Twitter

.:EVENTY:.

Trwa teraz event pt. "Parada dusz"
Zainteresowanych zapraszam tu: KLIK

.:POGODA:.

Dni stają się coraz dłuższe, a noce krótsze. Cieplejsze dni zawitały do nas, a zimniejsze odeszły daleko daleko stąd. Cała przyroda została już praktycznie obudzona, kwiaty na drzewach i łąkach zaczęły rozkwitać, widać ciężarną zwierzynę co zapowiada ich przetrwanie gatunku a dla nas wspaniałe pożywienie. Wiosna jest okresem częstych deszczy, słonecznych dni, a także wiecznych. Pogoda potrafi się szybko zmienić w ciągu dni, dlatego trzeba być przygotowanym na wszystko. Wiosna to doskonały okres aby poznać swojego przyszłego partnera lub partnerkę, z którą spędzimy możliwe i całe nasze życie.

.:SKYPE:.

Chcesz z nami pogadać na skype? Nie ma problemu! -> KLIK
Jeżeli klikniesz ten link na górze, przeniesiesz się na skype jedynie z możliwością pisania na czacie.
Jeżeli jednak chcesz porozmawiać z nami, z głosem ale bez kamerek, to śmigaj na Skype/zainstaluj Skype i zaproś do znajomych Amerę(Skype -> Amera Castelss), a Amera doda Cię do grupy.
Jak na razie z rozmowy skorzystali: AmeiS, Amera, Lexie, Dannyl, Raven, Luka, Tiago, Xerda oraz Slake!

.:INNE:.

Chcesz coś zmienić w watasze? Oceń Eternal Wolves i powiedz nam czego oczekujesz! -> KLIK

Pamiętaj, aby obserwować nas na Twitterze! Ikonka Twittera znajduje się po prawej stronie od loga watahy!

Czegoś nie rozumiesz? Może chcesz zadać pytanie na asku? -> KLIK

.:KONTAKT:.


AMERA - Adminka
(zmniejszona aktywność)
Doggi - Ali010612
Howrse - Ali010612
Gmail - Sieralioness222@gmail.com
GG - 48141426
Skype - America Castelss

RITSU - Moderatorka
Doggi - lisia98
Howrse - lisia98
Gmail - lisia9855@gmail.com

SHIRO - Moderator
Doggi - cocolino98
Howrse - timenta
Gmail - korzystam z Ritsu gmaila

LEXIE - Moderatorka
(zmniejszona aktywność)
Howrse - Aleksa2003
Gmail - lexie.black01@gmail.com

RAVEN - Moderatorka
Howrse - Fugitive Raven
Gmail - fugitiveraven@gmail.com

.:WYŚWIETLENIA:.

.:WILCZE POGADANKI:.

Pogadaj z nami anonimie jeżeli chcesz :3 Nie zmuszamy, ale miło by nam było gdybyśmy się zapoznali :D

Od Yukine'a do Sheili

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
***
Byłem bardzo szczęśliwy na myśl o naszej podróży.
Mamy już hmmmm... wygląda na to, że wszystko przygotowane. Z samego rana byłem u Ryuu, poinformować go o tym. Nie spodziewałem się takiej jego reakcji! Nie próbował mnie nawet odciągnąć od tego pomysłu. Zadziwiające... Powiedział tylko, żebym uważał na siebie (of kors) i oznajmił mi, że wyrusza na wyprawę z Ritsu i paroma wybranymi do tej misji wilkami. Nie będzie się beze mnie nudził. Heh. Opowiadał mi szczegółowo o tej wyprawie, ale nie za bardzo słuchałem. Wyłapałem coś o jakimś porwaniu, niebezpiecznej watasze... bla..  bla.. bla... Moje myśli skupiały się teraz przede wszystkim wokół Sheili, no i podróży.
Ruszyłem do naszej jaskini, żegnając się z bratem. Moja żona już pewnie na mnie czeka. Po drodze zauważyłem kępkę pięknych kwiatów. Zerwałem jeden, dla ukochanej.



Zadowolony poszedłem do jaskini. Sheli leżała obok przygotowanego wcześniej "bagażu". Na widok mnie powiedziała wesoło:
- Kochanie, spóźniłeś się.
- Oj, przepraszam. - powiedziałem rozbrajająco niewinnym głosem, wręczając jej kwiat.
- Dziękuję. - zaśmiała się. - Czyli wyruszamy?
- Tak. - uśmiechnąłem się.
Podałem ukochanej łapę. Wzięliśmy lniane torby. Wyszliśmy z jaskini. Mieliśmy jej nie zobaczyć, przez następny miesiąc, nasz miodowy miesiąc.

Sheli? <3

Ważne

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Post z unikalnymi mocami został uzupełniony. Możecie sprawdzić czy wszystko u waszych wilków się zgadza, bo jednak tego jest trochę dużo, a my też jesteśmy ludźmi. Niektóre wilki nie posiadają unikalnej mocy, prosiłabym o wysłanie komuś z administracji tego żeby potem nie było problemów, tak samo w niektórych formularzach brakuje różnych rzeczy, to też bym prosiła o uzupełnienia dla dobrego funkcjonowanie watahy. Jeżeli nie wiecie jak coś uzupełnić, to wejdźcie w profil Amery naszej Liderki, albo kogoś z wilczej rady, oni powinni mieć wszystko dobrze uzupełnione, albo zawsze możecie zapytać kogoś z Administracji, jak daną rzecz trzeba uzupełnić. Jeżeli ktoś jeszcze nie wie, został zmieniony regulamin, który trzeba jak zwykle przestrzegać. To chyba tyle jak na teraz...


Dla ułatwienia, moce znajdziecie tutaj --> KLIK


~Ritsu

Od Sadagio: wyprawa cz.4

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Obudziłem się późnym rankiem. Wczorajszy dzień dosłownie zwalił mnie z nóg. Gwar miasta, cyrk, pierwsze wrażenia.. Zapowiadało się wspaniale! Od zawsze coś ciągnęło mnie w nieznane, a teraz miałem szansę zaspokoić swoje potrzeby i jednocześnie wykonać coś pożytecznego. Bomba! Rozejrzałem się dookoła. Wszyscy, rześcy i pobudzeni kręcili się po polanie.
Długo na mnie czekali? zastanawiałem się.
Szybkim ruchem podniosłem się w górę i rozprostowałem plecy. Powoli dołączyłem do reszty. Zdążyli już zebrać się wkoło nowo przybyłej - Ewy. Wolałem zatrzymać się na uboczu. Pomimo zapewnień Ritsu nie byłem co do niej przekonany, miałem szczery uraz do zwierząt jej pokroju. Może z czasem uda mi się zaprzyjaźnić z tą ludzką znajomą. Czułem, że ma wobec nas dobre intencje.
- Gdzie teraz pójdziemy?- usłyszałem głos Kariego kierowany do Alphy.
- Ja idę sprawdzić nadajnik, a wy zostajecie tutaj, aż wrócę.
- Ale to bezsensu.- wtrącił się Tomoe.- Nie możemy gdzieś pójść? Na przykład do parku?
- Nie wiem, czy to dobry pomysł...
Pomimo sprzeciwów plan spotkał się z uznaniem pozostałych wilków. Również byłem zaciekawiony całym tym przedsięwzięciem.
- To, co?- zapytał pełen nadziei- Możemy?
- Ech... No dobra, ale  jak coś przeskrobiesz, Tomoe...- ciężko westchnął - Ryuu, wiesz co robić?
Basior przytaknął. Spojrzałem na niego z ciekawością. Najwyraźniej miał jakieś ekstra zadanie, o którym nie było dane mi wiedzieć.
- Mefisto, czy..,
- Nie.- odpowiedział kot.- Nie chcę na to patrzeć.
Teatralnie zasłonił oczy łapką.
- Rozumiem.
Nie przepadałem za kocurem, dlatego cieszyłem się w duchu, że nie idzie z nami. Ruszyliśmy po chwili, prowadził nas Ritsu, bocznymi uliczkami. W pewnym momencie zatrzymał się i zwrócił w naszą stronę. Wysłuchaliśmy, co miał nam do powiedzenia.
- Musimy się rozdzielić. Ja idę do Ewy, a do parku zabierze was Tomoe. Znasz drogę?
- Tak.
Poszliśmy za basiorem. Wiedziałem, że nie można się po nim niczego spodziewać, więc pełen niepokoju oczekiwałem rozwoju akcji.
Do parku dotarliśmy dość szybko, jak na mój gust. Nie było ta za dużo ludzi, ale dla bezpieczeństwa całej operacji skradaliśmy się pomiędzy krzakami. Co chwilę ostre gałęzie zahaczały o mój grzbiet mierzwiąc futro.
Ze wstrętem obserwowałem dwunożne istoty. Moją uwagę szczególnie przykuł gruby mężczyzna, który jak na swoją wielkość zwinne uwijał się przy nieznanym mi urządzeniu. Dochodził od niego piękny, lecz nieznajomy zapach pieczonego mięsa. Dopiero teraz zorientowałem się, że jestem głodny. Dałbym wszystko, aby zdobyć choć kęs tego przysmaku...
Los wyraźnie mi sprzyjał, grubcio ociężałym ruchem zaczął kierować się w inną stronę. Nie mogłem się powstrzymać i w takt z Tomoe podbiegłem do wózka. Był to istny raj! Mięsa starczyłoby na parę dni.
Zachłanny człowiek! Że też tacy potrafią tyle zjeść! przeszło mi przez myśl.
Chwilę rozkoszy przerwała Saya, która jako jedyna zauważyła nadciągające niebezpieczeństwo.
- Musimy się zmywać... On tu wraca.
Ucieszyłem się, miałem szansę pokazać mu, gdzie raki zimują! Powstrzymałem się ze względu na misję, której wykonanie było moim priorytetem. Postanowiłem jednak zostawić po sobie pamiątkę. Wraz z resztą zaczęliśmy ciągnąć skarbnicę jedzenia w stronę lasu. Jedynie Luna stała obserwując nasze zmagania. W ostatnim momencie skryliśmy się w gęstwinie drzew. Słyszałem jedynie krzyki zdenerwowanego człowieka. Nasze działanie nie zostało jednak docenione...
-Tomoe, wiesz, że teraz cała odpowiedzialność spadnie na mnie?- zdenerwował Ryuu.
- Oj tam, przynajmniej wszyscy się najedli.
- Czy ty wiesz, jakie mogą być tego konsekwencje?!
- Nic się przecież nie stało...
- Nic?! Ukradliśmy temu facetowi wózek!
- Przepraszam, to ja go pociągnąłem.- przyznał się Kari.
- To prawda, ale gdyby Tomoe nie rzuciłby się na niego, to nikt nic by nie musiał z nim robić!
- Phiii, i tak by ktoś nie wytrzymał i by się rzucił!
- No dobra, ale dlaczego to musiałeś być akurat ty?!
Kłótnia tak pogrążyła wszystkich, że nie zwróciliśmy uwagi na nadchodzącego właściciela. Z zaciętą miną i szpatułką w ręce kierował się prosto na nas.
-Wiać!
-A wózek? - usłyszałem głos kogoś z nas.
-Pieprzyć wózek, ratuj życie!
W szale rzuciliśmy się na wszystkie strony. Mieliśmy nadzieję, że go zgubimy. Jednak myliliśmy się. Głodny człowiek to zły człowiek. Gorączkowo myślałem jak wspomóc pozostałych. W biegu nie potrafiłem jednak nic wymyślić. Wpadłem na otwartą polanę.
A niech cię szlag..
Moja obecność była zauważona przez niemal 5 osób. Niewielkich rozmiarów kudłata kulka zaczęła piszczeć i szaleńczo skakać, a trzymająca go kobieta drzeć się wniebogłosy.
-Wilk, wilk!!
-Dzwońcie po hycla!
-Na straż!
Nie miałem jednak czasu na dalszą rozmowę, więc uprzejmie pożegnałem się i skoczyłem na prawo. Ponownie znalazłem się wśród grubych pni drzew. Niedaleko mnie biegli Kari i Ryuu.
-Dobrze, że jesteś - odezwał się się basior dysząc.
-Szukaliśmy cię - dodał drugi.
-Jaki plan?
-Rzeka na wschód stąd.. Tam mamy się spotkać.
Bez większego ociągania się ruszyliśmy przed siebie. Po około 5 minutach byliśmy na miejscu padnięci, ale szczęśliwi.
-A gdzie reszta? - dopytywałem.
-Pewnie jeszcze nie dotarli..
Rzeczywiście, kolejne wilki po chwili znalazły się tuż obok nas.
-Cztery, pięć, sześć... - liczył Tomoe -A gdzie Luna?
Jakby na zawołanie usłyszeliśmy donośny skowyt. Wymieniliśmy krótkie spojrzenia i podążyliśmy w stronę dochodzącego głosu. Gruby mężczyzna odgrodził waderze drogę ucieczki. Poczułem narastający gniew. Wywołałem silny podmuch wiatru i wyrzuciłem człowieka parę metrów stąd. Wilczyca była bezpieczna, wystarczyło jedynie skryć się w osłonięte miejsce...


Ritsu? Ryuu? Lexie? Luna? Kari? Saya? Tomoe? 

