez tego słabeusza stałeś się nikim. Nie nadajesz się już na Alphę.
- Odwołaj to - warknąłem
- Wyzywam ciebie. Jeżeli przegrasz przestaniesz być Alphą, jeżeli ja przegram uznam że jesteś silniejszy i nigdy więcej nie wyzwę ciebie i będę ci posłuszny - Akashi był wkurzony
- Zgoda - zgodziłem się
Po chwili oboje biegliśmy na siebie. Walczyliśmy długo i zacięcie. Zadałem mu kilka poważniejszych ran, on mi tak samo. Jeżeli ta walka potrwa dłużej może skończyć się to dla kogoś tragicznie. Już miałem skoczyć na niego, ale jakaś siła pchnęła mnie na drzewo. Zobaczyłem że prawa noga jest przebita wielką gałęzią.
- I co? Nie jesteś już taki silny? - Akashi podchodził do mnie - Nie poznałeś nigdy na sobie co to znaczy mieć kontrolowaną krew, wdałem się w matkę...
Dalej nie wiem co się stało, bo widziałem już tylko ciemność.

Ritsu

Staliśmy tak nad jego ciałem. Oboje byliśmy zgodni co do jednego. Rozpaliliśmy ogień za pomocą żetonów mocy, aby ciało Lyle spłonęło. Kiedy nie zostało już nic z jego ciała musieliśmy ustalić co teraz zrobimy.
- Ritsu, Dajki to mój syn, Tomoe to mój syn, Akashi to mój wnuk... - zaczął
- Wiem, Akashi to także mój wnuk, ale nie możemy tego tak zostawić.
- A co z Tetsu? - zapytał
- Zajmijmy się Kyo, on jest bardziej niebezpieczny. Wiem jaki jest Tetsu, musiał mieć jakiś powód, ale to zostawmy już Dajkiemu.
- Masz rację...
Pobiegliśmy szybko do jaskini Dajkiego. Kaname powiedział że nie było go dzisiaj w nocy, poszedł gdzieś spać z Yoshiko, jakiś biwak czy coś. Nie zostało nam nic innego jak odnalezienie go. Ruszyliśmy przez las.
- Ritsu, nie możesz go wyczuć? - zapytał nagle Shiro
- Eee... no zapomniałem o tym - zaśmiałem się głupkowato - Wybacz
Użyłem swojej mocy i skupiłem się. Nie miałem zbyt dużego zasięgu ale udało mi się go wychwycić. Szybko pobiegliśmy w jego stronę.
- Tato... Wujku... Coś się stało? - zapytał zdziwiony
- Musimy ci coś powiedzieć. Znamy prawdę... - zaczął Shiro i spojrzał na Yoshiko
- Możecie mówić przy niej - powiedział Dajki gdy zrozumiał o co chodzi.
- Akashi i Tetsu - powiedział Shiro - To oni zabijali. Ritsu wyczuł ich na ciele Lyle... właśnie zabili Lyle, a my go spaliliśmy, jego ciało było w fazie rozkładu
- Podejrzewałem ich już wcześniej, ale oddalałem jednak tą myśl, nie chciałem wierzyć że to prawda- powiedział Dajki a potem na nas spojrzał - Dziękuję... Zajmę się wszystkim, możecie odpocząć...
Dajki wydawał się zły, ale normalny wilk tego by nie zauważył. Wiem to tylko dlatego że wyglądał tak samo kiedy dowiedział się że Saya nosi w sobie dzieci Tomoe... Razem z Shiro poszliśmy nad wodospad. Nie byliśmy już przy władzy, więc nie chcieliśmy się mieszać.

Akashi

Po incydencie z ojcem zdecydowałem się schować. Nie miałem zamiaru go widzieć. Niechcący trafiłem do terenów przeznaczonych tylko dla wilczej rady. Przed labiryntem stała jakaś samica. Nie kojarzyłem jej wcale ale miałem przeczucie że w jakiś sposób mam coś z nią wspólnego. Jej czerwone oczy wyglądały niesamowicie. Uśmiechnęła się do mnie, a moje oko zaczęło boleć. Kiedy na nią spojrzałem już jej nie było. Wystraszyłem się i poszedłem. Była noc, już usypiałem ale nie mogłem jednak zasnąć przez pewien jazgot. Wyszedłem to sprawdzić, jak się okazał to Vera zakłócała nocną ciszę. Pogadałem z nią i się uciszyła. Rano wstałem i udałem się na polowanie. Złapałem małego jelonka i pochłonąłem całego. Dzisiaj chciałem pozbawić mojego ojca stanowiska. Nie nadawał się na niego, był do niczego. To wszystko wina Jeffrey'a. Nie dość że pozbyłem się jego brata to on dalej trzyma się blisko mojego ojca. Jak na złość wpadłem na Verę.
-Cześć. -powiedziała
-A ty co taka radosna z samego rana? -zapytałem wkurzony jej widokiem
-Wiem kto stoi za tymi morderstwami. To ty i jeszcze jakiś wilk.
-Co ty pieprzysz!? -skoczyłem na nią, jak ona mogła się tego domyślić
-To co słyszałeś. -powiedziała i uwolniła się
-A teraz gdzie idziesz?
-Do lidera.
Nie mogła iść do wujka, Dajki nie mógł wiedzieć. Nie miałem innego wyjścia, skoczyłem na nią robiąc jej ranę na pysku. Zaczęliśmy walczyć. Nerwy mi puściły, podniosłem ją do góry i upuściłem. Straciła przytomność.
- Skoro mówię że nie pójdziesz to znaczy że nie pójdziesz. Jestem niepokonany, powinnaś o tym wiedzieć...
Zostawiłem ją tam gdzie leżała. Jak dla mnie mogłaby już nigdy się nie obudzić. Łaziłem cały dzień po terenach watahy, jakoś nie miałem ochoty na kogokolwiek się natknąć. Unikałem ojca jak tylko mogłem. Nie byłem jeszcze w nastroju na starcie. Zaczęło boleć mnie prawe oko, to samo co wcześniej. Byłem w pobliżu jeziora. W odbiciu wody zobaczyłem że boli mnie czerwone oko. Nie wiedzieć czemu nagle zrobiło mi się smutno. Usiadłem i zamknąłem oczy. Wróciłem wspomnieniem do tego dnia. Mama siedziała ze mną i z siostrą, oczekiwała Tomoe. Kiedy przyszedł wyglądał na zmarnowanego i zmęczonego. Moja siostra spała, ja przyglądałem się im. Była noc, rozgwieżdżona a na niebie nie było żadnej chmurki. Mama powiedziała żeby tata poszedł do Jeffrey'a skoro pokłócili się. Zrobił jak mu powiedziała. Spojrzała na mnie kiedy wyszedł. Mimo że się uśmiechała widziałem w jej oczach smutek, wtedy widziałem jak płacze. Podszedłem i ją przytuliłem.
- Ty go kochasz? - zapytałem
- To czy go kocham czy nie, nie ma znaczenia. Na początku go kochałam, wykonuje tylko swoje zadanie. Akashi, masz piękne imię tak jak twoja siostra. Jako najstarszy, kiedy umrę broń Yoshie i ... - zawsze nie mogę sobie przypomnieć tego
- Dobrze mamo - odpowiedziałem - Czy ty kochasz naszego lidera? - zapytałem
- Znam go od zawsze, nie zastanawiałam się nigdy nad tym ale kocham go, nie jak brata, ale nie powiem mu tego. Wiem że on mnie też, ale mówię mu że kocham go jak rodzeństwo. Akashi, słuchaj się Dajkiego...
Otworzyłem oczy. Te wspomnienia bolały za każdym razem. Dajki i dziadkowie znali prawdziwą Sayę, ale ja też ją poznałem. Ogarnął mnie teraz smutek i gniew. Wiedziałem że jestem gotowy. Wstałem i odnalazłem trop ojca. Po niedługim czasie stanąłem na przeciw niemu.
- Witaj ojcze - powiedziałem z uśmiechem na twarzy, czułem się inaczej, jakbym był wyzwolony i czekał na rozlew krwi
- Wszystko gra? - zapytał z troską w głosie
- Lepiej być nie mogło. Na początku może i byłeś kimś, inni się ciebie obawiali, ale teraz, przez tego słabeusza stałeś się nikim. Nie nadajesz się już na Alphę.
- Odwołaj to - warknął na mnie obnarzając kły
- Wyzywam ciebie. Jeżeli przegrasz przestaniesz być Alphą, jeżeli ja przegram uznam że jesteś silniejszy i nigdy więcej nie wyzwę ciebie i będę ci posłuszny
- Zgoda
Po chwili oboje biegliśmy na siebie. Walczyliśmy długo i zacięcie. Zadałem mu kilka poważniejszych ran, on mi tak samo. Ojciec był silny, myślałem że to był błąd, ale udało mi się mu dorównać. Walka była wyrównana. Widziałem że chce na mnie skoczyć. Jeżeli teraz by to zrobił mógłbym zostać jeszcze gorzej ranny. Użyłem krwi i rzuciłem nim o drzewo. Jego prawa noga była przebita gałęzią. Byłem usatysfakcjonowany tym że cierpi. Zacząłem do niego podchodzić.
- I co? Nie jesteś już taki silny? Nie poznałeś nigdy na sobie co to znaczy mieć kontrolowaną krew, wdałem się w matkę...
Nagle zamknął oczy. Żył ale był wykończony. Wygrałem i zgodnie z umową on przestał być Alphą. Nagle przed sobą zobaczyłem Dajkiego z Yoshiko. Wystraszyłem się ale starałem się być opanowany.
- Liderze... - zacząłem
- Akashi. Zgodnie z waszą umową Tomoe teraz już nie jest Alphą, wygrałeś walkę i obaliłeś swojego ojca. Teraz jednak musisz zapłacić za to że zabiłeś te wilki. Wiem że nie działałeś sam, z Tetsu porozmawiam innym razem. Teraz zajmę się tobą.
Bałem się. Chciałem użyć na niem mocy, ale nie potrafiłem. Moc moja na niego nie działała. Wycelowałem nią w Yoshiko, która zaczęła wić się z bólu. Było to przyjemne uczucie. Nagle Dajki znalazł się koło mnie. Nie widziałem jak szedł.
- Przestań - powiedział to ze spokojem
Zrobiłem jak kazał. On miał nade mną władzę.
- Dlaczego moja moc nie działa na ciebie?! - krzyknąłem
- Saya mnie uodporniła na nią. - był cały czas spokojny
- Ja... ja nie chce umierać... - bałem się i to bardzo, nie mogłem się nawet ruszyć
- Nie umrzesz. Jesteś moim cienie, zabiłeś ale mimo to nie zginiesz i nie usunę ciebie. Jesteś mi potrzebny, a poza tym nie jesteś wrogiem watahy. Zrozumiałem wszystko kiedy walczyłeś z ojcem, zabiłeś brata Jeffrey'a żeby ojciec nie mógł mieć dla niego czasu. Zabiłeś Cleo bo to matka Filly, chciałeś żeby ona znalazła pocieszenie u ojca jej dzieci, ale Lyle?
- On, to był wypadek... Nie rób nic Tetsu, to ja go do tego namówiłem...
- Spokojnie. Nic jemu nie zrobię. Muszę mieć pewność że będziesz się mnie bezgranicznie słuchać. Radzę ci być grzeczny, chcesz żeby twoje rodzeństwu stało się coś złego? - zapytał
- Yoshie umie o siebie zadbać jest silna!
- Nie mówiłem o niej. Posiadasz jeszcze młodszego brata. Przypomnij sobie Akashi, powód dla którego twoja matka zginęła. - Dajki patrzył mi się w oczy, każde jego słowo słyszałem wyraźnie
Zamknąłem oczy. Wróciłem wspomnieniami do przeszłości. Siedziałem z mamą i Yoshie nad wodospadem,
- Mamo kiedy tata przyjdzie? - zapytała siostra
- Nie wiem kochanie, może chcesz popływać? - zapytała
- Tak - Yoshie powiedziała i wskoczyła do wody
- Akashi, przepraszam że aż tyle na ciebie zrzucam. On potrzebuje ochrony także twojej nie tylko Dajkiego - spojrzała na brzuch z uśmiechem
- Ale to dziecko Tomoe, tak jak ja... - odwróciłem wzrok
- Ale nie będzie z zachowania czy wyglądu jego przypominać, jego charakter będzie bliski Dajkiemu.
- Czemu? - zdziwiłem się
- Dajki będzie się opiekować twoim bratem - spojrzała na mnie
- Jak będzie mieć na imię? Zapomniałem
Wiem że mam rodzeństwo. Wszystko zaczynałem rozumieć. Jednakże imię, nie mogłem przypomnieć sobie imienia. Znowu to samo. Zaszedłem tak daleko a znowu niczego nie osiągnę. Wtedy przypomniałem sobie. Otworzyłem oczy i spojrzałem na Dajkiego. Do moich uczy napłynęły łzy.
- Kaname to mój brat... - wyszeptałem a potem zrobiło mi się ciemno przed oczami

