Twitter

.:EVENTY:.

Brak

.:POGODA:.

Amera postanowiła dalej nie rozpieszczać swojego wilczego imperium. Pogoda więc szaleje.
Czasami pada deszcz, zaraz jest słońce, a raz mgła. Pogoda zależna jest od twoich emocji, jak myślisz jaki armagegedonis musi się dziać skoro wszyscy odczuwają jakieś emocje?

.:SKYPE:.

Chcesz z nami pogadać na skype? Nie ma problemu! -> KLIK
Jeżeli klikniesz ten link na górze, przeniesiesz się na skype jedynie z możliwością pisania na czacie.
Jeżeli jednak chcesz porozmawiać z nami, z głosem ale bez kamerek, to śmigaj na Skype/zainstaluj Skype i zaproś do znajomych Amerę(Skype -> Amera Castelss), a Amera doda Cię do grupy.
Jak na razie z rozmowy skorzystali: AmeiS, Amera, Lexie, Dannyl, Raven, Luka, Tiago, Xerda oraz Slake!

.:KONTAKT:.


AMERA - Adminka
(zmniejszona aktywność)
Doggi - Ali010612
Howrse - Ali010612
Gmail - Sieralioness222@gmail.com
GG - 48141426
Skype - America Castelss

RITSU - Moderatorka
Doggi - lisia98
Howrse - lisia98
Gmail - lisia9855@gmail.com

SHIRO - Moderator
Doggi - cocolino98
Howrse - timenta
Gmail - korzystam z Ritsu gmaila

LEXIE - Moderatorka
(zmniejszona aktywność)
Howrse - Aleksa2003
Gmail - lexie.black01@gmail.com

RAVEN - Moderatorka
Howrse - Fugitive Raven
Gmail - fugitiveraven@gmail.com

.:WYŚWIETLENIA:.

.:WILCZE POGADANKI:.

Hej anonie!
Wbijaj do nas na czat i pogadaj z nami, co ci szkodzi? ;)

Od White CD Usami'ego

Data:
29 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Usami wyszedł, a ja położyłam głowę na łapach. Cicho westchnęłam. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.

**Sen**
Biegłam po łące pełnej fioletowych z....szczeniakami. Było ich troje, takie malutkie. Jedna była biała, reszta miała kolor sierści po ojcu. Nagle ujrzałam zbliżającego się w naszą stronę Usami'ego. Uśmiechnęłam się i stanęłam. Wilczątka szybko mnie wyprzedziły i pobiegły do taty.
-Tatuś, tatuś!-wołała biała wadera.
Basior przytulił je czule, ale wzrok jego dalej spoczywał na mnie.
-Kocham cię-wyczytałam z jego ust...

**Zwykły świat**
Obudziło mnie mocne kopnięcie w brzuch. Cicho jęknęłam, zaczęłam się uginać pod "atakami". Cicho piszczałam z bólu....nie potrafiłam tego powstrzymać.
Gdy tak leżałam skulona usłyszałam czyjeś kroki, jednak nie byłam wstanie podnieść głowy.
-Zaczyna się-usłyszałam Shira.
-White-tym razem odezwał się Usami...szeptem.
Cicho jęknęłam. Poczułam czyjąś łapę na boku, a przede mną usiadł mój partner. Spojrzałam na niego, ten uśmiechnął się czule, odwzajemniłam gest i głośno jęknęłam....

Usami?

Od Usami'ego do White

Data:
29 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Gdyby to była praca, płacono by mi za to... - powiedziałem bez namysłu - Muszę nad tym zastanowić. 
Kierowałem się w stronę wyjścia.
- Gdzie idziesz? - zapytała zdziwiona
- Muszę iść do brata... ostatnio zaniedbałem go...
White opuściła łeb na dół. Wyglądała jakby czuła się z jakiegoś powodu winna. Wyszedłem z jaskini i poszedłem do jaskini brata. Niestety nie zastałem go. Postanowiłem przejść się po lesie.
Co ja właściwie robię? Nie wiem gdzie powinienem być. Chciałbym być przy Ritsu aby wybić mu z głowy Shiro. Co on w nim widzi? To tylko góra mięsa i nic więcej. Skoro mieszka z Amerą to między nimi coś musi być. Ritsu jest tylko jego zabawką i niczym więcej. Kiedy on mu się znudzi zostawi go w spokoju ale Ritsu będzie mieć złamane serce, znam go. Teraz powinienem być przy White. To moja partnerka, będziemy mieć dzieci. Tak się cieszę że dożyję ich zobaczenia. Nie wiem gdzie powinienem być, nie umiem się rozdwoić. /
Moje myśli przerwał ból w klatce piersiowej. Zacząłem kaszleć. Poczułem metaliczny posmak, jedno mi wtedy przyszło do głowy. Choroba nie ustępuje. Poczułem się nagle osłabiony, łapy się pode mną ugięły.
- Dlaczego kiedy myślę że jest wszystko dobrze, to wszystko się zawala....? - powiedziałem sam do siebie
- Też chciałbym wiedzieć, masz wypij- znałem ten głos ale nie widziałem nikogo
Miałem ciemno przed oczami. Poczułem jak ktoś wlewa mi coś do pyszczka. Połknąłem to. Kiedy otworzyłem oczy leżałem na ziemi a przy mnie siedział Shiro.
- Nie wstawaj jeszcze - powiedział spokojnie - Lek jeszcze nie rozszedł się po twoim ciele. Nie wygląda to dobrze, nie przypuszczałem że twoja choroba postępuje tak szybko.
- Ile mi zostało czasu? - zapytałem przygotowany na odpowiedź
- Nie wiem dokładnie. Nie znam tej choroby, ale postaram się ciebie utrzymać przy życiu jak najdłużej.
- Dlaczego to robisz? - spojrzałem na niego
- Jak to dlaczego? Jesteś członkiem watahy a poza tym bratem Ritsu - usłyszałem w jego głosie przyjemne ciepło - Jak się czujesz?
- Dobrze już...
- Wstawaj pójdziemy do twojej jaskini. Mam wrażenie że White niedługo urodzi... muszę jej w tym pomóc...
Wstałem powoli i zaczęliśmy iść w stronę jaskini. Wkurzało mnie to że on jest taki wysoki i umięśniony. Spojrzałem na jego łapy, kroczył tak pewnie jak mało kto.
Dlaczego on mi nie pasuje? Nie wydaje mi się aby miał ukryte intencje wobec innych ani żeby chciał kogoś wykorzystać. 
Zanim dotarliśmy do jaskini przystanąłem. Shiro się zatrzymał i spojrzał na mnie.
- Czy mógłbyś nie mówić White w jak ciężkim stanie jestem? 
- Czemu? - zdziwił się
- Nie chcę żeby o się mnie martwiła... Dał byś rade to zrobić?
- No pewnie, nie przepadam za nią - powiedział to szczerze ale nie złośliwie - Nie pozna nic, leki wzmacniające działają długo i to ja będę pilnować kiedy masz je brać, więc nie bój się tym już.
Jego słowa jakoś mnie pocieszyły. Dobiegłem do niego i ruszyliśmy dalej. Po parunastu minutach weszliśmy do jaskini. White leżała na skórze, wyglądała jakby coś ją bolało.
- Zaczyna się... - powiedział Shiro z dziwnym spokojem
Jakoś zacząłem mu ufać i postanowiłem nie być taki zaborczy w stosunku do brata.

White?

Od Yomi do Amery, Ritsu i Shiro

Data:
29 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Szybko podbiegłam do brata i popatrzyłam się na niego. Byłam od niego młodsza, więc czułam przed nim respekt. Amera powiedziała coś do Ritsu i odeszli.
- Jak ci się żyło przez te lata? - zapytał nagle
- Sama nie wiem, głównie to szukałyśmy ciebie pustosząc zawsze okolice... Nie umiałam się im sprzeciwić bo bałam się zostać sama - było mi naprawdę smutno
- Rozumiem. Znam cel waszej misji. Musiało być ci ciężko po tym jak zostawiłem ciebie.
- Nie winię ciebie za to, bo wiem że dali ci środki po których zapomniałeś to co się działo.
Przez całą drogę rozmawialiśmy ze sobą tak jak siostra z bratem. Żadne nie żywiło do siebie urazy. Potem musiałam go zostawić bo chciałam odnaleźć Ritsu. Niestety nie znalazłam go. Poszłam poszukać brata. Siedział w jaskini z kimś. Poznałam od razu Usami'ego i White. Przeprosiłam za to co zrobiłam i niestety trochę mi odbiło bo poczułam rządzę krwi. Dzięki Shiro udało mi się z tego wyjść. Poszliśmy razem przez las.
- Po co Ritsu? - zapytał
- Traktuje go jak przyjaciela, pierwszego w życiu i chciałam spędzić z nim trochę czasu...
- Rozumiem.
- Shiro... dlaczego ty nie masz żądzy krwi?
- Mam i to nawet dużą często ale muszę to opanować bo dobrze wiem że tutaj są wilki które trzeba chronić przed niebezpieczeństwem ale także przed nami. Raz się za bardzo wkurzyłem, wyczułem wtedy ciebie na Ritsu, żądza krwi zaczęła wygrywać... żeby ją pokonać musiałem się oddalić i zostać sam... Stłumiłem to w środku, niestety im dłużej to wstrzymujesz tym bardziej niebezpieczne to się staje, stracisz panowanie nad sobą i... możesz spustoszyć wszystko...
- A co w przypadku jakbym ja czy ty mieli dzieci?
- Jeżeli do pewnego wieku nie zaznają bólu psychicznego to możliwe że ta żądza nie będzie w nich istnieć. Nie mają także styczności z wektorami, co ich trochę osłabia ale minimalnie. Nie będą tak odporne i wytrzymałe jak my i ich życie też będzie znacznie krótsze...
- Czy z wiekiem to wszystko będzie się zaniżać? Im dalej pokolenie od nas tym słabsze?
- Nie. Od narodzin pierwszych nic się nie zmieni nawet jeżeli będziemy już dawno nie żyć.
- Rozumiem - wszystko prawie zrozumiałam - Nauczysz mnie panować nad żądzą?
- Nauczę, nawet muszę, ale będzie to drastyczne... Chyba nie masz gdzie spać... Pozwolę ci dzisiaj spędzić noc u mnie i Amery...
Poszliśmy do jaskini. Byliśmy sami. Położyłam się na jednej ze skór którą wskazał mi Shiro. On usiadł koło mnie i zaczął mi nucić jak kiedyś. Była to piękna melodia.

Amera? Ritsu? Shiro?

Ethan CD Naomi, do Amery i Shiro.

Data:
29 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Po dniu z stadem matki Naomi, wróciłem do jaskini zamieszkiwanej przeze mnie i Nao, do której kazała mi wrócić, bo ona dostała od alphy zadanie sprawdzające, czy nadawała by się na stanowisko biegacza w nich "Leśnej Gwardii".
Ja nie chciałem siedzieć samotnie w jaskini w górach, więc zapamiętując, spróbowałem niezauważalnie pójść sam do jej Alphy. Obawiałem się, że nawet tłumaczenia, że moim przewodnikiem jest Naomi, nie dawało mi pewności, iż nie uzna mnie za intruza...
Błądziłem w lesie, po polanach i łąkach... aż znalazłem trop mojej przewodniczki, prowadzący niedaleko lokum wadery mającej największą władzę w watasze.
Szedłem wąską dróżką obok lasu, gdzie przy korzeniu drzewa zauważyłem ślady krwi, która po zapachu należała do Naomi. Szybkim truchtem ruszyłem za krwistą wonią. Tropy prowadziły do...lokum alphy. Schowałem się za pniem drzewa, aby nie zwrócić ich uwagi- uwagi Naomi i Amery.
Rozmawiały dość cicho, ale w miarę słyszałem o czy toczy się ich rozmowa.
-Źle jest. Myśliwy złapał mnie i parę już martwych królików, zdołałam uciec, ale nie jestem pewna czy będzie chciał tu wrócić, z posiłkami- przypuszczała Naomi.
-Wataha jest w głębi Puszczy, nie będzie chciało im się tutaj przyjść- stwierdziła pewnie Amera.
-Jak jesteśmy w temacie watahy-zaczęła Nao- na nasze tereny wszedł... basior, który....ma mnie za przewodnika- przyznała się biała wadera.
Alpha spojrzała na nią trochę wkurzona nie dowierzając, że trzyma u siebie intruza.
-Wiesz, że teraz, kiedy on zna nasze tereny, może sprowadzić na nas innych, źle nastawionych wilków?- zapytała poważnie Amera.
Naomi rzuciła jej błagalne spojrzenie.
-Nie było okazji, aby mogłabym z nim przyjść i....-zawiesiła głos- ehhh...lepiej już pójdę.
-Nie...-zatrzymała ją alfa- przede wszystkim nie możesz chodzić z taką raną. Zaraz zawołam Shiro, opatrzy Ci ranę- powiedziała przekonująco Amera do Naomi.
Ja z kryjówki patrząc na to, nie zauważyłem, że moim ogonem bawi się mały zajączek. Capnąłem go łapą i uciekł w popłochu, odkrywając moją obecność.
Alpha i moja przewodniczka zbliżyły się do krzaków, gdzie się kryłem, spojrzały na siebie porozumiewawczo, która ma skoczyć. Nagle odwróciły się i ujrzał im się Shiro, pytając.
- Hey, co tak czaicie się na te krzaki? I co z udem Naomi?

Naomi? Amera? Shiro?

Od White CD Usami'ego

Data:
28 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Gdy się obudziłam Usami spał. Polizałam go czule w ucho i przekręciłam się w stronę wyjścia. Shiro powiedział mi, że do narodzin dzieci już blisko.
Od pewnego czasu zaniedbywałam również swoje obowiązki, a co gdy urodzą się szczeniaki? Będą mnie potrzebowały, Usami'ego zresztą też.
Długo nad tym myślałam, gdy w końcu zadecydowałam zrobić sobie przerwę. Poproszę Amerę aby dała mi "urlop macierzyński".
Myśląc o tym uśmiechnęłam się. Dopiero po chwili zauważyłam, że mój partner nie śpi. Obróciłam się w jego stronę.
-Co robisz?-zapytał.
-Myślałam-odparłam.
-Nad czym?
-Usami...ja nie dam rady pracować, a co dopiero gdy szczeniaki się urodzą, mam zamiar poprosić alfę aby na razie znalazła kogoś na moje miejsce, wrócę do pracy gdy wilczki będą na tyle duże aby mogły sobie jakoś radzić. Może wtedy Mikoto by nam pomógł i byłoby dobrze-powiedziałam niepewnie.
Wilk spojrzał na mnie lekko zdziwiony.
-Wiesz...ja też planowałem zrobić sobie przerwę, a raczej odejść-mruknął.
Tym razem to mój zdziwiony wzrok spoczął na nim.
-Nie-odparłam stanowczo-nie chce abyś przeze mnie i szczeniaki stracił pracę.