Od Jeffrey'a do Filly

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Po tym zdarzeniu zasnąłem. Podobało mi się, ale odczuwałem ból. Chyba Tomi, starał się być delikatny.  Gdy przebudziłem się Tomoe nie było. Rozejrzałem się po jaskini. Poszedł.. Czyli to było pożegnanie.. Opuściłem łeb. Nie mogłem się pogodzić, że musi na jakiś czas opuścić watahe. Zacisnąłem łapy i zęby. Pokazał mi co czuje do mnie. Mam nadzieje, że to się nie zmieni.
-Wróć niedługo- szepnąłem mrużąc oczy
Przeciągnąłem się i powoli wyszedłem. Postanowiłem przejść się po lesie. Przy okazji może coś upoluje..? Trochę jestem głodny. Albo pójdę do rodziców i u nich coś zjem. W sumie dobry pomysł. Jestem  jakiś obolały. Nie mam ochoty polować. Z lasu skierowałem się do jaskini rodziców. Zastałem ich w jaskini. Przywitałem się i zacząłem badać czy nie mają jakiegoś mięsa. Zauważyłem dużą sarnę. Oblizałem się i powoli podszedłem do zwierzyny. Spojrzałem się na rodziców i schyliłem się do mięsa. Odgryzłem duży kawałek i skierowałem się do wyjścia. Pożegnałem się z rodzicami i poszedłem do lasu. Tam chciałem zjeść w spokoju kawałek sarny. Spocząłem w cieniu drzewa i zabrałem się do jedzenia. Mięso było pyszne. Usłyszałem kogoś kroki i poczułem znajomy zapach wadery. Filly..? Była chyba z czegoś zadowolona. Podeszła do mnie.
-Cześć - uśmiechnęła się
-Hej- wysyczałem przez zęby
Spojrzałem się na nią. Ugh. Zapomniałem zamaskować swój zapach.. A pachnę Tomoe. Popatrzyłem się w inną stronę i wstałem.
-Gdzie idziesz?- zapytała
-Hym..- Zamyśliłem się- Przejść się..
Wszedłem między drzewa i poszedłem nad jezioro.
Filly?

Od Silmarien do Sheili

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Yyy... Jestem... A tak właściwie, po co ci to wiedzieć? - mruknęłam.
- Potrzebuję tych informacji, mów!
Nie odzywałam się przez dłuższą chwilę, a w tym czasie wadera mocniej przycisnęła mnie do ziemi. Jednak nie był on aż taki mocny, więc udało mi się wyślizgnąć.