Dajki

Yo patrzyła się na mnie cały czas. Nie mogłem już dłużej czekać. Złapałem ją i przyciągnąłem do góry, a następnie ona wylądowała pode mną. Pocałowałem ją.
- Dajki...
- Tak?
- Ja... Przepraszam jeszcze raz... - jej słowa wydawały się szczere
Swoimi nogami rozchyliłem jej. Swoim członkiem powoli i delikatnie wszedłem w nią. Po chwili go wyjąłem i włożyłem znowu. Położyłem się na niej i zacząłem rytmicznie się ruszać. Ca jakiś czas wchodziłem głębiej że czułem opór, ona wtedy głośniej jęczała.
- Yo, nie musisz tutaj tłumić jęków, jesteśmy sami
Skinęła tylko głową. Po jakimś czasie musiałem zmienić pozycję. Ona leżała na brzuchu z uniesionymi biodrami w górę. Trzymałem się jej brzucha łapami. Mogłem bez przeszkód wchodzić w nią głęboko za każdym razem. Czułem że zaczyna powoli dochodzić. Na chwilę przestałem, żeby po chwili znowu zacząć się ruszać. Kiedy doszła usiadłem na kamieniu w pewnej odległości od niej. Odpoczęła i podeszła do mnie. Położyła się na brzuchu i rozchyliła mi tylne łapy.
- Co robisz? -zapytałem
- Skoro ja mogłam dojść to i ty - odpowiedziała stanowczo
Jej język śmigał w górę i w dół po moim członku. Potem włożyła go do buzi i zaczęła ssać. Położyłem jej swoją łapę na głowie. Kiedy wiedziałem że zaraz dojdę złapałem za jej głowę i przycisnąłem do siebie. Poczułem jej członkiem dotykam jej gardła. Po chwili wstała i zaczęła kaszleć.
- Przepraszam - uśmiechnąłem się do niej lekko
- Tym razem wybaczam - mruknęła
Objąłem ją i poszliśmy spać. Wstałem dosyć późno jak na siebie. Yo jeszcze spała, więc mogłem udać się na polowanie. Znalezienie zdobyczy nie było trudne. Mała sarenka nie uciekała zbyt szybko. Złapałem ją w paszczę i wróciłem do Yo. Spała dalej, obudziłem ją i razem zjedliśmy śniadanie. Czas było już wracać. W drodze powrotnej natknęliśmy się na Shiro i Ritsu. Ich informacja mnie zszokowała.
- Musimy go znaleźć i to szybko - powiedziałem do Yo i zaczęliśmy biec przez las
Jak na złość nigdzie go nie było. Nagle Yoshiko mnie szturchnęła. Zobaczyłem Tomoe.
- Gdzie idziesz? - powiedziałem na tyle głośno żeby mnie usłyszał
Kiedy się odwrócił wydawał się zaskoczony.
- Szukam Akashiego - odezwał się
- Ja właśnie też
- Coś zrobił? - zapytał zdziwiony
- Można tak powiedzieć... - odpowiedział
- Dajki, chodź. Musisz go znaleźć... - Yoshiko na mnie spojrzała
Poszliśmy dalej. Idąc i rozglądając się znaleźliśmy nieprzytomną Verę. Za pewne to robota Akashiego, tylko co jest jego celem?
- Yo zabierz ją do mojej jaskini
Yoshiko wzięła ją na grzbiet i poszła w stronę jaskini. Rozejrzałem się po lesie.
- Akashi co ty planujesz? - zadałem sobie pytanie
Poszedłem dalej go szukać. Miałem tylko nadzieję że obędzie się już bez trupów. W między czasie dołączyła do mnie Yo. Nastał wieczór. Już miałem iść do jaskini, ale zobaczyłem w oddali naszą zgubę. Kazałem Yo być cicho. Schowaliśmy się w krzakach. Akashi miał wzrok rządny krwi i bólu, zaczął się zatracać w swojej mocy. Przysłuchiwałem się całej rozmowie między Akashim a jego ojcem. Walka była wyrównana, ale Akashi okazał się być przebieglejszy. Wszystko zrozumiałem. Wyszedłem z ukrycia a Yo tuż za mną. Kiedy mnie zobaczył było widać po nim że się boi. Na jego miejscu też bym się bał.
- Liderze...
- Akashi. Zgodnie z waszą umową Tomoe teraz już nie jest Alphą, wygrałeś walkę i obaliłeś swojego ojca. Teraz jednak musisz zapłacić za to że zabiłeś te wilki. Wiem że nie działałeś sam, z Tetsu porozmawiam innym razem. Teraz zajmę się tobą. - patrzyłem na niego uważnie
Bał się coraz bardziej. Nie dziwiłem się temu. Spojrzał na mnie ale po chwili spojrzał na Yo, która zaczęła wić się z bólu. Był tak na niej skupiony że nie zauważył jak znikam i pojawiam się przed nim.
- Przestań - moje słowa były spokojne, puścił Yo
- Dlaczego moja moc nie działa na ciebie?! - krzyknął do mnie
- Saya mnie uodporniła na nią. - byłem spokojny, nie chciałem go rozzłościć bardziej, poza tym rzadko krzyczę
- Ja... ja nie chce umierać... - w jego głosie było słychać strach
- Nie umrzesz. Jesteś moim cienie, zabiłeś ale mimo to nie zginiesz i nie usunę ciebie. Jesteś mi potrzebny, a poza tym nie jesteś wrogiem watahy. Zrozumiałem wszystko kiedy walczyłeś z ojcem, zabiłeś brata Jeffrey'a żeby ojciec nie mógł mieć dla niego czasu. Zabiłeś Cleo bo to matka Filly, chciałeś żeby ona znalazła pocieszenie u ojca jej dzieci, ale Lyle?
- On, to był wypadek... Nie rób nic Tetsu, to ja go do tego namówiłem...
- Spokojnie. Nic jemu nie zrobię. Muszę mieć pewność że będziesz się mnie bezgranicznie słuchać. Radzę ci być grzeczny, chcesz żeby twoje rodzeństwu stało się coś złego? - zapytałem
- Yoshie umie o siebie zadbać jest silna!
- Nie mówiłem o niej. Posiadasz jeszcze młodszego brata. Przypomnij sobie Akashi, powód dla którego twoja matka zginęła
Zamknął oczy. Naprowadziłem go na poznanie prawdy, musiałem złamać hipnozę Ryuu. Mam nadzieję że nie będzie zły. Po jakimś czasie Akashi otworzył oczy, były pełne łez.
- Kaname to mój brat... - wyszeptał a potem runął na ziemię
Podszedłem do niego a Yo za mną. Była widać że jest spanikowana.
- Spokojnie, przełamał hipnozę, nic mu nie będzie. Idź do jaskini i sprawdź czy Vera się już obudziła.
- Dobrze - powiedziała i pobiegła
Wziąłem Akashiego na grzbiet i poszedłem tam gdzie nikt nie ma wstępu. Nie miałem powodu żeby zamykać go w Akumie. Zostawiłem go w Próżni, ona powinna ukoić jego ból i pozwolić mu wszystko przemyśleć. Kiedy wróciłem do domu był środek nocy. Yo czekała i powiedziała że Vera się jeszcze nie obudziła. Poszliśmy spać. Rano obudziła mnie Vera.
- Liderze! To Akashi zabił te wilki!
- To nie on... - powiedziałem wstając
- Jak to nie ona? - zdziwiła się
- Sprawdza został już złapany i ukarany. Akashi wczoraj ciebie ocalił i rozprawił się z tym osobnikiem. Pomyśleć że udało się komuś takiemu dostać na nasze tereny, nieznany mi wilk... - spojrzałem na nią
- Byłam pewna że to on...
- To nie on. Wracaj już do siebie
Po chwili wyszła. Odprowadzałem ją wzrokiem do gęstwiny. Yoshiko po chwili stanęła obok mnie.
- Żebym musiał mu skórę ratować...