Usami?

Tajga odchodzi z watahy!

Data:
27 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy

Z bólem oznajmiam iż wilczyca Tajga odchodzi z naszego stada.
Życzę powodzenia w dalszej drodze!

Powód: brak czasu

Naomi CD Ethan,Amera.

Data:
27 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Kiedy Ethan poszedł z Hansem i Nickiem, ja z mamą odeszłyśmy w kawałek lasu.
- Cieszę się, że jesteśmy razem -odezwała się szczęśliwa Aurora.
-Ja też mamo- i przytuliłam się do jej czarnej sierści.
- Wiesz...-zaczęła- boję się o Ciebie i twojego przyjaciela skarbie. Judash jest nieprzewidywalny, w każdej chwili może zrobic Ci krzywdę nawet wtedy, gdy się będziesz bronić. Widziałam, jak patrzył na Ethana, on nie zdoła go powstrzymać- martwiła się mama.
-Mamo, mam prawie 15 lat, poradzę sobie.. Najwyżej albo ucieknę z Ethanem albo go zabiję- powiedziałam szczerze do matki.
Ona spojrzała na mnie, jagby nie znała mnie. Ma prawo. Zmieniłam się od naszego rozstania.
Patrzyłyśmy sobie w oczy, ona w niebieskie, ja w szare. Mimo żę było ciemno, widziałyśmy się doskonale. Odziedziczyłam po niej dobry wzrok w ciemności. Wróciłyśmy spowrotem do przechadzki, rozmawiając.
- Ja nie wiem czy dołączę do was. Sama mam watahę. Ale czuję że mnie tam nie chcą, i nie wierzą w to, że też jestem z projektu, że byłam więziona tak jak niektórzy z nich.
 Żadna z nas nie zorientowała się, że jesteśmy na trenach watahy, do której należę.
Nagle usłyszałam szelest w najbliższych mi krzakach. Od tyłu wyszła zaskoczona Amera, której napewno nie spodobało się, że znowu bez jej wiedzy przyprowadziłam kogoś obcego na nasze tereny.

Amera?

Ethan CD Naomi

Data:
26 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Każdy ze stada matki Naomi był czarnej lub  ciemno-szarawej sierści. Nikt z nich nie był biały ani rudy. I wiedziałem, że mogą zmienić Naomi, w czarną istototę, której już nie będę mógł powstrzymać...
- Ethan, idź i zapoznaj się ze swoimi nowymi kumplami- zagadała Nao- ja chcę pobyć trochę sam na sam z moją mamą- i zrobiła do mnie swoje słodkie oczka. Niesty, uległem i ruszyłem w stronę Hansa i Nica.
-No gościu, chodź! Coś upolujemy!- odezwał się Nico i szarpnął mnie za ucho. Ruszyłem obok nich.
Poprowadzili mnie na polanę, którą oświetlały blaski księżyca. Przysiedli na glebie, zaczęli coś do siebie mówić migami, a ja zdezorientowamy nie wiedziałem co robić.
- Co tak stoisz? Siadaj i pokaż co potrafisz-powiedział Hans.
Nico zaczął wymyś melodię, a ja od razu zacząłem machać ogonem, bo czułem tą muzę i w odpowiednim momencie dołączyłem mój piękny głos.
- "Trzej śpiewni basiorowie"- pomyślałem.
Kiedy skończyliśmy melodię do księżyca Hans zapytał:
-A wogóle dlaczego przypałętałeś się z nią?
Nie wiedziałem co odpowiedzieć, wiec rzuciłem luźnie.
-Ja.. ja naprawdę nie mogę jej rozszyfrować. Raz jest agresywna, potem przyjacielska,a zaś taka poważna i przebiegła. Stawiła się za mną  kiedy jedna czarna wadera Blackie z jej watahy chciała powiadomić o mnie Alphie....Czuje że... że ona jest jak ja... jest moją drugą połówką, której nie mam w sobie..
-Rozumiem Ethan- przytaknął Hans- Upatrzyłem sobie jedną waderę, ale to co dla niej zrobiłem, kosztowało mnie śmierć w ogrodzie zoologicznym...Wogóle..Byłem inny dla niej.- przyznał się Hans.

Naomi?

Od Luny Do Shiro

Data:
26 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Duużo tego. - stwierdziłam. - To teraz co robimy? Słuchaj. Może poszukamy jaskini? W sensie ja bym sobie znalazła i ty jakby coś to wiesz. Co ty na to?
- W sumie...
- Więc idziemy! - powiedziałam zadowolona i razem poszliśmy poszukać czegoś co by się nadawało na mój dom.
- Żeby chociaż przynajmniej nora. To też by było fajnie. Tylko bym się strasznie brudziła, a ja nie przepadam się myć. - basior spojrzał na mnie.
- No co? Taka jestem. - ruszyliśmy w drogę. Prześliśmy trochę, ale nic nie znaleźliśmy.
- Trochę się ściemnia. To ja idę. - powiedziałam
- Ale gdzie? - spytał
- Nie wiem. Poszukam jakegoś miejsca. Zobaczymy się jutro. - powiedziałam i poszłam. Znalazłam jakieś miejsce do spania i położyłam się. Było trochę zimno, bo zbliżała się jesień.
**
Stałam na wysokiej skale. W dole widziałam las, rzeki... było pięknie. Usłyszałam kogoś za sobą. Odwróciłam się...
**
Obudziłam się. Było już ciemno, a księżyc dopiero wychylił się zza horuzontu.


Shiro?

Od Usami'ego do White i Hiyori

Data:
26 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wystraszyłem się kiedy to zobaczyłem. Szybko do niej podbiegłem i razem z waderą zanieśliśmy ją na niedźwiedzią skórę. Wyglądała już lepiej ale postanowiłem pójść po Shiro. Hiyori zgodziła się z nią zostać. Najpierw udałem się do jego i Amery jaskini, ale niestety jego tam nie było. Postanowiłem go poszukać. Trochę mi to zajęło, szedł leśną dróżką. Szybko podbiegłem.
 - Shiro!
- Co?
- Musisz iść do White…
- Coś się stało?
- Bo wiesz… ona, to znaczy my będziemy mieć szczeniaki.
Shiro wydał się zdumiony a potem lekko załamany. Szybko się ogarnął i szybko poszliśmy do jaskini. Hiyori poszła sobie jak tylko weszliśmy do środka. Shiro przystąpił do badania. Z mojej perspektywy wyglądało to drastycznie. Kiedy skończył usiadł naprzeciwko mnie. White też usiadła.
- Niby nic specjalnego się nie dzieje, ale… brałaś te zioła? – zwrócił się do niej
- Eee… no nie…
- Co ja z wami mam. Obie się nie słuchacie, no dobra tylko ty bo tamta się ogarnęła. Ze względu na troje problemy ze zdrowiem masz brać te zioła, one zapewnią że dotrzymasz ciążę i przeżyjesz poród. Co ważniejsze musisz je brać jeżeli chcesz żeby urodziły się żywe i silne. Poza tym te zioła zahamują lub zniwelują wady genetyczne Usami’ego. Jak sama zauważyłaś jego choroba to nie żarty. Usami mam dla ciebie leki wzmacniające… przyjdź po nie później.
- Dobra – odpowiedziałem
- Co ważniejsze nie możesz być zestresowana, to może duży wpływ na twoje potomstwo.
Nagle poczułem że ktoś nas obserwuje i do tego zbliża się. Był to duży biały wilk, z krwisto czerwonymi oczami. Dopiero kiedy był bliżej zdałem sobie sprawę że to ten sam co mnie zaatakował i że to wadera. Shiro spojrzał na mnie i chyba wyczuł mój niepokój bo od razu spojrzał tam gdzie ja. Wstał i stanął naprzeciwko wadery. Tamta wykonała skok  i wylądowała na mnie. Shiro szybko ją zrzucił i stanął obok.
- Coś ty taka nerwowa? – zapytał
- Widziałeś gdzieś Ritsu? Miał mnie nauczyć czegoś… Nie umiem go znaleźć… To prawda że ty go wszędzie wytopisz? Gdzie on jest? – cały czas leżała na ziemi
- Znajdę go, ale jestem zajęty…
- O! To ty! – szybko wstała i podeszła do mnie – Przepraszam za tamto, źle zrozumiałam twoje zamiary – wydawała jakby serio tego żałowała.
- Co się stało? – Wtrąciła się White
- O a ty jesteś białą waderą, której Shiro nie znosi… - nie dokończyła bo poleciała na ścianę jaskini
Shiro był zirytowany. White popatrzyła się na niego ze zdziwieniem a potem na mnie. Biała duża wadera szybko się pozbierała i skoczyła na Shiro, ale ten przygwoździł ją do ziemi.
- Yomi! Uspokój się głupia! – zawarczał i puścił ją
Wadera się uspokoiła i usiadła.
- To ja zraniłam Usami’ego, White. Był zły i miałam wrażenie że chce zrobić krzywdę Ritsu, więc nie wiele myśląc zaatakowałam go. Żałowałam tego. Ritsu mi powiedział że jesteście wielką rodziną i zrobiło mi się źle.
- Wybaczam – powiedziałem kiedy skończyła mówić
Po tym Shiro dał Yomi reprymendę i upewnił się co do brania ziół przez White, chciał wiedzieć czy na pewno wie jak je brać. Potem zostałem sam z White.
- Czemu mi nie powiedziałeś że to wadera ciebie zaatakowała… - była zirytowana
- Ritsu mnie poprosił, a poza tym nie wiedziałem wtedy że to siostra Shiro.
- Dalej nie mogę w to uwierzyć że on ma siostrę i się z nią dogaduje… Jednak on mnie nie lubi…  - irytacja była coraz większa
- Może to być spowodowane tym że podkochiwałaś się w Ritsu… - skomentowałem
- Może… albo on może nie lubi wader… ale to by było dziwne bo mieszka z Amerą… więc chyba to pierwsze… - dalej była zła
- Może… ja się nie znam, też za nim nie przepadam ale nic na to nie poradzimy.
- No niestety
Pomogłem White z ziołami. Musiałem ją pilnować z braniem ich. Potem wyszliśmy na krótki spacer, ale kiedy zaczynało się robić chłodno wróciliśmy do jaskini. White skuliła się koło mnie i zasnęła. Zanim przyszedłem z Shiro do jaskini zapytał mnie czy czuję że podołam być zwiadowcą. Wtedy nie odpowiedziałem na to pytanie, ale kiedy zaczynał mówić White o ciąży zrozumiałem że nie potrafię narażać jej na zmartwienia. Poza tym moja choroba może w każdej chwili uderzyć. Miałem zamiar poczekać z tą decyzją aż znajdę odpowiedniego wilka na moje miejsce, ale raczej znalazłem waderę. Yomi bardziej by się nadawała. Do póki nie miałem White to nie myślałem nad tym co będzie jeżeli coś mi się stanie. Teraz myślę inaczej bo wiem że ona się o mnie martwi i niedługo będziemy mieć dzieci. Nie chcę jej zostawiać. Muszę porozmawiać z Amerą.
- Czemu nie śpisz? – zapytała mnie nagle otwierając oko
- Nie mogłem zasnąć myślałem nad czymś…
- I co wymyśliłeś? – ziewnęła
- Że nie mogę ciebie zostawić nawet na chwilę – zażartowałem
- To pewne… - zasnęła znowu

Spojrzałem na nią, wyglądała pięknie. Postanowiłem porozmawiać z nią na ten temat. Miałem nadzieję tylko, że nie odbierze tego w ten sposób że to przez nią chce zrezygnować. Podjąłem decyzję że chce zostać przy niej, bo wiem że może sobie nie poradzić beze mnie. Ułożyłem się wygodnie przy niej i sam postanowiłem zasnąć. Trochę to zajęło, ale w końcu zasnąłem.

White?

Amera do Shiro, Ritsu i Yomi

Data:
25 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wadera podejrzewała, że zrobił to ktoś z trójki samic z projektu, ale Yomi tego żałowała więc Ami nie mogła jej za to winić.
- Z tego co wiem to brat Ritsu czuje się już lepiej. – Dała znak wilczycy, aby ruszyły do jej jaskini. – Jeżeli chodzi o stanowisko to nadajesz się na łowcę, tropiciela, wojowniczkę, doradczynię alph..
- Wybieram doradczynię.
- To w takim razie witaj moja doradczyni! – Powiedziała wesoło i się do niej uśmiechnęła. Yomi odwzajemniła uśmiech, choć Ami stwierdziła iż musi jeszcze poćwiczyć.
- W ogóle to czemu Shiro jest zły na Ritsu? Nie trzeba go przypadkiem bronić?
- Nie.. Nie tak sądzę, że nie trzeba.
- To wytłumaczysz mi to?
- Nie wiem czy może Ci się to spodobać… - Wadera zmieszała się.
- Powiedz, proszę.
- Ritsu i Shiro są razem. Twój brat nie lubi jak Ritsu no wiesz..
- Ta.. Wiedziałam już o tym dawno, ale żeby być tak zazdrosnym?
- Zrozum – jego miłość! – Wadera westchnęła. Minęło kilka godzin kiedy wracały z głównej łąki do jej jaskini. Alpha pokazywała jej wszystkie tereny. Kiedy już miały wyjść poza obręb łąki ich oczom ukazał się zadowolony, dreptający Shiro. Za nim wlókł się zasapany Ritsu.


Shiro? Ritsu? Yomi?

