Twitter

.:EVENTY:.

Trwa teraz event pt. "Parada dusz"
Zainteresowanych zapraszam tu: KLIK

.:POGODA:.

Dni stają się coraz dłuższe, a noce krótsze. Cieplejsze dni zawitały do nas, a zimniejsze odeszły daleko daleko stąd. Cała przyroda została już praktycznie obudzona, kwiaty na drzewach i łąkach zaczęły rozkwitać, widać ciężarną zwierzynę co zapowiada ich przetrwanie gatunku a dla nas wspaniałe pożywienie. Wiosna jest okresem częstych deszczy, słonecznych dni, a także wiecznych. Pogoda potrafi się szybko zmienić w ciągu dni, dlatego trzeba być przygotowanym na wszystko. Wiosna to doskonały okres aby poznać swojego przyszłego partnera lub partnerkę, z którą spędzimy możliwe i całe nasze życie.

.:SKYPE:.

Chcesz z nami pogadać na skype? Nie ma problemu! -> KLIK
Jeżeli klikniesz ten link na górze, przeniesiesz się na skype jedynie z możliwością pisania na czacie.
Jeżeli jednak chcesz porozmawiać z nami, z głosem ale bez kamerek, to śmigaj na Skype/zainstaluj Skype i zaproś do znajomych Amerę(Skype -> Amera Castelss), a Amera doda Cię do grupy.
Jak na razie z rozmowy skorzystali: AmeiS, Amera, Lexie, Dannyl, Raven, Luka, Tiago, Xerda oraz Slake!

.:INNE:.

Chcesz coś zmienić w watasze? Oceń Eternal Wolves i powiedz nam czego oczekujesz! -> KLIK

Pamiętaj, aby obserwować nas na Twitterze! Ikonka Twittera znajduje się po prawej stronie od loga watahy!

Czegoś nie rozumiesz? Może chcesz zadać pytanie na asku? -> KLIK

.:KONTAKT:.


AMERA - Adminka
(zmniejszona aktywność)
Doggi - Ali010612
Howrse - Ali010612
Gmail - Sieralioness222@gmail.com
GG - 48141426
Skype - America Castelss

RITSU - Moderatorka
Doggi - lisia98
Howrse - lisia98
Gmail - lisia9855@gmail.com

SHIRO - Moderator
Doggi - cocolino98
Howrse - timenta
Gmail - korzystam z Ritsu gmaila

LEXIE - Moderatorka
(zmniejszona aktywność)
Howrse - Aleksa2003
Gmail - lexie.black01@gmail.com

.:WYŚWIETLENIA:.

.:WILCZE POGADANKI:.

Pogadaj z nami anonimie jeżeli chcesz :3 Nie zmuszamy, ale miło by nam było gdybyśmy się zapoznali :D

ROK 2016 :)

Data:
31 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
okazji Nowego Roku 2016 życzymy wam:

Przyjemności w dotyku,
słodkości w przełyku.
Szelestu w kieszeni
i słońca promieni
oraz by rok cały
po prostu był wspaniały.

Oby ten rok był o wiele lepszy od poprzedniego!

~ Administracja EW

Od Mikoto do Hiyori

Data:
31 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Czekałem aż zje połowę zdobyczy. Nie spieszyło mi się, nie byłem za bardzo głodny. Upolowałem to tylko dlatego że widziałem jak ona próbuje i ponosi porażkę. Było to dość młode mięso, więc na pewno było dobre. Kiedy przyszła moja kolej przekonałem się o swojej racji.
- Znowu się widzimy, czy ty mnie śledzisz? - zapytała
- To był przypadek. Nie jestem prześladowcą. Ja tylko szedłem w tym kierunku bo miałem zamiar poszukać jakichś śladów.
- Śladów? - zdziwiła się
- Jestem tropicielem, więc chodzę na obrzeża watahy i sprawdzam czy nowa zwierzyna przybyła na nasze tereny i w jakiej ilości jest. Sprawdzam także czy mamy jej pod dostatkiem.
- I wiesz to wszystko z samego zapachu? - nie była przekonana o tym że mówię prawdę
- Posiadam naprawdę czuły węch.
Rozejrzałem się, a dokładniej namierzałem zapach. Cały czas byłem w tym trybie, bo nie opłacało mi się z tego stanu wychodzić skoro co chwilę miałem go używać. A po wszystkim miałem zamiar udać się na długi odpoczynek, ponieważ taka umiejętność bardzo męczy. Zlokalizowałem zapach i patrzyłem w stronę krzaków.
- Tam są dwa małe rysie, które czają się na młode lochy. Widać musiało się zgubić...
Wadera na mnie popatrzyła z niedowierzaniem. Ruszyła w tamtą stronę. Wsadziła głowę w zarośla przykryte puchem śnieżnym. Po chwili było słychać głos małego dzika, który był wystraszony, a potem dao się zobaczyć jak ucieka. Za nim biegły wda rysie.
- Przyśpieszyłaś całą sytuacją zaglądając tam... - uśmiechnąłem się do niej
- Ty na prawdę masz czuły węch... to jest straszne, możesz każdego wytropić...
- A także mogę uniknąć śmierci, jeżeli szybko wyczuję zagrożenie. Jednak nie mogę z tego ciągle korzystać, jest to bardzo męczące. Można powiedzieć że świat widzę z tym stanie jako zapachy, wszystko ma swój zapach...
- A jeżeli ktoś tu był kilka dni wcześniej, też to wyczujesz? - zapytała niepewnie
- Tak, a także w którą stronę się udał i w jakim jest stanie, tylko to dłużej będzie trwało.
- Ja się chyba ciebie zaczynam obawiać... - cofnęła się krok
- Spokojnie. Nie jestem wojownikiem i nie lubię walczyć - z mojego pyszczka nie znikał uśmiech - Co będziesz teraz robić?
- Jeszcze nie wiem...
- Jeżeli nie masz nic konkretnego, to możesz iść ze mną na obrzeża watahy i pomóc mi w pracy.

Hiyori?

Od Hiyori CD Mikoto

Data:
30 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy

Spojrzałam się na zachodzące słońce. Faktycznie ściemniało się. Gdy basior zaproponował mi odprowadzenie ucieszyłam się. Jednak tego nie okazywałam. Jaskinia nie było daleko. Więc nie powinniśmy  iść  długo. Miło mi się spędzało czas z.. A tak właśc iwie nie spytałam się o jego imię!
- A tak właściwie jak się nazywasz?- zapytałam
- Co? Nie przedstawiłem Ci się? Jestem Mikoto- uśmiechnął się
~Mikoto~ pomyślałam
Dotarliśmy szybko do mojej jaskini. Stanęliśmy przed jaskinią na przeciwko siebie. Patrzyłam się na Mikoto.
- No to dozobaczenia- powiedziałam
- Cześć- uśmiechnął się do mnie
Poszedł w kierunku chyba swojej jaskini. Położyłam się obok White, która spała z szczeniakami. Ehh.. Dużo myśli latało mi w głowie więc nie mogłam spać.
~Po co wilki się uśmiechają?~ pomyślałam ~ Co to oznacza? Szczęście? Może.. Nie rozumiem tego..
Po długich rozmyśleniach zasnęłam.
*po przebudzeniu*
Obudziłam się, bo coś zaczęło mnie gryźć w ucho. Nie chętnie otworzyłam oczy. Chciałam jeszcze pospać.. Oczywiście kto mnie obudził? Ruki i Wika! Spojrzałam się na nich zła i lekko warknęłam. Przestraszone odskoczyły.
- Nie strasz mi dzieci- zaśmiała się White
Przewróciłam oczami. Bez słowa wyszłam z jaskini i skierowałam się do lasu. Zabić jakiegoś roślinożerce. Musiałam na kimś się wyżyć. Ofiarą padł jelonek. Oblizałam się na jego widok. Zaczęłam się  do niego skradać. Skoczyłam i jedynie lekko wtopiłam kły w jego ciało. Bo uciekł. Zła tupnęłam łapą w ziemię. Nie dosyć, że się nie wyspałam to  jeszcze mi śniadanie uciekło! Wspaniele się zapowiada ten dzień! Patrzyłam się na białe łapy. Jednak moją uwagę szybko przykuł dźwięk upadającego zwierzaka. Popatrzyłam się przed siebie. Stał tam Mikoto obok jelonka.
- Cześć!- odezwał się
- Hej- odparłam pogodnie
- Chciałaś to zjeść?- popchnął łapą jelonka
- Tak- odparłam- Ale ty to upolowałeś, więc jest twoje
-Możemy zjeść razem.. Mi wystarczy połowa z tego- uśmiechnął się
- Mi też
Podeszłam do roślinożercy i zaczęłam powoli jeść.
Mikoto?

Od Sheili do Yukine'a

Data:
30 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zarumieniłam się. Zeskoczyłam z basiora i odsunęłam się kawałek dalej. Yukine wstał, otrzepał się z pozostałości śniegu i spojrzał w moją stronę. Ja w tym czasie odwróciłam wzrok i zaczęłam iść przed siebie. Szedł za mną, tak jak przewidywałam. Uśmiechnęłam się pod nosem. Szukałam idealnego miejsca. Takiego, które odsłoniłoby niebo.
Pomimo, że godzina była już późna, nie odczuwałam zmęczenia. Rozbudzona dziecinnymi igraszkami z Yukim czułam się, jakby po dużej dawce kofeiny. Puszcza zdawała się nie mieć końca, aż znalazłam! Idealna polana. Wyglądała tak, jakby czas się tam zatrzymał. Śnieg iskrzył się pod wpływem srebrnej poświaty księżycowej pełni, jakby same gwiazdy spoczęły na delikatnej pierzynce. Spojrzałam w tył na wilka i zalotnie uśmiechnęłam się trzepocząc rzęsami. Odwróciłam się i flirciarskim krokiem ruszyłam na środek polany, gdzie przysiadłam i zaczęłam oglądać niebo. Basior przez chwilę przyglądał mi się z oddali, a następnie podszedł i spoczął koło mnie. Było niezmiernie cicho. Jedynie świerszcze delikatnie brzdąkały na swoich malutkich skrzypeczkach. Niebo było usiane milionami maleńkich punkcików,  tak odległych i niewyraźnych, a jednocześnie pięknych i bliskich. Bo czymże jest księżyc bez orszaku gwiazd? Zapewne jedynie małą, nieimponującą kulą w obszernej galaktyce.
-Mogę na ciebie mówić Yuki?- zapytałam nie odwracając wzroku od nieba.
-Jeśli chcesz...-odparł.
Po chwili dodał
-Podoba mi się.
***
Wspólnie przyglądaliśmy się gwiazdom. Byłam zachwycona ich urokiem i tak nastrojową atmosferą panującą w tym miejscu. Niczym nie zmąconą ciszę zakłócił ruch Yukine'a. Usiadł przede mną i zmusił mój wzrok,  aby na niego spojrzeć.
"Cóż on wyprawia?"- zastanawiałam się.
Basior siedział i wpatrywał się we mnie maślanymi oczyma. Po chwili otrząsnął się i zaczął mówić.
-Sheila...- niepewnie zaczął -To, że Cię spotkałem, było najcudowniejszym momentem w moim życiu, wiesz?
Niepewnie skinęłam głową,  zgadzając się z jego słowami.
-I od tego czasu jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Ja...
Cicho zaśmiałam się.
-Ale ja wszystko rozumiem.-odparłam.
-Naprawdę?- zapytał zbity z tropu.
-Tak, ja ciebie też, ale...
Tu zatkał mi usta pocałunkiem, a był on tak namiętny i pełen pasji, że aż żal mi było powiedzieć:
-Nie...-wymruczałam cicho gdy skończył.
-Hmm..?- odsunął się pytająco.
-Nie..- odparłam po raz wtóry, jednak nieco śmielej.
-A to niby czemu?- spytał lekko oburzony -Zrobiłem coś złego? Myślałem, że tego właśnie chcesz- posmutniał.
-Nie, to znaczy tak, ale jeszcze nie teraz. Nie jestem gotowa... To znaczy, nie aż tak, jak ty byś chciał, żebym była - posmutniałam.
-To w takim razie kiedy będziesz?
-Daj mi trochę czasu- wyjaśniłam.
-Więc nie wysyłaj mi więcej takich znaków- mówiąc to zaczął trząść zadem i trzepotać rzęsami.
Dla kogoś z boku mogło wyglądać to komicznie, ale mi wcale nie było do śmiechu.
***
Wracaliśmy do domu. Wydawałoby się, że razem, a jednak osobno. Yuki zawzięcie przemieszczał się na przód. Aby dotrzymać mu kroku musiałam narzucić szybsze tempo. Gdy już znaleźliśmy się na rozstaju dróg spojrzał na mnie.
-Ja na prawdę cię kocham- powiedział ze smutkiem.
-Ja ciebie też.
-Więc w czym problem?
-Wybrałeś niewłaściwą waderę.
Po krótkim namyśle dodał:
-Jestem pewien swoich decyzji. Szkoda, że już ty swoich nie- mówiąc to odwrócił się i już miał odejść, gdy..
Uroniłam łzę z oka.
-Poczekaj- krzyknęłam za nim błagalnym głosem -Idę z tobą.
Podbiegłam do basiora i wtuliłam się w jego sierść. Płakałam, ale nie ze smutku. Ze szczęścia, że go mam.
-Jesteś moim skarbem, wiesz?- czule zapytał.
-Tak- dodałam przez łzy -Już wiem...