Od Kariego: wyprawa cz.3

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
       Zostawiłem rodzinę, nie mogąc przestać o nich myśleć. Dopiero co mi dzieci dorosły, a już takie coś... No, ale obowiązki to obowiązki.
       Wróciliśmy z cyrku, a ja podszedłem do Sadagio i zagadnąłem go:
- Ty też tu jesteś?
- Tak.- odpowiedział.- Obowiązek wezwał.
- Mnie też.- uśmiechnąłem się.- Szlag, akurat, kiedy mi dzieci dorosły. Założę się, że zanim wrócę już pozakładają rodziny i urodzą mi się pierwsze mioty.
- Nasze jeszcze nie dorosły. Moje i Riv.
- Musi teraz cierpieć.
- Tak, ale jest silna, da sobie radę.
- Jesteś pewien?
- Tak. Szczególnie po tym jak powiedziała mi to, "Jakbyś znalazł tam inną waderę to szalej, ale nie zapominaj o mnie".
- To do niej podobne.- uśmiechnąłem się do siebie.- Zawsze gotowa jest na czyjąś śmierć, lub na to, że ktoś bliski ją zostawi.
- Nie mam zamiaru.
- Może... Ale pamiętaj, że nie mieliśmy lekkiego życia. Wiesz, ona myśli tylko o śmierci...
Odszedłem od niego. Ta rozmowa zbyt mnie bolała. Postawa mojej siostry, przeszłość i przyszłość - to wszystko zwaliło się na mnie w jednej chwili.
Westchnąłem.
Zmęczyłem się całym tym dniem, wszystkimi jego atrakcjami. Nadal nie wiedziałem, czy mogę ufać Ewie, a akrobacje cyrkowców przyprawiały mnie o dreszcze...
To był jeden ciekawszych dni, ale kolejny był jeszcze lepszy...

~~~~~~~~

Wstałem jak największy leń i śpioch - ostatni...  A nie, jednak większym leniem okazał się Sagi, choć był na łapach chwilę później.
Ritsu porozmawiał chwilę z Lexie, a potem ogłosił, że po południu wyruszamy z miasta.
Cieszyło mnie to. Byłem za blisko ludzi. Zdecydowanie, a gdy podeszła do nas Ewa myślałem, że ucieknę, ale musiałem jej ufać, wierzyłem Ritsu.
Właściwie to nie przygotowałem się psychicznie to pobyt w mieście.
- Gdzie teraz pójdziemy?- podszedłem do Alphy.
- Ja idę sprawdzić nadajnik, a wy zostajecie tutaj, aż wrócę.
- Ale to bezsensu.- wtrącił się Tomoe.- Nie możemy gdzieś pójść, no nie wiem na przykład do parku?
- No nie wiem, czy to dobry pomysł...
Jednak, cały plan wyjścia do parku spotkał się z aprobatą reszty drużyny.
- To, co?- zapytałem.- Możemy.
- Ech... No dobra, ale  jak coś przeskrobiesz, Tomoe...- westchnął.- Ryuu, wiesz co robić?
Basior przytaknął.
- Mefisto, czy..,
- Nie.- odpowiedział kot.- Nie chcę na to patrzeć.
Teatralnie zasłonił oczy łapką.
- Rozumiem.
Ruszyliśmy po chwili, prowadził nas Ritsu, bocznymi uliczkami. W pewnym momencie zatrzymał się, powodując, że wpadła na mnie Luna. Odwróciłem się i na nią spojrzałem. Odwróciła tylko wzrok, nawet nie przeprosiła.
Wysłuchaliśmy, co ma nam do powiedzenia Alpha.
- Musimy się rozdzielić. Ja idę do Ewy, a do parku zabierze was Tomoe. Znasz drogę?
- Tak.
Poszliśmy za basiorem. Trochę niepokoił mnie jego uśmieszek. Czyżby coś kombinował?
Moje rozmyślania przerwał ssący ból w żołądku. Głód.
Co prawda jedliśmy jakieś śniadanie, ale tego wszystkiego było za mało, by nas wszystkich wykarmić, dlatego chyba nikt się nie najadł...
Dotarliśmy do parku, a ja byłem już zupełnie głodny, z resztą jak chyba wszyscy.
W parku nie było za dużo ludzi, ale nawet przez to nieliczne grono musieliśmy skradać się krzakami. Patrzyłem na ludzi, obserwowałem ich, zastanawiając się, jak udało im się udomowić wilki. Moją uwagę przykuła pewna pani z małym zwierzątkiem, które zaczęło piskliwie szczekać na jakiegoś większego psa. Gdyby nie ten szczeko-podobny pisk, to pomyślałbym, że to myszka. Piesek był malutki, wielkością  nie sięgał mi do pięt. Miał też króciutką białą sierść i zakręcony ogonek.
Hmmm, bardzo szpetne zwierze, jak oni mogą je trzymać w domu?
Właścicielka wzięła psiaka na ręce i wyszła dumnie z parku, a my dalej podążaliśmy przez krzaki, aż wyszliśmy na polanę, na której nie było nikogo. Prawie.
Na środku stał bardzo gruby facet i piekł coś przy jakimś stojaku. Pachniało pięknie.
Piekł jakieś mięsko. Ale dziwne. Pachniało jakimś drzewem i nie miało normalnego kształtu oderwanego płatu mięśni. Miałem ochotę wyrwać je temu plugawemu człowiekowi, jednak się powstrzymałem.
Ku mojej radości człek ten, odszedł na bok, w jakieś krzaki i nie wyglądało na to, żeby miał za chwilę wracać...
Ryuu nie zdążył go powstrzymać - głodny Tomoe biegł do jedzenia.
Za nim podążały już wszystkie wilki, byleby coś zjeść.
Nie mogłem stać jak kołek, więc ruszyłem za nimi. Bałem się tylko, że jedzenia dla wszystkich nie starczy.
 Moje wątpliwości minęły po zobaczeniu wózka z tą przekąską - u dołu miał ogromny schowek z nienormalną ilością tego smakołyku.
Głód wygrał ze mną. Rzuciłem się do jedzenia jak wszyscy, prócz Luny wegetarianki i Ryuu przepełnionego poczuciem winy.
Pałaszowaliśmy w najlepsze, gdy nagle Saya powiedziała do Tomoego:
- Musimy się zmywać...
- Dlacegło?- odpowiedział z pyskiem zapchanym jadłem.
- On tu wraca.
Przestraszyłem się i chciałem uciekać, ale z drugiej strony nie chciałem zostawiać jedzenia. Pod wpływem impulsu chwyciłem wóz z jednej strony i pociągnąłem go w krzaki.
Nie dałbym sobie rady gdyby nie pomoc innych wilków, którzy zrozumieli plan i mi również chwycili wózek.
Jedynie Luna stała obserwując moje poczynania. Czy nie poczuwała się do odpowiedzialności jako członek wyprawy? Nie rozumiałem jej.
Udało nam się wciągnąć wszystko w krzaki, w samą porę, bo dziwny grubasek właśnie wrócił i zaczął krzyczeć w niebo głosy: "Gdzie mój wóz! Gdzie mój wóz!" Wydał mi się wtedy taki śmieszny, że ledwo powstrzymałem się od śmiechu, ale Tomoe śmiał się pod nosem z sukcesu, jednak kara go nie ominęła.
- Tomoe, wiesz, że teraz cała odpowiedzialność spadnie na mnie?- powiedział Ryuu.
- Oj tam, przynajmniej wszyscy się najedli.
- Czy ty wiesz, jakie mogą być tego konsekwencje?!
- Nic się przecież nie stało...
- Nic?! Ukradliśmy temu facetowi wózek!
       - Przepraszam, to ja go pociągnąłem.- poczułem się winny.
- To prawda, ale gdyby Tomoe nie rzuciłby się na niego, to nikt nic by nie musiał z nim robić!
- Phiii, i tak by ktoś nie wytrzymał i by się rzucił!
- No dobra, ale dlaczego to musiałeś być akurat ty?!
Czułem się strasznie, po tym co zrobiłem, a najgorsze było jeszcze przed nami - właściciel wózka zmierzał w naszą stronę. Musieliśmy się jak najszybciej ewakuować, ale wszyscy byli czymś zajęci....


RITSU? LUNA? TOMOE? RYUU? SADAGIO? SAYA? KARI?

Od Naomi CD Shiro

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nie czekając na odpowiedź, ruszyłam do jaskini Liderów. Będąc już blisko czułam, jak nowe i silniejsze warstwy pazurów nachodzą na siebie przygotowane do ataku.
-Nie spinaj się..wyluzuj..jak zabijesz jego, to Amera zabije ciebie nawet jak uciekniesz...- mówił cichy, łagodny ale stanowczy głos w mojej głowie.
Trochę spięta i zdenerwowana stanęłam przed jaskinią.
- Tak moja kara ma wyglądać? - zapytałam oburzona
- Tak. Jeżeli myślisz że tyle to się mylisz. Musisz mi coś do Ritsu dostarczyć i jemu towarzyszyć- powiedział Shiro
- Bez dzieci nie pójdę - powiedziałam stanowczo
- Naomi, ja nie jestem w bojowym nastawieniu więc tobie radzę też tego nie robić
Spojrzałam na niego i uspokoiłam się, ale wciąż nakręcało mnie coś do ataku.
- Wybacz- burknęłam.
- Nic się nie stało. Możesz zabrać jedno dziecko, najbardziej przydatne. Musisz także słuchać się Ritsu, to on przewodzi wyprawą.
- Zgoda... Co mam dostarczyć? - zapytałam
- Lexie jest dobrą zielarką, ale przyda się im Neko.
Z cienia jaskini wyłoniła się kotka, podeszła i spojrzała na mnie. Szczerze nie nawidziłam kotów tak samo jak warczących psów. Zwróciła wzrok na basiora.
- Tylko tyle? -zdumiałam się.
- Łap - rzucił mi medalion z zawieszonym kryształem.
- A co to?
- Potrzebne do badań, a raczej żeby pomóc komuś. Ritsu będzie wiedzieć co z tym zrobić, daj mu go od razu. Chcę tobie zaufać więc nie zmarnuj swojej szansy. Powodzenia Naomi...
Powiedziawszy to ruszył w las. Ja stałam chwilę nie wiedziąc co zrobić najpierw. Wygrała decyzja, kto ze mną wyruszy: Loara czy Luis?

-Jeśli obojga będą robić awanturę, żadne nie pójdzie...- postanowiłam cel tematowi, o którym miałam z nimi rozmawiać. Przed jaskinią Loara i Luis ćwiczyli swe żywioły. Zauważywszy mnie przestali i usiedli, czekając, aż podejdę.
-Witaj, matko..- powitał mnie mój syn dumnie.
-ee..Witaj matko- rzekła uroczyście córka ukąszona jadowitym spojrzenie basiora.
-My chcie...-urwał Luis na widok mojego piorunującego wzroku.
- Rozumiem, nie musicie się tłumaczyć. Wystarczy, że posłuchacie uważnie, co mam wam do powiedzenia.
I opowiedziałam im to, co powiedział Lider.
-Czyli że jedno z nas może wyruszyć?- nie dowierzał Luis.
-I to, że ja ustanowiłam, iż jeśli będziecie się kłócić, obojga zostajecie.- dokończyłam za basiora.
-Ja wolę zostać. Wszystko mi jedno. Niech Luis zostanie wybrany- mruknęła Loara pod nosem i weszła w milczeniu do jaskini ciotki.
Nagle, znikąd pojawił się Lider. Zdziwiło mnie to, że jednak tutaj przychodzi.
Luis odchrząknął znacząco i rzekł i wyprostował się dumnie:
-Witaj, Liderze..

Shiro?

Od Shiro do Naomi

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Najpierw pojawiła się u mnie sowa, a potem sama Naomi. Wyglądała na zdziwioną i zdenerwowaną jednocześnie.
- Tak moja kara ma wyglądać? - zapytała oburzona
- Tak. Jeżeli myślisz że tyle to się mylisz. Musisz mi coś do Ritsu dostarczyć i jemu towarzyszyć
- Bez dzieci nie pójdę - powiedziała stanowczo
- Naomi, ja nie jestem w bojowym nastawieniu więc tobie radzę też tego nie robić
Spojrzała na mnie i uspokoiła się.
- Wybacz.
- Nic się nie stało. Możesz zabrać jedno dziecko, najbardziej przydatne. Musisz także słuchać się Ritsu, to on przewodzi wyprawą.
- Zgoda... Co mam dostarczyć? - zapytała
- Lexie jest dobrą zielarką, ale przyda się im Neko.
Kotka słysząc to podeszła do nas i spojrzała na Naomi, zupełnie jak jej wuj Mefisto wyglądała. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Zrozumiałem że nie ma nic przeciwko.
- Tylko tyle? - zapytała
- Łap - rzuciłem jej medalion z zawieszonym kryształem.
- A co to?
- Potrzebne do badań, a raczej żeby pomóc komuś. Ritsu będzie wiedzieć co z tym zrobić, daj mu go od razu. Chcę tobie zaufać więc nie zmarnuj swojej szansy. Powodzenia Naomi...
Powiedziałem to z nadzieją w głosie i poszedłem w las. Miałem nadzieję że postąpi słusznie.

Naomi?

Od Naomi CD Ritsu ( do Shiro)

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Obojga odeszli a ja ruszyłam przed siebie nie zważając na uwagi i komentarze bliźniąt.
- Trzeba było im strzelić ze dwa sople i byłoby po sprawie...- mruknął Luis pod nosem.
-Nikt nie będzie mnie kontrolował!- żachnęła się Loara.
-Przestańcie obojga!- ryknęłam obnażając ze złości kły na własne dzieci.- Koniec tematu! To moja sprawa, co jest między mną, Alphą i Liderem!
-Mamo, czy ty przypadkiem nie...- urwała Loara potykając się gwałtownie. To Luis hyłkiem podłożył jej łapę i się potknęła.
-Loara, koniec tematu. Luis, dość!- poleciłam.- a teraz wracać do ciotki Sanset. Marsz!
- A co będzie z Tobą, mamo?- zapytała troskliwie Loara.
-Trzeba znaleść większą jaskinię dla was. Ja będę mieć własną tylko dla siebie. Wy jesteście dorośli i możecie mieszkać sami.
- Ale...- jęknął zszokowany basior.
- Nie! Marsz do Sanset! Natychmiast!- rozkazałam bliźniakom i znikłam rozpływając się w powietrzu.
Rozłoszczona dryfowałam po niebie z wiatrem. Byłam niewidzialna jak wiatr, kochałam powietrze, wolność. Unosząc się wysoko ponad koronami ujrzałam pomiędzy drzewami wodospad. Ten wodospad, w którym się prawie utopiłam, przybywając na te tereny.
Wylądowałam gładko na skale. Rozejrzałam się dookoła. Teraz dopiero zauważyłam, że przychodzi wiosna. Tam, daleko stąd gdzie przebywałam, nie odczuwało się tego, że w ogóle istnieje pora roku.
Pogrążona w myślach nie zauważyłam, że przede mną stoi Akai, trzepocąc zawzięcie swoimi skrzydłami. No nóżki miała przyczepiony liścik. Odwiązałam pergamin i natychmiastowo odleciała. Śledziłam ją wzrokiem, aż nie zniknęła za górami.

Pergamin zapieczętowany był dużej wielkości odciskiem łapy.
-To na pewno od Shiro..-.mruknęłam pod nosem, otwierając zawiniątko.

"Ogłaszam, że zostałaś dołączona do wilków, które razem z Liderem i Alphą wyruszają na pomoc innej watasze, której wcześniej pomogliśmy. Resztę dowiesz się przybywając do wyznaczonego miejsca "
~ Lider Shiro

-Nie wierzę. Taką karę mi wybrał?- zapytałam siebie sama na głos.- Akai!-zawołałam sowę.

Po chwili sowa przyleciała i usiadła na skałce nad wodą. Przywiązałam jej list z powrotem do małej nóżki.

Shiro? 

Od Shiro do Filly i Jeffrey'a

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałem na nią podejrzliwie. Nigdy to nie zapowiada się ciekawie i nigdy dobrze się nie kończy, kiedy chodzi o taki eliksir. Muszę mieć się na baczności, albo komuś kazać....
- Trochę zajmie mi przygotowanie czegoś takiego. Poco ci taki eliksir? - spojrzałem na nią
- Nie twoja sprawa - mruknęła
- Nie moja... A czyja?! Jestem Liderem, znaj swoje miejsce i miej do mnie należyty mi szacunek!