Od Shiro do Yomi, Amery i Ritsu

Data:
25 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Bardzo mnie cieszyło że Amera zaakceptowała Yomi i pozwoliła jej dołączyć. Niestety teraz nie mogłem być zadowolony i szczęśliwy. Biegłem za Ritsu przez las, muszę mu przyznać że jak ucieka to jest szybki. Dopadłem go po parunastu metrach i przygwoździłem do ziemi.
- Shiro... nie powinieneś biegać, jesteś ranny... - próbował się uwolnić
- Nic mnie nie będzie - ugryzłem go w ucho i od razu się uspokoił.
Poczułem jak jego bicie serca zwalnia do normalnego tępa, ale niestety był niespokojny.
- Zrobiła ci krzywdę? - zapytałem po chwili
- Nie... tylko trochę poturbowała...
- Masz do niej dobre podejście
- Tak myślisz...? - nie patrzył się na mnie
-Spójrz się na mnie!
Kiedy się popatrzył zobaczyłem u niego strach i lęk. Nie wiem czy to było spowodowane tym co Yomi zrobiła czy moim zaborczym zachowaniem.
- Czy do czegoś doszło? - zapytałem patrząc mu w oczy
- Co masz na myśli?
Nie odpowiedziałem tylko go pocałowałem. Chyba zrozumiał o co mi chodzi.
- Nie, nie, nie... do niczego... - zaczął panikować
- To dobrze... - ulżyło mi
- O to się tak wkurzyłeś?
- Pamiętam Yomi z instytutu ale nie wiem jak się zmieniła. Wolałem to wiedzieć od ciebie.
- Zazdrosny - uśmiechnął się triumfalnie
- Tak, ale teraz to nadrobimy - zaśmiałem się
Złapałem w zęby jego ogon i zacząłem ciągnąć do nie zamieszkałej przez nikogo jaskini. Opierał się przez całą drogę, ale nie był tak silny jak ja. Nawet ta rana mi nie przeszkadzała. Chyba Amera mnie zabije za zapomnienie o tej ranie. Puściłem go i od razu zagrodziłem wyjście do jaskini.
- Sporo czasu minęło i musimy nadrobić - powiedziałem z uśmiechem - tym razem nie będę się powstrzymywać. Jeżeli uznam że przesadziłem zastąpię ciebie jutro na stanowisku.
Zanim cokolwiek powiedział już byłem przy nim, a dokładnie w nim. Za długo czasu minęło abym mógł się teraz powstrzymywać.

Amera? Ritsu?

Yomi do Amery, Shiro i Ritsu

Data:
25 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Byłam uradowana całą zaistniałą sytuacją. Czułam się wspaniale, tak jakby ktoś dał mi coś fajnego, algo jakby poczuła smak najpyszniejszego mięsa na całym świecie. Mój wzrok od razu przeniósł się na Ritsu. Podbiegłam i przewróciłam go na ziemię. Leżał na grzbiecie a ja stałam nad nim.
- Słyszałeś Ritsu? Mogę zostać! - byłam uradowana
- Słyszałem... Boli... -wycedził przekręcając się na brzuch
- Przepraszam... znowu coś źle zrobiłam, znowu ciebie skrzywdziłam... - poczułam się źle
- Znowu? - zapytał Shiro
- Nie żyje... - wyszeptał Ritsu
- No bo już wcześniej się widzieliśmy, to dzięki niemu nie chciałam was zabić, a potem kiedy zobaczyłam go zapłakanego nie mogłam sama go w nocy zostawić więc razem spaliśmy... - powiedziałam normalnie
Zobaczyłam furię w oczach brata, a u Ritsu lęk. Nagle biały basior zerwał się spode mnie i zaczął uciekać. Shiro pognał za nim krzycząc.
- Co robiliście?! - krzyczał Shiro
- Nic!!!
- Nie wierzę, pożałujesz!!! Nie uciekniesz mi!!! Teraz moja kolej!!!
Byli bardzo głośni, ale po chwili zniknęli nam z oczu. Patrzyłam w ślad za nimi. Przypomniało mi się że nie jestem sama. Patrzyła się na mnie Amera.
- Jestem Yomi - powiedziałam z uśmiechem
Chyba lekko Alpha się zdezorientowała.
- Wiem... Ja jestem Amera...
- Alpha tej watahy - dokończyłam za nią - Przepraszam za wszystkie nasze wybryki i za brata Ritsu... powinnam sama go przeprosić...
- Jak to? To ty go tak urządziłaś?
- Tak. Źle odczytałam jego zamiary. Nie wiem jak powinnam zachowywać się, bo nigdy nie miałam stada. Nawet nie umiem nad sobą panować i często żądza krwi wygrywa, nie wiem jak Shiro sobie z tym radzi, musi być mu ciężko... O, na jakim stanowisku mogła bym być? O i jeszcze, czemu Shiro pognał za Ritsu? Coś się stało? - zapytałam

Amera? Ritsu? Shiro?

Od Shiro do Megan, Mikoto i Luki

Data:
25 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ta wilczyca wyglądała interesująco. Może trochę marnie wyglądała ale wadera to wadera. Tego zawsze się trzymałem. Spojrzałem jej w oczy i od razu wyczułem coś mrocznego i tajemniczego. Od razu zrozumiałem że łatwo z nią mi nie pójdzie.
- Należy do watahy? - zapytałem zirytowany
- Jeszcze nie... - odpowiedział mi Luka
- Rozumiem... więc na jakiej zasadzie mam jej pomóc? - zapytałem ponownie
Dzisiaj miałem kiepski dzień od rana. Najpierw Amera i jej zachcianki i humory, myślałem że to było najgorsze, ale udało się wytrzymać i nie ześwirować. Później byłem zdruzgotany bo Ritsu siedział z bratem i nie miałem jak się z nim zabawić. Moja irytacja sięgnęła zenitu kiedy przyszedł do Mikoto. Ciekawe co dzisiaj się jeszcze zdarzy?
- No jak to dlaczego?! To jest wadera, która dołączy do watahy! - Upierał się Mikoto - Doskonale wiem że ty ga... - nie dokończył bo mu przerwałem
- Dobra, wygrałeś tym razem, następnym razem nie odpuszczę ci - zawarczałem
Luka i Megan patrzyli na nas z lekkim zdziwieniem. Ciekawiło mnie o czym oni myślą teraz.
- I tak wiem że to nie możliwe... zawsze będę przy tobie - Mikoto się uśmiechnął
- Megan, Luka przepraszam was ale od rana mam kiepski dzień...
- Rozumiem - odpowiedział Luka
- Megan wyglądasz na mało rozmowną ale jeżeli mam ci pomóc opisz mi dokładnie co ci jest... - powiedziałem spokojnie
- Radzę ci mu nie uciekać, on ciebie z łatwością dogoni inaczej Amera sama nie proponowała by mu pozycji zwiadowcy, a poza tym on jest z pro... - znowu nie dokończył bo poleciał na drzewo
- Nie zwracaj na niego uwagi, opowiedz mi co ci jest - spojrzałem na nię

Megan? Mikoto? Luka?

Amera do Yomi, Shiro i Ritsu

Data:
25 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Nie mogła pojąć co się przed chwilą stało. Została potłuczona, tak samo jak basiory, a przed nimi stała sama księżniczka. Wadera katem oka popatrzyła się na Shiro, który dyszał ze zmęczenia, Ritsu stanął dęba i patrzył się w dal. Lekko drżał, tak samo jak Amera. Jej łapy drżały, prawie nie mogła się utrzymać jednak od niej zależało to co teraz zrobią, czy Yomi zostanie wygnana czy przyjęta watahy. Wadera myślała gorączkowo nad tym, ale nie mogła się powstrzymać od zrobienia tego jedynego gestu. Podeszła do czerwonookiej wadery. Stanęła naprzeciwko jej, większa wadera popatrzyła jej w oczy. Alpha patrzyła jeszcze przez chwilę w jej oczy i zrobiła to co chciała. Przytuliła ją mocno.
- Dziękuję… - Szepnęła do niej i zwiększyła siłę ucisku. Yomi stała tak nic nie robiąc, najwyraźniej jak pomyślała wadera nigdy nie doznała uczucia bycia kochanym. Po chwili odwzajemniła uścisk.
- Ym.. Czy ja.. – Pytała dość niepewnie, Ami wiedziała o co chciała spytać.
- Tak. – Odpowiedziała niepewnie. – Możesz dołączyć do watahy. Witamy w rodzinie – Uśmiechnęła się do niej.


<Yomi? Shiro? Ritsu?>

Od Logo

Data:
25 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Krople deszczu powoli opadały na moje futerko. Ja, zresztą jak zawsze, w podskokach powolutku przemieszczałem się do przodu. Wdychałem świeże powietrze. Nie było to powietrze jakie wdychałem przez ostatnie dwa lata. Jestem stosunkowo młody i jeszcze większość życia przede mną. Wolałbym nie natrafić  na wrogo nastawionego wilka. Zwłaszcza że wokół czuć było obce wilki. No więc. Gdy tak skakałem pomiędzy drzewami natknąłem się na małego zajączka spętanego siecią. Leżał na ziemi przytomny i przestraszony. Pewnie kłusownicy zastawili pułapkę, a on zdołał przy skakać aż tu. Popatrzyłem na niego z iskrą w oczach. Zajączek skulił się jeszcze bardziej, ale ja nie miałem najmniejszego zamiaru go jeść. W końcu każdy wegetarianin gardzi mięsem wszelkiego rodzaju. Chwyciłem w zęby sieć którą był poplątany i starałem się nie robiąc mu krzywdy, rozerwać więzy. Gdy to mi się udało położyłem delikatnie malucha na ziemi. Ten otworzył oczy do tej pory zamknięte i spytał cichutko:
-N-n-nie zamierz-rzasz-sz m-mnie zj-jeść, panie w-wielki w-w-wilku?
-A co ty się tak jąkasz maluchu.- odpowiedziałem.- Oczywiście, że nie. Jak mi mama mawiała: "Mięsem gardzi każdy przyzwoity wilk z twego rodu".
-Czyli jesteś weganinem?- powiedział już podnosząc się na nóżki.
-Nie! Ja jestem wegetarianinem!- odrzekłem mu.
-Jak się nazywasz, panie wielki wilku?- teraz stał już na tylnych łapkach niespokojnie poruszając uszami.
-Zamiast "Panie wilki wilku", mów mi Logo!
-Ja jestem Ola- odpowiedział zajączek.
-A więc zajęczyca? Miło mi cię poznać.- mówiłem. Przerwał mi ruch w niedalekich krzakach. Nie miałem pojęcia co robić. Capnąłem Olkę w pysk i rzuciłem się do biegu. W samą porę, bo z krzaków wyskoczył lis. Szybko wspiąłem się na najbliższe drzewo.
-Dzięki. A...A czy ja mogę zostać z tobą? -spytała zajęczyca.
-Pewnie! - powiedziałem jej.

<Ktuś?>      

Naomi CD Ethan

Data:
25 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
-Lepiej pójdźmy na nasze tereny- powiedziała moja mama.
Poprowadziła mnie, Ethana i resztę jej stada krocząc dumnie obok Judasha do małego wzgórza otoczonego z jednej strony łąką a z drugiej kawałkiem lasu. Było ciemno, a księżyc w pełni.
-U nas, w każdą pełnię księżyca, świętujemy naszą wolność i oazę spokoju- rzekła teatralnie  Betha Judea.
Spojrzałam na nią. Widziała u mnie niezrozumienie, chciała coś powiedzieć, ale moja matka jej przeszkodziła.
-Judea chciała powiedzieć, że świętujemy to, że jesteśmy wolni od ludzi. Świętując nawołujemy inne uwięzione wilki przez ludzi- wytłumaczyła Aurora.
-Czyli że wy jesteście z projektów, ferm itp?- zapytałam, konkretnie wodza Judasha.
-Judea,Vall i Nico są z projektów morderczych, a Samaria i Hans z fermy- odpowiedział ponuro.
-Zwierzyna się chowa, robi się coraz zimniej, i kusownicy się nie oszczędzają..- odezwała się zawiedziona Vall.
-Masz rację...- zgodziła się z nią Samaria.
-Trzeba się wysilić, a nie narzekać- dogryzał im Nico.

Ethan?

Ethan CD Naomi

Data:
24 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Biegłem za nią i byłem krok w krok, żeby ją złapać i zatrzymać, ale ona tym wysiłała się aby biec szybciej. Dotarliśmy do krańca lasu, z którego wyłaniała się droga pod górę, aż na szczyt. Coś stało tam, o konturach wilka, ale dokładny widok zasłaniały mi blaski zachodzącego słońca. Słyszałem mocno wycieńczony oddech Naomi. Widać przerosło ją to przyspieszanie.
- Wiem kto na mnie tam czeka...- rzekła przekonana Naomi i ruszyła pod górę, a ja za nią. Istota na szczycie stała dumnie i patrzyła na nas z góry. Byliśmy ów szczytu, a wilk podszedł do nas wyłaniając swą postać za promieni słońca. Była to czarno-szarawa wilczyca o dumnej postawie, tak jak mój dobry opiekun.
Naomi i tajemnicza wilczyca patrzyły na siebie przez chwilę, a Nao weszła jej w ramiona,
 a ona odwzajemniła jej uścisk. Ja stałem kilka króków dalej i zastanawiałem się, czy szybko odejść w las i porzucić nadzięję o Naomi. Ona zaś oriętując się, że odwracam się i zmierzam spowrotem do lasu, rzekła szybko.
-Ethan, zostań.-powiedziała z nadzieją w głosie,
Zatrzymałem się i mój wzrok utknął w jej błękitnych oczach.
-Dobra- uległem i podeszłem do niej.
-Mamo, to jest mój przyjaciel, Ethan- przestawiła mnie- Ethan, to moja mama, Aurora.
Spojrzałem na nią. Czarno-srebrzysta sierść połyskiwała w słonecznych promieniach słońca, które zapadało w sen.
-Witaj, Ethanie- rzekła dumnym głosem Aurora.-Ile ty masz lat?- zapytała i przyjrzała mi się.
-Prawie 19- odpowiedziałem trochę speszony a ona utkwiła srebrzysto-żółte oczy w Naomi.
-Mamo...- odezwała się Nao i nagle z naszej przeciwnej strony wyszło kilka obcych wilków.
-Kkkim onnii sssąą?- zapytała trochę drzącym głosem moja przyjaciółka.
Na horyzoncie stało 6 wilków różnej maści. Niektóre były źle nastawione, a kilka z nich wpatrywało się w nas z ciekawością.
- To jest Judea, Hans, Samaria, Nico, Vall i.. Judash- powiedziała na koniec ponuro, ale z powagą i szacunkiem.
-Ja wiem, i TY wiesz,  po co tu się spotkałyśmy- odezwała się matka do córki i spojrzała na mnie- Nie wiem, czy Ciebie Judash przyjmie do stada...- wymieniony basior podszedł dumnie i honorowo.
- Czyli że..- odezwała się Nao.
- Tak. Jestem alphą w stadzie, a Twoja matka Bethą- dokończył za nią przywódczy Judash.
Przeszło przeze mnie podejrzenie, że z Judashem nie będzie łatwo....