<Yukine?> Wiem, że długie,  ale wena mnie naszła xD

Od Mikoto do Hiyori

Data:
30 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wstałem powoli i spojrzałem na waderę.
- Wszystko dobrze. A jak z tobą? - zapytałem
- Nic mi nie jest...
- Powinienem uważać. Zamyśliłem się - uśmiechnąłem się do niej
- Jestem Hiyori... - powiedziała po chwili
- Wiem o tym. Od dawna należę do watahy i znam praktycznie wszystkich, mimo że z niektórymi prawie nie rozmawiałem nigdy.
- Naprawdę? Nigdy chyba ciebie tutaj nie widziałam.
- Nie lubię być ostatnio w centrum uwagi. Trzymam się z daleka, a przebywam jedynie z wilkami, które są mi bliski i kiedy jestem im potrzebny.
Nie zauważyłem nawet kiedy zaczęliśmy iść. Miło się z kimś rozmawiało. Mogłem poznać wilka, z którym należę do tej samej watahy a nigdy nawet nie zamieniliśmy nawet słowa.
- A więc na jakim stanowisku jesteś? - zapytała
- Jestem łowca i opiekunem szczeniąt. Ty jesteś nocnym strażnikiem, mam rację?
- Tak.
Była bardzo tajemnicza, ale miło się z nią rozmawiało. Była naprawdę sympatyczna, tylko jeszcze ani razu podczas rozmowy nie zobaczyłem u niej uśmiechu. Zadawała pytania, więc odpowiadałem.
- Późno się robi. Może odprowadzę ciebie do jaskini? - zaproponowałem
- Jeżeli tylko chcesz.
- To odprowadzę ciebie, przyda mi się spacer

Hiyori?

Od Yukine'a do Sheili

Data:
30 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Miałem motylki w brzuchu... Serce biło mi znacznie za szybko... Nigdy się tak nie czułem przy żadnej waderze...  Czy to jest właśnie miłość? Uczucie zakochania się?
Bałem się, czy to nie jest jeszcze za wcześnie, jednocześnie bardzo tego pragnąłem...
Jednak rozsądek wziął górę nad emocjami, Sheila zmrużyła oczy, a ja pocałowałem ją tylko w policzek... .
Otworzyła oczy i widząc jej rozczarowany wzrok ''poprawiłem się''. Pocałowałem ją... w usta.
Czułem... jakby właśnie w tej chwili wstrzymał się czas.
Po dłuższej chwili obróciłem cie na bok i zepchnąłem nas z jeszcze większego wzgórza.
- Ejjj! - zaśmiała się Sheila.
Gdy stoczyliśmy się wreszcie na sam dół hmmm... można by nas nazwać:
''Całkiem Sporą *śmiejącą się* Kulką Śnieżną ''.
Po jakimś czasie śnieg się rozpadł, a my wstaliśmy i się otrzepaliśmy. Obydwoje byliśmy już okropnie zdyszani i zmęczeni.
- Ach to był ten ''najgorszy gniew wściekłej wadery''? - powiedziałem podpuszczającym głosem.
- Nie... Ale jak chcesz to ci mogę pokazać.- powiedziała i jednocześnie skoczyła i przewróciła mnie z ogromną siłą, ale śnieg był miękki ;)
- Ooo.. jakaś ty silna. - drażniłem się z nią.
- A teraz ja wygrałam.
Popatrzyłem w oczy przyszpilającej mnie do ziemi wadery, ale tym razem nie wytrzymałem...
- Masz... naprawdę piękne oczy.
- Czy ty próbujesz mnie przekupić, żebym z ciebie zeszła? - rzekła mówiąc ''wrednym'' głosikiem.
- Może... - zaśmiałem się i powiedziałem odważniej.- Ale to prawda.

Sheila? >.<

Od Sheili do Hiyori

Data:
30 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nie zastanawiałam się długo.
-Aktualnie nie mam nic ciekawszego do roboty- uśmiechnęłam się i dołączyłam do Hiyori.
-To dobrze- odwróciła się i zaczęła iść.
Podróżowałyśmy już tak krótką chwilę, a ja ciągle nie wiedziałam, gdzie zmierzamy. Przyglądałam się uważnie mijanej przez nas okolicy, ale rzadko przebywałam w tej części lasu. Kierowałyśmy się na północny wschód.
-A tak konkretnie to gdzie idziemy?- zapytałam ciekawa celu podróży.
-Prosto przed siebie. Przekonamy się, gdy już dojdziemy.
-O..- zdziwiłam się.
-Jeśli ci nie pasuje możesz zawrócić. Wataha nie daleko.
Pokręciłam przecząco głową.
-Idę z tobą- odparłam i ruszyłam za waderą.
Spojrzała na mnie i delikatnie zarzuciła łbem w przód. Przyspieszyłam i zrównałam tempo z Hiyori.
Szłyśmy w milczeniu, kompletną ciszę przerywał jedynie delikatny śpiew ptaków i lekki szum wiatru. Śnieg lekko skrzypiał pod naszymi łapami. Ślady Hiyori były nieco większe i głębsze, niż moje. Ciężej stąpała po ziemi, w przeciwieństwie do mnie.
Nagle wadera zatrzymała się i zaczęła uważnie węszyć. Kręciła głową we wszystkie strony, tak jakby chciała zlokalizować źródło zapachu. Ciekawe, co ją tak zainteresowało. Może już dotarłyśmy?
-Jesteśmy już na miejscu?- zapytałam z ciekawości.
-Jeszcze nie, prawie..
-Więc o co chodzi? Czy coś cię zaniepokoiło?
-Właściwie nie, chociaż... to całkiem możliwe.
Byłam ciekawa, co się stało. Zauważyłam, że wadera uważnie namyśla się. Chyba chce mi o czymś powiedzieć. Nie jestem pewna, czy to źle, czy dobrze, ale była zaniepokojona. Obstawiałabym jednak to pierwsze...

<Hiyori? :3>

Od Mikoto do Annabell

Data:
30 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Już go lubię! Spojrzałem na zakłopotaną Annabell. Widać było że Tomoe i Miku dobrze się bawią. Jednak nie mogłem patrzeć jak ona sięn kłopocze z tym wszystkim, ale ez nie mogłem na nich nakrzyczeć. Nie złoszczę się praktycznie nigdy.
- Żarty, żartami, ale nie przeginajcie. To było by podobnie gdybym ciebie Tomoe przezywał że jesteś wybrykiem, a ciebie Mizu maluchem. Wiem jak to jest czuć się teraz tak jak Annabell, wcale tak bardzo się od niej nie różnie. - mówiłem ze spokojem i z uśmiechem
- Jak to? - zapytała nagle Annabell
- To moja tajemnica, opowiem ci kiedyś obiecuję. Teraz zapomnijcie o dokuczaniu sobie i pobawcie się, widać że będziecie się dobrze dogadywać.
Nie chciałem im przeszkadzać i wyszedłem z jaskini. Poszedłem kawałek w las. Usiadłem na ziemi skutej lodem i popatrzyłem na słońce, które usiłowało przedrzeć się prze ciężkie chmury.
- Dlaczego? - łza spłynęła mi po policzku bo przypomniałem sobie co nieco, o czym chciałem zapomnieć
Patrzyłem jeszcze przez chwilę. Wstałem szybko i radosnym krokiem poszedłem w las żeby coś upolować.
- Mam nadzieję że nie są głodni...
Miałem ciągle na pyszczku uśmiech. Był nawet kiedy pozbawiałem życia zwierzęcia. Ktoś mógł pomyśleć że jestem psychopatą, ale mnie po prostu cieszył fakt że te szczeniaki są zadowolone i dobrze się dogadują. Może nie jestem nauczycielem, ale mam nadzieję że to co im powiedziałem dotarło do nich. Wróciłem tą samą drogą do jaskini co ruszyłem na polowanie. Była wydeptana więc dało się normalnie chodzić. Wszedłem do jaskini i położyłem zwierzynę.
- Chodźcie coś zjeść - powiedziałem to z uśmiechem

Annabell?

Od Mikoto do Megan

Data:
30 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
To co mówiła stawało się coraz bardziej nie zrozumiałe. Nie wiedziałem gdzie jesteśmy, a co właściwie tu robię.
- Megan, powiedz mi, czy my tu zostaliśmy przeniesieni,a dokładniej teleportowani? Tylko w ten sposób mogliśmy tutaj się tak szybko dostać, a patrząc na to wszystko to daleko jesteśmy od granic watahy...
- Skąd takie przypuszczenia?
- Tak uważam, bo tak jest.
Wspinałem się do góry. Potrzeba mi odpoczynku abym mógł przenieść się na tereny watahy, za pomocą elektryczności. Ją też będę musiał zabrać ze sobą. Dlaczego ktoś wplątał mnie w takie bagno?. Teraz mogłem siedzieć na terenach watahy i tropić zwierzynę lub robić inne miłe rzeczy. Nie jestem zabójcą ani wojownikiem, nawet nie lubię walczyć. Patrzyłem jak ona się wspina. Wyglądała jakby robiła to ciągle. Westchnąłem głośno.
- Nie chce mi się... - powiedziałem siadając na ziemi
- Co ci się nie chce? - odwróciła się zaskoczona
- Iść dalej... możesz mnie zostawić... odpocznę trochę i wrócę do domu...
- Odmawiam! Tu jest niebezpiecznie, nie mogę ciebie mieć na sumieniu!
- Ech... dobra idę, ale obiecaj że nie wplączesz mnie już w nic. Chcę tylko żyć spokojnie, nie jestem wojownikiem, ani mordercą. Jestem wilkiem, który do tej pory żył jak arystokrata, ale zatęsknił za lasem i przyjacielem, więc opuścił tamto miejsce i zostawił wszystko w tyle.
Odwróciła się i zaczęła iść. Nie mogłem tu zostać i jej samej tez nie mogłem zostawić. Zacząłem wspinać się za nią.

Megan?

Od Hiyori do Mikoto

Data:
30 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy

Spojrzałam się nie pewnie na zamrznięte jezioro. Warstwa lodu była dosyć duża.  Raczej nie powinna popękać  pod moim ciężarem. Ostrożnie położyłam łapę na lodzie. Nic się nie stało. Żadnego popękania. Uśmiechnęłam się. Postawiłam już pewniej drugą łapę. Widząc, że ciągle nic się nie dzieje wskoczyłam tylnymi łapami. Na początku łapy mi się rozjeżdżały. Nie potrafiłam utrzymać równowagi. Po trzydziestu minutach załapałam o co chodzi. Zaczęłam całkiem nieźle jeździć na lodzie. Byłam zadowolona z siebie. Jednak poduszki na łapach marzły. Zeszłam z jeziora.
- Przydałoby się jakieś futro- powiedziałam do siebie- Może z niedźwiedzia?
Ale to później. Nie będę marznąć próbując znaleźć tego zwierza. Truchtem pobiegłam do jaskini. Była tam White. Uśmiechnęłam się na jej widok. Szczeniaki chodziły wokół niej. Gdy mnie zobaczyły podbiegły do mnie i się przytuliły.
- Cześć ciociu!- krzyknęły na powitanie
Pocałowałam ich w czoło. Szczeniaki chciały się bawić.
- Gdzie byłaś?- zapytała White
- Jeździłam na lodzie- odparłam z uśmiechem
- Popilnujesz tej dwójki?- zapytała- Muszę coś upolować
- Tak. Jasne- powiedziałam z uśmiechem
Siostra wybiegła z jaskini. Szczeniaki popatrzyły się na mnie.
- Ciociu? Bawimy się?- spytał Ruki
- Może być zabawa w chowanego w jaskini?
- Tak!- odpowiedziały
- To ja liczę, a wy się schowajcie!
Liczyłam do 20. 1.. 2.. 3.. i 20!
- Szukam!- krzyknęłam
Od razu zauważyłam ogon Wiki wystający zza skały.
-Wika!- krzyknęłam
Szczeniak wyszedł zza kamienia i podszedł do mnie. Teraz Ruki. Go też było łatwo znaleźć. Zza drugiego kamienia wystawały jego łapki.
- Ruki!- krzyknęłam
Basiorek wyszedł zza kamienia.
- Może trochę się prześpimy?- spytałam
Szczeniaki przytaknęły. Położyłam się na skorze. Szczeniaki wtuliły się w moje białe futro.
- Dobranoc, Ciociu- powiedziały
- Dobranoc- polizałam ich po pyszczku
Szczeniaki szybko zasnęły jednak ja nie mogłam.
*25 minut później*
Po 25 minutach przyszła White z łosiem. Podeszłam do łosia i  wzięłam swój ulubiony kawałek mięsa z niego. Szybko zjadłam. Patrzyłam się na szczeniaki. Spały. Jak zjadłam pożegnałam się z siostrą i ruszyłam przed siebie. Wpadłam na pomysł. Może kogoś odwiedzę? Ehh.. Ale przecie mało znam tu wilków. To może kogoś spotkam? Dobra idę nad jezioro. Jak dotarłam nikogo nie było. Znów wskoczyłam na jezioro. Zaczęłam jeździć. W czasie jeżdżenia zauważyłam, że ktoś dołączył. Auu! Walnęłam się w kogoś i chyba na niego upadłam. Był to rudy wilk. Leżałam na nim parę sekund, ale po chwili szybko wstałam. Podałam mu łapę. Basior z moją pomocą wstał.
- Przepraszam. Nic się nie stało?- zapytałam go
Mikoto?