Jeff? Vera? Yo?

Od Yakumo do Shayen

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wadera na początku delikatnie lizała mojego członka z każdej strony. Po chwili wzięła całego do pyszczka i zaczęła go ssać, bawiąc się nim przy okazji. Kiedy odsunęła się na chwilę od niego by odetchnąć, przewróciłem ją na plecy. Całowałem delikatnie brzuch wadery schodząc stopniowo w dół. Kiedy dotarłem do miejsca intymnego, zacząłem je delikatnie pieścić. Poczułem jak przez waderę przebiegł dreszcz podniecenia. Nagle wszedłem w nią bez uprzedzenia, a ona cicho jęknęła. Tym razem poruszałem się w niej gwałtownie i szybko. Wadera złapała mnie za kark i przyciągnęła bliżej siebie. Jej oddech był szybki, a serce waliło jak oszalałe. Pocałowałem ją namiętnie w usta. Kiedy stwierdziłem, że zaraz dojdę wyszedłem z niej i położyłem się obok niej, zmęczony i zdyszany. Shayen pocałowała mnie czule w nos, uśmiechając się szeroko. Odwzajemniłem uśmiech. Przytuliłem ją do mojego futra i ugryzłem ją delikatnie w ucho. Wadera cichutko zamruczała, po czym przytuleni do siebie zasnęliśmy.
~~~
Obudziłem się wcześnie rano, widząc, że Shayen słodko śpi postanowiłem coś upolować na śniadanie. Szybko wpadłem na trop sarny, którą szybko złapałem i przywlokłem do jaskini. Kiedy wkroczyłem ze zdobyczą Shayen już nie spała. Odstawiłem zwierzynę na bok i podszedłem do wadery.
- Dzień dobry-przywitałem się, delikatnie całując waderę w usta.
Uśmiechnęła się nieśmiało, po czym zjedliśmy wspólnie śniadanie. Po śniadaniu zauważyłem, że wadera ma na policzku resztki ze śniadania. Zaśmiałem się cicho. Shayen spojrzała na mnie pytająco. Podszedłem do niej i zlizałem resztki z jej policzka, oblizując się przy tym. Uśmiechnąłem się lekko.

Shayen? :3

Od Angel: W pogoni za przeszłością cz. II (sekret rudzielców...); do Kise

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Gdy wróciłam do jaskini słońce było nisko na widnokręgu. Aijin była zmęczona, ale ja po całym dniu przeżyć chciałam więcej.
- Ai?- zapytałam cicho.
- Tak?
- Będziesz spać u mnie?
- Jeśli się na to zgodzisz...- powiedziała powoli.
- To dobrze. Martwiłabym się, gdybym nie miała cię blisko...
- Nie potrzebuję niańki...- zaczęła.
- Ale ja potrzebuje.- powiedziałam szybko.- Jesteś moją jedyną rodziną, pamiętaj.
Ułożyłam się na ciepłej skórze, a obok mnie Aijin, wtuliła się w moje futro. Zamknęłam oczy. Po chwili usłyszałam miarowy oddech przyjaciółki, spała. Sama próbowałam, ale byłam zbyt pobudzona wydarzeniami.
Poczekałam chwilę, by upewnić się, że kotka śpi. Usłyszałam miarowe chrapanie.
Powoli wstałam i spojrzałam na towarzyszkę. Wyglądała uroczo. Leżała na boku delikatnie ruszając brązowym ogonkiem. Kichnęła. Ledwo powstrzymałam się od okrzyku "awww".
Podeszłam do otworu jaskini i spojrzałam na niebo. Ostatnie promienie zachodzącego słońca zostawiły różowe smugi na niebie pełnym gwiazd...
"Właśnie dla takich chwil żyje..." pomyślałam. "Ciekawe ile razy oglądałam nocne niebo razem z rodzicami, kiedy jeszcze żyli... A może nie zdążyliśmy? Może odeszli za wcześnie? Tylko kto się mną opiekował? Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie zostawiłby sieroty samej sobie..."
Myślałam tak, jeszcze bardzo długo, aż na niebie zostały tylko gwiazdy.
Wtem, usłyszałam wołanie:
- Angel! Angel!- po krótkim zastanowieniu, stwierdziłam, że wilk, który woła ma podobny głos, do tego, który słyszałam podczas retrospekcji o mojej mocy, tylko mniej zniekształcony. Czy to moja opiekunka?
Wołanie powtórzyło się. Powoli, by nie obudzić śpiącej Aijin, wyszłam z jaskini i poszłam w stronę głosu.
- Angel! Angel, gdzie jesteś?!- wołała.
To była brązowa wadera, całkiem ładna.
- Czy to o mnie chodzi?- zapytałam, podchodząc do niej od tyłu.
Wadera odwróciła się do mnie. W oczach miała łzy. Spojrzała w moje ślepka.
- Angel!- zawyła rzucając mi się na szyję.- Co ty robiłaś, gdzie byłaś?! Ciocia...
Wyrwałam się z jej uścisku.
- O co Pani chodzi?! Nie znam Pani, a rzuca się Pani na mnie! Z całym szacunkiem, ale nie znam cię!
- Jak to...- w oczach wilczycy znów zabłyszczały łzy.- To ja, Filly, twoja siostra!
- To ja mam siostrę?!
Coś otarło się o moją łapę.
- Najwyraźniej.- odparła Ai.
- Tak, jeszcze brata, ale on nas zostawił, nie ma z nim kontaktu... Odkąd rodzice umarli, chyba się załamał...
- Rozumiem, więc jesteś Filly, a on...
- ...Fuyu.- dokończyła.- Nadal nie rozumiem co tu się dzieje.
- Tenshi uderzyła się w głowę i straciła wszystkie wspomnienia.
- Zaraz, jaka znowu Tenshi?- zdziwiła się Filly.- Poczekaj, to jest twoje drugie imię, na pierwsze masz Angel.
- Chyba wolę to drugie.
- Wróć do domu...
- Nie.- odpowiedziałam.- Najpierw chcę odzyskać wspomnienia.
- Przecież mogę ci wszystko opowiedzieć...
- Ale gdzie w tym zabawa?- uśmiechnęłam się do siostry.
- To chociaż mieszkajmy razem!
- Jestem już dorosła. Mogę mieszkać sama.
Pożegnałyśmy się i rozeszłyśmy. Kiedy leżałam już w jaskini przypomniałam sobie, że zapomniałam o coś zapytać.
- Szlag.- mruknęłam.
- Co się stało, Teni?- zmartwiła się Aijin.
- Nic, tylko zapomniałam zapytać o Kise.
- Ach tak! Nie ważne, poszukamy go jutro.
~* Następnego Dnia...*~
Od świtu szukałyśmy tego Kise, nie wiedziałyśmy jednak, gdzie szukać. Więc głównie włóczyłyśmy się po terenach, zupełnie nie wiedząc gdzie szukać. Tak nam minął cały ranek.
- Może kogoś zapytamy?- zaproponowała Ai.
- Hmmm... dobra, w końcu to moja wataha, więc chyba mnie nie zjedzą.
- Więc ustalone!- zaśmiała się kotka.- Tam masz naszą pierwszą ofiarę!
W oddali zobaczyłam rudego, potężnego wilka idącego w swoją stronę.
- Przepraszam!- krzyknęłam za nim. Odwrócił głowę w moją stronę.- Wiesz może gdzie jest Kise?
Podbiegłam do basiora.
- Mój syn?- powiedział po chwili.- Nie mam pojęcia. Pewnie teraz włóczy się gdzieś z bratem.
- A jak oni wyglądają?- zupełnie zapomniałam, że nie wiem jak on wygląda!
- Kise jest rudy, a Tetsu czarny. Z tego co się orientuje nie ma trzeciego tak rudego wilka w watasze.
- Dziękujemy.- uśmiechnęłam się do niego.
Coś mnie bardzo zaniepokoiło. W tym wilku było coś dziwnego, i to bardzo. Towarzyszka to zauważyła. Gdy odeszłyśmy od wilka, na odpowiednią odległość, zapytała:
- Co się dzieje?
- Nie wydaje ci się, że ten wilk był trochę, no wiesz, dziwny?
- Ja nic nie zauważyłam. Co jest nie tak?
- Ma w sobie trochę...- urwałam.
- No, mów dalej. Przecież cię nie wyśmieję!
- Wiem, że to może się wydać irracjonalne i głupie, ale...- znów urwałam.
- No wyduś to z siebie!- zdenerwowała się Aijin.- Powiedz.
- Ech, wydaje mi się, że on jest demonem.
Kocica zrobiła wielkie oczy.
- Myślałam, że już ich nie ma, myślałam, że to tylko głupie bajki, tak jak anioły. T-to niemożliwe.
- Wiesz, demony nie zawsze mają złe zamiary. On nie musiał być zły, a jednak miał w sobie coś z demona.
- Właściwie skąd to wiesz? Podobno bardzo trudno to wykryć.
- Nie wiem, czułam, że coś jest w nim z demona. Może to lekko demoniczny zapach, może kryło się w oczach...
- Ale... Jak? Ja przecież nic nie wyczułam.
- A co jeśli ten Kise to też demon?
- Pewnie tak. Może dlatego jest dla ciebie tak ważny, no wiesz, że zapomniałaś nawet o siostrze, a jego imię znałaś doskonale?
- To przeznaczenie. On na pewno pomoże mi odzyskać, to co straciłam.
- Poczekaj, umiesz rozpoznać demona, jesteś biała, a oba twoje imiona oznaczają anioła. Czy to nie dziwne?