Naomi?

Rudy, miły i grzywiasty...

Data:
22 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
"Wilk wędrował przez wielkie tereny watahy. Odznaczało go inne ubarwienie, wilki z tych stron są przeważnie szare, czarne lub białe jednak on musi pochodzić z jakiegoś rezerwatu. Nos ciągle trzymał przy ziemi i wąchał tutejsze powietrze. W powietrzy unosił się zapach innych wilków..."
Imię: Logo 
Pseudonim: Rudzielec, Burek (Burek-jeśli chcesz do podrażnić) 
Wiek: Nie istotne. 
Płeć: Basior 
Opis: Ja? Jestem miły i otwarty na świat. Uwielbiam przebywać w towarzystwie innych zwierząt, a one w moim, ponieważ jestem wegetarianinem. Nie znoszą mnie jedynie kury, bo wyjadam im jajka. Jedną z moich cech jest uprzejmość. Jedyną rzeczą której w sobie nienawidzę jest to, że nie potrafię usiedzieć na tyłku pięciu minut. Co jeszcze o mnie? Sam nie wiem. Może to że jestem marzycielem. Kiedyś gdzieś nauczyłem się czytać i od tamtej pory czytam to i owo. Jednakże bardziej wolę spędzać czas ze znajomymi. Nie sposób pozbawić mnie uśmiechu. Zrobić to potrafi jedynie śmierć. Nigdy nie płakałem, bo to nie w moim stylu. Mój uśmiech dodawał mojej matce sił podczas tragicznego wypadku w górach. A jak z moją historią? Gdy byłem mały nie miałem watahy, a jedynie matkę, bo ojciec nas porzucił. I rosłem, rosłem, aż wyrosłem na całkiem zręcznego wilka. I teraz wspomnę jak to było z tym wypadkiem w górach. No więc zaszliśmy w te góry, a że zbliżała się noc znalazłem jaskinię i pokazałem ją mamie. Gdy spaliśmy jakiś durny człowiek wywołał lawinę. Zasypało nam przejście. Jednak uśmiech nie schodził mi z twarzy. Było mi żal mojej mamy, więc jej nie obudziłem. Zapomniałem wspomnieć, że wstałem wcześniej od niej. Wracając. Zacząłem się przekopywać. Gdy się przedostałem wróciłem do mamy. Jak się okazało umarła podczas snu, z powodu osłabienia i mrozu. Wtedy po raz pierwszy w życiu nie było mi do uśmiechu, ale do płaczu też było mi daleko. Wyczołgałem się na zewnątrz i ruszyłem, a że nie lubię być sam znalazłem przyjaciela. Inne wilki były by przerażone, ale ja nie. Zaprzyjaźniłem się z bezdomnym człowiekiem. Nie był dorosły i jak ja nie miał ojca ani matki. Wędrowaliśmy razem długo, aż zrobił coś za co go zamknęli. Kazał mi uciekać, więc tak zrobiłem. No i doszedłem tu. To chyba na tyle. 
Pozycja: Biegacz, opiekun do szczeniąt 

 Siła ★
Szybkość ★
Zwinność ★
Wytrzymałość ★

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Relacje
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wataha: Ten wilk nie opisał jeszcze swoich relacji...
Inni: Ten wilk nie opisał jeszcze swoich relacji...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Od White CD Usami, Hiyori

Data:
22 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Poszłam po te leki.
-Cześć Ritsu-przywitałam się.
-Hey-odparł wilk z uśmiechem.
-Ja przyszłam po te zioła dla Usami'ego-powiedziałam.
-Trzymaj-podał mi rośliny-cieszę się, że się wam ułożyło-dodał.
Zarumieniłam się.
-Dziękuje-mruknęłam i szybko wyszłam.
Wróciłam do Usami'ego.
-Jestem!-zawołałam.
Weszłam do jaskini i podeszłam do basiora. Dałam mu zioła.
Po niedługim czasie zasnął.
Wyszłam z jaskini i poszłam do Hiyori.

-Będę ciocią!-zawołała.
Uśmiechnęłam się.
-Przepraszam, że ci nie powiedziałam...bo tak na prawdę wiem już długo-powiedziałam.
-Nic się nie stało-odparła.
-Odprowadzisz mnie do jaskini?-zapytałam.
Przytaknęła. Wróciłyśmy do mojego domu. Usami leżał znudzony. Zaśmiałam się widząc go. Nagle poczułam mocne kopnięcie w brzuchu, jęknęłam głośno i padłam na ziemie skulona.

Hiyori? Usami? Wolę aby Usamuś odpisał :]]

Od Blackie CD Dannyl

Data:
21 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Westchnęłam i ruszyłam do miasta. Jednak Beverly spotkałam w lesie, spojrzała na mnie zdziwiona. Podeszłam do niej i przewaliłam na ziemię. Uderzyłam ją mocno i zemdlała. Położyłam ją sobie na grzbiet i ruszyłam do watahy.

Położyłam ją w krzakach i zawyłam. Po jakimś czasie pojawił się Dannyl - sam. Wywlokłam ją z zarośli.
-Przywróciłaś wspomnienia?-zapytał.
Pokręciłam przecząco głową.
-Pierw ci coś pokażę-powiedziałam.
Podeszłam do basiora i spojrzałam mu w oczy. Po chwili przekazałam mu podgląd wspomnień Bev. Jeśli ma chodź trochę rozumu w głowie, to zrozumie, a jak nie, to znaczy, że jest idiotą. Gdy skończyłam oddałam wspomnienia waderze, która tuż po tym się zbudziła. Rozejrzała się i przygotowała do obrony.
-Dannyś ty wiesz co ona mi zrobiła-jęknęła, a sztuczne łzy napłynęły jej do oczu.
-Tak wiem-odparł.
-I...?
-Daj sobie spokój-warknęłam zła-gdzie Kay?-zwróciłam się do Danna.
-Poszła na spacer-odpowiedział.
-Dann! Powiedz coś!-zawołała Bev.

Dannyl?

Od Mikoto do Megan i Luki

Data:
20 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wybiegłem z jaskini tuż za Megan. Nie wiedziałem co się stało i do tego tak nagle. Nie mogłem jej samej zostawić kiedy co dopiero ją poznałem. Wytropiłem ją bez problemu. Kiedy dotarłem do niej stała na przeciwko Luki. Podbiegłem do nich.
- Co się stało? - zapytałem
- Nic... - odpowiedziała lekko zmieszana
- Nawet nie wiesz jak mnie wystraszyłaś. Nie wiedziałem co się stało, więc pobiegłem za tobą.
- Przepraszam...
- Mikoto, nie wiesz czy Shiro jest u siebie? - zapytał nagle Luka
- Czemu pytasz? - zdziwiłem się
- Bo ona pytała o medyka... - powiedział Luka
Megan wyglądała jakby coś ją bolało.
- Shiro to główny Szaman, możliwe że zadziała lepiej niż medyk. A to jest Megan - powiedziałem do Luki
- Ja jestem Luka - odezwał się basior
- Miło mi. - odpowiedziała mu
Poszliśmy do jaskini Alphy, ale Shiro tam nie zastaliśmy. Wciągnąłem mocno powietrze żeby poczuć jego zapach. Poszliśmy za zapachem. Siedział nad jeziorem.

Megan? Luka? Shiro?

Naomi CD Ethan (PILNE DO SHIRO)

Data:
20 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Trudno- fuchnęłam obojętnie.- przyjdziemy następnym razem.
-Ethan- zaczęłam- nie byłam z Tobą szczera, co do mojej przeszłości. Ja...- przerwałam.- Wróćmy do źródła.
Zmierzyliśmy w stronę źródła.
-Wracając, ja naprawdę.. mam na imię Valeria Valtoria Naomi X89- wyznałam ze skruchą.
On spojrzał na mnie zdziwionymi, ale zarazem trochę złymi oczami.
-Co???- nie dowierzał Ethan.-Jak mogłaś mnie okłamać? A ja Ci ufałem... nawet jak dopiero wczoraj cię spotkałem.
- Przykro mi..-spuściłam łeb- Prawdą jest i będzie, że urodziłam się o odmiennym kolorze sierści w stadzie, i uznali mnie i moją matkę za zdrajców. Tą maść dziedziczyły szczenięta z nam wrogiego stada. Mnie i matkę wygnano, ale ona wiedziała, żę teraz nie damy rady nigdzie ułożyć sobie życia na nowo, więc poddała się i ja razem z nią do schwytania przez ludzi. Miałam niecałe 7 lat, moja matka wtedy 16 lat i trafiłyśmy najpierw do ogrodu zoologicznego, gdzie była miła kobieta, ale ona dała radę tylko dobrze się nami opiekować dopóki aż nie przejeli nas jacyś obcy ludzie w fartuchach, którzy wszczepili mnie i mojej matce takie mikro nadajniki, że jeśli zbliże się do jakieś osady o 100 km, znajdą mnie.Robili badania i wkuwali we mnie różne rzeczy. Traktowali mnie jak królika doświadczalnego.Okropnie żałuję że nie mogłam nic zrobić. Akurat potem zdołałam uciec z pomocą przyjaznego husky Hansa, który ma ojca wilka. Aurora ( matka) uciekła tak samo jak ja, ale nigdy jej nie znalazłam.

Nagle dostałam olśnienia, jagby wizji jak moja mama wspina się na góry i coś zakuło mnie w serce i szyję i to był znak, że nadajnik odesłał sygnał o moim punkcie w puszczy.

- Przepraszam Cię Ethan, ale muszę odejść stąd, poza granicę. Ukryj się w źródle i poluj aby nikt Cię nie widział. Nie narażaj się, bo Cię potraktują jak szkodnika..I jeszcze jedno- zatrzymałam się na chwilę patrząc mu w oczy- pamiętaj, ja wrócę tu po ciebie i znajdziemy inne miejsce do życia .- obiecałam mu i pobiegłam pędęm na północno-wschodnie góry.
-Naomi! Zaczekaj!- nawoływał mnie.
Słyszałam, jak biegnie za mną, ale nie zważałam na to.

Ethan?

Naomi CD Blackie

Data:
19 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Siedziała w tym kącie z 10 minut oblizując rany. Ethan dał mi znaki, że jej pomoże, ale ja miałam to gdzieś. " Niech się przekona jeszcze bardziej boleśnie na swojej skórze jaka jest" pomyślałam.
- Pomogę Ci- zaproponował Etan i powoli podszedł w kąt do Blackie.
Ona agresywnie zawarczała, ale on zlekcewarzył to. Ona jak widać broniła się więc odsunął się i zmierzył w korytarz na lewo od źródła.
Po chwili wrócił z opatrunkami, wydrążonym kamieniem w kształcie miski i igłą z nicią.
- To chcesz tu tak leżeć obolała czy pozwolisz mi zszyć te rany?- zapytał odważnie i przekonująco Ethan.
Spojrzała na niego wrogo, ale odezwała się trochę spokojniej:
- Okey...
I zaczął zszywać i opatrywać rany.
- A niedługo wróce...- zapowiedziałam ponuro i wyszłam z jaskini.

Zmierzyłam do lokum Amery, bo chciałam powiedzieć jej o Ethanie i wyjaśnić jej i Shiro ważną, istotną rzecz.
Coś zaszeleściło w krzakach. Miałam cel i do niego zmierzałam. Po drodze spotkałam Ritsu.
- Hey, wiesz gdzie jest Shiro?- zapytałam.
- Poszedł polować z trudem na zwierzynę- wyjaśnił.
Skinęłam głową i ruszyłam pierw do Alphy.
- Hey. Przeszkadzam?- wkroczyłam cicho i powoli do jaskini, Amera leżała pod ścianą
- Jest OK- odpowiedziała.
- Na  naszych terenach jest nowy wilk- Ethan, i chciałby dołączyć do naszej watahy.- wytłumaczyłam.
- To niech sam przyjdzie- bąknęła wadera.
- On nie wie że ja tu przyszłam a przede wszystkim zszywa rany Backie. Czasami mnie wkurza i chcia...- niedokończyłam.
- Tak wiem, o co ci chodzi. Ona taka jest.

Od Blackie CD Naomi

Data:
19 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wyszłam z jaskini, ale po chwili wróciłam.
-Czego tu-warknęła Naomi.
-Chce zobaczyć twoją mrooooocznę stronę-zakpiłam.
Widziałam przelotne obawy wadery, które po chwili znikły.
-Spadaj-prychnęła.
Widziałam, że Ethan jest zdumiony jej zachowaniem. Dlaczego? Bo mi się stawiała. Zdenerwowałam się i podeszłam do niej.
-Chyba coś powiedziałam-warknęła i przygotowała się do ataku.
Uśmiechnęłam się i skoczyłam na basiora. Przycisnęłam go do ziemi i ułożyłam zęby na szyi.
-Co ty robisz?!-zawołała Nao podchodząc.
-Odejdź-warknęłam-albo go zabije!
Ethan gdy próbował się wyrwać, sam siebie krzywdził, bo zęby drażniły mu wtedy skórę. Rozumiejąc o co chodzi przestał. Wadera stała sparaliżowana. Odsunęłam pysk i zeszłam z basiora podchodząc do niej.
-Nie popisuj się-powiedziałam bez emocji.
Ethan spojrzał na Naomi pytająco.
-Ja się nie popisuje ciamajdo!-zawołała i skoczyła za mnie.
Wbiła pazury w moją skórę. Zasyczałam z bólu i położyłam się na grzbiecie przygniatając ją. Stanęłam na równe łapy zostawiając ją na ziemi. Walnęła mnie mocno tylną łapą w pysk co bolało. Drugi atak jednak powstrzymałam i przyłożyłam łapę do jej gardła lekko przyciskając.
-Przestań się popisywać-warknęłam stanowczo.
Zeszłam z niej zła i położyłam się w ciemnym kącie, co sprawiło, że nie było widać nic prócz błyszczących oczu.