Od Mikoto do Kylie

Data:
30 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wziąłem głęboki wdech a potem wydech. Uspokoiłem umysł. Głowę pochyliłem że nos był parę milimetrów nad śniegiem, a moje oczy były zamknięte. Następnie płynnym ruchem wziąłem łeb do góry robiąc przy tym wdech nosem szukając zapachów. Oczy otworzyłem dopiero kiedy wyczułem już wszystkie zapachy na danym obszarze. Spojrzałem na waderę, która patrzyła się na mnie z zaciekawieniem. 
- Co robiłeś? - zapytała
- Ja? Szukałem i rozpoznawałem zapachy...
- Chyba nie rozumiem. - patrzyła na mnie
- Od małego posiadam bardzo czuły węch. Na początku nie umiałem z niego korzystać, ale nauczył mnie ktoś bardzo mi bliski. Jako jedyny z nielicznych mogę wytropić Shiro, on doskonale się chowa i jest nie do wytropienia dzięki zniwelowaniu zapachu... Mniejsza z tym. Jest tutaj mnóstwo królików, kilka lisów i kilka borsuków. Mamy na co polować, doskonale...
Zacząłem iść  głąb łąki. Obejrzałem się i zobaczyłem że Kylie stoi w miejscu.
- Idziesz? - zapytałem
- Tak. Zamyśliłam się... - podbiegła do mnie
- Nad czym? - zapytałem
- Strasznie dziwny jesteś, mówisz tak jakby ciężko było ciebie zdenerwować.
- Bo to prawda. Jestem oazą spokoju, trudno mnie wyprowadzić z równowagi żebym to okazywał, dlatego zdecydowałem się że będę opiekować się szczeniakami, ale też dlatego że mam do nich podejście.
Popatrzyłem na waderę z uśmiechem. Nagle poczułem zachwianie w zapachu tego miejsca. Przywarłem do ziemi, a Kylie za mną.
- Co się stało? - wyszeptała
- Jakaś większa zwierzyna...
- Skąd wiesz?
- Wyczułem... to chyba łoś
- Czy twój węch jest taki zawsze?
- Nie, tylko jak go "włączam", tak to nie ma sensu. Polujemy na to większe czy te mniejsze? - zapytałem

Kylie?

Od Xerdy do Luki

Data:
30 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy

Wow.. To było niesamowite. Piękne. Luka coś powiedział jednak nie usłyszałam. Skupiłam się na gwiazdach. Były piękne. Nigdy takiego zjawiska nie widziałam. Spojrzałam się na Lukę. Pocałowałam go i spojrzałam się w jego orzechowe oczy.
- Dziękuję- szepnęłam mu do ucha
- Nie ma za co, kochana- odpowiedział z uśmiechem
Odwzajemniłam gest i znów spojrzałam się na niebo. Patrzyliśmy się tak przez pół godziny. Potem poszliśmy się przejść. Nocą las był piękny. Świetliki latały obok nas. Próbowałam je złapać. Luka się zaśmiał. Szybko jednak znudziła mi się ta zabawa. Położyliśmy się na mchu. Luka  spojrzał się na mnie.
- W dzieciństwie nie łapaś świetlików?- spytał
-Nie- odparłam
- Jak to?
- Jak byłam mała żyłam przez większość życia sama- odpowiedziałam- Nie marnowałam czasu na takie rzeczy
- Rozumiem- pocałował mnie
Odwzajemniłam pocałunek. Luka patrzył się na mnie jakby chciał coś mi powiedzieć.
-O co chodzi?- spytałam
- Bo ty się mnie pytałaś czy chciałabym mieć szczeniaki. A chcę znać też twoje zdanie- uśmiechnął się
-Ja nie wiem. Czy bym sobie poradziła. Ale chętnie zostałabym mamą- uśmiechnęłam się
Basior odwzajemnił gest.
- Aaa.. Na kiedy zaplanujemy ślub?- spytałam
Luka? :3

Od Hiyori do Sheily

Data:
30 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy

Chodziłam po terenach watahy. Włóczyłam się bez celu. Nie miałam nic do roboty. Słyszałam, że White urodziła.  Może odwiedzić ją i jej pociechy? Siedzi sama, bo Usami poszedł  na wyprawę. Upoluje jej coś. Tak, to dobry pomysł! Rozglądałam się. Szybko ujrzałam mały lasek. Tam zapewne znajdę jakiegoś roślinożerce. Szybkim krokiem ruszyłam do lasu. Przyłożyłam wilgotny nos do gleby. Zając, sarna, jeleń? Niee.. Może coś innego. Poszłam parę kroków dalej. Wyczułam intensywny zapach karibu. Oblizałam się na jego zapach. Nie trudno było go zauważyć. Schowałam się za krzakiem. Zwierz skubał trawę. Dobry moment, żeby go zaatakować. Uśmiechnęłam się do siebie i skoczyłam. Złapałam się za jego szyję i wtopiłam kły. Karibu spadł wydając jeszcze z siebie ryk. Biały pysk był poplamiony krwią. Wylizałam krew. Złapałam karibu w zęby i poszłam w kierunku jaskini mojej siostry.
- Hej!- powiedziałam
White leżała na futrze. Obok jej leżały dwa szczeniaki. Basior i wadera. Uśmiechnęłam się i do nich podeszłam.
- Cześć- szepnęła- Dzieci śpią
Podałam jej karibu.
- Przedstawisz mi ich?- zapytałam
- To jest Ruki- wskazała na basiorka- A to Wika
Uśmiechnęłam się do siostry.
- Wiesz ja muszę iść- powiedziałam - Nie chce Ci przeszkadzać
Pożegnałam się z siostrą i ruszyłam na łąkę. Tam nic ciekawego się nie działo. Czego ja mogłam się spodziewać. Mogłam zostać z White. Ale może kogoś spotkam? Czułam zapachy nowych wilków. Zainteresował mnie zapach jakiejś wadery. Przyłożyłam nos do ziemi. Od razu wyczułam jej zapach. Poszłam za jej zapachem. Była  całkiem niedaleko.
-Kim jesteś?- spytałam
-A ty?
- Spytałam pierwsza
-Sheila- uśmiechnęła się
- Hiyori- odpowiedziałam 
Poszłam parę kroków przed siebie. Sheila się na mnie spojrzała. 
- Gdzie idziesz?
- Powłóczyć się po terenach- odparłam- Idziesz ze mną?
Sheila? Chodź się powłóczyć z Hiyori :3

Od Blackie CD Dannyla

Data:
29 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
-Nie wiem, idź go zapytaj-bąknęłam.
-Co się stało?-zapytała.
-Nie ważne-mruknęłam-wróć z mamą do domu, możesz nas odwiedzać, ale ona nie ma prawa wchodzić na te tereny-powstrzymałam się od powiedzenia, że ją zabije-a teraz lepiej już wracajcie.
-Emm...dobrze-westchnęła.
Ominęłam ją i zmierzyłam do jaskini...chciałam odpocząć, zaznać trochę snu i spokoju, to było mi teraz potrzebne jak nic innego.

Położyłam się w cieplejszym kącie, chodź furto dostarczało mi tyle ile potrzeba. Westchnęłam i zamknęłam oczy. Po chwili zasnęłam, nie dziwiło mnie to po takim dniu.

Jak zwykle koszmary, ale te inne. Obudziłam się w nocy, po chwili usłyszałam grzmot. Nie minęła nawet minuta, kiedy do moich uszu dotarł odgłos deszczu, ulewy.
Wstałam i ruszyłam do wyjścia. Po chwili poczułam krople deszczu, nie wahające się spaść na mą czarną sierść, a następnie mokrą trawę pod ciemnymi łapami.
Rozejrzałam się, lecz za wiele nie dojrzałam.
Ruszyłam przed siebie, bez celu...Szłam z w połowie spuszczoną głową, aby coś widzieć. Było..zimno, nawet bardzo, ale moje myśli błądziły gdzie indziej.
Nagle ujrzałam czarną postać mieszającą się z kroplami deszczu. Gdy podeszłam bliżej obraz wyostrzył się i zobaczyłam Dannyla.
Ruszyłam jeszcze bliżej. Wilk miał spuszczoną głowę, po chwili obrócił ją w moją stronę i spojrzał na mnie. Podbiegłam do niego.
-Da..-zaczęłam ale nie dokończyłam.
I co miałam mu powiedzieć...wracaj do domu?
Westchnęłam i usiadłam obok, patrząc w przestrzeń przed nami.

Dannyl?

APOKALIPSA! :D

Data:
29 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
 
(29.12.2015 rok Godz: 23:47)

JUTRO ZACZYNA SIĘ KLINING WILKÓW!
PROSZĘ WPISAĆ SIĘ POD TYM POSTEM JEŻLELI CHCESZ ZOSTAĆ!

>>>KLIK<<<

(30.12.2015 ROK Godz: 00:01)

DZIŚ O 20:00 ZACZYNA SIĘ KLINING WILKÓW!
PROSZĘ PAMIĘTAĆ O WPISANIU SIĘ!
TERAZ!

>>>KLIK<<<

Od Annabell CD Mikoto

Data:
29 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
-Emmm...no dobrze-powiedziałam cicho.
Niepewnie ominęłam Mikoto i wbiegłam do jaskini razem z pieskiem. Nagle Miku skoczył na mnie i polizał. Zaśmiałam się i zepchnęłam go lekko z siebie.
-Jesteś super!-zawołał.
-Ty też jesteś wspaniały-uśmiechnęłam się lekko.
-Miku?-zaczęłam.
-Tak?
-Jak ty to robisz, że się nie boisz i jesteś tak pewny siebie?-zapytałam cicho.
Ten zaśmiał się głośno.
-To nic specjalnego, wystarczy, że w siebie uwierzysz-powiedział.
Uśmiechnęłam się do ciepło i po chwili przytuliłam. Nagle do środka wszedł Tomoe, widząc nas zaśmiał się.
-Co się tak bawi?-szepnęłam.
-Tak fajnie razem wyglądaliście-uśmiechnął się.
Lekko odwzajemniłam gest. Szczeniak podszedł do mnie i towarzysza.
-Uśmiechnij się, ale tak na prawdę...-zaśmiał się.
-Dziwne, ale potrafi tak tylko przy mnie-odezwał się Miku.
Spuściłam główkę i zarumieniłam.
-Co robicie?-do środka wszedł Mikoto.
-Onieśmielamy Annabell-zaśmiał się piesek.
"Czy on musi być, aż taki szczery i w ogóle?" - nasunęła mi się myśl.

Mikoto?

Luka do Xerdy

Data:
29 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
 Najlepszy dzień w moim życiu..- odparłem i ją pocałowałem - Ach...musimy poczekać miśku,ponieważ mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę...
Cudowne oczy Xerdy zaiskrzyły ukazując jej ciekawość.
- Ale jaką? - chciała wiedzieć.
- Za 5 godzin zobaczysz...- odparłem tajemniczo.
- No ale Luka...- zaprotestowała.
- No przecież to niespodzianka...- powiedziałem niby rozczulony - Ale myślę ,że Ci się spodoba.
Jej oczka jeszcze bardzie się zaiskrzyły. Zaczęliśmy rozmawiać na wiele tematów.
- Chciałbyś mieć szczeniaki?? - spytała mnie Xerda.
- Oczywiście - odpowiedziałem luźno.
Wyobraziłem siebie jako ojca rozbrykanej gromadki szczeniaków. Westchnąłem zamyślony. Po chwili pogawędki ustaliliśmy, że się prześpimy. Zatem zasnęliśmy wtuleni w siebie. Śniło mi się po raz koleiny dzieciństwo...
To jak jestem między wielkimi krzakami i drzewami świerku. Przede mną stoi wadera.
- Mamo! - zaczynam krzyczeć. Wyciąga po mnie łapy ,powoli idę..gdy nagle zawiał silny wiatr. Upadłem ,a mama znikła.
Obudziłem się równo z ukochaną.
Widziałem jak słońce wstaje zza horyzontu.
- Choć - powiedziałem do Xerdzi.
Pobiegliśmy równo na plaże usiedliśmy i zaczęliśmy czekać.
- Na co czekamy?? -spytała ,lecz ja się tylko uśmiechnąłem. Po chwili chmury zniknęły a naszym oczom ukazała się niespodzianka. Czyli gwiazdy.

Zauważyłem fascynację najdroższej.
- Niesamowite co? -spytałem.
Szkoda tylko ,że bardzo rzadko to się zdarza...

<Xerda?>
Wpierniczam się farfoclu. Xerda róbcie ślub bo nie wytrzymam :3 ~ Wasza kochana - i jakże fantastyczna*ironia*- Ami :D

Od Naomi CD Dannyla

Data:
29 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Bacznie przyglądałam się wilczątkom tulącym się do mnie. Zszokowana tym co się dzieje nie mogłam wymówić żadnego słowa oraz się poruszyć. Bure wilczątko powierciło się i zasnęło, czarne spało ciągle a białe patrzyło na mnie swoimi szarymi oczkami.
podeszło bliżej mnie i wtuliło w moje łapy.
Usłyszałam szumy traw. Nagle coś od tyłu zaczęło mnie szturchać. Obracając łeb zauważyłam jedynie przesuwający się, czarny cień...
Obudziłam się i zamrugałam parę razy. Z moim prawym okiem jest lepiej, ale boję się że stracę wzrok w prawym oku. Mrugając tak, ledwo zauważyłam że przed wejściem do mojego "pokoju" leży Dannyl. Wstałam powoli aby go nie obudzić. Podnosząc się, z nosa kapło kilka kropel krwi. Nagle obudził się czarny basior i spojrzał na mnie.
- Nic Ci nie jest?- zapytał spoglądając na krew.
- Nie..- odparłam i ruszyłam ku wyjściu.
-Poczekaj..- zatrzymał mnie.- Widzę że coś Ci dolega.
- Wcale że nie!- opanowała mnie furia i popchnęłam go na kamienną ścianę.
Basior podniósł się i słyszałam że zmierza za mną.
Wyszłam na zewnątrz. Panowały chłodne podmuchy wiatru. Od razu poczułam woń zdobycz. Trafił się karibu. Od razu zmierzyłam w kierunku zwierzęcia. Zdobycz złapałam w lesie. Wciąż czułam obecność Dannyla.
-Przestań za mną łazić!- wykrzyczałam w cichą, białą przestrzeń.
Coś w krzakach zaszeleściło. Z daleka usłyszałam wycie obcej wadery. Zjadłam pośpiesznie karibu i zmierzyłam w kierunku, z którego dobiegło do mnie wycie. Furia, nadpobudliwość i nerwowość nie odpuszczały, ale brakuje jedynie tego, aby włączył się zmysł mordercy...