Spojrzała na mnie przerażonymi oczami. Nie dość że waderami gardzę, to jeszcze nie okazuje szacunku Liderowi... Jestem też Głównym Szamanem, więc przydałoby się zrobić taki eliksir. Nigdy jeszcze nie miałem okazji go zrobić, może to być dobra nauka dla mnie. Ciekawiło mnie jednak bardziej dla kogo ona to szykuje...
- Postaram się go szybko zrobić, ale musi trochę postać. Kiedy będzie gotowy to go dostaniesz, możesz co jakiś czas zaglądać, ale myślę że będzie za dwa dni. Jeszcze się zastanowię nad tym czy go zrobić. Czy mogę teraz wiedzieć poco ci on?
- Nie odwzajemniona miłość - powiedziała patrząc się na mnie
- Nich będzie, idź już.
Wyszła z jaskini. Poczekałem trochę.
- Dajki, jesteś tu?
- Tak - powiedział pojawiając się - Wiedziałeś że tu jestem?
- Nie. Jesteś w tym perfekcyjny, nawet zapach jest niewyczuwalny. Idź sprawdzić co ona kombinuje, ale nic nie rób, tylko obserwuj.
- Tak jest - zasalutował mi żartobliwie i poszedł
- Usami, ty też dowiedz się. jesteś duchem i nikt ciebie nie widzi, możesz dowiedzieć się więcej, tak jak on nic nie rób tylko obserwuj i zamelduj co widziałeś.
- Skoro tak mi każesz... - zaśmiał się i ruszył
Położyłem się i zacząłem się zastanawiać czy nie poprosić kilku szpiegów i dowiedzeniu się o co jej chodzi. Jednakże zrezygnowałem, bo to może udać się tylko tym, których i tak wysłałem. Jeffrey jest szpiegiem, może jego poproszę o dowiedzenie się czegoś, w końcu szpieg powinien umieć dobrze grać. Chyba że tu chodzi własnie o niego, ale przyszedłby przecież... Muszę poczekać na moich posłańców. Wstałem i poszedłem do innej części jaskini gdzie były zwoje i pergaminy, zacząłem szukać eliksiru.

Jeffrey? Filly?

Od River do Sadagio

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
       I tak mijały im dni. Niby takie same, ale nie było miejsca na nudę, nie ze szczeniakami.
Jednak wszystko co dobre, szybko się kończy...
       Był dość słoneczny, jak na początek wiosny, dzień.Szczeniaki właśnie wybudziły ze snu River i Sagiego.
- Miamo.- jęczała Diana.- Pora jeść!
- Wiem, wiem.- ziewnęła przeciągle.
- Ilie można spać?- dziwił się Jared.- Juź prawie południe.
- Co? Już tak późno?- krzyknął Sagi zrywając się na równe nogi.
- Tak, to już ta godzina.
- Miamo!- krzyknęły jak na komendę bliźniaki.- Głoodni!
Po śniadaniu zjawił się niespodziewany gość.
- Ryuu, co cię tu sprowadza?- zapytał Sadagio.
- Musimy pogadać.
- No, to mów.
- Nie tutaj, musimy pogadać na zewnątrz. Nie przy River.
- Ej, chłopaki. Ja tu cały czas jestem.- uśmiechnęła się.
Wyszli na zewnątrz i chwilę nie wracali. Potem Sagi wrócił, już sam.
- River, musimy pogadać.- zaczął.- Ale nie tu.
Wadera wydała się być zmartwiona, tak samo jak on.
Wyszli po za jaskinię.
- Muszę wyruszyć.- zaczął Sagi.- Na misję z watahy. Jestem tam potrzebny.
- Ale... Kiedy wracasz?
- Nie wiem. Być może dzieci zdążą dorosnąć, być może mnie nie poznają, ale moim obowiązkiem jest tam pójść.
- Wiem o tym. Kiedy wyruszacie?
Basior zawahał się.
- Jeszcze dziś.
       Wadera przytuliła go mocno.
- Tylko nie waż mi się tam zginąć. Za dużo już w życiu straciłam.
- Obiecuję, że wrócę.
- Ale jakbyś znalazł tam inną waderę to...
- To?
- Szalej, ale nie zapominaj o mnie.

Od Very do Ritsu

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nastał dzień. Tata wyszedł z jaskini na polowanie, a ja, mama i moje rodzeństwo bawiliśmy się razem. Nagle przyszedł Ritsu szybko do niego podbiegłam.
- Muszę wyruszyć na misje i to ważną. Jeżeli chcesz się uczyć to możesz poprosić któregoś z nauczycieli szczeniąt, a jeżeli chcesz nauczyć się dobrze polować to poproś Mikoto, nasze moce są do siebie można rzec zbliżone. Ucz się pilnie, a kiedy wrócę to może mnie zaskoczysz. Do zobaczenia... -powiedział do mnie.
Trochę posmutniałam, ale wiedziałam, że wróci. Potem przyszedł tata z sarną i korzonkami dla Viviana. Potem do południa bawiłam się w jaskini. 
Po południu razem z całą moją rodziną wyszliśmy na spacer. Zauważyłam Ritsu, stał z jakimiś wilkami i się jeszcze żegnał. Nagle przypomniałam sobie o moim listku, którego zawszę noszę przy sobie, i którym się często bawię. Szybko podbiegłam do Ritsu wołając:
-Ritsu! Ritsu to dla ciebie, moja najulubieńsza zabawka, żebyś o mnie pamiętał. -powiedziałam i dałam mu listek.
On uśmiechną się szczerze i schował listek w ogon.
-Ja też coś dla ciebie mam, tylko zapomniałem ci wcześniej dać. -powiedział.
Po chwili wyciągną mały naszyjnik i nałożył mi go na głowę.
-Dziękuję. -powiedziałam.
Przytuliłam się do jego łapy, a potem puściłam i pobiegłam do rodziców. Widziałam jak odchodzi, pomachałam mu łapką i wróciłam do jaskimi.

Ritsu? Kiedy wrócisz?

Od Mikoto do Hiyori

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- To dopiero początek twojego lenistwa. Musisz tak wytrzymać trochę. Jeżeli są demonami to szybko zaczną chodzić i uczyć się...  - spojrzałem na nia
- Postaram się jakoś wytrzymać. Powoli drętwieją mi nogi...
- Skoro tak to idź na spacer - spojrzałem na nia
- A dasz sobie sam radę? - spojrzała na mnie z troską
Chyba to siedzenie w miejscu jej nie służy. Niech lepiej rozprostuje te nogi.
- Kochanie...  Ja jestem opiekunem szczeniąt. Chyba zapomniałaś o tym...  - westchnąłem
- Faktycznie...  Wybacz mi, zapomniałam - zrobiło się jej głupio
- Nie przejmuj się. Jeżeli potrzebujesz ruchu czy z kimś porozmawiać to idź, nie krępuj się. Ja też jestem tutaj żeby się nimi zajmować - pocałowałem ja w głowę
- Co ja bym bez ciebie zrobiła?
- Nie miałabyś ze mną dzieci
Hiyori wyszła a ja zostałem z maluchami. Czułem że znowu jestem przydatny. Kochałem się zajmować dziećmi. Maluchy spały, więc w tym czasie przygotowałem specjalne zastępcze mleko na wypadek gdyby się obudziły. To samo mleko stosowałam podczas opieki nad Tomoe. Nie narzekał na nie i wyrósł na silnego wilka, więc zakładam że jest idealne, ale i tak najlepsze jest mleko od matki. Po jakimś czasie młode się obudziły i domagał jedzenia. Dałem im to przygotowane przeze mnie, a potem poszły spać. Położyłem się koło nich. Nawet przy takich maleństwach nie nudziłem się, nawet kiedy śpią.

Hiyori?

Od Ritsu do Very

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Poszedłem do siebie. Załatwiałem sprawy aż do wieczora. Położyłem się na skórze i szybko zasnąłem. Rano jak zwykle wcześnie wstałem. Udałem się na spacer. Kiedy zgłodniałem postanowiłem coś upolować. Trafił mi się młody dzik. Już miałem zamiar zabrać się za posiłek, gdy nagle wyczułem z tyłu za sobą Vere.
- Chcesz ze mną zjeść? -zapytałem głośno tak żeby mnie usłyszała
- A mogę? - zapytała podchodząc
- No pewnie
Zabraliśmy się za jedzenie. Chyba byłem głodny bo mięso mi smakowało. Po posiłku zaczęliśmy odpoczywać.
- Dzisiaj mnie czegoś nauczysz?
- A czego mam ciebie uczyć? - spojrzałem na nia
- Polować!
- No dobra
Poszliśmy w las.  W pewnym momencie zatrzymałem się.
- Po prawej, parę metrów od nas bawią się króliki. Jak na początek powinno być prosto...  - powiedziałem patrząc na nią
- Skąd wiesz że tam są? Nawet tam nie patrzyłeś? - zapytała z wątpliwościami
- To moja umiejętność - uśmiechnąłem się do niej
Vera udała się tam i próbowała zapolować. Nie udało jej się ale wiedziałem że w końcu się nauczy, to tylko kwestia czasu. Następnego dnia przybył Tajki. Zostawiłem go w swojej jaskini i udałem się do Very.
- Muszę wyruszyć na misje i to ważną. Jeżeli chcesz się uczyć to możesz poprosić któregoś z nauczycieli szczeniąt, a jeżeli chcesz nauczyć się dobrze polować to poproś Mikoto, nasze moce są do siebie można rzec zbliżone. Ucz się pilnie, a kiedy wrócę to może mnie zaskoczysz. Do zobaczenia...
Pożegnałem się z nią i wróciłem do siebie.

Vera?

Od Darka do Nereshy

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
-To jakaś choroba? -zapytałem.
-Tak, ale nie umiem ci tego wyjaśnić, na czym to polega. -odpowiedziała.
-Aha. Kochanie, bo jak ty i Vivian byliście u Shiro, to pomyślałem... może byśmy wzięli ślub?
-Tak zdało by się. To kiedy?
-Może w ten weekend? Wszyscy będą mięli przerwę od ,,pracy".
-Tak to dobry pomysł. To kogo zapraszamy?
-Na pewno całą rodzinę Cleo, Catala.
-A może jeszcze kogoś?
-Nie chyba raczej nie. A tak! Możemy zaprosić River i Sadogio.
Wadera zaśmiała się.
-A jakie byś chciała kolory? -zapytałem.
-Srebrny i zielony, bo wiesz śnieg już topnieje i zaczyna się pojawiać trawa. -odpowiedziała.
-Vera będzie mogła trzymać pierścionki, a Vivian i Vanessa sypać kwiaty.
-A może lepiej, żeby Vivian trzymał pierścionki?
-Jak sobie chcesz.
Nagle przybiegły do nas szczeniaki i powiedziały:
-Mamo, tato jesteśmy głodni.
-Zaraz wam coś przyniosę. -mówiąc to wstałem.
Wyszedłem z jaskini. Gdy byłem już w lesie, złapałem małą sarnę, zabiłem i pomyślałem: A co będzie jadł Vivian, on jest już zadurzy, na mleko.
Nagle zobaczyłem River niosącą coś w pysku.
-Cześć Riv. -powiedziałem.
Wadera wypluła korzonki i powiedziała:
-Cześć Dark.
-River dałabyś mi trochę korzonek, bo mój syn nie je mięsa. -powiedziałem.
-Dobra, masz. -dała mi małą górkę korzonków.

Neresha?

Od Filly do Jeffrey'a i Shiro

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Gdy basior poszedł sobie, ja ruszyłam tropem Jeffrey'a. Doszłam do jakiejś jaskini. Nie było go tam, ale zostawił po sobie kolejnu trop, ruwnież za nim poszłam.
~~~~~~~~~~~~
Slad prowadził do jaskoejś jaskini. Z daleka zauwarzyłam tą waderę, cp była z Tomoe. Musiałam ją ominąć. Położyłam się na ziemię i zaczęłam się czołgać. Byłam już przy jaskini. Słyszałam głos Tomoe i Jeffrey'a, wsłuchałam się.
- Nie w ten sposób... Shiro wyznaczył mi misję i muszę na nią iść z winnymi wilkami. Chyba to coś poważnego
- Kiedy wyruszacie? - zapytał smutno
- Jutro wieczorem 
A więc to tak... Posłyszny ojculkowi, Tomuś wyjerzdża? Ohhhh jużja dopilnuje, żeby w tym czasie Jeff w końcu został mój -pomyślałam i czym prędzej ruszyłam w stronę mojej jaskini.Niestety los chciał, żebym natknęła się na tą waderę.
-Błagam nie rub mi krzywdy, jestem za młoda na śmierć. -powiedziałam.
Wadera się tylko zaśmiała, ja w tym czasie uciekłam. Jutro miałam iść po coś do Shiro.
~~~~~~~~~~~~
Nastał dzień. Po śniadaniu udałam się w stronę jaskini Shiro i Amery. Wiedziałam, gdzie oni mieszkają, bo czasami mijałam ich dom. 
Weszłam i przywitałam się z liderami.
-Shiro, to ty jesteś głównym szamanem? -zapytałam.
-Tak, a co? -odpowiedział pytaniem.
-Umiałbyś zrobić eliksir miłości?

Jeffrey? Shiro?

Od Lexie - Wyprawa cz.2

Data:
29 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Basior uśmiechnął się do nas ciepło, jakby chciał przekazać nam trochę motywacji. Ruszyliśmy zwartą grupą, na której czele szli Tajki i Ritsu. Cały czas przeżywałam przedstawienie cyrkowe. Było magiczne, a do tego wata cukrowa... Nigdy czegoś takiego nie jadłam. Będę musiała poprosić kota o załatwienie biletów na inne przedstawienia. Chętnie wybrałabym się na nie z Dannylem.  Interesowała mnie też Ewa, chociaż na początku trochę się jej wystraszyłam. Byłam bardzo ciekawa, jak Ritsu ją poznał. Uwalniając się ze świata myśli rozejrzałam się wokół i zauważyłam, że większość ekipy dobrała się w pary i rozmawiają przyciszonymi głosami. Ja podeszłam do Luny, gdyż nikogo innego tu nie znałam.
-  Teraz już wiem, czemu życzyłaś mi dobrych snów.- zagadnęłam waderę.- No, przynajmniej się domyślam.
Uśmiechnęła się do mnie, ale nic nie odpowiedziała. Jeszcze kilka razy próbowałam nawiązać z nią rozmowę, ale bez skutku. Wadera milczała. Odłączyłam się więc od niej i szłam sama na końcu. Zastanawiałam się, co mam zrobić, żeby naprawdę pomóc w misji. Czułam się tutaj niepotrzebna. W głowie zaświtała mi pewna myśl, możesz pomóc w zaplanowaniu odbicia, tej wadery. Tak więc zaczęłam planowanie. Byłam tym tak zaabsorwowana, że nie zauważyłam kiedy zrobiliśmy postój. Poczułam nagłe zmęczenie. Strasznie bolały mnie nogi. Położyłam się pod drzewem i przyglądałam z zaciekawieniem innym. Kidy zauważyłam, że niektórzy postanowili się zdrzemnąć, zrobiłam to samo.
***
Obudziło mnie wołanie Ritsu. Wstałam szybko i zauważyłam, że jeszcze kilkoro wilków śpi. Korzystając z okazji podbiegłam do alphy, chcąc podzielić się z nim moim pomysłem. Napotkałam jego zdziwione spojrzenie.
- Mam pewien pomysł co do odbicia Amano.- zaczęłam, patrząc mu w oczy.
- Kontynuuj.
- Myślałam nad wykorzystywaniem podziemnych tuneli.- powiedziałam niepewnie.
- Z tego co wiem, nie mamy czegoś takiego.- wtrącił się Tajki.
- Od teraz już tak.- zastukałam łapą w ziemię. W miejscu w którym dotknęła podłoża, powstała nieduża dziura. Wejście do tunelu. Uśmiechnęłam się do nich, z dumą.
- Można to uwzględnić w planie, tylko czy którykolwiek wilk zdoła się tamtędy przecisnąć?- spytał Ritsu.
- Mogę je zmniejszać i powiększać.- odpowiedziałam.- Trochę mnie to męczy, ale poradzę sobie. 
- Musimy się z Tajkim zastanowić.- basiory spojrzały po sobie.- Damy ci znać.
- Dobra.- kiwnęłam im głową na pożegnanie i odeszłam na bok. Siedząc, czekałam aż wyruszymy dalej.

Ritsu? Luna? Tomoe? Ryuu? Sadagio? Saya? Kari?

Od Shiro i Ritsu - Wyprawa cz.1

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Shiro