Naomi?

Od Xerdy CD Luka

Data:
18 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy

-P-piosenkę?- zapytałam nie pewnie
Nigdy nikt dla mnie nie  ułożył piosenki. Uśmiechnęłam się do niego.
- Jasne- odpowiedziałam z uśmiechem
Basior zaczął się jąkać i po chwili zamilkł. Opuścił łeb.
- Przepraszam- cicho powiedział
- Przecież nic nie zrobiłeś- ugryzłam go w ucho- Potem mi zaśpiewasz.
Luka uśmiechnął  się do mnie. Skoczył na mnie. Jęknęłam, bo basior nadępnął mi łapą na brzuch.
- Nic się nie stało- uśmiechnęłam się
Basior szedł ze mnie i spojrzał się na mnie. Ja leżałam na grzbiecie i patrzyłam się  w niebo. Chmury przybierały różne kształty. Basior położył się przy mnie i także spojrzał w niebo.
- Patrz! Ta wygląda jak zając!- wskazałam na chmurę
- A ta jak piramida!- wskazał na chmurę
-A ta jak serce!- szepnęłam cicho
Luka spojrzał się na mnie. Ja popatrzyłam się w jego oczy. Zarumieniłam się i znów patrzyłam się w niebo.

Patrzyliśmy się w niebo jakieś  30 minut. Czasami czułam się niezręcznie. Ale niektóre chmury miały śmieszne kształty.
- Może się  gdzieś przejdziemy?- zapytałam
- Jasne- odpowiedział
Wstaliśmy z ziemi i poszliśmy w głąb lasu. Usiadłam pod potężnym dębem I spojrzałam  się na basiora.
- To zaśpiewasz?- zapytałam z uśmiechem
Luka?

Ethan CD Naomi.

Data:
18 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ona uśmiechnęła się tak radośnie, że coś drgnęło w moim sercu. Czułem, że to ona rozkręci moje życie na nowo i zapomnę o smutnej przeszłości.
- No to- zacząłem- niedawno mój opiekun i brat mojego ojca pozwolił mi opuścić watahę. Uczył mnie wszystkiego co w życiu będzie mi potrzebne.
- Czyli że...- odezwała się Naomi.
-Tak- odpowiedziałem.
Ona wiedziała co mam na myśli i ja wiedziałem co ona miała na myśli.
- Przykro mi..- zesmutniała.- Miałam tak samo, tylko że podobnie- wyrzuciła z siebie moja towarzyszka.
- Nie musisz mówić- spojrzałem na nią sympatycznie, bo ona widać miała już się rozpłakać, zbliżyłem się do nie a ona wtuliła się we mnie momentalnie.
- Przepraszam...- wyszła z moich objęć.
- Nie musisz.- odparłem- chodź. Wyjdźmy na świeże powietrze- zaproponowałem przyjaźnie.
- Jak chcesz, mogę Cię zaprowadzić do Amery, naszej alphy- rzuciła pewnie.
- Okey.
Ruszyłem obok niej. Szliśmy tak truchtem, gadając o miłych wspomnieniach z przeszłości i planach na przyszłość. Rozmawialiśmy tak, jakbyśmy się znali od szczenięcia i dopiero dziś poznawali na nowo. Kiedy ja opowiadałem o miłej przeszłości, którą jeszcze pamiętam, ona robiła się smutna. Więc szybko zmieniałem temat, aby ona mogła opowiedzieć plany na przyszłóość, Rozmowa się ciągła a my rozweseleni doszliśmy do jaskini Amery. Ale jej tam nie było.

Naomi?

Od Yomi do Shiro, Amery, Ritsu

Data:
18 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Miraku i Haku powiedziały że dzisiaj go zabiją, a mnie samej kazały śledzić kogoś z tej trójki. Przypadkowo natknęłam się na Alphę. W pewnym momencie miałam wrażenie że mnie wyczuła, bo nie zamaskowałam zapachu. Spotkała się z Shiro i Ritsu. Wyglądali wszyscy tak fajnie, a zachowywali się jakby byli sobie bliscy. Śmiali się, żartowali, opowiadali historię i wspominali stare czasy. Od razu zrozumiałam że udają się w stronę gór. Kiedy przed nimi stanęli serce zabiło mi mocniej bo od razu spostrzegłam Haku, oraz Miraku, która schodziła z gór. Zaczęli rozmawiać, nie słyszałam prawie nic, poza pojedynczymi słowami które były wypowiedziane głośniej. Nagle Haku wystartowała do Alphy, ale Shiro ją zasłonił.  Zaczęłam gryźć się z uczuciami, chciałam pomóc im bo byli nie winni, ale co jeśli mnie nie przyjmą. Byłam bardziej skłonna pomóc bratu niż dołączyć się do jego zabicia. Nie wyglądał na złego. Patrzyłam się z obawą na nich, miałam nadzieję że Shiro wyjdzie z tego, Haku dosyć poważnie zraniła go w bok.
- Jeszcze jeden ich atak i interweniuję - szepnęłam do siebie
Nie musiałam długo czekać. Widziałam jak Miraku szybko dotarła do Alphy i ją pchnęła, a potem dopadła Ritsu. Naprężyłam mięśnie i bezszelestnie zaczęłam biec. Nie mogłam pozwolić żeby one ich zabiły. Miraku rzuciła Ritsu w stronę Haku. Shiro upadł ale był przytomny a Alpha coś krzyczała. Miraku mnie nie widziała bo stała do mnie tyłem, a Haku była zajęta śmianiem się. Minęłam szybko waderę i brata i skoczyłam na Miraku. Wgryzłam się jej w głowę. Zrzuciła mnie i szybko podbiegła do Haku. Kiedy mnie zobaczyła była wściekła.
- Yomi... - szepnął leżący basior
- Wybrałam już stronę po której będę - spojrzałam na niego
Z miejsca ruszyłam na Haku. Wgryzłam się jej w szyję. Upadła na ziemię wciąż żywa, ale się wykrwawiała
- Księżniczko? Za co? - zapytała słabym głosem
- Za to co zrobiłaś Shiro! - krzyknęłam i pozbawiłam ją życia wbijając pazury w jej szyję
Spojrzałam na Miaraku, która zaczęła się cofać. Haku była najsłabsza z nas, a najsilniejsza Miraku. Nie miałam szans z nią. Rzuciła się na mnie i zaczęłyśmy walczyć. Zadała mi kilka poważnych ran, ale ona tak samo mocno oberwała. W końcu odepchnęła mnie w tył. Szykowała się do skoku. Kątem oka zobaczyłam jak płomyki ognia tworzą się na jej sierści. Padła koło mnie wrzeszcząc i krzycząc. Wstałam szybko i pozbawiłam ją życia. Obejrzałam się i zobaczyłam Alphę i dwóch basiorów, stali koło siebie i patrzyli się na mnie. Wiedziałam dobrze że to brat mi pomógł. Podeszłam niepewnie do nich z skulonym ogonem i opuszczoną głową na znak swojej skruchy, żeby wiedzieli że żałuję wszystkiego.
- Ja... przepraszam... - powiedziałam patrząc się w ziemię
Nie byłam w stanie spojrzeć się na któregoś z nich. Widziałam że Shiro jest ranny, znowu. Zdołałam ocalić Alphę i Ritsu, ale i tak to nie poprawiało mojej sytuacji. Czekałam na to co powiedzą, bałam się i to bardzo.

Amera?

Naomi CD Ethan i do Blackie

Data:
18 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Jak postanowiłam, przenoszę się w skaliste góry, i wiedziałam że to będzie niebezpieczne w niektórych warunkach pogodowych. Wraz z Blackie szłyśmy szlakiem pomiędzy lasem a górami.
- Idziemy tędy.- rozkazałam i zboczyłam z trasy w kierunku skalnych schodków przystrojonych miękkim mchem.
-Nie- zaprotestowała Blackie- nie są one bezpieczne. Często schodzą się tu do tutejszych jaskiń groźne niedźwiedzie- zastrzegła mnie Blayk.
Spojrzałam na nią wściekłym wzrokiem. Ale i tak poszłam w drogę górską prowadządzą do jakiegoś otworu. Były po lewej i prawej ale z prawej droga wydawała się krótsza więc ruszyłam tam, w stronę niebieskiego światła. Zaraz za sobą usłyszałam narzekanie Blackie, której nie podobało się już niańczenie mnie.
- Jak nie chcesz to idź na zewnątrz i poczekaj na mnie- rzuciłam.
- Nie, bo jakby mnie Amera zobaczyła że stoje bez ciebie to wiesz...- powiedziała wadera.
Nagle usłyszałam wyraźny chlupot wody, jakby ktoś wskoczył do niej. Dałam szybszego kroku i szłam w kierunku gdzie jeszcze echo powtarzało dźwięki wody. Dodarłam do źródła, gdzie coś szarego siedziało w wodzie. Powoli zbliżyłam się do krawędzi wody i nagle to coś wyskoczyło jak torpeda! Odsunęłam się trochę przestraszona, ale ogarnęłam się i wzięłam się do postawy obronnej. Zrzuciłam z siebie zalegające futra z grzbietu i zawarczałam jak najgroźniej umiałam. A to "coś" to był wilk... ten sam wilk, który śnił mi się po nocach.... Była zaskoczona, że to się dzieje, że on tu jest. A może ja mam wizję?
Wilk powoli i opanowanie wyszedł z wody, otrzepał się z jej nadmiaru i spojrzał na mnie z takim samym zakłopotaniem.
-Ty jesteś....- wydukał.
-Naomi...!- odpowiedziałam i zorientowałam się, że nie zrobi mi krzywdy i wróciłam do normalnej postawy, ale wpatrywałam się w jego oczy.
- Ethan...- przedstawił się.
- Co robisz na terenach mojej watahy?- zapytałam stanowczo.
- Nie wiem...- odpowiedział luźnie- wyruszyłem w świat szukać miejsca do życia. Czy w waszej watasze jest alpha?- zapytał.
-Jest. Mogę Cię do niej zaprowadzić, ale pod warunkiem, że powiesz, jak tu dotarłeś i skąd mnie znasz.- zaproponowałam i spojrzałam w stronę wejścia, którędy weszłam do jaskini i gdzie stała Blackie.
- Nao...- spojrzała na mnie ostrzegawczo czarna wadera- idziemy stąd. A ty Ethanie lepiej odejdź z naszych terenów- posłała mu groźne spojrzenie, którym mi też wcześniej groziła.
- Zostaw go. Ja się nim zajmę. I powiedz Amerze, żę moje lokum znajduje się w górach źródlanych i że niedługo odwiedze ją. Tylko jedno- zbliżyłam się w jej kierunku- jak piśniesz komuś z watahy słowo o Ethanie, pożałujesz swojej decyzji i zobaczysz mnie z innej strony, mrocznej strony...- zagroziłam jej srogo, że aż sama zaskoczyłam siebie.
Blackie niechętnie odeszła w stronę wyjścia, a ja zwróciłam się do niego:
-Masz szczęście. U niej albo u innych miał byś już przesrane...- stwierdziłam.
- Dzięki- odpowiedział- odwdzięczę się- i posłał mi uśmiech.

Ethan? Blackie?

Od Shiro do Amery i Ritsu

Data:
18 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Ruszyliśmy w stronę jednej z granic na patrol. Niestety nic tam nie znaleźliśmy. W czasie drogi zrozumiałem przekaz Amery, chciała sprawdzić góry. W sumie sam chciałem je sprawdzić ale nie sam. Zaczęliśmy się tam kierować, tak żeby Ritsu nie zdał sobie z tego sprawy.
- Jak miło znowu z wami spędzać czas - odezwałem się
- Dokładnie... zawsze było tak miło - ciągnęła Amera
- Coś w tym jest - dołączył się Ritsu
Przez całą drogę rozmawialiśmy i wspominaliśmy nasze przygody i śmieszne zdarzenia. Ritsu nie zauważył że kierujemy się na góry, czyli plan się udał. Rozmowa była przyjemna i co chwilę każde z nas się śmiało. Po jakimś czasie stanęliśmy przed górami. Ritsu wydawał się jednak opanowany i spokojny. Przestałem rozumieć o co mu chodzi.
- Chyba nie będziemy się tam wspinać? - zapytałem
- Oczywiście że będziemy - odezwała się Amera
- W takim stanie nie da rady - ktoś się zaśmiał
Przed nami ukazała się Haku, a z gór schodziła Miraku.
- Ładnie go urządziłaś Haku, ale jednak Alpha wróciła do siebie... szkoda - powiedziała stając obok Haku
- Bo wyglądało na to że nie przeżyje...
Obie patrzyły się na mnie. Były nieco niższe ode mnie ale to nie oznaczało że słabsze.
- Czy to...? - spojrzała na mnie Amera
- Haku i Miraku z projektu - odpowiedziałem
Zauważyłem kątem oka że Ritsu się boi. Nie jest tak silny jak one czy ja i nie poradzi sobie z żadną. Amera nie mogła walczyć bo nosie moje dzieci i nie jest zdolna do tego, nawet do używania żetonów mocy. Cała obrona i pokonanie ich spoczywało na mnie. Nagle Haku wystartowała i rzuciła się na Amerę. Zdążyłem ją osłonic własnym ciałem. Haku odskoczyła do tyłu, miała pysk ubrudzony w mojej krwi. Zanim cokolwiek zdołałem zrobić Miraku podleciała do Amery i ją pchnęła na ziemię, a potem podleciała do Ritsu.
- Najpierw zginiesz ty!

Yomi?