- Nie.
- A może ty jesteś aniołem?
- Niemożliwe.- zaśmiałam się desperacko.- Jesteś śmieszna.
- Mi tam opis anioła do ciebie pasuje...- uśmiechnęła się tajemniczo.
- Nie rozśmieszaj mnie!
Zaczęłyśmy się śmiać obie.
Tak się zagadałyśmy, że nie zauważyłam, jak wpadłam na jakiegoś, wąchającego kwiatki, wilka. Zderzyliśmy się głowami.
- Przepraszam.- powiedziałam szybko.
Wilk spojrzał na mnie żółtymi oczami.
- Cześć, właściwie jestem Angel, ale wolę, by mówiona na mnie Tenshi. Ty to pewnie Kise.
- Tak.- uśmiechnął się promiennie.- Miło mi cię poznać Tenshi.
"Czyli jednak się nie znamy... Szkoda."
Moją uwagę przykuło to samo co w przypadku jego ojca.
- A ja jestem Aijin, lub Ai, jej towarzyszka.- przedstawiła się, a ja zrobiłam wielkie oczy.
Spojrzałam na Kise. Znów to samo uczucie niepokoju, czyżby demon?
Cofnęłam się z przerażoną miną.
- Co się dzieje?- zdziwił się basior.- Coś nie tak?
Musiałam walić prosto z mostu.
- Kise, czy ty jesteś demonem?

Kise?

Od Lexie do Darkness

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

- Od tej chwili... - Shiro spojrzał na Ritsu, a potem na mnie - Lexie, idź do jaskini i odpocznij lepiej, taki widok musiał... nie wiem jak to ubrać w słowa... chodzi mi o to że dobrze ci zrobi odpoczynek i nie myślenie nad tym.
- Masz rację - kiwnęłam głową. - Do zobaczenia - rzuciłam i pobiegłam odwiedzić siostrę. Spotkałam u niej jakiegoś basiora.
- Saito - przedstawił się samiec.
- Miło mi cię poznać, jestem Lexie - odpowiedziałam z uśmiechem, a kiedy chciałam przywitać się z Abbie, moje słowa zagłuszył pisk radości.
- Ciocia!
- Witaj Zaro - zaśmiałam się i przytuliłam waderkę do siebie.
- O co chodzi Lex? - zapytała Abbie podchodząc do mnie.
- Chciałam po prostu was odwiedzić, ale widzę, że jesteś zajęta - wytłumaczyłam jej wychodząc.- Pogadamy kiedy indziej!
Teraz mogłam tylko pójść na spacer. Miałam niezbyt dobry humor. Moje dzieci już dorosły i chociaż mnie odwiedzały, miały własne sprawy o których pewnie nie chciały mi mówić. Abbie jak widać znalazła partnera i jest szczęśliwa. Dlaczego tylko mi życie tak się pokomplikowało? Z ponurych myśli wyrwał mnie przyjazny głos.
- Lexie?
- Cześć Darkness.
Darkness?

Od Reyny do Jason'a i Niall'a

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Bawiliśmy się w wodzie, a w pewnym momencie Niall odszedł od nas obrażony.
-Dość! Już nigdy więcej nie będę się bawić z tym patafianem! -krzyknął wściekły patrząc na brata.
-Jak mnie nazwałeś? -wkurzył się Jason. Chciałam coś powiedzieć, spróbować ich uspokoić, ale drugi basior mnie uprzedził.
-Patafian! - powtórzył.
-Rybi móżdżek!
-Łoś!
-Bałwan! - odciął się młodszy z braci. Obserwowałam ich walkę na słowa, z lekkim niepokojem. Nie chciałam, żeby pokłócili się o takie coś. W końcu byli rodzeństwem. Czy oni nie rozumieją jakie mają szczęście, że mają siebie nawzajem?
-Idę się poskarżyć mamie! - krzyknął wkurzony Niall.
-Tylko nie zapomnij jej powiedzieć, że to ty zacząłeś! - przypomniał mu złośliwie brat. Wtedy ze łzami w oczach pobiegł on w stronę z jaskini. Moje oczy rozszerzyły się ze zdziwienia.
- Jason, zaraz wrócę - poinformowałam go i rzuciłam się w pogoń za jego bratem. Treningi przyniosły efekt, byłam naprawdę szybka, dlatego po chwili dogoniłam basiorka. Chociaż był starszy, nie potrafił zbyt prędko biegać. Zagrodziłam mu drogę tak, że musiał szybko wyhamować. Po lekkim deszczu trawa była mokra, dlatego miał z tym trudność. Uderzył we mnie, zatrzymując się. Ja za to poleciałam do tyłu, aby dość boleśnie wylądować w krzakach. Podniosłam się jednak szybko i podeszłam do leżącego na ziemii Nialla.
- Wszystko dobrze? - spytałam zmartwiona i pomogłam mu wstać.
Jason? Niall?

Od Maze do Reyny

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Mazikeen - przedstawiłam się, acz wcale nie zamierzałam być miła.
- Co Cię tu sprowadza Mazikeen?
Jej pytanie trochę mnie podrażniło. A co ją to obchodzi, co ja tu robię. To nie jest jej sprawa! Jednak po chwili namysłu stwierdziłam, że w sumie, to mogę jej powiedzieć.
- Sprowadził mnie tu jeden z członków tej... - zabrakło mi słowa.
- Watahy? - podpowiedziała wadera.
- No tak, watahy. Tak normalnie to mieszkałam w mieście. Znaczy, tam się urodziłam i wychowałam.
- Więc... co robisz tutaj? - spytała ostrożnie Reyna.
Nastroszyłam się nieco, wracając do świeżych, nieprzyjemnych wspomnień z miasta.
- Miasto nie jest miłym miejscem. Wolałam zamieszkać tutaj. Ale teraz nie wiem, czy nie żałuję swojej decyzji.
Wadera spojrzała na mnie zdumiona.
- Dlaczego? Przecież tu jest bezpiecznie, mamy jedzenie i nietrudno o dobrych przyjaciół.
Przewróciłam oczami.
- Nie umiem zdobyć tego pożywienia, nigdy nie polowałam, anie zamierzam być na czyjejś łasce. Bezpiecznie może i jest. A przyjaciele? Nie potrzebuję przyjaciół. 
Reyna?

Od Diany do Biover'a

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Długo nie mogłam zasnąć. Wciąż dręczyły mnie myśli, myśli o przyszłości, przeszłości, ale szczególnie intensywnie o tym, co będzie ze mną i z Bibim. Czy będziemy mieć dzieci? Wiedziałam, że skończył tak wcześnie, żeby nie było wytrysku i żebym przypadkiem nie zaszła w ciążę. Właściwie im dłużej się zastanawiałam, tym pewniejsza byłam, że nie jestem jeszcze gotowa, pewnie, tak jak Biover. Nie mogłam się już doczekać, aż mi się oświadczy!
Gwiazdy świeciły coraz mocniej. Mimo to poczułam niepokój...
Ziewnęłam, poczułam się bardzo senna. Powietrze zagęściło się. Poczułam, że nie mogę złapać powietrza zaczęłam charczeć, spanikowałam. Charczałam dalej, wokół mnie tańczyły cienie. Wstałam, chcąc rzucić się do ucieczki, ale nie mogę zostawić Bibiego!
Dostałam napadu paniki, zakręciło mi się w głowie. Zemdlona opadłam na skórę.
Obudziłam się o świcie. Bibi stał nade mną i lizał mnie po czole.
- Wstajemy, kochanie.- powiedział.- Śniadanie czeka.
Przytuliłam go z całej siły.
- Miałam koszmar.- skłamałam. Wiedziałam, że to co się działo w nocy, było prawdą.
- Co się w nim działo?- zapytał z troską.
- Nic szczególnego... W jaskini latały straszne cienie.- zadrżałam.- Ktoś chciał cię porwać!
- Spokojnie, to tylko sen.
Pocałował mnie w usta. Trochę się uspokoiłam.
- A co tobie się śniło, Bibi?

Biover?

Od Yashiro do Goldi

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Hmm... Może się przejdziemy?-zaproponowałem.
Goldi uśmiechnęła się i skinęła głową.
- Tylko gdzie masz ochotę?-zapytałem kiedy wychodziliśmy z jaskini.
- Może nad jezioro?
- Okej, kto pierwszy ten lepszy!-krzyknąłem biegnąc już w stronę jeziora.
~~~
Jak zwykle skończyło się remisem.
- Wygrałam i koniec, kropka!-kłóciła się wadera.
- Tak, tak wygrałaś-mruknąłem.
Wadera podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek. Uśmiechnąłem się szeroko. Wadera usiadła nad brzegiem i wpatrzyła się w wodę.
- Co tak się wpatrujesz?-zapytałem podchodząc do Goldi.
Wzruszyła ramionami i dalej wpatrywała się w wodę.
- Skarbu tam nie znajdziesz-mruknąłem.
Zignorowała mnie.
- Ej...
Odwróciłem waderę w moją stronę i pocałowałem ją namiętnie, po czym wrzuciłem ją do wody.
- Ej!-krzyknęła oburzona.
Zacząłem się głośno śmiać.
- To nie jest śmieszne!
Spojrzałem na nią z rozbawionym wzrokiem.
Wszedłem do wody i szepnąłem jej do ucha:
- Właśnie, że jest.
Złożyłem jej na szyi kilka delikatnych pocałunków, po czym z uśmiechem na pysku wyszedłem z wody.