Dannyl? ( wycie będzie świadczyło o przybyciu kuzynki Naomi, Sanset Shimmer)

Od Sheili do Scar'a

Data:
29 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Pojawił się znikąd. Niespodziewany, jak również nieoczekiwany gość. W dodatku dosyć gburowaty, jak na mój gust. Scar. Zlustrowałam jego postać wzrokiem. Ciekawe, co robi na terenach watahy? Nigdy go jeszcze tutaj nie spotkałam, albo to on jeszcze nigdy nie natrafił na mój zapach. Postanowiłam być czujna. Nie wiedziałam, co go tutaj sprowadza, jak również nie znałam jego zamiarów wobec mnie. Był większy, silniejszy, zapewne i starszy. Poruszyłam nosem. Tak... Na pewno nie jest stąd. Jego zapach był ostrzejszy, mniej słodki, niż u innych wilków z tego terenu. Nie potrafiłam jednak umiejscowić tego zapachu w żadnym miejscu, a podróżowałam dużo. W sumie, od zawsze.
Wyczułam jeszcze coś. Nie jest sam. Ma już swojego towarzysza, w przeciwieństwie do mnie. Zmarszczyłam czoło. To chyba... To raczej jakiś ptak. Nie interesowało mnie zbytnio jaki, dlatego dałam temu spokój.
Czułam, że ma twardy charakter. Emanowała od niego silna energia. Czysta, jak również jej ciemna strona. Wiedziałam, że jedną nogą stoi w ciągłym mroku, ukrywając  się przed wzrokiem innych.
-Nie jesteś stąd- stwierdziłam.
Skar lekko skinął głową. Nie oczekiwałam odpowiedzi z jego strony, dlatego nie byłam zawiedziona.
-Masz towarzysza- uśmiechnęłam się pod nosem.
Tu basior również wykonał delikatny ruch łbem, tak jakby się ze mną zgadzał. Nie był zaskoczony moją wiedzą na jego temat. To tak jakby porozumiewał się bez słów. Dlatego był taki cichy i małomówny.
Podszedł do mnie bliżej i już całkowicie wyłonił się z mroku otaczających go drzew. Teraz mogłam uważnie mu się przyjrzeć. Jego sierść była lśniąco czarna. A oczy... Hmm... Na pierwszy rzut oka można by powiedzieć, że są bezbarwne. Ale gdy przyjrzy się im bliżej widać, że są przejrzysto szare, głębokie.
-Długo już tutaj jesteś? -rzuciłam szybkie pytanie.
Wzruszył ramionami, ale czułam, że tym razem otrzymam odpowiedź.
-Może tydzień, dwa- odparł niechętnie -Ty też nie jesteś tu długo- zauważył -Inaczej zdążyłbym cię już spotkać.
-Na ciebie też niełatwo  trafić. Wyłaniasz się z cienia jak jakiś...-zabrakło mi słów -Jak jakiś ...
-Upiór, duch?-zapytał.
Zrobiło się nieco straszniej i mroczniej. Drzewa rzucały długie, ciągnące się cienie. Atmosfera zgęstniała.
-Nie. Myślałam raczej o czymś innym.- zaczęłam się śmiać.
-Wykrztuś to z siebie- powiedział.
-Jak Batman- rzuciłam po czym wybuchłam gromkim śmiechem.
-Bardzo śmieszne, pękam w szwach- uciął krótkim komentarzem.
-Nieprawdaż?- dodałam z chytrym uśmieszkiem na ustach.

<Scar?> c:



Od Scar'a do Sheili

Data:
29 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ruszyłem mozolnie przed siebie, wypatrując Nightmare'a.
Był to mój towarzysz, kruk białoszyi. Nie był zbyt rozmowny, bo na co to komu? Rozumieliśmy się bez słów. Wyruszył jakieś dwie godziny temu na zwiady. Czasem wysyłam go na takie coś, choć sam nie wiem, po co. Żeby poszukał mi zajęcia, a może wyczaił niebezpieczeństwo? A może i to i to?
Tak więc wyruszył jakiś czas temu, i długo nie wracał. Zbyt długo, co nie było dla niego normalne.
Szczerze mówiąc, martwiłem się o niego. Był moim przyjacielem, i nie zniósłbym, gdyby coś mu się stało.
Westchnąłem, przyglądając się niebu. Godzina była wczesna, a niebo bezchmurne. Nie zapowiadało się na nic ciekawego, więc co on tak długo roib?
Po chwili, która dla mnie wydawała się być dla mnie wiecznością, do moich uszu dobiegł świetnie znany mi dźwięk.
Krakanie.
Nightmare podleciał do mnie, składając "raport".
- Nic ciekawego.
- Jak to: nic ciekawego?! - zdenerwowałem się. - Nie ma cię od ponad dwóch godzin, a zazwyczaj zajmuje to tobie cztery razy mniej.
- Uspokój się. Patrolowałem dokładnie, całe tereny watahy. Wcześniej do żadnej nie należałeś, a więc patrolowałem tylko to, co znajdowało się naokoło.
- A więc co widziałeś?
- Jak już mówiłem: nic ciekawego. Jedyne, co zwróciło moją uwagę, to wadera znajdująca się niedaleko.
Zainteresowałem się.
- Niedaleko? To znaczy?
- Jakieś półtora kilometra stąd. Nie wiem, co tam robi.
- Kierunek? - zapytałem.
- Północny wschód.
Tyle mi wystarczyło.
Ruszyłem w określonym kierunku, obserwując jak ptak wznosi się w powietrze, i zmierza w kierunku przeciwnym. Ma wolną wolę, może robić co chce, co mi nie przeszkadza.

***

Stąpałem bezgłośnie, oddychając miarowo. Już od dawna wyczuwałem jej zapach - wadera, jak mówił Nightmare, lat czternaście.
Westchnąłem mimowolnie. Poczułem się stary, mimo, że jestem tylko cztery lata starszy.
Byłem coraz bliżej, a wadera widocznie wyczuła mój zapach i przygotowała się, wyostrzając zmysły i spoglądając w moim kierunku. Ja jednak mogłem być pewny, że jestem niewidoczny - było jeszcze ciemno, z powodu wczesnej godziny, a ja ukrywałem się w licznych zaroślach i krzewach, kryłem się za pniami drzew. 
Gdy byłem wystarczająco blisko, wyłoniłem się zza drzewa, co zapewne wyglądało, jakbym pojawił się znikąd.
Nie odezwałem się, bo to było niepotrzebne. Ona już zauważyła moją obecność.
- Kim jesteś? - zapytała niepewnym głosem, a w jej oczach można było dostrzec niepokój.
- Imiona są nieistotne.
- Co masz na myśli? - spytała.
- Nic konkretnego. Scar jestem. - uśmiechnąłem się niezbyt przyjaźnie.
- Sheila. 
- Co tu robisz? - zapytała, lustrując wzrokiem okolicę.
Wzruszyłem ramionami.

<Sheila? c:>


Od Dannyla CD Blackie

Data:
29 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nie zatrzymał jej, sam nie wiedział dlaczego. Może potrzebował chwili samotności. Albo nie chciał widzieć wyrazu jej oczu.
Poczuł w pysku i sercu gorycz. Tchórz. Tak, był tchórzem. Uciekał przed wspomnieniami przez całe życie, ciągle przed czymś uciekał i ciągle nie potrafił spojrzeć komuś w oczy.
Kiedyś odwaga była dla Dannyla wszystkim, honor czymś, za co mógłby oddać życie. Kilka wydarzeń zniszczyło w nim dumę, liczyło się życie.
Podniósł się ciężko i ruszył przed siebie, sam nie wiedział dokąd. Liczył sie ruch, bo nie potrafił tak po prostu siedzieć. Przez chwilę wyczuwał na sobie czyjś wzrok i  wiedział, że to Kay, ale nie próbował z nią rozmawiać. Ona już wiedziała. Miał pewność.
Biała wadera ruszyła biegiem na poszukiwanie Blackie.
Znalazła ją po dłuższej chwili. Wcześniej napotkała Beverly, ale nie chciała z nią rozmawiać. Kay czuła, że to jej matka była problemem.
Podeszła do Blackie, z pytaniem wypisanym na pysku.
- Co z ta... Dannylem?
Wlepiła w Blackie intensywne spojrzenie, jakby chcąc siłą umysłu wydobyć z niej odpowiedź.

<Blackie?>



Od Scar'a CD Kylie

Data:
29 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Skoro chcesz narażać się na pewną śmierć, to śmiało! - krzyknąłem na tyle głośno, aby Kylie dosłyszała, ale tym samym tak, aby nikt z ludzi nie zainteresowałby się tym.
Wadera jednak albo nie usłyszała mych słów, co było mało prawdopodobne, albo nie przejęła się tym zbytnio.
Podeszła do najbliższego drzewa, aby się za nim skryć, jednocześnie obserwując sytuację. Z wyrazu jej pyska mogłem wyczytać, że była wielce zaskoczona. Otworzyła swój pyszczek w geście zdziwienia, spoglądając jednocześnie na mnie.
- Przecież oni nie są straszni... - wyczytałem z ruchu jej warg.
Wzruszyłem ramionami.
- Może i nie, ale ich czyny - owszem. - powiedziałem również bezgłośnie.
Kylie nadal obserwowała poczynania ludzi. Jeden z nich wyciągnął z torby butelkę, po czym zaczął łapczywie pić. Gdy skończył, wyrzucił ją w jej stronę. Wadera w pierwszej sekundzie odskoczyła, ale po chwili podeszła i zaczęła wąchać.
Podeszła do mnie.
- Co to jest? - zmarszczyła nos.
- Alkohol.
- Alko-co? Pachnie obrzydliwie. - wyszeptała.
Zaśmiałem się.
- Smakuje również.
Wadera dalej zadawała pytania.
- Czemu mają tylko dwie łapy, na których chodzą? I pozostałe dwie znajdują się wyżej? Dlaczego są tacy brzydcy?
- Tak ich natura stworzyła. - odparłem, szczerze śmiejąc się na ostatnie pytanie.
- Natura nie ma litości.
- Zgadzam się.
Samica zaciekawiona bardziej niż kiedykolwiek, zbliżyła się do ogniska, gdy ja stałem w bezpiecznej odległości. Była zbyt blisko.
- Kylie! - wysyczałem.
- Cicho siedź! - warknęła tylko na to.
Westchnąłem bezgłośnie.
Niestety, ale wadera nie umiała stąpać bezgłośnie. Może dla ludzi - było to cicho, ale dla mnie, niezbyt. Jeśli o to chodzi, byłem nieźle wyszkolony. A Kylie radziła sobie całkiem nieźle.
- Stąpaj ciszej. - szepnąłem na tyle, aby dosłyszała.
Poprawiła swoją postawę, idąc dalej. Owszem, tym razem szła o wiele ciszej, ale i tak gorzej niż ja. Ach, ta skromność. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Była bardzo blisko człowieka, który zasnął przy ognisku. Mimo, że wydawał się z pozoru niegroźny, to wszyscy tak wyglądają. Mógłbym się założył, że trzymał rewolwer w kieszeni i mimo swojego stanu mógłby wyjąć go w trakcie sekundy, strzelić w idealnym momencie i nie chybić.
A ja naprawdę nie miałem ochoty ratować upośledzonego tyłka mojej towarzyszki (wybacz, Kylie, ale było się mnie słuchać <.<) z rąk jeszcze bardziej upośledzonych istot.
Westchnąłem z myślą, że gdyby popełniła choć jeden błąd, wszystko by się zepsuło i pewnie by ją złapali, a ja musiałbym ją ratować.

<Kylie? Brak weny :c>

Od Scar'a CD Scarlett

Data:
29 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Na tę uwagę lekko się uśmiechnąłem.
-To co? - zapytałem.
-A co ma być? - odpowiedziała, niezbyt przyjaźnie.
-Przypominam, że sama zaproponowałaś wyjście.
-Może.
Wadera zaczęła iść, co nie było zbyt dobrym znakiem. Poczekałem moment, zanim do niej dołączyłem.
-Jesteś pewna? - mruknąłem powątpiewająco.
-Czego?
-Że idziesz w dobrym kierunku i zaraz nie wpadniesz na drzewo?
Wadera "spojrzała się" na mnie jak na idiotę.
-Nie jestem aż tak tępa, w przeciwieństwie do ciebie.
-Miło.
Znowu nastała cisza, którą znowu postanowiłem przerwać ja.
-Może ja poprowadzę.
To nie było pytanie, tylko stwierdzenie. Nie czekając na jej odpowiedź, zacząłem iść przodem.

***

Szczerze mówiąc, nawet ja nie miałem pojęcia, dokąd szedłem. Po prostu brnąłem przed siebie, obserwując wszystko dookoła.
Po około dwudziestu minutach drogi, zobaczyłem wodospad.
Zamarznięty wodospad.