Leżałem sobie na polanie i rozmawiałem z Ritsu. Dawno tego nie robiliśmy bo nie mieliśmy czasu, ale dzisiaj akurat troszeczkę wolnego się znalazło. Nagle w oddali zobaczyłem Ryuu. Kogoś do nas prowadził. Nie rozpoznałem w nim wilka z watahy. Miałem złe przeczucia.
- Shiro, Ritsu. Ten wilk wszedł na nasze tereny i powiedział że ma do was sprawę - powiedział biegacz
- Tajki? - spojrzał na niego Ritsu
- Ritsu? Jak dobrze że jednak trafiłem... Życie nam ratujecie... - powiedział wilk
- Mów o co chodzi - spojrzałem na niego - Ryuu zostań.
- Amano została porwana przez pewną watahę. Kaji zajmuje się wszystkim, ale nie jest w stanie jej odbić, są za silni. Szpiedzy powiedzieli nam że chcą nas wyeliminować a także was, podobno posiadacie kilka niewygodnych dla nich wilków. Dlatego przysłano mnie żeby poprosił was o pomoc. Błagam pomóżcie nam...
Spojrzałem na Ritsu. Kiedyś uratowaliśmy tą watahę przed ich straszną matką. Nie myślałem że jeszcze kiedyś się z nimi spotkam. Każdy sprzymierzeniec jest dobry... Pomyśleć że gdyby nie Ritsu moglibyśmy dzisiaj z nimi walczyć.
- Zgoda pomożemy. - powiedziałem - Ritsu zajmij się gościem a ja zbiorę wilki do wyprawy. Ja niestety nie mogę iść z wami, ale dam wam wilki które się wam przydadzą - spojrzałem na nich - Ryuu chodź ze mną...
Dzień wolny szlak trafił. Mogłem się spodziewać takiej akcji. Nie mogłem teraz opuścić watahy. Czułem że będę potrzebny właśnie teraz tutaj, a poza tym Amera jest w ciąży, nie mam zamiaru jej zostawiać. Ryuu poszedł za mną.
- Widzę ciebie na tej wyprawie, jesteś biegaczem przydasz się. Ritsu będzie dowodzić. Tomoe i Saya też pójdą... Tomoe jest biegaczem i strażnikiem nocnym, Saya też jest nocnym stróżem i zwiadowcą... Dobrze będzie. Widzę też tu Kariego, jest mordercą i opiekunem szczeniąt, powinien mieć dobre podejście do dziecinnych wilków. Pójdzie też Lexie, jest całkiem dobrym zielarzem, przyda im się pomoc medyczna i do tego jest z niej artystka, więc zapewni rozrywkę. Widzę też Sadagio, jest zwiadowcą i strażnikiem dziennym, przyda się zdecydowanie. Lune też weźmy, dopiero się uczy ale może wyrośnie z niej dobry szpieg. Pójdziesz przekazać wybrańcom o misji? - spojrzałem na wilka
- Tak, Shiro - już miał szykować się do odejścia ale zatrzymałem go
- Czekaj...
- O co chodzi?
- Jesteś doświadczony. Dam ci misję specjalną. Pilnuj Tomoe, nie dlatego że jest moim synem, lecz dlatego że mam przeczucie że coś może odwalić, niech nie zbliża się zbyt blisko do Sayi... Jasne?
- Jak sobie życzysz... - odpowiedział z uśmiechem i odszedł
Ryuu to wilk, któremu mogę zaufać. Nie zawiódł mnie jeszcze. Poszedłem do Ritsu i Tajkiego. Powiedziałem im kto idzie. Ritsu zgodził się. Nasz gość został u nas do następnego wieczora. Dałem czas wilkom na pożegnanie z bliskimi i przygotowanie się do wyprawy. Sam z Ritsu pożegnałem się na swój własny i tylko nam dobrze znany sposób, nie wiedziałem kiedy może wrócić. Wolałem żeby wiedział że chce jego szybkiego powrotu. Kiedy nastał wieczór wszyscy odeszli.


Ritsu

Wyruszyliśmy wieczorem. Zaplanowałem postój w mieście i tak też było. Mefisto dał nam możliwość przenocowania w szkole. 
- Idziemy do cyrku? - zapytał kot
Spojrzeliśmy po sobie wszyscy. Chyba niektórzy nie słyszeli nawet o czymś takim.
- Idziemy - zdecydowałem
- Mam dla nas miejsca vip'owskie
Poszliśmy za kotem na te jego miejsca. Żaden człowiek nas nawet tam nie widział. Były to idealne miejsca. Nagle poczułem jak coś mnie głaszcze. Spojrzałem na towarzyszy, którzy zamarli w bezruchu. Poczułem zapach Ewy. Spojrzałem w górę i ją polizałem.
- Nie myślałam że spotkam ciebie tutaj białasku. Mam wrażenie że gdzieś wybywasz ze swoimi towarzyszami. Jak będziecie wracać zajrzyj do mnie, chce mieć pewność że nadajnik wytrzymał. Jesteś dla mnie ważny. Może także pomogę wam medycznie. 
Skinąłem głową. Inni zobaczyli że normalnie zachowuję się przy kobiecie i trochę się rozluźnili, ale byli też tacy, którzy nie tracili czujności. Nagle pojawił się Mefisto.
- Ewa załatwiła te miejsca. Jest wpływowa kobietą w mieście. Czas oglądać, zaraz się zacznie uciszyć się proszę wy dzikusy z tundry.
Mefisto znowu był szorstki, arogancki i chamski w stosunku do innych, ale co poradzić na ten jego charakter. Miał rację, po chwili zaczęło się przedstawienie.



Po spektaklu wróciliśmy do szkoły. Ewa podwiozła nas swoimi samochodem terenowym. Po reakcjach innych zakładałem że to był ich pierwszy raz w takim pojeździe. Tym razem nie spaliśmy w pokoju dyrektora tylko w jakiejś sali. Rano zjedliśmy śniadanie przyrządzone przez Nanami i Clear. Wyruszyliśmy zaraz po posiłku. Wszyscy rozmawiali przez podróż po mieście tylko o cyrku. Chyba im się spodobał, miałem przynajmniej taką nadzieję. Czułem w powietrzu dwie zderzające się ze sobą aury. Demon i Anioł. Byłem pewny że to te dwie aury. Saya była zbyt niebezpieczna żeby spuścić ją ze smyczy, nawet Enma wie o tym dobrze. Starałem się wyczuć kto posiada w sobie anioła. Po chwili wyczułem że... Luna. Podróż zapowiadała się ciekawie. Bez sprzeczek się nie obejdzie i to na pewno. Kiedy wyszliśmy poza miasto zatrzymaliśmy się.
- Tajki, nie wiem gdzie jest wasza wataha teraz. Musisz wskazać nam cel. Nie przedstawiłem was sobie. To jest Tajki, jeden ze starszych braci Alphy, Amano, którą idziemy ocalić i przy okazji uratować też i nasze ziemię. Skoro przyszli nas prosić o pomoc to oznacza że nasi wrogowie są silni. Musimy być zgrani. A teraz Tajki, przedstawię ci wszystkich po kolei. To jest Sadagio, nasz Zwiadowca, posiada moc inokinezy, to jest Lexie, dobra z niej zielarka i ma moc geokinezy, Kari to zawodowiec w mordowaniu, jego moc to ogromna siła, Ryuu jest biegaczem, jego już poznałeś, posiada moc hipnozy, Luna posiada moc wchodzenia do snów i uczy się na dobrego szpiega - przemilczałem nowo poznany fakt - Tomoe to najstarszy syn Shiro i jest biegaczem, posiada moc telekinezy, Saya to moja córka i posiada władzę nad krwią
Wszyscy patrzyli się na mnie ze zdziwieniem.
- Posiadam poszerzone pole widzenia i czucia. Widzę i czuję więcej niż wy, co za tym idzie wyczuwam wasze obecności na pewnym obszarze i raczej się mnie nie zaskoczy, potrafię też wyczuć kto jaką moc posiada. Tajki twoja moc to teleportacja, ale ma ograniczenia jak każda moc. Możesz przemieszczać się tylko w miejsca które widzisz... - spojrzałem na niego
- Stałeś się silniejszy, ale dalej jesteś uroczy... - skomentował - Dobrze że wiemy kto co potrafi, będzie dużo prościej w wyprawie. Moja wataha znajduje się parę dni stąd. Droga prowadzi przez góry i inne miejsca. Nie pamiętam jakie, ale drogę znam. - spojrzał na nas
- No to w drogę - uśmiechnąłem się do niech ciepło


Ryuu ? Lexie? Luna? Sadagio? Kari? Saya? Tomoe? - czas wyruszać, obojętne kto pisze, ale pamiętajcie by jakoś innych uprzedzić że wy kończycie. Normalnie trzeba pisać 15 linijek, ale że to misja specjalna to minimum musi być 30 linijek... 

Od Nashi i Fuyu

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

*Od Fuyu*

Nie kochałem jej. Jestem po prostu potworem bez serca. Jakoś nigdy nie wierzyłem, ani w miłość, ani przeznaczenie.
Nasze usta oderwały się od siebie, a ja poczułem się lekko winny...
Ale to ona zaczęła, a co mi tam!
Wadera spuściła głowę w dół, jakby również czuła się winna. Spodziewałem się najgorszego.
- T-ty, masz chłopaka.- zapytałem, starałem się mówić spokojnie.
Wadera spojrzała na mnie,
- Nie, nie mam. Chyba, że mam liczyć ciebie.- uśmiechnęła się tak, jak lubię najbardziej.
- Ja bardzo chętnie nim zostanę. Jednak coś cię trapi, prawda?

*Od Nashi*

Przejrzał mnie. Czy ja muszę być tak słabą aktorką? Postanowiłam być szczera, ale nie powiedziałam mu wszystkiego. 
- Tak, jest coś co mnie martwi.- jego wzrok wyrażał tłumione zaciekawienie.- Martwi mnie, to, że mnie nie zechcesz.
- Dlaczego?- już nie krył zdumienia.- Co takiego jest w tobie nie tak?
- Kiedyś ci powiem, ale nie dziś. 
- Obiecujesz? 
- Tak.- pocałowałam basiora w policzek.- A teraz idź już do siebie, zobaczymy się jutro, dobra?
- Ok. 
Wyszedł z jaskini i oddalił się dość szybko. 
Odetchnęłam z ulgą. Ishi już prawie przejął kontrolę, ale udało mi się. 
- Czego ty chcesz?!- byłam na niego zła. 
Odpowiedziała mi cisza. 
- Jeśli chcesz mnie wkurzyć, to ci się to udało!
- Jesteś głupia.
- Słucham?!
- Jesteś idiotką, bo mu zaufałaś. Znacie się dopiero jeden dzień.
- Ale ja już wiem, że go kocham.
- Czy ty w ogóle wiesz, co to miłość?
Wkurzył mnie już ostatecznie. Starając się stłumić wybuch, nie odezwałam się.
- Wiesz, zawsze mógłbym sprawdzić w twoich myślach, ale mi je blokujesz. Dlaczego?Masz coś do ukrycia? No wiesz, ja przed tobą nic, dlatego cie nie blokuję. 
Poczułam, że to moja szansa.
- Owszem, nie blokujesz mnie. Dlatego wiem, że ty też się zakochałeś. Słyszę jak chodzi ci po głowie, której z resztą nie masz, jej imię. 
- Jakie?
- Cassydi, Cassydi, Cassydi, Cassydi...
Odpowiedział mi ciszą.
"Szach mat" pomyślałam.
- No, no, córka Liderów! Nie wiedziałam, że masz tak wysokie wymagania! Choć szczerze ci przyznam, że jest śliczna. 
- Nie zakochałem się. 
- To co to za uczucie, podskakującego, nieistniejącego, serca, na samą myśl o niej?
- Po prostu ją lubię. Bardzo...
- Oj, oj, wy też znacie się tylko chwilę, jedna rozmowa i to ja z nią gadałam. A w sumie, co to była za rozmowa, hę?
- Rozmowa, jak rozmowa. 
- Hahah! Zapytałam ją jak się nazywa, a ona uciekła. Inteligentna rozmowa, nie powiem. 
- Po prostu jest nieśmiała. 
- Skąd to wiesz? Już grzebiesz jej w głowie?
- Przestań! 
- Wiesz, że nigdy nie będziecie razem.
- Przestań! Stop!
- Skoro ją kochasz, to ja mogę kochać Fuyu. To proste!
- Tylko, że Cass, nie jest dwulicową suką, ale Fuyu za to jest!
- Co powiedziałeś?!
- Mówię, że Fuyu chcę cię tylko wykorzystać. Zaliczy cię i zostawi.
- Kłamiesz! 
- Nie. 
- Skąd ty to możesz wiedzieć? Kurwa... Dlaczego niszczysz mi życie?!
- Nashi, ja chcę cię chronić! 
- Gówno prawda!- z mojego oka poleciała łza.- Miałeś mnie chronić, a nie uprzykrzać mi życie!
- Nash...
Wybiegłam z jaskini. Ishi jeszcze kilka razy wołał mnie w głowie. Nie słuchałam. Jedyne co z tego wyłapałam to słowa: "Nie uciekniesz przede mną, ja mam być twoim wsparciem. Daj sobie pomóc!"
Jaka pomoc? Jaka?! Rujnowanie mi życia?
Z moich oczu leciało coraz więcej łez. W głowie kołatały mi jego słowa "mówię, że Fuyu chcę cię tylko wykorzystać. Zaliczy cię i zostawi."
Nie wierzyłam mu. Nie chciałam.
Nagle wpadłam na kogoś. Na Fuyu...

C. D. N.

Od Tomoe do Jeffrey'a

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Odchodzę z watahy... - powiedziałem
- Co? - zdziwił się
- Nie w ten sposób... Shiro wyznaczył mi misję i muszę na nią iść z winnymi wilkami. Chyba to coś poważnego - spojrzałem na niego
- Kiedy wyruszacie? - zapytał smutno
- Jutro wieczorem - spojrzałem na niego - Będziesz musiał jakoś poradzić sobie z Filly. Saya też wyrusza i Ritsu... - nie wiedziałem co mu powiedzieć - Jeżeli będziesz czegoś potrzebował to idź do Mikoto albo Dajkiego, oni są tu moimi przyjaciółmi...
- Dobrze...
- Nie bądź smutny... To prawda że muszę wyruszyć, nie wiem ile to potrwa ale moje uczucia nie zmienią się do ciebie. Saya zrobiła tak Filly że ona myśli że ja ciebie szantażuję i bawię się tobą - pchnąłem go i wylądował na grzbiecie, sam stanąłem nad nim - Zrobiła to na moje polecenie, nie chcemy żebyś miał zepsutą opinię. Chcę żebyś normalnie żył.
- Czemu to robisz dla mnie? - zapytał ze łzami w oczach
- Bo cie kocham - czułem jak robię się czerwony
Młody odwrócił wzrok. Poczułem że ranię go tym że odchodzę, ale nie mogę się sprzeciwić ojcu. Nie wiedziałem co tu zrobić, żeby udowodnić mu to co czuję i żeby o mnie nie zapomniał. Nagle przypomniałem sobie Shiro i Ritsu. Czy to dobry moment na coś takiego? Mogę się założyć że teraz tak się żegnają. Raz kozie śmierć.
- Jeff... - szepnąłem mu do ucha - Czy mogę coś zrobić? Inaczej nie będę mógł ci przekazać tego co czuję do ciebie i jak bardzo ciebie pragnę i tego że nie chcę ciebie tutaj zostawiać.
- A jak ktoś nas zobaczy? - zapytał nie patrząc się na mnie
- Decyzja należy do ciebie. Saya pilnuje żeby nikt się nie zbliżył do jaskini. Można na niej polegać.
Jeff spojrzał na mnie i przygarnął mnie do siebie. Pocałował mnie namiętnie, a reszta to już sama poszła jakoś. Starałem się być delikatny. Kiedy było po wszystkim, zasnął przy mnie. Objąłem go, nie chciałem go zostawiać ale innego wyboru nie było. Jutro nie będę mieć dla niego nawet czasu, więc to była jedyna szansa na pożegnanie się z nim

Jeff?

Od Jeffrey'a do Tomoe

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Po paru godzinach siedzenia w obcej jaskini i rozmyślania zacząłem się nudzić. Rozejrzałem się i ostrożnie wyszedłem. Przystanąłem przed jaskinią i zacząłem słuchać czy nikt nie idzie. Gdy nie usłyszałem kogoś kroków poszedłem dalej. Ten spacer nie był spokojny. Byłem bardzo czujny i, każdy szelest mnie niepokoił. Spotkałem Saye. Gdy mnie zobaczyła zatrzymała się przy mnie. Spojrzałem się na nią.