Goldi?

Od Hikaru do Leona

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Pobiegłem w stronę gdzie unosił się zapach Lili. Chciałem ją spotkać.. I zobaczyć jak układa się jej z Leonem.. Gdy zauważyłem ją zdziwiłem się, bo wyczułem jeszcze innego basiora. Nie był to Leo.. Podszedłem do siostry i tego basiora. Ilustrowałem go wzrokiem. Nie podobał mi się.. Wyszczerzyłem kły. On nawet nie był z naszej watahy. Warknąłem na niego.
-Lili, kto to jest?-zapytałem wkurzony
-To jest Dexter, mój partner- pocałowała rudego samca w policzek
-A co z Leonem?-zapytałem, a mój wzrok nie złagodniał
-Nie ważne..- siostra popatrzyła się na Dexter'a
Prychnąłem cicho.
-Czemu jesteś z Dexter'em? On nawet z watahy nie jest..- popatrzyłem się na Lili
-No to co..? Ja go kocham!- powiedziała zdenerwowana
-Dobra, nie denerwuj się już.. Ale powiem tylko jedno.. Dexter mi się nie podoba i sądzę, że nie jest to odpowiedni partner dla ciebie.- powiedziałem
Odbiegłem szybko od nich, żeby nie zostać zaatakowanym przez rudego samca. Skierowałem się w stronę jeziora. Zacząłem obracać pierścień, który wisiał na szyi przypatrując się swojemu odbiciu.
-Karu!- usłyszałem głos brata
Spojrzałem się w stronę dźwięku. Zauważyłem tam Leona, który do mnie biegł. Gdy dobiegł spojrzał się na mnie.
-Hikaru.. Ja przepraszam..-powiedział patrząc się na mnie
-Za co?- zapytałem niepewnie
Lełosiu?

Od Ange do Kaname i Rey

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- No dobrze-odpowiedziałam smutno.
Odprowadziłam przyjaciół do ich jaskini, a kiedy zniknęli mi z zasięgu wzroku udałam się do domu.
~~~
Po kolacji wszyscy ułożyli się do snu, tylko ja wierciłam się to w prawo, to w lewo. Przez te wszystkie wrażenia z dzisiaj nie mogłam zasnąć, aż w końcu po cichutku wyszłam przed jaskinię. Usiadłam sobie wygodnie i spojrzałam w niebo. Było częściowo zachmurzone, a gwiazdy słabo mrugały do mnie. Po chwili poczułam delikatny podmuch wiatru. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w las. Jednak przerwała mi mama, która zauważyła, że zniknęłam.
- Ange, coś się stało?-zapytała.
- Nie... Po prostu nie mogę zasnąć.
Mama uśmiechnęła się i przytuliła mnie do swojego ciepłego futra. Po chwili wróciłyśmy do jaskini i zasnęłyśmy do siebie przytulone.
~~~
Rano zjadłam śniadanie i wyruszyłam na spotkanie z przyjaciółmi. Gdy jednak dotarłam do ich jaskini tam okazało się, że ich nie ma. Trochę przygnębiona ruszyłam w stronę łąki, gdzie usiadłam sobie w cieniu małego drzewka. Nagle zobaczyłam idącego w moją stronę Kaname.
- Cześć-rzuciłam z uśmiechem na pyszczku.- Gdzie Rey?
- Musiała się z kimś spotkać, powiedziała, że niedługo do nas dołączy.
Skinęłam lekko głową. Przez ten czas miło rozmawiałam z Kaname o różnych ciekawych i interesujących rzeczach. Po jakimś czasie dołączyła do nas Rey. Kiedy byliśmy już w komplecie zapytałam:
- To w co się pobawimy?

Rey? Kaname?

Od Sakara do Cassidy

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Coś się stało? - Zapytałem
- Nie, a co?
- Milczysz tak z 20 min.
- Eeee.... A no tak.... Zamyśliłam się
W tym momencie wyszliśmy na chwilę z lasu,
- Muszę już iść - powiedziałem.
Cassidy nie odpowiedziała, pobiegłem w stronę jaskini.
Postanowiłem pójść do matki, ale nie było jej w 'domu'
- Jedyne co mogę zrobić to pochodzić po terenach watahy, może kogoś spotkam - Powiedziałem sam do siebie.
- Do kogo mówisz?
Odwróciłem głowę, to była Cassydy
- Hej
- To nie była odpowiedź na moje pytanie - Warknęła żartobliwie

Cassidy?


Od Shayen do Yakumo

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Obudziłam  się czując ciepło Yakumo.. Mruknęłam słodko wtulając się mocniej w niego. Otwierałam już powoli oczy. Jednak usłyszałam łagodny głos basiora.
-Spokojnie.. Śpij..-przytulił mnie mocniej
Uśmiechnęłam się lekko i polizałam czule policzek samca. Zamknęłam oczy i poczułam jak wilgotny nos wilka ociera się o moje usta. Zarumieniłam się i powróciłam do snu.

***

Obudziłam się rano lekko zaniepokojona. Nie czułam już ciepła basiora.. Otworzyłam powoli oczy i parę razy zamrugałam, aby przyzwyczaić się do światła. Przy wyjściu z jaskini ujrzałam Yakumo z sarną. Na jego widok na moim pyszczku zagościł uśmiech. Basior także się uśmiechnął i  położył sarnę przy moich łapach. Zabrałam się do jedzenia śniadania razem z basiorem. Reszta dnia minęła spokojnie i miło w towarzystwie Yakumo. Praktycznie ciągle się śmiałam z wygłupów wilka. Zjedliśmy razem obiad. Ten dzień był cudowny. Wieczorem udaliśmy się do jaskini Yakumo. Położyliśmy się obok siebie i zaczęliśmy rozmawiać. Wilk czasami się ze mną droczył przez co byłam cała czerwona. W pewnym momencie stanęłam nad basiorem i spojrzałam się na niego.
-Shay..?-zapytał zdziwiony, ale rumieńce na jego pyszczku były widoczne
-Wtedy nie doszedłeś.. A ja nic z tym nie zrobiłam.. Chcę Ci to wynagrodzić..
-N-nie trzeba..- zająknął się
Uśmiechnęłam się tylko i zanurkowałam pyskiem do jego członka. Spojrzałam się na niego jeszcze raz i zaczęłam brać się do pracy.
Yakumo? ;3 


Od Monami do Yakumo

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Spojrzałam na Yakumo spod przymrużonych oczu. Biorąc pod uwagę jego zachowanie…-myślałam i w końcu odważyłam się zapytać go prosto z mostu.
-Czy ty się boisz wody?
-Nieee, dlaczego pytasz?- Yakumo zerknął na mnie, zauważyłam, że zrobił się lekko zdenerwowany
-Aha… To dlaczego nie chcesz się moczyć? Jest tak gorąco-machnęłam łapą kilka razy by wzmocnić mój argument przysuwając się bliżej samca
-Em, mi jest w sam raz i uznałem, że nie ma sensu…-basior nie zdążył nawet dokończyć, bo skoczyłam wrzucając go do wody
Z tej strony brzeg jeziora nie był. Wrzuciłam Yakumo na głęboką wodę. Yakumo krzyknął zaskoczony. Mój śmiech zagłuszył odgłos pluśnięcia wody. Basior próbował utrzymać się na powierzchni wymachując łapami i nieudolnie trzymając głowę ponad wodą. Od razu zauważyłam jaki błąd popełnia. Jego ciało było ułożone pionowo co zmniejszyło siłę wyporu wody i zwiększyło opływowość. Dlatego trudno mu było utrzymać się na wodzie. Yakumo mimo swoich prób szedł ciągnięty przez grawitację w dół. Samiec nabrał powietrza w płuca.
-Monami!-wrzasnął rozpaczliwie, kiedy jego głowa znalazła się pod wodą
Uśmiech natychmiast zszedł z mojego pyska. Dotarło do mnie, że źle zrobiłam. Wezbrała we mnie panika. Cholera, on mi się tu zaraz utopi! Ani chwili dłużej się nie zastanawiając wskoczyłam do wody nurkując w ciemną otchłań jeziora. Korzystając z tego samego prawa fizyki ułożyłam się pionowo odpychając się łapami. Wreszcie dopłynęłam do Yakumo. Miał zaciśnięte powieki, policzki wypełnione powietrzem i co chwilę wypuszczał bąbelki, dając mi tym samym znak, że jeszcze żyje. Obróciłam go i złapałam za skórę na karku. Pociągnęłam nas w górę używając do tego całej siły. Już prawie, jeszcze centymetr… I już. Na powierzchni zaczerpnęliśmy spory haust powietrza. Yakumo zadrżał. Podpłynęliśmy ku brzegu i wyszliśmy otrzepując futro z wody. Z nerwów aż się trzęsłam. Znowu to była moja wina.
-Wszystko ok?-zapytałam podchodząc do basiora, zwiesiłam głowę-Przepraszam.
Yakumo popatrzył na mnie i uśmiechnął się pokazując białe kły.
-Żartowałem.
Całe poczucie winy ze mnie spadło jak żelazny pancerz. Zmarszczyłam brwi.
-Nie strasz mnie więcej! M-myślałam, że coś ci się stało…-głos mi się łamał-Myślałam, że nie umiesz pływać.
Basior się chyba nie spodziewał takiej reakcji z mojej strony, bo jego uśmiech zbladł. 
To dziwne uczucie znów mnie odwiedziło. Czy to co nas łączyło… Czy to było tylko koleżeństwo? Złapałam się na tym, że martwiłam się o Yakumo, zależało mi na nim… Od dawna się o nikogo nie martwiłam, więc już prawie zapomniałam jakie to uczucie… Cholera, znamy się stanowczo za krótko, ale czułam, że mu zaufałam. Wbrew swojej woli, ale jednak…
Yakumo spostrzegł, że moje myśli powędrowały dalej, a złość przeminęła.