Już bez zastanowienie chciałem palnąć coś w stylu "piękny, prawda?", lecz w ostatniej chwili przypomniałem sobie, że przecież Scarlett nie może go zobaczyć. 
Do głowy przyszedł mi pewien pomysł.
-Nawet o tym nie myśl. - warknęła, jakby czytając mi w myślach.
-Skąd wiesz, co zamierzałem? I co mamy przed sobą?
-Jak już mówiłam, nie jestem aż tak tępa. Przed sobą mamy wodospad, nietrudno też skojarzyć, że zamarznięty, w końcu jest zima. No i błagam, co każdy samiec o niskim ilorazie inteligencji, jak Ty, mógłby zrobić?
-Wypraszam sobie. Ja jestem po prostu nierozsądny. - powiedziałem udając urażonego, wypychając dumnie pierś.
-Tsa. Dobra, rób co chcesz. Skoro chcesz rozbić sobie głowę, zjeżdżając na tym jak na... na... - zabrakło jej słowa.
-Zjeżdżalni. - dokończyłem, na co zmarszczyła nos.
-Co to zjeżdżalnia?
-Zabawka młodych ludzi. Jest tam drabinka, po której się wspina, i zjeżdżalnia, z plastiku, metalu czy czego tam innego.
-Aha. - powiedziała obojętnym tonem. - Nie będę Cię powstrzymywać, skoro tak bardzo chcesz zepsuć sobie ten łeb, co mi w ogóle nie przeszkadza.
Uśmiechnąłem się ironicznie.

<Scarlett? Wena wysiada >.>>


Od Scar'a CD Kazana

Data:
29 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ruszyłem za basiorem.
W sumie, to nie mam pojęcia, dlaczego. Może po prostu mi się nudziło?
Gdy tylko pobiegł, uważnie zlustrowałem jego kroki. Były łatwe do odróżnienia, niezbyt delikatne, nielekko stąpające po ziemi, stosunkowo głośne.
Czyli odwrotne do moich.
Poczekałem niespełna pięć minut, aby trochę odbiegł. Jako, że już umiałem odróżnić jego kroki od pozostałych za pomocą słuchu, jego namierzenie nie było trudne.
Poszedłem w las.
Był to obszerny las, w którym królowały (łyse) buki i sosny. Liczne były też dęby, oraz kilka gatunków drzew, których nie byłem w stanie rozpoznać. Wszystkie drzewa były o wiele wyższe i zdrowsze od tych w lasach ludzkich.
Ten las był zupełnie inny niż takie, do których się przyzwyczaiłem. Lasy ludzkie zajmowały o wiele mniej powierzchni, niż tutejsze. Tamtejsze drzewa były całkowicie chore, nierzadko znajdowały się na nich pasożyty. Było tam o wiele mniej tlenu, niż tutaj. Co gorsza, lasy ludzkie codziennie są wycinane, co powoduje coraz mniej powietrza i coraz więcej zanieczyszczeń.
Poczułem nieodpartą chęć bronienia tego terenu, tej watahy, aby nie pozwolić, by jakikolwiek człowiek zaszył się w jej tereny. Już dawno, a nawet w wieku szczenięcym w duchu przysiągłem sobie, że jeśli spotkam jakiegokolwiek człowieka, zagryzę.
Zagryzę. 
Zagryzę z zimną krwią.
I nie będę miał żadnych wyrzutów sumienia.
Mimowolnie uśmiechnąłem się na tę myśl, która wydawała się być kusząca. Dokonanie zemsty... to było coś, o czym marzyłem przez całe życie.
A więc jeśli ktokolwiek postawi stopę na tych terenach, z pewnością nie skończy się to dla niego dobrze.
Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos. Był to huk, który słyszałem już kiedyś, ale za żadne nie mogłem sobie przypomnieć gdzie. Dosłownie sekundę potem ptaki, które beztrosko spoczywały na drzewie oddalonym ode mnie o jakieś sto metrów, uniosły się do szaleńczego lotu, w celu wycieczki.
W mojej głowie słyszałem tylko jedną myśl, którą nakazywał instynkt, a także zdrowy rozsądek.
Uciekaj!
Mimo wszystko byłem tak nierozsądny, a może po prostu tępy, że stałem w miejscu, analizując sytuację. Co to mogło być? Zacząłem węszyć, nasłuchiwać, rozglądać się.
Ale to było na nic.
W sytuacji krytycznej, zwykle posłuszne mi zmysły, zawiodły.
Zawiodły.
Instynkt nadal nakazywał ucieczkę, ale ja nic sobie z tego nie robiłem. Coś podpowiadało mi, żeby zostać, poczekać zobaczyć.
Nie mogłem pozwolić, aby takie coś mnie ominęło.
Huk rozległ się ponownie, tyle, że o wiele bliżej.
Cokolwiek to było, zbliżało się.
Zaraz po tym nastała cisza, którą przerwał jedynie głośny, przeciągły ryk.
Ryk niedźwiedzia.
Jednak ja już doskonale zdałem sobie sprawę, co to jest.
To mogła być tylko jedna istota.
Człowiek.
I się zbliżał.
W mojej głowie słyszałem tylko jeden głos: Nie możesz uciec. Coś przysiągłeś. Nie zmarnuj tej szansy...
Nie zamierzałem jej zmarnować.
W tej samej chwili to, co zobaczyłem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
Były to zwierzęta.
I to nie byle jakie.
Całe mnóstwo zwierząt. Uciekające w popłochu, uciekające przed największym potworem na ziemi, który istniał.
Były tam wszystkie zwierzęta, które tylko żyły w tym lesie. Niektórych nawet nie znałem. Były zające, inne wilki, jelenie, sarny, dziki, nawet kilka niedźwiedzi. Oprócz tego jeszcze mnóstwo ptaków, gadów, płazów, a nawet - ryb w pobliskiej rzece.
Podczas gdy wszyscy uciekali, a kilka wilków zatrzymało się, aby powiadomić mnie o zagrożeniu, ja stałem. Stałem i czekałem.
Teraz cały plan z Kazanem odszedł na drugi plan. Jedynym moim celem w tej chwili było dokonać zemsty.
Usłyszałem kolejny huk. To człowiek, strzelający ze strzelby. Bez wahania podbiegłem tam, nie zważając na wszystkie inne przeszkody.
Człowiek celował do młodej sarny, która zapewne zgubiła się. Nie było tam nikogo, kto mógłby ją obronić. Matki, ojca, nikogo. Była tam zupełnie sam na sam, z człowiekiem.
Wykorzystując skupienie mojej ofiary, bezszelestnie zbliżałem się.
Był to mężczyzna, na około pięćdziesięcioletni. W ręku miał oczywiście strzelbę, a oprócz tego sporą torbę na prawym ramieniu w kolorze moro. Jego strój był tego samego koloru.  Miał na celu maskowanie, jednak teraz na niewiele mu się to zda.
Skąd to wiem? Trochę się nauczyłem, jak z nimi przebywałem.
Przedstawiciel "najlepszego" gatunku na ziemi (ludzie mają wysoką samoocenę, jeśli chodzi o swój gatunek, ot co) nawet nie zwrócił na mnie uwagi, co mogłem uznać za dobry znak - nie zostałem zauważony.
W chwili, gdy już chciał wystrzelić, rzuciłem się na niego.
Jako swój cel obrałem jego rękę, w której trzymał broń. Wybrałem najbardziej bolesne miejsce, w które wbiłem swoje zęby jak najmocniej. Usłyszałem krzyk, a właściwie coś więcej, niż krzyk. Puściłem, a ofiara spojrzała na mnie nienawistnym wzrokiem.
-Ty kundlu!
Zaśmiałem się pod nosem. Czyli bolało, pomyślałem.
Odwróciłem się w stronę sarny. Jednak jej już nie było. Wykorzystała moment i uciekła, jak na nią przystało.
Znów wróciłem do człowieka. Był niezbyt szybki, i bardzo tępy. Próbował zdrową ręką sięgnąć do torby, zapewne po opatrunek, ale ja nie zamierzałem mu na to pozwolić.
Szybkim ruchem szczęk wyrwałem torbę, którą położyłem parę metrów dalej.
-Moja torba... - stęknął rozpaczliwym tonem, pełnym goryczy.
W chwili, gdy ją odkładałem, poczułem dotkliwy ból w prawej części mojego ciała. Człowiek wykorzystał chwilę i wystrzelił.
Bolało jak nie-wiem-co. Do tego obficie krwawiło.
GNIDO! - pomyślałem.
Nie patrząc na głęboką ranę, ruszyłem na niego.
Człowiek odruchowo wypuścił strzelbę i próbował wykonać unik, jednak ja byłem sprytniejszy i to przewidziałem.
Walka była krótka - skończyła się na tym, że gdy tylko upadł, tracąc przytomność, przegryzłem mu tętnicę szyjną.
HAPPY END. Ale, niestety, tylko dla mnie. x.x
Zadowolony wróciłem na tereny watahy.

Od Mikoto do Megan

Data:
29 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nie bardzo rozumiałem o co tu chodzi. Nie wiedziałem jak mogłem tak szybko się dostać w to miejsce, chyba że jakoś wykorzystałem moc bariery, ale to nic pewnego. Czy to możliwe że straciłem dzień? Zresztą nieważne. Spojrzałem na nią i w mojej głowie kłębiło się pytanie czy to ja jestem świrem czy ona, a może oboje...?
- No dobra... - powiedziałem - Tyle że ja nie umiem wyć jak ty...
- Co? Jak to nie umiesz?
- Można powiedzieć że robiłem wszystko abym mógł śpiewać, kiedy wyję do melodyjnie... tak wiem głupie to wszystko co mówię. Zamknę się już... - patrzyłem na niebo
Podniosłem łeb do góry. Moja bariera zniknęła. Zawyłem jak zwykle, tyle że to było melodyjne. Każdy kto mnie zna i byłby w pobliżu od razu by wiedział że tu jestem. Mój mistrz też tak umie, tyle że on potrafi też normalnie wyć.
- Zadowolona? - zapytałem patrząc na nią po skończeniu
- T-tak... - odpowiedziała po chwili
Teraz zostało nam tylko czekać, na coś, szkoda tylko że nie wiem na co. Dziwnie się tak czułem. Ktoś mówi mi żebym wył jeżeli chcę przeżyć. Ja nie jestem jakimś wojownikiem czy wilkiem do zabijania. Nigdy nie musiałem zabijać bo to nie było mi potrzebne, a jak kilka razy się zdarzyło że ktoś na mnie napadł to się odwdzięczałem tym samym. Megan coś planowała, a mnie intrygowało co. Miałem tylko nadzieję że szybko wrócimy na tereny watahy.

Megan?

Od Mikoto do Annabell

Data:
29 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Westchnąłem głośno. Spojrzałem na jej towarzysza. Był bardzo słodki. Spojrzałem na Tomoe, który własnie podchodził od tyłu psa.
- Nawet o tym nie myśl młody - spojrzałem na niego
- Ale ja o niczym nie myślałem. Też chce towarzysza - zbuntował się
- Ja bym tobie odradzał jak na razie tego. Jesteś jeszcze nieodpowiedzialny. Powiedziałbym że to Neko zajmuje się tobą a nie na odwrót.
Tomoe patrzył na mnie a potem odwrócił się do nas tyłem.
- Jaki ojciec taki syn - westchnąłem
- Prawie go nie znam - mruknął pod nosem
Mały był trochę zły, więc postanowiłem nie ciągnąć tego dalej. Spojrzałem na Annabell, która siedziała cicho. Była taka spokojna. Podszedłem bliżej i usiadłem. Spojrzałem wysoko na skalną półkę gdzie aktualnie siedzieli towarzysze. Nie rozumiałem tego, dlaczego Neko siedzi u mnie skoro jest towarzyszką Shiro i mogłaby mieszkać tam gdzie wcześniej, tak samo w przypadku Hatori'ego, mógł przecież zamieszkać w jaskini Amery. Może Shiro mi ufa? Kiedy są ze mną przestaje czuć się samotny.
- Czemu uciekłaś? - zapytałem po chwili
- Bo ja... - przerwała
Pomyślałem i przypomniało mi się to co mówiła wcześniej. Każdy zapomniał o tym że istnieje, jest całkiem sama, nawet ja nie zdawałem sobie sprawy z tego że ona należy do watahy. Patrząc na nią widziałem samego siebie. Skoro wszyscy zapomnieli o jej istnieniu to przez ten cały czas błąkała się po terenach watahy, czyli nie ma nikogo i przez ten czas żyła sama. Teraz jest zima i ciężko o jakąkolwiek zdobycz. Amera musiała zapomnieć o niej przez te wszystkie problemy.
- Nie musisz odpowiadać, już pamiętam jakie pytanie zadał ci Tomoe - uśmiechnąłem się
Na dźwięk swojego imienia obrażony samczyk odwrócił się, wstał i usiadł niedaleko Annabell i Miku. Mimo że on nie za bardzo wiedział jak czasem się zachować i co wypada powiedzieć a co nie to miał wielkie serce i nie zrobiłby nikomu krzywdy świadomi. Brak mu ojca, ale jeżeli trzeba nauczę go wszystkiego czego on powinien go nauczyć. Z Annabell sprawy miały się gorzej, ale wiedziałem co z tym zrobić.
- Annabell? Jest teraz zima i ciężko o jakąkolwiek zdobycz. Zamieszkaj ze mną, niczego nie będzie ci brakować - spojrzałem na nią
- Ale ja będę dla ciebie ciężarem, to znaczy my... - spojrzała na swojego nowego towarzysza
- Jak dla mnie będziesz sprawiać problemów. Będzie mi bardzo miło że będę mógł z kimś zamieszkać i do tego się tobą zająć. To prawda że mam trochę obowiązków ale mnie to nie przeszkadza. Co ty na to? - spojrzałem na nią z uśmiechem

Annabell?