-Przyjdź do jaskini Tomoe- uśmiechnęła się
-Dobrze..- powiedziałem
Uśmiechnąłem się.. Saya miała już odchodzić, ale ją zatrzymałem. Nie wiedziałem gdzie Tomi mieszka. Odchrząknąłem.
-A gdzie on mieszka?- zapytałem
Wadera mi odpowiedziała i weszła między drzewa. Poszedłem za jej wskazówkami. Dosyć szybko trafiłem do jaskini basiora. Popatrzyłem się na jaskinie z zaciekawieniem. Uśmiechnąłem się do siebie. Już raz byłem w tej jaskini. Powoli wszedłem do środka. Tomoe leżał na skórze i wpatrywał się w ściany jaskini. Położyłem się obok niego. Oparłem łeb na łapach.
-Saya powiedziała, że mam do ciebie przyjść..- spojrzałem się na niego- Czy coś się stało?
Tomoe?

Od Tomoe do Jeffrey'a i Filly

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałem na wadere, która udawała odważną. Czas trochę namieszać. Nie mogę młodemu zniszczyć życia.
- Zdradzę ci sekret paniusi. Jeff jest mój i będzie mój do póki mi się nie znudzi. Chce aby ojciec znów mnie uznał, więc oddam Jeffa dopiero jak ojciec mi zaufa. Słyszałaś to wszystko bo chciałem żebyś słyszała. Jesteś jeszce takim zabawnym dzieckiem. Ja do tego basiora nic nie czuję...
- Tomoe znowu krzywdzisz Jeffa? Obiecałeś że odpuścisz, jestem z nim spokrewniona. Ojciec w końcu ci wybaczy więc możesz go w końcu zostawić!  - krzyczała na mnie Saya.
- Dobra. Nich ci będzie. Wracajmy już bo Dajki będzie mnie szukać. A ty mała Filly radzę ci abyś wreszcie coś z sobą zrobiła, dalej wyglądasz jak nieudolne dziecko.
Zaśmiałem się i poszedłem. Saya chyba wyczuła że zaczynam się denerwować i przybyła mi pomóc. Nikt nie może wiedzieć o mnie i młodym. Za nim odeszliśmy daleko przewaliłem Saye na ziemię i namiętnie ją pocałowałem. Kiedy przerwałem widziałem że  Filly się patrzy.
- Tomoe...  Ja chcę się z tobą...  - spojrzała na mnid
- Chodź do mojej jaskini
Pomogłem jej wstać i poszliśmy. Po jakimś czasie Saya powiedział że nikogo w pobliżu nie ma.
- Na pewno? - zapytałem
- Nikogo krwi nie wyczuwam. Musisz przyznać że dobra ze mnie aktorka. - zaśmiała się - Spokojnie uwierzyła w to...  Potrafię zrobić wszystko jeżeli chodzi o krew. Shito by mnie zabił za to.
- Czyli mówisz że ona uwierzyła w to że nic do młodego nie czuję i kocham tylko ciebie? - spojrzałem na nią
- No dokładnie. Oboje chcemy żeby miał w miarę normalne życie, Tomi.
- Saya ty nie rób takiej miny jak wcześniej i nie mów takich rzeczy...  W końcu się nie opanuje...
- Miało być realistycznie...  - spojrzała na mnie zrezygnowana
Spędziłem z nią resztę dnia a potem leżałem przed jaskinia. Saya poszła na patrol. powiedziała że jak spotka młodego to mu powie żeby przyszedł do mnie i będzie pilnować okręgu jaskini żeby nikt się nie zbliżył, a w razie czego użyj mocy władzy nad krwią żeby nieproszonego gościa przepędzić lub powalić.

Jeff?  Filly?

Od Cathala do Hiro

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Milczałem nie wiedząc co powiedzieć.
- I co widzisz - przerwałem ciszę.
- Żaby - odparła nieco rozmarzonym głosem.
Zamrugałem, zaskoczony. Gdzie ona widzi żaby?
- Gdzie?
Zerknęła na mnie, zbita z tropu.
- Tam - wskazała kierunek.
- Ja nic tam nie widzę - westchnąłem z żalem.
Wadera nie odpowiedziała, ale dostrzegłem na jej pysku uśmiech.
Zagapiłem się w niebo, ale nie skupiałem się na tym, co widziałem. Wsłuchiwałem się w dźwięki otaczającej mnie przyrody.
Nie zauważyłem momentu, gdy trochę przysnąłem. To była tak charakterystyczna dla mnie pół - drzemka. To znaczy, że słyszałem wszystko co działo się wokół mnie, byłem gotów do obrony, ale mój umysł odpoczywał.
- Eeee... Cathal? - obudził mnie głos Hiro.
To sprawiło, że omal nie runąłem do przodu na pysk. Spojrzałem na waderę zaskoczony.
<Hiro?>

Od Nica do Ashihiro i Scarlett

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Wadera usiadła, i wpatrywała się w nas.
- Jestem Ashihiro, a to jest Nico.-przedstawił nas Ash. Nie wiedziałem jak może być taki spokojny. Ta wadera była strasznie denerwująca.
- No dobrze, Hiro i Nico.- powiedziała.- Chyba zapamiętam.
- Nie masz po co.- warknąłem, a emocje we mnie kipiały.- Ash, idziemy.
- Nico, weź przestań.- starał się mnie uspokoić basior, po czym szepnął mi cicho do ucha.- Ona ma chyba coś ze wzrokiem.
Spojrzałem w jej oczy. Były jakby lekko zamglone i nieobecne. Poczułem żal do Scarlett, jednak szybko odsunąłem od siebie tą emocję. Wiedziałem, że nie wszystkie wilki lubią współczucie.
- Będziecie mnie teraz obgadywać?- usłyszałem głos wadery.
- Wybacz, masz dobry słuch.- przeprosił i pochwalił ją Ash, na co ja przewróciłem oczami.
- Zakładamy kółko wzajemnej empatii czy co?- wkurzyłem się. Scarlett zaśmiała się krótko.
- Nerwowy basiorek?- spytała, z uśmiechem.
- Zamknij się.- prychnąłem do niej.- Jesteś ślepa więc nic nie możesz o mnie wiedzieć.
- Nie poznaje się innych wzrokiem.- odpowiedziała.
- Pocieszasz się tym?- powiedziałem z wyraźną kpiną w głosie.- Słabo.
- Nico, cicho bądź.- nakazał mi Ashihiro. Patrzył na mnie ze złością.
- Posłuchaj rady przyjaciela, Nico.- powiedziała poważnie Scarlett.
- Ty...- ledwo powstrzymywałem chęć rzucenia się na nią.

Ashihiro? Scarlett?

Od Lexie do Dannyla

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

- Niestety, chyba nikt tego nie zmieni.- odszepnęłam z uśmiechem. Jednak w środku, byłam zawiedziona. Dannyl nawet przy mnie był ponury.
- Gdzie twój partner?- basior rozglądał się dookoła.- Pomaga ci?
- Tak. Teraz Jared jest na polowaniu.- wytłumaczyła Kay. Kiedy Dan na mnie spojrzał, pokręciłam głową w geście rezygnacji. Odpowiedział pytającym spojrzeniem.
- Jak się czujesz?- zapytałam waderę, przenosząc wzrok z partnera na nią.
- Tata ci powiedział?- odpowiedziała pytaniem.
- Tak...to źle?- przekrzywiłam pytająco głowę.
- Nie.- odparła.- Ale nie udała mi się niespodzianka.
- Mogę cię zapewnić, że kiedy o tym usłyszała, prawie się przewróciła.- Dannyl uśmiechnął się, wspominając tamto zdarzenie. Trąciłam go lekko łapą.
- To było niepotrzebne.- szepnęłam mu do ucha, a Kay parsknęła śmiechem.
- Wybaczcie, ale jestem trochę zmęczona.- powiedziała wadera, po serii ziewnięć.
- Lepiej już sobie pójdziemy.- spojrzałam na nią i przytuliłam lekko.- Powinnaś odpoczywać.
- Wiem.-odpowiedziała i kolejny raz ziewnęła.- Nie będziecie mieć nic przeciwko, jeśli kiedyś odwiedzimy was ze szczeniakami?
- Oczywiście, że nie.- odsunęłam się od niej i podeszłam do Dannyla.- Chodźmy.
Po krótkim pożegnaniu, ruszyliśmy w drogę powrotną.
***
Położyłam się obok basiora wtulając w jego sierść. Dannyl przytulił mnie delikatnie i pocałował w czoło.
- Wiesz co? Chyba zazdroszczę Kay.- powiedziałam cicho.
- Czego?- równie cicho spytał.
- Tego szczęścia.- spojrzałam w dół.- Dzieci, których będzie mieć.

Dannyl? :3

Od Scarlett do Nica i Ashihiro

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Wiem, że jestem na jej terenach - prychnęła.
- Więc dlaczego...
- ... jestem wredna? Bo mogę - z zadowoleniem weszła któremuś z basiorów w słowo.
Czuła, że jednego z nich irytuje jej bezczelność, za to drugi pozostawał niewzruszony.
- Odsuniecie się czy nie - warknęła z niechęcią.
Nie była w nastroju na dłuższe słowne przepychanki.
- Nie sądzę - głos basiora ją zirytował.
- Dlaczego?
- Bo mogę - prychnął, cytując samą Scarlett.
Wadera przewróciła oczami. A potem, ku wyraźnemu zdumieniu obu basiorów, uśmiechnęła się.
- Już cię lubię. Nie znoszę, jak ktoś po prostu kładzie uszy - powiedziała z uśmiechem.
- To niecodzienne - odezwał się drugi basior, ten spokojniejszy.
Scarlett zwróciła pysk w jego stronę, ale jej wzrok wisiał w przestrzeni.
- Być może. Scarlett jestem.
Usiadła, jak gdyby nigdy nic i ze wzrokiem wbitym w przestrzeń czekała na odpowiedź basiorów.
<Nico? Ashihiro?>


Od Cathala do Nereshy

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Siostra, zwolnij trochę - jęknąłem
Neresha spojrzała na mnie pytająco.
- Za dużo informacji, pamiętaj, że jestem tylko biednym basiorem.
- Więc... jest ich trójka? Dwie wadery i basior?
Siostra przytaknęła.
- Vera ma czarne futerko, a Vanessa i Vivian białe.
- Niezła gromadka - uśmiechnąłem się lekko.
Neresha odwzajemniła uśmiech.
- Musisz ich poznać - dodała z charakterystycznym uśmiechem dumnej matki.
Prychnąłem.
- No chyba. Sądzisz, że się z nimi dogadam?
- Na pewno. Tchórzysz przed szczeniakami, Cathal? - uśmiechnęła się ponownie.
 - Trochę. Nie wiem, czy umiem z nimi mówić.
Wadera przewróciła oczami.
- Więc pójdziemy to sprawdzić!
- Teraz? - spojrzałem na nią z błagalnym "Proszę, nie" w oczach.
- Tak, teraz.
- A jak je przestraszę? Jestem dobrym żołnierzem, nie wujkiem.
Neresha zamilkła, gapiąc sie na mnie zdziwiona.
Faktycznie, Cathal, ty idioto, o niczym jej nie mówiłeś.
- Nie przestraszysz ich, aż tak wredny nie jesteś - odezwała się siostra, tym razem dużo łagodniej niż poprzednio.
<Neresha?>

Od Nica do Ashihiro i Scarlett

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Widząc zmieszanie Asha, uśmiechnąłem się.
- To było nawet przyjemne, ale nie powtarzajmy tego.- mrugnąłem do niego porozumiewawczo.
- Dobra.- odpowiedział z uśmiechem. Cieszyłem się, że nasze stosunki się poprawiły. Ashihiro jest jedyną zaufaną osobą jaką tu mam.
- Przejdziemy się?- spytałem, chcąc
- Nie wolisz iść sam?- uniósł brew.  Przewróciłem oczami.
- Skoro nie chcesz, to zostań tu.- odpowiedziałem.
- Wiesz co? Pójdę z tobą.- uśmiechnął się, po czym dodał.- Muszę cię pilnować.
- Taa...bo sam sobie, nie poradzę.- mruknąłem sarkastycznie. Basior pokazał mi język. Wyszliśmy z jaskini i skierowaliśmy się w dobrze znane nam miejsce - jezioro. Szliśmy obok siebie i rozmawialiśmy o mało ważnych sprawach. Pogodzie, roślinach, polowaniu, dzięki temu odprężyłem się. Nie przepadam za poważnymi rozmowami. W pewnej chwili, moją uwagę zwróciła postać, powoli idąca w naszą stronę. Czarna wadera szła prosto na nas.
- Hej, możemy w czymś ci pomóc?- spytał ją Ash, a wadera zatrzymała się jakby zdziwiona, że tu stoimy. Nie patrzyła prosto na nas, raczej na jakąś przestrzeń między nami.
- Odsuńcie się najlepiej.- warknęła. Basior posłał mi zdziwione spojrzenie.
- Może grzeczniej? Nie będziesz nam rozkazywać.- odparłem. Wiedziałem, że chamsko postąpiłem, ale nikt nie będzie mnie tak traktował.
- A bo co mi zrobisz?- spytała ironicznie, zwracając pysk w moją stronę.
- Nic.- odpowiedział za mnie Ash.- Nie będziemy się bić. Jesteśmy z tej samej watahy.
- Skąd ta pewność?- wadera uśmiechnęła się złowieszczo.
- Bo jesteś na jej terenach.- stwierdził mój towarzysz.

Ashihiro? Scarlett?

Od Dannyla do Lexie

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Sądzę... To dobry pomysł.
Lexie uśmiechnęła się.
- Oczywiście, że dobry, przecież jest mój.
Basior odpowiedział ciepłym uśmiechem.
- Może przejdziemy się jutro rano?
Wadera przytaknęła.
Para zapolowała jeszcze, by mieć siły na jutrzejsza wycieczkę i szybko zasnęli.
Dannyl obudził się rankiem, gdy na zewnątrz dopiero światło. Trącił łapą leżącą obok Lexie.
- Wstawaj, skarbie - powiedział cicho.
- Jeszcze wcześnie.
- Wiem, ale powinniśmy już iść.
Lexie zebrała się prędko i wyszli z jaskini.
U Kay zjawili się około południa. Młoda wadera najpierw rzuciła się z radością na Dannyla, by po radosnym przywitaniu zerknąć ciekawie na Lexie.
- Wy tak na poważnie? - spytała, przenosząc wzrok na basiora.
Dannyl uśmiechnął się lekko.
- Tak sądzę.
Kay obserwowała ich moment, po czym wyszczerzyła się do Lexie w konspiracyjnym uśmiechu.
- Nadal jest takim upartym ponurakiem? - spytała teatralnym szeptem.
Dannyl przewrócił oczami.
<Lexie?>

Od Fuyu do Spectre Skyfalla i Nashi

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
       Podszedłem do Focusa i zaczęliśmy rozmowę. Cały czas myślami byłem gdzieindziej, chyba przy Nashi. Myślałem o niej, aż w końcu przestałem w ogóle zwracać uwagę na to, co mówił Spectre.
       - Fuyu, ty mnie w ogóle słuchasz?- zapytał machając mi przed pyskiem łapą.
- C-co?- ocknąłem się z zadumy.
- Pytam, czy dobrze się czujesz?
- Tak, chyba tak.
- Jesteś jakiś nieobecny. Zakochałeś się, czy co?
- No nie.- zaśmiałem się.- Jeszcze nie.
- Czyli widzę, że masz już kogoś na oku?
- Może...
- Hahah, czyli nie powiesz?- uśmiechnął się do mnie.
- Nie wiem, na pewno nie dzisiaj.
- Fuyu leci na podryw?- zaśmiał się.
- Dokładnie, tylko najpierw wypadałoby ją znaleźć...
- Nie wiesz gdzie mieszka?
- Nie. Wiem tylko jak ma na imię.
- To już jakiś postęp. Dobra, leć do niej, a jutro do mnie przyjdziesz i mi o niej opowiesz, dobra?
- Jasne. Pa.
- Pa.
Wybiegłem z jaskini i pobiegłem w stronę domu River. Może jeszcze tam jest?
Nie było już jej, ale usłyszałem jej głos. Śpiewała jakąś piosenkę.
Zrobiłem głupio, ale zacząłem się za nią skradać i przy okazji słuchałem.
Czułem się jednak winny, dlatego słuchałem tylko z oddali i nie widziałem jej. Usłyszałem męski głos, który zaczął śpiewać tą samą piosenkę.
Miałem ochotę wyskoczyć z krzaków i rzucić się na tego basiora, jednak w ostatniej chwili się powstrzymałem. Nie wiedziałem kim jest, mógł okazać się niebezpieczny.