<Yakumo?>

Od Angel: W pogoni za przeszłością cz. I (historia czekoladowych łapek)

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Właściwie wszystko mnie bolało...
Przypomniałam sobie... a właściwie nie przypomniałam sobie nic, ale przynajmniej wiedziałam co robiłam poprzedniego dnia... Może to mało, ale to jakiś progres.
Oczami wyobraźni zobaczyłam, jak idę nad wodospad, by coś przemyśleć, a potem uczucie strachu i upadek... Znów zakręciło mi się w głowie.
Zobaczyłam, w głowie, dobrze zbudowanego, brązowo-czarnego basiora. Tylko kto to do cholery?!
Zaczęłam się zastanawiać nad tożsamością owego wilka.
"Może to ten Kise? Ale czy na prawdę on? Kim on jest? Co tu się dzieje?"
Poczułam długie, przeciągłe burczenie, a mój żołądek skręcił się boleśnie. Czy nie wypadałoby coś zjeść? Wyszłam powoli z jaskini, z trudem się poruszając. Polowanie było ostatnią rzeczą na którą miałam ochotę i siłę. Niestety...
Powlokłam się w stronę zapachu jeleni.
"Ile bym dała, by jeden z nich sam do mnie podszedł, a najlepiej sam wlazł do paszczy!"
Jeden obrócił głowę w moją stronę. Poczułam dreszcze na moim białym grzbiecie, a w oczach jelenia zobaczyłam błysk.
Zwierze spokojnym krokiem podeszło do mnie i stanęło pyszczkiem w pyszczek z moją osobą. Dziwne...
Skorzystałam z okazji bliskiego spotkania i przegryzłam jego kark. Podczas wykonywania tej czynności daniel nawet nie drgnął.
Przed moim oczami przemknęło wspomnienie, gdy pewnego dnia odkryłam co jest moją mocą. Słyszałam jakiś zniekształcony głos, tłumaczący mi, co potrafię i widziałam nawet jakąś zamazaną sylwetkę, ale była cała biała i tylko kształtem przypominała wilka. "Więc kto to był?? Chyba jakaś "siła wyższa" nie chce, bym odzyskała wspomnienia!"
Westchnęłam.
Zabrałam się do pałaszowania jeleniego mięsa. Gdy skończyłam, czułam się pełna i usatysfakcjonowana. Postanowiłam zrobić coś produktywnego... Stwierdziłam, że poszukam przeszłości: przypomnę sobie tereny. Tak, to dobry cel na dziś!
Ruszyłam zamyślona przed siebie. Nie zauważyłam jak najpierw przeszłam przez łąkę, a potem skierowałam się w stronę gór...
Zorientowałam się gdzie jestem, dopiero gdy zobaczyłam kwitnącą wiśnię...Wiedziałam, że to jeden z ukrytych terenów watahy, ale nie wiedziałam jak tu trafiłam. Na mój nosek spadł płatek z jednego z kwiatów, spojrzałam w górę... Na jednej z grubszych gałęzi siedziała kremowa kotka, z czekoladowym pyszczkiem, i przyglądała mi się błękitnymi oczkami. Gdy dostrzegła, że patrzę w jej stronę najeżyła się.
- Co się tak gapisz?! Nigdy kota nie widziałaś?- krzyknęła, lekko piskliwym głosem.
- No widziałam, ale ty zaczęłaś się patrzeć pierwsza.- odpowiedziałam z nieplanowanym wyrzutem w głosie.
- No bo...- zakłopotała się kotka.- Myślałam, że nikt mnie tu nie znajdzie.
Zarumieniła się.
- A jednak cię znalazłam. Dlaczego się ukrywasz?
- Czy ja tak powiedziałam?- zeskoczyła z gracją na niższą gałąź.- Czy powiedziałam, że się ukrywam?
- Nie, ale powiedziałaś "myślałam, że nikt mnie tu nie odnajdzie", a ja pomyślałam, że się ukrywasz, ale jeśli tak nie jest to się nie wtrącam.
- No dobra...- wyraźnie nabrała do mnie zaufania.- Powiem ci jak powiesz mi jak masz na imię.
- Dobrze. Jestem Tenshi, ale odnoszę wrażenie, że jednak mam na imię Angel...
- Odnosisz wrażenie? Nie jesteś pewna jak się nazywasz?- zapytała dociekliwie i zeszła na jeszcze niższe "piętro" drzewa, tak, że była prawie na ziemi.
- Hej,- teraz to ona zakłopotała mnie.- najpierw ty, potem ja.
- Dobra.- westchnęła.- Jestem Aijin...
- Może być Ai?- przerwałam jej.
- Może. Wychowałam się w szczęśliwej, kociej rodzinie. Mieszkałam z mamą, tatą i dwoma braćmi u takiej miłej staruszki, mieliśmy zawsze pełne miski, ciepły kąt i miłość. Lecz gdy staruszka umarła nas zabrano do schroniska. Wtedy zaczął się koszmar.- zadrżała.- Tam było zimno, jedzenia było mało, a miłości nie dostawałam wcale. Zaczęła się walka o przetrwanie. Żyłam w klatce z trzydziestoma innymi kotami, które biły się o każdy kęs jedzenia, nie było miło... Pewnego dnia zjawiła się nadzieja, plan zwany Planem Wielkiej Ucieczki! Nasz przywódca - Lilith, wymyślił go sam. Wybrał jednego pomocnika, moją mamę.- tu jej głos załamał się.- "Nie martw się, twoja ofiara da przyszłość twoim dzieciom" powiedział. Zgodziła się.- Ai głośno pociągnęła nosem.- Miała udawać, że jest wściekła, żeby ktoś przyszedł i ją zabrał od reszty kotów. Wtedy wszyscy wszczęliby awanturę, rozpraszając ludzi i uciekli. Wszystko szło dobrze, ale skubańcy mają dobry refleks!- prychnęła z pogardą.- Wyłapali dużą część kotów. Mnie udało się uciec, ale moją rodzinę złapali, a jako, że tata się stawiał to go uśpili, tak, jak mamę...- w jej pięknych oczach migotały łzy.- Przychodziłam co wieczór i patrzyłam jak bracia cierpią. Alzack oddawał całe jedzenie Ainowi, a potem umarł z głodu, Nie chciał żyć na tym świecie, ale chciał, bym ja przeżyła... Ain był wściekły, że wciąż kręcę się przy schronisku i kazał uciekać. Nie słuchałam. Gdy znów mnie złapali on walczył i koniec końców uciekłam. Ale nie wiem co się stało z bratem.- urwała, zmieniła temat..- Jestem tu już od trzech dni.- zeskoczyła na ziemię i usiadła na posłaniu z kwiatów, wciąż nie przestając patrzeć mi w oczy.- A jaka jest twoja historia?
- Na pewno nie tak tragiczna jak twoja.- westchnęłam.- Ja mojej nie znam. Wczoraj straciłam pamięć. Nie jestem pewna żadnej informacji, którą posiadam, idę ślepo przez drogę, której nie znam.
- Współczuje, ja mimo wszystko nie chcę zapomnieć.
- Tak, to boli...
- Może. Ale ja muszę już iść, skoro mnie znalazłaś, to miejsce nie jest już dla mnie bezpieczne.- kotka odwróciła się i powolnym krokiem ruszyła w stronę gór. Odwróciła się, uśmiechnięta.- Żegnaj, Tenshi vel Angel.
- Poczekaj!- krzyknęłam.
- Tak?- odwróciła się w moją stronę, przekrzywiając główkę.
- Jeśli szukasz miejsca bez ludzi, nasze tereny, znaczy mojej watahy, są najbezpieczniejszym miejscem dla ciebie. Ludzka stopa, jeszcze ani razu tu nie stanęła!
- Ale to... to... nie mój teren.- wyjąkała z nadzieją w oczach.
- Jednak po części mój. Zgódź się zostać, bądź moją towarzyszką!
W jej oczach błysnęły łzy.
- Pomóż mi odzyskać moje życie, moje wspomnienia. Zostań, będziesz bezpieczna.- krzyknęłam.
- Ale czy tego chcesz?
- Tak, zostań moją, jedyną, przyjaciółką.
Kotka podbiegła i wtuliła się w moje miękkie futro, na klatce piersiowej. Poczułam jak moczy je łzami.
Ai znalazła pokrzepienie w trudnych chwilach. Byłam dumna, że jestem, tą, której zaufa, na której może polegać.
- Mogę ci mówić Teni?- zapytała stłumionym, przez moją pierś, głosem.
- Tak. Dlaczego Teni?
- Wiesz, można to nazwać zdrobnieniem od Tenshi, a po za tym tak miała na imię moja mamusia.
- Rozumiem.- przygarnęłam ją do siebie łapą. Zrozumiałam, że właśnie wzięłam na siebie wielką odpowiedzialność. "Będę ją kochać jak matka..."
Trwałyśmy tak chwilkę, aż Aijin delikatnie oderwała się ode mnie. Spojrzałam na nią. Moje spojrzenie przykuły jej łapy. Do 3/4 długości pokryte były brązową sierścią.
- Mam je po tacie.- powiedziała, widząc moje spojrzenie i uśmiechnęła się.- Resztą wyglądu przypominam mamę, nawet oczy...
- Yhm...- mruknęłam, wciąż patrząc na jej łapy, jak zahipnotyzowana.
- Podobają ci się?- jej oczy zabłyszczały, a ja wciąż patrzłam na jej odnóża.
- Śliczne.- przyznałam.
- To czekoladowe łapki!- zaśmiała się.- Mama je tak nazywała.
Zgodnie ruszyłyśmy w stronę domu.
- Właściwie dlaczego ciągle wspominasz o rodzinie i przeszłości?- zdziwiłam się, że tak lekko porusza tak bolesne tematy.
- Oni zginęli dla mnie, poświęcili się, bym mogła być tu i teraz, więc dlaczego miałabym o nich zapomnieć, skoro im zawdzięczam wszystko? Właśnie, dlatego nigdy o nich nie zapomnę. Zapominając nic nie zmienię, płacz nie uśmierzy bólu. Muszę się po prostu pogodzić z tym, że już ich przy mnie nie ma. Nie chcieliby, żebym opadła na dno. Muszę być silna. Dla nich i dla ciebie.
Jej słowa na zawsze zapadły w mojej pamięci...
- Mam nadzieję, że trafili do nieba.- powiedziałam nagle.
- Jestem pewna...- wyszeptała.
Ruszyłyśmy w stronę łąki. Białe i czekoladowe Łapki...