Od Xerdy do Luki

Data:
29 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy

Spojrzałam się na Lukę, a potem na pierścionek. Był piękny. Przez chwilę nie mogłam wydusić z siebie słowa.
-Moja ukochana Xerdo, czy chcesz za mnie  wyjść?- zapytał
W moich oczach tańczyły iskierki. Jednak spróbowałam się uspokoić. Usiadłam spokojnie.
- Oczywiście, że tak!- krzyknęłam przytulając się do Luki
Basior założył mi śliczny pierścionek. Zarumieniłam się.
- Dziękuję- powiedziałam i pocałowałam go w policzek
- Nie ma za co- uśmiechnął się
Odwzajemniłam uśmiech i spojrzałam się na Lukę.
- Mam jeszcze jedną niespodziankę! Tylko musisz poczekać!- powiedział
Pocałował mnie i wybiegł z jaskini. Kiedy nie było Luki przyglądałam się pierścionkowi. Był zrobiony z drewna, ale był pięknie przyozdobiony. Uśmiechnęłam się.
*30 minut później*
Po 30 minutach  Luka wrócił do jaskini.
- Wreszcie jesteś!- powiedziałam
Luka się zaśmiał i złapał mnie za łapę. Pocałował mnie.
- Chodź ze mną i zamknij oczy- powiedział z uśmiechem
Zamknęłam oczy, a Luka mnie prowadził. Szliśmy chyba przez las i łąkę. Byłam ciekawa co wymyślił. Poczułam suchy piasek. Uśmiechnęłam się do siebie.
- Jesteśmy na plaży?- zapytałam
- Tak- odpowiedział- Otwórz oczy
Otworzyłam oczy i się zachwyciłam. Na plaży leżał koc. Na środku kocu paląca się świeczka. Obok świeczki czerwona róża. Lekko się zarumieniłam i spojrzałam się na Lukę.
- Dziękuję- wyszeptałam
Obok koca leżał dorodny karibu. Oblizałam się na jego widok. Podeszliśmy do koca. Zjedliśmy razem karibu. Było pyszne.. Spojrzałam się na Lukę. On patrzył się na słońce.
- Patrz! Zachód słońca!- powiedział
Zaczęliśmy razem oglądać zachodzące słońce. Zachód był piękny. Jednak raczej wolę wschody słońca. W sumie to obydwa zjawiska są piękne. Gdy zachód się skończył poszliśmy do jaskini. Gwiazd nie można oglądać, bo chmury są, które je zasłaniają. A mi się nie chciało spać. Przytuliłam się do Luki. Nie wydawał się śpiący.
- Co teraz robimy?- spytałam
Luka?

Od Annabell CD Mikoto

Data:
29 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Uśmiechnęłam się nieśmiało i niepewnie weszłam do środka.
Nie było to, aż tak duże, ale na tyle aby pomieścić nasz wszystkich..i żeby każdy z nas miał miejsce. Ja wchodziłam jako pierwsza, znalazłam sobie nieduży przytulny koncik, w którym usiadłam. Następnie wszedł Tomoe i usiadł niedaleko. Potem towarzysze, a na końcu Mikoto.
-Proszę pana?-zaczęłam niepewnie.
-Mówi mi Mikoto-uśmiechnął się.
-Tak więc...emm...Mikoto.. czy ja też mogę mieć towarzysza?-zapytałam cicho.
-Pewnie, ale sama musisz sobie takiego znaleźć, a znaleźć tego jedynego nie jest łatwo-odparł.
"Ale ja go znajdę" - pomyślałam.
-Dzisiaj pójdę na spacer-powiedziałam.
-Annabell?-odezwał się Tomoe.
Spojrzałam na niego.
-Tak?-szepnęłam.
-Z kim mieszkasz? Zastanawiam się kim są twoi rodzice-odparł.
Łzy napłynęły mi do oczu. Wybiegłam z igla i popędziłam w las.
-Annabell!
Nie zatrzymałam się. Nagle wpadłam na kogoś. Pisnęłam i spojrzałam na...pieska.

(Ten po prawej)

-Cześć!-zawołał.
Był dokładnie tego wzrostu co ja.
-Hej-powiedziała cicho.
-Jestem Miku, czasem mówią na mnie Happy-przedstawił się.
-Jestem Annabell, w skrócie Ann-odparłam śmielej.
-Zgubiłem się, a dokładnie moi właściciele zostawili mnie-mruknął-a ty jak się znalazłaś w lesie.
-Jestem wilkiem, mieszkam tu.
-Jesteś wilkiem! Ale super!-zawołał.
Uśmiechnęłam się nieśmiało.
-Boje się trochę, oni po mnie nie wrócą i nie mam gdzie się podziać-powiedział.
-Towarzysz mi-szepnęłam-bądź moim towarzyszem! Proszę!
-Dobrze-oboje się rozweseliliśmy.
-Chodź, zaprowadzę cię do miejsca mojego pobytu.
Wróciliśmy do jaskini Mikoto.
-Martwiłem się o ciebie-powiedział na przywitanie.
-Cześć!-zawołał Miku, nie bał się wcale-jestem Miku, zwany też Happym, zostawili mnie w tym lesie, teraz jestem towarzyszem Ann.
Mikoto był...zdziwiony.
-Mówiłam, że chce towarzysza-uśmiechnęłam się lekko.

Mikoto?

Luka do Xerdy

Data:
28 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
- A no dobrze - odparłem i poczułem jak Xerda mocno się we mnie wtula - Więc był to mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa, jest starszy co prawda ,ale w trudnych chwilach był ze mną. Dawno go nie widziałem...minęło już sporo lat. - westchnąłem - Przeżywaliśmy wiele przygód razem, chociażby pierwsze polowanie ,zabawa na łące i przeszukiwanie dziupli i norek. Rozdzielił nas późniejszy wypadek. Chociaż to nawet dobrze ,że był ,ponieważ jakby się nie zdarzył nie spotkałbym ciebie.
Przytuliłem ją bardzo mocno ,dając do zrozumienia jak bardzo ją kocham.
- I co? - spytała.
- Teraz jest możliwość, że dołączy bądź dołączył już do naszej watahy. Może on coś pamięta o mojej matce.. - powiedziałem - Wiesz co zaraz wracam.
- Dobrze - odparła, a ja pobiegłem w kąt jaskini i wyjąłem drewniany pierścionek. Udałem się do jubilera. Oddałem mu pierścionek ,a ten powiedział, że będzie gotowy za 3 godziny. Wróciłem z powrotem do jaskini. Pocałowałem Xerdę zadowolony.
- Co cię tak ucieszyło? - spytała z udawanym podejrzeniem.
- Zobaczysz nie długo - uśmiechnąłem się - Chcesz jeść?
Wadera skinęła głową. Pobiegłem więc w poszukiwaniu zajęcy. Po 10 minutach złapałem dwa dorodne sztuki. Jedna dla mnie ,druga dla Xerdy. Czym prędzej pobiegłem do domu. Po chwil zajadaliśmy ze smakiem. Po spożyciu zdobyczy ,ułożyliśmy się i zasnęliśmy. Spałem bardzo smacznie.
Gdy wstałem zauważyłem ,że Xerda jeszcze śpi. Pobiegłem z powrotem do jubilera i odebrałem zamówienie ,płacąc.
Gdy wróciłem ukochana była już na nogach. Spojrzała na mnie pytająco. Ja tylko z uśmiechem wyjąłem drewniane pudełeczko i je otworzyłem Pierścionek był śliczny.

- Moja ukochana Xerdo ,czy chcesz za mnie wyjść? - spytałem ją. Teraz miałem nadzieję, że się zgodzi. Widziałem iskierki w jej oczach.

{Xerda :3}

Od Mikoto Do Annabell

Data:
28 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Usiadłem koło wadery. Widziałem w oczach Tomoe że jest mu przykro. Postanowiłem dotrzeć do tej dwójki.
- Tomoe, powinieneś bardziej uważać z siłą, którą dostałeś od Shiro - byłem spokojny
- Kiedy ja nie umiem się nią posługiwać... - zrobił się smutny
- Annabell jest od ciebie starsza, ale tez mniejsza. Musisz bardziej uważać
- Przepraszam Mikoto, postaram się zacząć panować nad tym. Annabell, przepraszam, będę bardziej uważać.
Wadera nic nie mówiła, cały czas była schowana. Wstałem i zacząłem kierować się w stronę wyjścia.
- Tomoe, posiedź tutaj z nią. Tylko nie zrób nic głupiego, ja zaraz wrócę.
Wyszedłem z jaskini i udałem się w pewne miejsce, gdzie zazwyczaj oni siedzą. Tym razem też tam byli.
- Hatori, Neko i Saki. Potrzebna mi wasza pomoc.
Spojrzeli się na mnie z zaskoczeniem. Opowiedziałem co się stało i postanowili jakoś rozweselić małą.
- Wiem, zróbmy iglooo - powiedziała Saki
- W igloo będzie nam zimno - powiedział Hatori
- To zrobię rozgrzewający napar - powiedziała Neko
Umówiliśmy się pod moją jaskinią. Udałem się na małe polowanie a kiedy wróciłem cała trójka była tam i mieli ze sobą przekąski,a Neko do tego miała napar. Zrobiliśmy wielkie igloo i weszliśmy do jaskini.
- Annabell, mam dla ciebie niespodziankę - powiedziałem radośnie
Tomoe spojrzał z zaciekawieniem a Annabell wyjrzała zza skóry. Podszedłem do niej i dałem jej napar, który wypiła, potem zrobił to samo Tomoe i towarzysze a na końcu ja. Mała wyszła z ukrycia i udała się za mną przed jaskinię.
- To zrobili towarzysze aby ciebie rozweselić. Będziemy opowiadać w środku historie i bawić się - spojrzałem na małą z nadzieją że będzie szczęśliwa.

Annabell?

Od Annabell CD Mikoto

Data:
28 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zjadłam darowane jedzenie i położyłam się w kącie lekko trzęsąc z zimna. Wilk widząc to zaczął do mnie podchodzić. Przestraszyłam się, jednak po chwili uspokoiłam. Bowiem Mikoto po drodze wziął grupą skórę i mnie nią okrył.
Wtuliłam się w nią. Spojrzałam na basiora z wdzięcznością, po czym zasnęłam.

Obudziłam się dość późno. Otworzyłam zaspane oczka i mlasnęłam. W środku nikogo nie było, za to z zewnątrz dobiegały mnie ciche, wesołe odgłosy.
Lekko odsunęłam skórę i wstałam. Byłam taka...mała, Tomoe był dużo ode mnie młodszy, a większy.
Wzięłam głęboki wdech i podeszłam do wyjścia. Niepewnie wyjrzałam na zewnątrz i to był błąd. Od razu dostałam z kulki. Padłam na ziemię czując ogromne zimno i prawie zatapiając się w śniegu. Z moich oczu popłynęły łzy.
Po chwili podbiegł do mnie Mikoto i Tomoe. Basior chciał mnie wziąć, ale pisnęłam zapłakana:
-Zostaw mnie!
Wilk nie posłuchał i zaniósł mnie do jaskini.
-Przepraszam-szepnął szczeniak.
Z moich oczu ciekły łzy, ale nie wydawałam żadnych odgłosów. Mikoto przykrył mnie skórą, pod którą się schowałam. Wszystko mnie bolało, czułam się strasznie.

Mikoto?

Od Mikoto do Annabell

Data:
28 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zrobiło mi się jej szkoda. Była taka mała i samotna, była jeszcze dzieckiem. Nie mogło tak być. Podszedłem bliżej i położyłem się tuż przed nią z głową położoną na łapach.
- To przykre - patrzyłem na nią
Mała się mnie bała, było to widać. Nie lubię kiedy szczeniaki się mnie boją, nie lubię tego uczucia strachu.
- Jestem Mikoto - uśmiechnąłem się do niej lekko
- Jestem Annabell - powiedziała nieśmiało
- Piękne imię. Pasuje do ciebie. Masz ochotę się pobawić z nami?- zapytałem
- Z nami?
- Tak. Jestem opiekunem szczeniąt i właśnie idę po Tomoe. Pobaw się z nami w grupie raźniej.
Widziałem u niej wahanie, ale w końcu się zgodziła. Tomoe czekał na mnie tam gdzie zwykle. Kiedy mnie zobaczył zaczął merdać ogonkiem. Podeszliśmy bliżej.
- Kto to? - spojrzał na waderkę
- To Annabell, dzisiaj się z nami pobawi. Dobrze?
- Taaak, jak fajnie. Nie mogę się bawić z siostrami bo mam twierdzi że są za małe, tak samo dzieci White.
Zabrałem ich na łąkę. Robiliśmy orły w śniegu i lepiliśmy bałwany, lizaliśmy sople które zwisały z krzaków, a na koniec zrobiliśmy bitwę na śnieżki.
- Tomoe, ty będziesz sam. - spojrzałem na niego
- Co? Ech.. niech będzie - uśmiechnął się
- Annabell? Gotowa? - zapytałem
- Boję się trochę...
- Będę cię osłaniać.
Annabell robiła uniki przed pociskami Tomoe. Jednak nie zauważyła jednej, która na nią leciała. Szybko znalazłem się między nią a pociskiem. Kiedy mnie trafił padłem na śnieg. Oba szczeniaki podbiegły do mnie szybko. Zaczęły panikować, a wtedy można powiedzieć że ożyłem. Zaczęło robić się późno, odprowadziliśmy małego do domu.
- Chłodna noc się zapowiada... może zostaniesz u mnie dzisiaj? - zapytałem
- Nie... nie chcę robić problemów...
- No chyba żartujesz. Nie gadaj głupot
Posadziłem ją na grzbiecie i zabrałem do jaskini. Dałem jej trochę wcześniej upolowanego mięsa i poczekałem aż zaśnie. Spodobała mi się ta kruszyna, chyba ją polubiłem.