Amera do Shiro, Ritsu

Data:
18 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Amera pożegnała się z kotem i zaczęła kierować się w stronę polany. Wciąż myślała o waderze z czerwonymi oczami, niemalże czuła że ktoś jest na jej terenach. Nie chciała niczego stracić… Ani nikogo. Szczególnie tych dwóch basiorów. Byli dla niej jak bracia choć jeden został przed tygodniem partnerem. Ciągle o czymś myślała, nie dawała sobie spokoju w końcu jako alpha watahy nie mogła okazywać strachu, ani bólu więc postanowiła się wziąć w garść i wszystkie sprawy pozałatwiać. Po drodze spotkała Usami’ego.
- Cześć Usami.
- Witaj… - Przywitał się.
- Jak tam zdrowie?
- Już lepiej. Mam nadzieję, że szybko wyzdrowieję.
- Ja też. Do zobaczenia! – Amera musiała szybko znikać i pójść po Shiro. Miała obawy co do swoich przeczuć. Nagle wokół niej przebiegł cień i to w dodatku szybki. Biała stanęła w bezruchu, czując jakiegoś wilka, ten sam zapach ulatniał się gdy Ritsu wrócił z gór.
- Góry… - Powiedziała do siebie i doznała olśnienia. Szybko zaczęła biec na polanę, ale w połowie drogi poczuła lekki ból brzucha. – No tak… - Mruknęła do siebie. Cały czas zapominała o ciąży i nie przejmowała się już nią tak bardzo, ale i tak nie łatwo przychodziło jej, że zostanie matką. Zaczęła więc szybko iść bo inaczej się nie dało. Właśnie stanęła na skraju polany. Spróbowała wypatrywać jednej szarej kropki i białej. Na szczęście właśnie tamtędy szły dwie kropki więc Amera wyszła z ukrycia i od razu zaczęła się kierować w ich stronę. Jak tylko ją zobaczyli zaczęli biec lecz zwolnili bo Shiro dawał lekkie oznaki bólu pochodzącego z łapy.
- Szukaliśmy Cię..
- Ja też was szukałam. – Zamilkli na chwilę. – Ten sam zapach, który towarzyszył Ritsu jak zszedł z gór na chwilę pojawił się w moim otoczeniu. Obawiam się, że musimy iść sprawdzić góry..
- Nie musimy… Przewidziało Ci się… - Rzekł biały basior. Amera nie rozumiała czemu tak oddalał ich od tych gór, ale wreszcie odpuściła.
- To chociaż spatrolujmy granice…
- To chodźmy. – Powiedział nagle Shiro i ruszyli.


<Shiro?>

Shiro do Amery i Ritsu

Data:
18 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zostaliśmy sami. Ritsu nie patrzył się wcale na mnie. Od jakiegoś czasu unika mojego wzroku i mam wrażenie że mojej i Amery obecności także. Zupełnie jakby coś ukrywał. Skoro nie chciał mówić to nie nalegałem. Zbliżyłem się do niego i pocałowałem. Chciałem sprawdzić czy nadal mnie kocha. Odwzajemnił pocałunek co znaczyło że uczucia mu nie minęły.
- Jak mogę cię pocieszyć? - zapytałem
- Nie jestem smutny...
- Ale coś ci jest? Czy dało by się na chwilę o tym zapomnieć?
- Możliwe...
Ugryzłem mu ucho. Trochę marudził ale w końcu spojrzał na mnie. Potem jego wzrok utknął na mojej zszywanej łapie.
- Co ci się stało? - zapytał
- Mała kontuzja, dokładniej zostałem zaatakowany przez jedną z wader z projektu, dokładnie to była Haku. Dzięki Amrzez wszystko jest dobrze, była dzielna zszywając mi ją - popatrzyłem na nogę
- On jest cudowną waderą... masz szczęście że jesteście razem
- Wiem o tym, ale ty też jesteś cudowny. Amera traktuje ciebie jak przyjaciela, możliwe że jak młodszego brata
- Fajnie... - uśmiechnął się
- Chodź, poszukajmy Amery, chcę ci coś powiedzieć ale ona musi być przy tym i ona też musi się zgodzić...
Wyciągnąłem go z jaskini żeby nie siedział w niej. Chciałem powiedzieć mu o tym że będziemy mieć dzieci. Ritsu był jak część rodziny. Szybko złapałem trop Amery i udaliśmy się za jej zapachem.

Amera?

Amera do Shiro, Ritsu

Data:
18 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wadera widziała jak basior przytula się do białego.
- Weszłam nie w tej chwili? – Zapytała zakłopotana.
- Nie możesz zostać…
- Nie, wiesz… Ja pójdę. – Uśmiechnęła się do nich.
- Zostań. – Nalegał Ritsu.
- Muszę jeszcze zrobić wiele różnych rzeczy w watasze. Przybyła nowa i w ogóle. To cześć… - Pożegnała się z nimi. Nie chciała im przeszkadzać w takiej chwili, a przynajmniej Shiro za dużo już się jej naoglądał. Musi teraz pobyć z białym samcem… W końcu to on zakochał się w nim pierwszy. Podążając przez polanę zauważyła małą czarną plamę…
- Mefisto?
- Owszem… Masz dobry wzrok.
- Dziękuję… - Zarumieniła się. Podeszła do kota i pozwoliła mu się usadowić na grzbiecie.
- Wiesz już? – Przez chwilę milczała i zastanawiała się o co może kotu chodzić, ale wreszcie się domyśliła się, że pyta o ciążę.
- Nie jest mi łatwo z tą wiadomością… Nie lubię dzieci, ale chyba muszę zmienić nastawienie.
- Tak trzymaj. – Kot uśmiechnął się do niej, odwzajemniła uśmiech. Gadali jeszcze trochę, Amera podwiozła kota do granicy watahy. Najbardziej zaniepokoiła ją wiadomość o siostrze Shiro – czerwonookiej wilczycy. Może być wszędzie, a najgorsze jest to, że wielkolud wyczuł wrogi zapach od Ritsu. Wadera myślała, że to koleżanka lecz teraz zaczyna się bardziej bać o swoje stado. W razie czego stanie do walki…


<Shiro?>

Od Shiro do Amery i Ritsu

Data:
18 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
W wejściu jaskini ukazała się jakaś postać. Była to Annabell. Wyglądała na szczęśliwą i zadowoloną. Popatrzyła się na mnie a potem na Amerę. Pojawił się na jej pyszczku uśmiech. Znowu popatrzyła się na nie i chyba się speszyła.
- Nie możesz używać mocy - powiedziałem do Amery
- Czemu? - zdziwiła się
- Bo to negatywnie wpłynie na... domyśl się
Amera wydała się zrezygnowana. Wcześniej użyła żetonów mocy, ale płód nie był jeszcze tak rozwinięty. Teraz to już było co innego, musiała się oszczędzać.
- Muszę się przejść...- wstałem
- Ale ty nie możesz, twoja noga - upierała się
- Dzięki tobie mogę normalnie chodzić - pocałowałem ją
Ominąłem waderę i szczeniaka i po chwili znalazłem się na zewnątrz. Łapa trochę bolała ale było już dużo lepiej. Oczywiście nie mogłem jeszcze biegać ani nic innego co by ją nadwyrężyło. Zastanawiało mnie jedno, co ta mała chciała od Amery. Poszedłem bo wyglądało jakby czuła się nieswojo w mojej obecności, nie chciałem ją peszyć bardziej. Udałem się przed siebie a dokładniej do jaskini mojego drugiego partnera. Wszedłem do jego jaskini. Leżał na ziemi, nawet mnie nie zauważył.
- Gdzie Usami? - zapytałem
- Poszedł do siebie... - spojrzał na mnie
- Miałem o tym wiedzieć, ale chyba dobrze się czuje skoro nie było go u mnie. Co ciebie trapi?
- Mnie? Nic... ja tylko myślę
- Nad czym?
- Nie mogę powiedzieć... przepraszam
Ewidentnie coś go gryzło, ale widać nie umiał o tym mówić. Podszedłem do niego i go przytuliłem, aż mi zrobiło się smutno. Wtedy w wejściu do jaskini ukazała się Amera. Trzeba jej przyznać że ma wspaniałe wyczucie czasu.

Amera?

Luka do Xerdy

Data:
18 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Otrzepała się na mnie!
- Ej - krzyknąłem niby obrażony. Wadera popatrzyła się na mnie niewinnie. Położyłem ją po policzku. - Jesteś głodna - spytałem czule.
- Trochę... - odpowiedziała.
- Zaraz wracam! - oznajmiłem. Pobiegłem w las i przyłożyłem nos do ziemi w poszukiwaniu zapachu. Nagle wyczułem sarnę. Poszłem za tropem. Po chwili składałem się ku niej. Gdy dzieliło mnie tylko kilka metrów od niej..Skok! Po chwili sarna była martwa. Zacząłem ciągnąć zdobycz w kierunku gdzie była Xerda. Po 5 minutach byłem przy waderze. - Proszę - powiedziałem.
Wadera podziękowała mi pięknym uśmiechem. Położyłem się niedaleko samicy. Myślałem i...ułożyłem dla niej piosenkę. Wszak nie była idealna, ale taka prosto z serca.
- Skończyłam!- oznajmiła mi.
- Xerda..- odrzekłem tajemniczo.
- Słucham??
- Wiesz ułożyłem piosenkę..jak chcesz mógłbym zaśpiewać..- powiedziawszy czekałem na reakcję wilczycy.

<Xerda?>

Od Xerdy CD Scarlett i Mikoto

Data:
18 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy

Nie przeszkadzało mi, że  Scarlett jest niewidoma. Wilk jak wilk. Siedzieliśmy w milczeniu. Czasami spoglądałam się na waderę, a czasami na basiora.
- Możemy pójdziemy do Amery?- zapytałam
- Kto to?- zapytała Scar
- Alpha tej watahy- powiedział Mikoto
- Możemy pójść- wadera lekko się uśmiechnęła
Odwzajemniłam uśmiech i powoli wyszłam z jaskini. Rozejrzałam się i przystawiłam zimny nos do gleby. Poczułam dosyć wyrazisty zapach Alphy. Upewniłam się jeszcze czy to na pewno ona. Gdy byłam już pewna popatrzyłam się na Scarlett i Mikoto.
- Idziemy prosto- oznajmiłam
Wolnym krokiem zaczęłam iść przed siebie. Szybko zauważyłam Amere leżąca nad jeziorem. Biała szybko nas zauważyła i lekko się uśmiechnęła. Ale po chwili nagle stanęła gdy zobaczyła Scarlett. Spojrzała się na mnie i na Mikoto. Nagle się zatrzymaliśmy. Mikoto co chwilę się na mnie spoglądał, a ja na niego.
- Xerda Mikoto, kto to?- spojrzała się na nas
- Jestem Scarlett- odpowiedziała wadera- Chciałabym dołączyć do watahy.
- Na jakiej pozycji chciałabyś być?- zapytała się
- Czujka- odpowiedziała
- Dobrze- odpowiedziała - Mikoto, Xerda oprowadzicie Scarlett?
- Jasne- odpowiedzieliśmy razem
Amera odeszła w stronę swojej jaskini. Spojrzałam się na waderę i Mikoto.
- To gdzie najpierw idziemy?- zapytałam się
Mikoto? Scarlett?

Od Scarlett CD Mikoto i Xerda

Data:
18 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Nie ma problemu - mruknęła zerkając na Xerdę.
- Aż tak to widać? - Mikoto i Xerda przytaknęli szybko.
- Jestem ślepa... Nie widzę nic.
- Nic? Ale tak w ogóle nic? - spytał Mikoto zdziwionym głosem.
Scarlett skinęła głową z delikatnym usmiechem.
- W takim razie, jak sobie radzisz? - tym razem ostrożne pytanie zadała Xerda.
- Mam wyostrzone inne zmysły.
Na chwilę zamilkli, nie bardzo wiedząc co powiedzieć.
- Przemyślałam to o wstąpieniu do watahy i wydaje mi się to dobrym pomysłem.  Ale nie mam pojęcia co mogłabym robić. Przez ślepotę na nic się nie nadaję.
Chyba nie wiedzieli co powiedzieć, bo milczeli.
- A... Czujka? Skoro masz wyostrzone zmysły? - Mikoto odezwał się cichym głosem.
- Fakt. To... To by mogło być - odezwała się niepewnie Scarlett.
Znowu zapadła cisza, ale cisza bez wrogości. Po prostu temat się urwał a nie było źle, przynajmniej Scarlett tak tego nie odczuwała, posiedzieć w czyimś towarzystwie.
Spodziewała się sporej ilości pytań, jak to jest nie widzieć, jak polować, jak doszło do tego, że Scarlett oślepła, czy może jest taka od urodzenia. Ale prawdopodobnie myśleli, że ją urażą, mimo że wcale by tak nie było. Scar sądziła, że takie pytania są normalne, tak reaguje się na coś nowego.

Mikoto? Xerda?

Od Tajgi do Yellowstone'a

Data:
17 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Przepraszam - powiedziała cicho do wilka.
- Za co? - zdziwił się basior, nadal lekko się uśmiechając i spoglądając na nią.
- Za to, że moje pytanie najwyraźniej przywołało w tobie niemiłe wspomnienia - czuła się skrępowana tym, jak on na nią patrzył. Jakby nie istniało nic innego. Mógł przecież patrzeć na otaczające ich piękne widoki, albo na drogę, ale nie. Czarny musiał patrzeć akurat na nią.
- To nieistotne. Możesz mnie pytać o co chcesz.
- Dobrze. W takim razie, masz jakiś pseudonim? Masz ładne imię, ale trochę długie - spojrzała na niego przelotnie.
- Możesz mówić na mnie Scott albo Shadow. Jak wolisz - wędrowali przez las utartą ścieżkę. Tajga, nieco spięta, zeszła z niej i zaczęła iść dalej po bujnej trawie.
- Gdzie podróżowałeś? To znaczy, gdzie byłeś i co widziałeś?
- Sam nie wiem... Wędrowałem przez wiele lat, ale nigdy nie skupiałem się nad tym, gdzie jestem - zastanowił się.
- Byłeś kiedyś w mieście? - zainteresowała się wadera. - Amera, Shiro i Ritsu byli tam kilka razy.
- Nie, ale mógłbym się tam wybrać. Mogę cię zabrać, jeśli chcesz - zaproponował.
- No nie wiem... - zawahała się Tajga. - Ostatnio kilka wilków było w jaskini alfy, chciały nas sprowokować do walki. Może będziesz potrzebny tutaj. Ja raczej na nic się nie zdam, nie umiem walczyć. Z drugiej strony, ciekawi mnie, jak tam jest.
- Możemy spytać alfę, czy nas puści na dzień czy dwa na wyprawę. Przecież szybko wrócimy - przekonywał ją basior.
- Zgoda - westchnęła cicho. Zawróciła w stronę jaskini alfy. - Ale wątpię, by udzieliła nam pozwolenia.
- Jeśli będzie tak jak mówisz, to i tak się tam wybierzemy. Tylko w innym terminie - zamachał wesoło ogonem i podążył za nią.