C. D. N.

Tą opowieść dedykuje każdemu, kto stracił kogoś bliskiego, każdemu, kto cierpiał lub cierpi. Mam nadzieję, że tym opowiadaniem kogokolwiek choć trochę wzruszyłam...
Ja osobiście od dawna nie straciłam nikogo bliskiego, ostatnio kilka lat temu (nie licząc psa, na którego pogrzebie ryczałam jak bóbr.) 
Do tego opowiadania natchnęła mnie seria samobójstw, która miała miejsce ostatnio w moim środowisku. Jeden wyskoczył przez okno, a inna wskoczyła pod pociąg. Kiedy jedna osoba umiera cały świat cierpi. Niby to człowiek samotny, niby bez rodziny, ale zawsze ktoś na niego czekał, a teraz tęskni i cierpi. Bo kiedy ktoś umiera, to nie on cierpi, a wszyscy wokół. Nawet nie wiesz ile osób płakałoby na twoim pogrzebie!
Jeszcze coś: śmierć nigdy nie rozwiązuje twoich problemów, tylko stwarza nowe...

Od Jareda do Loary

Data:
29 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Naburmuszony położyłem się na skórze. Nie miałem zamiaru zmuszać Loary, aby mi uwierzyła. To jej prywatna sprawa, w którą nie będę się wtrącać. Przecież i tak nie zdziałam w tym temacie cudów, jestem słabym doradcą jak i przyjacielem.
-Jaredziu, masz na mnie foszka?- najpierw usłyszałem jej zdziecinniały głos, a następnie ujrzałem sylwetkę siedzącą przede mną -Odpowiedz, bo inaczej ja się na ciebie obrażę, a nie chcesz widzieć nadąsanej Loarki...
Zwróciłem łeb w jej stronę, miałem ochotę się z nią trochę podrażnić. Na mój pyszczek wstąpił chytry uśmiech. W mojej głowie tlił się zalążek szatańskiego planu.
-Skoro stawiasz sprawę jasno... - zacząłem tajemniczym głosem.
Wadera spoglądała na mnie wyczekująco.
-Jestem zły - odparłem krótko.
Loara przybrała chmurny wyraz twarzy, po czym odwróciła się tyłem i skierowała w drugi, przeciwległy kat jaskini.
-Kłamczucha - rzuciłem bez zastanowienia w jej stronę.
-Co ty powiedziałeś? - zapytała zastygając w bezruchu.
-Mówiłaś, że obrazisz się jak ci nie odpowiem. Proszę, znasz prawdę, a tego właśnie chciałaś. Więc w czym problem?
Wadera zachowała ciszę.
-Jak ja nie rozumiem dziewczyn! Coraz częściej myślę, że przydałaby się im stała opieka profesjonalnego psychologa. Kto by z nimi wytrzymał?

Loara?

Od Jason'a i Niall'a do Reyny

Data:
28 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

JASON
-Chyba tak. Spotkamy się jutro? -zapytałem.
-No jasne. -odpowiedziała.
-To do jutra. I miłych snów. -powiedział Niall.
-Dzięki na wzajem. -powiedziała wadera i pobiegła w swoją stronę.
-Ale ona jest ładna... -rozmarzył się brat.
-Wiem to idioto. I dla tego jest moją koleżanką. A w przyszłości może kimś więcej... -teraz ja się rozmarzyłem.
-Ale wy jesteście pokręceni. -usłyszałem głos siostry -Czekajcie chłopaki. Wracam z wami.
Potem we trójkę wróciliśmy do jaskini. W sam raz na kolację.
***
Następnego dnia po śniadaniu przyszła do nas Reyna.
-Cześć chłopaki. Idziecie dziś się pobawić? -zapytała.
-No jasne. Ale mam pytanie... Z kąt wiesz gdzie mieszkamy? -zapytałem.
-Poszłam za waszym zapachem i śladami łap Niall'a. -zaśmiała się.
-No już dzieci. Idźcie się pobawić z koleżanką. -uśmiechnęła się do nas mama.
Potem wyszliśmy z jaskini nad jezioro, bo wadera chciała się napić. Gdy piła ochlapałem ją wodą, ona mnie,a potem do zabawy włączył się Niall. Potem zaczęliśmy się turlać.
NIALL
Zabawa w turlanie w wodzie nie za bardzo mi się podobała, ale podobała się Reynie, więc mi po części też. Gdy do nosa naleciał mi woda szybko wyszedłem na brzek i wydmuchałem ją.
-Dość! Już nigdy więcej nie będę się bawić z tym patafianem! -krzyknąłem patrząc na brata.
-Jak mnie nazwałeś? -wkurzył się.
-Patafian!
-Rybi móżdżek!
-Łoś!
-Bałwan!
-Idę się poskarżyć mamie!
-Tylko nie zapomnij jej powiedzieć, że to ty zacząłeś!
Potem ze łzami w oczach pobiegłem do jaskini.

Reyna?

Od Biover'a do Diany

Data:
28 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

-Wiesz nie wiem. Na pewno ma własne sprawy, ale jak chcesz to możemy po nią iść. -powiedziałem do Diany.
-Nie nie trzeba. Jest mi dobrze tylko z tobą. -odpowiedziała.
Pocałowałem ją namiętnie w usta, a ona go odwzajemniła. Potem zaczęliśmy całować się namiętniej i szybciej. potem Diana znalazła się pode mną. Cicho mruknąłem i wszedłem w nią. Ona jęknęła z podniecenia. Z każdą chwilą byłem coraz szybszy i ostrzejszy, a Diana krzyczała coraz głośniej. Już miałem dojść, ale nie chciałem tego robić w niej, bo bałem się, że przez przypadek zrobię nam potomka. Więc wyszedłem z niej i położyłem się obok, a potem powiedziałem:
-Nie doszedłem w tobie, bo boję się, że przez przypadek zrobię nam dziecko. Więc jeśli chcesz zrobić mi przyjemność, wiesz co masz robić.
Potem wadera zbliżyła się do niego i zaczęła lizać od dołu do góry. Potem wzięła go do pyska i zaczęła nim bawić.
***
Po skończonym stosunku oboje położyliśmy się obok siebie. Spojrzałem w jej piękne oczy i powiedziałem:
-Kocham Cię.
Potem przytuliłem ją do siebie i oboje zasnęliśmy.

Diana?

Od Kise do Maze

Data:
28 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Przypatrywałem się wyrazie pyszczka Mazikeen. Zaśmiałem się w duszy.
-Mogę do Ciebie się odzywać Maze?- zapytałem z uśmiechem
-Tak, możesz-jej minka lekko się rozpromieniła poprzez uśmiech
Wzrok malutkiej wadery padł na kwiatek.. Przyglądała mu się z zainteresowaniem. Uśmiechnąłem się i ruszyłem w stronę kwiatka. Czułem na sobie wzrok Maze. Zapewne zastanawiała się co mam zamiar zrobić. Gdy znalazłem się przy kwiatku w moich oczach zatańczyły iskierki. Kwiatek był cudowny. I jakże interesujący. Nigdy nie widziałem podobnego. Przez promienie słońca jego kolory były jeszcze bardziej żywe.
Chwyciłem kłami łodygę i zerwałem kwiatka. Trzymałem go ostrożnie w zębach, żeby go nie uszkodzić czy zniszczyć. Podszedłem do szczeniaka i położyłem przed nią kwiatek. W jej oczach widziałem fascynację. Wzięła go ostrożnie w łapki i oglądała go uważnie z każdej strony. Uśmiechnąłem się na widok jej pyszczka. Mazikeen odłożyła kwiatek na ziemię i popatrzyła się na mnie. Chwyciłem kwiat i wsadziłem go za ucho szczeniaka. Na policzkach Maze pojawiły się rumieńce.
-Ładnie z nim wyglądasz- przyznałem z uśmiechem 
Maze? ^^