Annabell?

Od Annabell

Data:
28 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Kolejny dzień spędzony w norze. Wyjrzałam na zewnątrz. Nikogo nie było.
Codziennie chowałam się przed innymi, nikt nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności. Byłam całkiem samotna, przez co było mi przykro.
Często obserwowałam inne wilki. Luka i Xerda dorośli...urodziły się też nowe szczeniaki. Bałam się do nich podejść.
Szłam powoli ścieżką, gdy nagle usłyszałam kroki. Obróciłam główkę i ujrzałam rudego wilka. W moich oczach pojawił się strach.
Położyłam po sobie uszy i skuliłam się w kłębek.
-Przepraszam-pisnęłam.
-Nie masz za co-uśmiechnął się wilk.
Ja skuliłam się jeszcze bardziej. Powoli zaczęłam się cofać. Nagle potknęłam się i wywróciłam. Szybko wstałam i wróciłam do poprzedniej pozycji.
-Chciałabyś dołączyć?-zapytał basior.
-Ale..ale ja należę do tej watahy-wyjąkałam.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Nigdy cię tu nie widziałem-odparł.
-Bo nikt nie zdaje sobie sprawy, że ja istnieje-posmutniałam.

Mikoto?

Od Sheili do Kazana

Data:
28 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
-Hmm? Chyba nie mówisz o mnie?- zapytałam zaskoczona i zatrzymałam się na chwilę.
-W sumie... tak- odpowiedział nieco zdziwiony-Nie mów mi, że masz takie niskie mniemanie o sobie.
-Prawdę mówiąc...-odparłam cicho.
-Ej- zaśmiał się i lekko szturchnął mnie łapą -Rozchmurz się. Jeszcze nigdy nie spotkałem wadery tak pesymistycznie nastawionej do świata- dodał z uśmiechem.
-Też byś taki był na moim miejscu- starałam się wybronić.
-A cóż to jest tego powodem?
-Nie...- zaczęłam -Nic ważnego- mówiąc to potrząsnęłam głową.
-Mamy dużo czasu, opowiadaj- nalegał.
-Naprawdę, nie chciałabym cię zanudzić.
-Jestem dobrym słuchaczem.
-Nie przeceniaj swoich umiejętności.
-To raczej ty nie przeceniaj moich.
Nie wytrzymałam już napięcia.
-Nie twoja sprawa!- zabrakło mi argumentów -Mam swoje powody!- krzyknęłam i puściłam się sprintem przez las.
Biegłam na oślep. Nie zwracałam uwagi na nic ani na nikogo. Byłam tylko ja i biały puch unoszący się pod wpływem uderzania moich łap. Łza niespodziewanie rozmyła mi obraz. Otarłam ją łapą i zaczęłam szybko mrugać powiekami, aby przywrócić dawną ostrość . Czemu wydarzenia tamtego dnia doprowadzały mnie do takiego stanu? I to po tylu latach?
Nagle ciemna sylwetka zasłoniła mi drogę. Starałam się zatrzymać, ale nie zdążyłam wyhamować i z całej siły uderzyłam w kogoś, kto specjalnie skrócił moją trasę.
-Mógłbyś trochę uważać- warknęłam i potrząsnęłam łbem.
Wstałam, otrzepałam się ze śniegu i spojrzałam na...
-To znowu ty!
Odwróciłam się i chciałam odejść, gdy nagle Kazan chwycił mnie za ogon i pociągnął z taką siłą, że aż usiadłam na śniegu.
-Sorry za to, ale nie mogłem pozwolić, byś dalej uciekała- powiedział.
... cisza.
-Skoro nie chcesz mówić, to ja będę. Przepraszam...
-Co? Nie dosłyszałam.
Chciałam mieć satysfakcję z wygranej, dlatego starałam się jak najbardziej uświetnić mój triumf.
-Przepraszam. Tak, zrobiłem duży błąd, którego już więcej nie popełnię.
-...
"Przynajmniej się starał"-pomyślałam.
-Przeprosiny przyjęte- uśmiechnęłam się.
-To dobrze, bo już bałem się, że będę cię musiał przepraszać na kolanach- zaśmiał się.
Znowu zapadła cisza, ale nie była to już cisza przed burzą. Była to raczej zapowiedź spokojnej drogi.
-Może idźmy dalej- zaproponowałam.
-Tak- odparł z uśmiechem -Chodźmy do Amery.
Szliśmy i podziwialiśmy piękno lasu rozglądając się na wszystkie strony.
-Naprawdę mówiłem, że jesteś piękna- powiedział patrząc na ptaka porywającego się do lotu z pobliskiej gałęzi.

<Kazan?> miało być łagodniejsze, ale wtedy zanudziłabym całą fabułę ^^ a akurat miałam pomysł na opowiadanie z nutą dramatu xD


Od Blackie CD Dannyla

Data:
28 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
-Da...-zaczęłam.
Westchnęłam i spuściłam łeb. Po chwili mój wzrok powędrował na Beverly, która patrzyła na mnie niepewnie.
-Koniec dobrego-powiedziałam do siebie.
Skoczyłam na waderę i przygwoździłam do ziemi. W jej oczach zauważyłam strach.
-Teraz już nikt mnie nie powstrzyma od zabicia ciebie-uśmiechnęłam się.
Wokoło nas pojawił się dym, po chwili wędrowałyśmy w przestrzeni między czasami.
-Mogę cię zabić, sprawić abyś nie istniała, władać twoimi wspomnieniami.
Wróciłyśmy do rzeczywistości.
-Ale nic ci nie zrobię bo masz dzieci, wynoś się stąd...jeśli kiedyś spotkam cię na naszych terenach nie będę tak łaskawa.
Puściłam ją. Ta przerażona szybko wstała i z piskiem uciekła.
Spojrzałam w stronę gdzie ruszył Dannyl.

Ujrzałam go jak siedzi na trawie ze spuszczonym łbem. Podeszłam do niego bezszelestnie. Usiadłam obok, ten spojrzał na mnie spode łba.
Szturchnęłam go pyskiem, podnosząc nim jego głowę.
-Nie przepraszaj-powiedziałam-nie chcę abyś to robił.
Jego wzrok powędrował na mnie. W jego oczach było widać niechęć...nie wiedziałam tylko do czego, czy do mnie? Jeśli tak wolałam odejść... cicho westchnęłam i wstałam. Po czym zaczęłam wolno odchodzić.

Dannyl?

Od Dannyla CD Blackie

Data:
28 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zmierzył Blackie wzrokiem.
- Myślałaś, że nie wiedziałem? Że Beverly stara się mną manipulować, wiedząc, jak mocno działają na mnie jej łzy. Że mnie oszukuje - uśmiechnął się gorzko.
Beverly spojrzała na basiora z oburzeniem w oczach.
- Przykro mi, Bev. Zorientowałam się, że wszystko z twojej strony było grą, kiedy przyszłaś do mnie wtedy, w ciąży. Wiedziałem i mimo wszystko cie przyjąłem, bo miałem pewność, że sobie nie poradzisz. Wtedy cię kochałem. Wychowywałem twoje szczenięta, tak jakbym to zrobił, gdyby były moje. Ale gdzieś z tyłu głowy cały czas miałem zakodowane, że moje nie są. Tylko Kay urzekła mnie całkowicie i bezsprzecznie, bo nie była do ciebie podobna. Wtedy też cię kochałem. Kochałem cię nawet kiedy mnie wydałaś.
Beverly patrzyła na niego ze zdumieniem. Nie potrafił jednak patrzeć na Blackie, dlatego utkwił wzrok w rudej wilczycy.
- Przestałem cię kochać, kiedy kazałaś mi odejść. Kiedy mnie od nich oddzieliłaś. Kiedy nieomal umierałem i chyba nawet chciałem tej śmierci.
Dannyl zmusił się do spojrzenia w kierunku Blackie.
- Przykro mi, jeśli sądziłaś, że nadal darzę Beverly jakimkolwiek uczuciem. Nie jest tak. I przepraszam, jeśli dałem do zrozumienia, że jest inaczej. I jeśli zraniłem cię.
Zapadła nieprzyjemna cisza, a oczy Dannyla, ten zwykły błysk, który świadczył o jego chęci życia, powoli znikał.
- Idę znaleźć Kay. Do niezobaczenia Beverly - odszedł powoli.
Ale szedł w zupełnie innym kierunku, niż ten, w którym udała się młoda wadera.

<Blackie?>

Kazan do Scar'a

Data:
28 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Aha - odparłem zupełnie bezintonacyjnie.
W oczach Scar'a było można zauważyć obojętność. Spojrzałem w lodowato-błękitne niebo. Postanowiłem odejść ,oczywiście zjem jeszcze trochę jelenia ,a resztę zostawię basiorowi.
Zacząłem więc jeść ,po niedługim czasie skończyłem.
Odszedł od sarny na kilka metrów i położyłem się. Scar nie rozumial o co mi chodzi.
- O co ci chodzi? - spytał niepewnie.
- Ta zdobycz pozostawiam tobie - odparłem bez zainteresowania - Rób z nią co chcesz. Ja zreszta utnę sobie drzemkę.
Ułożyłem się wygodnie i po chwili powieki same opadły. Zasnąłem.
Śniło mi się, że jestem latem na polanie pełnej kwiatów od storczyków po stokrotki. Niespodziewanie skoczył na mnie szczeniak. Ja też byłem mały. Zaczeliśmy baraszkować w trawie. Ganiać się, wywracać i walczyć - było przyjemnie.
Nagle przestaliśmy i zaczęliśmy penetrować wszelakie napotkane dziury. Nory i inne ,nic się nie skryło.
Zauważyłem ,także dwie wilczyce ,jedna to moja mama ,a druga to..nie wiem była niewyraźna i widziałem tylko jej zarysy. Nagle wszystko przykryła ciemność. Obudziłem się.
Scar nadal tu był. Spałem chyba 30 minut. Zauważyłem jak posila się jeleniem. Cicho wstałem i pobiegłem w las. Zatrzymałem się. Słyszałem czyjeś kroki ,chociaż może to tylko złudzenie.

<Scar? Dokończysz czy już koniec?>

Kazan do Sheily

Data:
28 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Mogłabyś mnie zaprowadzić do Amery..? - spytałem uprzejmie.
- Yhym..tak - odparła Sheila.
- A no tak ,ty nic o mnie nie wiesz...- powiedziałem.
- Choć, powiesz mi jak będziemy iść - odparła.
Zatem ruszyliśmy na północ. Oglądałem z podziwem konary drzew. Przeszliśmy tak kilkanaście metrów, a ja milczałem.
- No więc...- po chwili zacząłem - Przybyłem tu z dość oddalonego miejsca.. Jak mogłaś zauważyć jestem dość duży, mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza, tam skąd pochodzę nie było tak niesamowicie jak tu...
- Czyli chcesz tu dołączyć i widzę, że ci się tu podoba? - odparła pytająco.
- No oczywiście, że chcem i muszę przyznać, że wszystko tu jest bajeczne.
Wadera przytaknęła głową. Zapadła nieskazitelna cisza. Przerywał ją tylko głośniejszy poryw wiatru. Oglądałem z zaciekawieniem otaczający mnie krajobraz. Naprawdę było tu bardzo pięknie. Podziwiałem te rozłożyste konary drzew pokryte śniegiem. Z pewnością wiosną są jeszcze bardziej imponujące. Nie długo miałem tu dołączyć...najpierw musiałbym spotkać się z Luką ,jeżeli w ogóle tu przebywa. Ale raczej tak ,jest tu ,ponieważ wciąż natykam się na jego zapach. Spojrzałem na Sheilę. Nie przeszkadzało jej chyba ,że jesteśmy cicho. Może to i dobrze...nie mam pojęcia. Nie zwracałem zbytnio uwagi ,że jest mniejsza ode mnie.
- Wiesz..- przerwałem ciszę - Zapomniałem dodać ,że sa tu też piękne wadery..
Chrząknąłem ,nie wiem czy to była dobra decyzja o tym tekściku. Nie mam pojęcia jak może na to zareagować...


<Sheila?>

Od Dannyla CD Naomi

Data:
28 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Westchnął ciężko i spojrzał za waderą.
- Jak można pomylić jelenia z niedźwiedziem?! - parsknął sam do siebie.
Mimo wszystko nie mógł jej tak zostawić. Była członkiem watahy, więc zostawienie jej nie wchodziło w grę.
Ruszył w stronę, w którą odeszła wadera, po drodze rozglądając się uważnie. Głupio by wyszło, gdyby pouczałby ją co do atakowania niewłaściwych zwierząt, a sam wpadłby na niedźwiedzia.
Ostrożnie wszedł do środka, gotów do wycofania się, gdyby ona tego chciała. Albo zaciągnięcia jej do kogoś, kto mógłby pomóc.
Chyba spała albo była nieprzytomna. Nie obudziła się, kiedy basior trącił ją łapą, mozliwe, że była zmęczona.
Dannyl postanowił poczekać, bo coś mogło ją dorwać nawet tutaj. Okazał się jednak kiepskim stróżem, bo zasnął po przybraniu w miarę wygodnej pozycji.
Jednak, nawet we śnie, Dannyl potrafił zachować czujność. Nasłuchiwał i węszył, pogrążony w nieco niespokojnym półśnie, gdzie na zmysłową jawę nakładały się senne obrazy.