~~~~~~~~~~

       Całowaliśmy się. Nie dowierzałem.
Moje serce podskoczyło radośnie, a w brzuchu poczułem motyle.
Byłem razem z Nashi, byłą szczęśliwa, zakochała się we mnie.
Jednak ja jej nie kochałem. To było trudne uczucie. Nie rozumiałem go, zupełnie. Czułem coś do niej, ale to nie było TO uczucie. Ale ona mnie pokochała. Rosła we mnie satysfakcja.
Jestem potworem....

Sprctre?







Od Ashihiro do Nica

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spuściłem głowę na dół i spojrzałem nieco w bok. Długo zastanawiałem się nad jego słowami. Część mnie chciała trzymać go na dystans, ale kolejna podpowiadała, że należy go posłuchać i wziąć sobie do serca jego słowa. Byłem rozdarty pomiędzy dwoma różnymi, silnymi uczuciami.
Którego posłuchać? 
Zmarszczyłem brwi i po chwili odparłem głosem pełnym skruchy.
-Mi też zależy.. - nieśmiało uśmiechnąłem się.
I to nawet nie wiesz, jak bardzo.. dodałem w myślach.
Zrobiłem niewielki krok w przód, nasze nosy dzieliło parę centymetrów. Chciałem go przytulić,  ale powstrzymałem się i ponownie zwiększyłem przestrzeń pomiędzy nami.
-Cieszę się, że odwzajemniasz moje uczucia - dopowiedziałem po chwili, ale nie byłem pewien czy zrobiłem dobrze. Na twarz basiora wstąpił rumieniec, który następnie zastąpił grymas.
-Nie posuwajmy się aż tak daleko - rzucił twardym głosem -Przyjaciele? - zapytał wystawiając łapę w moją stronę.
-Przyjaciele.. - wymieniliśmy między sobą symboliczny uścisk.
Rozpierała mnie radość, czułem nagły skok hormonów szczęścia. Nie mogłem się powstrzymać. Przytuliłem Nica, a następnie szybko się odsunąłem. Zmieszany czekałem na jego reakcję.


Nico? 

Od Jeffrey'a do Tomoe i Filly

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Po zachodzie wracałem z Tomoe do domu. Wpadliśmy na Shiro, Ritsu i Yomi.
 - Tato ja... - zaczął Tomi
- Cicho... -głos Shiro był zmęczony - Musimy iść...
- Gdzie? - zapytał Tomoe
- Zaraz się przekonasz... - powiedział Ritsu wychodząc z między drzew - Shiro, spokojnie, zaraz wszystko wróci do normy - uśmiechnął się do niego smutno
-Jeffrey, ty lepiej wróć do jaskini bo może być niebezpiecznie jeżeli nam się nie uda... - powiedziała Yomi leżąca na kamieniu, jej oczy błyszczały czerwienią
- Dobrze...- powiedziałem lekko przestraszony
Odszedłem od nich. Byłem zmartwiony. Nie chce żeby coś im się stało. Szczególnie Ritsu i Tomoe. Położyłem po sobie uszy i skierowałem się do jaskini. Zasnąłem.
***
Rano przyszli do mnie i Spectre Fuyu i Filly. Filly zaproponowała mi spacer. Poszedłem z nią niechętnie. Spoczęliśmy przy drzewie. Spojrzałem się na waderę.
 -Musimy pogadać- zaczęła
-Niby o czym?- spojrzałem się na łapy
Ciężko westchnęła.
-Słyszałam twoją rozmowę z Tomoe.- spuściła łeb
-A-Ale o co ci ch-chodzi? -zapytałem zdziwiony
-Wiem o waszej miłości. Ty i Tomoe. Mówił, że nie dopuści do tego, żebym mu cię zabrała. Szanuję to, że się kochacie, ale ja też cię kocham i równierz będę o ciebie walczyć. Pewnie ta miłość jest nie od wzajemniona, ale i tak będę o ciebie walczyć i nigdy o tobie nie zapomnę, nawet jeśli będę z innym.
Uciekłem. Nie wiem dokładnie czemu. Zamaskowałem swój zapach i schowałem się w jakiejś jaskini.. Teraz jest dorosła.. Nie mam pojęcia do czego może się posunąć..
Filly? Tomoe?

Od Nica do Ashihiro

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

Kiedy Ashihiro wszedł do jaskini, zawahałem się. Pewnie, chce mi powiedzieć, że się wyprowadza, albo nie chce mnie widzieć. Musiałem odezwać się pierwszy. Podniosłem się i niepewnie podeszłem do niego.
- Przepraszam, zachowałem się jak dupek.
- Jesteś nim.- odpowiedział i spróbował się odwrócić, ale mu nie pozwoliłem.
- Zgadzam się z tym.- mruknąłem i powiedziałem głośniej.- Nie chciałem cię tym urazić, poprostu nie jestem zbyt towarzyski. Lubię od czasu do czasu posiedzieć samemu. Tu nie chodzi o ciebie, czy o kogoś innego. Poprostu taki jestem. Zawsze byłem. Możesz mi nie wierzyć, ale to już twoja sprawa. Mam też nadzieję, że nie jesteś na mnie bardzo zły, bo zależy mi na naszej znajomości...czy przyjaźni. Jak kto woli.
Zakończyłem mój monolog i wpatrywałem się w Asha, czekając na jego reakcję.

Ashihiro? (Sorki, że krótko, ale chcę poznać twoją reakcję)

Od Ryuu do Viviana

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Vivian!
Prawie go nie poznałem. Od czasu kiedy go ostatnio widziałem minęło sporo czasu. Po entuzjastycznym powitaniu zacząłem temat:
- A co ty tak właściwie robisz tutaj sam?
- Nie sam, wujku. - zaśmiał się.
- Poprawka: co robiłeś tutaj całkiem sam? - także się zaśmiałem.
Skinął na pobliskie podkopane drzewo, mówiąc:
- Korzonki jadłem.
- Korzenie? - zdziwiłem się. - Jak to?
- Chyba jestem wegetarianinem.
- Wilk wegetarianin. Cóż to za dziwna moda? - stłumiłem śmiech łapą.
Vivian wzruszył ramionami mówiąc:
- Nie smakuje mi mięso.
- A korzenie tak?
- Korzenie smakują jasnozielono. - powiedział sciszonym głosem.
- Zielono? Co to znaczy?
- Są ciepłe. - kontynuował.
- Eeee...?
Pogubiłem się. Jak mu korzenie mogą smakować zielono? Ciepłe korzenie w zmarzniętej ziemi? Na myśl nasunęła mi się...

Vivian?