Yellowstone?

Od Yomi

Data:
17 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Haku gdzieś zniknęła na jakiś czas. Siedziałam w szałasie razem z Miraku, która kończyła jeść posiłek. Dzisiaj nic nie robiłyśmy, cały dzień odpoczywałyśmy. Zastanawiałam się jak tam ma się Ritsu, od kiedy zaatakowałam jego brata nie widzieliśmy się. Miałam nadzieję że się nie obraził na mnie. Czułam się z tym głupio. Zastanawiałam się też nad tym co ten kot chciał mi przekazać i czemu dał mi prezent. Nigdy niczego nie dostałam i nie wiedziałam jak się zachować. Myślałam też nad tym jak wilki zachowują się w watahach i co to znaczy mieć rodzinę i walczyć dla kogoś. Nigdy tego nie zaznałam. Od zawsze musiałam walczyć dla siebie by przeżyć, dla Shiro na misjach, a teraz dla Haku i Miraku aby przeżyć, żeby nie pozostać samą. Od kiedy dostałyśmy naszą misję odzyskania wspomnień Shiro i sprowadzenia go do instytutu pytałam ciągle "Czy to ma jakiś sens?" , "Czemu ja jeszcze żyje skoro nie jestem nikomu potrzebna, może lepiej by było gdyby mnie nie było albo jakbym zginęła?", "Czy kiedyś sprzeciwie się im"?. Te pytania powtarzałam najczęściej. Niestety nigdy nie znalazłam na nie odpowiedzi.
Wstałam z ziemie i już chciałam iść dalej ale Miraku się odezwała.
- Gdzie się wybierasz?
- Chciałam się przejść...
- Księżniczko, ostatnio ciągle gdzieś znikasz, dzisiaj posiedzisz z nami, a przynajmniej ze mną, bo Haku gdzieś zniknęła
Nie pozostało mi nic jak usiąść z powrotem. Czas płynął mi wolno jak nigdy. Patrzyłam się w dal. Nagle moje oczy zarejestrowały ruch, bardzo daleko.
- Haku idzie... - powiedziałam
- Gdzie? Ja nie widzę - zaczęła się wpatrywać tam gdzie ja
Po paru minutach ujrzała Haku.
- Widzę ją... Dobry masz ten wzrok
- Taka się urodziłam...
Kiedy Haku podeszła wyczułam od niej krew, nie byle kogo. Miraku też to zauważyła i rzuciła się na nią. Haku walnęła mocno o ziemię i została przygnieciona przez towarzyszkę.
- Gdzie byłaś?
- Na spacerze...
- Gdzie? - była zła
- Na terenach watahy...
- Czy to krew Shiro?
- Tak... - wycedziła przez żeby bo Miraku zaczęła podduszać ją łapą
- Czemu tam poszłaś? - Miraku zabrała łapę
- Chciałam zobaczyć kto jest silniejszy - mówiła już normalnie
- Czyli okazało się że jednak ty - zaśmiała się schodząc z niej
- Nie był w pełni sił bo jego Alpha przestała jeść i zaczęła słabnąć. Chyba o coś się pożarli bo spał blisko jednej z granic. Pokazałam mu tylko jak się kończy kiedy ktoś postanawia nie jeść bo jest zakochany nieszczęśliwie... chyba zapamięta te lekcje i weźmie się w garść
- Stał się słaby. Niedługo możemy zakończyć jego żywot. Myślałam że wróci do nas po tym jak zaczęłyśmy buszować tutaj, ale się myliłam i to bardzo... Haku czy ten biały wilk, który był wtedy z nimi w mieście dalej się kręci koło niego? - zapytała Miraku
- Ostatnio nie widzę go, tak jakby trzymał się od nich z daleka, chyba się pokłócili albo coś... ale można uznać to jego przyjaciel
- Brawo Haku! Wpadłam na pomysł! Zaatakujemy Shiro kiedy będzie razem z Alphą na spacerze, dobrze by było żeby ten biały też tam był. Najpierw zabijemy waderę a potem białego, niech poczuje ból straty ich, na końcu jego zabijemy - Miraku była w euforii
Do tej pory słuchałam ich gadki i nic z tego sobie nie robiłam. Kiedy zaczęli mówić o Ritsu ogarnął mnie lęk że mogę go stracić, mojego jedynego przyjaciela. Czułam że Shiro ich obroni. Alpha nie zasługiwała na śmierć bo z opowiadań Ritsu była wspaniałą przywódczynią. Z jego opowiadań Shiro także był dobrym wilkiem.
Może to jednak one kłamią? Co zrobię jeżeli one ich zabiją? Czy uda mi się patrzeć na śmierć niewinnych, znowu? Czy może tym razem zmienię cel własnego życia i postąpię dobrze?
Nasuwało mi się tyle pytań. Nie byłam pewna swojej decyzji, ale miałam nadzieję że się przełamię i uda mi się decydować o swoim życiu sama, a nie jak do tej pory było. Wstałam i zaczęłam iść przed siebie.
- Gdzie idziesz? - zapytała Miraku
- Upolować coś sobie - odparłam
Słyszałam ich śmiech i część rozmowy, ale nie chciałam o tym myśleć. Im czas się skracał do tego zdarzenia, tym miałam więcej wątpliwości i nie pewnych uczuć. Wyszłam na jakąś polanę poród tego lasu. Zauważyłam dzika, który wpatrywał się we mnie. Nie chciał uciec ani ustąpić. Był duży i dorodny. Ruszył na mnie z szarżą. Przeskoczyłam nad nim i wskoczyłam na grzbiet wbijając mu łapę w szyję. Padł na ziemię i zaczął się wykrwawiać. Nie czekałam aż życie z niego ujdzie, tylko od razu przystąpiłam do jedzenia aby zająć czymś swój umysł.

Od Mikoto do Scarlett i Xerdy

Data:
17 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Spojrzałem się na Xerdę zdumiony, nie była wcale taka głupia. Ja na medycynie się nie znam, ale na szczeniakach to owszem. Kiedyś za nimi nie przepadałem ale potem je polubiłem.
- Wyglądasz jakbyś przybywała z daleka - powiedziałem
- Możliwe że tak jest - odpowiedziała
Była w nie najlepszym stanie ale na moje oko wyjdzie z tego, nie wygląda na słabą. Miała dziwnie nie obecny wzrok, ale zignorowałem to.
-  Zbliża się zima, a tutaj była byś bezpieczna, głód by ci nie doskwierał bo każdy tutaj dba o innych, nie natrafiłabyś też na inne wilki czy ludzi, którzy mogliby cię zabić. W grupie raźniej. Może dołączysz do watahy? - zapytałem
- To dobry pomysł! Zgódź się - wtrąciła się Xerda
- No nie wiem... musiałabym się nad tym zastanowić - umilkła na chwilę - a wasza Alpha nie miała by nic przeciwko temu?
- Nie żartuj, ona jest bardzo dobrą Alphą! - Xerda była zacięta
- Przemyśle to - uśmiechnęła się lekko
Scarlett zaczęła jeść sarnę, którą jej upolowałem. Chciała nas poczęstować, ale odmówiliśmy, gdyż chcieliśmy aby nabrała sił. Była bardzo miłą waderą. Nie dawały mi spokoju tylko te jej oczy.
- Czy mogę ciebie o coś zapytać?
- Tak?
- Czy ty masz jakiś problem z oczami? - zapytałem
- Mikoto! To było niegrzeczne! - okrzyczała mnie Xerda
- Wiem... przepraszam Scarlett - opuściłem głowę

Scarlett? Xerda?

Od Ethana do Naomi

Data:
17 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wędrowałem bez celownie. Mimo iż zostałem nauczony samotności,  czułem, że czegoś mi brakowało, co na mnie czeka. Od ostatnich dni w snach widziałem piękną śnieżno białą wilczycę z błękitnymi oczami. Kiedy zmierzałem w jej kierunku gdzie stała i wpatrywała się w morski kolor wody rozpływała się w powietrzu a ja się budziłem. Gdzie to było, nie mogę ocenić, ponieważ wokół nas była biała pustka...
Przekraczając las, zauważyłem skaliste góry, a w niektórych miejscach drzewa i skalne półki ozdobione mchem.
Zmierzałem ku górze, i spostrzegłem otwór, który okazał się wejściem do jaskini. Były dwie drogi- w prawo albo lewo. Ja wybrałem lewe wejście i wkroczyłem pewnie, niespodziewając się co tam znajdę...

Drążyłem w korytarzach jaskini, i czułem jak z każdym krokiem schodzę coraz bardziej w dół. Zza rogu ujrzałem źródło. Nabrała mnie chęć popływania w niej, więc w jednej chwili wskoczyłem i machałem sprawnie łapami w przeźroczystej wodzie. Z całej radości i zabawy wyciągnęły mnie odgłosy rozmowy. Z każdą chwilą nasilały się więc odruchowo zanurkowałem. Źródło nie było głębokie ale wystarczy aby 2 wilki były zatopione w wodzie po uszy, ogon i łapy.
Coś powoli zbliżyło się do wody, a ja nie mogłem już siedzieć w wodzie i wyskoczyłem jak torpeda na powierzchnię. Przy krawędzi stała ona,  przestraszona widokiem wilka wyskakującego z wody.

Naomi?

Od Dannyla CD Blackie

Data:
17 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
- Tata? - Kay skierowała w stronę Dannyla zdumione spojrzenie.
- Bev niedługo wróci, spokojnie skarbie - Dan wbił potępieńcze spojrzenie w Blackie, jednocześnie wzrokiem mówiąc "Idź i to napraw".
- Okay, wierzę ci - uśmiech Kay sprawił basiorowi przyjemność.
- Chodź, mała, przejdziemy się, Beverly jeszcze nas znajdzie, a Blackie pójdzie coś załatwić - mruknął akcentując szczególnie ostatnie słowa.
Biała wadera rzuciła Blackie zaciekawione spojrzenie, ale karnie poszła za Dannylem, który już nawet nie oglądał się na czarną.
Basior z lekkim uśmiechem obserwował idącą obok niego Kay, która szczebiotała o czymś bez przerwy.
Tęsknił za tą małą chyba najbardziej, bo i najbardziej ją polubił. Zawsze posłuszna, inteligentna, a tajniki polowania pojmowała w lot. Uczenie jej czegokolwiek był czystą przyjemnością i Dannyl lubił to robić, chociaż bez cienia zdenerwowania przyznawał, że tylko "jego" maluchy tak działały, wszystkie inne szczenięta po krótkim czasie zaczynały go męczyć.
Dannyl obejrzał się za siebie, ale Blackie już nie było, najwyraźniej zdecydowała się, coś z tym zrobić.
Postanowił pójść z Kay coś upolować. Oddał przybranej córce władze i z radością patrzył jak szybko wytropiła sarnę. Pomógł osaczyć zwierze i ale to Kay je zadusiła.
Zabrali się do jedzenia.

Blackie?

Od Xerdy do Scarlett i Mikoto

Data:
17 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy

Przechadzałam się po lesie bez celu. Może kogoś spotkam? Bardzo lubiłam chodzić po lesie. Lekki wiatr delikatnie ruszał moim futrem, a promienie słońca próbowały przebić się  przez gęste korony drzew. Przyłożyłam wilgotny nos do trawy i zaczęłam węszyć. Nie byłam głodna. Chciałam sprawdzić czy nie ma kogoś obcego w okolicy. Poczułam dosyć wyrazisty zapach nie znanej mi wadery i zapach Mikoto. Ruszyłam w stronę zapachów. Gdy zapach był bardzo mocny stanęłam i rozejrzałam się. Zauważyłam rudego basiora i nieznajomą waderę. Powoli do nich podeszłam. Jednak nagle się zatrzymałam.
- Kto to?- zapytałam spokojnie
Mikoto milczał. Wadera popatrzyła się na mnie. Podeszłam bliżej niej. Mikoto spojrzał się na mnie z zdziwieniem. Ja ze spokojem usiadłam i czekałam na ruch wadery. Po chwili także usiadła. Uśmiechnęłam się do niej.
- Kim jesteś?- zapytałam spokojnie
- Scarlett- odpowiedziała
Spojrzałam na waderę. Była wychudzona, było jej widać żebra i miała poważne rany. Skrzywiłam się.
- Pomóc Ci?- zapytałam
- Ehh.. Tylko poszarpałam się  z psami- odpowiedziała nie pewnie
- Tylko! Masz poważne rany i jesteś słaba.
- Może lepiej to zostawić Shiro?- wrzucił Mikoto
- Może być teraz po drugiej stronie watahy! Lepiej teraz zająć się  tymi ranami- odpowiedziałam
- Naprawdę mi nic nie jest- nie pewnie się uśmiechnęła
Byłam opiekuńcza i nie mogłam jej zostawić w takim stanie mimo, że nie była w watasze. Spojrzałam się na Mikoto.
- Mikoto upolujesz jakąś sarnę?- zapytałam- będziemy w tamtej jaskini
Wskazałam łapą najbliższą jaskinię. Basior skinął łbem i pobiegł w głąb lasu.
- Dasz radę dojść do tamtej jaskini?- wskazałam jaskinie
Ona skinęła łbem i z moją pomocą doszła do jaskini. W jaskini wadera się położyła. Były tam różne zioła. Akurat te, które były mi potrzebne. Wszedł do jaskini rudy basior. Uśmiechnęłam się na jego widok. Położył sarnę przy Scarlett. Ona zaczęła szybko jeść. Zjadła prawie całą sarnę i zasnęła.
- Niech śpi- powiedziałam do Mikoto
Mikoto usiadł obok mnie i przypatrywał się co robię. Rozgniotłam razem wszystkie zioła. W jaskini także leżał garnuszek wody. Wzięłam go i obmyłam rany wadery. Wzięłam garstkę rozgniecionych ziół i wmasowałam w wszystkie  rany.
- Za parę dni powinny się  zagoić- powiedziałam z uśmiechem
- Skąd znasz się na medycynie?- zapytał
- Jak jeszcze nie byłam w watasze to na parę miesięcy przygarnął mnie szaman i paru rzeczy nauczył- uśmiechnęłam się do niego
Scarlett? Mikoto?