Od Yoshiko do Biover'a

Data:
28 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wędrowałam po lesie. Boleści spowodowane wypadkiem podczas polowania prawie minęły, dlatego bez problemu podjęłam się kolejnej zasadzki. Z pewnych źródeł wiedziałam, że na północ stąd pasie się stado młodych saren, a po ostatnim incydencie wolałam zacząć od mniejszej, a zarazem łatwiejszej sztuki.
Coś idealnego dla mnie.. uśmiechnęłam się szeroko.
Nie czekałam długo. Sprawnie pomknęłam w obranym przeze mnie kierunku, a następnie skryłam w kępie krzaków. Niestety, nie tylko ja czyhałam na zwierzynę. Od południa nadciągały dwa inne wilki wyraźnie ze sobą współpracujące. Nie chciałam oddać im łupów bez walki, dlatego podjęłam się pogoni za stadem. Przestraszone zwierzęta biegły na oślep coraz bardziej zbliżając się do niebezpieczniejszej dla pościgu części lasu - klifów. Zmieniłam tor biegu saren zaganiając je na lewo. Nagle do moich uszu dotarł dźwięk osuwającej się ziemi, a następnie donośny krzyk.
-Pomocy!
Zatrzymałam się ostatni raz patrząc na oddalające się stado, machnęłam łapą, a następnie pognałam do wilka, który resztkami sił utrzymywał się przy skale.
-Uważaj! - zawołałam wyciągając łapę w jego stronę.
Ale czyżby to.. 
-Biover??
Odruchowo odskoczyłam w tył wprawiając ciało wilka w wahadłowy ruch. Basior zaskomlał w przestrachu.
Co ja też wyprawiam? skarciłam się w myśli Nie lubić kogoś to jedno, ale umyślnie doprowadzić go do śmierci drugie...
Bez dłuższego namysłu chwyciłam brata za futro wyciągając go na twardy grunt. Nie pałałam jednak dobrocią czy delikatnością, dlatego w moim pyszczku została kępka jego futra. Z obrzydzeniem wyplułam ją na trawę i otarłam usta.
-Wisisz mi dorodną sarnę - fuknęłam.

Biover?

Od Reyny do Maze

Data:
28 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Spacerowałam sobie lasem, podziwiając wiosenną przyrodę i chowając się przy okazji przed słońcem, które grzało dziś niemiłosiernie. W tym roku dość wcześnie przyszły upały, przynajmniej tyle wywnioskowałam z rozmowy starszych wilków. W pewnym momencie moją uwagę zwróciła pewna osoba, prawdopodobnie waderka. Wpatrywała się w niedużego lisa, jak cielę w malowane wrota, chociaż to chyba złe określenie, bowiem ona z młodą krową nie miała nic wspólnego. Wręcz przeciwnie, od razu na mnie naskoczyła.
- Ja się wcale nie przestraszyłam - warknęła ostro w moją stronę. Była w podobnym wieku do mnie, jednak nie zachowywała się jak typowe szczenię.
- Nie o to mi chodziło - uśmiechnęłam się do niej - Po prostu patrzyłaś się na lisa, jakbyś pierwszy raz widziała coś takiego.
- Nawet jeśli to co z tego? - spytała buńczucznie dumnie unosząc łeb i patrząc na mnie ze złością i lekką pogardą.- Widziałam jednak, rzeczy o których się tobie nie śniło!
- Wierzę - opanowałam się i odpowiedziałam jej spokojnie. Nie rozumiałam jej zachowania. Byłam dla niej miła, a ona....- Może, zaczniemy od nowa? Jestem Reyna.
- Mazikeen - odpowiedziała, a jej wzrok nie złagodniał ani trochę.
- Co Cię tu sprowadza Mazikeen?
Mazikeen? Sorki, jeśli źle odwzorowałam jej charakterek

Od Goldi do Yashiro

Data:
28 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy


Lekko się zarumieniła i pocałowałam basiora w policzek.
***
Następnego dnia wyszłam na polowanie, a gdy wróciłam zobaczyłam, że Mari znów całuje się z Yashiro. Skoczyłam na nią zła i wbiłam jej kły w kark. Ona jak zawsze zrobiła mi kilka ran i uciekła.
-A ona jak zwykle swoje. -powiedziałam do męża.
-Tak, ale tym razem wydawała się być miła. Normalnie ze mną rozmawiała, a gdy zobaczyła, że wchodzisz pocałowała mnie. -powiedział Yash.
-Może i była miła, ale takim szujom nie można ufać. A gdzie dzieci? 
-Kazałem im wyjść za jaskinię, gdy zauważyłem, że Mari się zbliża.
-No dobrze. Ale czas na śniadanie.
Potem zawołałam dzieci do jaskini i zaczęliśmy jeść. Po śniadaniu dzieci wyszły na dwór do swoich znajomych. Ja i mąż zostaliśmy sami w jaskini.
-No i zostaliśmy sami. -powiedziałam.
-Tak. Wiesz musimy się przyzwyczajać. Dzieci nie długo dorosną i zostawią nas samych. -powiedział Yash.
-Tak. Racja. Może coś porobimy? Tylko co...?

Yash? (sorki, że krótkie, ale brak weny :()

Od Very do Akashi'ego

Data:
28 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Patrzyłam jak basior odchodzi. Te słowa skojarzyły mi się, jakby on miał go zabić, czy coś w tym stylu. Poszłam więc do swojej jaskini. 
***
Przez całą noc myślałam nad słowami Akashiego. Na chwilę zasnęłam. Przed oczami przeleciały mi wszystkie wilki, które umarły, na wszystkich był chyba Akashi i jeszcze jakiś wilk, ale nie widziałam dokładnie, bo to wszystko przeleciało tak szybko. Poderwałam się w górę, słońce właśnie wstawało. Szybko wybiegłam z jaskini i pobiegłam nad jezioro. Tam się schłodziłam i ,,umyłam", a potem wygrzałam. Kilka godzin później usłyszałam kroki mojego kolegi. Usiadłam i przywitałam się.
-Cześć. -powiedziałam.
-A ty co taka radosna z samego rana? -zapytał wkurzony.
-Wiem kto stoi za tymi morderstwami. To ty i jeszcze jakiś wilk.
-Co ty pieprzysz!? -skoczył na mnie z kłami.
-To co słyszałeś. -powiedziałem i wyszłam z pod niego.
-A teraz gdzie idziesz?
-Do lidera.
Basior znów na mnie skoczył i zrobił ranę na pysku. Tak zaczęła się nasza walka. W pewnej chwili basior podniusł mnie do góry, a potem upuścił. Przez ten upadek straciłam przytomność.

Akashi?

Od Yoshiko do Dajkiego

Data:
28 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
-Jeżeli jeszcze trochę mnie podniecisz nie opanuje się, chce to z tobą zrobić już od jakiegoś czasu, ale do tej pory nie mogłem się przełamać - wyznał.
-Widocznie nadszedł odpowiedni moment, aby jakoś ci to ułatwić - uśmiechnęłam się uwodzicielsko i złożyłam na jego ustach zmysłowy pocałunek.
Czułam narastające podniecenie Dajkiego. Chciałam sprawić mu przyjemność, tym samym skłaniając basiora do przebycia stosunku. Postanowiłam spróbować czegoś innego. Ostrożnie podniosłam się w górę i siadam na nim okrakiem. Zaczęłam powoli uciskać łapami jego ramiona i kark. Wilk bez protestu oddał się przeprowadzanemu masażowi. Ku mojej uciesze basior czerpał z tego przyjemność. Delikatnie zakreślałam kółeczka na skórze jego głowy. Dajki westchnął głęboko. Był to dla mnie sygnał, aby kontynuować wykonywanie czynności. Powoli zsunęłam się niżej, aż zatrzymałam się na wysokości jego klatki piersiowej. Kilka razy przeciągnęłam łapami wzdłuż jej boków, a następnie zaczęłam zataczać koła na jego brzuchu zbliżając się do miejsca intymnego. Niby od niechcenia drażniłam jego męskość, ale z każdą chwilą pragnęłam jej coraz bardziej. Subtelnie schwyciłam ją w usta pieszcząc językiem. Mój wzrok ciągle wędrował na twarz Dajkiego. Chciałam skontrolować postępy mojej pracy czekając na jego reakcję.

Dajki?

Od Maze do Kise

Data:
28 maja 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Kolejnym interesującym aspektem mojego nowego życia, okazała się wielka woda, zwana jeziorem. Do wody podchodzę dość nieufnie, taką zimną polewa się psy, które pogryzą się poza ringiem. Brzeg okazał się całkiem ciekawy, buszując w tataraku znalazłam muszle, o śmiesznym kształcie i przepłoszyłam dziwne ptaki, które zgrabnie sunęły po wodzie.
Zaciekawiona nowymi znaleziskami przysuwałam się coraz bliżej dość wysokiego w tym miejscu brzegu jeziora. Początkowo starałam się trzymać na dystans, ale spostrzegłam interesująco wyglądający kwiat i po prostu musiałam go obejrzeć. A wtedy okazało się, że grunt pod moimi łapami był bardzo miękki i nie wytrzymał mojego ciężaru. Zaczęłam się zsuwać, ku mojemu przerażeniu, bowiem nie umiem pływać.
Zacisnęłam nerwowo powieki, gotowa na spotkanie z wodą, ale nic takiego nie nadeszło. Zamiast tego poczułam uścisk na miękkiej skórze karku i ktoś wciągnął mnie na bezpieczny punkt.
Gdy poczułam grunt pod łapami, otrzepałam nerwowo futro i spojrzałam w górę. Patrzył na mnie spory rudy wilk, o ciepłym spojrzeniu. No i wydawał się być odrobinę ubawiony moim wypadkiem.
Prychnęłam, tak dla zasady.
- Dzięki - odezwałam się, zaskakująco grzecznie.
Basior uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Kise.
Skinęłam głową, przybierając poważny wyraz pyszczka.
- Mazikeen.
Kise?

.:AKTUALNOŚĆI:.

Nowa aktualizacja watahy będzie już niedługo :D Encyklopedia już prawie zapełniona, poczekajcie jeszcze troszkę! ~ Amera

Od teraz można być człowiekiem! Zapraszamy do wysyłania zdjęć lub artów twojej postaci jako człowieka.

.:TOPKA:.

© 2017 Eternal Wolves.
All rights reserved.
Design by Agata.