<Naomi?>

Od Ritsu - WYPRAWA

Data:
28 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Kiedy się obudziłem nikogo już nie było w jaskini. Podniosłem łeb do góry i powoli wstałem. Wyszedłem z niej i od razu tego pożałowałem. Moja sierść się najeżyła jak u kota, było mi zimno. Nagle padłem na ziemię, ktoś na mnie skoczył. Moje oczy powędrowały ku górze i zobaczyłem kogoś kogo mogłem się spodziewać.
- Widzę że już wstałeś - Yomi jak zwykle była uradowana
- Zejdź już ze mnie... - wycedziłem
- Już, już - powiedziała szybko i z gracją zeskoczyła
Wstałem i otrzepałem się ze śniegu. Było jeszcze zimniej niż wcześniej. Rozejrzałem się uważnie.
- Gdzie reszta? - zapytałem
- Shiro i dziewczyny udali się sprawdzić jak daleko są te wilki... Jeżeli do południa nie wrócą to mamy zacząć udawać się w ich stronę - powiedział Usagi, który wyszedł z lasu
- Rozumiem - spojrzałem na słońce - To już niedługo
- Masz racje... - odpowiedział mi brat
- Ritsu, Ritsu! Masz, zjedz - Yomi podała mi mięso, mówiła jak mały szczeniak, nawet się tak zachowywała
- Ale ja nie chcę, nie jestem głodny - spojrzałem na mięso
Nagle pyskiem wpadłem w śnieg. Wstałem szybko bo było mi zimno. Obróciłem się i stwierdziłem że tym razem to był brat.
- Masz to zjeść  i mnie nie wkurzać - był stanowczy jak nigdy
Yomi miała z tego niezły ubaw. Chyba się polubili, miałem taką nadzieję. Podszedłem do mięsa i zacząłem jeść. Tak jak się spodziewałem, było bez smaku, gdyż się zamroziło. Po skończeniu posiłku spojrzałem gniewnie i poszedłem do jaskini. Usiadłem w rogu i zacząłem trząść się z zimna. Słyszałem część rozmowy dwójki wilków.
- Co mu jest? - zapytała Yomi
- Odzywa się brak grubego futra. To jest właśnie widoczna wada genetyczna. Jeżeli ma być zdrowy to musi iść między nami, będziemy zadać mu ciepło - brat przemawiał spokojnie
- Czy Shiro o tym wiedział? - zapytała
- Wydaje mi się że nie. Nie widać że jego futro nie jest grube, gdyby było odrobinę cieplej nie przeszkadzało by mu to. Gdyby Shiro o tym wiedział coś by wymyślił, on o niego dba i to bardzo...
- Dokładnie, on nie pozwoli żeby coś mu się stało - Yomi jak zwykle była wesoła
Potem zeszli na temat nowych dzieci w stadzie. Nie myślałem że brat będzie się tak mną przejmować. Kiedy nadszedł odpowiedni czas obje przyszli po mnie. Nie udało mi się wstać, więc położyli się blisko mnie i ogrzewali swoimi ciałami. Zdecydowanie było dla mnie za zimno. Po pewnym czasie rozgrzałem się i udało mi się wstać. Wyruszyliśmy w dalszą drogę. Szedłem w środku w pewnej odległości od nich. Mimo takiej pogody było mi zdecydowanie lepiej. Przez cały czas rozmawiali ze sobą, ale nie tracili czujności i bacznie mnie obserwowali. Krajobraz za bardzo się nie zmieniał. Drzewa i ziemia przykryte śniegiem były wszędzie.
- Mam dość! - odezwałem się
- Co się stało? - zapytała Yomi
- Mam dość już bieli, ni innego nie widzę poza śniegiem - zbulwersowałem się
- Też masz problem... - Usagi zaśmiał się - Wykonamy szybko misję i wrócimy do domu. Przyznaj się przeszkadza ci brak Shiro - spojrzał na mnie chytrze
- Chciałbyś!
- Ha! Stoję po stronie twego brata- odezwała się Yomi
- Co się tak uwzięliście na mnie? - zapytałem i pobiegłem kawałem do przodu
Nie miałem ochoty ich słuchać. Spuściłem głowę w dół i wypatrywałem śladów lub zapachu. Zerknąłem na nich. Robili to co ja, ale rozmawiali przy tym. Dotarło do mnie że mogą mieć rację. Stałem się nabzdyczony od kiedy mi powiedzieli że Shiro poszedł przodem. Czy nareszcie zrozumiałem to co czuje do niego? Szybko pokręciłem głową aby odpędzić od siebie te myśli. On mnie tylko wykorzystuje, robi ze mną co tylko chce, a ja nie mogę się mu postawić bo jest on Amery partnerem. Lubię go, ale się go boję, to pewnie dlatego nic nie robię, nie chcę stracić przyjaciela. Czy on jest moim przyjacielem? Nad tym też nigdy się nie zastanawiałem. Jedno jest pewne, dalej będę postępować tak jak do tej pory.
- Ritsu! - obróciłem się kiedy brat mnie zawołał
- Co? - zapytałem
- Masz jakiś ślad? - zapytał
Spojrzałem na ziemię,a potem kawałek dalej od siebie. Zobaczyłem czyjeś ślady, więc podszedłem. Dokładniej to był jeden ślad. Wydawało mi się to dziwne, jeden odcisk łapy pośród gładkiego śniegu.
- Coś mam! - krzyknąłem do nich
Zanim podbiegli powąchałem ślad. Shiro!
- Braciszek geniusz! - ucieszyła się Yomi
- Co? - zapytałem
- Zacierają ślady, a to zostawił nam żebyśmy wiedzieli że idziemy w dobrym kierunku. Musimy patrzeć pod łapy, możliwe że co jakiś czas znajdziemy jeszcze jakieś - odpowiedział na moje pytanie Usagi
Ruszyliśmy dalej. Ja szedłem cały czas w ciszy, bo w mojej głowie było tyle pytań. Dlaczego tak zareagowałem na jego zapach? Czemu jestem taki niespokojny? Ja go nie kocham, tego byłem pewny, ale to stawało się coraz niepewniejsze. Kiedy tamci zaczęli mówić o mnie zacząłem podsłuchiwać. Starałem się nie wzbudzać podejrzeń, szedłem dalej z przodu nie zwalniając tempa.
- Czy on powie o problemie swojej sierści? - zapytała Yomi
- Nie. Zachowa to dla siebie. Jestem pewny że nic nie powie Shiro...
Dlaczego oni się tak na mnie uwzięli? Nie prosiłem się o spotkanie tego samca. Gdyby nie on to już dawno b y mnie nie było. Jeszcze ta akcja z wczoraj w nocy. Co mi odbiło aby znowu dać mu się? Targały mną mieszane uczucia i wątpliwości. Nagle znowu zanurzyłem się w śniegu przez kogoś przygniatanym.
- Blackie, zejdź z niego - to był głos Shiro
Zeszła ze mnie ale widać było że niechętnie to robi.
- Powinien bardziej uważać gdzie chodzi - mruknęła wadera
- Zgadzam się z tobą, ale widać o czymś myślał. Jak podróż? - zapytał Shiro
- Wszystko gra - Usagi spojrzał na mnie, a potem na Shiro - Żadnych problemów czy niespodzianek
Znowu brat musiał kłamać z mojego powodu. Shiro zaprowadził nas do kolejnej jaskini gdzie mieliśmy spędzić noc. Powiedział że zachowujemy bezpieczną odległość i nie powinni nas zauważyć. Kiedy nas lider rozdzielał warty, a praktycznie nie zmieniły się, Usagi wtrącił się.
- Niech Ritsu będzie mieć pierwszą wartę, razem z Yomi - mówił brat
- Czemu Usami? Nie dogadujesz się z moją siostrą?
- To nie tak, Yomi chciała porozmawiać o czymś z Ritsu.
Shiro się zgodził ale widać było że nie chętnie to robi. Poczułem się strasznie że Usagi robi tyle dla mnie, a ja ciągle odpycham go od siebie. Byłem pewny tego że on mu powie na warcie o co chodzi. Ja bym nie potrafił. Wiedziałem także że Usagi zrobi tak żeby Shiro nie okazywał tego że wie o moim problemie. Wszyscy inni położyli się spać, a ja z Yomi wyszedłem na zewnątrz. Wadera ruszyła w las, a ja siedziałem w pewnej odległości od jaskini. Poczułem nagle że ktoś mnie obserwuje, kątem oka spostrzegłem Shiro.
- Ritsu! Chodź bo zmarzniesz! - Yomi zmaterializowała się obok mnie
- Nie strasz mnie tak
- Chodź lepiej, jeżeli nie chcesz z nim rozmawiać - szepnęła mi na ucho
Posłuchałem jej i poszedłem za nią. Kiedy jaskinia była już daleko za nami, wadera podeszła i mnie objęła.
- Spokojnie, nie chcę żebyś był chory - zachichotała
- Dzięki - mruknąłem
- Coś chyba jesteś nie w sosie... - spojrzała na mnie
Jej czerwone oczy w tym świetle były piękne. Miałem wrażenie że widzi moją dusze i moje problemy. Czułem się z tym uczuciem dziwnie.
- Nic mi  nie jest...
- Chodzi o twoje uczucia? - zapytała niewinnie i z zaciekawieniem jak szczeniak niewiedzący nic o życiu
- Może...
- Czyżbyś nie umiał zdecydować co czujesz do mojego brata?
- Skąd wiesz?- zdziwiłem się
- Zgadywałam. Myślałam że już poznałeś odpowiedź...
- Nigdy tego nie potwierdziłem, nie umiem tego określić czy go kocham czy nie...
- Ale pozwalasz mu na różne rzeczy - była poważna
- Bo się go boję - unikałem kontaktu wzrokowego
- A może tylko myślisz że się go boisz a tak naprawdę go kochasz?
Yomi nie wyglądała na mądrą, ale kiedy coś mówiła na poważnie to z sensem.
- Przemyślę to - odpowiedziałem
- Zuch chłopak, a teraz chodź musimy popatrolować...
Ruszyliśmy na patrol, a kiedy nadszedł czas wróciliśmy do jaskini. Położyłem sie w kącie, a Yomi zbudziła brata i Shiro. Niespodziewanie położyła się obok mnie. Kiedy Shiro wychodził jego wzrok mówił wszystko, czuł się źle, był zawiedziony, zmartwiony i zły. Nie lubiłem kiedy miała taki humor, był wtedy szorstki i nieprzewidywalny.

Naomi? Blackie? Shiro? Yomi? Usami?
Możecie opisać dalej co się działo, albo co działo się zanim do was dotarliśmy.
Data:
28 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
PRZYPOMINAM O WPISANIE SIĘ POD POSTEM "UWAGA".

ZA 2 DNI ROBIĘ KLINING WILKÓW! 

CI KTÓRZY SIĘ NIE PODPISZĄ ZOSTAJĄ USUWANI Z WATAHY!

Link do posta --> KILK

Od Xerdy CD Kylie

Data:
28 grudnia 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy

- Ale.. Czemu?- zapytałam z zdziwieniem
Popatrzyłam się na Kylie, która była ode mnie odwrócona tyłem. Kątem oka zobaczyłam niedźwiedzia.. Był chyba nie przyjaźnie nastawiony. Zrobiłam ostrożnie krok w tył. Spojrzałam się na waderę. Mruczała coś pod nosem. Od razu zrozumiałam o co jej chodzi
-Raz, dwa- szeptała- Trzy!
Na trzy szybko pobiegłyśmy przed siebie. Nie  byłam pewna czy mogę szybko biec. Ostatnio miałam jakieś problemy z łapą.
- A tak właściwie to gdzie biegniemy?- spytałam w biegu
- Jak najdalej!- odpowiedziała
~Mam nadzieje, że nie będziemy musiały daleko biec~ pomyślałam
Raz bieg był szybszy, a raz wolniejszy.. Niedźwiedź ciągle nas gonił. Nie miał innego zajęcia. Najwyraźniej. Jak tak dalej pójdzie to znajdziemy się poza granicami watahy. I tak właśnie się stało. W powietrzu już nie czułam zapachu wilków z watahy.
- Jesteśmy poza watahą- powiedziałam
Obejrzałam się za siebie. Niedźwiedź ciągle biegł za nami. O nie.. Zauważyłam  sylwetkę człowieka.
- Człowiek!- powiedziałam
- To mamy problem- mruknęła
Człowiek wyjął szczelbę. Nie, nie, nie. Wycelował na szczęście w niedźwiedzia. Ogromny zwierz spadł. Człowiek podbiegł do nas. Popatrzył się na mnie i ostrożnie przybliżył dłoń.
-Hej piesku!- uśmiechnął się do mnie
- Czy jak wyglądam jak pies?!- krzyknęłam
- Najwyraźniej tak- Kylie się zaśmiała
Był to wysoki, szczupły mężczyzna o brązowych włosach i zielonych oczach.
Człowiek najwyraźniej chciał nas  złapać. Zaczęłam groźno warczeć. Jednak człowiek nie zwrócił na to uwagi. Wyciągnął szczelbę. Nie! Wycelował we mnie. Upadłam na ziemię. Pojawił się czarny obraz. Nie wiedziałam co się ze mną dzieję.
*po przebudzeniu*
Leżałam w klatce? Tak klatce.. Obok mnie leżała Kylie. Podeszła do nas jakaś kobieta.
- Witajcie w schronisku- uśmiechnęła się do nas
Jeszcze raz spojrzała się na nas i odeszła.
- Co to schronisko?- zapytałam z zdziwieniem
Popatrzyłam się na Kylie.
Kylie?

.:AKTUALNOŚĆI:.

Nowa aktualizacja watahy będzie już niedługo :D Encyklopedia już prawie zapełniona, poczekajcie jeszcze troszkę! ~ Amera

Od teraz można być człowiekiem! Zapraszamy do wysyłania zdjęć lub artów twojej postaci jako człowieka.

.:TOPKA:.

© 2017 Eternal Wolves.
All rights reserved.
Design by Agata.