Usami do White

Data:
16 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
- To pomoże nam Mikoto - powiedziałem
- Czemu akurat on?
- Bo jest opiekunem szczeniąt, to jego praca
- No masz racje
Cieszyło mnie to że znowu się z nią dogadywałem. Było jak dawniej i to mi pasowało, no może prawie jak dawniej. Teraz bardzo bolała mnie rana na boku, chyba leki przeciw bólowe przestały działaś. Na pysku miałem widoczny grymas.
- Coś się stało? - wystraszyła się White
- To nic takiego...
- Mów, jeżeli mogę ci jakoś pomóc.
- Możesz iść do Ritsu? On ma leki przeciw bólowe i jakieś zioła, które kazał brać mi Shiro ale jakoś ich nie wziąłem ze sobą...
- Co ty byś beze mnie zrobił?
Pocałowała mnie i wyszła z jaskini. Czułem się osłabiony jeszcze z powodu mojej choroby. Zacząłem się zastanawiać czy nie zrezygnować z posady zwiadowcy, nie mógł bym znieść zamartwiania się White, ale zanim to by nastąpiło musiał bym znaleźć kogoś odpowiedniego. Postanowiłem nic jej nie mówić o swoich przemyśleniach.

White?

Od Blackie CD Dannyla

Data:
16 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Zdziwiłam się widząc waderę.
-Blackie-mruknęłam.
"No to teraz mamy problem" - pomyślałam.
Spojrzałam na wilczycę.
"A ja wrzuciłam jej mamę do śmieci" - myśli krążyły mi w głowie - "Co ja teraz zrobię?"
Po chwili mój wzrok spoczywał na Dannylu.
-Możemy pogadać?-zwróciłam się do niego.
Odeszliśmy na bok.
-Gdzie Beverly?-zapytał od razu.
-Bo jest taki mały problem....ja jej pamięć zmieniłam i trochę usunęłam no i...ona teraz leży w koszu na śmieci-wyjaśniłam.
Ujrzałam złość w oczach wilka. Odwróciłam spojrzenie i szybko wróciłam do wadery.
-Twojej mamy teraz tu nie ma-powiedziałam.
Spojrzałam jej oczy.
"Nie nie mogę skasować jej pamięci" - nasunęła mi się myśl.
Odwróciłam głowę.
-Ona...musiała iść i długo minie zanim wróci-dodałam.

Dannyl?

Od Hiyori CD White

Data:
16 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy

Biała wadera stworzyła ogromną kulę wody. Mój wzrok błądził po wodzie. White się skupiła i wycelowała kulę na mnie. Zamknęłam oczy i czekałam, aż wielka kula wody na mnie spadnie. Jakoś to przeżyłam. Po tym jak ciecz spadła na mnie wzięłam głęboki wdech. Byłam cała mokra, a woda spływała ze mnie strumieniami. Usłyszałam głośny śmiech White. Otrzepałam się jednak dużo mi to nie dało. Po za tym pływanie nie należało do moich ulubionych czynności. Usiadłam na mokrym pomoście i przypatrywałam się White. Bardzo dobrze pływała. Robiła różne  sztuczki w wodzie. Nie spuszczałam z niej oka.

Minęło parę godzin. Ja ciągle siedziałam na pomoście patrząc się  w wodę. Dziwiłam się, że wadera nie jest zmęczona. Przynajmniej nie wyglądała na zmęczoną. Położyłam się na pomoście i na chwilę zamknęłam oczy. Jednak szybko je otworzyłam, bo usłyszałam jakieś odgłosy. Spojrzałam się na wodę. Zauważyłam tam White, która była pod cieczą. Ruszała gwałtownie łapami, ale nie mogła wypłynąć na powierzchnię. Z wody wydobywały się  stłumione wyrazy " Hiyori". Skoczyłam szybko do wody. Przymrużyłam oczy, żeby lepiej widzieć pod wodą. Podpłynęłam do wadery i złapałam ją za skórę na karku. Z trudem dałam na pomost. Zaczęła wykaszlywać  wodę. Spojrzała się na mnie.
- Dzięki- powiedziała
- Nie ma za co- odpowiedziałam- A tak właściwie co Ci się stało?
- Poczułam jakieś kopnięcie w brzuchu i złapał mnie skurcz.
Przyłożyłam łapę do brzucha wadery poczułam jak coś kopnęło w moją łapę. White skuliła się i jęknęła.
- Wiesz co to znaczy?- zapytałam się
Wadera skinęła łbem. Uśmiechnęłam się.
- Będę ciocią!- krzyknęłam z radości
White?

Amera do Shiro, Ritsu, Ann

Data:
16 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Wahała się. Nigdy nie zszywała ran i nie chciała go zranić.
- Nie mogę…
- Dasz radę… Proszę. – Był to jego błagalny ton.
- Chciałeś jeszcze porozmawiać…
- To podczas szycia. No… Zaszyj ranę proszę. – Wadera nie mogła dalej znieść jego próśb. Wstała i poszła do małego magazynku w jaskini i wyciągnęła nić i igłę, którą dostała kiedyś od Lindy. Kazała basiorowi się położyć i pokazać ranę. Zdjęła babkę lancetową i zaczęła powoli przewijać igłę przez sierść, skórę wilka.
- To o czy chcesz gadać? – Zapytała.
- O tobie. – Zatrzymała igłę i spojrzała w górę w oczy basiora.
- O mnie? Tutaj nie ma nic do gadania…
- A właśnie, że jest. Skoro już nosisz… Nasze dzieci to powinnaś dużo jeść i pić.
- Chcesz, abym bardziej przytyła? – Basior uniósł jedną brew i uśmiechnął się.
- Będziesz gruba pod koniec ciąży…
- Dzięki, potraktuje to jako komplement. – Skwitowała. – Nie przypaliłam Cię za mocno?
- Chodzi Ci o błyskawicę? – Potrząsnęła głową na znak. Zszywanie już się zakończyło i musiała przegryźć nitkę, aby dokończyć tą czynność.
- Nie rozmawiajmy już o tym, co? – Podniósł pyszczek wadery do góry i pocałował ją. Chciał ją położyć na legowisku, ale oderwała się od niego i powiedziała:
- Nie czas na to…
- Jasne. – Odparł krótko i zwięźle. Nagle przybiegła mała, biała kulka. Była chyba to Ann…


Shiro? Ann?

Od White CD Usami

Data:
16 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Było mi smutno, żałowałam, że tak się z nim pokłóciłam. Położyłam się obok basiora, ale aby nie uszkodzić mu rany. Wiele razy zastanawiałam się czy będę miała szczeniaki i czy w ogóle je chce. A gdy się dowiedziałam....no nie było łatwo się z tym pogodzić. Bo jednak to duża odpowiedzialność, a ja nigdy nie opiekowałam się szczeniakami. Było to więc dla mnie całkiem obce. Ukradkiem spojrzałam na Usami'ego, który również nad czymś myślał. Westchnęłam cicho i znów spojrzałam w ziemię. Z jednej strony cieszyłam się z tego, że będę jej miała, a z drugiej nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić.
-Usami?-zaczęłam rozmowę.
-Tak?-zapytał.
-Ja nie wiem czy sobie z tym poradzę-odpowiedziałam.
Wilk spojrzał na mnie, a ja na niego.
-Nie rozumiem-odparł.
-Ja ni wiem jak zajmować się szczeniakami-wyjaśniłam.
Usami uśmiechnął się lekko.
-Jakoś sobie poradzimy-powiedział.
-A jak nie?

Usami?

Od White CD Hiyori

Data:
16 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
-Bardzo-odparłam.
Po chwili pchnęłam do wody Hiyori i sama do niej wskoczyłam. Wadera zdziwiona, przez chwilę nie umiała opanować ruchów ciała, ale zaraz potem się wynurzyła.
-Ej!-zawołała.
-No co?-zaśmiałam się.
Zanurzyłam się pod wodę. Dzięki dobremu wzrokowi pod cieczą mogłam ujrzeć nie jedną rybkę. Podpłynęłam na ziemię i powoli się czołgałam. W pewnym momencie odbiłam się od powierzchni i złapałam jedną rybę w pysk. Lekko zacisnęłam na niej zęby i się wynurzyłam tuż przed Hiyori. Wadera głośno się zaśmiała widząc zwierzę miotające się w moim pysku. Włożyłam buzię do wody i otworzyłam paszczę. Ryba uciekła jak poparzona. Zaśmiałam się pod wodą wypuszczając wiele bąbelków. Niespodziewanie na samym dnie ujrzałam idącego wolno kraba. Był bardzo czerwony i miał wielkie szczypce. Podpłynęłam do niego. Ostrzegł mnie dwoma ruchami szczypiec. Krążyłam wokoło niego gdy nagle poczułam lekki ból na ogonie. Krab wbił mi tam swoją szczypce. Zamachałam częścią ciała podnosząc zwierzę, puściło mnie, a ja szybko odpłynęłam. Wynurzyłam się na powierzchnie tuż przy moście gdzie siedziała Hiyori.
-Bomba krab mnie zaatakował-udałam naburmuszoną.
Wadera zaśmiała się głośno, a ja uśmiechnęłam. Położyła się na moście i łapą mnie chlapnęła. Stworzyłam wielką kulę wody i zwaliłam na nią. Trzeba było przyznać, że jej mina była bezcenna. Tym razem to ja wybuchłam śmiechem widząc ją.

Hiyori?

Shiro do Amery

Data:
16 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Czułem jak moje ciało płonie, ale nie mogłem ci zrobić. Udało mi się wybudzić, ale nie mogłem złapać ostrości. Kiedy mi się to udało zdałem sobie sprawę że jestem w jaskini, nie byle kogo tylko Amery. Spróbowałem się podnieść ale ciało odmówiło mi posłuszeństwa.
- Zabije ją...
Nagle coś się poruszyła aż się przestraszyłem. Po chwili przytulona była do mnie Amera która płakała.
- A tobie co? - zapytałem
- Bo się przestraszyłam...
- Czego?
- Ja... nie wiem... Co ci się stało?
- Zjadłaś?
- Tak zjadłam.
- To dobrze. Miałem bliskie spotkanie z jedną waderą o imieniu Haku. Nie pozwoliłem jej mówić o tobie w pewien sposób i się zezłościła.
- To moja wina że jesteś w takim stanie, powinnam zginąć...
Na te ostatnie słowa dźwignąłem się do góry i usiadłem, mocno ją przytuliłem.
- Nawet mi się nie waż o tym myśleć, nie mogłem nic jeść bo się o ciebie martwiłem i to bardzo. Te dni były dla mnie koszmarem bo nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Kocham cię i przepraszam za to co zrobiłem... - czułem smutek z tego powodu bo zniszczyłem jej życie, ale mimo to kocham ją, nie ważne co powie czy zrobi nie zostawię jej w potrzebie. - Czy mogę cię o coś prosić?
- O co?
- Czy możemy na spokojnie porozmawiać a potem pomożesz mi zaszyć nogę? Muszę być w pełni sił i to szybko, a nie mam ochoty walczyć z zakażeniem kiedy tle wilków jest poza terenami i to blisko.
Czekałem aż Amera coś zrobi, wszystko zależał teraz od niej.

Amera?

Od Scarlett

Data:
16 listopada 2015
Komenatrze:
Brak komentarzy
Szara wadera z trudem pokonała ostatnie metry zanim przysiadła z westchnieniem.
Scarlett prezentowała się kiepsko, wychudzona sylwetka z wystającymi żebrami, przerzedzone, poszarpane jasne futro i krwawe plamy. Jej oczy miały nieobecny wyraz, gdy z czystego przyzwyczajenia, Scar, przeczesywała niewidzącym wzrokiem otoczenie. Ślepa była już od dłuższego czasu, zdążyła się przyzwyczaić, a inne zmysły wyostrzyły jej się w zamian za stracony wzrok.
Ale w ciągu ostatnich kilku miesięcy ciągłej wędrówki miała pecha. Przymierała głodem, bo jesień sprawiła, że upolowanie czegokolwiek stało się trudniejsze. Ostatecznie głód zmusił waderę do zbliżenia się do ludzkich osad, czego nie robiła od kilku dobrych lat. Na początku jakoś jej się udawało, lecz wkrótce szczęście Scarlett opuściło. Zaatakowały ją psy, ledwo zdołała się wyrwać. Dowlokła się tu i stwierdziła, że nie ma już sił. Co gorsze, doskonale wiedziała, że znajduje się na terenach jakiejś watahy.
Ze strachem wywęszyła nadchodzącego wilka. Musiał ją zobaczyć, bo usłyszała ostrożną zmianę w jego krokach. Przez wyostrzone zmysły zdołała wychwycić tak małą zmianę.
- Już mnie nie ma - pisnęła, podrywając się w górę, gdy znalazł się dość blisko, by ją usłyszeć.
- Eee... Że co? - basior zapytał dość zdziwionym głosem.
Wadera zatrzymała się w pół kroku, równie zdumiona, ale z innego powodu.
- To nie chcesz, żebym poszła? - wlepiła w niego niewidome oczy, chociaż jej wzrok zatrzymał się kilkadziesiąt centymetrów nad jego głową.
- Nie. Kiepsko wyglądasz, chciałem zapytać, kim jesteś i czy może... nie potrzebujesz pomocy.
Scar milczała, nie bardzo wiedząc czy basior nie chce złapać ja w pułapkę.
- Scarlett jestem. Trochę poszarpałam się z psami, nic mi nie jest - rzuciła, obdarzając wilka niepewnym uśmiechem.
Zdecydowała się mu zaufać.
- Mikoto. Jesteś pewna, że nic ci nie jest?
Pokręciła głową i na chwilę zapadła cisza, lecz nie krępująca, ale dosyć przyjacielska.
- Ktoś nadchodzi - mruknęła Scar.
- Skąd wiesz?
Nie odpowiedziała, bo basior musiał zdążyć wyczuć nadchodzącą.
- To z naszej watahy, nie musisz się bać - rzucił uspokajającym tonem.
- Kto powiedział, że się boję?
Wadera pojawiła się w dość bliskiej odległości, ale zatrzymała się, najwyraźniej zaskoczona widokiem nieznajomej.
- Kto to? - zapytała i Scarlett poznała po tonie głosu, że wadera musi być jeszcze bardzo młoda.

Mikoto? Xerda?

.:AKTUALNOŚĆI:.

( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)

.:TOPKA:.

© 2017 Eternal Wolves.
All rights reserved.
Design by Agata.