Od Ashihiro do Nica

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Jego słowa mnie zabolały, dotarły prosto do mojego serca. Czułem dziwne ukłucie zawodu. Myślałem, że mamy ze sobą dobry kontakt. Że my naprawdę mamy szansę z czasem zbliżyć się do siebie.. Eh, to jedynie moje wyobrażenia. Najwyraźniej nie dane jest, aby się spełniły.
Nie mogłem.. Poprawka, nie chciałem zostać tu dłużej. Podniosłem się w górę i zacząłem poruszać łapami. Kierowałem się w stronę wyjścia. Z jaskini wyszedłem w pełnym powagi milczeniu.
Chcę zostać 'sam'! 
Zachowałem jednak ten komentarz dla siebie.
~~~
Nie miałem pojęcia, gdzie idę. Brnąłem do przodu, jak najdalej od męczących problemów. Ale czy to jest wyjście? Próbuje uciec od czegoś, co jest nieuniknione.
Jesteś tchórzem! usłyszałem głos w głowie.
Nie! zaprzeczyłem w myślach, po czym warknąłem cicho.
Przyznaj się! krzyknął na mnie tak, że aż podkuliłem ogon.
Dobrze.. głęboko westchnąłem Tak, jestem tchórzem.. 
Nagle męcząca mnie podświadomość ucichła. Poczułem dziwne uczucie samotności. Dodatkowo zbliżał się już wieczór. Postanowiłem, że wrócę do domu. Nie było mi spieszno, ale mrok powoli zaczął otulać gałęzie drzew.
Inaczej musiałbym tu spędzić całą noc. 
Po paru godzinach marszu dotarłem do jaskini. Choć księżyc już długo górował na niebie zastałem w niej Nica... Przełknąłem ślinę.


Nico?

Od Nica do Ashihiro

Data:
28 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy

-Możemy wybrać się jutro na polowanie we dwójkę.-zaproponowałem. Oczywiście jak już wrócę z gór, dopowiedziałem w myślach.
- Skoro chcesz.- odparł.
-Z chęcią ci pomogę. Nie lubię siedzieć w jaskini.- powiedziałem. Uśmiechnąłem się do niego.
- Zauważyłem.- przewrócił oczami. Wpatrywał się we mnie z wyrzutem. Czyli go nie obudziłem. Czekał na mnie.
- Ee...musiałem się przewietrzyć.- wyjąkałem. Nie mogłem mu wyznać powodu mojej nieobecności.
- Bo jaskinia nie ma dostępu do powietrza.- mruknął. Zrozumiałem, że jest na mnie zły.
- Musiałem rozprostować kości.- zmieniłem powód, swojego wyjścia.
- Mogłeś mnie obudzić. Poszedłbym z tobą.- odpowiedział. Postanowiłem powiedzieć mu o powodzie mojej nieobecności.
- Chciałem...chciałem...- jąkałem się z nerwów. Ashihiro patrzył na mnie wyczekująco, co jeszcze bardziej mnie stresowało. Wziąłem głęboki wdech i powiedziałem:
- Chciałem...pobyć sam.- odwróciłem wzrok, wstydząc się. Bałem się spojrzeć na Ashihiro. Po długiej ciszy, usłyszałem kroki basiora. Obróciłem się i zobaczyłem jak ze spuszczoną głową wychodzi z jaskini. Zły na siebie, położyłem się i postanowiłem na niego zaczekać. Przeproszę go, jak wróci.

Od Nashi do Fuyu

Data:
27 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
       Byłam bardzo zadowolona z tego dnia. Przyjęli mnie do watahy i do tego jeszcze poznałam Fuyu. Westchnęłam cicho.
       - Myślisz o tym basiorze? Nie lubię go 
- Ishi, jak zwykle zbyt  bezpośredni. Tak się składa, że ja go lubię, wiesz?
- Nie wiem, blokujesz mi dostęp do myśli, ale nie do wszystkich.- zachichotał złowieszczo.
- Jeszcze się uczę...
- No dobra, księżniczko, nie denerwuj się...
Westchnęłam głęboko. Znów próbował mnie zdenerwować. Nie udało mu się.
- Powinnaś wyrzucić to badziewie od niego...
- Nie wyrzucę.
- Dlaczego?
- Żeby cię wkurzyć. Zamiana ról.
Oboje zaśmialiśmy się w mojej głowie.
Coraz lepiej się dogadywaliśmy. Naszym wspólnym hobby zawsze było śpiewanie, więc zaczęłam:
I'm waking up to ash and dust
I wipe my brow and I sweat my rust
I'm breathing in the chemicals...

Gdy skończyłam spojrzałam na Ishiego w formie duszka.
- I jak?- zapytałam.
- No nie najgorzej, ale posłuchaj mnie:
Śpiewając tak, doszliśmy wreszcie do przydzielonej jaskini.
- Też byłeś niezły, ale na anielski głos dziewczyny nie znajdziesz. Nie znajdziesz też z ciałem wadery.
- Nie rujnuj mi marzeń.- zaśmiał się i wrócił do ciała.
W samą porę, bo usłyszałam z oddali kroki i poczułam zapach zbliżającego się Fuyu.
Wszedł bez ceregieli do mojej jaskini.
- Cześć.- powiedział i dodał.- Masz anielski głos.
Ja, jak głupia, zarumieniłam się.
- Może...
- Ładny głos ma też ten basior. Kim on jest?
- O-on? To mój...- zawahałam się.- Znajomy. Przyjaciel, prawie, że rodzina.
- Wiesz, od rodziny blisko do miłości.
Zbliżył swój pysk do mojego. Moje serce zabiło mocniej.
To co zrobił było bezczelne. Znaliśmy się dopiero od niedawna, a on już z takimi rzeczami wyskakuje...
Z drugiej strony, nie odepchnęłam go. Nawet podobała mi się jego chamskość...
- Huh?- udałam zdziwienie.
- A z resztą, kim ja jestem, by być o ciebie zazdrosnym?
- No właśnie, kim?- przyjęłam wyzwanie. Przybliżyłam się tak, że nasze nosy się stykały.- Ja nie wiem. Powiesz mi?- to ostatnie powiedziałam słodziutkim głosem, przecież jestem mistrzynią zmieniania głosu.
- No dobra, mogę ci powiedzieć.- wyszeptał mi do ucha.- Jestem basiorem, który chcę, byś była tylko jego.
Polizał mnie w ucho. Zachichotałam wdzięcznie.
Ishi sprzeciwiał się mi, ale olałam go. Niepotrzebnie się wtrącał.
Pocałowałam Fuyu. Chciałam z nim być, mieć go przy sobie. Ale...
        Bałam się. Bałam się co o mnie pomyśli i czy zaakceptuje moją odmienność, czy polubi Ishiego ze wzajemnością? Nękały mnie wątpliwości...
Ale miałam je wtedy głęboko w dupie. Liczył się tylko on i ja, nic więcej.
Ja i Fuyu.
Fuyu i ja.
Nikt, ani nic więcej. Nawet krzyczący w akcie sprzeciwu Ish był dla mnie nie ważny, na pewno nie w tym momencie.
Gdy oderwałam jego usta od ust Fuyu wróciła rzeczywistość. Wróciły wątpliwości.
"Zgłupiałam! Nie wierzę, zakochałam się. To będzie trudne się odkochać. Na pewno..."

Od Ashihiro do Nica

Data:
27 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
-Nie, było przepyszne! - uśmiechnąłem się.
-Wiec w czym problem? - spytał podejrzliwie.
Głupio było mi wyznać, że chciałbym mieć go stale na miejscu. W prawdzie jest to rzecz niewykonalna, każdy ma swoje prywatne sprawy, ale móc spędzić z nim choć trochę więcej czasu... Nie zaprzeczę, propozycja ta była bardzo kusząca. Przemawiała do mnie na tyle, że aż postanowiłem zataić przed nim pewne szczegóły.
-Ja.. - jąkałem się.
Basior wyraźnie czekał na odpowiedź. Niecierpliwie stukał łapą o twardy grunt.
-Potrzebuję rozrywki! - wypaliłem nagle. Byłem dumny ze swojej pomysłowości
Nico spojrzał na mnie z nieukrywanym zdziwieniem.
-Jesteś aż tak znudzony moją obecnością? - zapytał.
-Ależ oczywiście, że nie! Po prostu lubię czasem zrobić coś dla siebie, rozruszać stare kości. Sam wiesz.. - spojrzałem na niego znacząco. Tym samym chciałem nawiązać do dzisiejszego poranka, kiedy to opuścił jaskinię. Znajdował się w podobnej sytuacji, wiec powinien mnie zrozumieć. Ten delikatnie pokiwał głową, jakby na znak zgody, po czym odparł:


Nico?

Od Filly do Jeffrey'a i Tomoe

Data:
27 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ciężko wzdechnęłam.
-Słyszałam twoją rozmowę z Tomoe. -zaczęłam i spuściłam łeb w duł.
-A-Ale o co ci ch-chodzi? -zapytał trochę się jąkając.
-Wiem o waszej miłości. Ty i Tomoe. Mówił, że nie dopuści do tego, żebym mu cię zabrała. Szanuję to, że się kochacie, ale ja też cię kocham i równierz będę o ciebie walczyć. Pewnie ta miłość jest nie od wzajemniona, ale i tak będę o ciebie walczyć i nigdy o tobie nie zapomnę, nawet jeśli będę z innym.
Spojrzałam na basiora. Wyglądał normalnie, ale w głębi duszy się bał. Po chwili uciekł nie mogłam nic na to poradzić.
Moje futro zrobiło się niebieskie, a z nieba zaczą kropić deszcz. Zaczęłam śpiewać:




Z mojego oka spłynęła łza.

Po chwili zza krzaków wyszedł Tomoe szybko się najeżyłam.
-Czego tu chcesz? -warknęłam.
-Spokojnie, tylko bez nerwów. Wszystko słyszałem i nigdy nie pozwolę żebyś mi go odbiła! -również warkną
-Jeżeli będzie potrzeba, to będę się o niego bila!
-Proszę bardzo możemy się bić nawet tu i teraz.
-Nie!
-Boisz się. Mała Filly się boi.
-Nie teraz i nie tu. 

Jeffrey? Tomoe?

Od Tomoe do Jeffrey'a

Data:
27 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nie mogłem w to uwierzyć. On własnie powiedział... Jednak jestem podobny do ojca, a on do Ritsu.
- Je ciebie też - odparłem po chwili i ugryzłem go w ucho - Pięknie tutaj...
Posiedzieliśmy tak przez jakiś czas. Kiedy zaczynało się ściemniać zaczęliśmy wracać. Dalej mam zakaz przebywania po zmroku poza jaskinią. Szliśmy w ciszy. Nagle przed nami pojawił się ojciec. Czułem strach za to co mi zrobi. Złamałem jego rozkaz.
- Tato ja... - zacząłem
- Cicho... - jego głos był zmęczony - Musimy iść...
- Gdzie? - zapytałem
- Zaraz się przekonasz... - powiedział Ritsu wychodząc z między drzew - Shiro, spokojnie, zaraz wszystko wróci do normy - uśmiechnął się do niego smutno
- Jeffrey, ty lepiej wróć do jaskini bo może być niebezpiecznie jeżeli nam się nie uda... - powiedziała Yomi leżąca na kamieniu, jej oczy błyszczały czerwienią
- Dobrze... - wyczułem w jego głosie strach
- O co chodzi? - zapytałem
- Zobaczysz - Ritsu powiedział to z uśmiechem
Mimo że jest miły i słaby to potrafi być na prawdę straszny. Tak jak kazali poszedłem za nimi, nawet nie pożegnałem się z Jeff'em. Zaczynałem czuć się nieswojo, kiedy wyszliśmy poza tereny watahy. Nagle ojciec podszedł do mnie bliżej.
- Jesteś zły? - zapytałem
- Od początku wiedziałem że nie porwałeś go, ale nie wiem dalej powodu. Do póki będzie bezpieczny i ty mnie nie wkurzysz to nic nie zrobię. Ritsu już dostał za swoje. Wiedziałem że ci pomaga, dlatego byłem spokojniejszy.
- Idą... - powiedział Ritsu zatrzymując się
- Kto? - zapytałem
- W naszą stronę zmierza spore stado karibu, gdyby weszły na nasze tereny z pewnością byłby z nimi problem, teraz też będzie. Żądza krwi we mnie i Yomi się zaczęła odzywać, a to dobry sposób na wyładowanie jej. Ty też nam pomożesz, musisz ją zaspokoić...
- Czemu nie możemy tego robić na terenach watahy? - zapytałem
- Bo wtedy nie da się was powstrzymać, wyglądacie jak maszyny do zabijania, a Yomi to już całkowicie - powiedział Ritsu - jestem tutaj żeby was pilnować...
Staliśmy na skraju wielkiej polany. Na drugim jej końcu było widać stado karibu. Było ogromne i nie było widać jego końca. Yomi i Shiro ustawili się na pozycji, zrobiłem to samo. Poczułem tą żądzę od nich, oczywiście mi też się udzieliła. Ruszyliśmy pędem przed siebie. Zabijaliśmy zwierzynę, która na nas biegła. Żadne z nas nie użyło specjalnej umiejętności czy żywiołu. Musieliśmy siebie zaspokoić. Nie wiedziałem po chwili niczego poza celami do zlikwidowania. Kiedy część stada karibu padła, reszta widząc nas wycofała się. Mimo że widziałem Ritsu, jak Yomi i tata to szliśmy go zabić. Nie myślałem o nim jak o praktycznie członku rodziny, lecz jak o celu do wyeliminowania. Byliśmy blisko, a on stał i patrzył się.
- Chyba już wam wystarczy - powiedział to z uśmiechem
Po chwili poczułem jak całą moja żądza odpływa. Shiro i Yomi wyglądali już normalnie. Obejrzałem się i zobaczyłem że cała polana jest we krwi karibu, ciała były brutalnie porozrywane i leżały gdzie popadnie, niektóre nawet było ciężko zidentyfikować. Czy to my? Miejsce to, wyglądało jak pole bitewne. Jednakże nie rozumiałem jak Ritsu to zrobił.
- On ma na nas kojące działanie. Dlatego chodzi z nami żeby przywrócić nas do normalnego stanu. Kiedy zaspakajamy się to tracimy kontrolę nad sobą i wtedy nawet bliskich osób nie widzimy, wtedy istnieją tylko dla nas cele - Shiro przemawiał do mnie że spokojem a jego sierść błyszczała krwią - I jak się czujesz?
- Dużo lepiej. Od jakiegoś czasu miałem wrażenie jakby coś mnie trzymało, a teraz to uczucie znikło. - popatrzyłem się na niego
- Cieszy mnie to. Tylko nasza trójka ma ten gen, a jako wasz przywódca dbam o rodzinę.
- Tak czy siak to ty masz nad nimi władzę, a kiedy tracisz nad sobą kontrolę to nie wygląda to ciekawie...  - powiedział Ritsu
- Za mało cie ukarałem? - ojciec spojrzał na nieg
- Czyżbyś przyzwyczajał się do swojej pozycji na dole?  - zapytała Yomi śmiejąc się
- Yomi! On przecież nie wie...  - walnął ojciec
- O czym?  Że sypiasz z Ritsu?  - zapytałem triumfalnie
- Chyba zostaliśmy przyłapani... - Ritsu spojrzał na mnie jakby coś podejrzewał
- Ech... Czemu mnie się to musiało przytrafić. Ale skoro już wie to nie będę musiał się przy nim ukrywać. To tylko ułatwia sprawę. Jedno mnie zastanawia, dlaczego go wtedy nie wyczułeś?  - zapytał ojciec
- Nie wiem, może dlatego że za bardzo się wczułeś?  - Ritsu zaśmiał sie
Zaczęliśmy wracać na tereny watahy, ale poszliśmy jeszcze nad jeziorko niedaleko żeby się umyć z krwi. Nawet Ritsu się nią ubrudził kiedy Yomi na niego skoczyła. Potem wróciliśmy na tereny watahy. Ojciec powiedział że będzie udawać że nic nie wie że widuje się z Jeff'em, ale tylko do czasu kiedy ktoś nie przyjdzie z tym do niego, ba każdy wie że nie mogę się do niego zbliżać. Wtedy spotka mnie jakaś kara, ale łagodniejsza. Oczywiście zgodziłem się na to. Potem wróciłem do jaskini. Miałem nadzieję że młody wczoraj nie poszedł za nami, wolałbym żeby nie widział mnie takiego. Mogłem dopiero się z nim spotkać po patrolu z Dajkim. Jak na złość nie mogłem nigdzie młodego znaleźć. Kiedy znalazłem jego zapach okazało się że rozmawia z Filly. Czyli już dorosła. Wycofałem się powoli i odszedłem. Gdybym tylko do nich podszedł źle by to się skończyło dla mnie. Udałem się w góry bo tam padało najwięcej słońca. Kiedy byłem na górze spostrzegłem Yomi wygrzewającą się w słońcu. Przyłączyłem się do niej.

Jeff?

Marzy o partnerze...

Data:
27 lutego 2016
Komenatrze:
Brak komentarzy
.: Filly:.
Na pewno dorosła  | Wadera 
Opis: Filly to piękna wadera, swoim wyglądem miła by zdobyć nie jedno serce basiora, tak jak jej matka. Ta mała ma też bardzo piękną moc. Jej moc może być bardzo piękna ale i też bardzo nie bezpieczna. Wadera ma też wielkie i złote serce. Jest inteligentna, odważna, miła i jest bardzo spokojna. Po mimo tego, że jest słabsza od swojego brata, ale jest bardzo zacięta i nie daje za wygraną. W przyszłości chciałaby mieć wspaniałego partnera. 

Unikalna moc: Kara Tenki czyli kolorowa pogoda. 
Polego ona na tym, że pod wpływem emocji zmienia się pogoda i kolor sierści. Np. kolor żółty-szczęście i słońce, niebieski-smutwk i deszcz

Pozycja: Zielarka 

Genealogia: 

Umiejętności: 
~ Siła (★) 
~ Zwinność (★)
~ Szybkość (★)
~ Wytrzymałość (★)
~ Zdrowie (★)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Relacje
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wataha:
Cleo-mama 
Kasai-tata 
Fuyu-brat 
River-ciocia 
Sadagio-wujek (mało go zna) 
Neresha-ciocia 
Dark-wujek 
Vera,Vanessa,Vivian-kuzyni 
Diana,Jared-kuzyni 
Jeffrey-zakochała się w nim 
Spectre-dobry przyjaciel 
Tomoe-nie nawidzi go 
Ryuu-najlepszy opiekun
Inni: -
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kontakt: howrse- karolinalps222 doggi- fiolka123 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


.:AKTUALNOŚĆI:.

Nowa aktualizacja watahy będzie już niedługo :D Encyklopedia już prawie zapełniona, poczekajcie jeszcze troszkę! ~ Amera

Od teraz można być człowiekiem! Zapraszamy do wysyłania zdjęć lub artów twojej postaci jako człowieka.

.:TOPKA:.

© 2017 Eternal Wolves.
All rights reserved.
Design by Agata.